Widok
>jesli ja promuje prostytucje albo jestem prostytutka albo
jestem zwiazanaz biznesem---inaczej byc nie moze
Skoro sama to przyznajesz.
>poczekaj skonsultuje sie z pania spod nicku "stara"
i namierze ciebie
a wtedy zobaczymy jaki mocny jestes!
Brzmi to jak groźba karalna.
I po Twoich słowach można wnioskować, że opcja druga (związanie z biznesem) bardziej pasuje.
Oni tak przymuszają dziewczyny do prostytucji.
Stąd też Twoja reakcja na moje słowa negujące prostytucję i te wyzwiska, z powodu mojej niechęci do wydawania pieniędzy na ten typ krzywdzenia ludzi.
jestem zwiazanaz biznesem---inaczej byc nie moze
Skoro sama to przyznajesz.
>poczekaj skonsultuje sie z pania spod nicku "stara"
i namierze ciebie
a wtedy zobaczymy jaki mocny jestes!
Brzmi to jak groźba karalna.
I po Twoich słowach można wnioskować, że opcja druga (związanie z biznesem) bardziej pasuje.
Oni tak przymuszają dziewczyny do prostytucji.
Stąd też Twoja reakcja na moje słowa negujące prostytucję i te wyzwiska, z powodu mojej niechęci do wydawania pieniędzy na ten typ krzywdzenia ludzi.
>Wystarczy wejść na wątek muzyczny, na którym bywasz, a dowiesz się ile mam lat.
Nie czytam forum od deski do deski.
Zadałem pytanie, odpowiedziałaś pytaniem.
Odpowiedziałem i zapytałem ponownie.
Dostałem odpowiedź z której nic nie wynikało.
Mogłem brnąć dalej, ale nie widziałem sensu.
Skoro nie chciałaś odpowiedzieć, to Twoja sprawa.
>Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy, wewnętrzne wartości, lub jedyny słuszny punkt widzenia (kręgosłup moralny).
>A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
Na przykład seks bez miłości?:)
>To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
>To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Nie musi być seksu, aby zakochać się w koleżance i zostać odrzucony.
Więc poczułabym się tak samo, jak i w tych innych sytuacjach.
Takie życie - nie mam pretensji do kogoś, kto nie odwzajemnia moich uczuć.
>A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
Nie, to forma współistnienia, wzajemnego doświadczenia czegoś przyjemnego.
Jeśli uznajesz to za pomoc, to również możesz tak uznać przyjaźń czy miłość.
Równie dobrze możesz uznać, że idąc do kogoś na imprezę, wyświadczasz tej osobie przysługę.
>Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie.
Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
>Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę.
Łączy.
Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
>Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
Nie przed każdą.
Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
>Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;)
Więc powiem to ponownie.
Robisz to samo co ja.
Chociaż nie do końca, bo ja to robiłem także z miłości.
>Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
>Eh....dziwna ta Twoja biologia.
Moja = ludzka.
Kosmitka?
>Nigdy tak nie napisałam.
To wynikało z tego, co napisałaś.
Nie czytam forum od deski do deski.
Zadałem pytanie, odpowiedziałaś pytaniem.
Odpowiedziałem i zapytałem ponownie.
Dostałem odpowiedź z której nic nie wynikało.
Mogłem brnąć dalej, ale nie widziałem sensu.
Skoro nie chciałaś odpowiedzieć, to Twoja sprawa.
>Jednak moje przekonania i poglądy zawsze były takie same. Więc to nie tylko kwestia religii, ale także wychowania, samooceny, wartości wewnętrznych i uczuć.
I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy, wewnętrzne wartości, lub jedyny słuszny punkt widzenia (kręgosłup moralny).
>A co z działaniem pod wpływem chwili? Mi się takie rzeczy zdarzają i czasem kłócą się z moimi poglądami.
Na przykład seks bez miłości?:)
>To jak traktujesz osobę z którą chcesz być? Jaka jest różnica? Bo ja tego nie rozumiem.
Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
>To postaw się z drugiej strony, że to Ty zakochujesz się w koleżance a ona Cie nie chce. Nie czułbyś się odrzucony, słysząc słowa, że przecież wiedziałeś jaki jest układ? Nie ma oczekiwań a co z uczuciami?
Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Nie musi być seksu, aby zakochać się w koleżance i zostać odrzucony.
Więc poczułabym się tak samo, jak i w tych innych sytuacjach.
Takie życie - nie mam pretensji do kogoś, kto nie odwzajemnia moich uczuć.
>A miałeś na myśli pisząc o wspólnym zaspokajaniu potrzeb? Nie jest to forma pomocy?
Nie, to forma współistnienia, wzajemnego doświadczenia czegoś przyjemnego.
Jeśli uznajesz to za pomoc, to również możesz tak uznać przyjaźń czy miłość.
Równie dobrze możesz uznać, że idąc do kogoś na imprezę, wyświadczasz tej osobie przysługę.
>Poznajesz partnera poprzez sferę, która powinna być przeznaczona tylko dla Ciebie.
Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
>Coś co łączy tylko Ciebie i tą osobę.
Łączy.
Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
>Ty tego nie zrozumiesz bo otwierasz się przed każdą koleżanką która jest sama i ma potrzeby.
Nie przed każdą.
Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
>Nigdy nie powiedziałam, że potrzebuję miłości do seksu, gdyby tak było nie uprawiałabym go nigdy ;)
Więc powiem to ponownie.
Robisz to samo co ja.
Chociaż nie do końca, bo ja to robiłem także z miłości.
>Wystarczy chemia, albo aż chemia. Piszę aż, bo Tobie wystarczy przyjemnie spędzony wieczór z koleżanką...
Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
>Eh....dziwna ta Twoja biologia.
Moja = ludzka.
Kosmitka?
>Nigdy tak nie napisałam.
To wynikało z tego, co napisałaś.
