Widok
nasi rodzice tzn. moi i mama mojego narzeczonego (która jeszcze nie wie że ma być ślub) jeszcze się nie znają, a ślub ma być w kwietniu tzn za 5 miesięcy.
Moim zdaniem nie ma co się stresować, chociaż różne są sytuacje. Jak rodzice mają więcej do powiedzenia w sprawie ślubu od młodych to rzeczywiście może być stres, w innym wypadku nie ma warto się denerwować. Grunt to wiedzieć czego się chce i trzymać się swego.
Moim zdaniem nie ma co się stresować, chociaż różne są sytuacje. Jak rodzice mają więcej do powiedzenia w sprawie ślubu od młodych to rzeczywiście może być stres, w innym wypadku nie ma warto się denerwować. Grunt to wiedzieć czego się chce i trzymać się swego.
Nasi sie poznali 3 tyg. przed slubem:))Nie widzielismy takiej potrzeby by zrobic to szybciej tymbardziej ze urzadzalismy wszystko sami .I nikt niemial petensji ze tak pozno.Na poczatku bylo troche "sztywno" czasami nie bylo wiadomo o czym rozmawiac ale ogolnie wyszlo ok :)) Piewsze lody zostaly przelamane i na slubie potrafili sie bez poblemu dogadac i narazie jest wszystko ok .
Fakt, czasem ludzi lepiej postawić przed faktem dokonanym (lub prawie dokonanym). Nie rozumiem jak rodzice mogą mieć coś do powiedzenia w sprawie wyboru partnera przez swoje dziecko. Niestety zdarzają się takie sytuacje gdy pępowina u jednej ze stron ucinana jest w wyniku długiej i bolesnej operacji. To jest coś jak ból ale taki zły ból, który rodzi tylko nieporozumienia i unieszczęśliwia przede wszystkim te osoby, które nie potrafią zgodzić się na wolność swojego dziecka.
Nasi Rodzice poznali się w zeszłym roku w lipcu, Krzysiek powiedział,że sie zaręczyliśmy,zaprosili nas wraz z Moimik rodzicami. Był obiad,kawa,ciasto,szampan. Poinformowaliśmy Ich,że oficjalne zareczyny odbędą sie u mnie w domu. Potem Moi Rodzice zaprosili Teściów do siebie, odbyły się oficjalne zaręczyny. Był obiad,tort,kolacja,toasty,tańce i było bardzo sympatycznie:)
Na pierwszym spotkaniu najpierw rozmawiali o dzieciach,o pracy,rodzinie.
Potem było jescze jedno spotkanie w tym roku,u Rodziców Krzyśka,wtedy już był tylko jeden temat- organizacja śkubu i wesela.
Też się stresowałam,ale wszystko wyszło ok,nawet sie polubili:)
Na pierwszym spotkaniu najpierw rozmawiali o dzieciach,o pracy,rodzinie.
Potem było jescze jedno spotkanie w tym roku,u Rodziców Krzyśka,wtedy już był tylko jeden temat- organizacja śkubu i wesela.
Też się stresowałam,ale wszystko wyszło ok,nawet sie polubili:)
Nasi rodzice spotkali się ok 1,5 m-ca temu nawet dokładnnie nie pamietam ;-)
widziałam po mojej mamie ze sie trochę stresowała, rodzice mojego narzeczonego mieli takie spotkania już za sobą, więc moze bardziej na luzie
ale i tak wszystko się udało...
Oficjalnych zaręczyn nie było, tzn. klękania przed rodzicami, wręczania kwiatów i proszenie o rękę córki. Stwierdziliśmy ze skoro już przyjęłam oświadczyny, to niepotrzebny nam ten cały dodatkowo stresujący cyrk.
widziałam po mojej mamie ze sie trochę stresowała, rodzice mojego narzeczonego mieli takie spotkania już za sobą, więc moze bardziej na luzie
ale i tak wszystko się udało...
