Widok

Grzyby!

Hobby Hydepark Temat dostępny też na forum:
Nie będę zaczynał wątku od "yyyy...".. no i stary się przeterminował (za długo się ładuje) :D

Ciepło i mokro. Faceci to lubią.. grzyby też :D

Zatem krótkie żołnierskie pytanie do BMtF: (a w zasadzie prośba o raport ;)

Jak to wygląda u Cię?

Nadanżasz? ;)

--
Jesli ktoś ma info z innych regionów, to oczywiście mile widziane :D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 21

Jeszcze chwila... wait for it, wait for it... koszyki i koziki przygotować ;)

http://www.youtube.com/watch?v=Slgo2ho7cVQ
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Rano byłem w zaprzyjaźnionym sklepiku agd. po głowice do baterii na fuchę, ale przy okazji wykosztowałem się (dwa zeta!) na nowy kozik grzybowy.
Nawet miałem szatański plan, aby ruszyć dzisiaj do lasu, wyzbierać choćby płachetki, ale rozsądek zwyciężył. Wziąłem się za sprzątanie kanciapy, żeby było gdzie wyngiel na zimę zwalić. Sytuacja sprzed roku, kiedy dogrzewałem chatę suszarką (nb: do dzisiaj nie kupiłem nowych szczotek do niej) bo nie miałem miejsca na wyngiel, mocno mnie zmobilizowała :D

image
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Przez Ciebie oplułam monitor i klawiaturę a pepsi poszła mi nosem więc inhalację mam z bańki (musiało mnie przewiać gdy docierałam mojego Byczka miedzy Wsią a Kowalami, 70-80 km/h).
Zaraz włożę okulary i jeszcze jedne a potem poszukam mojego szkła powiększającego żeby w pełni delektować się okazałością Twojego nowego kozika... o ile do końca weekendu wyszukam go na tym zdjęciu :)
W każdym razie Gracias za pocieszenie mnie, że rozpierduszka w moim obejściu to po prostu twórczy chaos, chaosik.

http://www.youtube.com/watch?v=Aeum1SeEVNY
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Prawie wszystko już uprzątnięte. Opony mi zostały.
Fartownie wynalazłem kanciapę nieopodal, gdzie mogę graciarnię wywalić.
Wyngiel już zamówiony, zatem wyboru nie mam. Trza sprzątać :D
Wszystko dawno powinno trafić juz na smietnik, ale cokolwiek wyrzucę, to najdalej za tydzień okazuje się potrzebne.
Opon mi żal, bo są naprawde boskie. Kumpela mi je ładnych parę lat temu sprezentowała. Bo ona, jak się doczyta, że co 3 lata trza zmieniac, to zmienia. Zimówki Bridgestone 14". Tyko jeden sezon z nich korzystałem, bo potem miałem auta na laczkach 13 albo 15.
Kiedyś pisałem, jak lubię się poślizgać nocą na ośnieżonym parkingu pod jakimś marketem.
W nich się nie dało. Są tak przylepne, że naprawdę.. żadne warunki drogowe niestraszne.
Wywlekłem na swiatło dzienne, żeby zdjątko pstryknąć i na OLXie za grosze wystawić. Bo teraz mi tylko gracą
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