>I to właśnie indoktrynacja, gdy ktoś zostaje "wychowany" i pewne idee są mu zaszczepiane jako jego poglądy
A skąd wiesz jak zostałam wychowana? Skąd wiesz czy swoich poglądów nie nabyłam jako nastolatka, albo dorosła kobieta?
Ja nie mówię, że mój punkt widzenia jest jedyny i słuszny. Mówię, że nie rozumiem Twojego. Wydzieliłeś sobie strefę w relacjach damsko męskich, której ja nie potrafię ogarnąć. Może jestem na to za głupia a może zbyt mało wyzwolona. Nie wiem.
>Na przykład seks bez miłości?:)
Przykład dobry jak każdy inny :)
>Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
A szkoda.
>Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Jasne, ale tam gdzie jest seks, jest coś więcej niż zwykła znajomość. To jak można się umawiać tylko na seks? Ja cały czas zadaje Ci pytanie jak to jest możliwe? Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
>Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
A ja nie, bo nie chodzę do kościoła.
>Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
>Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
No co Ty nie powiesz ;) To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
>Robisz to samo co ja.
Nie, ja nie sypiam z kolegami.
>Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony! No chyba że pijesz tanie wino....
>Kosmitka?
Widocznie tak, mam duże oczy i jestem zielona.
A skąd wiesz jak zostałam wychowana? Skąd wiesz czy swoich poglądów nie nabyłam jako nastolatka, albo dorosła kobieta?
Ja nie mówię, że mój punkt widzenia jest jedyny i słuszny. Mówię, że nie rozumiem Twojego. Wydzieliłeś sobie strefę w relacjach damsko męskich, której ja nie potrafię ogarnąć. Może jestem na to za głupia a może zbyt mało wyzwolona. Nie wiem.
>Na przykład seks bez miłości?:)
Przykład dobry jak każdy inny :)
>Nie umiem Ci tego wytłumaczyć, bo nasze rozumienie miłości jest skrajnie odmienne.
A szkoda.
>Podobna sytuacja może się przydarzyć w każdej sytuacji damsko-męskiej.
Jasne, ale tam gdzie jest seks, jest coś więcej niż zwykła znajomość. To jak można się umawiać tylko na seks? Ja cały czas zadaje Ci pytanie jak to jest możliwe? Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
>Słyszałem to samo zdanie w kościele na kazaniu, lata temu.
A ja nie, bo nie chodzę do kościoła.
>Tak jak Ciebie, bez konieczności małżeństwa, tak mnie, bez konieczności związku.
Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
>Przed tą, która mnie zafascynuje, zaciekawi i na którą mam ochotę.
...i oczywiście, która jest sama i ma potrzeby;)
No co Ty nie powiesz ;) To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
>Robisz to samo co ja.
Nie, ja nie sypiam z kolegami.
>Przyjemnie spędzony wieczór może mieć w sobie wiele chemii:))
Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony! No chyba że pijesz tanie wino....
>Kosmitka?
Widocznie tak, mam duże oczy i jestem zielona.
>A skąd wiesz jak zostałam wychowana?
Użyłem użytego przez Ciebie słowa:)
>A szkoda.
Też tego żałuje, ale ten temat o miłości jasno nam pokazał, że w tym temacie mówimy innym językiem.
Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
>To jak można się umawiać tylko na seks?
W sensie dosłownym to nie możliwe, bo nawet jak się wchodzi, robi swoje i wychodzi, to może się wymsknąć jakieś słowo...
Co tam, można się komunikować bez słów, mową ciała, strojem czy fryzurą.
Zawsze nie jest to "tylko" seks.
>Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
Nie chodzi o wolność, ale o seks:)
Patrzysz na to, od złej strony.
Możesz nie zaspokajać swojej ochoty na seks, lub związać się mimo braku miłości...
Albo uprawiać seks z kimś lubianym, bez konieczności udawania.
Oczywiście Ty nie wierzysz w miłość, więc moje tłumaczenie i tak pozostanie bez zrozumienia:(
>Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
>To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
Nie ma miłości pomiędzy nami.
I znów ta miłość, więc znów moja odpowiedź trafia w ślepy zaułek.
>Nie, ja nie sypiam z kolegami.
Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
>Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony!
Może być chemia chwili.
Miły wieczór, romantyczna atmosfera... rozmowa, która sprawia, że druga osoba staje Ci się niezwykle bliska, jakbyście się znali od zawsze.
Gdy ubiera w słowa myśli, które masz zbyt porozrzucane, aby je ogarnąć.
I w tej jednej chwili rozumie Cię lepiej, niż ktokolwiek do tej pory... w pełni Cię akceptuje i pragnie Twojej bliskości.
Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Jestem pesymistą, nie liczę, że każdego kolejnego dnia będzie lepiej.
Chwytam dobre chwilę, póki mam je przed nosem;)
Użyłem użytego przez Ciebie słowa:)
>A szkoda.
Też tego żałuje, ale ten temat o miłości jasno nam pokazał, że w tym temacie mówimy innym językiem.
Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
>To jak można się umawiać tylko na seks?
W sensie dosłownym to nie możliwe, bo nawet jak się wchodzi, robi swoje i wychodzi, to może się wymsknąć jakieś słowo...
Co tam, można się komunikować bez słów, mową ciała, strojem czy fryzurą.
Zawsze nie jest to "tylko" seks.
>Chodzi o to aby być wolnym? Aby mieć to co ma się w związku nie tracąc swojej wolności? O to Ci chodzi Kłapouchy?
Nie chodzi o wolność, ale o seks:)
Patrzysz na to, od złej strony.
Możesz nie zaspokajać swojej ochoty na seks, lub związać się mimo braku miłości...
Albo uprawiać seks z kimś lubianym, bez konieczności udawania.
Oczywiście Ty nie wierzysz w miłość, więc moje tłumaczenie i tak pozostanie bez zrozumienia:(
>Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
>To czego ona nie ma, że nie zasługuje na to, byś chciał z nią być?
