Widok
Maga79 hmmmm... nie wiedziałam, że takie rzeczy można wyczytać między wierszami...
Widziałam przed chwilką wątek o kredkach i mazakach - czy wasze Maluchy rzeczywiście już coś skrobią na kartce, no lub obok?:)
Jak już się skończy te 25 i np. studia czy jakąś szkołę to wchodzi się w świat dorosłych: szukanie pracy, praca, mieszkanie, współne zamieszkanie itd, więc wtedy nastepuje wiele zmian.
Jakie plany na weekend? My chyba pojedziemy nad jeziorko... a potem jeszcze tydzień i wolne.
Dziewczyny co z naszym spotkaniem? Uda się?
Widziałam przed chwilką wątek o kredkach i mazakach - czy wasze Maluchy rzeczywiście już coś skrobią na kartce, no lub obok?:)
Jak już się skończy te 25 i np. studia czy jakąś szkołę to wchodzi się w świat dorosłych: szukanie pracy, praca, mieszkanie, współne zamieszkanie itd, więc wtedy nastepuje wiele zmian.
Jakie plany na weekend? My chyba pojedziemy nad jeziorko... a potem jeszcze tydzień i wolne.
Dziewczyny co z naszym spotkaniem? Uda się?
Hehe - mój rówieśnik :)
A nie, z tym wiekiem to było w sensie, że u mnie w życiu wiele spraw zmieniło się właśnie w tym czasie - znaczy gdzieś między 25 a 30 rokiem życia. Tzn. zamążpójście, kupno mieszkania, kolejne zmiany pracy, potem swoja firma, sprzedaż mieszkania i kupno następnego lokum, urodzenie Maryśki. itd itd.
U większości naszych znajomych to wszystko działo się w podobnym czasie, także wydaje mi się, że np. na swoich 30 urodzinach powspominasz tylko obecną sytuację patrząc na swoje nowe mieszkanie, na urośniętą już córę a może więcej maluszków ;)
A nie, z tym wiekiem to było w sensie, że u mnie w życiu wiele spraw zmieniło się właśnie w tym czasie - znaczy gdzieś między 25 a 30 rokiem życia. Tzn. zamążpójście, kupno mieszkania, kolejne zmiany pracy, potem swoja firma, sprzedaż mieszkania i kupno następnego lokum, urodzenie Maryśki. itd itd.
U większości naszych znajomych to wszystko działo się w podobnym czasie, także wydaje mi się, że np. na swoich 30 urodzinach powspominasz tylko obecną sytuację patrząc na swoje nowe mieszkanie, na urośniętą już córę a może więcej maluszków ;)
blueeyes no Ł ma niestety tylko prawo jazdy B. Zarejestrował się jako bezrobotny i złożył wniosek o kurs na ciężarówki, ale to graniczy z cudem dostać się na to.
Maga, no Ł jest starszy ode mnie 7 lat ;). 31 stuknęło. Ale ja uważam, że wiek tu nie ma dużego znaczenia, owszem młodym znaleźć może łatwiej prace, z drugiej brak doświadczenia też dyskwalifikuje ;).
Maga, no Ł jest starszy ode mnie 7 lat ;). 31 stuknęło. Ale ja uważam, że wiek tu nie ma dużego znaczenia, owszem młodym znaleźć może łatwiej prace, z drugiej brak doświadczenia też dyskwalifikuje ;).
Cześć Dziewczyny
Sylwia, faktycznie sytuacja chwilowo kiepska :(
Potraciłam ostatnio sporo kontaktów zawodowych, odkąd odeszłam z etatu ale popytam znajomych o pracę. Gdybym cokolwiek się dowiedziała to dam znać.
Ale to na pewno przejściowy stan i niedługo zacznie się układać...pewnie teraz to głupio brzmi, ale będzie dobrze!
Poza tym Wy jesteście chyba młodzi jeszcze, znaczy sporo przed trzydziestką, a to przecież taki czas, że ludzie do czegoś dążą, a z maluchem to znacznie trudniej.
