Widok
Dojrzałem. Jutro jest ten dzień, kiedy będę miał ochotę na kawałek słodkiego. A będzie to leśny placek z czym się da.
Cztery jajka, szklanka cukru, sok i skórka z cytryny, pół kostki masła, kieliszek przepalanki - miksujemy - półtorej szklanki mąki pszennej i pół szklanki skrobi, cukier wanilinowy i płaska łyżka proszku do pieczenia - miksujemy - wykładamy na utłuszczoną i obsypaną semoliną blachę. Na wyłożonym cieście układamy pokrojonego w plasterki banana, ostanie cztery jabłka w plasterkach, pokrojoną gruszkę co zaczęła być miękka, garść pigwy z nalewu, trochę płatków migdałowych, odrobinę cynamonu i dwie łyżeczki cukru. Całość na 45 minut w 180 stopni.
Jutro o 10 odkrawam pierwszy kawałek placka z bele czem.
Cztery jajka, szklanka cukru, sok i skórka z cytryny, pół kostki masła, kieliszek przepalanki - miksujemy - półtorej szklanki mąki pszennej i pół szklanki skrobi, cukier wanilinowy i płaska łyżka proszku do pieczenia - miksujemy - wykładamy na utłuszczoną i obsypaną semoliną blachę. Na wyłożonym cieście układamy pokrojonego w plasterki banana, ostanie cztery jabłka w plasterkach, pokrojoną gruszkę co zaczęła być miękka, garść pigwy z nalewu, trochę płatków migdałowych, odrobinę cynamonu i dwie łyżeczki cukru. Całość na 45 minut w 180 stopni.
Jutro o 10 odkrawam pierwszy kawałek placka z bele czem.
Sadyl
Marny substytut namiastki kuchni stworzysz w momencie zaopatrzenia się w środki zastępcze w tak zwaną "Zapchaj Dziurę"
Zinterpretuj to, jak pragniesz, jak sobie życzysz i jak pożądasz.. kuchni i placka (bo o tym mowa, chyba jeszcze..a może być,że już nie)
Tylko..przestań rozpaczać i..rozpływać się we łzach
Marny substytut namiastki kuchni stworzysz w momencie zaopatrzenia się w środki zastępcze w tak zwaną "Zapchaj Dziurę"
Zinterpretuj to, jak pragniesz, jak sobie życzysz i jak pożądasz.. kuchni i placka (bo o tym mowa, chyba jeszcze..a może być,że już nie)
Tylko..przestań rozpaczać i..rozpływać się we łzach
~`czi-czi~`
myślę że będzie okazja abyś spróbowała mojego, raz na prę lat robię taki blok aby przywrócić smaki z dzieciństwa ( może więc już nadszedł ten czas) .
W końcu zaprosiłaś mnie na tance, wybieram na piasku na plaży ale teraz trochę za mokry, trudno poczekam
Wiesz, że "przywołałam" Ciebie na tym właśnie forum 24.11.2015r o 15.10 - mimo że jestem tutaj nowa bardzo się z tego cieszę ( po kontakcie z wróżka wiem że wiele mogę , hehehe) .
myślę że będzie okazja abyś spróbowała mojego, raz na prę lat robię taki blok aby przywrócić smaki z dzieciństwa ( może więc już nadszedł ten czas) .
W końcu zaprosiłaś mnie na tance, wybieram na piasku na plaży ale teraz trochę za mokry, trudno poczekam
Wiesz, że "przywołałam" Ciebie na tym właśnie forum 24.11.2015r o 15.10 - mimo że jestem tutaj nowa bardzo się z tego cieszę ( po kontakcie z wróżka wiem że wiele mogę , hehehe) .
Proszę bardzo:
na spód upieczona masa dyniowa, pokrojone suszone pomidory (suche albo z zalewy), płat makaronu i tak dalej, na makaron można łyżkę albo dwie śmietany, zależy jak sucha dynia, a na sam wierzch plastry sera, ja lubię pleśniowy w stylu blu, zapiekamy do miękkości makaronu czyli jak plastry makaronu suche to jakieś 45 min w 180 stopniach, jak ugotowane to 25-30 minut i voila.
Smacznego.
na spód upieczona masa dyniowa, pokrojone suszone pomidory (suche albo z zalewy), płat makaronu i tak dalej, na makaron można łyżkę albo dwie śmietany, zależy jak sucha dynia, a na sam wierzch plastry sera, ja lubię pleśniowy w stylu blu, zapiekamy do miękkości makaronu czyli jak plastry makaronu suche to jakieś 45 min w 180 stopniach, jak ugotowane to 25-30 minut i voila.
