Widok
Czy jestem aż taką złą matką?
Mam 7 letniego synka. Pracuję jak większość matek i to dość długo. W domu jesteśmy koło 18. Mam stresującą pracę, która często wymaga ode mnie także pracy w domu. I tu pojawia się problem z moim dzieckiem. Mój mąż jest bardzo dobrym ojcem i poświęca mu każdą wolną chwilę po powrocie z pracy do domu. Ja taka wspaniała nie jestem. I niestety wiecznie słyszę, że jestem złą matką, głównie od mojego syna.
Jak mój mąż chce wyjść to słyszę , że nie chce ze mną zostać, że woli tatę, że będzie się nudził, że tata ma zostać.
Jak czasem jest chory to zostaję z nim w domu, jednak wtedy też muszę trochę zasiąść do pracy bo nie mogę sobie pozwolić, żeby odpuścić. I wtedy to samo: nie lubię z tobą zostawać, wolę być w szkole, w świetlicy, zawieź mnie do babci...Ty tylko pracujesz (tłumaczę, że muszę, jeśli chcesz np mieć nowe zabawki ale nie dociera).
Chyba nietrudno sobie wyobrazić jak boli serce słuchając takich słów :( kocham moje dziecko najbardziej na świecie i okazuje mu to na każdym kroku, troszczę się, okazuje mu czułość, kupuję mu jego ukochane zabawki, a okazuje się, że jedynym wyznacznikiem tego czy matka jest dobra jest to, czy się bawi czy nie bawi... najgorsze, że tak samo myśli mój mąż. Ostatnio usłyszałam, że mam słaby kontakt z dzieckiem, że mam się z nim bawić i wtedy to się zmieni. Rzeczywiście trudno szukać sytuacji kiedy dziecko z otwartymi ramionami mnie wita, jak mnie nie ma przy odbieraniu ze szkoły czy w innych sytuacjach to nawet często nie pyta gdzie jestem, jak mam problemy i płaczę to NIGDY nie zdarzyło się, że mój synek się tym przejął :(
Sama nie miałam idealnego dzieciństwa, chcę oszczędzić mu tego samego a okazuje się, że jestem jeszcze gorsza bo ja swoich rodziców zawsze bardzo kochałam, bez względu na to czy budowali ze mną z klocków czy nie...wychodzi na to, że jestem naiwna bo zawsze myślałam, że matkę poza skrajnymi, patologicznymi przypadkami zawsze się kocha, a wychodzi na to, że na tą miłość trzeba sobie "pracować" spełniając oczekiwania.
Jak jest u Was? Czy zawsze bawicie się ze swoimi dziećmi? Czy po powrocie z pracy poświęcacie im każdą chwilę? Czy ja naprawdę jestem taką złą matką? Zastanawiałam nad drugim dzieckiem ale po tym co usłyszałam od męża to chyba nigdy się nie zdecyduje :(:(:(
Jestem tym naprawdę załamana i w mojej rodzinie czuję się poza nawiasem :( Zawiodłam w najważniejszej życiowej roli :(
Jak mój mąż chce wyjść to słyszę , że nie chce ze mną zostać, że woli tatę, że będzie się nudził, że tata ma zostać.
Jak czasem jest chory to zostaję z nim w domu, jednak wtedy też muszę trochę zasiąść do pracy bo nie mogę sobie pozwolić, żeby odpuścić. I wtedy to samo: nie lubię z tobą zostawać, wolę być w szkole, w świetlicy, zawieź mnie do babci...Ty tylko pracujesz (tłumaczę, że muszę, jeśli chcesz np mieć nowe zabawki ale nie dociera).
Chyba nietrudno sobie wyobrazić jak boli serce słuchając takich słów :( kocham moje dziecko najbardziej na świecie i okazuje mu to na każdym kroku, troszczę się, okazuje mu czułość, kupuję mu jego ukochane zabawki, a okazuje się, że jedynym wyznacznikiem tego czy matka jest dobra jest to, czy się bawi czy nie bawi... najgorsze, że tak samo myśli mój mąż. Ostatnio usłyszałam, że mam słaby kontakt z dzieckiem, że mam się z nim bawić i wtedy to się zmieni. Rzeczywiście trudno szukać sytuacji kiedy dziecko z otwartymi ramionami mnie wita, jak mnie nie ma przy odbieraniu ze szkoły czy w innych sytuacjach to nawet często nie pyta gdzie jestem, jak mam problemy i płaczę to NIGDY nie zdarzyło się, że mój synek się tym przejął :(
Sama nie miałam idealnego dzieciństwa, chcę oszczędzić mu tego samego a okazuje się, że jestem jeszcze gorsza bo ja swoich rodziców zawsze bardzo kochałam, bez względu na to czy budowali ze mną z klocków czy nie...wychodzi na to, że jestem naiwna bo zawsze myślałam, że matkę poza skrajnymi, patologicznymi przypadkami zawsze się kocha, a wychodzi na to, że na tą miłość trzeba sobie "pracować" spełniając oczekiwania.
