Widok
Ile kasy do koperty?
ile teraz daje się tak przeciętnie w kopertę na wesele do znajomych?
ani rodzina, ani bliscy przyjaciele....ot zażyła koleżanka z podstawówki i szkoły średniej, z którą miałam swego czasu baaaardzo bliskie relacje....teraz żadnych...
wiem, że to sprawa indywidualna, ale jakoś w ogóle nie mam orientacji, bo kilka dobrych lat nigdzie nie byłam na takich "imprezach"
ani rodzina, ani bliscy przyjaciele....ot zażyła koleżanka z podstawówki i szkoły średniej, z którą miałam swego czasu baaaardzo bliskie relacje....teraz żadnych...
wiem, że to sprawa indywidualna, ale jakoś w ogóle nie mam orientacji, bo kilka dobrych lat nigdzie nie byłam na takich "imprezach"
na wesele..
"młodzi" na zaproszeniu wyraźnie dali do zrozumienia, że chcą kasę..
luźna znajomość, bo ani do siebie nie dzownimy, ani ze sobą nie gadamy, na urodziny wysyłamy sobie smsy i z okazji świąt - wszytsko....czas zrobił swoje, a były lata, że spędzałyśmy prawie całe dnie razem...(najpierw w szkole, potem popołudniu robiąc razem lekcje:) i tak kilka lat:))
"młodzi" na zaproszeniu wyraźnie dali do zrozumienia, że chcą kasę..
luźna znajomość, bo ani do siebie nie dzownimy, ani ze sobą nie gadamy, na urodziny wysyłamy sobie smsy i z okazji świąt - wszytsko....czas zrobił swoje, a były lata, że spędzałyśmy prawie całe dnie razem...(najpierw w szkole, potem popołudniu robiąc razem lekcje:) i tak kilka lat:))
my wsadzamy 400-500 tak, żeby młodym się zwróciło za obiad. Do tego kwiatki i pamiątka.
w zależności od tego czy mają tańce odbijane czy nie - jak wiadomo, że mieć nie będą to wsadzamy więcej, jak wiadomo, że będa, to 400 + 100zł na tańce :)
Do bliższych znajomych wsadzamy 600-700 żeby młodym coś zostało.
w zależności od tego czy mają tańce odbijane czy nie - jak wiadomo, że mieć nie będą to wsadzamy więcej, jak wiadomo, że będa, to 400 + 100zł na tańce :)
Do bliższych znajomych wsadzamy 600-700 żeby młodym coś zostało.
Ja mam taką żelazną zasadę, że do koperty wkładam tyle, by zwróciły się koszty, jakie młodzi wydali na mnie - za przysłowiowy talerzyk w restauracji. Wcześniej podpytuję rodzinę, ile mniej więcej mlodzi płacą od osoby i mniej więcej tyle wkładam do koperty (tzn. razy dwa, jak idę tylko z mężem, więcej, jak idę z dziećmi za które młodzi tez płacą). I jak nie byłoby mnie stać na taką zawartość koperty, to na wesele nie pójdę. W końcu to dla młodych też wydatek i mimo wszystko liczą, że on im się chociaż w części zwróci. Oczywiście w takiej sytuacji pójdę do kościola, żeby być z nimi w tym ważnym dniu, ale z wesela zrezygnuję.
Przy obecnych stawkach za talerzyk (mam tu na myśli wszystkie rejony Polski) to 400zł to jest MINIMUM, które powinno się dać w kopertę, aby chociaż za talerzyk za siebie zwrócić.. A wiadomo przecież, że koszta to nie tylko talerzyk, ale również alkohol, soki, owoce, ciasta itp. również liczone "na głowę", zatem wydaje mi się, że 500-600zł w przypadku, gdy jest się osobą młodą jest jak najbardziej na miejscu. U mnie w rodzinie właśnie od młodych (czyt. kuzynostwa itp.) tyle się zwykle dostaje, natomiast od wujków/ciotek coś w granicach 700-800zł. Nie ukrywam, że jest to SPORA kwota, ale o weselach się wie zwykle ten co najmniej rok wcześniej, więc można miesięcznie po te 50-100 zł odłożyć.. W końcu Młodzi też musieli odłożyć, aby zorganizować taką imprezę i przecież coraz częściej całkowity koszt pokrywają sami, a nie ich rodzice. Poza tym nie na weselu świat się kończy- po nim trzeba również jakimś mieszkaniem się zająć, zatem to co im się z wesela "zwróci" pójdzie pewnie na takie podstawowe kwestie jak remont, utrzymanie w przypadku braku pracy, czy też wydatki związane z dzieckiem.