Nie ma miłości pomiędzy nami.
I znów ta miłość, więc znów moja odpowiedź trafia w ślepy zaułek.
>Nie, ja nie sypiam z kolegami.
Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
>Heh, no może, jak jesteś kimś zauroczony!
Może być chemia chwili.
Miły wieczór, romantyczna atmosfera... rozmowa, która sprawia, że druga osoba staje Ci się niezwykle bliska, jakbyście się znali od zawsze.
Gdy ubiera w słowa myśli, które masz zbyt porozrzucane, aby je ogarnąć.
I w tej jednej chwili rozumie Cię lepiej, niż ktokolwiek do tej pory... w pełni Cię akceptuje i pragnie Twojej bliskości.
Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Jestem pesymistą, nie liczę, że każdego kolejnego dnia będzie lepiej.
Chwytam dobre chwilę, póki mam je przed nosem;)
>Większe zagłębianie się w kolejnym, wywoła tylko więcej nieporozumień.
No tak, już raz na ten temat dyskutowaliśmy....
>Zawsze nie jest to "tylko" seks.
No właśnie. Jest jeszcze coś. Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać? Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
>Patrzysz na to, od złej strony.
Jak to? To jak na to spojrzeć? Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem. Jak od razu zaznaczam, że nie chce się wiązać, że chodzi mi o sam seks i przyjemności z tego płynące, to znaczy, że bardzo chce mieć wolną rękę, więc chodzi o wolność.
>Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
>Nie ma miłości pomiędzy nami.
To co jest miłością? No co???
>Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha! Albo się ich toleruje, albo się ich lubi, ewentualnie przyjaźni, chociaż to akurat jest wątpliwe i sam przyznałeś mi rację....
Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż. Zależy od związku w jakim jesteś. I wtedy można mówić o kochaniu.
>Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Dla mnie takie rzeczy się dzieją tylko, jak dwie osoby mają się ku sobie. I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie. Zaczyna się kolejny etap.
>Jestem pesymistą...
Otóż to, bo jesteś Kłapouchym. Może zmień nick'a na Tygrysek. On lubi brykać i jest optymistą. Wydaje mi się, że to lepiej do Ciebie pasuje :)
No tak, już raz na ten temat dyskutowaliśmy....
>Zawsze nie jest to "tylko" seks.
No właśnie. Jest jeszcze coś. Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać? Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
>Patrzysz na to, od złej strony.
Jak to? To jak na to spojrzeć? Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem. Jak od razu zaznaczam, że nie chce się wiązać, że chodzi mi o sam seks i przyjemności z tego płynące, to znaczy, że bardzo chce mieć wolną rękę, więc chodzi o wolność.
>Raczej mieć ciastko (seks) i mieć ciasto (być szczerym ze sobą) i mieć ciastko (nie oszukiwać innej osoby).
Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
>Nie ma miłości pomiędzy nami.
To co jest miłością? No co???
>Skoro ich nie kochasz, to kim oni są?
Jak ich nazywasz?
Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha! Albo się ich toleruje, albo się ich lubi, ewentualnie przyjaźni, chociaż to akurat jest wątpliwe i sam przyznałeś mi rację....
Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż. Zależy od związku w jakim jesteś. I wtedy można mówić o kochaniu.
>Mnie taka chemia wystarczy, aby chcieć z nią złączyć swoje ciało i stać się jednością:)
Dla mnie takie rzeczy się dzieją tylko, jak dwie osoby mają się ku sobie. I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie. Zaczyna się kolejny etap.
>Jestem pesymistą...
Otóż to, bo jesteś Kłapouchym. Może zmień nick'a na Tygrysek. On lubi brykać i jest optymistą. Wydaje mi się, że to lepiej do Ciebie pasuje :)
> Może są to uczucia, których Ty po prostu nie potrafisz nazwać?
Nazwałem je:)
Ale one tworzą się już wcześniej.
>Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem też tworzą się pewne uczucia - przywiązania, sympatia - to właśnie przykład, że seks sam w sobie nie występuje.
Lecz uczuć jest wiele, więc bez miłości mogą istnieć uczucia pomiędzy w przypadku prostytucji i uczucia w przypadku seksu bez miłości, dla przyjemności z kimś kogo się lubi, szanuje i ceni.
>Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem.
Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
>Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
>To co jest miłością? No co???
Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
>Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż.
Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
>Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha!
To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
>I wtedy można mówić o kochaniu.
Dla mnie "kochać się" to uprawiać seks z osobą którą się kocha.
> I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie.
Różnie bywa w życiu.
Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Każdy podąża swoją drogą, nasze drogi się przecinają, rzadko na zawsze, czasem na dłużej, a bywa, że tylko na chwilę.
Dodatkowo, ludzie którzy nie są ze sobą w związku mają pewien wymuszony dystans - traktują się inaczej; mają względem siebie więcej tolerancji a jednocześnie ograniczają się w innych kwestiach.
Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
Nazwałem je:)
Ale one tworzą się już wcześniej.
>Gdyby to był tylko seks, to byłaby to forma prostytucji.
W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem też tworzą się pewne uczucia - przywiązania, sympatia - to właśnie przykład, że seks sam w sobie nie występuje.
Lecz uczuć jest wiele, więc bez miłości mogą istnieć uczucia pomiędzy w przypadku prostytucji i uczucia w przypadku seksu bez miłości, dla przyjemności z kimś kogo się lubi, szanuje i ceni.
>Gdy mam potrzebę, to szukam kogoś z kim mogłabym ją zaspokoić, a przy tym samym wchodzę w relacje, które nazywają się związkiem.
Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
>Nawet przysłowia inaczej rozumujemy...:(
Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
>To co jest miłością? No co???
Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
>Jeżeli z kimś sypiam, to albo jest to partner albo kochanek, albo mąż.
Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
>Matko jedyna no to są koledzy. Kolegów się nie kocha!