Smacznego.
> za pleśniowymi serami nie przepadam
Ja lubię, chociaż kiedyś córka mojej byłej mało mnie z jej chaty nie wyp*ła za robienie lazanii właśnie z takim serem. Ale dosyć szybko "rozbudziła się" kulinarnie i nawet ogony świńskie pożerała, bylem nie mówił na głos, że to są one (chociaż wiedziała) :D
W wersji "delikatniejszej" dałbym na wierzch parmezan a dyni też nie przyprawiał. Ew.. wrzuciłbym jeden, max dwa goździki. Ale to jeszcze na etapie robienia dyniowej bazy, bo w wg mnie w lazanii to już za późno.
TO moje preferencje smakowe. Może Manson ma lepsze pomysły?
> Ty już nie śpisz czy jeszcze nie śpisz?
Sam przez ostatnie dni miewałem tego typu wątpliwości :/
Ale spoko: JUŻ nie śpię :D
Ja lubię, chociaż kiedyś córka mojej byłej mało mnie z jej chaty nie wyp*ła za robienie lazanii właśnie z takim serem. Ale dosyć szybko "rozbudziła się" kulinarnie i nawet ogony świńskie pożerała, bylem nie mówił na głos, że to są one (chociaż wiedziała) :D
W wersji "delikatniejszej" dałbym na wierzch parmezan a dyni też nie przyprawiał. Ew.. wrzuciłbym jeden, max dwa goździki. Ale to jeszcze na etapie robienia dyniowej bazy, bo w wg mnie w lazanii to już za późno.
TO moje preferencje smakowe. Może Manson ma lepsze pomysły?
> Ty już nie śpisz czy jeszcze nie śpisz?
Sam przez ostatnie dni miewałem tego typu wątpliwości :/
Ale spoko: JUŻ nie śpię :D
Nie "dojrzałam " jeszcze do smaku serów pleśniowych aczkolwiek pewne próby są ;)...póki co czuję jakbym grzybka ze ściany jadła...w sumie to nie tyle smak co zapach mnie odrzuca. Nie zapomnę jak kiedyś , w pracy , męczył mnie fetor wydobywający się ze wspólnej kuchennej szafki.Pewnego pięknego dnia koleżanka wyciągnęła zawiniątko z czeluści ,otworzyła ,a ja myślałam że zemdleję...a ona dodała..mniam,mój pyszny serek...chyba jeszcze dobry?!?Trauma pozostała mi do dzisiaj ;-p
Wszystko jest wyłącznie w naszej głowie.
Niektóre narody nigdy nie miały problemów z dostępem do czegoś jadalnego przez cały rok, zatem nie miały potrzeby konserwacji zielska na dłużej. Nasza kiszona kapusta czy ogórki budzą zatem ich wstręt, bo są dla nich po prostu "zepsute".
Z drugiej strony.. nasz wstręt mogą budzić np. ich metody konserwacji mięsa na dłuższe wyprawy. Jak ktoś nie jest szczególnie obrzydliwy, niech se wygugla genezę nazwy befsztyku tatarskiego chociażby ;)
Do smaków trza się przekonywać stopniowo.
Sam kiedyś na Forum przywoływałem przykład jednej z koleżanek, która zarzekała się, że nigdy, za żadne skarby, nie tknie cynaderek.
Troszkę to co prawda trwało.. ale zjadła. Wiedząc!
Nie lubię komuś robić niespodzianek, żeby zjadł coś w niewiedzy i z apetytem.. a potem to wyrzygał, po poznaniu prawdy :D
Niektóre narody nigdy nie miały problemów z dostępem do czegoś jadalnego przez cały rok, zatem nie miały potrzeby konserwacji zielska na dłużej. Nasza kiszona kapusta czy ogórki budzą zatem ich wstręt, bo są dla nich po prostu "zepsute".
Z drugiej strony.. nasz wstręt mogą budzić np. ich metody konserwacji mięsa na dłuższe wyprawy. Jak ktoś nie jest szczególnie obrzydliwy, niech se wygugla genezę nazwy befsztyku tatarskiego chociażby ;)
Do smaków trza się przekonywać stopniowo.
Sam kiedyś na Forum przywoływałem przykład jednej z koleżanek, która zarzekała się, że nigdy, za żadne skarby, nie tknie cynaderek.
Troszkę to co prawda trwało.. ale zjadła. Wiedząc!
Nie lubię komuś robić niespodzianek, żeby zjadł coś w niewiedzy i z apetytem.. a potem to wyrzygał, po poznaniu prawdy :D