Widok
Dowożenie dziecka do szkoły
Witam, zastanawiamy się nad zmianą mieszkania na większe. Niestety w naszej okolicy ciężko o mieszkanie. Zastanawiamy się nad zmianą dzielnicy (sąsiadująca) ze względu na różnice w cenie ale nie chcemy zmieniać dziecku szkoły. Czy może ktoś się wypowiedzieć jak w praktyce wyglada dowożenie dzieci, czy dzieci nie narzekają na brak kolegów z klasy w sąsiedztwie? Bije się z myślami jak to będzie w praktyce wyglądać.
Ja dowożę od 1 klasy ze 3 dzielnice dalej. Ma tam lepszą szkołe i koleżanki z przedszkola. Ogólnie mieszkamy w słabej dla dziecka okolicy - brak placu zabaw, domki jednorodzinne, brak rówieśników. Jest na tyle zżyta że 1-2 razy w tygodniu dziewczyny są po szkole u nas, a rodzice wracając z pracy je odbierają. Nie jest źle choć pewnie mieszkajac blisko szkoły byłoby lepiej.
Ja mieszkam na osiedlu w Gdańsku i od września zaczynam dowozić dziecko do szkoły - niestety szkoła jest na tyle daleko, że nie dojdzie spacerkiem a autobus to zdecydowanie za wcześnie dla tak małego dziecka. Dzisiaj rejonizacja szkół podstawowych i gimnazjów jest dosyć spora i większość dzieci nie ma takiego szczęścia by szkołę mieć na tyle blisko by wyjść w "kapciach" z domu na lekcje... Sporo rodziców na moim osiedlu dowozi dzieci i nie tylko do pobliskiej szkoły ale nawet i o 3 podstawówki dalej - bo akurat tamtą wybrali dla swego dziecka.
Nie rozumiem wybierania szkoły z zupełnie innej dzielnicy. W klasach 1-3 mały problem-mozna dowieźć,a póki rodzic nie przyjedzie,zostanie w swietlicy -a potem?
Tez szukam nowego domu i jednym z kryteriów jest odległość domku od szkoły. Nie chcę być najblizsze 8 lat szoferem dziecka.
Ewentualnie jedno z rodziców nie pracuje(i nie planuje tego zmienić) i może dowozić -to już inna sytuacja.
Tez szukam nowego domu i jednym z kryteriów jest odległość domku od szkoły. Nie chcę być najblizsze 8 lat szoferem dziecka.
Ewentualnie jedno z rodziców nie pracuje(i nie planuje tego zmienić) i może dowozić -to już inna sytuacja.
Ja nie polecam takiego rozwiązania. My byliśmy zmuszeni wybrać inną szkołę niż rejonowa z uwagi na to, że było duże ryzyko, że nie zdążymy odebrać dziecko przed zamknięciem świetlicy. Syn rzeczywiście nie zna dzieci z podwórka, choć "nasza" szkoła jest jednak kawałek drogi i na innym osiedlu więc nie wiem jakby było. Teraz jestem w ciąży na zwolnieniu i gdyby syn był w "swojej" szkole to mogłabym go odbierać i spędzilibyśmy trochę czasu razem, a tak jak mam jeździć tramwajem taki kawał to jest to uciążliwe i w sumie wiele tego czasu nie oszczędzimy... Zaraz będzie Komunia i znowu w kościele przy szkole bo przecież nie zapisze go do naszej parafii, żeby obchodził tą uroczystość wśród "obcych". Na pewno nie zrobię tak w prżypadku drugiego dziecka, tym bardziej, że do tego czasu, zgodnie z planem będziemy mieć szkołę naprawdę blisko. Już wolę zapłacić jakiejś mamie, żeby odebrała i przechowała u siebie nasze dziecko, do czasu naszego powrotu. Pamiętajmy, że to jest kwestia pierwszych lat, potem dziecko jest już na tyle samodzielne, że samo wraca/idzie do szkoły. Nawet jaki musi podjechać ze dwa przystanki autobusem.
Wiem, że zmiana mieszkania kusi i będziesz się starała wszystkie tego typu przeszkody eliminować tym, że "damy radę". Owszem - dacie ale może to się okazać bardzo uciążliwe.
Wiem, że zmiana mieszkania kusi i będziesz się starała wszystkie tego typu przeszkody eliminować tym, że "damy radę". Owszem - dacie ale może to się okazać bardzo uciążliwe.