Firestone nie brigdestone. Dziury w mózgownicy.
Podwórko uprzątnięte. Przy okazji pociągnałem glifosatem po obrębie kanciapy. Nadmiar poleciał po chodniku i ogródku piwnym.
Kilka sadzonek mięty po kilku latach obrosło mi kanciapę tak, że miałem problem drzwi otworzyć.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Za wcześnie się dzisiaj zwlokłem z koja. Kto wcześnie wstaje temu głupoty przychodzą do łba.
Zaczęło się niewinnie - herbatka i kuk w mesydże, bo za oknem jeszcze ciemno. No i tak jakoś samo powędrowało, że odpaliłem sobie filmik w temacie japońskiej street food art, w którym gościu kupił kawał wołowiny kobe (28,5k jenów) i sprzedawca na ulicy przygotował mu z niej steki. I inne takie, trochę sushi, trochę sałatki z grillowaną kobe i klasyczny stek. Już zacząłem lekko świrować.
Gdy się rozjaśniło polazłem na psi spacer i znalazłem w lesie .... pióro pawia. Z ogona samca. Piękne, długie, kolorowe. O żadnej imprezie z krakusami w okolicy nie słyszałem, więc historia tego pióra wręcz mnie zaintrygowała. Tkwi teraz z innymi trofeami - piórami orlików, jastrzębi, krogulców. Pewnie nigdy nie dowiem się skąd się wzięło w borze.
Z powyższego krótki przeskok myślowy do myśliwych, stąd kroczek na polowanie, dalej Karwowski ze swoją pasją i teść, który uczy go grac na rogu "ku mnie...". Teść to Hańcza, a Hańcza to Wąsowski, a Wąsowski to prawie jak Vincent Vega. A Vincent Vega nigdy nie jadł w Burger Kingu. Tak zresztą jak i ja. Wsiadłem więc w Czarną Panterę i śmignąłem do GD do Burger Kinga, ostatni ciepły dzień tej jesieni, można się poobijać.
W Burger Kingu byłem pierwszy raz w życiu, pewnie przez te hamburgery jako pożywne śniadanie (wg Julesa) i wołowinę kobe w stekach (wg japsów). Frytki maja koszmarne. Fryta ma być gruba jak sadyl, znaczy badyl, a nie cienka jak wykałaczka. Nie przypadły mi do gustu. Cola tez nie, wolę pepsi, chociaż w KFC też nie jadam. Zapodałem więc sobie największego kiepściucha jakiego tam mają i zażyczyłem sobie fest smaru do niego.
Ich największy kiepściuch nazywa się Big King XXL, jest zacny, dwa ćwierćfunciaki wołowe z serem, do tego kapusta, cebula i pikle, smaru obficie - szybki atak serca. I powiem, że warto. Jak wróciłem do chaty to sprawdziłem, że ta kanapeczka ma kaloryczność na poziomie 1k. Wciągnąłem ją 6 godzin temu i chyba już dzisiaj mam dosyć szammy, piwko jedynie wciągam, bo coś czuję że ta wołowinka pragnie popływać.
Nie mam nic do amerykańskiego fast foodu, chociaż to nie moja bajka, ale ten kiepściuch był naprawdę spoko.
Właśnie szukam ofert z wołowina wagyu, ktoś tym w PL musi handlować. I wiem, czym się będe zajmować w najbliższym czasie.

A gdyby były grzyby to nazbierałbym grzybów i smażył na grillu quesadillę z grzybani, a tak co?

A propos, trzymaj sadyl rękę na pulsie z tym od prawdziwków. W długie zimowe wieczory dobry gawędziarz to skarb, a barwna opowieść warta jest wielu wyrzeczeń.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

> Fryta ma być gruba jak sadyl

Uraziłeś me ego. Szczelam focha ... ważę 82kg :D
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 3

A tak ad meritum: taki dwuminutowy stek, dobrze zrobiony, jadłęm raptem ze 3-4 x w życiu
Kupna wołowina to loteria. Przeważnie przegrana. Chyba faktycznie, zeby pewniaka mieć, trza by kupować je japońskie krowy, masowane po brzuszkach i pojone sake.
Jak wygram w totka, to se też zapuszczę taką hodowlę krówek ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

Jaro, widziałam jak żujesz gumę w pierwszym rzędzie i przymykasz oczy znudzony ;)
Czekałam czy z balona nie strzelisz ha ha
Ty zgrywusie ...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Sadyl
opony chętnie kupię
jeśli tanie
samochodu jeszcze się nie dorobiłem
ale może kiedyś?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

@lewak:

Załóż na rower. Będziesz cool & trendy.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2

