Widok
Czy Wy jesteście samotne?
Mieszkam od pewnego czasu w Gdańsku... W super atrakcyjnym miejscu. Z okna widzę spacerujących ludzi... Całe tłumy. I widzę że szczególnie popołudniami, wieczorami, dużą część tych spacerujących stanowią samotne, same dziewczyny, kobiety. Idą sobie spokojnym, lekko dumnym krokiem, troszkę się rozglądają...Tak jakby patrzyły dyskretnie, czy są dostrzegane, czy jakieś męskie oko je widzi... Jestem zaskoczony, jak wiele takich kobiet widzę. Jak dużo dziewczyn samotnie spaceruje!. Czy to są singielki? Czy to urodzone samotniczki? Czy jednak poszukiwaczki... Co kiekawe, bardzo często są to cudowne, bardzo ładne buzie, zgrabne figury...Dziewczyny! Drogie Panie! Gdzie wasi panowie?
To my w Gdańsku mamy dzielnicę czerwonych latarni?:D
Opis kobiet się zgadza...
Super atrakcyjne miejsce w pewnym sensie też:p
To gdzie mieszkasz?;)
Wątek dalej dziewczyna się wypytywała o jakieś miejsce na godziny, to zapewne masz dużą wiedzę na ten temat;)
Opis kobiet się zgadza...
Super atrakcyjne miejsce w pewnym sensie też:p
To gdzie mieszkasz?;)
Wątek dalej dziewczyna się wypytywała o jakieś miejsce na godziny, to zapewne masz dużą wiedzę na ten temat;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Monciak odpada bo jest w Sopocie, a Długa jest atrakcyjna chyba tylko dla niemieckich emerytów :P więc obstawiam Neptun Park nieopodal morza chociaz nie jestem pewna czy jest tam mnostwo przechadzajacych sie mlodych dziewoi, ino dziadki na rolkach tudzież babcie z kijkami NW
nie ma miłości bez naiwności
Gdzie nasi Panowie??? Przecież to proste!
Zalegają przed tv albo się relaksują przy kompie grając w Diablo :))
Takie czasy, że się zapie..... czasem na dwa etaty, więc co się dziwić że ktoś nie ma ochoty wieczorem nigdzie iść. Ja tam rozumiem swojego męża że czasami nie chce mu się nigdzie wychodzić.
Zalegają przed tv albo się relaksują przy kompie grając w Diablo :))
Takie czasy, że się zapie..... czasem na dwa etaty, więc co się dziwić że ktoś nie ma ochoty wieczorem nigdzie iść. Ja tam rozumiem swojego męża że czasami nie chce mu się nigdzie wychodzić.
Na ten "swój sposób" to rodzimy się sami i umieramy sami, a przez całe życie pozostajemy niezrozumiani i wyobcowania;)
W ludziach ciągle trwa walka, pomiędzy tym aby być sobą - indywidualnością, a tym by być częścią stada - dostosować się.
Tylko że problemem samotności nie jest sama samotność ale cierpienie wywołane przez jakaś tęsknotę. Tego łatwo się pozbyć poprzez rozwój życia wewnętrznego. Wtedy negatywne odczucia związane z samotnością znikają:)
Też lubię spacery w samotności, długie... najlepsze takie dwudniowe:P Bardzo oczyszczają:)
W ludziach ciągle trwa walka, pomiędzy tym aby być sobą - indywidualnością, a tym by być częścią stada - dostosować się.
Tylko że problemem samotności nie jest sama samotność ale cierpienie wywołane przez jakaś tęsknotę. Tego łatwo się pozbyć poprzez rozwój życia wewnętrznego. Wtedy negatywne odczucia związane z samotnością znikają:)
Też lubię spacery w samotności, długie... najlepsze takie dwudniowe:P Bardzo oczyszczają:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Tylko ta zła samotność, może być takim mechanizmem obronnym gatunku. Jeśli jest, to ludzie próbują z tym walczyć, i tym samym dążą do łączenia się w pary, do życia stadnego.
Gdy człowiek się na nią uodparnia, to im lepszy w tym jest, tym bardziej się może oddalić od innych.
To jak z tym pociągiem seksualnym - jak długo istnieje, tak długo istnieje nasz gatunek. Ludzie byliby bez niego szczęśliwsi, bo by nie musieli się przejmować wieloma kwestiami. Ale globalnie, było by to ostatnie pokolenie:p
Gdy człowiek się na nią uodparnia, to im lepszy w tym jest, tym bardziej się może oddalić od innych.
To jak z tym pociągiem seksualnym - jak długo istnieje, tak długo istnieje nasz gatunek. Ludzie byliby bez niego szczęśliwsi, bo by nie musieli się przejmować wieloma kwestiami. Ale globalnie, było by to ostatnie pokolenie:p
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Witam, pierwszy raz wypowiadam się na forum, ale właśnie siedzę bardzo, bardzo samotna, chociaż... mąż śpi w pokoju obok, synek również już spi, a ja siedzę sama i myślę... i jutro pójdę na spacer nad morze, również sama, ale jakby co, to obrączkę na palcu mam:))... i może właśnie te spacerujące "samotne kobiety" to właśnie takie matki ,żony i ...
To może się zorganizujcie i spacerujcie razem? Nawet nie musicie ze sobą rozmawiać, by nie popsuć samotnego spaceru, ale przynajmniej unikniecie posądzenia o coś niewłaściwego:p
Chodźcie czwórkami, jak żołnierze z Westerplatte:P
Obrączka na palcu w tych czasach już nic nie znaczy:(
Chodźcie czwórkami, jak żołnierze z Westerplatte:P
Obrączka na palcu w tych czasach już nic nie znaczy:(
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Tak sobie pomyślałam... jednych chcesz do piekła odprowadzać, a innym sugerujesz czwórkami do nieba :)
Natomiast obrączka na palcu... hm... pewnie masz sporo racji.
Ostatnio słuchałam audycji, gdzie podawano wyniki badań dotyczące zdrady. Obecnie w Polsce 60% mężczyzn przeznaje się do skoków w bok i 30% kobiet... Gonimy sprintem tzw. zachód.
Myślę jednak, że to spore uogólnienie z Twojej strony... że "już nic nie znaczy". Są osoby dla których jest istotna...
Natomiast obrączka na palcu... hm... pewnie masz sporo racji.
Ostatnio słuchałam audycji, gdzie podawano wyniki badań dotyczące zdrady. Obecnie w Polsce 60% mężczyzn przeznaje się do skoków w bok i 30% kobiet... Gonimy sprintem tzw. zachód.
Myślę jednak, że to spore uogólnienie z Twojej strony... że "już nic nie znaczy". Są osoby dla których jest istotna...
a propo ślubu (zakladam ze koscielnego) to wystarczy wejsc na forum "wesele" by zobaczyc ze chodzi glownie o mega spektakl a nie o sakrament wiec nie dziwota ze jest coraz wiecej rozwodnikow przed 30stka. Dewotą nie jestem, ale ostatnio czytalam wywiad z Dominika Figurska, ktorej malzenstwo przetrwalo nawet zdrade, podczas gdy wiekszosci przeszkadza fakt ze wspolmalzonek np. siedzi przed kompem/tv i nie spedza z nami czasu. Jesli dla kogos slub to tylko papierek lub zmiana nazwiska to rzeczywiscie nie dziwi nic.