Widzę po nas, że większe rzeczy, które chcieliśmy kupić albo zrobić np. w domu po urodzeniu Młodej oddaliły się na bliżej nieokreśloną przyszłość...
U Maryśki chyba niestety trójki zaczęły iść bo znowu włączone marudzenie o wszystko...apetyt też lekko spadł, ale to pewnie przez upały...gada za to jak najęta, powtarza już nawet trudne kilkusylabowe wyrazy :) no i w aucie tak samo, nadstawia uszu a mi też wyrywają się czasem wyrazy niecenzuralne :D
W Rumi nie ma jako takiego żłobka, są tylko dwie grupy żłobkowe w jednym z przedszkoli. Oczywiście oblegane na maxa. Poza tym sporo prywatnych placówek powstaje bo tu mnóstwo rodzin z małymi dziećmi się pojawiło w ostatnich latach.
Koszty nie takie straszne bo w 500-600 zł można się zamknąć. Możliwe, że jak zacznę działać z firmą od września to spróbuję Młodą dać na 4 godziny, to będzie nawet taniej.
Martha, podczytując forum jeszcze zanim do Was dołączyłam, wydałaś mi się właśnie osobą, która jest dokładnie w takim miejscu w życiu, w którym chciała się znaleźć :)
Sylwia, faktycznie sytuacja chwilowo kiepska :(
Potraciłam ostatnio sporo kontaktów zawodowych, odkąd odeszłam z etatu ale popytam znajomych o pracę. Gdybym cokolwiek się dowiedziała to dam znać.
Ale to na pewno przejściowy stan i niedługo zacznie się układać...pewnie teraz to głupio brzmi, ale będzie dobrze!
Poza tym Wy jesteście chyba młodzi jeszcze, znaczy sporo przed trzydziestką, a to przecież taki czas, że ludzie do czegoś dążą, a z maluchem to znacznie trudniej.
Widzę po nas, że większe rzeczy, które chcieliśmy kupić albo zrobić np. w domu po urodzeniu Młodej oddaliły się na bliżej nieokreśloną przyszłość...
U Maryśki chyba niestety trójki zaczęły iść bo znowu włączone marudzenie o wszystko...apetyt też lekko spadł, ale to pewnie przez upały...gada za to jak najęta, powtarza już nawet trudne kilkusylabowe wyrazy :) no i w aucie tak samo, nadstawia uszu a mi też wyrywają się czasem wyrazy niecenzuralne :D
W Rumi nie ma jako takiego żłobka, są tylko dwie grupy żłobkowe w jednym z przedszkoli. Oczywiście oblegane na maxa. Poza tym sporo prywatnych placówek powstaje bo tu mnóstwo rodzin z małymi dziećmi się pojawiło w ostatnich latach.
Koszty nie takie straszne bo w 500-600 zł można się zamknąć. Możliwe, że jak zacznę działać z firmą od września to spróbuję Młodą dać na 4 godziny, to będzie nawet taniej.
Martha, podczytując forum jeszcze zanim do Was dołączyłam, wydałaś mi się właśnie osobą, która jest dokładnie w takim miejscu w życiu, w którym chciała się znaleźć :)
cześć dziewczyny :)
ale tu dyskusje się toczą... ;)
dawno mnie nie było... nie mam nawet chwili wolnego aby wejść na neta... po pracy odbieram Natkę ze żłoba, lecimy do chaty i padam w wir domowych obowiązków, z moim R widujemy sie tylko w niedziele bo on pracuje na nocne zmiany
Sylwia - Twój Ł jakie ma kategorie prawa jazdy? u męża w pracy kogoś niedawno szukali...
Karola - jeżeli czytasz to powiem Ci ze Natka do 16 m-ca wyłącznie raczkowała, dopiero niedawno zaczęła chodzić, też miała taki czas uwsteczniania sie, tzn robiła juz samodzielnie kilka kroków a potem na jakis czas zapomniała o tym i raczkowała dalej, ale to juz mineło
ale tu dyskusje się toczą... ;)
dawno mnie nie było... nie mam nawet chwili wolnego aby wejść na neta... po pracy odbieram Natkę ze żłoba, lecimy do chaty i padam w wir domowych obowiązków, z moim R widujemy sie tylko w niedziele bo on pracuje na nocne zmiany
Sylwia - Twój Ł jakie ma kategorie prawa jazdy? u męża w pracy kogoś niedawno szukali...
