Widok
No to się pochwalę że u mnie dzisiaj pstrąg zapiekany ze wszystkim co uczyni go smakowitym.
A i jeszcze jedno. Zakupiłam grzaniec aroniowy w Biedrze, sprawdzę ten wynalazek porą wieczorną i obym się nie zawiodła.
Na odrętwienie kończyn dolnych polecam to:
http://youtu.be/jFlz2elxNoo
A i jeszcze jedno. Zakupiłam grzaniec aroniowy w Biedrze, sprawdzę ten wynalazek porą wieczorną i obym się nie zawiodła.
Na odrętwienie kończyn dolnych polecam to:
http://youtu.be/jFlz2elxNoo
Jak zlota reneta nie pomylić z Renata.
Czego sie domaga moj organizm?
Moich jezyn, ogromnych, miękkich, mocno dojrzałych, ciepłych od Słońca.
Zalanych miodem.
Lekko rozgniecione.
Osobno śmietana 30% - jedzona łyżką.
Kilka poziomek, jezynomalin, i borowek amerykańskich.
Bo tak sie je.
W ciszy z psem.
Czego sie domaga moj organizm?
Moich jezyn, ogromnych, miękkich, mocno dojrzałych, ciepłych od Słońca.
Zalanych miodem.
Lekko rozgniecione.
Osobno śmietana 30% - jedzona łyżką.
Kilka poziomek, jezynomalin, i borowek amerykańskich.
Bo tak sie je.
W ciszy z psem.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
> chodzi mi ciagle plan wozenia ludzi do slubow
Też miałem kiedyś takiego pomysła ;)
Kupić dwie syrenki, odpicować do bólu (czarny lakier metalik, nikle, jasna, skórzana tapicerka, drewniane wstawki w miejsce plastików itd).
SIlnik rzecz jasna zostawić - żeby był charakterystyczny terkot dwusuwa (i obłoki błękitnego dymu ;)
I do ślubów (a teraz to i studniówek czy nawet gimnazjalnych połowinek) jeździć.
A dwie... bo zawsze jedna byłaby w zapasie. Jednak zaufanie do bezawaryjności syrenki mam mocno nadszarpnięte.
Ze cztery miałem w życiu (a w zasadzie pięć, licząc jedną, która służyła tylko za dawcę organów) ;]
Też miałem kiedyś takiego pomysła ;)
Kupić dwie syrenki, odpicować do bólu (czarny lakier metalik, nikle, jasna, skórzana tapicerka, drewniane wstawki w miejsce plastików itd).
SIlnik rzecz jasna zostawić - żeby był charakterystyczny terkot dwusuwa (i obłoki błękitnego dymu ;)
I do ślubów (a teraz to i studniówek czy nawet gimnazjalnych połowinek) jeździć.
A dwie... bo zawsze jedna byłaby w zapasie. Jednak zaufanie do bezawaryjności syrenki mam mocno nadszarpnięte.
Ze cztery miałem w życiu (a w zasadzie pięć, licząc jedną, która służyła tylko za dawcę organów) ;]
Wlasnie nie zdazylem sie przyjrzec, czy to napewno warszawa. Gdzies przed Mlawa to bylo. Ja bym nigdy tak nie zrobil, bo chodzi mi ciagle plan wozenia ludzi do slubow i taka limuzyna by byla idealna jakby ja pieknie zrobic. 3-4 takie wyjazdy w miesiacu i calkiem dobra pensja jest. I jeszcze jesc czasem dadza. Nie przyjrze sie tej domniemanej warszawie w drodze powrotnej bo jade ta przereklamowana puszka zwana pendolino, co nawet wifi nie zapewnia
> malo miejsca na nogi, jak to w busie
Hmmm... ja podróż PB do Stolycy okupuję martwicą kończyn dolnych. Nie wyobrażam sobie jechać tym gdzieś dalej ;)
> samochod warszawa na wysokim slupie. Taka moda panuje na szrotach
Stare auta na szrotowych słupach,robiące za reklamy, widuję już przynajmniej od 20 lat. Przeważnie kaszlaki, trabanty lub syreny.
Warszawa, jako rarytas, jest rzadkością.
--
Wczoraj dopadłem w pobliskim sklepiku żeberka (paski) w cenie 5,99.
Oczywiście na obiad będą dzisiaj duszone, w sosie pieczeniowym, z ziemniaczkami i buraczkami zasmażanymi.
Ale tylko część.
Większość od 7 rano pyrkała sobie w garze a dla towarzystwa dostała kapuchę ki(wa)szoną, boczkowe skwarki itd.
Właśnie skończyłem moje kuchenne dzieło.