Wspomniany wywiad:
http://gosc.pl/doc/1196949.Figurska-Uczcie-sie-na-moich-bledach
ps. na wywiad trafilam dzieki profilowi "wierność jest sexy" na fb ;)
Wspomniany wywiad:
http://gosc.pl/doc/1196949.Figurska-Uczcie-sie-na-moich-bledach
ps. na wywiad trafilam dzieki profilowi "wierność jest sexy" na fb ;)
nie ma miłości bez naiwności
sissel, nawet nie chodziło o te zdrady, tylko ogólniej o sposób bycia. Niby są razem, ale nadal szukają. Brak im pewnej powściągliwości jaka wynika z bycia z kimś. Większość tego co robią gdy ich partnera nie ma w pobliżu, dla ich partnera byłaby podstawą do kłótni lub zerwania. I nawet jak twierdzą że ewentualny skok w bok ich nie interesuje, to tak jakby go szukali, bo prowokują sytuację tak silnie jak się da.
Osoby które w małżeństwie umieją się zachować, niemal zawsze umieją też i bez obrączki, bo oni ogólnie kierują się pewnymi zasadami i dbają o swoje dobre imię
Osoby które w małżeństwie umieją się zachować, niemal zawsze umieją też i bez obrączki, bo oni ogólnie kierują się pewnymi zasadami i dbają o swoje dobre imię
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
FF, problem w tym że ludzie to zwierzęta stadne, które naśladują innych, więc jeśli coś z marginesu, staje się zwyczajne, czy nawet modne, to potem człowiek odczuwa presje społeczną i by nie czuć się wyobcowanym, zaczyna postępować jak i inni.
Oczywiście potem można jeszcze być ta indywidualnością, ale nawet one starają się trzymać jakiejś grupy społecznej, by nie czuć się odrzuconymi przez stado.
Dziewictwo czy wstrzemięźliwość seksualna nie są w modzie. Ludzi wyznających takie zasady traktuje się jak dziwaków. Gdy jeszcze usprawiedliwiają to swoją wiarą, to przymyka się na to oko... z politowaniem. Ale ludzi niewierzących a mimo to wyznających takie zasady od razu kieruje się do psychologa.
Zdrada też już jest w modzie, więc to tylko kwestia gdy te liczby stają się jeszcze większe, a mniejszość zacznie być postrzegana jako dziwadło. No ale zawsze można liczyć na ten koniec świata za kilka miesięcy:P
Oczywiście potem można jeszcze być ta indywidualnością, ale nawet one starają się trzymać jakiejś grupy społecznej, by nie czuć się odrzuconymi przez stado.
Dziewictwo czy wstrzemięźliwość seksualna nie są w modzie. Ludzi wyznających takie zasady traktuje się jak dziwaków. Gdy jeszcze usprawiedliwiają to swoją wiarą, to przymyka się na to oko... z politowaniem. Ale ludzi niewierzących a mimo to wyznających takie zasady od razu kieruje się do psychologa.
Zdrada też już jest w modzie, więc to tylko kwestia gdy te liczby stają się jeszcze większe, a mniejszość zacznie być postrzegana jako dziwadło. No ale zawsze można liczyć na ten koniec świata za kilka miesięcy:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Związek nieformalny czy formalny- zasady te same.
Jeśli ludzie darzą się uczuciem, jest im ze sobą dobrze to niczego za plecami partnera nie szukają. Jeśli mają miejsce sytuacje o których wspominasz, to... słaby taki związek. Może zdudowany na kruchych fundamentach. Może tylko chemii- a te bywają nietrwałe. Coś się wypala i wówczas znów poszukiwanie doznań, podniet, emocji...
Wiesz... słowa to jedno, a czyny świadczą o człowieku. Takie zachowania wskazują, że coś szwankuje.
Myślę jednak, że jeśli już ludzie decydują się na obrączkę ( w rozsądnym wieku :)) robią to w większości świadomie...
Jeśli ludzie darzą się uczuciem, jest im ze sobą dobrze to niczego za plecami partnera nie szukają. Jeśli mają miejsce sytuacje o których wspominasz, to... słaby taki związek. Może zdudowany na kruchych fundamentach. Może tylko chemii- a te bywają nietrwałe. Coś się wypala i wówczas znów poszukiwanie doznań, podniet, emocji...
Wiesz... słowa to jedno, a czyny świadczą o człowieku. Takie zachowania wskazują, że coś szwankuje.
Myślę jednak, że jeśli już ludzie decydują się na obrączkę ( w rozsądnym wieku :)) robią to w większości świadomie...
Czyli żenić trzeba się po 50-tce?;) (w sensie wieku, nie alkoholu:p)
Co do tych zasad, to myślę że winni jesteśmy sobie sami, powodem jest tolerancja. Ludzie nie oceniają (czy jak kto woli, nie osądzają), a wręcz tłumaczą różne złe uczynki. Brak negatywnej reakcji powoduje ciche przyzwolenie i złe uczynki stają się normą.
Pomyślcie na przykład o okłamywaniu innych. Gdyby ludzie się odwracali od kłamców, to ludzie nie chcąc być odtrącani mówiliby prawdę. Zamiast tego mamy społeczne przyzwolenie na kłamstwo i wszyscy kłamią.
Miałem taki okres że pytałem kobiety co by zrobiły jakby były w związku i jakiś obcy facet zaprosiłby je na kawę, lub jakby to nie był obcy facet tylko ich ex lub osoba do której czuły słabość. Wszystkie co do jednej odpowiedziały że by poszły. Jedna powiedziała że by powiadomiła o tym swojego faceta, a reszta (czyli kilkanaście lub kilkadziesiąt) że by nic nie powiedziały facetowi a jakby się pytał to by go okłamały.
Takie drobne rzeczy, małe kłamstwa, flirt w pracy... wszystko się składa na jedno - mniej lub bardziej świadome szukanie nowego partnera (czy jak kto woli, prowokowanie losu, który sprowokowany może wywołać zakochanie lub zdradę - a potem jedno z drugim mówi "nie wiem jak to się stało":p).
Co do tych zasad, to myślę że winni jesteśmy sobie sami, powodem jest tolerancja. Ludzie nie oceniają (czy jak kto woli, nie osądzają), a wręcz tłumaczą różne złe uczynki. Brak negatywnej reakcji powoduje ciche przyzwolenie i złe uczynki stają się normą.
Pomyślcie na przykład o okłamywaniu innych. Gdyby ludzie się odwracali od kłamców, to ludzie nie chcąc być odtrącani mówiliby prawdę. Zamiast tego mamy społeczne przyzwolenie na kłamstwo i wszyscy kłamią.
Miałem taki okres że pytałem kobiety co by zrobiły jakby były w związku i jakiś obcy facet zaprosiłby je na kawę, lub jakby to nie był obcy facet tylko ich ex lub osoba do której czuły słabość. Wszystkie co do jednej odpowiedziały że by poszły. Jedna powiedziała że by powiadomiła o tym swojego faceta, a reszta (czyli kilkanaście lub kilkadziesiąt) że by nic nie powiedziały facetowi a jakby się pytał to by go okłamały.