Jak jest u Was? Czy zawsze bawicie się ze swoimi dziećmi? Czy po powrocie z pracy poświęcacie im każdą chwilę? Czy ja naprawdę jestem taką złą matką? Zastanawiałam nad drugim dzieckiem ale po tym co usłyszałam od męża to chyba nigdy się nie zdecyduje :(:(:(
Jestem tym naprawdę załamana i w mojej rodzinie czuję się poza nawiasem :( Zawiodłam w najważniejszej życiowej roli :(
Drugie dziecko chcesz ze względu na syna - żeby nie był jedynakiem czy sama czujesz potrzebę posiadania drugiego dziecka? Będziesz miała czas żeby mu poświęcić? A co wtedy ze starszym dzieckiem? Znów będzie spychane na bok - tym razem nie z powodu pracy przynoszonej do domu tylko maleńkiego dziecka, które wymaga poświęcenia mu czasu i uwagi?
Wiesz - wielokrotnie dziecko woli czas spędzić z Mamą(robiąc cokolwiek byle razem - razem piec ciasto, kolorować, czytać książkę, oglądać bajkę, lepić z plasteliny itd.) niż mieć kolejną zabawkę...
Może przez to, że miałaś takie, a nie inne dzieciństwo nie potrafisz dziecku okazać miłości, czułości, ciepła? Może nie miałaś od kogo się tego nauczyć?
Wiesz - wielokrotnie dziecko woli czas spędzić z Mamą(robiąc cokolwiek byle razem - razem piec ciasto, kolorować, czytać książkę, oglądać bajkę, lepić z plasteliny itd.) niż mieć kolejną zabawkę...
Może przez to, że miałaś takie, a nie inne dzieciństwo nie potrafisz dziecku okazać miłości, czułości, ciepła? Może nie miałaś od kogo się tego nauczyć?
niestety takie czasy że trzeba pracować, czasami bardzo dużo. Rozumiem o czym mówisz, u nas w związku to mój mąż bardzo dużo pracuje, ale wypracowaliśmy taki system że poświęca codziennie dziecku min. pół godziny i to jest czas tylko jego i córki i robią wtedy to na co ona ma ochotę i tylko z nim jeździ na basen, to są ich wspólne zajęcia, myślę że to jest dobre rozwiązanie. Syn ma 7 lat, jest mnóstwo miejsc gdzie można wspólnie fajnie spędzić czas w weekend, godzina, dwie a na pewno pomoże. Taka jest prawda że dzieci w tym wieku potrzebują przede wszystkim miłości, czasu z rodzicem, zabawki są drugoplanowe. Czytałaś może którąś z książek Adele Faber, Elaine Mazlish?
Chyba nie dość dokładnie przeczytałaś to co napisałam powyżej... gdybym nie okazywała dziecku miłości, ciepła i czułości to nie szukałabym pociechy ani porad na forum bo to byłoby jasne jak słońce, że nie jestem dobrą matką i szukałabym raczej pomocy psychologa lub poradni rodzinnej. Tego mojemu dziecku nie brakuje. Problemem jest to, że nie mam już wystarczająco dużo czasu na to by bawić się z synem przez ten czas kiedy wracam do domu po pracy i zabawą zajmuje się mój mąż. A mój syn przez ten pryzmat ocenia mnie jako matkę.
Niestety nie czytałam - ale chętnie spróbuję. Na domiar złego jeszcze studiuje przez co jeszcze wypada kilka dni w miesiącu :( tylko, że moje koleżanki z pracy mają podobną sytuację jak ja i nie ma mają takich problemów, tłumaczą mi, że ich dzieci przyzwyczaiły się do tego, że rodzice nie mają czasu ani siły na zabawy (te zostają na weekend) i ich dzieci nie obrzucają ich takimi komentarzami jak mój syn. Nie rozumiem dlaczego ja będąc taką samą matką jak inne - jednak jestem gorsza.