Karola - jeżeli czytasz to powiem Ci ze Natka do 16 m-ca wyłącznie raczkowała, dopiero niedawno zaczęła chodzić, też miała taki czas uwsteczniania sie, tzn robiła juz samodzielnie kilka kroków a potem na jakis czas zapomniała o tym i raczkowała dalej, ale to juz mineło
No ja czekam na żłobek pół roku i ciągle na tym samym miejscu,a na prywatny mnie nie będzie stać,dobrze mają Ci,co im rodzice pilnują.Ja mam rodzinę 200 km stąd,więc trzeba sobie samemu radzić.Ja ogólnie mam dość siedzenia w domu,już wariuję,a jeszcze Mati nie potrafi normalnie funkjonować w domu,nudzi się,chodzi i broi,wychodzimy często na spacerki ale jak przyjdzie jesień to chyba szału dostanę.
Faktycznie masz nieciekawą sytuację Sylwia,kurczę żeby Twoj miał stałą pracę to jakiś kredyt no bo co innego w tej sytacji?Ponadto złóż wniosek jako samotna matka o mieszkanie socjalne,wiem,żeby dostać coś od nich to graniczy z cudem ale czasem się udaje.Na bruk Was nie mogą wyrzucić bo prawo tego zabrania,a co mieszkań,są rózne,ale raczej na super bym nie liczyła.
Sylwia,nie załamuj się,narazie nic nie wiadomo,znajdziecie oboje pracę i wszystko się z czasem ułoży,zobaczysz,głowa do góry:)
Sylwia,nie załamuj się,narazie nic nie wiadomo,znajdziecie oboje pracę i wszystko się z czasem ułoży,zobaczysz,głowa do góry:)
My nie mamy co myśleć o kredycie, przede wszystkim z racji tego, że żadne z nas nie ma zatrudnienia. Po drugie, w obecnej sytuacji bałabym się wziąć kredyt.
Mój Ł. miał mieszkanie po babci, tylko bez decyzji na siebie. Ogólnie wyszło tak nie fajnie, że wyburzają sporą część naszej ulicy, bo Politechnika będzie tu robić elektrociepłownie czy coś w tym rodzaju ( wiem z neta, nie z urzędu). Nagle po 30 prawie latach się obudzili, żę Ł nie ma decyzji... bo musieli by nam przyznać teraz mieszkanie nowe.
No i nie wiem jak to będzie, dostaliśmy już dwa nakazy eksmisji, ale się nie wyprowadzamy bo nie mamy gdzie, równocześnie staramy się w Urzędzie o przyznanie decyzji na to mieszkanie, żeby w razie wyburzania, mieć pewność że dostaniemy inne mieszkanie. Ale oczywiście Urząd będzie się teraz bronił rękami i nogami przed nami. Nie wiem jak to będzie, liczę tylko na to, że na bruk nas nie wyrzucą, i nie wybrzydzając, że dostaniemy wogóle coś sensownego. Nie chciałabym wychowywać dziecka przykładowo w kamienicy z patologią :/
Mój Ł. miał mieszkanie po babci, tylko bez decyzji na siebie. Ogólnie wyszło tak nie fajnie, że wyburzają sporą część naszej ulicy, bo Politechnika będzie tu robić elektrociepłownie czy coś w tym rodzaju ( wiem z neta, nie z urzędu). Nagle po 30 prawie latach się obudzili, żę Ł nie ma decyzji... bo musieli by nam przyznać teraz mieszkanie nowe.