Takie drobne rzeczy, małe kłamstwa, flirt w pracy... wszystko się składa na jedno - mniej lub bardziej świadome szukanie nowego partnera (czy jak kto woli, prowokowanie losu, który sprowokowany może wywołać zakochanie lub zdradę - a potem jedno z drugim mówi "nie wiem jak to się stało":p).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Byłabym skołonna pomyśleć po trzydziestce... :) Nie wydaje Ci się to rozsądnym rozwiązaniem?
W tym wieku ludzie są już bardziej dojrzali. Czegoś doświadczyli, coś osiągnęli, są bardziej pewni tego, na czym im zależy... Idealy o których czytali w liceum zweryfikowało życie i zeszli nieco niżej- na ziemię :)
Poglądy się zmieniają. 5-10 lat w życiu młodego człowieka ma kolosalne znaczenie.
Z wiekiem człowiek dochodzi do przekonania, co jest naprawdę dla niego istotne. Biorąc pod uwagę rozsądek i doświadczenia nie porwie się na małżeństwo z osobą z zupełnie innej bajki. Wie, że to nie ma racji bytu.
Piszesz o przyzwoleniu na kłamstwo. To chyba zależy od charakteru człowieka. I tego jak jemu się później żyje ze świadomością tego czynu.
Znam taką natoryczną kłamczuchę... Sądzę, że w obecnej chwili ona sama już nie odróżnia prawdy od kłamstw, które opowiada. Realne sprawy zlały się z fantazją... i mam wrażnenie, że jest jej z tym dobrze. Kwestia czy inni jej wierzą, na ile jeszcze ufają. Którego dnia powie prawdę i nikt nie potraktuje tego serio.
Z doświadczenia wiem , że kłamstwo ma krótkie nogi... Ludzie, którzy prze długi czas potrafią żyć w kłamstwie to doskonali aktorzy. I nad moralnością bym się zastanowiła, bo skoro potrafią udźwignąć taki ciężar...
Jestem skłonna zgodzić się z tobą w kwestii społecznego przyzwolnia na kłamstwo, wydaje mi się, że to proces nieodwracalny. Żyjemy w takim tempie, że kolejne przemilczenie faktu nic nie zmienia. Tak to funkcjonuje. I niewielu ma czas się nad tym zastanowić...
Natomiast to co piszesz o prowokowaniu losu, szukaniu nowego partnera... ma to miejsce w przypadkach, gdy czegoś brak w związku. W sytuacji gdy jesteśmy wciąż zafascynowani partnerem, rozmową z nim, nie zwrócimy uwagi na kogokolwiek innego.
Nie wierzę w takie słowa " nie wiem jak to się stało" :) To brak odwagi do przyznania się samemu sobie, jak bardzo jestem niedoskonały/a.
Świadomość porażki boli.
W tym wieku ludzie są już bardziej dojrzali. Czegoś doświadczyli, coś osiągnęli, są bardziej pewni tego, na czym im zależy... Idealy o których czytali w liceum zweryfikowało życie i zeszli nieco niżej- na ziemię :)
Poglądy się zmieniają. 5-10 lat w życiu młodego człowieka ma kolosalne znaczenie.
Z wiekiem człowiek dochodzi do przekonania, co jest naprawdę dla niego istotne. Biorąc pod uwagę rozsądek i doświadczenia nie porwie się na małżeństwo z osobą z zupełnie innej bajki. Wie, że to nie ma racji bytu.
Piszesz o przyzwoleniu na kłamstwo. To chyba zależy od charakteru człowieka. I tego jak jemu się później żyje ze świadomością tego czynu.
Znam taką natoryczną kłamczuchę... Sądzę, że w obecnej chwili ona sama już nie odróżnia prawdy od kłamstw, które opowiada. Realne sprawy zlały się z fantazją... i mam wrażnenie, że jest jej z tym dobrze. Kwestia czy inni jej wierzą, na ile jeszcze ufają. Którego dnia powie prawdę i nikt nie potraktuje tego serio.
Z doświadczenia wiem , że kłamstwo ma krótkie nogi... Ludzie, którzy prze długi czas potrafią żyć w kłamstwie to doskonali aktorzy. I nad moralnością bym się zastanowiła, bo skoro potrafią udźwignąć taki ciężar...
Jestem skłonna zgodzić się z tobą w kwestii społecznego przyzwolnia na kłamstwo, wydaje mi się, że to proces nieodwracalny. Żyjemy w takim tempie, że kolejne przemilczenie faktu nic nie zmienia. Tak to funkcjonuje. I niewielu ma czas się nad tym zastanowić...
Natomiast to co piszesz o prowokowaniu losu, szukaniu nowego partnera... ma to miejsce w przypadkach, gdy czegoś brak w związku. W sytuacji gdy jesteśmy wciąż zafascynowani partnerem, rozmową z nim, nie zwrócimy uwagi na kogokolwiek innego.
Nie wierzę w takie słowa " nie wiem jak to się stało" :) To brak odwagi do przyznania się samemu sobie, jak bardzo jestem niedoskonały/a.
Świadomość porażki boli.
"Natomiast to co piszesz o prowokowaniu losu, szukaniu nowego partnera... ma to miejsce w przypadkach, gdy czegoś brak w związku. W sytuacji gdy jesteśmy wciąż zafascynowani partnerem, rozmową z nim, nie zwrócimy uwagi na kogokolwiek innego. "
ale fascynacja nie trwa kilkanascie lub kilkadziesiat lat (a przynajmniej nie w takim samym natezeniu co na poczatku zwiazku) wiec prawdziwa sztuka jest byc ze soba nawet w tym kolejnym etapie zwiazku zwanym proza zycia, ale najczesciej facet znajduje mlodsza (ktora nie narzeka i nie jest sfochowana) a kobieta fascynuje sie kolega z pracy zapominajac ze to wlasciwie klon jej faceta sprzed kilku lat.
Moze jestem dziwna ale smiesza mnie te narzekania z cyklu "mam obraczke ale chodze sama na spacery bo moj maz nie chce". Kiedys mialam faceta ktory byl ortodoksyjnym domatorem, uwierzcie lub nie ale nawet 15minutowy spacer z psem byl dla niego problemem, wiec...nie jest juz moim facetem (zreszta to dawne dzieje sprzed prawie 10lat). Jakos ciezko mi wmowic ze pewnych rzeczy nie zauwaza sie przed ślubem.
Jesli slysze ze 14letnia corka mojego faceta chodzi na pole dance* to sorry ale nie wydaje mi sie to stosowne, bo pomimo kategorii "aktywnosc ruchowa" jest tam jakies wyzwalanie zmysłowosci, ktore nabuzowanej hormonami nastolatce chyba nie jest jeszcze potrzebne, no chyba ze to mialo byc przygotowanie do zawodu :P w kazdym badz razie nie chcialabym aby moj maz nie mial nic przeciwko aby nasza nastoletnia corka chodzila na rurę.
Jesli facet ma zabrane prawko za alkohol to raczej ciezko uwierzyc ze to jednorazowy incydent, zwlaszcza ze niemal co wieczor wlewa w siebie kilka piw - nie chce zeby nasze potencjalne dziecko potykało sie o butelki po piwie.