Może rzeczywiście spróbuję znaleźć jakiś rytuał - bardzo często ale jednak nie zawsze zasypiam z synem czytając mu przed snem. Może niech to jednak będzie nasz codzienny rytuał. Choć przy moim mężu, który leży w pokoju syna plackiem do samego wieczora to dla synka zbyt wiele nie będzie :(
Może rzeczywiście spróbuję znaleźć jakiś rytuał - bardzo często ale jednak nie zawsze zasypiam z synem czytając mu przed snem. Może niech to jednak będzie nasz codzienny rytuał. Choć przy moim mężu, który leży w pokoju syna plackiem do samego wieczora to dla synka zbyt wiele nie będzie :(
Popieram kararinah. Też mi się tak skojarzyło. Często dzieci powtarzają zasłyszane opinie, które nie są samodzielnie "wymyślone". Wiem po swoich młodych- często coś podsłuchają, nie zrozumieją do końca, a potem ubarwią i ogłaszają "swoje poglądy". Sporo czasu mi zeszło na tłumaczeniach, że podsłuchiwanie jest niegrzeczne, a powtarzanie podsłuchanych "rzeczy" jest jeszcze gorsze;)
Pogadaj z synem, pogadaj z mężem. Wyżalcie się sobie nawzajem i wtedy może uda się znaleźć rozwiązanie.
Pogadaj z synem, pogadaj z mężem. Wyżalcie się sobie nawzajem i wtedy może uda się znaleźć rozwiązanie.
To może po pracy zajmij się dzieckiem, pobaw się z nim a pracą zajmij się jak synek pójdzie spać. Wiem, że na pewno jesteś zmęczona po pracy ale może co drugi dzień będziesz pracowała wieczorami. U mnie była podobna sytuacja, tylko z tą różnicą, że to mąż pracował po powrocie do domu albo był tak zmęczony, że zasypiał na kanapie. W pewnym momencie było tak, że moje dziecko mówiło, że chciałoby mieć inne tatusia. Teraz jest tak, że mąż stara się pracować jak młoda zaśnie i albo gramy razem w jakieś gry planszowe. W weekend zawsze sami idą na basen albo plac zabaw lub spacer i ich relacje bardzo się poprawiły.
Całkowicie cię rozumiem
Sama byłam wiecznie zarobiona potem dom obowiązki inne i nagle czas Spać. Kiedy zaszłam w druga ciążę i w 5 miesiącu wylądowałam na l4 okazało się, że moje dziecko zadowolone z tego faktu nie jest, bardzo tęskniła za nianią, potrafiła też wykrzykiwać idż to tej swojej pracy ja chce Panią. Serducho bolało. jednak poszłam po rozum do głowy przeanalizowałam swoje dzieciństwo i więzi które utrzymały się z członkami rodziny i wyciągnęłam wnioski.
Niestety decydując się na dziecko trzeba wiedzieć, że ono nas potrzebuje a nie zabawek, nowych gier tylko nas.
Kiedy wróciłam do pracy po macierzyńskim, szybko awansowałam i co za tym poszło też miałam więcej pracy w domu więcej kasy też, ale nie przeznaczałam jej już na kolejny plastik tylko na wspólne wyjście do kina na wycieczkę z zaznaczeniem WSPÓLNEnie wyjście dzieci z kimś.
Zaraz po pracy i przedszkolu odebraniu młodszego dziecka od niani był spacer pogaduchy lub po prostu wygłupy na dywanie. Dopiero potem obiad sprzątanie itp. Dzieci przestawiłam na chodzenie spać o 20 i wtedy miałam godzinę na papierologię firmy. Ostatnie telefony pracowe załatwiałam czasami jeszcze na wycieraczce przed domem, wchodząc do domu wchodziłam do domu zostawiając pracę za drzwiami.
I co się okazało świat firmowy się nie zawalił, nawet awansowałam dalej pommo, że nie miałam korpo-smyczy zaciśniętej 24/24
Czas dla dziecka to podstawa nigdy więcej twój dziecko nie będzie miało 7-8-10 lat jak teraz stracisz je to zawsze będzie daleko.
