Widok
ojej... jeżeli chodzi o teściów, to chyba wiem co tam sie może dziać. jak się teściówka uprze, może zniszczyć związek, niestety coś niecoś o tym wiem. :(( nie sposób z tym ustrojstwem walczyć, bo jak sie mówi- "Żona to nie rodzina" i albo tescie przegna, i mąż sie otrząsnie i przejrzy na oczy, albo sam pójdzie po rozum do głowy (nierealne jak dla mnie) albo... trzeba sie rozejsc. zrozumie każdy, komu brużdżono w związku.
**********************
Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska.
F.Nietzsche
Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska.
F.Nietzsche
pmagdalena postarajcie się za wszelką cenę uniknąć rozwodu...mąż na pewno cię kocha, ty też go przecież kochasz. rozumiem, że niewątpliwie przechodzicie bardzo trudny okres, ale pamiętaj, że po deszczu zawsze wychodzi słońce:). może rzeczywiście postarajcie się zrobić wszystko, żeby się wyprowadzic od teściów...chociaż rozumiem, że to też pewnie nie jest proste.
Madziu, w ostateczności zastanów się nad separacją...separacja nie jest tak ostateczna jak rozwód...jej celem jest właśnie restytucja małżeństwa...
bardzo chciałabym ci jakoś pomóc...
Madziu, w ostateczności zastanów się nad separacją...separacja nie jest tak ostateczna jak rozwód...jej celem jest właśnie restytucja małżeństwa...
bardzo chciałabym ci jakoś pomóc...
[url=http://www.weddingcountdown.com]

[/url]

[/url]
Pewnie jeszcze go nie pytałas a warto spróbowac .Przypomnij mu
ze przysiegaliście przed Bogiem i sobą że aż do smierci i w zdrowiu i chorobie i że sie nie opuścicie -to nie są tylko słowa...Skoro je wypowiadał to musi Cie kochac - a skoro Cie kocha to chce dla Was jak najlepiej tak więc spróbuj go przekonac - że pójdziecie raz,tak na próbe ,ze jak mu sie nie spodoba to juz tam sie nie pojawicie itd Przypomnijcie sobie przysiege i ten dzien w którym byliscie tak szczęśliwi
ze przysiegaliście przed Bogiem i sobą że aż do smierci i w zdrowiu i chorobie i że sie nie opuścicie -to nie są tylko słowa...Skoro je wypowiadał to musi Cie kochac - a skoro Cie kocha to chce dla Was jak najlepiej tak więc spróbuj go przekonac - że pójdziecie raz,tak na próbe ,ze jak mu sie nie spodoba to juz tam sie nie pojawicie itd Przypomnijcie sobie przysiege i ten dzien w którym byliscie tak szczęśliwi
A nie mysleliście pmagdaleno żeby skorzystać z pomocy specjalisty?
Wiem że Wasza sytuacja jest dosyc trudna i samym ciężko będzie się z tym uporać ale sa ludzie którzy maja doswiadczenie ,myslę tu o psychologu,poradni małżeńskiej.Zróbcie wszystko ,żebyście nie mieli poczucia że nie zrobiliście wszystkiego:p - wbrew pozorom to zdanie ma sens:)
Wiem że Wasza sytuacja jest dosyc trudna i samym ciężko będzie się z tym uporać ale sa ludzie którzy maja doswiadczenie ,myslę tu o psychologu,poradni małżeńskiej.Zróbcie wszystko ,żebyście nie mieli poczucia że nie zrobiliście wszystkiego:p - wbrew pozorom to zdanie ma sens:)
pmagdalena napisał(a):
> po za tym jestesmy zesoba 7 lat mieszkamy razem
> wiec slub był włsciwiem legalizacja zwiazku
> popsuło sie poprostu
Feralny 7 rok? Czytałam kiedyś, że najwięcej par rozchodzi się po takim czasie. I chociaż nie uważam się za przesądną, postanowiłam wtedy jakoś "urozmaicić" nasz związek (poczęliśmy naszą córcię). Nie najmądrzejszy pomysł; nastroje ciążowe w pechowym 7 roku mocno osłabiły nasz związek, ale ... przetrwał i teraz ma się nieźle.
A może po "7 latach tłustych" przyszły te "chudsze"? No cóż, ślubuje się na dobre i na złe. Pomyśl, że jeszcze wiele tych dobrych chwil przed Wami.
> po za tym jestesmy zesoba 7 lat mieszkamy razem
> wiec slub był włsciwiem legalizacja zwiazku
> popsuło sie poprostu
Feralny 7 rok? Czytałam kiedyś, że najwięcej par rozchodzi się po takim czasie. I chociaż nie uważam się za przesądną, postanowiłam wtedy jakoś "urozmaicić" nasz związek (poczęliśmy naszą córcię). Nie najmądrzejszy pomysł; nastroje ciążowe w pechowym 7 roku mocno osłabiły nasz związek, ale ... przetrwał i teraz ma się nieźle.
A może po "7 latach tłustych" przyszły te "chudsze"? No cóż, ślubuje się na dobre i na złe. Pomyśl, że jeszcze wiele tych dobrych chwil przed Wami.
Kochana, przetrwaj! Pierwsze miesiące wcale nie są takie znowu "miodowe". Pierwszą poważną sprzeczkę ze słowem "rozwód" miałam w pierwszej dobie małżeństwa i oczywiście chodziło o podział obowiązków. Postaraj się o spokój, poproś męską część rodziny i przyjaciół o wsparcie (niech Panowie przyznają się, co muszą robić w domach). Ze smutkiem (nawet łzami, ale bez złośliwości) powiedz mu, że sama nie poradzisz sobie ze wszystkim, że jesteś padnięta, nieszczęśliwa i że tylko On może to zmienić.
"Docieranie się" małżeństwa może trwać nawet 2-3 lata. Ale warto je przeczekać.
"Docieranie się" małżeństwa może trwać nawet 2-3 lata. Ale warto je przeczekać.


[/url]