Tak jak napisała powyżej A- jakbym nie miała akurat kasy (różne sytuacje w życiu się zdarzają) to bym nie poszła na wesele.. Albo od biedy poszłabym sama- bez os. towarzyszącej i tym samym zmniejszyła koszt, jaki Młodzi poniosą za mnie, a co za tym idzie dałabym mniej w kopertę- przynajmniej za ten przysłowiowy talerzyk.
Rodzeństwu też daję więcej- taki wyjątek :)
Rodzeństwu też daję więcej- taki wyjątek :)
Wszystko zalezy jak stoicie z kasa i czy idziecie w 2 osoby.Najmniej 300zl bym dala.Jeli mozecie wiecej ,to tak,zeby zwrocilo sie chociaz za "talezyk",mysle ze min. to 400zl.
My od najblizszej rodziny meza(brat i kuzyn)z zonami i jednym dziecku dostalismy 200zl.
Takze roznie bywa,ja wole odkladac co miesiac i potem nie gadac,ze nie mam kasy,a wiedzieli o weselu juz rok wczesniej.Tym bardziej ,ze bylo ich stac..
Od "obcych" dostalsmy wiecej,ale roblismy wesele nie,zeby zarobic tylko sie spotkac z najblizszymi i sie pobawic.
Tak jak widac wszystko moze sie zadazyc...
My od najblizszej rodziny meza(brat i kuzyn)z zonami i jednym dziecku dostalismy 200zl.
Takze roznie bywa,ja wole odkladac co miesiac i potem nie gadac,ze nie mam kasy,a wiedzieli o weselu juz rok wczesniej.Tym bardziej ,ze bylo ich stac..
Od "obcych" dostalsmy wiecej,ale roblismy wesele nie,zeby zarobic tylko sie spotkac z najblizszymi i sie pobawic.
Tak jak widac wszystko moze sie zadazyc...
my dostawaliśmy od znajomych i kuzynów 100-200 zł/para, rzadko ktoś dał więcej. większość to studenci lub swieżaki na swoim. dali tyle ile mogli, a my cieszymy się że byli razem z nami, nawet jak talerzyk sie nie zwrócił. sami oszczędzaliśmy, a potem robiliśmy wesele z nastawieniem, że chcemy się dobrze bawić. jak kogoś nie było stać prosiliśmy żeby nie przynosi żadnego prezentu, byle by był obecny.
Dobrze mówisz Liliput, wesela nie robi się z przymusu i nie liczy się na zwrot kosztów, to byłoby bez sensu. Zaprasza się tych, którzy są dla nas ważni bez względu na ich zasobność portfela, więc gość daje taki prezent bądź taką kwotę na jaką go stać i tyle w tej kwestii. Jednak znam takie pary, które bardzo zwracały na to uwagę organizując swoje wesele i później marudzili, że mało kasy ktoś dał a przyszedł 5-osobową rodziną... ale jest to ŻENUJĄCE i źle świadczy tylko o "młodych".
100-200zł za parę?! Masakra.. I nie ma co tłumaczyć się tym, że studenciaki- wybacz, ale na imprezy przez cały rok wydali zapewne więcej niż to co w kopertę włożyli.. Podkreślam, że o weselu wie się zwykle ten rok wcześniej, więc nie jest to taki wydatek z dnia na dzień, żeby nie móc odłożyć miesięcznie chociaż tych 50 zł... 50zł x 12 m-cy= 600zł. Rozumiem, że nie kasa najważniejsza, a obecność gości, ale bez przesady- za darmo nikt jeść w restauracji nie da.
Pomijam tu skrajne przypadki, gdzie czasami zdarza się faktycznie taka rodzina, która musi każdą złotówkę odkładać, aby przeżyć do tego przysłowiowego "pierwszego". Wtedy faktycznie można się cieszyć, że w ogóle przyszli.. Ale reszta łaski nie robi, gdy przyjdzie i da 100zł w kopercie- to tak jakby przyszli na darmową imprezę- to żaden wyczyn.
