Widok
Jestem przekonana do tych metod, jak to mówisz badania śluzu, bo takie metody jak mierzenie temperatury obserwację śluzu zalecają nawet lekarze ginekolodzy. Dzięki obserwacji zaszłam w pierwszą ciążę. Teraz też prowadzę obserwację i dużo wiem o swoim organizmie, co od razu sygnalizuję lekarzowi.
Te opinie o dr Kicińskiej są dość niepokojące, a akurat w przyszłym tygodniu się do niej wybieram. Dziś koleżanka pokazała mi rozpiskę leków, które miała przyjmować i było tam pół apteki, w czy trzy antybiotyki. Nie ma to dla mnie nic wspólnego z naturą.
Te opinie o dr Kicińskiej są dość niepokojące, a akurat w przyszłym tygodniu się do niej wybieram. Dziś koleżanka pokazała mi rozpiskę leków, które miała przyjmować i było tam pół apteki, w czy trzy antybiotyki. Nie ma to dla mnie nic wspólnego z naturą.
Naprotechnologia jest bardzo dobrą metodą leczenia, natomiast jest to metoda bardzo wymagająca -wiedzy, doświadczenia, intuicji lekarza.
Lekarze w Naprocentrum otworzyli szumne "centrum" i wyciągają kupę kasy na badania i szukanie diagnozy po omacku. Nigdy nie uwierzę w to, że internista może być specjalistą w zakresie stawiania diagnoz ginekologicznych.
Radzę szukania prawdziwych specjalistów naprotechnologii i omijania szerokim łukiem Naprocentrum w Gdańsku
Lekarze w Naprocentrum otworzyli szumne "centrum" i wyciągają kupę kasy na badania i szukanie diagnozy po omacku. Nigdy nie uwierzę w to, że internista może być specjalistą w zakresie stawiania diagnoz ginekologicznych.
Radzę szukania prawdziwych specjalistów naprotechnologii i omijania szerokim łukiem Naprocentrum w Gdańsku
Tak się składa, że na wizycie byłam.
Jakie doświadczenie zawodowe i kwalifikacje ma dr Kicińska można przeczytać tu:
http://www.naprocentrum.pl/index.php/dr-n-med-aleksandra-kicinska
Zatem raczej Pani post, Pani Agnieszko, świadczy o ignorancji.
Jakie doświadczenie zawodowe i kwalifikacje ma dr Kicińska można przeczytać tu:
http://www.naprocentrum.pl/index.php/dr-n-med-aleksandra-kicinska
Zatem raczej Pani post, Pani Agnieszko, świadczy o ignorancji.
Zgadzam się z Kasią. Nie wiem skąd takie negatywne opienie. Ja się nie leczę z niepłodności, mam inny problem, ale nigdy nie płaciłam za receptę, jakkolwiek jest w cenniku. Nigdy Pani dr mnie nei wyprosiła, nigdy się nie spóźniła, a opóźnienai wynikaja właśnie z tego, ze niektórzy pacjenci są nawet godzinę. jak czytam te komentarze, to mam wrażenie, że to jakaś konkurencja pisze, bo każdy kto tam chodził, to wie, że wizyty wyglądają inaczej. Nigdy nie potkałam się z taka sympatią jak od strony dr Kicińskiej. Słucha pacjenta, patrzy komplekosowo, nie zleca niepotrzebnych badań itp. U dr Wojtkiewicz też nei płaciłam za recepte, wszystko było w ramach wizyty. Nie wiem jak jest leczona tam niepłodność, bo to nie mój problem, ale na pewno nei zgodzę się z tym że pacjent jest źle traktowany itd.,
Szczerze - nie polecam.
Byłam na rutynowej wizycie, niezwiązanej z niepłodnością.
Wizyta 150 zł. Na wyniki cytologii czekałam 4 tygodnie (mimo, że na karcie badania widniała data, że wyniki były gotowe już po 2 tygodniach).
Ze względu na stan zapalny dostałam smsa z powiadomieniem o konieczności przyjścia po receptę. Wizyta trwała niecałe 5 minut, a koszt wypisania samej recepty - 50 zł.
Przesada. Zdecydowanie była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu. O brak uprzejmości personelu nie wspomnę...
Byłam na rutynowej wizycie, niezwiązanej z niepłodnością.
Wizyta 150 zł. Na wyniki cytologii czekałam 4 tygodnie (mimo, że na karcie badania widniała data, że wyniki były gotowe już po 2 tygodniach).
Ze względu na stan zapalny dostałam smsa z powiadomieniem o konieczności przyjścia po receptę. Wizyta trwała niecałe 5 minut, a koszt wypisania samej recepty - 50 zł.
Przesada. Zdecydowanie była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu. O brak uprzejmości personelu nie wspomnę...
Dr Kicińska postawiła diagnozę PCOS pewnie na podstawie obserwacji (Creighton), natomiast te objawy jakie się obserwuje w karcie obserwacji mogą sugerować PCOS ale równie dobrze mogą świadczyć o nietolerancjach pokarmowych, a nawet endometriozie.