No i nie wiem jak to będzie, dostaliśmy już dwa nakazy eksmisji, ale się nie wyprowadzamy bo nie mamy gdzie, równocześnie staramy się w Urzędzie o przyznanie decyzji na to mieszkanie, żeby w razie wyburzania, mieć pewność że dostaniemy inne mieszkanie. Ale oczywiście Urząd będzie się teraz bronił rękami i nogami przed nami. Nie wiem jak to będzie, liczę tylko na to, że na bruk nas nie wyrzucą, i nie wybrzydzając, że dostaniemy wogóle coś sensownego. Nie chciałabym wychowywać dziecka przykładowo w kamienicy z patologią :/
Ojej,dziewczyny współczuje choróbstw,najgorsze jak dzieci cierpią,dla mnie najważniejsze ze wszystkich spraw w życiu jest zdrowie i cieszę się niezmiernie że jak narazie,odpukać nikt w rodzinie nie choruje,a już najważniejsze że moje ukochane,najcudowniejsze,najbardziej psotne łobuzisko(Mati).Mój mąż mówi,e..tam może przynosić ze szkoły uwagi,będę mu podpisywał ale żeby nie chorował i święta racja.
Mati nie umie bawić się sam,ze mną też nie za bardzo,ale z dziećmi może bawić się godzinami,i tak sobie myślę po cichu o rodzeństwie dla niego,tylko gdzie do pracy?Ach,sama nie wiem jak to będzie,jak się trafi kolejny dzidziuś będziemy szczęśliwi,ale narazie bym nie chciała,dopuki nie znajdę pracy.
Sylwia,a Wy też wynajmujecie mieszkanie?Bo my tak mieszkamy na wynajętym już 5 lat,teraz trochę mieszkania staniały,ale o kredyt ciężko z jednej pensji,słyszałam też że trzeba jakiś okres przepracować,gdybym znalazła coś sensownego żeby móc się starać o kredyt.
Mati nie umie bawić się sam,ze mną też nie za bardzo,ale z dziećmi może bawić się godzinami,i tak sobie myślę po cichu o rodzeństwie dla niego,tylko gdzie do pracy?Ach,sama nie wiem jak to będzie,jak się trafi kolejny dzidziuś będziemy szczęśliwi,ale narazie bym nie chciała,dopuki nie znajdę pracy.
Sylwia,a Wy też wynajmujecie mieszkanie?Bo my tak mieszkamy na wynajętym już 5 lat,teraz trochę mieszkania staniały,ale o kredyt ciężko z jednej pensji,słyszałam też że trzeba jakiś okres przepracować,gdybym znalazła coś sensownego żeby móc się starać o kredyt.
Hej.
Majka poniedziałek i wtorek 39 gorączki... maruda, płaczliwa i wogóle, podejrzewałam ząb (w poniedziałek wyczułam dolną dwójkę) albo 3-dniówkę. Wczoraj lekarz - też potwierdził ząb lub zapalenie dróg moczowych, dostałam skierowanie. Zobaczymy.
Dziś rano obudziła się już bez gorączki i z humorkiem i uśmiechem jak zawsze.
Majka portafi bawić się sama, lubi układać klocki, ostatnim hitem jest piłeczka pinpongowa, wrzuca ją do sitka lub innego naczynia i podrzuca. Coraz więcej gada, składa wyrazy, papuguje. Nowość to Mamuś, Kukułka i rózne przekręcania, jeszcze, już, pupa. Wczoraj jak wracałyśmy do domku facet zajechał mi drogę i krzyknęłam NO JEDŹ - no i oczywiście Mysza to powtórzyła. Muszę uważać co mówię w aucie - bo czasami zdarzają się i brzydkie wyrazy:)
Sylwia - bardzo mi przykro z powodu Ł, nieciekawa sytuacja. My na szczęście oboje pracujemy i nie zapowiadają się zwolnienia, a u mnie nawet zatrudniają ludzi, bo budujemy nowy zakład, na który dostaliśmy dofinansowanie z uni i szefo musi zatrudnić w związku z tym 20 osób, ale to dopiero jakoś pod koniec roku będą kolejne. Wiem, że napewno będzie potrzebował ludzi do malarni i śrutowni - więc może to była by praca dla Twojego Ł, ale to dam znać jak już będą jakieś konkrety, bo teraz to bez sensu, a może coś uda mu się w tym czasie sensownego znaleźć.