Oficjalnych zaręczyn nie było, tzn. klękania przed rodzicami, wręczania kwiatów i proszenie o rękę córki. Stwierdziliśmy ze skoro już przyjęłam oświadczyny, to niepotrzebny nam ten cały dodatkowo stresujący cyrk.
Moja mama dostała kwiaty od mojego przyszłego teścia, a tata szampana ale to tyle...bez teatrzyku. Co prawda w naszych rodzinach panował taki zwyczaj zaręczyn przy rodzinie, ale chcieliśmy go przełamać, myślę że było naprawde fajnie, przynajmniej nikt się nie stresował dodatkowo, a poza tym to takie sztuczne....
u nas na temat pieniedzy nie rozmawiało się, ogolnie nie pamietam abysmy rozmawiali o organizacji tego wesela, generalnie sami zajelismy sie wszystkimi i większość spraw było już załątwionych.
Jeśli jednak rodzinka jest mało rozmowna myślę że taki temat (organizacji wesela) można podjąc jak bajbardziej, to przecież ta rzeecz która łączy
rodziny, ....
Jeśli jednak rodzinka jest mało rozmowna myślę że taki temat (organizacji wesela) można podjąc jak bajbardziej, to przecież ta rzeecz która łączy
rodziny, ....
No i się stało - spotkanie za nami.
Było sympatycznie, od razu przy powitaniu rodzice przeszli na ty więc od razu zrobiło się swobodnie.
Z rozmów to raczej swobodnie, potem troche na temat wesela.
No i trochę o kosztach na zasadzie że rodzice pomogą nam ile będą mogli.
Nie ma się czym przejmować, to było miłe spotkanie.
Było sympatycznie, od razu przy powitaniu rodzice przeszli na ty więc od razu zrobiło się swobodnie.
Z rozmów to raczej swobodnie, potem troche na temat wesela.
No i trochę o kosztach na zasadzie że rodzice pomogą nam ile będą mogli.
Nie ma się czym przejmować, to było miłe spotkanie.
u nasz oficjalnych zaręczyn nie było..... zaręczyliśmy sie 1 lutego tego roku w moje urodziny... potem Moje Kochanie poszło do rodziców moich z kwiatami i winem żeby ich poinformować o tym.... zastaliśmy ich w strojach sportowych bo właśnie wrócili od swoich przyjaciół z meczu w piłkę ręczną (półfinał) były łzy szczęścia .
termin ślubu ustaliliśmy w czerwcu. rodziców poinformowaliśmy pod koniec lipca..
jakieś 2 m-ce temu było spotkanie rodziców.... 1 spotkanie powinno (wg. tradycji) być u Panny Młodej ale moi rodzice pojechali do teściów z kwiatami....było ciasto i kolacja.. było miło i śmiesznie. Mój tata (pomimo ze jest najmłodszy) zaproponował przejście na "ty"... rozmowy o kosztach nie było bo stwierdziliśmy ze na 1 spotkaniu nie wypada a będzie przy okazji powód do spotkania może jeszcze przed świętami...
termin ślubu ustaliliśmy w czerwcu. rodziców poinformowaliśmy pod koniec lipca..
jakieś 2 m-ce temu było spotkanie rodziców.... 1 spotkanie powinno (wg. tradycji) być u Panny Młodej ale moi rodzice pojechali do teściów z kwiatami....było ciasto i kolacja.. było miło i śmiesznie. Mój tata (pomimo ze jest najmłodszy) zaproponował przejście na "ty"... rozmowy o kosztach nie było bo stwierdziliśmy ze na 1 spotkaniu nie wypada a będzie przy okazji powód do spotkania może jeszcze przed świętami...
Odp. Ania i Łuki ;-)
Mamy na powitanie sie wycałowały, przedstawiły po imieniu, to samo moja mama z teściem, no i już tak zostało.
Moja mama jest serdeczną i wylewną osobą, a teściowie niesamowitymi luzakami stąd chyba tak spontanicznie to wyszło.
A potem to nawet nie usiedzieli przy stole jak byłyśmy w kuchni żeby przynieść obiad ale czuli się swobodnie.