Co do spotkan z obcym mezczyzna lub exem to zgadzam sie z Antym - co innego kumplowskie spotkanie z kolega ktorego znam tysiac lat a co innego kawa pireknym nieznajomym. Jesli ktos rozglada sie po bokach (o skokach nie wspominajac) to powinien skonczyc zwiazek w ktorym jest, no ale niestety ludzie boja sie samotnosci wiec koncza zwiazki dopiero gdy kogos poznaja.
* swoja droga to dziwne kto ja tam wpuscil, dolna granica wieku w fitness klubach to przewaznie 16 lat, oczywiscie nie mam na mysli zajec dla dzieci.
ale fascynacja nie trwa kilkanascie lub kilkadziesiat lat (a przynajmniej nie w takim samym natezeniu co na poczatku zwiazku) wiec prawdziwa sztuka jest byc ze soba nawet w tym kolejnym etapie zwiazku zwanym proza zycia, ale najczesciej facet znajduje mlodsza (ktora nie narzeka i nie jest sfochowana) a kobieta fascynuje sie kolega z pracy zapominajac ze to wlasciwie klon jej faceta sprzed kilku lat.
Moze jestem dziwna ale smiesza mnie te narzekania z cyklu "mam obraczke ale chodze sama na spacery bo moj maz nie chce". Kiedys mialam faceta ktory byl ortodoksyjnym domatorem, uwierzcie lub nie ale nawet 15minutowy spacer z psem byl dla niego problemem, wiec...nie jest juz moim facetem (zreszta to dawne dzieje sprzed prawie 10lat). Jakos ciezko mi wmowic ze pewnych rzeczy nie zauwaza sie przed ślubem.
Jesli slysze ze 14letnia corka mojego faceta chodzi na pole dance* to sorry ale nie wydaje mi sie to stosowne, bo pomimo kategorii "aktywnosc ruchowa" jest tam jakies wyzwalanie zmysłowosci, ktore nabuzowanej hormonami nastolatce chyba nie jest jeszcze potrzebne, no chyba ze to mialo byc przygotowanie do zawodu :P w kazdym badz razie nie chcialabym aby moj maz nie mial nic przeciwko aby nasza nastoletnia corka chodzila na rurę.
Jesli facet ma zabrane prawko za alkohol to raczej ciezko uwierzyc ze to jednorazowy incydent, zwlaszcza ze niemal co wieczor wlewa w siebie kilka piw - nie chce zeby nasze potencjalne dziecko potykało sie o butelki po piwie.
Co do spotkan z obcym mezczyzna lub exem to zgadzam sie z Antym - co innego kumplowskie spotkanie z kolega ktorego znam tysiac lat a co innego kawa pireknym nieznajomym. Jesli ktos rozglada sie po bokach (o skokach nie wspominajac) to powinien skonczyc zwiazek w ktorym jest, no ale niestety ludzie boja sie samotnosci wiec koncza zwiazki dopiero gdy kogos poznaja.
* swoja droga to dziwne kto ja tam wpuscil, dolna granica wieku w fitness klubach to przewaznie 16 lat, oczywiscie nie mam na mysli zajec dla dzieci.
nie ma miłości bez naiwności
Jeśli spora grupa rozwodzi się w przedziale 35-40 to chyba nie byli dość dojrzali by zapanować nad związkiem i go uratować;)
***
Często się zdarza tak, że ludzie przez pół życia śpią. Oczy im się otwierają w różnym wieku, jednym gdy mają 30 a innym przy 40 lub nawet 50. I naraz dochodzą do wniosku że wszystko robili źle i zmieniają swoje życie diametralnie.
Nie wiem czy aż tak bardzo można polegać na tym wieku;)
***
"Z wiekiem człowiek dochodzi do przekonania, co jest naprawdę dla niego istotne. Biorąc pod uwagę rozsądek i doświadczenia nie porwie się na małżeństwo z osobą z zupełnie innej bajki. Wie, że to nie ma racji bytu."
Czyli z wiekiem człowiek wybiera małżeństwo z rozsądku a nie z miłości?:P
***
"Jestem skłonna zgodzić się z tobą w kwestii społecznego przyzwolnia na kłamstwo, wydaje mi się, że to proces nieodwracalny."
To taki sam proces jak inny, obecnie trwa akceptacja dla różnych zboczeń, np homoseksualizmu czy transseksualizmu.
A rozpoczyna się publiczna akceptacja dla zdrad, rozwodów i krótkich małżeństwa.
Brak sprzeciwu oznacza zgodę, a jeśli to proces nieodwracalny, to dlaczego nikt się nie sprzeciwia? Bo każdy chce być lubiany, dobrze postrzegany, więc nie ocenia, nie krytykuje?
Nowomodna bzdura spychająca nas w otchłań.
***
"Natomiast to co piszesz o prowokowaniu losu, szukaniu nowego partnera... ma to miejsce w przypadkach, gdy czegoś brak w związku. W sytuacji gdy jesteśmy wciąż zafascynowani partnerem, rozmową z nim, nie zwrócimy uwagi na kogokolwiek innego. "
Czegoś brak bo ludzie stawiają na nowoczesny model związku, opartego o oczekiwania, wymagania, partnerstwo i te inne bzdury, które sprawiają że im człowiek dłużej w tym trwa tym mniej wolny się czuje. Czuje jakby jego związek był oparty na obowiązkach i nagrodach. I ma racje. To nie jest miłość.
Więc mniej lub bardziej świadomie szuka prawdziwej miłości. Ale gupek, nie umie kochać, więc robi to potrafi, czego go nauczono. Miłość zmienia w związek, czy w zniewolenie oparte na oczekiwaniach.
FF, miałaś faceta co nie chciał iść na spacer, więc go zmieniłaś. To takie mieć, kŧóre zastępuje być.
Kocha się człowieka, takim jakim jest, właściwie właśnie za to jaki jest - a to że jest ortodoksyjnym domatorem jest właśnie tym jaki on jest;)
Ja miałem odwrotność tego, dziewczynie nie podobało się że chodzę na spacery, że raz na kilka tygodni lubię sobie wyskoczyć na dwu dniowy spacerek bez telefonu i przyjmowania się całym światem. A poznając mnie, to była jedna z tych rzeczy, które ją we mnie fascynowały:D
***
Jeśli ktoś kogoś ma, poznaje nowych ludzi, to prędzej czy później się w kimś zakocha, to nieuniknione.
Jeśli później rzuci starego partnera by być z nowym, to ten nowy związek też nie może przetrwać. Byłem w takich kilku związkach. Najgorzej jak się jest oszukiwanym, żyjąc w nieświadomości że ktoś kogoś ma. Związki rozpoczęte na kłamstwie nigdy nie mają przyszłości.
Chociaż zawsze może być gorzej, można przecież trafić na chciwca, co znajdując nową osoby wcale nie zechce zakończyć poprzedniego związku;)
Dlatego zawsze mnie dziwi, że ludzie tak silnie zwracają uwagę na to by partner miał dobre wykształcenie, czy ambicje, a jednocześnie mają klapki na oczach jeśli chodzi o zasady którymi kieruje się w życiu.