To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
>I wtedy można mówić o kochaniu.
Dla mnie "kochać się" to uprawiać seks z osobą którą się kocha.
> I to na seksie się wtedy nie kończy. Wtedy ta fascynacja się rozpoczyna i zamienia w uczucie.
Różnie bywa w życiu.
Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Każdy podąża swoją drogą, nasze drogi się przecinają, rzadko na zawsze, czasem na dłużej, a bywa, że tylko na chwilę.
Dodatkowo, ludzie którzy nie są ze sobą w związku mają pewien wymuszony dystans - traktują się inaczej; mają względem siebie więcej tolerancji a jednocześnie ograniczają się w innych kwestiach.
Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
>Nazwałem je:)
Przepraszam ale ja już się pogubiłam w Twoim nazewnictwie. Nie wiem już nic. Nie widzę u Ciebie różnicy w traktowaniu kobiet. Widzę tylko jeden podział, te z którymi masz ochotę sypiać lub nie.
>W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem.....
Chyba chciałeś napisać w niewielu przypadkach. Zazwyczaj jest to fizyczna robota i nic poza tym. Ani sympatii ani wtrętu. Pustka, patologia emocjonalna.
>Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
Jesteś okropny, wiesz?! ;)
>Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
Aaaa.... to tak się nie da. Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach. Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji. Teraz tego nie widzisz, a później wyjdzie szydło z worka. To jak z nałogiem.
>Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
>Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
Proste, masz męża albo partnera. A kochanka masz jak dopuszczasz się zdrady.
Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
>To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
Powtórzę drugi raz, jesteś okropny!
>Dla mnie "kochać się"......
Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
>Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Kłapouchy, na początku wydawałeś się takim rozsądnym facetem i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
>Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Heh, Tobie jednak chodzi o wolność i brak zaangażowania. Czyli czas wyzwolonych kobiet to Twój czas.
>Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Przepraszam ale ja już się pogubiłam w Twoim nazewnictwie. Nie wiem już nic. Nie widzę u Ciebie różnicy w traktowaniu kobiet. Widzę tylko jeden podział, te z którymi masz ochotę sypiać lub nie.
>W wielu przypadkach, pomiędzy prostytutką a jej klientem.....
Chyba chciałeś napisać w niewielu przypadkach. Zazwyczaj jest to fizyczna robota i nic poza tym. Ani sympatii ani wtrętu. Pustka, patologia emocjonalna.
>Ja nazywam związkiem relacje oparte na miłości, w którą Ty nie wierzysz:d
Jesteś okropny, wiesz?! ;)
>Chodziło mi o to, że zyskuje na kilku płaszczyznach, nic nie tracąc.
Aaaa.... to tak się nie da. Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach. Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji. Teraz tego nie widzisz, a później wyjdzie szydło z worka. To jak z nałogiem.
>Próbowałem Ci to wyjaśnić w tamtym temacie i poległem jak wprowadziłaś dodatkowy termin "prawdziwej miłości":d
No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
>Sprecyzuj pierwsze dwie opcje, kim jest partner a kim kochanek?
Proste, masz męża albo partnera. A kochanka masz jak dopuszczasz się zdrady.
Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
>To ja też to robię z koleżankami, których nie kocham:d
Powtórzę drugi raz, jesteś okropny!
>Dla mnie "kochać się"......
Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
>Dziś może być magia a jutro przyjdzie rozsądek;)
Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Kłapouchy, na początku wydawałeś się takim rozsądnym facetem i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
>Będąc w związku zaczynają mieć oczekiwania i domagać się ich spełnienie, traktują wiele słów i zachowań osobiście, na co nie mogliby sobie pozwolić w koleżeństwie.
Heh, Tobie jednak chodzi o wolność i brak zaangażowania. Czyli czas wyzwolonych kobiet to Twój czas.
>Mnie fascynują kobiety pewne siebie, inteligentne i wygadane, ale jeśli któraś chce zgrywać faceta w związku, to wiem, że mogę się z nią przespać (i to z wielką ochotą), ale nie zwiąże się z nią, bo byśmy się zagryźli:)
No tak, to by wiele tłumaczyło :)
>Jesteś okropny, wiesz?! ;)
Wiem, i za to mnie kochasz:d
>Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji.
Nie wiem, co to takiego.
Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
>No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
To jak z tym:
"Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach."
Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Bo można powiedzieć, że ostatecznie tracę czas...
Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Przy odpowiedniej definicji, wszystko jest stratą... - przy definicji bardzo nihilistycznej:)
>Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
Nie mogę.
Wręcz uważam to za skandaliczne, by porównywać niewinny seks do zdrady.
>>Dla mnie "kochać się"......
>Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
Jakie jest to drugie?
>Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Tak robię. I jest to całkiem rozsądne.
Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
>i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
>No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Dobrze, że mój przykład okazał się pomocny.
Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Wiem, i za to mnie kochasz:d
>Np tracisz zdolność do nawiązania trwałych relacji.
Nie wiem, co to takiego.
Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
>No tak, prawdziwa to ta na zawsze, jakbyś zapomniał :)
Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
To jak z tym:
"Zawsze coś tracisz, czasem nie wiesz co, ale to wychodzi po latach."
Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Bo można powiedzieć, że ostatecznie tracę czas...
Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Przy odpowiedniej definicji, wszystko jest stratą... - przy definicji bardzo nihilistycznej:)
>Pod pojęcie kochanka/kochanki możesz też sobie zaliczyć takie koleżanki z którymi sypiasz. ;)
Nie mogę.
Wręcz uważam to za skandaliczne, by porównywać niewinny seks do zdrady.
>>Dla mnie "kochać się"......
>Są dwa znaczenia tego wyrażenia.
Jakie jest to drugie?
>Nie jest to zbyt rozsądne. Najpierw myśl a później rób :)
Tak robię. I jest to całkiem rozsądne.
Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
>i co ja mam sobie teraz o Tobie myśleć?
Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
>No tak, to by wiele tłumaczyło :)
Dobrze, że mój przykład okazał się pomocny.
Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Oj Kłapouchy, Twoje ego i zbyt duża pewność siebie sprowadzą Cie kiedyś na manowce, zobaczysz! :D
>Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Tak, myślę, jest coś takiego. Wiele osób nie ma tej umiejętności. Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
>Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
Dokładnie i niestety nasze społeczeństwo powoli ją w tej kwestii dogania. W obecnych czasach, ktoś kto miał tylko jednego partnera seksualnego jest prawie jak dinozaur.
>Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
Jesteś pewny że nic? Skoro nie wierzysz w trwałość uczuć to pewnie nie. Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
>Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Jak to nie? Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
>Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Sorry ale ja nie rozumiem co Ty chcesz przez to powiedzieć. Zamiast dzikiego seksu z koleżanką z którą nie chcesz być, mógłbyś sobie
Nihilizm nie jest moją bajką, powinieneś już to wiedzieć ;)
>...niewinny seks do zdrady.
No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
>Jakie jest to drugie?
No nie wiem, to się czuje. Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
>Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
Każdy ma w życiu różne priorytety. Nie mnie oceniać.
Ja nie wiem czy, po takiej nocy z kolegą, umiałabym dalej utrzymywać relacje koleżeńskie. Pewnie nie.
>Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
Nie, nie uważam bym Cie poznawała. Pokazujesz to, co chcesz bym poznała. Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś. Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
>Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Co Ty masz z tymi wątpliwościami? Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Wiesz czemu napisałam, że to by wiele tłumaczyło? Bo po tym zdaniu co napisałeś, zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;) Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
>Naprawdę myślisz, że to jakaś zdolność definiuje trwałość relacji?
Tak, myślę, jest coś takiego. Wiele osób nie ma tej umiejętności. Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
>Jeśli tak, to pewnie euroamerykańska kultura już dawno ją straciła.
Dokładnie i niestety nasze społeczeństwo powoli ją w tej kwestii dogania. W obecnych czasach, ktoś kto miał tylko jednego partnera seksualnego jest prawie jak dinozaur.
>Nic nie jest na zawsze, więc taka definicja sama w sobie nie ma sensu.
Jesteś pewny że nic? Skoro nie wierzysz w trwałość uczuć to pewnie nie. Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
>Tylko nie da się określić, co można uznać za stratę lub zysk.
Jak to nie? Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
>Przecież zamiast dzikiego seksu mógłbym napisać posta:d
Albo zmówić różaniec:p
Sorry ale ja nie rozumiem co Ty chcesz przez to powiedzieć. Zamiast dzikiego seksu z koleżanką z którą nie chcesz być, mógłbyś sobie
Nihilizm nie jest moją bajką, powinieneś już to wiedzieć ;)
>...niewinny seks do zdrady.
No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
>Jakie jest to drugie?
No nie wiem, to się czuje. Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
>Lepszy fantastyczny seks, niż zaprzepaszczona okazja na świetny finał wieczoru:)
Każdy ma w życiu różne priorytety. Nie mnie oceniać.
Ja nie wiem czy, po takiej nocy z kolegą, umiałabym dalej utrzymywać relacje koleżeńskie. Pewnie nie.
>Że im lepiej mnie poznajesz, tym bardziej mnie lubisz?;)
Nie, nie uważam bym Cie poznawała. Pokazujesz to, co chcesz bym poznała. Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś. Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
>Miałem wątpliwości, czy go użyć, abyś nie odebrała go osobiście:p
Co Ty masz z tymi wątpliwościami? Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Wiesz czemu napisałam, że to by wiele tłumaczyło? Bo po tym zdaniu co napisałeś, zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;) Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
>Twoje ego i zbyt duża pewność siebie sprowadzą Cie kiedyś na manowce, zobaczysz! :D
Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
>Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
Może szybko się poddają, bo podchodzą do związków bardziej realistycznie.
Wiedzą co mogą zmienić w sobie i ile może się zmienić druga osoba, wiedzą co czują i potrafią przewidzieć zakończenie.
I co najważniejsze, mają odwagę, której brakuje innym... i pewność siebie, że zasługują na kogoś lepszego i mogą go znaleźć.
Nie wiem, czy to do końca takie złe cechy;)
>Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
Cały życie, to nie na zawsze:)
Chyba, że jesteś wyznawcą teorii, że świat kończy się, wraz z Twoją śmiercią.
>Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
W takim razie, mogę spać spokojnie:)
W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
>No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
Brzmi jak definicja miłości:p
>Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś.
Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
>Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
>Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
> zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;)
To bardzo pejoratywne określenie.
Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
>Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
Właściwie cały ten temat jest odpowiedzią na Twoje pytanie.
Takie kobiety są seksowne i wiedzą czego chcą, ale trwałość ich związku jest zależna od właściwego doboru partnera.
Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę.
Dla faceta jak ja, taka kobieta to fundament toksycznego związku.
Świetnie się nam rozmawia, sprzecza i dyskutuje... i seks też jest rewelacyjny, bo dziewczyna jest bardzo aktywna;)
W związku, tylko seks pozostaje rewelacyjny, bo ona chce by było po jej myśli, a ja po mojej - i żadne nie chce odpuścić.
Taki związek nie ma przyszłości.
Wolę zatem kobietę uległa, choć wolę nazywać ją "bardziej kobiecą".
Kobietę jakie dawniej były wszystkie, czyli kobietę pełną wdzięku, subtelną, łagodną, delikatną, nieśmiałą i skromną.
Kobietę, która chce być kobietą i pozwala mi pozostać mężczyzną.
O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
>Szybko się poddają, nosi ich wszędzie, rezygnują ze związku bo czegoś im brakuje i szukają nowej osoby.
Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
Może szybko się poddają, bo podchodzą do związków bardziej realistycznie.
Wiedzą co mogą zmienić w sobie i ile może się zmienić druga osoba, wiedzą co czują i potrafią przewidzieć zakończenie.