Swoją drogą uważam, iż jeśli lekarz internista stawia tego typu diagnozy ginekologiczne bez USG ginekologicznego to powinien się zastanowić czy nie łamie pierwszej zasady etyki lekarskiej jaką jest po prostu nie szkodzić pacjentom.
Swoją drogą uważam, iż jeśli lekarz internista stawia tego typu diagnozy ginekologiczne bez USG ginekologicznego to powinien się zastanowić czy nie łamie pierwszej zasady etyki lekarskiej jaką jest po prostu nie szkodzić pacjentom.
Niestety ja z Naprocentrum mam złe doświadczenie i nikomu bym nie poleciła tej kliniki. Zaczęło się od spotkania z p. instruktor, która omówiła jak działa model Creightona - 100 zł za wizytę. Gdy zapełniłam już całą kartę leczenia poprosiłam o nową na co usłyszałam, że ponownie muszę udać się na spotkanie z w/w panią - kolejne 100 zł i wykład na ten sam temat...po tym razie stwierdziłam, że jeśli ma to tak dalej wyglądać taką kartę zrobię sobie po prostu sama...
Jeśli chodzi o dr. Kicińską - bardzo drogie wizyty (za parę 300 zł) przy czym trzeba zawsze być bardzo punktualnie, bo jeśli nie, nasz czas wizyty się skraca i niestety pani nie ma już dla nas tyle minut co potrzeba. Wszystko robi w pośpiechu i co chwilę spogląda na zegarek bo czekają już inni pacjenci. Drugi minus jest taki, iż przepisuje zbyt dużo leków 'na wszystko' - jak się później okazało w moim przypadku - niepotrzebnie! Stwierdziła, że widzi u mnie problemy z tarczycą, cukrzycą, chorobę policystycznych jajników i problemy hormonalne - byłam w szoku ponieważ nigdy nie zdiagnozowano u mnie czegoś takiego. Ale zaufałam...niestety. Gdy lekarstwa zaczęły mi się powoli kończyć, chciałam się umówić na kolejną wizytę, ale ta odbyłaby się za 1-2 miesiące (tyle trzeba czekać, jak nie dłużej). Podczas kontaktu telefonicznego poprosiłam panią z recepcji o skonsultowanie tego z dr. Kicińską czy po skończeniu pudełka mam przestać brać te tabletki, czy przyjść ewentualnie po kolejną receptę itd. bo nie wiedziałam już sama co mam robić...I po raz kolejny się zawiodłam, ze względu na jakikolwiek brak odzewu - chociaż zapewniano mnie, że ktoś do mnie oddzwoni w tej sprawie. Po kilku telefonach dałam sobie spokój i gdy leki się skończyły po prostu przestałam je brać. I tak udałam się na wizytę do endokrynologa, który jak zobaczył moje wyniki i usłyszał, gdzie się leczę omal nie spadł z krzesła. Okazało się, że nie mam żadnych problemów tarczycowych tym bardziej cukrzycowych i stwierdził, że dr. Kicińska mogła jedynie pogorszyć mi zdrowie przepisując takie ilości medykamentów. Na szczęście albo i nie moje leczenie trwało pół roku, nic nie dało, a jeszcze gdybym dalej to ciągnęła mogłabym nabawić się naprawdę jakiś chorób...Żałuję straconych pieniędzy, czasu...a za złe mam to, że wmawiano mi iż jestem 'obłożnie' chora i dlatego nie mogę zajść w ciążę!
U ginekologa również byłam, wykluczył PCOS.
Teraz patrząc wstecz, mogę powiedzieć, że Napro jest nastawione wyłącznie na zysk a pacjentów traktują jak pionki, którym można wszystko wmówić i zamydlić oczy.
Ja od lekarza, który bym mnie prowadził oczekuję przede wszystkim kontaktu, gdy mogę zadzwonić w każdej chwili jeśli coś się ze mną dzieje, a tym bardziej jak się kończą leki dlatego ODRADZAM I NIE POLECAM!
