Widok
ćma
mój szwagier z rodziną trzypiętrową chałupę postawili. na pewno Ci o tym wspominałem. nawet betoniarkę samemu zrobili z jakiejś beczki i silnika od taśmociągu. pod tym względem mam do faceta szacunek spory. tyle że cena byłą wysoka. facet nie miał nigdy wakacji w takim sensie, w jakim my je pojmujemy. nie było żaglówek, wędki, wskakiwania do jeziora, wyjazdów w góry itp. były za to dwa miesiące ciężkiej harówy. cała młodość na budowie.
a potem miasto postanowiło wybudować estakadę kwiatkowskiego i dom został wyburzony...(oczywiście z wypłatą odszkodowania, czyli i tak się opłaciło, ale jest w tym jakiś symbol)
a potem miasto postanowiło wybudować estakadę kwiatkowskiego i dom został wyburzony...(oczywiście z wypłatą odszkodowania, czyli i tak się opłaciło, ale jest w tym jakiś symbol)
c
tu nie chodzi tylko o stan wojenny. jaruzelski był od początku człowiekiem ciągniętym przez moskwę. w pzpr były różne frakcje i tarcia. był natolin, były puławy... a generałowi nikt nie podskoczył, bo miał szerokie plecy u towarzyszy za bugiem. naiwnością byłoby sądzić, ze człowiek któremu mózg wyprali już politrucy z armii berlinga, mógłby nagle zrobić coś wbrew moskwie. moja teoria jest taka: facet był bardzo bojowy. bojowy w sensie takim, jak to pojmował kisiel: panicznie bał się wszystkiego, zwłaszcza ruskich. widząc piękne przebudzenie społeczeńtwa i czując jak ta lawa wolności aż pulsuje pod szarą, smutną skorupą aparatu (zasługa papieża, wałęsy, ale przede wszystkim całego pokolenia naszych rodziców) pojechał prosić towarzyszy rosyjskich o pomoc. ci polecili mu załatwić sprawę własnymi rękami. volens nolens polecenie wykonał. kluczowe pytanie brzmi oczywiście, co by było gdyby wojna polsko-jaruzelska zakończyła się zwycięstwem pierwszej ze stron. weszli by czy by nie weszli? myślę, że bardzo niechętnie, ale mogliby wejść. to zależy, jak opcja już w samej moskwie miałaby decydujący wpływ. i w tym sensie stan wojenny można starać się uzasadniać. ale wcale nie świadczy to dobrze o generale. zresztą nie tylko to. szkoda, że dyskusja nad jaruzelskim jest dyskusją tylko i wyłącznie o jego roli we wprowadzaniu stanu wojennego. dla niego jest to może wygodne bo daje mu pole do kluczenia i mydlenia ludziom oczu. ale chciałbym żeby wyjaśnił swoją postawę we wcześniejszych latach. bo jak wytłumaczy pobudkami patriotycznymi żałosne błaganie sowietów, żeby mu pozwolili ruszyć na czechosłowację w czasie praskiej wiosny? jak wytłumaczy swoje milczenie w czasie obecności na naradzie w 1970, na której gomułka kazał strzelać do robotników na pomorzu? jak wreszcie wytłumaczy gorliwe tropienie “syjonistów” w wojsku (nota bene ciekawe też jak wybroniła go z tego gazeta wyborcza)? ten człowiek nigdy nie działał w interesie narodu polskiego. od początku realizował interesy zsrr. nie jestem za tym, żeby go do więzienia wsadzać. nie podoba mi się nawet obecny proces, w którym sądzi się go z paragrafu przeznaczonego dla szefów gangów. ale stopnia generalskiego pozbawiłbym go bez wahania. nie powinno być tak, że ktoś taki jest równy stopniem chciażby gen. fieldorfowi. dla mnie jest on polskim generałem na tej samej zasadzie, na jakiej rokossowski był polskim marszałkiem.
stan wojenny to ja mam w domu...
rozmawiając ostatnio na jakiejś imprezie ze znajomymi, usłyszałam historię o ludziach (lasce i kolesiu), którzy po pracy zakasują rękawy i własnymi siłami budują dom.
historia wielce budująca, tylko zastanawiam się, jak oni to fizycznie robią? kiedy wylewają fundamenty, stawiają ściany, więźbę, kładą dach, wstawiają okna, wylewają stropy? kiedy, kurdebele, o północy???
dzisiaj wyprowadziła się ode mnie druga i ostatnia ekipa budowlana. obie w imię wyższego celu zdemolowały mi kwadrat (oraz nerwy), który wygląda teraz jak rumuńska chata. muszę wyburzyć osiem ścian, zrobić z nich cztery, ocieplić i postawić na nowo. to właściwie wierzchołek góry lodowej, który dałby mi poczucie minimalnego komfortu. nie chce mi się wymieniać całej pozostałej listy zniszczonego mienia, bo znów będę miała w nocy koszmary. pytanie jednak, jak to zrobić, kiedy ma się w tygodniu wolny jeden dzień i dwa późne popołudnia? "wolne" to oczywiście pojęcie wybitnie względne, biorąc pod uwagę, że, czasem trzeba coś posprzątać, wyprać, ugotować, zjeść i gary umyć, poczekać w kolejce na kolejne, coraz gorsze diagnozy na temat nieszczęsnej prawej ręki i jej przyszłości pod skalpelem.
jak, motyla noga, oni budują ten dom??? stachanowcy.
kolejna historia z mchu i paproci.
a może to powinien być jakiś plan pięcioletni?
przeniosę się na forum budowlane
będę im po nocy wiersze pisać o gładzi tynkowej, wełnie mineralnej i szpachli kładzionej o piątej nad ranem po pijaku
historia wielce budująca, tylko zastanawiam się, jak oni to fizycznie robią? kiedy wylewają fundamenty, stawiają ściany, więźbę, kładą dach, wstawiają okna, wylewają stropy? kiedy, kurdebele, o północy???
dzisiaj wyprowadziła się ode mnie druga i ostatnia ekipa budowlana. obie w imię wyższego celu zdemolowały mi kwadrat (oraz nerwy), który wygląda teraz jak rumuńska chata. muszę wyburzyć osiem ścian, zrobić z nich cztery, ocieplić i postawić na nowo. to właściwie wierzchołek góry lodowej, który dałby mi poczucie minimalnego komfortu. nie chce mi się wymieniać całej pozostałej listy zniszczonego mienia, bo znów będę miała w nocy koszmary. pytanie jednak, jak to zrobić, kiedy ma się w tygodniu wolny jeden dzień i dwa późne popołudnia? "wolne" to oczywiście pojęcie wybitnie względne, biorąc pod uwagę, że, czasem trzeba coś posprzątać, wyprać, ugotować, zjeść i gary umyć, poczekać w kolejce na kolejne, coraz gorsze diagnozy na temat nieszczęsnej prawej ręki i jej przyszłości pod skalpelem.
jak, motyla noga, oni budują ten dom??? stachanowcy.
kolejna historia z mchu i paproci.
a może to powinien być jakiś plan pięcioletni?
przeniosę się na forum budowlane
będę im po nocy wiersze pisać o gładzi tynkowej, wełnie mineralnej i szpachli kładzionej o piątej nad ranem po pijaku