I co najważniejsze, mają odwagę, której brakuje innym... i pewność siebie, że zasługują na kogoś lepszego i mogą go znaleźć.
Nie wiem, czy to do końca takie złe cechy;)
>Ja wierzę, że niektóre uczucia są trwałe i czuje się je całe życie.
Cały życie, to nie na zawsze:)
Chyba, że jesteś wyznawcą teorii, że świat kończy się, wraz z Twoją śmiercią.
>Analizując swoje wybory po jakimś czasie widzisz, co zyskałeś a co utraciłeś. Tak się ocenia własne życie.
W takim razie, mogę spać spokojnie:)
W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
>No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niewinny.....
Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>Chcesz z tą osobą być, potrzebujesz jej i chcesz być jej potrzebny. Nie umiem tego opisać słowami.
Brzmi jak definicja miłości:p
>Nie mogę tego obiektywnie ocenić, bo nie wiem czy grasz czy in real też taki jesteś.
Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
>Wiec nie ma mowy o lubieniu, co najwyżej mogę czuć sympatię lub nie :)
To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
>Już pisałam Ci, że ja nie czytam między wierszami. Jestem dorosła :)
Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
> zrozumiałam że jesteś jak typowy facet ;)
To bardzo pejoratywne określenie.
Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
>Pociągają Cię kobiety, pewne siebie i wygadane, natomiast w związku chcesz mieć kobietę uległą. Gdzie konsekwencja?
Właściwie cały ten temat jest odpowiedzią na Twoje pytanie.
Takie kobiety są seksowne i wiedzą czego chcą, ale trwałość ich związku jest zależna od właściwego doboru partnera.
Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę.
Dla faceta jak ja, taka kobieta to fundament toksycznego związku.
Świetnie się nam rozmawia, sprzecza i dyskutuje... i seks też jest rewelacyjny, bo dziewczyna jest bardzo aktywna;)
W związku, tylko seks pozostaje rewelacyjny, bo ona chce by było po jej myśli, a ja po mojej - i żadne nie chce odpuścić.
Taki związek nie ma przyszłości.
Wolę zatem kobietę uległa, choć wolę nazywać ją "bardziej kobiecą".
Kobietę jakie dawniej były wszystkie, czyli kobietę pełną wdzięku, subtelną, łagodną, delikatną, nieśmiałą i skromną.
Kobietę, która chce być kobietą i pozwala mi pozostać mężczyzną.
O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
>Oby z ciekawą kobietą.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
Yhm, wszystko przed Tobą....
>Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
I c z tego? To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Powody takich działań mogą być różne, zależy jak je zinterpretujesz. Ty pokazałeś to z pozytywnej strony, ja z negatywnej.
>Cały życie, to nie na zawsze:)
Trochę się czepiasz ;p Zawsze z znaczeniu całe życie. Nie wiesz co będzie jak umrzesz, więc o uczuciach możesz mówić jedynie w kontekście życia tu na ziemi.
>W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
To gratuluje, Panie Idealny ;)
>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
To ja muszę Ci mówić takie rzeczy? To Ty, wyznawca seksu bez większych uczuć, tego nie wiesz?
>Brzmi jak definicja miłości:p
Być może, ja to nazywam kochaniem.
>Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
Nie moja nadinterpretacja tylko internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi. I żadna interpretacja tego nie zmieni.
>To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
Według mnie zasadnicza. Jak kogoś lubię, to chcę mieć z nim kontakt, chce go poznawać, jestem gotowa mu pomóc o ile mogę. Jak czuję do kogoś sympatię, to nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
>Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
>Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy", któremu trzeba mówić co ma robić, który nie ma swojego zdania.
>Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę
Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie. Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
>O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Nie dziwie się, skoro obracasz się w kręgu kobiet wyzwolonych.
>Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
To trochę szowinistyczne podejście.
Nigdy tego nie robiłem na manowcach:d
Yhm, wszystko przed Tobą....
>Powiedziała dziewczyna nie wierząca w miłość na zawsze i przeciwniczka związków aranżowanych:)
I c z tego? To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Powody takich działań mogą być różne, zależy jak je zinterpretujesz. Ty pokazałeś to z pozytywnej strony, ja z negatywnej.
>Cały życie, to nie na zawsze:)
Trochę się czepiasz ;p Zawsze z znaczeniu całe życie. Nie wiesz co będzie jak umrzesz, więc o uczuciach możesz mówić jedynie w kontekście życia tu na ziemi.
>W moim życiu żałuje tylko tego czego nie zrobiłem, bo zabrakło mi odwagi.
To gratuluje, Panie Idealny ;)
>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
To ja muszę Ci mówić takie rzeczy? To Ty, wyznawca seksu bez większych uczuć, tego nie wiesz?
>Brzmi jak definicja miłości:p
Być może, ja to nazywam kochaniem.
>Taki jestem, choć Twoja nadinterpretacja moich słów może zacierać realny obraz mojej osoby.
Nie moja nadinterpretacja tylko internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi. I żadna interpretacja tego nie zmieni.
>To jaka jest różnica pomiędzy lubieniem a sympatią?
Według mnie zasadnicza. Jak kogoś lubię, to chcę mieć z nim kontakt, chce go poznawać, jestem gotowa mu pomóc o ile mogę. Jak czuję do kogoś sympatię, to nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
>Ale jesteś kobietą, więc czytanie między wierszami masz w swej naturze.
Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Do tego nieprawdziwe, bo nie ma czegoś takiego jak "typowy facet".
Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
>Dla nich przeznaczone są takie ciepłe kluchy, które wezmą pod pantofel i z którym stworzą udany związek.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy", któremu trzeba mówić co ma robić, który nie ma swojego zdania.