I nie będzie słowa przesady w stwierdzeniu, że w życiu nie jadłem lepszego kapuśniaka! :D
Hmmm... ja podróż PB do Stolycy okupuję martwicą kończyn dolnych. Nie wyobrażam sobie jechać tym gdzieś dalej ;)
> samochod warszawa na wysokim slupie. Taka moda panuje na szrotach
Stare auta na szrotowych słupach,robiące za reklamy, widuję już przynajmniej od 20 lat. Przeważnie kaszlaki, trabanty lub syreny.
Warszawa, jako rarytas, jest rzadkością.
--
Wczoraj dopadłem w pobliskim sklepiku żeberka (paski) w cenie 5,99.
Oczywiście na obiad będą dzisiaj duszone, w sosie pieczeniowym, z ziemniaczkami i buraczkami zasmażanymi.
Ale tylko część.
Większość od 7 rano pyrkała sobie w garze a dla towarzystwa dostała kapuchę ki(wa)szoną, boczkowe skwarki itd.
Właśnie skończyłem moje kuchenne dzieło.
I nie będzie słowa przesady w stwierdzeniu, że w życiu nie jadłem lepszego kapuśniaka! :D
Wrazenie takie, ze malo miejsca na nogi, jak to w busie. I niezbyt cieplo. A za oknem byl minimarket Kruk. A wczesniej samochod warszawa na wysokim slupie. Taka moda panuje na szrotach. Chyba z usa to przyszlo. Film arizona dream i te sprawy. No i wierzby na plaskich polach. Znaczy sie Mazowsze. Dla Anglika wierzba jest rodzaju meskiego. Swiat jest dla nich nieco inny zatem. Widza pole a na nim panowie Wierzby
Ja nie wiem czemu Wam ta kawa tak przeszkadza. Banalna a jednak wciąga ;)
Kruku...miło Cię widzieć...znowu gdzieś ruszyłeś...opowiedz nam wrażenia...lubię Ciebie czytać :)
Manson....Masz rację, dobre i zdrowe jedzenie to najlepsza profilaktyka ale czasem można "zgrzeszyć". Skrajności w każdą stronę są niebezpieczne ;-)
Dobrego dnia ludkowie :-)
Kruku...miło Cię widzieć...znowu gdzieś ruszyłeś...opowiedz nam wrażenia...lubię Ciebie czytać :)
Manson....Masz rację, dobre i zdrowe jedzenie to najlepsza profilaktyka ale czasem można "zgrzeszyć". Skrajności w każdą stronę są niebezpieczne ;-)
Dobrego dnia ludkowie :-)
Powiem tak: zdrowie trzeba budować.
To nie jest stan dany nam jako naturalny. To stan, do którego winniśmy dążyć.
Ludzie mają tendencję do tego, żeby zajmować się własnym zdrowiem, jak już są chorzy. A to jest grubo za późno. O zdrowie trzeba się troszczyć będąc jeszcze zdrowym.
Moja ulubiona Vi z racji zawodu jest w grupie ryzyka, jeżeli chodzi o łapanie wszelkich infekcji dróg oddechowych. Co robi zdrowa Vi? Opycha się cukrem i nasyconymi kwasami tłuszczowymi. A co potrzebuje organizm Vi? Błonnika, witamin, minerałów i wody. I acidofilnych bakterii zamiast konserwantów. Dlatego w fazie totalnego buntu przeciwko swojej pani mówi: kup mi grejpfruta. Czemu sama Vi dziwi się niepomiernie.
Powiem w wielkiej tajemnicy, że we własny organizm da się wsłuchać. On mówi do naszej duszy. Wystarczy nauczyć się jego języka i chcieć go usłyszeć. Ale co ja tam wiem w tym ciemnym borze.
To nie jest stan dany nam jako naturalny. To stan, do którego winniśmy dążyć.
Ludzie mają tendencję do tego, żeby zajmować się własnym zdrowiem, jak już są chorzy. A to jest grubo za późno. O zdrowie trzeba się troszczyć będąc jeszcze zdrowym.
Moja ulubiona Vi z racji zawodu jest w grupie ryzyka, jeżeli chodzi o łapanie wszelkich infekcji dróg oddechowych. Co robi zdrowa Vi? Opycha się cukrem i nasyconymi kwasami tłuszczowymi. A co potrzebuje organizm Vi? Błonnika, witamin, minerałów i wody. I acidofilnych bakterii zamiast konserwantów. Dlatego w fazie totalnego buntu przeciwko swojej pani mówi: kup mi grejpfruta. Czemu sama Vi dziwi się niepomiernie.
Powiem w wielkiej tajemnicy, że we własny organizm da się wsłuchać. On mówi do naszej duszy. Wystarczy nauczyć się jego języka i chcieć go usłyszeć. Ale co ja tam wiem w tym ciemnym borze.