Nie oceniać innych, phi!:P
***
Często się zdarza tak, że ludzie przez pół życia śpią. Oczy im się otwierają w różnym wieku, jednym gdy mają 30 a innym przy 40 lub nawet 50. I naraz dochodzą do wniosku że wszystko robili źle i zmieniają swoje życie diametralnie.
Nie wiem czy aż tak bardzo można polegać na tym wieku;)
***
"Z wiekiem człowiek dochodzi do przekonania, co jest naprawdę dla niego istotne. Biorąc pod uwagę rozsądek i doświadczenia nie porwie się na małżeństwo z osobą z zupełnie innej bajki. Wie, że to nie ma racji bytu."
Czyli z wiekiem człowiek wybiera małżeństwo z rozsądku a nie z miłości?:P
***
"Jestem skłonna zgodzić się z tobą w kwestii społecznego przyzwolnia na kłamstwo, wydaje mi się, że to proces nieodwracalny."
To taki sam proces jak inny, obecnie trwa akceptacja dla różnych zboczeń, np homoseksualizmu czy transseksualizmu.
A rozpoczyna się publiczna akceptacja dla zdrad, rozwodów i krótkich małżeństwa.
Brak sprzeciwu oznacza zgodę, a jeśli to proces nieodwracalny, to dlaczego nikt się nie sprzeciwia? Bo każdy chce być lubiany, dobrze postrzegany, więc nie ocenia, nie krytykuje?
Nowomodna bzdura spychająca nas w otchłań.
***
"Natomiast to co piszesz o prowokowaniu losu, szukaniu nowego partnera... ma to miejsce w przypadkach, gdy czegoś brak w związku. W sytuacji gdy jesteśmy wciąż zafascynowani partnerem, rozmową z nim, nie zwrócimy uwagi na kogokolwiek innego. "
Czegoś brak bo ludzie stawiają na nowoczesny model związku, opartego o oczekiwania, wymagania, partnerstwo i te inne bzdury, które sprawiają że im człowiek dłużej w tym trwa tym mniej wolny się czuje. Czuje jakby jego związek był oparty na obowiązkach i nagrodach. I ma racje. To nie jest miłość.
Więc mniej lub bardziej świadomie szuka prawdziwej miłości. Ale gupek, nie umie kochać, więc robi to potrafi, czego go nauczono. Miłość zmienia w związek, czy w zniewolenie oparte na oczekiwaniach.
FF, miałaś faceta co nie chciał iść na spacer, więc go zmieniłaś. To takie mieć, kŧóre zastępuje być.
Kocha się człowieka, takim jakim jest, właściwie właśnie za to jaki jest - a to że jest ortodoksyjnym domatorem jest właśnie tym jaki on jest;)
Ja miałem odwrotność tego, dziewczynie nie podobało się że chodzę na spacery, że raz na kilka tygodni lubię sobie wyskoczyć na dwu dniowy spacerek bez telefonu i przyjmowania się całym światem. A poznając mnie, to była jedna z tych rzeczy, które ją we mnie fascynowały:D
***
Jeśli ktoś kogoś ma, poznaje nowych ludzi, to prędzej czy później się w kimś zakocha, to nieuniknione.
Jeśli później rzuci starego partnera by być z nowym, to ten nowy związek też nie może przetrwać. Byłem w takich kilku związkach. Najgorzej jak się jest oszukiwanym, żyjąc w nieświadomości że ktoś kogoś ma. Związki rozpoczęte na kłamstwie nigdy nie mają przyszłości.
Chociaż zawsze może być gorzej, można przecież trafić na chciwca, co znajdując nową osoby wcale nie zechce zakończyć poprzedniego związku;)
Dlatego zawsze mnie dziwi, że ludzie tak silnie zwracają uwagę na to by partner miał dobre wykształcenie, czy ambicje, a jednocześnie mają klapki na oczach jeśli chodzi o zasady którymi kieruje się w życiu.
Nie oceniać innych, phi!:P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
To prawda. Jeśli nie potrafiłaś go kochać takim jakim był, to zrobiłaś coś, na co większość ludzi nie potrafi się odważyć.
Na pewno zyskaliście na tym oboje. Zawsze twierdziłem, że w takiej sytuacji, to im szybciej tym lepiej:)
Na pewno zyskaliście na tym oboje. Zawsze twierdziłem, że w takiej sytuacji, to im szybciej tym lepiej:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Wlasnie dlatego przytoczylam ten przyklad bo wiele kobiet popelnia blad i mysli ze po slubie facet zmieni sie na lepsze, a potem biedola na forach jakie one sa samotne bo cos tam* i chyba nawet nie jest mi ich zal bo widzialy gały co braly. Nie wiem czy mam wyjatkowe szczescie czy mega intuicje ale ja pewne rzeczy zauwazam przed potencjalnym slubem i jesli mi przeszkadzaja to po prostu koncze znajomosc zamiast meczyc siebie i ta druga osobe. Oczywiscie niechec do spacerow nie byla glownym powodem rozstania ;)
* bo on nadal imprezuje z kumpami/przesiaduje przed kompem/konsultuje sie w kazdej sprawie z mamusia (odpowiednie skreslic)
* bo on nadal imprezuje z kumpami/przesiaduje przed kompem/konsultuje sie w kazdej sprawie z mamusia (odpowiednie skreslic)
nie ma miłości bez naiwności
Widziały gały co brały.....
Ja jestem mężczyzną - i to parę lat po ślubie, będzie z .. i nie chcę się zmieniać na lepsze, tylko dojrzewać jak dobre, stare wino....., lub stawać się dojrzałym dębem, który jest ostoją dla najbliższych.
Albo ktoś jest .., albo nie i cały szkopuł tkwi w tym, aby być od samego początku i dojrzewać, a nie na siłę zmieniać się, lun na obce sugestie stawać się kimś innym...
Niektórzy, lubią być takimi jakimi są.....
Ja jestem mężczyzną - i to parę lat po ślubie, będzie z .. i nie chcę się zmieniać na lepsze, tylko dojrzewać jak dobre, stare wino....., lub stawać się dojrzałym dębem, który jest ostoją dla najbliższych.
Albo ktoś jest .., albo nie i cały szkopuł tkwi w tym, aby być od samego początku i dojrzewać, a nie na siłę zmieniać się, lun na obce sugestie stawać się kimś innym...
Niektórzy, lubią być takimi jakimi są.....
....i myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął: jakby powiało zdrowo, tobym jeszcze raz pofrunął......
A Osiecka
A Osiecka
Dodam jeszcze ze bardzo smieszy mnie sytuacja gdy para zyje ze soba w dosc dlugim konkubinacie (powiedzmy 5-8lat) a miesiac po slubie stwierdzaja ze to pomylka, no sorry ale chyba nikt tak szybko sie nie zmienia a slub to przeciez "tylko papierek" :P zreszta jako praktykujaca katoliczka jestem akurat przeciwniczka mieszkania ze soba przed slubem, bo moje zycie nie jest jazdą próbną, probowac to mozna samochod czy jest dobry, czy jest dostosowany do naszych potrzeb itp, czlowiek oprocz wad i zalet ma rowniez emocje.
nie ma miłości bez naiwności
Mnie to nawet nie śmieszy... W sumie to smutne.
Sama znam taką parę. 10 lat żyli ze sobą, wzięli ślub... a niespełna rok później dowiedziałam się, że są już po rozwodzie.