>Także dla takiego faceta, flegmatyka, jak Powściągliwe (z innego wątku) taka kobieta jest idealna - bo przejmie inicjatywę
Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie. Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
>O ile takie jeszcze istnieją, bo nie widziałem takiej od lat:d
Nie dziwie się, skoro obracasz się w kręgu kobiet wyzwolonych.
>Związek z taką kobietą, daje nam obojgu większą szansę na szczęście, stabilizację i trwałość uczucia.
To trochę szowinistyczne podejście.
>To, że mam takie przekonania, to oznacza że tak się zachowuję? Niekoniecznie.
Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
>>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>To ja muszę Ci mówić takie rzeczy?
Ciekawiło mnie Twoje zdanie.
Moje padło i je podważyłaś.
>internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi.
Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Nie zrzucałbym winy na przedmiot, ale na jego użytkownika.
>nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
:)
I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
>Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
Traktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
>Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy"
Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Pewnie wygląda to, jak początek naszej rozmowy x10, z dużym zapasem wiedzy o sobie i personalnymi przytykami?
Bądź realistką.
>Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie.
Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.
Ona będzie mogła postawić na swoim, a jemu to będzie pasowało.
Oboje będą zadowoleni.
>Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
Znam takie małżeństwa, z kilkudziesięcioletnim stażem i pasuje to obojgu i mają szczęśliwe, dobrze wychowane dzieci.
Lepsze to niż ciągłe kłótnie o byle co, jak to bywa w burzliwych związkach.
>W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
Typ osobowości ma znaczenia.
Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości.
To tylko miłe hasełko, które w praktyce się nie sprawdza.
Dwie osoby coś odpuszczają, dla dobra związku, ale pozostają z poczuciem, że coś straciły.
Mijają lata i to się nawarstwia.
Oboje zaczynają widzieć związek jako pasmo poświęceń.
Widzą wszystkie pragnienia z których zrezygnowali i zaczynają się zastanawiać, czy było warto?
I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Ten nabuzowany przekazuje część energii temu spokojnemu.
Ten spokojny uspokaja nabuzowanego.
Dopełniają się, zamiast się zderzać.
To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
>>Więc jaki jest seks "sam w sobie"?
>To ja muszę Ci mówić takie rzeczy?
Ciekawiło mnie Twoje zdanie.
Moje padło i je podważyłaś.
>internet sam w sobie nie pozwala na realną ocenę ludzi.
Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Nie zrzucałbym winy na przedmiot, ale na jego użytkownika.
>nie mam nic przeciwko tej osobie, nie przeszkadza mi, mogę z nią rozmawiać ale w zasadzie ta osoba jest mi obojętna, nie jest mi przykro jak np nie mam z nią kontaktu.
Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
:)
I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
>Tu nie chodzi o płeć, ale o charakter i potrzeby danej osoby.
>Ale zachowania mogą być typowe dla danych osobników.Twoje właśnie wydaje się być takie.
Traktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
>Ja jestem osobą pewną siebie i najgorsze co mogłoby mnie spotkać to facet, którego określasz mianem "ciepłe kluchy"
Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Pewnie wygląda to, jak początek naszej rozmowy x10, z dużym zapasem wiedzy o sobie i personalnymi przytykami?
Bądź realistką.
>Dla faceta tak, bo ktoś go we wszystkim wyręczy ale dla kobiety nie.
Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.
Ona będzie mogła postawić na swoim, a jemu to będzie pasowało.
Oboje będą zadowoleni.
>Normalna kobieta ucieknie od takiego faceta prędzej czy później.
Znam takie małżeństwa, z kilkudziesięcioletnim stażem i pasuje to obojgu i mają szczęśliwe, dobrze wychowane dzieci.
Lepsze to niż ciągłe kłótnie o byle co, jak to bywa w burzliwych związkach.
>W związku wiele ma do powiedzenia sztuka kompromisu. Jak ktoś jest uparty i nie potrafi tego robić to wtedy są zgrzyty, bez względu na typ osobowości.
Typ osobowości ma znaczenia.
Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości.
To tylko miłe hasełko, które w praktyce się nie sprawdza.
Dwie osoby coś odpuszczają, dla dobra związku, ale pozostają z poczuciem, że coś straciły.
Mijają lata i to się nawarstwia.
Oboje zaczynają widzieć związek jako pasmo poświęceń.
Widzą wszystkie pragnienia z których zrezygnowali i zaczynają się zastanawiać, czy było warto?
I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Ten nabuzowany przekazuje część energii temu spokojnemu.
Ten spokojny uspokaja nabuzowanego.
Dopełniają się, zamiast się zderzać.
To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
>Tak powinno być, inaczej brak szczerości pomiędzy słowami a czynami.
Kłapouchy, jeszcze raz, to że nie wierzę w miłość ma oznaczać, że nie potrafię zachować trwałych relacji? Niekoniecznie.
>Moje padło i je podważyłaś.
Możliwe, ja nie uważam żeby seks sam w sobie był niewinny. Oczywiście są osoby, które nie czują swojej seksualności i wtedy ich seks można określić mianem "niewinny", chociaż ja bym to nazwala biernością lub obowiązkiem małżeńskim. Seks to taka dziedzina życia, w której można być bardzo "dirty".
>Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
To samo pytanie możesz zadać sobie. Podobno mnie lubisz, czyli jak przestanę Ci odpisywać, to Ciebie to ruszy? To zanim to zrobię powinnam Cię ostrzec? :) Myślę, że nie.
>Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Oczywiście, ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
>I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
Jeżeli będziesz wyciągał moje zdanie z kontekstu to nietrudno o takie stwierdzenie. To samo tyczy się Ciebie, tylko ja tego nie robię.
>...raktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
Jaki seksizm? Prawdą jest, że każdą znajomą mi osobę staram się traktować inaczej, bo w tej sposób daję tej osobie to, czego potrzebuje. Obce osoby traktuję jednakowo. Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
>Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Kłapouchy, za daleko wybiegasz w swoich analizach mojej osoby.
