Widok
aaana... jestes juz w ciazy? ja dopiero mysle o tym, zeby zajsc w ciaze...ale wiem juz jedno ! ze napewno nie chce rodzic w zadnym panstwowym szpitalu. Od samego poczatku zainteresowalam sie swsismedem mimo, ze cena (5000) jest niby wysoka...ale w gruncie rzeczy... na wszystko sie ma, na pierdoły, wycieczki, a na dziecku nie mozna oszczedzac! tym bardziej, ze psychika ma tu tez duze znaczenie...
kiedy slucham moich znajomych, ktore niedawno( 2 miesiace temu) rodzily to az mi ciary po plecach przechodzą!
kiedy to slysze, to az mi sie odechciewa wszystkiego...
od zawsze wiadomo, ze porod boli, ale bardziej sie boje bolu psychicznego jakiego moge doznac po niefachowej a wręcz przemysłowej opiece w naszych szpitalach!
jak to dokladnie wyglada w swissmedzie? wiesz cos wiecej?
kiedy slucham moich znajomych, ktore niedawno( 2 miesiace temu) rodzily to az mi ciary po plecach przechodzą!
kiedy to slysze, to az mi sie odechciewa wszystkiego...
od zawsze wiadomo, ze porod boli, ale bardziej sie boje bolu psychicznego jakiego moge doznac po niefachowej a wręcz przemysłowej opiece w naszych szpitalach!
jak to dokladnie wyglada w swissmedzie? wiesz cos wiecej?
Dziewczyny, co prawda nie rodziłam w Swissmedzie, ale mam nieciekawe doświadczenia z państwówki i powiem, że warto wydać kasę na poród w prywatnej klinice, żeby później nie wydawać na zabiegi mające poprawić jakość Waszego życia za podobną cenę (zabieg naprawy źle zszytej pochwy kosztuje ok. 3000 zł, a naszego bólu i czasu nie da się wycenić). Życzę wszystkim zdrowych, naturalnych porodów i słusznych decyzji.
Ja tez rozwazam porod tam , ale nie ze wzgledu na to, ze uwazam opieke w prywatnym szpitalu za lepsza, raczej z powodow hm....osobistych.
Mam tylko jedna duza watpliwosc: sale sa tam 2 osobowe i pacjentki mozna odwiedzac bez ograniczen. Zle mi sie to kojarzy, bo jak mialam watpliwa przyjemnosc lezec jedna dobe na oddziale ginekologicznym, to wlasnie bardzo mi przeszkadzalo, ze caly czas siedzial tam maz innej pacjentki. Na takich oddzialach szczegolnie wazna jest intymnosc, bo np po porodzie to najlepiej jest lezec praktycznie z tylkiem na wierzchu :P Jak bym miala placic 5500 za porod, to bym chciala pojedyncza sale, albo zeby obcy mi sie tam nie krecili. Dlatego na razie jak dla mnie najbardziej kuszace wydaja sie szpitale, gdzie na poloznictwie wogole nie ma odwiedzin.
Mam tylko jedna duza watpliwosc: sale sa tam 2 osobowe i pacjentki mozna odwiedzac bez ograniczen. Zle mi sie to kojarzy, bo jak mialam watpliwa przyjemnosc lezec jedna dobe na oddziale ginekologicznym, to wlasnie bardzo mi przeszkadzalo, ze caly czas siedzial tam maz innej pacjentki. Na takich oddzialach szczegolnie wazna jest intymnosc, bo np po porodzie to najlepiej jest lezec praktycznie z tylkiem na wierzchu :P Jak bym miala placic 5500 za porod, to bym chciala pojedyncza sale, albo zeby obcy mi sie tam nie krecili. Dlatego na razie jak dla mnie najbardziej kuszace wydaja sie szpitale, gdzie na poloznictwie wogole nie ma odwiedzin.