Bliższe mi są dwie ciocie niż rodzice których tylko widywałam
Sama byłam wiecznie zarobiona potem dom obowiązki inne i nagle czas Spać. Kiedy zaszłam w druga ciążę i w 5 miesiącu wylądowałam na l4 okazało się, że moje dziecko zadowolone z tego faktu nie jest, bardzo tęskniła za nianią, potrafiła też wykrzykiwać idż to tej swojej pracy ja chce Panią. Serducho bolało. jednak poszłam po rozum do głowy przeanalizowałam swoje dzieciństwo i więzi które utrzymały się z członkami rodziny i wyciągnęłam wnioski.
Niestety decydując się na dziecko trzeba wiedzieć, że ono nas potrzebuje a nie zabawek, nowych gier tylko nas.
Kiedy wróciłam do pracy po macierzyńskim, szybko awansowałam i co za tym poszło też miałam więcej pracy w domu więcej kasy też, ale nie przeznaczałam jej już na kolejny plastik tylko na wspólne wyjście do kina na wycieczkę z zaznaczeniem WSPÓLNEnie wyjście dzieci z kimś.
Zaraz po pracy i przedszkolu odebraniu młodszego dziecka od niani był spacer pogaduchy lub po prostu wygłupy na dywanie. Dopiero potem obiad sprzątanie itp. Dzieci przestawiłam na chodzenie spać o 20 i wtedy miałam godzinę na papierologię firmy. Ostatnie telefony pracowe załatwiałam czasami jeszcze na wycieraczce przed domem, wchodząc do domu wchodziłam do domu zostawiając pracę za drzwiami.
I co się okazało świat firmowy się nie zawalił, nawet awansowałam dalej pommo, że nie miałam korpo-smyczy zaciśniętej 24/24
Czas dla dziecka to podstawa nigdy więcej twój dziecko nie będzie miało 7-8-10 lat jak teraz stracisz je to zawsze będzie daleko.
Bliższe mi są dwie ciocie niż rodzice których tylko widywałam
Jeśli jednym tchem wymieniłaś kochanie i okazywanie czułości, troski razem z kupowaniem nowych zabawek - wyciągnęłam wniosek, że kochanie=kupowanie zabawek. Nie znam Cię, więc nie wiem jak faktycznie jest.
Więc jak okazujesz uczucia jeśli nie spędzasz czasu z dzieckiem? Tzn. nie spędzacie go razem=nie bawicie się=nie robicie czegoś wspólnie?
Jak często bierzesz Syna na kolana, przytulasz? Mówisz, że go kochasz? Że jest dla Ciebie najważniejszy? Co robicie wspólnie w wolne dni?
Może chociaż poczytaj Mu przed snem? Wprowadź jakiś wspólny rytuał. Jeśli faktycznie na tym etapie masz słaby kontakt z własnym dzieckiem - to później może być tylko gorzej(gdy będzie nastolatkiem)... No chyba, że wygospodarujesz chociaż te 30 minut w ciągu dnia tylko dla niego.
Naprawdę każdego dnia musisz zabierać pracę do domu????
Więc jak okazujesz uczucia jeśli nie spędzasz czasu z dzieckiem? Tzn. nie spędzacie go razem=nie bawicie się=nie robicie czegoś wspólnie?
Jak często bierzesz Syna na kolana, przytulasz? Mówisz, że go kochasz? Że jest dla Ciebie najważniejszy? Co robicie wspólnie w wolne dni?
Może chociaż poczytaj Mu przed snem? Wprowadź jakiś wspólny rytuał. Jeśli faktycznie na tym etapie masz słaby kontakt z własnym dzieckiem - to później może być tylko gorzej(gdy będzie nastolatkiem)... No chyba, że wygospodarujesz chociaż te 30 minut w ciągu dnia tylko dla niego.
Naprawdę każdego dnia musisz zabierać pracę do domu????
jak mam problemy i płaczę to NIGDY nie zdarzyło się, że mój synek się tym przejął :( mi się to najbardziej rzuciło w oczy....
wymagasz wsparcia od 7latka? Od tego jest mąż, rodzina, przyjaciółka a nie dziecko.
praca=zabawki, którymi bawi się z tatą lub sam.....
to nie o to chodzi.
czas poswiecony dziecku procentuje na potem. Tak jak pisała Agusia, co zrobisz gdy bedzie nastolatkiem? Czas tak szybko biegnie....
wymagasz wsparcia od 7latka? Od tego jest mąż, rodzina, przyjaciółka a nie dziecko.
praca=zabawki, którymi bawi się z tatą lub sam.....
to nie o to chodzi.
czas poswiecony dziecku procentuje na potem. Tak jak pisała Agusia, co zrobisz gdy bedzie nastolatkiem? Czas tak szybko biegnie....
