Widok

Czy milosc po milosci moze byc miloscia?

Temat to mi sie udal:D
ciekawi mnie wasze zdanie na temat milosci.... Czy w zyciu mozna kochac tak samo silnie wiele kobiet? Czy moze to jest tak ze w zyciu mozna kochac prawdziwie tylko raz, a potem to sie kocha i szanuje ale to juz niejest to...?
Gadale z wieloma osobami i wiekszosc tak ma ze kogos kocha. Nie jest z ta osoba ale ja kocha. Moze byc z kims i ta osobe kochac ale wie ze jezeli tamta osoba by przyszla i dala jej szanse to z obecnego zwiazku nic by niebyla. Czy tak wlasnie jest?
ciekawi mnie wlasnie to czy ludzie potrafia prawdziwie kochac tylko jedna osobe na swiecie, a reszta to juz jest jakas slabsza milosc, bezx tak wielkiego znaczenia....A moze to tylko iluzja, moze ta sooba ktora tak prawdziwie kochamy to nie istnieje, moze kochamy tylko swoje wyobrazenie o tej osobie, zludzenie? przeciez ta osoba mogla sie zmienic, moglo sie stac wiele rzeczy...wkoncu nawet my moglismy sie zmienic....
Czy ja wogule logicznie mowie i ktos to rozumie?:D

Pozdrawiam
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4
Ładnie napisane, Gizmo :)
Zakochanie... często dajemy ponieść się emocjom i przypisujemy wzniosłe słowa miłym i tylko miłym sytuacjom.. :( ale dzieje sie tak pewnie dlatego, iz wierzymy, a dokładniej - z całych sił pragniemy wierzyć, że to co się nam w tym temacie przytrafiło, jest czymś wyjątkowym, wzniosłym, wymarzonym... Z całą pewnością trzeba mieć trochę szczęścia i oczy przytomnie otwarte ;), aby spotkać człowieka z którym można, po słodkim pierwszym zauroczeniu, budować zwiazek - trwały, piękny, oparty na przyjaźni, szacunku, zrozumieniu i tych wszystkich madrych zasadach, które dają szansę, ze kilka - kilkanaście lat później, człowiek z którym związaliśmy nasze życie jest wciąż ważny, żeby nie powiedzieć - najważniejszy :))) Chyba wszyscy marzymy o tym.. Chcę wierzyć, że jest to możliwe :)))
Pozdrawiam :)
good girls go to the Heaven, bad girls follow their cats...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

A ja wam powiem, że nie miłości i nie ma szczęścia........
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
gizmo napisał(a):

> Kochałem również już kilka razy, więc wiem że to możliwe tak
> jak wielokrotne zakochiwanie, tylko potrzeba do tego coraz
> więcej czasu. Bo żeby kochać, trzeba z drugą osobą przebywać,
> poznawać ją, rozumieć. Dlatego wielu ludzi wymyśla sobie fatum
> i woli oszukując się być z kimś w "chorym" związku udającym
> miłość, której nigdy nie było niż uwolnić się i uwierzyć że
> każda kolejna miłość może być jeszcze prawdziwsza i silniejsza.
> Ja też tkwiłem w czymś takim, bo bałem sie na samą myśl, jak
> długo będę musiał budować mój kolejny związek zanim będzie go
> można nazwać miłością. Dlatego oszukiwałem się....

święte słowa, Gizmo:)
z ust mi je wyjąłeś;)

ciężki orzech do zgryzienia z tą miłością.....buuuuuuuuuu
...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jak najbardziej pozytywnym, Anty:)

...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
sa milosci i zakochania. tylko czasami trudno nam odroznic, co jest czym zanim nie minie, my nie ochloniemy i nie przemyslimy, nie zdamy sobie z tego sprawy.
do pewnego momentu mialam same zakochania. myslalam, ze to milosci, dopiero gdy kogos poznalam zdalam sobie sprawe, jaka jest roznica miedzy jednym a drugim. bylo pieknie, ale skonczylo sie. ale nie rozpamietuje tego, nie wracam do tego, tak jak niektorzy tutaj (i w ogole). potem byly same zakochania, czasami czysto platoniczne, ale za to mile wspminane :) teraz poznalam kogos........ podobne poglady, niemal te same mysli, pragnienia........ jego troskliwosc......... chec niesienia pomocy..... glowa pelna szalonych pomyslow........i duzo duzo wiecej........ ale nie pytajcie, co z mojej strony........... ale to jest milosc, po innej milosci...... rownie wazna, prawdziwa, wyjatkowa.......

Anty, nie ogladaj sie na 'tamta' milosc, bo mozesz cos teraz utracic, albo skrzywdzic aktualna dziewczyne...... kazdy czlowiek jest inny, i z kazdym stwarzamy co innego - rownie wyjatkowego, waznego, ale w inny sposob. docen, to co teraz masz. a jak nie dopowiada, to daj sobie spokuj.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
athena napisał(a):

> chyba bym się zachlastała

> na łożu śmierci
> powiem: tak naprawdę kochałam tylko raz...

