Widok

Jak pomóc dziecku?

Rodzina i dziecko bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
Mój syn(2 klasa) nie ma w klasie żadnego dobrego kolegi. Wręcz twierdzi, że nikt go nie lubi(z chłopaków). Siedzi sam.
W klasie jest moda na piłkę nożną i połowa chłopaków jest zapisana na zajęcia dodatkowe. Mój syn nie przepada za tym sportem, trenuje inną dyscyplinę, jest słabym piłkarzem.
Jest mi przykro z powodu takiej sytuacji. Nie wiem jak pomóc swojemu dziecku.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2

Ja widzę po swoim synie (lat 12) , że ma poznaje kolegów podczas treningów piłki nożnej. Najlepiej jak dziecko styka się z różnymi środowiskami bo jak widać koledzy w szkole czasami mogą niepodpasować. Trening piłki nożnej jest nie tylko fajną aktywnością fizyczną, ale i sposobem nawiązywania relacji. Niestety teraz wszystkie znajomości muszą być ograniczone więc syn zagłebia się w tajniki piłki nożnej na stronie https://treningdzieci.pl/
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Do ~rthhrht
faktycznie- nie znasz się...Kompletnie :( nie wiesz o czym piszesz, dzieci są bardzo rózne
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

I tu wracamy do punktu wyjścia...
Koledzy z klasy w większości chodzą na świetlicę. Po świetlicy do domu. Teraz już szybko ciemno.
Wcześniej - kto nie był na świetlicy to na boisko... Mój poszedł kilka razy i przestał.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Ma swoje treningi po szkole. Przynajmniej dwa razy w tygodniu. Czasem więcej. Ma już trzeci pas(sztuki walki), a ma 8 lat.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2

A ty dalej swoje - jak katarynka.

Nie dociera do ciebie, że on nie lubi kopać piłki? Więc co - mam go zmuszać bo tak wypada, bo jest szał na piłkę, bo koledzy lubią(nie liczy się to, że on nie lubi)? Nie ważne, że on nie lubi - ma grać, kopać piłkę na przerwach - żeby jakaś pani na forum lepiej się poczuła? Musi grać i koniec. Nie ma prawa do własnych odczuć. Nie ma prawa do innych zainteresowań. Musi grać w piłkę i już!!! To ty piszesz - naskakujesz. A ja sobie tego nie życzę. I się tylko bronię.

Gdyby mnie mój syn nie obchodził - nie założyłabym tego wątku i nie szukała pomocy u osób, które być może już to przerobiły. Olałabym sprawę.

Kończę wymianę zdan z tobą. Szkoda mojego czasu i energii. I tak nic ciekawego nie doradzisz.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 2

Kijowo, widocznie są silniejsi niż ryba na haczyku.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 4

Hmmm... a moja córa jest w szkole artystycznej, gdzie każdy ma bardzo dużo pracy po lekcjach i w szkole jest do późnych godzin, a jednak dzieciaki na przerwach nie robią z siebie łajz, tylko biegają, przepychają się, kopią piłkę a jak piłki nie ma to przynajmniej zmięty w kulę papier. Jedne są lepsze, inne gorsze, kto może, czy to chłopak, czy dziewczyna, chodzi też na piłkę nożną w czasie pobytu w świetlicy (nawet na siłę, bo są i tacy, którzy woleliby grać... na telefonie, ale wprowadziliśmy zakaz i jest lepiej). Do takiej normalnej relacji w grupie i zwykłej zabawy wcale nie jest potrzebne kolekcjonowanie kart (kilku chłopaków kolekcjonuje ale nie wszyscy) czy podleganie kontroli kto co ma wywieszone w pokoju.
Wiesz, tymczasem ty tworzysz problem, pielęgnujesz go i naskakujesz na każdego, kto chciałby faktycznie pomóc rozwiązać. Dzieciak to dla ciebie wręcz taki obiekt użalania się a sama czekasz na laury dla wspaniałej matki.
W sumie mnie twój syn nie obchodzi, choć chyba i tak bardziej niż ciebie, ale gdyby to o moją córę chodziło, kopałabym z nią piłkę. Po co ma robić z siebie łajzę, podczas gdy taka zabaw wpływa na dziecko rozwojowo? (Moje dziecko ćwiczy grę na instrumencie, w tygodniu po godzinie dziennie, w weekendy po dwie, ale uprawia też kilka dyscyplin sportowych, w tym jedną regularnie a inną w sezonie, też intensywnie, a jakby okazało się że dobrze jest pograć w piłkę, to i na to znalazłby się czas, zwłaszcza że nie o naukę łaciny chodzi.)