Tak już bywa, że my ludzie niezależnie jakimi chcielibyśmy być indywidualistami to zawsze mamy cechy wspólne i większość myśli stereotypami...trochę zboczę z tematu ale mam wrażenie, że teraz wszyscy tak powariowali z tą walką z konsumpcjonizmem, że zakup dziecku zabawki to takie zło, które należy postawić na równi z niepodawaniem jedzenia ;) I z Twojej wypowiedzi to niestety wynika...
Okazuje mojemu dziecku czułość codziennie i po kilka razy, mówię mu, że go kocham najbardziej na świecie myślę, że nawet codziennie (czego np mój mąż nie robi nigdy), mówię mu, że jest piękny i mądry. Czytam przed snem dość często.
Tylko teraz tak sobie myślę, że Twoja wypowiedź i nie tylko Twoja pokazuje, że jestem w jeszcze większej d....
Bo rzeczywiście zdałam sobie sprawę, że mój mąż tych wszystkich rzeczy nie robi a nawet jeśli to bardzo skąpo - jest z tych czułych i ma kłopoty z okazywaniem bliskości. Czyli z tego wynika, że wcale nie ta cała czułość - tylko zabawa się liczy. Liczba goli, zagranych gier, ułożonych klocków, czy włączonych gier na tablecie...
Okazuje mojemu dziecku czułość codziennie i po kilka razy, mówię mu, że go kocham najbardziej na świecie myślę, że nawet codziennie (czego np mój mąż nie robi nigdy), mówię mu, że jest piękny i mądry. Czytam przed snem dość często.
Tylko teraz tak sobie myślę, że Twoja wypowiedź i nie tylko Twoja pokazuje, że jestem w jeszcze większej d....
Bo rzeczywiście zdałam sobie sprawę, że mój mąż tych wszystkich rzeczy nie robi a nawet jeśli to bardzo skąpo - jest z tych czułych i ma kłopoty z okazywaniem bliskości. Czyli z tego wynika, że wcale nie ta cała czułość - tylko zabawa się liczy. Liczba goli, zagranych gier, ułożonych klocków, czy włączonych gier na tablecie...
Absolutnie nie uważam, że zakup zabawki jest złem. Ale jeśli jest to jedyna rekompensata za brak wspólnie spędzanego czasu - no to słabo...
"Czyli z tego wynika, że wcale nie ta cała czułość - tylko zabawa się liczy."
Jak dla mnie nie "tylko zabawa" - tylko fakt, że Syn "cokolwiek" robi wspólnie z Tatą... Tata zajmuje się tak jak potrafi, na ile ma siłę po pracy, czy też pomysły. Ale poświęca ten czas Synowi.
Czyli tak dalej trzymaj - jeśli chodzi o okazywanie uczuć ;) Żeby nie wychować "sopla lodu" ;)
"Czyli z tego wynika, że wcale nie ta cała czułość - tylko zabawa się liczy."
Jak dla mnie nie "tylko zabawa" - tylko fakt, że Syn "cokolwiek" robi wspólnie z Tatą... Tata zajmuje się tak jak potrafi, na ile ma siłę po pracy, czy też pomysły. Ale poświęca ten czas Synowi.
Czyli tak dalej trzymaj - jeśli chodzi o okazywanie uczuć ;) Żeby nie wychować "sopla lodu" ;)
Mnie też zdziwiło, że od dziecka 7-letniego oczekuje wsparcia. Chociaż z drugiej strony... Sama miałam momenty, kiedy płakałam przy dzieciach. Są takie momenty w życiu, np. po stracie ukochanego rodzica, że łzy same lecą. Dzieci zaraz były obok, przytulały, pocieszały. Wcale tego nie wymagałam, ale ciepło na sercu rozbiło się od razu.
Dziecku należy mówić, że się je kocha ale przede wszystkim trzeba poświęcić mu czas. Trudne są to czasy, ale trzeba, po prostu TRZEBA znaleźć czas dla dziecka, nawet za cenę mniejszej pensji. Żadna zabawka tak nie ucieszy, jak wspólny spacer, zabawa, pieczenie ciasta. Latka lecą i pewnych rzeczy się nie da nadrobić.