Ja teraz mam dużo pracy i dni szybko mijają, lubie taki stan:)
Hmmmm tak sobie myślę, że każda z nas ma swoje problemiki i problemy, jednak brak pracy i kasy jest okropny. My na urlop i mój wychowawczy zbieraliśmy cały rok, na szczęście mieliśmy z czego...
Teraz jestem na takim etapie, że jest mi dobrze z tym co mam i czuję, czuję się bezpiecznie pod względem finansowym, psychicznym - a to moim jest bardzo ważne, nadal brakuje mi przespanych nocek - ale to żaden problem w porównaniu z brakiem kasy czy pracy.
Majka poniedziałek i wtorek 39 gorączki... maruda, płaczliwa i wogóle, podejrzewałam ząb (w poniedziałek wyczułam dolną dwójkę) albo 3-dniówkę. Wczoraj lekarz - też potwierdził ząb lub zapalenie dróg moczowych, dostałam skierowanie. Zobaczymy.
Dziś rano obudziła się już bez gorączki i z humorkiem i uśmiechem jak zawsze.
Majka portafi bawić się sama, lubi układać klocki, ostatnim hitem jest piłeczka pinpongowa, wrzuca ją do sitka lub innego naczynia i podrzuca. Coraz więcej gada, składa wyrazy, papuguje. Nowość to Mamuś, Kukułka i rózne przekręcania, jeszcze, już, pupa. Wczoraj jak wracałyśmy do domku facet zajechał mi drogę i krzyknęłam NO JEDŹ - no i oczywiście Mysza to powtórzyła. Muszę uważać co mówię w aucie - bo czasami zdarzają się i brzydkie wyrazy:)
Sylwia - bardzo mi przykro z powodu Ł, nieciekawa sytuacja. My na szczęście oboje pracujemy i nie zapowiadają się zwolnienia, a u mnie nawet zatrudniają ludzi, bo budujemy nowy zakład, na który dostaliśmy dofinansowanie z uni i szefo musi zatrudnić w związku z tym 20 osób, ale to dopiero jakoś pod koniec roku będą kolejne. Wiem, że napewno będzie potrzebował ludzi do malarni i śrutowni - więc może to była by praca dla Twojego Ł, ale to dam znać jak już będą jakieś konkrety, bo teraz to bez sensu, a może coś uda mu się w tym czasie sensownego znaleźć.
Ja teraz mam dużo pracy i dni szybko mijają, lubie taki stan:)
Hmmmm tak sobie myślę, że każda z nas ma swoje problemiki i problemy, jednak brak pracy i kasy jest okropny. My na urlop i mój wychowawczy zbieraliśmy cały rok, na szczęście mieliśmy z czego...
Teraz jestem na takim etapie, że jest mi dobrze z tym co mam i czuję, czuję się bezpiecznie pod względem finansowym, psychicznym - a to moim jest bardzo ważne, nadal brakuje mi przespanych nocek - ale to żaden problem w porównaniu z brakiem kasy czy pracy.
Hey dziewczyny.
W końcu chwilowe ochłodzenie, jest czym oddychać, ale z drugiej strony takie zmiany temperatur też nam na dobre nie wyjdą.
Ja dzisiaj pierwszy raz od tygodnia cały dzień czułam się dobrze. Jutro idę z gilem Leny do lekarza, bo nie chcę żeby znowu w jakieś kaszle się przemieniło.
I tak się wczoraj cieszyłam, tak się chwaliłam, a Ł. pojawił się dzisiaj o 9 rano w domu oznajmiając mi że jutro do pracy nie idzie, bo go zwolnili. Pominę kwestie całej atmosfery na stoczni, tysiąca kierowników gdzie nie wiadomo kto jest kim, ale i tak jest każdy najmądrzejszy, pominę kwestię winy, bo widzę ją pośrodku, ale ogólnie znowu wpadłam w dołek :(
Dziewczyny mam prośbę, jakbyście słyszały o jakiejś pracy dla faceta dajcie znać. Co prawda Ł z zawodu mechanik ale nie pracował nigdy w zawodzie. Teraz na stoczni malował, kiedyś jeździł czyścić statki z mazutu, rozwoził posiłku, pracował na budowie, ogólnie łapał się chyba wszystkiego ;). Gdyby była praca na cokolwiek, kierowcę, budowę czy gdzieś. Proszę o znak i z góry dzięki.