Karolla jestem w 7miesiącu ciąży więc temat mnie nieuchronnie dotyczy ;)
byłam w swissmedzie zobaczyć jak to wygląda i było super - akurat byłu 3 pacjentki każda osobno
cisza spokój tylko personelu dużo :) wiec extra no i to podejście do klienta/pacjenta - jak wychodziłam miałam ochotę wyściskać położną i juz kłaść się do porodu!
jak będę mogła (w 36tc trzeba przejść kwalifikacje) to będę tam rodziła to z uwagi na dobro dziecka - za dużo się nasłuchałam o nieszczęśliwych przypadkach w państwówce które wynikały zazwyczaj z pośpiechu bo kolejka rodzących była
wolę nie kupić innych pierdół ale zrobić wszystko żeby moje dziecko np nie zostało kaleką z powodu żle lub pospiesznie odbieranego porodu
wiem że gwarancji nigdy nie mam ale chcę chociaż zwiększyć prawdopodobieństwo szczęśliwego porodu :)
byłam w swissmedzie zobaczyć jak to wygląda i było super - akurat byłu 3 pacjentki każda osobno
cisza spokój tylko personelu dużo :) wiec extra no i to podejście do klienta/pacjenta - jak wychodziłam miałam ochotę wyściskać położną i juz kłaść się do porodu!
jak będę mogła (w 36tc trzeba przejść kwalifikacje) to będę tam rodziła to z uwagi na dobro dziecka - za dużo się nasłuchałam o nieszczęśliwych przypadkach w państwówce które wynikały zazwyczaj z pośpiechu bo kolejka rodzących była
wolę nie kupić innych pierdół ale zrobić wszystko żeby moje dziecko np nie zostało kaleką z powodu żle lub pospiesznie odbieranego porodu
wiem że gwarancji nigdy nie mam ale chcę chociaż zwiększyć prawdopodobieństwo szczęśliwego porodu :)
dokładnie, aż sie z tamtąt wychodzić po porodzie nie chce. Taka opieka, kameralnie i ogólnie wszyscy się interesują co i jak, przychodzą się pytać, czy czegoś się nie potrzebuje, jak sie czuje po kolei lekarz, anastazjolog, który był przy porodzie:) położne sie witają jak przychodzą, wiedzą kto gdzie lerzy i są zorientowane w każdym przypadku(bo max 6 pacjętek to skaczą jak nie wiem) bardzo miło sie tak rodzi i potem jest w takim szpitalu.
Ja byłam na 2 wizytach u Birhiltza - ok ale postanowiłam w środku ciąży nie zmieniać prowadzącej (z Zaspy) i teraz znowu do niej chodzę W 36tyg po prostu pójdę na kwalifikację. Dziewczyny miałyście znieczulenie? bo szczerze mówiąc to bardziej niż samego porodu boję się znieczulenia więc chyba spróbuję urodzić "na żywca"
Ja miałam znieczulenie. Przynajmniej w Swiss to bułka z masłem. TO NIC NIE BOLI!!! Tak znieczulają miejsce wkłucia, że nawet nie wiadomo kiedy wbiją igłę. Do mnie przyszedł na sale anestezjolog z taką ekipą, że nie mieścili się w sali. Żartowali sobie, że chyba nie rodzę, bo nie krzyczę :) Ból był silny ale po znieczuleniu dziękowałam tym, którzy to wymyslili :) Jaaaaka ulga w bólach...
Dziewczyny, znieczulenie naprawdę prawie nic nie boli! Ot ukłucie! Mnie znieczulał anestezjolog a lekarz trzymała mnie za ręce :) W czasie podawania znieczulenia plotkowaliśmy sobie - była 3 nad ranem :)
Leżałam ze współlokatorką, bo było maksymalne obłożenie! Ale dobrze trafiłam, fajnie nam się rozmawiało i spędzało razem czas, no i obie znałyśmy dobrze zasady odwiedzin :) Nie było kłopotu:) A wręcz było fajnie :)
Ale wiem, że w drugiej sali dziewczyny tak się pokłóciły - bo do jednej przychodziły całe pielgrzymki i Mąż godzinami przesiadywał, co było dla drugiej dziewczyny krępujące - że położne musiały je rozdzielać po innych pokojach! :) Jedna i druga się zaparła, że razem nie będą "mieszkać"! :D
Leżałam ze współlokatorką, bo było maksymalne obłożenie! Ale dobrze trafiłam, fajnie nam się rozmawiało i spędzało razem czas, no i obie znałyśmy dobrze zasady odwiedzin :) Nie było kłopotu:) A wręcz było fajnie :)
Ale wiem, że w drugiej sali dziewczyny tak się pokłóciły - bo do jednej przychodziły całe pielgrzymki i Mąż godzinami przesiadywał, co było dla drugiej dziewczyny krępujące - że położne musiały je rozdzielać po innych pokojach! :) Jedna i druga się zaparła, że razem nie będą "mieszkać"! :D