Wydaje mi się, że często ludzie uginają się pod presją rodziny, otoczenia. Słyszą komentarze " już tyle ze sobą jesteście- to kiedy ślub?". I idą do tego ołtarza... bo tak wypada(?). Dla tzw. świętego spokoju.
Sama znam taką parę. 10 lat żyli ze sobą, wzięli ślub... a niespełna rok później dowiedziałam się, że są już po rozwodzie.
Wydaje mi się, że często ludzie uginają się pod presją rodziny, otoczenia. Słyszą komentarze " już tyle ze sobą jesteście- to kiedy ślub?". I idą do tego ołtarza... bo tak wypada(?). Dla tzw. świętego spokoju.
sissel - no sorry ale dla ludzi ktorzy sa ze soba 10lat slub to chyba naprawde tylko spektakl/papierek wiec skad nagle taka zmiana? Facet nagle po 10latach zaczyna chrapac i rozrzucac skarpetki o nie opuszczaniu klapy od kibla nie wspominajac? Cyrk na kółkach...i oczywiscie nastawienie typu"zepsulo sie to rozwód", wymiana jak starego telewizora/auta na nowe ktore na pewno bedzie lepsze, ech...ludziom z pokolenia naszych dziadkow nie miesci sie to w glowie. Malzenstwo to sztuka bycia ze soba pomimo problemow a nie symbioza dwoch idealow bo nikt nim nie jest!!! Jedna nieprzegadana sprawa/sprzeczka to cegla ktora potem tworzy mur...
nie ma miłości bez naiwności
Myślę że jak ktoś jest 10 lat razem, bierze ślub a potem po miesiącu rozwód, to znaczy że ślub miał być metodą ratowania związku (niektórzy tak samo uważają o dziecku). To się nigdy nie sprawdza i jak dla mnie nie jest to dowód desperacji ale raczej głupoty.
***
Zmiana po ślubie, gdy dwoje ludzi spędza ze sobą dużo czasu i dużo ze sobą rozmawia powinny następować harmonijnie, być zmianami obojga i w podobnym kierunku. Naturalną rzeczą jest, że ich drogi powinni się zbliżać do siebie...
Jak tam nie jest, to znaczy że coś już przed tymi zmianami było w ich związku nie tak.
***
Zmiana po ślubie, gdy dwoje ludzi spędza ze sobą dużo czasu i dużo ze sobą rozmawia powinny następować harmonijnie, być zmianami obojga i w podobnym kierunku. Naturalną rzeczą jest, że ich drogi powinni się zbliżać do siebie...
Jak tam nie jest, to znaczy że coś już przed tymi zmianami było w ich związku nie tak.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
KOBIETY UWAZAJA ZE FACET MA BYC WSZYTKIM KASA NAJLEPIEJ MASA KASY DO TEGO SEXS .ALE TAKI ZEBY ZONAECZKA BYLA SZCZELIWA JAK CHMURA CO SPADA ZNIEJ DESZCZ .CZYLI IDEALNY KOCHANEK W LOZKU MA BYC NON STOP NA JEJ POTRZEBY DO TEGO MA JA CIEGL;E ZABAWIAC NA ROZNE SPOSOBY OCZYWISCIE CALY CZAS MUSI BRAC POD UWAGIE JEJ STAN EMOCJONALNY bo musi wyczuwac moment co w danej chwli jej sie podoba a co nie ..czyli nasze kochane babeczki chca miec faceta idealnego pieknego pod kazdym spojrzeniem z kazdej strony A CO ONE NAM DAJĄ CO MOGA DAC..CHYBA NIC BO MAJA TYLKO WYMAGANIA ZADNEJ INICJATYWY TO ON MA BYC A PANIE MAJA TYLKO BRAC ..DLATEGO drogie panny panienki panie zastanowcie sie zeby cos brac to czasmi trzeba cos DAC
Ciężko mi sobie wyobrazić tak podłą cechę charakteru.
Myślę za to że samotność to stan umysłu który wynika z jakiejś formy nieakceptowania siebie. Szuka się innych, aby odwrócić uciec od swojego wnętrza i otrzymać aprobatę.
Mając dobry stosunek do siebie, nawet jak się jest samemu to się nie czuje samotności. A inni mogą wtedy wywoływać co najwyżej znudzenie;)
Myślę za to że samotność to stan umysłu który wynika z jakiejś formy nieakceptowania siebie. Szuka się innych, aby odwrócić uciec od swojego wnętrza i otrzymać aprobatę.
Mając dobry stosunek do siebie, nawet jak się jest samemu to się nie czuje samotności. A inni mogą wtedy wywoływać co najwyżej znudzenie;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
o to mi chodziło- o bycie samotnym ale nie samym bo w związku... to już lepiej być samym ale nie samotnym- trochę mi to zajęło ale lepiej cos zrozumieć późno niż wcale...
Może jednak ten czas był potrzebny właśnie po to bym to zaakcetpowała ;) i podobno każdy jest po to by nas czegoś nauczyć... i plusy tego co było też o dziwo udało mi się znaleźć ;)
myślę, że ważne jest by wierzyć w przyszłość.... w dobrą przyszłość!
Może jednak ten czas był potrzebny właśnie po to bym to zaakcetpowała ;) i podobno każdy jest po to by nas czegoś nauczyć... i plusy tego co było też o dziwo udało mi się znaleźć ;)
myślę, że ważne jest by wierzyć w przyszłość.... w dobrą przyszłość!
To była akurat parafraza słów Stacha:P
Tu są inne jego:
http://pl.wikiquote.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Jerzy_Lec
Z jego aforyzmów trafiło do mnie jeszcze "Nie ufaj swemu sercu, łaknie Twojej krwi":D
Tu są inne jego:
http://pl.wikiquote.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Jerzy_Lec
Z jego aforyzmów trafiło do mnie jeszcze "Nie ufaj swemu sercu, łaknie Twojej krwi":D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
I skrzat który go pilnuje... Wredny oszust, złodziej, palacz i pewnie pijak, a według jednego horroru, specjalista od wykluczania ludzi z listy obecnych i od rozbioru mięsa:P
To tak by dodać nasycenia Waszemu różowi;)
To tak by dodać nasycenia Waszemu różowi;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Że tak troszkę zmienię temat, tzn powrócę do głównego...
Widzimy jednak że na moje pytanie jest odpowiedź raczej twierdząca. Tzn że spacerują niewiasty samotne/same. Czy zatem mogę was Panie zapytać, czy taki samotny spacer, to życzycie sobie aby takim pozostał, czy jest to sprawa zmienna? Tzn, czy jeżeli podejdzie do Was men, i zaoferuje wspólny spacer, to wyrazicie zgodę, czy spalony wstydem będzie się salwował ucieczką do Motławy? :-) ( podpowiedź w temacie: lokalizacja..)
Widzimy jednak że na moje pytanie jest odpowiedź raczej twierdząca. Tzn że spacerują niewiasty samotne/same. Czy zatem mogę was Panie zapytać, czy taki samotny spacer, to życzycie sobie aby takim pozostał, czy jest to sprawa zmienna? Tzn, czy jeżeli podejdzie do Was men, i zaoferuje wspólny spacer, to wyrazicie zgodę, czy spalony wstydem będzie się salwował ucieczką do Motławy? :-) ( podpowiedź w temacie: lokalizacja..)