W końcu chwilowe ochłodzenie, jest czym oddychać, ale z drugiej strony takie zmiany temperatur też nam na dobre nie wyjdą.
Ja dzisiaj pierwszy raz od tygodnia cały dzień czułam się dobrze. Jutro idę z gilem Leny do lekarza, bo nie chcę żeby znowu w jakieś kaszle się przemieniło.
I tak się wczoraj cieszyłam, tak się chwaliłam, a Ł. pojawił się dzisiaj o 9 rano w domu oznajmiając mi że jutro do pracy nie idzie, bo go zwolnili. Pominę kwestie całej atmosfery na stoczni, tysiąca kierowników gdzie nie wiadomo kto jest kim, ale i tak jest każdy najmądrzejszy, pominę kwestię winy, bo widzę ją pośrodku, ale ogólnie znowu wpadłam w dołek :(
Dziewczyny mam prośbę, jakbyście słyszały o jakiejś pracy dla faceta dajcie znać. Co prawda Ł z zawodu mechanik ale nie pracował nigdy w zawodzie. Teraz na stoczni malował, kiedyś jeździł czyścić statki z mazutu, rozwoził posiłku, pracował na budowie, ogólnie łapał się chyba wszystkiego ;). Gdyby była praca na cokolwiek, kierowcę, budowę czy gdzieś. Proszę o znak i z góry dzięki.
Zgadzam się z Tobą maga79 że odpowiednie podejście do trudnej sprawy to połowa sukcesu ale na drugą często nie mamy wpływu niestety.Ja też muszę się dobrze organizować żeby był obiad w domu,zupa dla dziecka,ale już na dokładny porządek nie zwracam uwagi tak jak kiedyś,odpuściłam,przecież nie mogę wiecznie latać ze szmatą:)Prasowanie?Nie mam na to czasu,prasowałam ciuszki małemu tylko przez pierwsze 3 miesiące,teraz raz że szkoda mi czasu jak go troszkę mam,a dwa że jak mały śpi to gotuję obiad a jak nie to czasem odpoczywam,zresztą ciągle coś w domu jest do zrobienia.
Co do Mateusza to naprawdę jest nadpobudliwy,nawet lekarze to zauważyli,ja zawsze jestem cała upocona przy nim dosłownie.
Dziś byłam z nim u gina na kontroli,a mały czekał na mnie u położnej za drzwiami,na szczęście grzeczny był.
Co do Mateusza to naprawdę jest nadpobudliwy,nawet lekarze to zauważyli,ja zawsze jestem cała upocona przy nim dosłownie.
Dziś byłam z nim u gina na kontroli,a mały czekał na mnie u położnej za drzwiami,na szczęście grzeczny był.
Aniu, może się mylę, ale wiele spraw to kwestia podejścia.
Ja też mam bardzo żywe dziecko, które samo się sobą nie chce zająć. Muszę non stop na nią patrzeć, bo albo coś rozwala albo robi sobie krzywdę. I tak chodzi cała podrapana i posiniaczona.
Ale nauczyłam się jakoś funkcjonować, organizować sobie czas, żeby wszystko było zrobione. Od noworodka zabierałam Młodą wszędzie, cokolwiek miałam do zrobienia, czy załatwienia.
Do kina też ostatnio nie chadzam, chociaż kiedyś często bywaliśmy. Ale za to ściągam sobie filmy i oglądam wieczorami. Znajomi z którymi się widujemy to przeważnie znajomi dzieciaci, bo łatwiej dopasować czas itp. A i dzieciaki mają więcej radości z takich spotkań :)
Chwilowo nocne Polaków rozmowy przy piwku itp. muszą poczekać...