Na M mozna sobie bardzo latwo zasluzyc. Wystarczy zgubic pare funtow przez higeniczne zycie, rzucic palenie i picie, wysypianie, cwiczenia fizyczne i umiarkowane odzywianie. Spowoduje to oprocz zdrowego czyli atrakcyjnego wygladu rowniez wiare w siebie, a wiec szczegolnie dodatkowo podkreslenie wlasnych wartosci, przez co rowniez bardziej sexy wyglad.

W przeciwnym wypadku pozostaje pograzanie sie z kazdym tygodniem w glebsza depresje, prowadzaca do celowo do naduzywania lekow na glowe i innych tego typu swinstw, na co cierpia miliony kobiet, szczegolnie w krajach rozwinietych.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Antyspołeczny napisał(a):

> Czy ja wogule logicznie mowie i ktos to rozumie?:D


Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.

Tymczsem jak trudno ja znalezc to mozna wrocic do starej. Trzeba jedynie pamietac, ze kobiety oczekuja od nas wiekszego zdecydowania, bo same czesto nie wiedza czego chca. Dlatego wez inicjatywe w swoje rece i dzialaj tak zeby nie okazac jakiejkolwiek watpliwosc, a wtedy jest szansa, ze ona uwierzy, ze to jest wlasnie to. No a jak uda ci sie przypieczetowac to spedzona razem noca, to ona juz nie moze ci sie umknac, chyba ze sie zle odzywiasz i nie wysypiasz - no to twoja wina, wiec tak jak jest - tak musi byc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
E tam, Look. Jeśli miłość i trwały związek ma sie opierac tylko na wspólnie spędzonej nocy, to jest kiepska rada. Nawet setki, czy tysiące tych nocy niczego nie gwarantują. Chciałam napisać tu coś optymistycznego, ale niestety nie umiem pisać bajek, tylko opieram sie na własnych doświadczeniach.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jestes w jakims zwaizku obecnie....wiec?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Look napisał(a):

> Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.
>
> Tymczsem jak trudno ja znalezc to mozna wrocic do starej.
> Trzeba jedynie pamietac, ze kobiety oczekuja od nas wiekszego
> zdecydowania, bo same czesto nie wiedza czego chca. Dlatego wez
> inicjatywe w swoje rece i dzialaj tak zeby nie okazac
> jakiejkolwiek watpliwosc, a wtedy jest szansa, ze ona uwierzy,
> ze to jest wlasnie to. No a jak uda ci sie przypieczetowac to
> spedzona razem noca, to ona juz nie moze ci sie umknac, chyba
> ze sie zle odzywiasz i nie wysypiasz - no to twoja wina, wiec
> tak jak jest - tak musi byc.


......niestety to wcale nienajlepsze lekarstwo.....w ten sposób można tylko kogoś niechcący zranić......
Poza tym spędzona razem noc zdziałac może wiele, ale nic nie trwa wiecznie.....chyba, ze się o to postarasz;)
...and when the rain falls down, I'll be sunshine in your life...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Nie ma miłości i nie ma szczęścia, dopóki człowiek do nich nie dojrzeje.;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a wlasnie, ze nie! bo mozna skrzywdzic osobe, dzieki ktorej 'leczymy sie' z poprzedniej milosci. zanim bedziemy probowac z kims nowym musimy sami sie wyleczyc.


Look napisał(a):

>
> Najlepszym lekarstwem na milosc jest nastepna milosc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dokladnie. a w najlepszym wypadku - zmarnowac jej i sobie czas
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rut napisał(a):

> E tam, Look.

Rut, napisalem to z pozycji "egoistycznego samca", zeby pomoc nadwrazliwym, ktorzy w swoich tesknotach zadaja sobie jedynie niepotrzebne cierpiena. Najlepsze podejscie lezy gdzies tam po srodku opinii tu wyrazanych w tym temacie.

> Nawet setki,
> czy tysiące tych nocy niczego nie gwarantują.

No, tysiace to moze by juz gwarantowaly, a przynajmniej wskazywalyby, ze cos juz waznego sie odbylo.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Shirkus, zgadzam się, że "zanim bedziemy probowac z
kims nowym musimy sami sie wyleczyc".

Ale jak poznać, że już jesteśmy wyleczeni??
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak zrobilem....poltora roku czekalem, leczylem sie...i od ponad roku czulem ze sie uleczam...od kilku miesiecy bylem pewien ze juz jest oki, az tu nagle.....bec...i wszystko wrocilo, i to w najgorszym mozliwym momecie:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Czy mam,Anty,rozumiec ze Twoje problemy sercowe zaczely sie juz w przedszkolu?
Przeciez jeszcze tak naprawde nie zdazyles poznac tego co to jedni za tym tesknia a inni przeklinaja.