Jeśli chodzi o dr. Kicińską - bardzo drogie wizyty (za parę 300 zł) przy czym trzeba zawsze być bardzo punktualnie, bo jeśli nie, nasz czas wizyty się skraca i niestety pani nie ma już dla nas tyle minut co potrzeba. Wszystko robi w pośpiechu i co chwilę spogląda na zegarek bo czekają już inni pacjenci. Drugi minus jest taki, iż przepisuje zbyt dużo leków 'na wszystko' - jak się później okazało w moim przypadku - niepotrzebnie! Stwierdziła, że widzi u mnie problemy z tarczycą, cukrzycą, chorobę policystycznych jajników i problemy hormonalne - byłam w szoku ponieważ nigdy nie zdiagnozowano u mnie czegoś takiego. Ale zaufałam...niestety. Gdy lekarstwa zaczęły mi się powoli kończyć, chciałam się umówić na kolejną wizytę, ale ta odbyłaby się za 1-2 miesiące (tyle trzeba czekać, jak nie dłużej). Podczas kontaktu telefonicznego poprosiłam panią z recepcji o skonsultowanie tego z dr. Kicińską czy po skończeniu pudełka mam przestać brać te tabletki, czy przyjść ewentualnie po kolejną receptę itd. bo nie wiedziałam już sama co mam robić...I po raz kolejny się zawiodłam, ze względu na jakikolwiek brak odzewu - chociaż zapewniano mnie, że ktoś do mnie oddzwoni w tej sprawie. Po kilku telefonach dałam sobie spokój i gdy leki się skończyły po prostu przestałam je brać. I tak udałam się na wizytę do endokrynologa, który jak zobaczył moje wyniki i usłyszał, gdzie się leczę omal nie spadł z krzesła. Okazało się, że nie mam żadnych problemów tarczycowych tym bardziej cukrzycowych i stwierdził, że dr. Kicińska mogła jedynie pogorszyć mi zdrowie przepisując takie ilości medykamentów. Na szczęście albo i nie moje leczenie trwało pół roku, nic nie dało, a jeszcze gdybym dalej to ciągnęła mogłabym nabawić się naprawdę jakiś chorób...Żałuję straconych pieniędzy, czasu...a za złe mam to, że wmawiano mi iż jestem 'obłożnie' chora i dlatego nie mogę zajść w ciążę!
U ginekologa również byłam, wykluczył PCOS.
Teraz patrząc wstecz, mogę powiedzieć, że Napro jest nastawione wyłącznie na zysk a pacjentów traktują jak pionki, którym można wszystko wmówić i zamydlić oczy.
Ja od lekarza, który bym mnie prowadził oczekuję przede wszystkim kontaktu, gdy mogę zadzwonić w każdej chwili jeśli coś się ze mną dzieje, a tym bardziej jak się kończą leki dlatego ODRADZAM I NIE POLECAM!
A od regulowania hormonów nie są czasem endokrynolodzy, a nie interniści? Lekarze renesansu znający się na wszystkim dobrzy byli w renesansie, a nie teraz. Wiedza medyczna jest tak wielka, że nie można się znać na wszystkim. Mechanik od samochodu nie naprawi dobrze pralki, krawiec od spodni nie uszyje dobrze sukni ślubnej.
Niestety lekarze w Naprocentrum czasami przepisuja leki które działają niekorzystnie na inne organy np. zoladek w przypadku sterydow nie informując pacjenta ze może dorobić się wrzodow. Ja brałam sterydy pół roku i mimo tego ze przez nie c ierpialam na bóle brzucha lekarz kazała mi je dalej brać wmawiajac ze to nie przez te leki mam takie problemy. Oczywiście leczenie nie przyniosło żadnych efektów. Uważajcie co wam lekarze Naprocentrum zapisują!!! Każą brać różne rzeczy nie zważając na ogólne zdrowie pacjenta!
tyle to trwało wcześniej - zanim trafiłam do Pani Dr Kicińskiej byłam odsyłana od lekarza do lekarza, najprościej mówiąc Pani Dr Kicińska ustawia hormony - u mnie ból głowy i oczu był efektem nieuregulowanej gospodarki hormonalnej głównie tarczycy i dopiero Pani Dr Kicińska to wychwyciła i zdiagnozowała. Nie jest lekarzem renesansu, jest mądrym lekarzem i specjalistą. Pani Doktor lekami uregulowała mi hormony, dobrze się czuje i chodzę jedynie na wizyty kontrolne co kilka miesięcy.
Dr Kicińska jest SPECJ. CHORÓB WEWNĘTRZNYCH, konsultantem Naprotechnologii. Może i jest ona dobrym lekarzem i wierzę, że niepłodność ma związek z ogólnym stanem zdrowia ale przy leczeniu niepłodności konieczna jest intuicja i doświadczenie ginekologa, które zdobywa się poprzez lata praktyki.
Poza tym dr Kicińska pracowała wcześniej w Naprocentrum 2 razy w tyg. po 3-4 godziny dziennie, bez jej opinii żaden lekarz nie był w stanie wdrożyć leczenia więc tu moim zdaniem jest jakieś nieporozumienie - ja to widzę jako zrobienie szumnego "centrum" bez odpowiednich i kompetentnych specjalistów.
Może i uda się im komuś pomóc w niepłodności ale jest to zbyt mało aby całkowicie im zaufać jeśli zmaga się z niepłodnością od kilku lat.
Poza tym dr Kicińska pracowała wcześniej w Naprocentrum 2 razy w tyg. po 3-4 godziny dziennie, bez jej opinii żaden lekarz nie był w stanie wdrożyć leczenia więc tu moim zdaniem jest jakieś nieporozumienie - ja to widzę jako zrobienie szumnego "centrum" bez odpowiednich i kompetentnych specjalistów.
Może i uda się im komuś pomóc w niepłodności ale jest to zbyt mało aby całkowicie im zaufać jeśli zmaga się z niepłodnością od kilku lat.