Prawda jest taka, że:
a) jeśli jesteśmy w związkach to często jesteśmy samotne, bo nasi panowie są zmęczeni pracą i odpoczywają. Taki jest ciężki los współczesnych mężczyzn. Mamy lato, żyjemy w pięknym miejscu, za kilka tygodni znów będzie szaro i ponuro a oni siedzą przed TV lub PC i marnują piękną pogodę i urokliwą aurę jaka panuje tu latem. My opoczywamy spacerując i obserwując wszystkie te wydarzenia, które mają miejsce w Trójmieście a dla naszych panów to za duży wysiłek.
b) nie jesteśmy w związkach i pojawiamy się tam, gdzie coś się dzieje...bo nie lubimy siedzieć w domu przed TV i marnować pięknej pogody. Lato przecież tak krótko trwa...
Ktoś się nie zgodzi? Tak...faceci, o których mowa powyżej....
a) jeśli jesteśmy w związkach to często jesteśmy samotne, bo nasi panowie są zmęczeni pracą i odpoczywają. Taki jest ciężki los współczesnych mężczyzn. Mamy lato, żyjemy w pięknym miejscu, za kilka tygodni znów będzie szaro i ponuro a oni siedzą przed TV lub PC i marnują piękną pogodę i urokliwą aurę jaka panuje tu latem. My opoczywamy spacerując i obserwując wszystkie te wydarzenia, które mają miejsce w Trójmieście a dla naszych panów to za duży wysiłek.
b) nie jesteśmy w związkach i pojawiamy się tam, gdzie coś się dzieje...bo nie lubimy siedzieć w domu przed TV i marnować pięknej pogody. Lato przecież tak krótko trwa...
Ktoś się nie zgodzi? Tak...faceci, o których mowa powyżej....
witajcie.Forum-rodzaj konwersacji ,"spowiedzi" jest dobre,Czasem tez mam ochote wyrzucic wszystko z siebie,ale kto wyslucha?Kto zrozumie?Komu mozna zaufac?"Nawet wsrod ludzi mozna byc samotnym"...........Jestem w drugim zwiazku i w drugim samotna...W tym pierwszym mialam 20 lat do 25...w tym jestem majac juz 30...dludga historia.....Nic juz nigdy nie bedzie jak dawniej,jak majac te 20lat. Gdy nie ma juz takiego uczucia a gore bierze rozsadek-wtedy jest samotnosc.. Spacerujemy razem,rozmawiamy,wychowujemy dziecko kilkumiesieczne,ale nie ma tego czegos.....
Nie zaczepiamy, bo boimy się odmowy...Może by było łatwiej, gdyby odmowa brzmiała np. "dziękuję, ale przejdę się sama (sam)..."
Ale niestety należy się liczyć popukaniem w czoło, albo słowami typu "popier cię człowieku?! " I wtedy się odechciewa...
Od jutra zaczepiam wszystkie zielone kurteczki. :-)
Wszystkich przypadkowo ubranych w taki kolor serdecznie przepraszam.:-)
To nie jest WaterLine, ale ciepło :-)
Kto wie w jakie dni na galeonie grają szanty?
Ale niestety należy się liczyć popukaniem w czoło, albo słowami typu "popier cię człowieku?! " I wtedy się odechciewa...
Od jutra zaczepiam wszystkie zielone kurteczki. :-)
Wszystkich przypadkowo ubranych w taki kolor serdecznie przepraszam.:-)
To nie jest WaterLine, ale ciepło :-)
Kto wie w jakie dni na galeonie grają szanty?
a ja jestem sama z własnego wyboru tzn.po rozwodzie ,wolę byc sama niz samotna w związku ,ale powiem szczerze,że brakuje mi kogoś tzw,bratniej duszy mam 42 lata a czas niestety ucieka :)chętnie bym kogoś zapoznała ale nie jest to takie proste w tym wieku,chyba nie ma wolnych mężczyzn,a może są tylko ja nie mam szczęścia .
Więc tak. Już do tego nie wrócę :)
Jednak podejrzewam... nawet mam pewność... że jeszcze nie raz o tym pomyślę. Z tego co zauważam i czytam tu i ówdzie, to w związkach formalnycj partnerzy często sa "prawie sami". Bo właśnie praca, budowa i wiele innych WAŻNYCH obowiązków. Żyje się obok siebie, nie z sobą. A później jakiś baczny obserwator zadaje pytania :)
Jednak podejrzewam... nawet mam pewność... że jeszcze nie raz o tym pomyślę. Z tego co zauważam i czytam tu i ówdzie, to w związkach formalnycj partnerzy często sa "prawie sami". Bo właśnie praca, budowa i wiele innych WAŻNYCH obowiązków. Żyje się obok siebie, nie z sobą. A później jakiś baczny obserwator zadaje pytania :)
~Ciekawy obserwator - a to już samemu nie można sobie pospacerować? Czy każda atrakcyjna dziewczyna, która przechadza się nadmorską promenadą (czy gdziekolwiek) samotnie musi być od razu postrzegana jako ta, która "poszukuje męskich spojrzeń"? Co za głupota. A co do twojego pytania - skoro zauważasz tyle samotnych przedstawicielek płci żeńskiej tzn że ciężko ci oderwać wzrok od nich wszystkich skoro nie zauważasz facetów którzy także samotnie wędrują to tu, to tam. A może po prostu takie mamy czasy że faceci którzy lubią spędzać czas w towarzystwie kobiet, bez żadnych podtekstów seksualnych, znikają coraz szybciej bo nudzi ich taki zwyczajny spacer czy normalna pogawędka przy kawie/drinku/czymkolwiek. Szkoda...
a to już samemu nie można sobie pospacerować?
-oczywiście że można! (aczkolwiek, czemu nie ze mną? :-)
Czy każda atrakcyjna dziewczyna, która przechadza się nadmorską promenadą (czy gdziekolwiek) samotnie musi być od razu postrzegana jako ta, która "poszukuje męskich spojrzeń"?
-oczywiście że nie. Ale w Was kobietach jest taki mechanizm, całkowicie zrozumiały, że jak wsza facet was nie docenia, nie czujecie się w jego oczach już atrakcyjne, to szukacie dowartościowania właśnie na ulicy. Jeżeli męskie oko wyłowi was z tłumu i będzie się właśnie wam przyglądać, to pozwala wam odebrać to jako "podobam się facetom, nie jest źle"
Dla tego zapytałem"gdzie Wasi faceci?"
