Widok
Kropeczko
Coma brzmieniowo leży w kręgu moich muzycznych preferencji, choć ciężko powiedzieć, abym był ich wielkim fanem.
Na koncert jeśli już jadę to raczej pić piwo niż słuchać muzyki ;), do słuchania wybieram mój skromny zestaw stereo i wygodny fotel a wieczorową porą słuchawki.
Podobnie jest z kinem.
Zaciągam rolety, rozgrzewam wzmacniacz i usadawiam się wygodnie-lubię mieć komfort;)
Na koncert jeśli już jadę to raczej pić piwo niż słuchać muzyki ;), do słuchania wybieram mój skromny zestaw stereo i wygodny fotel a wieczorową porą słuchawki.
Podobnie jest z kinem.
Zaciągam rolety, rozgrzewam wzmacniacz i usadawiam się wygodnie-lubię mieć komfort;)
Kropeczko
Wszystko się da jeśli się chce i wie.
Nie dbam o żywiołowość muzyki w jakiejś zupełnie przypadkowej i nie akustycznej hali.
Jeśli słuchasz muzyki w kwadracie na rozbebłanych kolumnach, końcówce mocy na konstrukcji rodem z lat 70 i wysuszonych kondkach to nie dziwię się, że krew płynie Ci z uszu i ekscytujesz się wycieczką na trójmiejski koncert.
Ja lubię dobrego rotel'a, lubię krell'a i vincent'a w wygłuszonym choćby częściowo pokoju.
Osobiście pod kompa podłączonego mam rotel'a i dobrane, tunningowane philipsy, aby przy oglądaniu filmów było jak np. w silver screen.(wiem że małe, dobre głośniki Bose byłyby lepsze, ale nie wszystko można mieć)
I w zasadzie tak jest.
Muzyka dobrze tu brzmi, ale właściwy system do odsłuchu mam w innym pokoju.
Piszesz o klimacie całości.
Wiem, że czasem na koncercie ciarki po plecach przechodzą.
Ale wiem także, że gdzie jest spory tłum ludzi, tam wydziela się w atmosferze pewnego rodzaju, nazwijmy to "syf".
Tak więc porównać można, (Ty uważasz, że nie)tylko nie wiadomo po której stronie będzie znak nierówności lub równania.
Ja muzyki nie słucham.
Wsłuchuję się w nią, zanurzam się, wyławiam detale chełpię i afiszuję się nimi.
Spoczywam na niej i żyję nią.
Pisać o muzyce, to tak jakby charakteryzować smak wypitego wina wina.
Chociaż jedno i drugie uzupełnia się wzajemnie, a gdy jest jeszcze kobieta całość przejawia się świętą trójcą.
Nie dbam o żywiołowość muzyki w jakiejś zupełnie przypadkowej i nie akustycznej hali.
Jeśli słuchasz muzyki w kwadracie na rozbebłanych kolumnach, końcówce mocy na konstrukcji rodem z lat 70 i wysuszonych kondkach to nie dziwię się, że krew płynie Ci z uszu i ekscytujesz się wycieczką na trójmiejski koncert.
Ja lubię dobrego rotel'a, lubię krell'a i vincent'a w wygłuszonym choćby częściowo pokoju.
Osobiście pod kompa podłączonego mam rotel'a i dobrane, tunningowane philipsy, aby przy oglądaniu filmów było jak np. w silver screen.(wiem że małe, dobre głośniki Bose byłyby lepsze, ale nie wszystko można mieć)
I w zasadzie tak jest.
Muzyka dobrze tu brzmi, ale właściwy system do odsłuchu mam w innym pokoju.
Piszesz o klimacie całości.
Wiem, że czasem na koncercie ciarki po plecach przechodzą.
Ale wiem także, że gdzie jest spory tłum ludzi, tam wydziela się w atmosferze pewnego rodzaju, nazwijmy to "syf".
Tak więc porównać można, (Ty uważasz, że nie)tylko nie wiadomo po której stronie będzie znak nierówności lub równania.
Ja muzyki nie słucham.
Wsłuchuję się w nią, zanurzam się, wyławiam detale chełpię i afiszuję się nimi.
Spoczywam na niej i żyję nią.
Pisać o muzyce, to tak jakby charakteryzować smak wypitego wina wina.
Chociaż jedno i drugie uzupełnia się wzajemnie, a gdy jest jeszcze kobieta całość przejawia się świętą trójcą.
...
Ktoś może mi zarzucić, że rano goli nogi lub brodę philipsem, następnie parzy kawę w ekspresie tejże firmy, ogląda poranną pogodę w tv philipsa, a w drodze do pracy słucha mp3 philipsa, ale np. angielska firma Nad bardzo często wykorzystuje podzespoły właśnie philipsa, co wg mnie o czymś stanowi.
Ponadto podoba mi się dom pod Antwerpi'ą właściciela Philipsa, fajną ma fosę dookoła i bramę wjazdową;)
Ponadto podoba mi się dom pod Antwerpi'ą właściciela Philipsa, fajną ma fosę dookoła i bramę wjazdową;)
c
Mój kot patrzył z mieszaniną grozy i fascynacji (aż się czuło zaburzenia grawitacji w obszarze metr od niego) a potem nic nie powiedział tylko uciekł ;)
Swoją drogą, UMIEĆ nie pozwolić w tej sytuacji żadnemu spierniczyć za drzwi - bezcenne.
A mnie się podoba ten łaciaty co pod koniec zbójeckim okiem w obiektyw zagląda :)
Swoją drogą, UMIEĆ nie pozwolić w tej sytuacji żadnemu spierniczyć za drzwi - bezcenne.
A mnie się podoba ten łaciaty co pod koniec zbójeckim okiem w obiektyw zagląda :)
.
dni odliczam do chwili
gdy wyrwę się stąd
skasuję gdańsk
i z dreszczem niepokoju stanę na suchej przełęczy
gigantowym długim skrętem
rozetnę grzbiet beskidu
a wieczorem, oparta o granitową ścianę murowańca
z wiśnióweczką w ręku
spokojnie będę patrzeć na przełęcz liliowe
marzą mi się
te nieodpowiedzialne nocne rajdy sprinterskie
do kuźnic na szybkiego browca
(albo dwa)
zapomniałam już, jak to jest
nielegalnie szlakiem kłusowników
z duszą na ramieniu
(czy podetnie się lawinkę, czy nie?)
gnać do mojego najukochańszego chyba
malutkiego drewnianego schroniska
pod upadłym żlebem
gdy wyrwę się stąd
skasuję gdańsk
i z dreszczem niepokoju stanę na suchej przełęczy
gigantowym długim skrętem
rozetnę grzbiet beskidu
a wieczorem, oparta o granitową ścianę murowańca
z wiśnióweczką w ręku
spokojnie będę patrzeć na przełęcz liliowe
marzą mi się
te nieodpowiedzialne nocne rajdy sprinterskie
do kuźnic na szybkiego browca
(albo dwa)
zapomniałam już, jak to jest
nielegalnie szlakiem kłusowników
z duszą na ramieniu
(czy podetnie się lawinkę, czy nie?)
gnać do mojego najukochańszego chyba
malutkiego drewnianego schroniska
pod upadłym żlebem