P.S. Ty o empatii śmiesz pytać a masz syna, któremu pozwalasz na oglądanie miotającej się w walce o życie ryby???
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 9

Zmieni i to dużo bo poczuje się lepiej w jakiejś dziedzinie swojej nabierze pewności siebie nie będzie miał żalu że go olewaja koledzy bo będzie wiedział że popołudniu ma swój trening
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

A po za szkołą, na podwórku ma jakiś kolegów?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wyobraź sobie, że nie lubię. Chociaż z twoim poziomem empatii to raczej trudne.

Dla swoich kolegów klasowych mój syn jest chyba jakimś nieudacznikiem, który nie umie grać w piłkę na takim poziomie jak oni.
Nie umie bo to go nie interesuje - to raz.
Do tego nie jest zapisany do szkółki piłkarskiej (jak oni)żeby szkolić umiejętności - to dwa.
Więc jeśli chodzi o samą piłkę(nie trenuje po kilka godzin tygodniowo tego sportu, tylko inny) - to jest daleko za chłopakami. Nie zbiera plakatów czy innych akcesoriów z piłkarzami. Nie ma pokoju urządzonego w tym stylu. Nie zna na pamięć tabeli z wynikami poszczególnych drużyn. Ani nie ma w głowie kalendarza rozgrywek.
Dla tamtych chłopców piłka to jakby cały świat? A dla mojego - ot czasem można zobaczyć w tv jakiś mecz, z tatą.
Są w klasie sportowej. Ale to nie piłka nożna jest tym sportem "klasowym".
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 3

Tylko inne zajęcia dodatkowe(w których nie będą brać udziału koledzy z klasy) i tak nie zmienią sytuacji mojego dziecka w klasie(w dalszym ciągu nie będzie miał kontaktu z kolegami z klasy).
Mój syn lubi przyrodę, wędkarstwo, taniec, sporty walki, gry komputerowe, lego.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2

Dziwne jest raczej że twoim zdaniem chłopak musiałby się jakoś szczególnie "interesować" piłką nożną, żeby dał radę trochę piłkę pokopać i komunikować się z kolegami a bez "zainteresowania" ani rusz.
A ty lubisz jak syn żali się tobie i nie umie znaleźć w grupie? Bo mam wrażenie że tytuł twojego postu nijak się ma do dalszych wynurzeń.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 12

Wyluzuj; piłka nożna to żaden wyznacznik.
A co lubi Twój syn, może zapisz go na jakieś inne zajęcia gdzie pozna dzieci o podobnych zainteresowaniach.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2

Takie to dziwne, że piłka go nie interesuje? Uprawia dwie inne dyscypliny sportu(klasa sportowa + drugi sport dodatkowo).
Jego koledzy z treningów są w starszych klasach.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 3

Gdyby moja córa miała taki problem, już następnego dnia razem kopałybyśmy piłkę na podwórku. Jak można wychowywać dziecko na ofiarę losu? Jak można nie chcieć trochę się poruszać w jakiejś dyscyplinie sportu, pokopać, pokiwać, podryblować... Nie znam się, łajzą zawsze byłam w szkole, ale z rodziną zawsze chciałam grać czy to w piłkę, czy na nartach jeździć i takie aktywności dawały mi potem pewność siebie w grupie.
A ten twój chłopak zachowuje się jakby coś w nim zabiło radość życia, jak starzec za młodu... Jednocześnie zero wiary w siebie, ambicji... Coś tam u was źle funkcjonuje w rodzinie, może dzieciak czuje się akceptowany przez ciebie dopiero gdy poddaje się i nie sprawia problemów? (Nie odpowiadaj ale przemyśl sobie.)

Kup mu piłkę, jakąś super i niech sobie pokopie choćby korzystając z tego, że na dworze nie ma gapiów.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 21

możesz próbować pójść do poradni psychologiczno-pedagogicznej, ja tak zrobiłam, trochę pomogli (albo do jakiegoś dobrego psychologa, tylko po to, żeby powiedzieć jak wesprzeć), poradnia jest fajna, bo dają opinie z wytycznymi dla ciebie i wychowawcy (pisemną, wychowawca musi uwzględniać);
mojemu synowi pomogła piłka nożna właśnie, bardzo, nie jest idealnie może, ale dzieci się cieszą, jak go widzą itp., też ciężkie chwile przeszłam; jako nauczyciel ci powiem, że osobiście lubię takie dzieci - wrażliwe, trochę z boku, one są często bardzo inteligentne i jak się otworzą, to w starszych klasach zaczynają plusować też w grupie;
tu naprawdę dużo zależy od wychowawcy, bo jeśli nauczył dzieci, że dziewczynki i chłopcy bawią się wspólnie (tak jest np u mojej córki), to dużo łatwiej znaleźć kompana; nie wiem, jak jest u was, czy bawić się z osobami innej płci to obciach, czy nie ma różnicy,