Owszem, myślę, że jestem inteligentna, ale nie jestem uparta. Na pewno nie w relacjach międzyludzkich. W dyskusjach na pewno mi się to zdarza, jednak często ustępuję jak widzę, że moje stanowisko przynosi więcej szkody niż pożytku bo kieruję się zasadą " ustąp głupszemu" :)
>Pewnie wygląda to...
Nie gdybaj.
>Bądź realistką.
Jestem..... jakbyś nie zauważył.
>Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.....
Z mojego punktu widzenia nie. Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić, ciągła decyzyjność jest męcząca. Czasami chciałabym aby ktoś zdecydował za mnie. Jeżeli masz partnera uległego, to odpowiedzialność zawsze leży po Twojej stronie. Bo jak Ty nie zdecydujesz, to nikt tego nie zrobi. To męczące.
>Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości
I Ty wierzący w miłość to mówisz? Przeczytaj sobie jeszcze raz 1 List do Koryntian. Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości. Jest niezbędny w związku. Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
>I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Miłość to sztuka dawania i brania. Cóż z tego, że ktoś ciągle daje skoro druga osoba nie będzie tego umiała docenić?
>Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Nie, kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat. Przyznałeś mi wtedy rację. Jeśli jest zbyt dużo różnic, po okresie fascynacji i przyjaźni nic ludzi nie łączy oprócz dzieci i kredytu.
Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
>To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Na kilka lat.
Na początku to działa, jedno ogień drugie woda, a później ogień chce ognia a woda pragnie wody. Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie. A jak w seksie zaczyna się psuć, to trudno utrzymać całość.
Kłapouchy, jeszcze raz, to że nie wierzę w miłość ma oznaczać, że nie potrafię zachować trwałych relacji? Niekoniecznie.
>Moje padło i je podważyłaś.
Możliwe, ja nie uważam żeby seks sam w sobie był niewinny. Oczywiście są osoby, które nie czują swojej seksualności i wtedy ich seks można określić mianem "niewinny", chociaż ja bym to nazwala biernością lub obowiązkiem małżeńskim. Seks to taka dziedzina życia, w której można być bardzo "dirty".
>Czyli, jeśli przestanę pisać, to Cię to nie ruszy?
I nie muszę o tym ostrzegać?
To samo pytanie możesz zadać sobie. Podobno mnie lubisz, czyli jak przestanę Ci odpisywać, to Ciebie to ruszy? To zanim to zrobię powinnam Cię ostrzec? :) Myślę, że nie.
>Internet to tylko narzędzie komunikacji, jak telefon.
Oczywiście, ale uniemożliwia on prawdziwe poznanie drugiego człowieka i to bez względu na użytkownika.
>I teraz dwa cytaty, które się wzajemnie wykluczają:
Jeżeli będziesz wyciągał moje zdanie z kontekstu to nietrudno o takie stwierdzenie. To samo tyczy się Ciebie, tylko ja tego nie robię.
>...raktujesz inaczej ludzi, w zależności od płaci - toć to zwykły seksizm!:)
Jaki seksizm? Prawdą jest, że każdą znajomą mi osobę staram się traktować inaczej, bo w tej sposób daję tej osobie to, czego potrzebuje. Obce osoby traktuję jednakowo. Oczywiście kieruję się pewnymi zasadami jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, ale każdy tak robi.
>Jesteś też inteligentna i uparta, i powinnaś wiedzieć, że Twój charakter utrudnia Ci dogadywanie się (w związku) z facetem o podobnych cechach.
Kłapouchy, za daleko wybiegasz w swoich analizach mojej osoby.
Owszem, myślę, że jestem inteligentna, ale nie jestem uparta. Na pewno nie w relacjach międzyludzkich. W dyskusjach na pewno mi się to zdarza, jednak często ustępuję jak widzę, że moje stanowisko przynosi więcej szkody niż pożytku bo kieruję się zasadą " ustąp głupszemu" :)
>Pewnie wygląda to...
Nie gdybaj.
>Bądź realistką.
Jestem..... jakbyś nie zauważył.
>Dla obojga, bo jemu to obojętne a jej zależy.....
Z mojego punktu widzenia nie. Ja na co dzień podejmuję dużo decyzji, w domu nie mam ochoty tego robić, ciągła decyzyjność jest męcząca. Czasami chciałabym aby ktoś zdecydował za mnie. Jeżeli masz partnera uległego, to odpowiedzialność zawsze leży po Twojej stronie. Bo jak Ty nie zdecydujesz, to nikt tego nie zrobi. To męczące.
>Kompromisy są dobre w polityce ale nie w miłości
I Ty wierzący w miłość to mówisz? Przeczytaj sobie jeszcze raz 1 List do Koryntian. Kompromis wynika z dwóch rzeczy, albo z braku własnego zdania albo z miłości. Jest niezbędny w związku. Skoro uważasz, że nie ma go w miłości, to znaczy nie ma miłości!?
>I te kompromisy zabijają miłość, bo miłość powinna być dawaniem, a nie oddawaniem.
Miłość to sztuka dawania i brania. Cóż z tego, że ktoś ciągle daje skoro druga osoba nie będzie tego umiała docenić?
>Lepiej, jeśli ludzie dobiorą się na zasadzie przeciwieństw.
Nie, kiedyś już rozmawialiśmy na ten temat. Przyznałeś mi wtedy rację. Jeśli jest zbyt dużo różnic, po okresie fascynacji i przyjaźni nic ludzi nie łączy oprócz dzieci i kredytu.
Muszą być podobieństwa. Wspólny temperament wspólne pasje i zainteresowania.
>To przynosi związkowi harmonię i stabilizację... a za tym idzie trwałość.
Na kilka lat.
Na początku to działa, jedno ogień drugie woda, a później ogień chce ognia a woda pragnie wody. Najwcześniej te różnice można zauważyć w seksie. A jak w seksie zaczyna się psuć, to trudno utrzymać całość.