W tym tłumie też oczywiście są faceci. A że od płci pięknej ciężko mi oderwać wzrok, to chyba zrozumiałe. Wszak jesteśmy wzrokowcami...:-)
Głupotą jest twierdzenie że nie ma facetów którzy są gotowi na spotkania z kobietą, dziewczyną bez podtekstów. Chociażby ja jestem tego żywym dowodem i myślę że wielu Kolegów z tego Forum :-)
Zapewniam i Ciebie (myślę że jesteś kobietą, chociaż z nicka to nie wynika) i inne kobiety że mogę wypić morze Carlsberga, czy innego napoju (kawa słabo) i nawet przez moment nie będę myślał o zaciągnięciu do łóżka. Wydaje mi się to oczywiste i naturalne że kiedy jest czas na piwo, to się je pije i rozmawia, bawi. Kiedy się umawia na spacer, to się idzie i już. A kiedy się mówi "idziemy do łózka?" to po prostu idziemy i już. Wszystko ma swój czas i miejsce...:-))
-oczywiście że można! (aczkolwiek, czemu nie ze mną? :-)
Czy każda atrakcyjna dziewczyna, która przechadza się nadmorską promenadą (czy gdziekolwiek) samotnie musi być od razu postrzegana jako ta, która "poszukuje męskich spojrzeń"?
-oczywiście że nie. Ale w Was kobietach jest taki mechanizm, całkowicie zrozumiały, że jak wsza facet was nie docenia, nie czujecie się w jego oczach już atrakcyjne, to szukacie dowartościowania właśnie na ulicy. Jeżeli męskie oko wyłowi was z tłumu i będzie się właśnie wam przyglądać, to pozwala wam odebrać to jako "podobam się facetom, nie jest źle"
Dla tego zapytałem"gdzie Wasi faceci?"
W tym tłumie też oczywiście są faceci. A że od płci pięknej ciężko mi oderwać wzrok, to chyba zrozumiałe. Wszak jesteśmy wzrokowcami...:-)
Głupotą jest twierdzenie że nie ma facetów którzy są gotowi na spotkania z kobietą, dziewczyną bez podtekstów. Chociażby ja jestem tego żywym dowodem i myślę że wielu Kolegów z tego Forum :-)
Zapewniam i Ciebie (myślę że jesteś kobietą, chociaż z nicka to nie wynika) i inne kobiety że mogę wypić morze Carlsberga, czy innego napoju (kawa słabo) i nawet przez moment nie będę myślał o zaciągnięciu do łóżka. Wydaje mi się to oczywiste i naturalne że kiedy jest czas na piwo, to się je pije i rozmawia, bawi. Kiedy się umawia na spacer, to się idzie i już. A kiedy się mówi "idziemy do łózka?" to po prostu idziemy i już. Wszystko ma swój czas i miejsce...:-))
CO: "Ale w Was kobietach jest taki mechanizm, całkowicie zrozumiały, że jak wsza facet was nie docenia, nie czujecie się w jego oczach już atrakcyjne, to szukacie dowartościowania właśnie na ulicy. Jeżeli męskie oko wyłowi was z tłumu i będzie się właśnie wam przyglądać, to pozwala wam odebrać to jako "podobam się facetom, nie jest źle"
Nie wiem jak jest z innymi Paniami, wypowiem się tylko za siebie. Jeżeli nie czuję się atrakcyjna dla swojego faceta to jest to dla mnie ogromny cios-i zapewniam Cię, że nie szukałabym zainteresowania "na ulicy" bo i tak by mi to nie pomogło. Co z tego, że będą się mną interesować obcy mężczyźni, skoro nie będę się czuła 100%kobietą przy osobie, na której mi najbardziej zależy???
Póki kobieta sama w sobie nie znajdzie tej energii i siły, żeby powiedzieć sobie sama: jestem wartościowa, piękna i seksowna-niczego mi nie brakuje! zawsze będzie nosiła w sobie zairenko niedowartościowania-bo ktoś je kiedyś zasiał- i będzie ono powracać jak bumerang!
A z tą Twoją kawą...hmm....nie wierzę w takie "cuda" ;-P
Nie wiem jak jest z innymi Paniami, wypowiem się tylko za siebie. Jeżeli nie czuję się atrakcyjna dla swojego faceta to jest to dla mnie ogromny cios-i zapewniam Cię, że nie szukałabym zainteresowania "na ulicy" bo i tak by mi to nie pomogło. Co z tego, że będą się mną interesować obcy mężczyźni, skoro nie będę się czuła 100%kobietą przy osobie, na której mi najbardziej zależy???
Póki kobieta sama w sobie nie znajdzie tej energii i siły, żeby powiedzieć sobie sama: jestem wartościowa, piękna i seksowna-niczego mi nie brakuje! zawsze będzie nosiła w sobie zairenko niedowartościowania-bo ktoś je kiedyś zasiał- i będzie ono powracać jak bumerang!
A z tą Twoją kawą...hmm....nie wierzę w takie "cuda" ;-P
Właśnie z takich powodów nie chadzam sama na spacery.
Faceci jak widzą samotnie spacerującą "atrakcyjną" kobietę od razu myślą, że skoro spaceruje sama to pewnie kogoś szuka. Czasem po prostu chce się zaczerpnąć świeżego powietrza w samotności by zebrać myśli lub się odprężyć. Nie ma to nic wspólnego z samotnością
Faceci jak widzą samotnie spacerującą "atrakcyjną" kobietę od razu myślą, że skoro spaceruje sama to pewnie kogoś szuka. Czasem po prostu chce się zaczerpnąć świeżego powietrza w samotności by zebrać myśli lub się odprężyć. Nie ma to nic wspólnego z samotnością
Z tego co się orientuję to wyjście następuje przez drzwi. Drzwi są prawoskrętne, lub lewoskrętne, albo obrotowe - prawoskrętnie, lub lewoskrętnie.....
Polecam ten link dla szukających wyjścia:
Po obejrzeniu, nie będziesz miała wyjścia.....
Pozdrawiam.
Polecam ten link dla szukających wyjścia:
Po obejrzeniu, nie będziesz miała wyjścia.....
Pozdrawiam.
....i myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął: jakby powiało zdrowo, tobym jeszcze raz pofrunął......
A Osiecka
A Osiecka
I link: http://www.youtube.com/watch?v=HKiIqp74ZhU
....i myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął: jakby powiało zdrowo, tobym jeszcze raz pofrunął......
A Osiecka
A Osiecka
Obserwuję Twoją wypowiedź od pewnego czasu, i co na nią zerknę, to nasuwają mi się inne wnioski...Jak to jest z Tobą? Czy mój odczyt jest prawidłowy? Jesteś super laska, piękna, zgrabna, odlotowa,pełna sexu, powabu, itd? Bo stwierdzenie że "faceci się przy mnie tylko dowartościowują można różnie zrozumieć. Np tak, że jak któremuś w końcu uda się Ciebie poderwać, to tylko po to żeby błysnąć w towarzystwie, na ulicy, "patrzcie z jaką babką idę, jaką poderwałem!"
Dalsza część Twej wypowiedzi, też wiele mówi. "...popadają w kompleksy.." Tzn że jesteś tak doświadczoną i wymagającą kochanką, że się meny przy Tobie załamują? I że na koniec wrócę na początek. "Cóż mogę zrobić że jestem sama...?" Myślę że każdy może w tej sprawie zrobić tyle, ile naprawdę sam chce...
Dalsza część Twej wypowiedzi, też wiele mówi. "...popadają w kompleksy.." Tzn że jesteś tak doświadczoną i wymagającą kochanką, że się meny przy Tobie załamują? I że na koniec wrócę na początek. "Cóż mogę zrobić że jestem sama...?" Myślę że każdy może w tej sprawie zrobić tyle, ile naprawdę sam chce...