Moja siostra miała ślub w zeszłym roku i miała dylemat czy zaprosić córkę cioci z pierwszego małżeństwa (wujek był jej drugim mężem). I mimo iż wujek (brat taty) nie żył już to zaprosiła jego żonę i ich wspólnego syna (10latka), no i żeby ta druga córka nie poczuła się jakaś taka 'pominięta' to ją też zaprosiła- miała 24 lata, więc z grzeczności dopisała, że z os. tow. I co ciekawe, ta 24latka zaproszenie przyjęła chętnie, a nawet zadeklarowała, że przyjdzie z os. tow. (wzięła jakiegoś zwykłego kolegę), a w kopertę dała... 100zł. Bez obrazy, ale gdyby faktycznie nie miała....... Nie pomylę się chyba, gdy powiem, że na fryzjera(!) i kieckę wydała więcej. Nie wierzę, że przez rok nie mogła odłożyć więcej niż 100zł, zwłaszcza, że pracowała. A skoro już tak faktycznie nie mogła więcej odłożyć to mogła sobie odpuścić już tą os. tow., zwłaszcza, że to nie był jej chłopak..
I niby kasa to drugorzędna sprawa, ale uwierzcie, że nieciekawie człowiek się czuje, gdy wie, że za głupi talerzyk wydał od pary 400zł własnoręcznie zarobione, a potem przychodzi taka studentka- imprezowiczka, która wrzuca 100zł. w kopertę- niepodpisaną. Jako JEDYNA nie podpisała koperty... Ja mam wesele za 9 m-cy i jak pomyślę, że mam tą przyszywaną kuzynkę tez zaprosić to mi się słabo robi :P Zwłaszcza, że ja ja jeszcze zapewniam gościom nocleg, gdyż moja cała rodzina jest z dalszych stron. Zatem koszt na parę (talerzyk+nocleg) wyniesie mnie 500zł.. A ta mi może da 100zł, albo jeszcze 50zł bo sobie odliczy na dojazd :P Ekh :P Wolałabym inaczej moje pieniadze zainwestować ;)
Pomijam tu skrajne przypadki, gdzie czasami zdarza się faktycznie taka rodzina, która musi każdą złotówkę odkładać, aby przeżyć do tego przysłowiowego "pierwszego". Wtedy faktycznie można się cieszyć, że w ogóle przyszli.. Ale reszta łaski nie robi, gdy przyjdzie i da 100zł w kopercie- to tak jakby przyszli na darmową imprezę- to żaden wyczyn.
Moja siostra miała ślub w zeszłym roku i miała dylemat czy zaprosić córkę cioci z pierwszego małżeństwa (wujek był jej drugim mężem). I mimo iż wujek (brat taty) nie żył już to zaprosiła jego żonę i ich wspólnego syna (10latka), no i żeby ta druga córka nie poczuła się jakaś taka 'pominięta' to ją też zaprosiła- miała 24 lata, więc z grzeczności dopisała, że z os. tow. I co ciekawe, ta 24latka zaproszenie przyjęła chętnie, a nawet zadeklarowała, że przyjdzie z os. tow. (wzięła jakiegoś zwykłego kolegę), a w kopertę dała... 100zł. Bez obrazy, ale gdyby faktycznie nie miała....... Nie pomylę się chyba, gdy powiem, że na fryzjera(!) i kieckę wydała więcej. Nie wierzę, że przez rok nie mogła odłożyć więcej niż 100zł, zwłaszcza, że pracowała. A skoro już tak faktycznie nie mogła więcej odłożyć to mogła sobie odpuścić już tą os. tow., zwłaszcza, że to nie był jej chłopak..
I niby kasa to drugorzędna sprawa, ale uwierzcie, że nieciekawie człowiek się czuje, gdy wie, że za głupi talerzyk wydał od pary 400zł własnoręcznie zarobione, a potem przychodzi taka studentka- imprezowiczka, która wrzuca 100zł. w kopertę- niepodpisaną. Jako JEDYNA nie podpisała koperty... Ja mam wesele za 9 m-cy i jak pomyślę, że mam tą przyszywaną kuzynkę tez zaprosić to mi się słabo robi :P Zwłaszcza, że ja ja jeszcze zapewniam gościom nocleg, gdyż moja cała rodzina jest z dalszych stron. Zatem koszt na parę (talerzyk+nocleg) wyniesie mnie 500zł.. A ta mi może da 100zł, albo jeszcze 50zł bo sobie odliczy na dojazd :P Ekh :P Wolałabym inaczej moje pieniadze zainwestować ;)


[/url]