Było lepiej niż myślałam, pewnie też dlatego, że teściu od razu zaczął żartować.
Myślę że na takim spotkaniu wszystko zależy od tego jacy są ludzie, jeśli nasi rodzice byliby bardziej "sztywni", to na pewno dopiero z czasem by się rozluźnili.
Mamy na powitanie sie wycałowały, przedstawiły po imieniu, to samo moja mama z teściem, no i już tak zostało.
Moja mama jest serdeczną i wylewną osobą, a teściowie niesamowitymi luzakami stąd chyba tak spontanicznie to wyszło.
A potem to nawet nie usiedzieli przy stole jak byłyśmy w kuchni żeby przynieść obiad ale czuli się swobodnie.
Było lepiej niż myślałam, pewnie też dlatego, że teściu od razu zaczął żartować.
Myślę że na takim spotkaniu wszystko zależy od tego jacy są ludzie, jeśli nasi rodzice byliby bardziej "sztywni", to na pewno dopiero z czasem by się rozluźnili.
Nasze mamy się nie znają (moi rodzice po rozwodzie,teść nie żyje)Jestesmy razem 14 lat i jakos nie wyobrazam sobie tego spotkania (tesciowa ma 75 lat) czytając ten wątek pomyslałam ze to niezły pomysł aby zaprosic mamę lubego w ktorys dzien swiąt.Mam strasznie mieszane uczucia.Jak sobie tak na luzaku mysle to sie podsmiewam pod nosem ale tak na powaznie to nie jest mi do smiechu.Zobaczymy,moze tak spontanicznie przy swiatecznej atmosferze wyjdzie całkiem nieźle.
Dla mnie temat bardzo aktualny. Za 3 dni mamy pierwsze spotkanie rodziców. Nie mam wiekszych obaw, choć trochę stresu jest. Jedni i drudzy rodzice są fajni, choć zupełnie różni. Mam wielką nadzieję, że wszystko się uda i atmosfera będzie naturalna. Nasze zaręczyny odbyły się tylko między nami. Teraz przewidujemy kwiaty i takie oficjalne poproszenie o rękę - chociaż tak naprawdę to najważniejsze że ja się już dawno zgodziłam. Robimy to w imię tradycji i przez szacunek do rodziców. Nie chcę żeby wypadło zbyt sztywno, dlatego nie przewiduję klękania, zwykła rozmowa.
Odezwę się jak wypadło.
Odezwę się jak wypadło.
Jokaba, nie martw się, przecież to wizyta a nie wizytacja. Nikt nie chce nikogo skrzywdzić, a jestem pewna że ta druga strona czuje co sie święci i też pewnie ma motyle w brzuchu. Ja to chciałabym mieć takie "stresy" co ty. U nas żadnego poznania sie rodzin nie będzie niestety - moi rodzice nie żyją, a męża zerwali z nami kontakt.
Moi rodzice i mama mojego narzeczonego jeszcze się nie znają.
Jestem pełna złych przeczuć, i z tego powodu tym bardziej nie wiem jak powinnam to zorganizować żeby było jak najbardziej naturalnie, sympatycznie. A w sumie... ;D... mieszkają bardzo blisko a ja i mój narzeczony jesteśmy razem już trzy lata i wkrótce nasz ślub więc pora popchnąć to dalej...
Żeby chociaż jedna osoba z nas wszystkich była duszą towarzystwa ale nie... same milczki i z ogromnym dystansem do kwestii naszego małżeństwa.
;D
Jestem pełna złych przeczuć, i z tego powodu tym bardziej nie wiem jak powinnam to zorganizować żeby było jak najbardziej naturalnie, sympatycznie. A w sumie... ;D... mieszkają bardzo blisko a ja i mój narzeczony jesteśmy razem już trzy lata i wkrótce nasz ślub więc pora popchnąć to dalej...
Żeby chociaż jedna osoba z nas wszystkich była duszą towarzystwa ale nie... same milczki i z ogromnym dystansem do kwestii naszego małżeństwa.
;D