(chociaż w Sylwestra dziecię w dobrym stanie wytrzymało na imprezie do 1.00 ;)
A brak kasy - heh, temat rzeka. Raz na wozie, raz pod wozem ;)
U nas wakacje i trochę odpoczynku to po prostu priorytet, przed innymi rzeczami.
Poza tym można pokręcić się po okolicy w weekendy, mieszkamy w fajnym miejscu z wieloma atrakcjami.
Grunt to jakoś podnosić się z gorszych dni...i iść dalej.
Dziś przespacerowałam się z Młodą w deszczu i od razu odżyłam po tych upałach :):)
Pozdrowienia
Ja też mam bardzo żywe dziecko, które samo się sobą nie chce zająć. Muszę non stop na nią patrzeć, bo albo coś rozwala albo robi sobie krzywdę. I tak chodzi cała podrapana i posiniaczona.
Ale nauczyłam się jakoś funkcjonować, organizować sobie czas, żeby wszystko było zrobione. Od noworodka zabierałam Młodą wszędzie, cokolwiek miałam do zrobienia, czy załatwienia.
Do kina też ostatnio nie chadzam, chociaż kiedyś często bywaliśmy. Ale za to ściągam sobie filmy i oglądam wieczorami. Znajomi z którymi się widujemy to przeważnie znajomi dzieciaci, bo łatwiej dopasować czas itp. A i dzieciaki mają więcej radości z takich spotkań :)
Chwilowo nocne Polaków rozmowy przy piwku itp. muszą poczekać...
(chociaż w Sylwestra dziecię w dobrym stanie wytrzymało na imprezie do 1.00 ;)
A brak kasy - heh, temat rzeka. Raz na wozie, raz pod wozem ;)
U nas wakacje i trochę odpoczynku to po prostu priorytet, przed innymi rzeczami.
Poza tym można pokręcić się po okolicy w weekendy, mieszkamy w fajnym miejscu z wieloma atrakcjami.
Grunt to jakoś podnosić się z gorszych dni...i iść dalej.
Dziś przespacerowałam się z Młodą w deszczu i od razu odżyłam po tych upałach :):)
Pozdrowienia
Hey dziewuszki.
Kurde, przez te upały to się wykończę. W dodatku nie wiem jakim cudem, coś złapałam i jestem chora :/. I oczywiście żyłam nadzieją że się wyleczę sama, za późno poszłam do lekarza, antybiotyk i zapalenie oskrzeli. I dzięki temu jeszcze Lenę zaraziłam i ma gila do pasa :(
Ania nie martw się, u nas sytuacja też nie za ciekawa, mój Ł długo nie mógł znaleźć pracy, trochę dorabiałam ja, teraz na szczęście Ł pracuje więc mam nadzieję, że jakoś wyjdziemy z tego materialnego dołka, chociaż to ciężki miesiąc, bo wypłata dopiero w sierpniu. Trzeba sobie jakoś radzić. I wakacji w tym roku też nie będziemy mieli. Czasem się z tego powodu nad sobą użalam, ale tłumaczę sobie, że kiedyś przyjdzie czas i kasa która pozwoli nam na godniejsze życie ;)
Kurde, przez te upały to się wykończę. W dodatku nie wiem jakim cudem, coś złapałam i jestem chora :/. I oczywiście żyłam nadzieją że się wyleczę sama, za późno poszłam do lekarza, antybiotyk i zapalenie oskrzeli. I dzięki temu jeszcze Lenę zaraziłam i ma gila do pasa :(
Ania nie martw się, u nas sytuacja też nie za ciekawa, mój Ł długo nie mógł znaleźć pracy, trochę dorabiałam ja, teraz na szczęście Ł pracuje więc mam nadzieję, że jakoś wyjdziemy z tego materialnego dołka, chociaż to ciężki miesiąc, bo wypłata dopiero w sierpniu. Trzeba sobie jakoś radzić. I wakacji w tym roku też nie będziemy mieli. Czasem się z tego powodu nad sobą użalam, ale tłumaczę sobie, że kiedyś przyjdzie czas i kasa która pozwoli nam na godniejsze życie ;)
Dziewczyny,jak czytam to co piszecie to sobie myślę,kurczę ale dylematy,ciekawe co ja mam powiedzieć.Nie jedziemy nigdzie na wakacje bo nie mamy kasy,nie pracuję bo zarobki masakra a ja nie mam co z dzieckiem zrobić,bardzo mi ciężko jest siedzieć w domu z dzieckiem(mam specyficzne dziecko) ale nie mam wyjścia.Ogólnie moje terażniejsze życie to dom i dziecko,nie spotykam się ze znajomymi,nie chodzę do kina itp.