Dziecku należy mówić, że się je kocha ale przede wszystkim trzeba poświęcić mu czas. Trudne są to czasy, ale trzeba, po prostu TRZEBA znaleźć czas dla dziecka, nawet za cenę mniejszej pensji. Żadna zabawka tak nie ucieszy, jak wspólny spacer, zabawa, pieczenie ciasta. Latka lecą i pewnych rzeczy się nie da nadrobić.
Mocno naciągane Twoje tłumaczenie, jak dla mnie. Wracasz do domu o 18-ej i dalej pracujesz, a dla dziecka nie znajdziesz nawet godziny. I jeszcze myślisz o drugim. A już niepoświęcanie czasu w chorobie to już hardcore. Dziecko mówi Ci, że woli szkołę od Ciebie, świetlicę, babcię. Przeczytaj jeszcze raz swój post i wyciągnij wnioski.
kinia ja Cię w pełni rozumiem. U mnie było podobnie- praca na dwóch etatach, po pracy ogarnięcie domu i ugotowanie obiadu, a dziecko gdzieś daleko w tyle. Młodego z przedszkola odbierał dziadek i spędzał z nim czas do ok. 17. Zimnym prysznicem było dla mnie to, jak kiedyś mąż wyszedł na imprezę a synek przepłakał za nim pół wieczora, bo nie chciał zostać ze mną. Drugim ciosem było dla mnie to, jak z koleżankami wyjechałam na wakacje na tydzień a po moim powrocie synek w ogóle się nie ucieszył, że mnie widzi. Nie przyszedł się nawet przywitać. To chyba najbardziej mną wstrząsnęło. Wtedy powiedziałam, że muszę spędzać z nim więcej czasu, po prostu MUSZĘ. Choćby się paliło i waliło, w ciągu dnia zawsze muszę wygospodarować tę godzinę czasu na bycie tylko i wyłącznie z dzieckiem, a nie obok. Zaopatrzyliśmy się w przeróżne gry planszowe, książki i od tego czasu codziennie godzina jest zarezerwowana tylko i wyłącznie dla dziecka. Gramy w gry planszowe, czytamy książeczki, rozmawiamy, wygłupiamy się, chodzimy na spacery, do kina. Udało nam się nawiązać wspólną więź. Ale fakt faktem widzę, że teraz czasy się zmieniły. Ja jako dziecko nie pamiętam aby rodzice się ze mną bawili itp. Było nas 4 rodzeństwa, rodzice mieli gospodarstwo, rano wszyscy zbieraliśmy się na wspólnym śniadaniu, a potem rodzice szli do pracy i wracali dopiero na obiad i kolację, a my w tym czasie same sobą się zajmowałyśmy, bawiłyśmy się z innymi dziećmi na dworzu w różne zabawy typu podchody, chowanego, gra w gumę, klasy itp. Cały dzień biegałam z dzieciakami po dworzu, mieliśmy domki na drzewach itp. Teraz dzieciaki tego nie mają. Siedzą w domach a czas kiedyś spędzany z dziećmi teraz muszą im zapewnić rodzice. Bardzo mocno czasy się zmieniły.
nie słowa a czyny!!
to że powiesz siedmiolatkowi że go kochasz nic dla niego nie znaczy. Wszystkie ochy i achy jakiż to on piękny i mądry - również. Sama mam ośmiolatkę w domu, druga młodsza, tamta czuje się wiecznie poszkodowana, uważa że młodsze dziecko ma lepiej. Czasu jest mało, a obowiązków dużo. Ja kończę pracę o 14 alb o 16, więc o ludzkich godzinach, nie mniej jednak robię podyplomówkę, mam do ogarnięcia dom jak każda kobieta, dwójkę na głowie, jestem mamą i tatą w jednym.
I o ile dla młodszych dzieci ważne jest żeby mu powiedzieć że się kocha przytulić itp., tak starsze dzieci potrzebują "dowodów" miłości. Nie słów.
Moja rada - odpal Monopol, zagrajcie razem na Play Station, pomóż mu w lekcjach, zabierz w weekend do kina. Ty, nie mąż. Zaproś go do przygotowania wspólnie posiłku, urządźcie razem wiosenne porządki, idźcie na rower. Cokolwiek, co lubicie, RAZEM. Praca może poczekać do wieczora, zreszta nie wierzę że dzień w dzień jest konieczność pracowania w domu, po godzinach. Powodzenia!
to że powiesz siedmiolatkowi że go kochasz nic dla niego nie znaczy. Wszystkie ochy i achy jakiż to on piękny i mądry - również. Sama mam ośmiolatkę w domu, druga młodsza, tamta czuje się wiecznie poszkodowana, uważa że młodsze dziecko ma lepiej. Czasu jest mało, a obowiązków dużo. Ja kończę pracę o 14 alb o 16, więc o ludzkich godzinach, nie mniej jednak robię podyplomówkę, mam do ogarnięcia dom jak każda kobieta, dwójkę na głowie, jestem mamą i tatą w jednym.
