Widok
melduję się, choć trochę późno i już pewnie nikogo tu nie ma, więc jak zwykle wygłoszę monolog;)
Asia, strasznie mi przykro, ze sie nie udało:(
Słonko rób test, bo musi być szczęśliwe zakończenie poprzedniego wątku.
Michalowa , a my pewnie mijałyśmy się dziś gdzieś tam na korytarzu w Invikcie, skoro ty byłaś na 17.30. Ja co prawda zabieg miałam na 20.10, ale wcześniej byłam z mężem żeby oddał nasienie.
No i właśnie na szczęście zdążyliśmy i wszystko się pomyślnie ułożyło.
IUI wykonana:) Teraz czekam na efekty. Testuję 20 XI.
Asia, strasznie mi przykro, ze sie nie udało:(
Słonko rób test, bo musi być szczęśliwe zakończenie poprzedniego wątku.
Michalowa , a my pewnie mijałyśmy się dziś gdzieś tam na korytarzu w Invikcie, skoro ty byłaś na 17.30. Ja co prawda zabieg miałam na 20.10, ale wcześniej byłam z mężem żeby oddał nasienie.
No i właśnie na szczęście zdążyliśmy i wszystko się pomyślnie ułożyło.
IUI wykonana:) Teraz czekam na efekty. Testuję 20 XI.
Sniło mi sie dzisiaj ze robilam sobie test... i wyszla mocna druga krecha. To mi podpowiedzialo, zeby test zrobic wlasnie dzisiaj i zrobilam. Tyle ze realia byly inne- 1 kreska ;( jest 33 dzien, nadal nie mam @, mdlosci lekkie mam pomimo ze cos jadlam i jak dzis mi znow poleci krew z nosa to juz bede calkiem zielona... czyzby znow jakies zaburzenia hormonalne? Kurcze sama juz nie wiem... przez to wszystko spoznilam sie na autobus i musze jechac kolejnym do pracy-bede tak na styk :) ale musialam zatestowac dzisiaj... ehhh :(
cześć może mnie pamiętacie pytałam o badania w invikcie. Badania już zrobiłam i umówiłam się na pierwszą wizytę, która wypada w 12 dniu cyklu. I tu nasuwa mi się pytanie. Jeżeli mam cykle ok. 32-35 dniowe to na owulacje będzie za wcześnie. Czy w tym cyklu doktor wyznaczy mi jeszcze jakąś wizytę? Czy może lepiej przesunąć ją jakiś tydzień później? Czy może na pierwszej wizycie tym się nie przejmować bo doktor zajmie się moimi wynikami? jak u was wygląda częstotliwość wizyt na miesiąc? Jeżeli to w ogóle można jakoś porównać?
Cześć!
Piggy - kurcze, na pewno się mijałyśmy ;-). Oby Wam się teraz udało!
Asiu - przykro mi, że znowu się nie udało. Miałam nadzieję, że będzie wielkie szczęście.
Monika - dzięki za trzymanie kciuków ;-)). Tak jak Ja-dwisia napisała - od założycielki wątku są wyjątkowe heheh. Liczą się chyba podwójnie ;-).
Na pewno mijałam się wczoraj w I. z Karolinka29. Poznałam Cię, bo pamietam zdjęcia ze ślubu na weselniku. Długo siedziałaś u dr Cz. ;-)) Na warunki panujące w I. to wyjątek ;-). Ale wczoraj był dobry dzień, bo nie było dużego opóźnienia. Ja też byłam u dr dłużej niż zwykle. I dr pokazał jaką jest gadułą ;-))). Ja też mogę o nim mówić w samych superlatywach.
No i wczoraj miałam usg i tak jak myślałam, pęcherzyki są 2 dominujące ale małe - ok 11mm. Mam wizytę kolejną we wtorek. Może będą już dojrzałe. Jest problem z pregnylem. I dr zalecił mi zdobycie leku, który nazywa się Ovitrelle. Podobno b. dobry i dla takiej "trudnej" pacjentki wskazany. Ale jest problem, bo nigdzie go nie ma w aptekach. Jest tylko w Białymstoku - no i muszę do nich zaraz zadzwonić i poprosić o wysłanie kurierem. Mogą się nie zgodzić, bo to lek na receptę. No zobaczymy. Lek jest drogi bo jeden sastrzyk ok 100zł. Ale skoro ma być lepszy, to warto spróbować.