Vincent wspomina też o McRoyalu z serem. Wiedział, co dobre. Z tej odwiecznej, standardowej oferty maca podwójny McRoyal jest zdecydowanie najlepszy. Bardzo rzadko bywam. Kojarzy mi się ta knajpa kiepsko, bo z potwornym zmęczeniem, środkiem nocy i kilometrami drogi do domu.
Jak już kiedyś wspomniałem, wkurza mnie to, że na obrazkach te kanapki są przepiękne, piętrowe, bardzo wysokie i napchane kolorowymi pysznościami, a w rzeczywistości wyglądają jak oklapnięte puffy. A przecież te obrazki to prezentacja produktu, a nie reklama. Okazało się, że Michaela Douglasa w filmie Upadek też to zirytowało. Dobry film. W sfrustrowanym facecie stojącym w korku coś pęka, Zostawia samochód na środku autostrady i rusza na miasto robić porządki. Każdy chyba by tak czasem chciał. Tak sobie np. "porozmawiać" z tymi młodzieńcami z słuchawkami na uszach, z których umcy umcy słychać na drugim końcu tramwaju. Ciężkie uszkodzenie słuchu wyjdzie im najpóźniej jak pójdą się na prawo jazdy zbadać
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

W "Upadku" najbardziej podobała mi się scenka z granatnikiem.
Czemu są korki? Bo roboty drogowe. Jakie roboty. Nic przeciez nie robicie.
Jakiś chłopaczek pokazał Douglasowi, gdzie się toto odbezpiecza. Odpalił... i skwitował bezcennym komentarzem:
Teraz rzeczywiście będziecie mieli co robić.

Przypomniała mi się ta scena kilka dni temu, kiedy stałem w korku na Bulońskiej, chcąc skręcić w prawo, w Myśliwską.
Stały barierki, zwężenie. Robotników zero, robót zero.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Mimo, że całe auto zagracone różnymi narzędziami, to granatnika na wyposażeniu nie mam :D
Ale już się zastanawiałem, żeby, podobnie jak Douglas, zostawić auto w cholerę i pójść kilkadziesiąt metrów do znajomych Forumów na kawę.

Z miesiąc temu jechalim z kumplem z Redy na Przymorze. Poganiałem go, żebyśmy wyjechali przed 14, bo potem będzie kiepsko... ale się nie udało. Klientka zamarudziła. W rezultacie wyjechaliśmy dobrze po 15. W piątek.
Kumpel prowadził, ja komara przyciąłem. Kiedy się obudziłem.. rozglądam się, gdzie jesteśmy. Tesco na Karwinach.
Trasa zajęła nam 2,5h. Żadnych robót, żadnego wypadku.. Ot.. piąteczek..piątunio...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2

Na rynku grzybów niewiele. Przy jednym stoisku z wędlinami duża skrzynia z młodymi borowikami ceglastoporymi albo brunatnymi. W drugiej skrzyni sporo podgrzybków po 25 zł za kg. Bardziej szlachetne sztuki czyli ładne zdrowe koźlarze powsadzane do plastikowych pudełek i sprzedawane po 10 zł za mniejsze i 15 zł za większe pudełko. Ale to jedno stoisko tylko. Za to kurek sporo. Pakowane w pudełka i sprzedawane po 5 za małe i 10 za duże. Na tym stoisku z wędlinami kurki za to są na wagę, po 35 za kg. Poprosiłem o porcję za 15 zł i pani wysłała córkę żeby mi nałożyła. Nabrała pół kilo i na wagę nabiła cenę 30 zł. Nie wiem, czy nie wiedziała ile mama za nie chce, czy nie chciało jej się odsypywać i sprytnie przeliczyła sobie w głowie, co musi zrobić żeby moja cena się ładnie wyświetliła. A wygląda to tak. Chwalić się grzybami, których się nie nazbierało jest głupi pomysłem, więc powiedzmy, że raportuję. Tak na wypadek, gdyby ktoś rodzinie naściemniał, że na grzyby jedzie i poszedłby zrobić flaszkę z kumplami. Nie są czyszczone, więc myślę, że ten numer by przeszedł

image
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Włóczykij to ale miał inna czapkę.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Fiński, więc powinien być kanoniczny. Ale może już przetworzony przez grafików od kreskówek. Kolega, co zna się na rzeczy mówił, że kreskówka to było anime. Zdziwiłem się, bo nie przypominała czarodziejki z księżyca ani dragonballi. W każdym razie emalia jest ok. Miło się kojarzy z dzieciństwem, babciami i krowim mlekiem. Ciekawa rzecz. Przeczytałem u Cejrosia, że ma zamiar zaangażować się w wypromowanie polskiej marki i zaraz potem pojawiły się sponsorowane artykuły o tych fińskich. Chętnie przygarnę kiedyś polski do pary żeby mieć porównanie. Każda rywalizacja z dzielnym narodem fińskim, co Białą Śmierć wydał, to honor i zaszczyt