I o ile dla młodszych dzieci ważne jest żeby mu powiedzieć że się kocha przytulić itp., tak starsze dzieci potrzebują "dowodów" miłości. Nie słów.
Moja rada - odpal Monopol, zagrajcie razem na Play Station, pomóż mu w lekcjach, zabierz w weekend do kina. Ty, nie mąż. Zaproś go do przygotowania wspólnie posiłku, urządźcie razem wiosenne porządki, idźcie na rower. Cokolwiek, co lubicie, RAZEM. Praca może poczekać do wieczora, zreszta nie wierzę że dzień w dzień jest konieczność pracowania w domu, po godzinach. Powodzenia!
Jedyny sposób na odbudowanie więzi z dzieckiem to ofiarowanie mu tego, co dla Ciebie (i dla niego) jest najcenniejsze - czasu. Tak jak poprzedniczki uważam, że nie wystarczy mówić dziecku, że się je kocha, przytulać nawet i 10 razy dziennie i obsypywać prezentami, jeśli nie idzie za tym faktyczne zaangażowanie w życie dziecka. Nie dziw się, że ono ma żal, że się z nim nie bawisz - ma 7 lat i zabawa to jego całe życie.
Nie oczekuj również od dziecka, że będzie wspierać Cię w Twoich problemach - to naprawdę naiwne mierzyć 7-latka swoją miarą. Nie rozumie Twoich problemów i ma do tego prawo. Najgorsze, kiedy obarczamy swoje dziecko problemami ze świata dorosłych i jeszcze oczekujemy, że zrozumie, wybaczy, pocieszy. Boże...
Jeśli zależy Ci na poprawie sytuacji, to musisz kategorycznie pożegnać się z pracą po powrocie do domu, ustalić z synkiem, że kiedy jesteś w domu, to jesteś tylko dla niego i dla taty. Ponieważ póki co synek woli spędzać czas z tatą, to na początku na Twoim miejscu dołączyłabym do ich wspólnych zabaw, spędzajcie czas we trójkę, angażuj się w zabawę od początku do końca, nawet jeśli oznacza to siedzenie i patrzenie się tylko, jak synek bawi się z tatą. Dziecko musi uwierzyć w to, że naprawdę zależy Ci na spędzaniu z nim czasu, że nie jest dla Ciebie ciężarem, problemem. Ponadto pogodziłabym się na Twoim miejscu z faktem, że najważniejszy dla synka jest teraz tata - w tym wieku dla chłopców to typowe, mama przestaje być najważniejsza, a ojciec stanowi autorytet.
Nie oczekuj również od dziecka, że będzie wspierać Cię w Twoich problemach - to naprawdę naiwne mierzyć 7-latka swoją miarą. Nie rozumie Twoich problemów i ma do tego prawo. Najgorsze, kiedy obarczamy swoje dziecko problemami ze świata dorosłych i jeszcze oczekujemy, że zrozumie, wybaczy, pocieszy. Boże...
Jeśli zależy Ci na poprawie sytuacji, to musisz kategorycznie pożegnać się z pracą po powrocie do domu, ustalić z synkiem, że kiedy jesteś w domu, to jesteś tylko dla niego i dla taty. Ponieważ póki co synek woli spędzać czas z tatą, to na początku na Twoim miejscu dołączyłabym do ich wspólnych zabaw, spędzajcie czas we trójkę, angażuj się w zabawę od początku do końca, nawet jeśli oznacza to siedzenie i patrzenie się tylko, jak synek bawi się z tatą. Dziecko musi uwierzyć w to, że naprawdę zależy Ci na spędzaniu z nim czasu, że nie jest dla Ciebie ciężarem, problemem. Ponadto pogodziłabym się na Twoim miejscu z faktem, że najważniejszy dla synka jest teraz tata - w tym wieku dla chłopców to typowe, mama przestaje być najważniejsza, a ojciec stanowi autorytet.