a co do tego, jak pomóc dziecku - ja wybrałam się do poradni, dużo rozmawiałam z wychowawcą, zapraszałam dzieci do domu i syn chodził do nich, no i pasja, żeby przez swoją pasję dołączył do grupy, u nas była to piłka, ale znajomemu dziecku pomogło... origami, każde dziecko było zachwycone, kiedy im nieśmiałe, wycofane dziecko robiło origami, a nieśmiałe dziecko zostało zauważone;

według mnie fajnie byłoby, skoro lubi lego star wars, żeby mógł je nosić do szkoły może? układać sobie na przerwach? on by miał sie czym zająć, a z czasem chłopcy by dołączyli; tylko uprzedź wcześniej wychowawcę, o co chodzi, żeby mu nie zabraniała; nie mów mu tylko, że to dlatego, żeby chłopcy dołączyli, żeby nie było rozczarowania - powiedz, że żeby się nie nudził; trochę klocków pewnie stracisz, ale ja bym jakoś tak kombinowała;

chyba, że sama coś jeszcze wymyślisz? powodzenia i wiem, jak się czujesz, niestety;

ach i w poradni mi powiedzieli, że w takiej sytuacji nie powinno się zmieniać grupy, bo wyjdzie z poczuciem odrzucenia, że to bardzo ważne, żeby on sobie z tym problemem poradził, to będzie nowa umiejętność społeczna;

trzymaj się
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Co mówi o kolegach?
"Oni mnie nie lubią i ja ich też"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ostatnio zmieniła się wychowawczyni. Na bardzo doświadczoną Panią. Syn akurat był chory. Wrócił do szkoły po pierwszym tygodniu pracy nowej Pani.
"Wiesz mamusia, nikt w szkole się nie ucieszył, że wróciłem..."

Następnego dnia pytałam z kim siedzi, w której ławce.
"Siedzę na końcu, pod ścianą. I tak myślę, że już zawsze będę tam siedział. Sam. A ty jak chodziłaś do szkoły to też nikt ciebie nie lubił?"

Chyba nie muszę pisać jak mnie serce boli słysząc takie słowa? Tym bardziej, że sama nigdy nie miałam takich problemów i nie wiem jak pomóc synowi.
Mąż był w szkole porozmawiać z nową wychowawczynią. Liczymy na jej ogromne doświadczenie... Ma obserwować.
Po 2 wspólnych dniach mogła powiedzieć tylko tyle, że nasz syn to otwarte i inteligentne dziecko, zgłasza się na lekcjach.

Kiedyś na szkolnych wyjściach stawał w parach z kolegami. Ostatnio albo z jakąś koleżanką, która została bez pary albo sam - bo nie miał pary.
Czasem opowiada, że bawił się z dziewczynami. Ale jak mąż mówił - chłopcy na przerwie grają w piłkę na korytarzu...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ja myślę, że to nie kwestia wyboru zajęć dodatkowych. Mój syn też nie lubi ,,nogi"bo uczęszcza na zajęcia muzyczne. Tak więc zupełnie inny biegun zainteresowań a mimo to ma kolegów i koleżanki, spotyka sie z nimi po lekcjach, chętnie odwiedzają się...
Czemu Twój syn siedzi sam? Co mówi w domu o kolegach i koleżankach? Koniecznie przejdź się do wychowawcy. Bez syna. Porozmawiaj o sytuacji. Trzeba działać zanim dziecko będzie miało poczucie niższej wartości czy będzie czuło sie osamotnione. Na lekcjach nie musi siedzieć z kolegą. Może być koleżanka. Są sposoby by pomóc Twojemu dziecku!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

To jest przede wszystkim rola Wychowawcy, aby tak porozdzielać "role " w grupie, aby wszyscy byli zadowoleni. Dziecko, które jest z boku samo sobie nie poradzi, to wychowawca ma tak układać zadania i zabawy, aby angażować nieśmiałe dziecko. Nauczyciel absolutnie nie może pozwolić, aby grupa wykluczała jakieś dzieci. Niestety niewielu mamy wychowawców, którzy potrafią tak " zarządzać " klasą.
U mojego syna było tak samo i niestety nie mogłam w tym zakresie wymóc żadnych zmian w zachowaniu nauczycielki i przepisałam syna do innej klasy /szkoły ( oczywiście nie był to jedyny powód, nałożyło się wiele czynników) i jak ręką odjął. W nową, 2 klasę syn " wbił " się po pierwszym miesiącu. I w końcu dziecko chodzi uśmiechnięte do szkoły, jak przystało na małego ucznia.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko

Wakacje z dziećmi (124 odpowiedzi)

nie mamy pomysłu na tegoroczne wakacje z dziećmi 5,5 lat i 3 lata byliśmy w zakopanym i...

do góry