My jedziemy tak prosto i zwyczajnie w Bieszczady :)
Z Bieszczadami wiąże się w ogóle pewna część mojego życia ale to długa historia i może kiedyś przy jakimś spotkaniu...
Za równe dwa tygodnie wyjeżdżamy w piątek na noc :):) już się cieszę jak głupia....
Jedziemy ze znajomymi, tymi samymi co rok temu w Tatrach byliśmy, mają synka pół roku starszego od Marysi, także liczymy na to, że dzieci będą miały trochę frajdy i nie zanudzą się tylko z dorosłymi.
Moje jedyne obawy to ile Młoda prześpi w podróży i jak długo wysiedzi w nosidle turystycznym :D
Mnie się wydaje, że zaakceptowałam zmianę trybu życia. Nie przeszkadza mi to jakoś bardzo...a wakacyjnie to mam wręcz taki pęd, żeby pokazać Marysi jak najwięcej miejsc, które kocham, zarazić ją tą miłością do gór i do ludzi tam spotykanych :)
Z Bieszczadami wiąże się w ogóle pewna część mojego życia ale to długa historia i może kiedyś przy jakimś spotkaniu...
Za równe dwa tygodnie wyjeżdżamy w piątek na noc :):) już się cieszę jak głupia....
Jedziemy ze znajomymi, tymi samymi co rok temu w Tatrach byliśmy, mają synka pół roku starszego od Marysi, także liczymy na to, że dzieci będą miały trochę frajdy i nie zanudzą się tylko z dorosłymi.
Moje jedyne obawy to ile Młoda prześpi w podróży i jak długo wysiedzi w nosidle turystycznym :D
Mnie się wydaje, że zaakceptowałam zmianę trybu życia. Nie przeszkadza mi to jakoś bardzo...a wakacyjnie to mam wręcz taki pęd, żeby pokazać Marysi jak najwięcej miejsc, które kocham, zarazić ją tą miłością do gór i do ludzi tam spotykanych :)
ja jestem w takim stanie, że musiałam wejść na wilipedię by sprawdzić co to "indolencja" :):):):)
Jacek jest napalony na Chorwację i to samochodem. Ja też jestem za ale marzy mi się zorganizowany wyjazd, aby odpocząć od kuchni, zmywania, sprzątania itd. Ale przy takim wyjeździe jestem ograniczona co do wyjazdów - bez auta swojego, chociaż zawsze można wypożyczyć i gdzieś dalej wyruszyć na zwiedzanie... ehhhh nie wiem:) Podejrzewam, że zdecydujemy się w ostatniej chwili:)
Jak było 4 lata temu, jeszcze w sobotę rano byłam w pracy a juz wieczorem w trasie do CRO:)
Jacek jest napalony na Chorwację i to samochodem. Ja też jestem za ale marzy mi się zorganizowany wyjazd, aby odpocząć od kuchni, zmywania, sprzątania itd. Ale przy takim wyjeździe jestem ograniczona co do wyjazdów - bez auta swojego, chociaż zawsze można wypożyczyć i gdzieś dalej wyruszyć na zwiedzanie... ehhhh nie wiem:) Podejrzewam, że zdecydujemy się w ostatniej chwili:)
Jak było 4 lata temu, jeszcze w sobotę rano byłam w pracy a juz wieczorem w trasie do CRO:)