Powyzej to tylko moje zdanie.
Nie wszyscy musza sie z tym zgadzac.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zlosliwiec:P
Myslalem ze to nie zalezy od wieku....zreszta moja dusza jest juz wiekowa...Kiedys na tym forum dawano mi 50 lat :P
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Opieram się na doswiadczeniu HANI i że jestem tu po raz pierwszy od razu mówię/piszę...CZEŚĆ WSZYSTKIM!!!
Ale do rzeczy...
GIZMO (nie wiem czyś Ty facet czy ba...kobieta, może byś się śmiało określił;-) Twoja wypowiedź sprowokowała mnie do wzięcia udziału w tej ciekawej (dzięki Antyspołeczny!)wymianie doświadczeń.
Pisząc...cytuję----->KOCHAŁEM również już kilka razy więc wiem że to możliwe---koniec cytatu...nie miałes na myśli ZAKOCHANIA się bo...cytuję---->Na podstawie obserwacji swojego bogatego w zakochiwanie życia---koniec cytatu...masz świadomość że to nie to samo. Proszę bądź z nami szczery i napisz ile/ile razy, Twoje KOCHAŁEM przestało istnieć z powodu drugiej strony a nie z twojej ???
Gram w "otwarte karty" i odrazu piszę dlaczego pytam.
Myślę że zbyt pochopnie nazwałeś statecznego ojca rodziny zakochującego sie w 20-letniej blondyneczce... żałosnym, niedojrzałym, dupkiem, który zwyczajnie ulega swojemu popędowi seksualnemu choć ma do tego prawo;-)

Nie myśl, że cie atakuję bez urazy ale to mnie poruszyło...

Czy opuścisz rodzinę czy samą kobietę to niema różnicy, wszyscy w miłości M angażujemy się nie tylko uczuciowo i emocjonalnie ale i materialnie...
a opuszczając powodujemy ból, zawód etc.

Nie opuściłem rodziny choć różne myśli przechodzą mi przez głowę po tym jak pokochałem (nie zakochałem się) pokchałem osobę, która jak zresztą pisałeś Ty i inni, pasowała do mnie a ja do niej...to żeczywiście można wyczuć...Nie była to sezonowa miłość...a przed nią z wieloma kobietami rozmawiałem... Ona stała się moim przyjacielem a miłość pryszła dopiero po paru ładych miesiącach i nie było to zauroczenie...

Pisaliście też, że miłość w związku (czy formalnym czy nieformalnym) powinna być podsycana...Mnie sumienie nie oskarża, że tego nie robiłem w stosunku do mojej żony...dałem im więcej niż przeciętna rodzina w europie może mieć...ale przyszedł moment w którym moja wewnętrzna potrzeba miłości M (nie piszę tu o seksie) nie znalazła odzewu ze strony mojej drugiej połowy............O tym, czy wcześniej kochałem czy moje modzieńcze zakochanie stało się rutyną dnia codziennego, przekonałem się dopiero jak pojawiła się miłość M która cały czs trwa i pomimo, że z ową kobietą już się nie spotykam nie wyobrażam sobie innej miłości z przyjaźnią w moim życiu...choć mam taką cichą nadzieję.
Możesz mnie nazwać jak chcesz ale nie możesz generalizować tego typu problemów bo każdy przypadek jest inny jak każdy z nas jest inny...
Facetom też może być czasami bardzo bardzo ciężko (zanim się zakochają w kimś z zewnątrz) choć tego wprost nie pokażą...

Pozdrawiam i sorry jeśli kogoś uraziłem swoją szczerością
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja tu nawiążę do wpisu Żeglarza, dopiero teraz go zobaczyłam, bo jest gdzieś tam w środku. Można go streścić jednym zdaniem, że dopiero miłość po miłości jest miłością. Opisuje miłość wieku późniejszego, który nazywa się też czasem kryzysem wieku średniego. Ale słowo kryzys to uproszczenie, bo czasem jest to właśnie rozwój. W pewnym momencie dostrzegamy u siebie całkiem inne rozumowanie, inne odczuwanie, inną ostrość widzenia, całkiem inne talenty, inne upodobania i wymagania. To po prostu kolejny etap dojrzewania, spowodowany fizjologią. Myślę, że forumowicze po czterdziestce wiedzą, o czym mówię. Może się zdarzyć, że nasz partner rozwinął się inaczej, w inną stronę i nawet chyba często tak bywa. Na pewno można temu zapobiec, bo rozwój można stymulować i bazować na rzeczach, które łączą, a nie dzielą. Mam tu na myśli pielęgnację związku. Czasem jednak się to przegapi, czasem popełnia się błędy, ulega słabościom, ale nie o tym teraz chcę pisać.
Myślę, że zakochiwać się i kochać można wiele razy i to do konca życia. Ale niewatpliwie istnieje jedna najmocniejsza miłość, która nieustannie nas poraża na wspomnienie i przyprawia o mocniejsze bicie serca.
Żeglarz zadał trafne pytanie, z czyjego powodu kończą się nasze życiowe miłości. Kto o tym decyduje? Warte to jest zastanowienia.
lubię cyfry i litery
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Towarzyskie

ona-feromony (40 odpowiedzi)

feromony jakie i czy dzialaja...

do góry