https://cejrowski.com/dziennik-pokladowy/podrozniczy/2018/05/23/pierwszy-wystep-2018-siedlce/
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Olkuska Fabryka Naczyń Emaliowanych była legendą.
Sam miałem (tzn.. rodzice mieli) w pip naczyń od nich. Do dzisiaj mam jakieś ze dwa emaliowane garnki i kubek, bodaj z 1,5l, taki w sam raz do grzania mleka (nie cierpię ciepłego mleka).
Naczynia fajne, póki emalia się nie obtłucze. No i... z tego, co kiedyś czytałem, fabryka ta była jednym z większych trucicieli w regionie.

Załatwiłem sobie kuchnię na dobre.
Paprykarz na suficie to pikuś.
Urobek ze środy obrabiałem... i przysnąłem.
Wszystko do piachu.. pikuś.
Spalone gary... pikuś...
Ale eksplodowały mi słoiki z sieczką opieńkową. Grzyby i szkło są dosłownie wszędzie.
Dwa dni podchodziłem, jak pies do jeża. Niech się zapach odwietrzy...
Dzisiaj się wziąłem za sprzątanie. Sprzęty, blat, kafle.. wszystko do doczyszczenia.
Ale ściany i sufit już nie. Sufit i tak chcialem maznąć, żeby paprykarza zniknąć, ale ściany mnie załamały.
Pancerna Dekso5 z Fluggera się poddała. Zmyć się nie da. Trza skrobać szpachelką i odłazi wraz z farbą i gładzią.
Kto miał drugi remont kuchni, zanim zakończył pierwszy ? ;>
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3

> Urobek ze środy obrabiałem... i przysnąłem

Nie.. nie zachlałem.
Po ładnych kilku godzinach w lesie suka już padała. Ja też.
Zanim woda się w garze ze słoikami wygotuje, to ładnych kilka godzin. Podobnie... zanim płachetki się odparują. Jedno i drugie "ściszone" do minimum. Mogłem bezpiecznie (jak mi się zdawało) se paść na drzemkę. Zwykle nie spię dłużej niż 1-1,5h. Zatem jest margines bezpieczeństwa.
Nie tym razem... :/
Najkosztowniejsze grzybobranie w życiu.. :/
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 3

Jeszcze se pomarudzę, w koncu.. mój wątek :D
Kiedy późną wiosną sypnęło mi się sprzęgło w aucie, ostatnim jego tchnieniem zjechałem na stację w Osowej.
Wziąłem kawę, spaliłem papierosa, zadzwoniłem gdzie trzeba. Wiedziałem, że na ratunek muszę poczekać przynajmniej z godzinę.
Rozłożyłem się zatem na trawie. Kumpel, z którym byłem: Nie mów, że idziesz spać. Oczywiście... i to były ostatnie słowa, jakie usłyszał. Zasnałem natychmiast.
Dziwią mnie ludzie, którzy nie potrafią zasnąć np. w trkacie n godzin jazdy autobusem czy pociągiem. Ja zasypiam wszędzie, w każdej pozycji. Niejednokrotnie obwisałem na skórzanej krótkiej smyczy czyli uchwytu w zbiorkomie. Mam czas, to można go wykorzystać z korzyścią.
Podobno tak ludzie po wojsku mają. Ale na ile pamiętam, potrafiłem przykimać na światłach, jeszcze przed wojskiem. Klaksony wnerwionych kierowców za mną mnie budziły.
W środę żałowałem, że używam zapalniczki a nie zapałek. Nie było czym powiek podeprzeć.
Całą trasa od Dębnicy Kaszubskiej do Kartuz rozkopana. Ruch wahadłowy i światełka po kilka czy kilkanascie minut. I upał - a klimy w aucie niet.
Zasypiałem co każde światło. Mój towarzysz, z którym jechalem szturchał mnie, kiedy nastał na to czas :D
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4
do góry