Całą podstawówkę chodziłam w Centrum Gdyni, mieszkałam na Obłużu. Rano byłam wożna, potem świetlica, od 5 klasy autobus. Mieszkamy na Karwinach. Syn chodzi jeszcze od przedszkola (w Gdańsku obok mojej pracy). Mamy malutkie dziecko i mąż całą ciążę i do końca sierpnia wozi co rano i po pracy syna do Gdańska (maż pracuje w Gdyni). Nie chcieliśmy robić dziecku na 1 rok zamieszania - tam jest zżyty z Paniami i dziećmi. Od września syn pójdzie do szkoły (w Centrum Gdyni) i tak, będzie wożony. Nie mamy instytucji babci. Mąż będzie woził syna do szkoły, ja będę wozić córkę do żłobka, którego pewnie będziemy szukac w okolicy mojej pracy.
W klasach 1-3 jest świetlica, 4,5 klasa może być trudna, w 6 myślę że spokojnie będzie wracał autobusem. Szczerze? kiedy mamy inwestować w przyszłość naszych dzieci jak nie teraz? Nsza szkoła osiedlowa jest co najwyżej dobra o ile nie średnia. Chcę żeby syn chodził do bardzo dobrej szkoły. Bo to wiedza z pierwszych klas podstawówki, umiejętnosć uczenia się, otwarty umysł, poszukiwanie rozwiązań wpłynie na całą jego przyszłosć.
Sorry, ale "nie chcę być szoferem dla dziecka"? jesteś rodzicem, zastanów się co to dla Ciebie znaczy? bo dla mnie zapewnienie dziecku wszystkiego co najlepsze, nawet jeśli jest to kosztem mojej wygody
W klasach 1-3 jest świetlica, 4,5 klasa może być trudna, w 6 myślę że spokojnie będzie wracał autobusem. Szczerze? kiedy mamy inwestować w przyszłość naszych dzieci jak nie teraz? Nsza szkoła osiedlowa jest co najwyżej dobra o ile nie średnia. Chcę żeby syn chodził do bardzo dobrej szkoły. Bo to wiedza z pierwszych klas podstawówki, umiejętnosć uczenia się, otwarty umysł, poszukiwanie rozwiązań wpłynie na całą jego przyszłosć.
Sorry, ale "nie chcę być szoferem dla dziecka"? jesteś rodzicem, zastanów się co to dla Ciebie znaczy? bo dla mnie zapewnienie dziecku wszystkiego co najlepsze, nawet jeśli jest to kosztem mojej wygody
Dla mnie osobiście wożenie dziecka nie będzie problemem. Ja póki co nie pracuje i narazie nie planuje wracać. Szkoła,która byłaby naszą rejonową jest wielką szkołą na której temat są różne opinie. Szkoła do której syn chodzi teraz jest państwowa ale jest mała,kameralna i ma bardzo dobre opinie. Ja bardziej zastanawiam się nad tym jak będzie troszkę starszy czy nie będzie mu brakować kolegów "z podwórka" chociaż zauważyłam,że kilkoro dzieci jest również spoza rejonu i właśnie ze względu na opinie szkoły są dowożone z sąsiednich dzielnic.
Z mojego doświadczenia wynika, że w "średniej" szkole dziecko może być uczone bardzo dobrze, a w tzw. "dobrej" - słabo i w stresujących warunkach. Wszystko zależy od tego, na jakiego/jakich nauczyciela (nauczycieli) dana klasa akurat trafi. W bardzo dobrym gimnazjum moje dziecko trafiło na wielu nauczycieli zmęczonych pracą i życiem, bez umiejętności pedagogicznych. Na jakich trafiłoby w szkole bliżej domu? Nie wiadomo. Ale przynajmniej nie spędzałoby prawie 2 godzin dziennie na dojazdach.
Zgadzam z się z poprzednią opinią ale widzę,że przynajmniej w szkole we Wrzeszczu jest bardzo dużo dzieci z niedźwiednika, moreny czy strzyży. Chyba jednak rejonizacja w dzisiejszych czasach jest troszkę inna. Pamietam,że moja klasa cała była z jednej okolicy. Dzisiaj mnóstwo dzieci jest dowożonych autem i patrząc na boiska, place zabaw czy poprostu "podwórko" raczej niewiele czasu dzieci spędza wspólnie po szkole na świeżym powietrzu. Czasy się zmieniają i tak mi się wydaje,że rodzice nie zapisują "ślepo" dziecka do rejonowej szkoły. Mi osobiście zależy na tym,żeby szkoła była mała. Zniechęcają mnie wielkie podstawówki,gdzie jest po kilka np. 1 klas.