Jeszcze raz we wtorek pogadam z dr o hsg. Teraz trochę nas zagadał ;-). Zapytałam o skierowanie, ale zaczął mówić, żeby jeszcze poczekać miesiąc, dwa. Że mąż ma dobre nasienie i nie ma co od razu myśleć o insemionacji, że warto jeszcze spróbować samej stymulacji jajników itp. No nic - mogę jeszcze jeden cykl poczekać - czekam już tak długo, że luz ;-). Chyba wie co robi. Dr pokazał mi wczoraj historię leczenia jednej pacjenki, która miała b. podobne problemy do moich. Leczyła się u niego od stycznia, ale dopiero w lipcu udało się wychodować owulację. No i wczoraj była u niego i potwierdził ciążę ;-). No i pokazał mi to ku pokrzepieniu. Że ma inne pacjentki, nawet z gorszymi problemami i się udaje. Mam nie tracić nadzieji. Miłe to było z jego strony. Ja też przez to gadanie siedziałam ok 15-20 min. ;-)). Rozwiał jeszcze moje obawy co do tak długiego przyjmowania Clo. Można rok bez przerwy go przyjmować jeśli jest taka potrzeba jak u mnie. Jestem pod kontrolą więc nic mi nie grozi ;-). Chodzi o to, że długie przyjmowanie Clo zwiększa zagrożenie zachorowania na raka jajnika. U mnie jest to problem, bo w mojej bliskiej rodzinie był taki rak - a jest on bardzo genetyczny. Ale dr powiedział, że brak dziecka też jest ryzykowne i że jego mama też umarła na raka jajnika. Ale problemem jest za późna diagnoza, zaniedbanie pacjentek. A jeśli będę regularnie się badała, to wczesny rak (jeśli będzie) jest wyleczalny. Kobiety żyją z wyciętymi jajnikami czy macicą. Więc jego słowa też mnie trochę uspokoiły - bo cały czas chodziło mi to po głowie. Strach...wiadomo, po takich doświadczeniach w rodzinie, myśli się o tym.
Takż ez wczorajszej wizyty jestem bardzo zadowolona. Tylko niestety muszę iśc jeszcze raz - tak bywa.
Ale się rozpisałam ;-).
Piggy - kurcze, na pewno się mijałyśmy ;-). Oby Wam się teraz udało!
Asiu - przykro mi, że znowu się nie udało. Miałam nadzieję, że będzie wielkie szczęście.
Monika - dzięki za trzymanie kciuków ;-)). Tak jak Ja-dwisia napisała - od założycielki wątku są wyjątkowe heheh. Liczą się chyba podwójnie ;-).
Na pewno mijałam się wczoraj w I. z Karolinka29. Poznałam Cię, bo pamietam zdjęcia ze ślubu na weselniku. Długo siedziałaś u dr Cz. ;-)) Na warunki panujące w I. to wyjątek ;-). Ale wczoraj był dobry dzień, bo nie było dużego opóźnienia. Ja też byłam u dr dłużej niż zwykle. I dr pokazał jaką jest gadułą ;-))). Ja też mogę o nim mówić w samych superlatywach.
No i wczoraj miałam usg i tak jak myślałam, pęcherzyki są 2 dominujące ale małe - ok 11mm. Mam wizytę kolejną we wtorek. Może będą już dojrzałe. Jest problem z pregnylem. I dr zalecił mi zdobycie leku, który nazywa się Ovitrelle. Podobno b. dobry i dla takiej "trudnej" pacjentki wskazany. Ale jest problem, bo nigdzie go nie ma w aptekach. Jest tylko w Białymstoku - no i muszę do nich zaraz zadzwonić i poprosić o wysłanie kurierem. Mogą się nie zgodzić, bo to lek na receptę. No zobaczymy. Lek jest drogi bo jeden sastrzyk ok 100zł. Ale skoro ma być lepszy, to warto spróbować.
Jeszcze raz we wtorek pogadam z dr o hsg. Teraz trochę nas zagadał ;-). Zapytałam o skierowanie, ale zaczął mówić, żeby jeszcze poczekać miesiąc, dwa. Że mąż ma dobre nasienie i nie ma co od razu myśleć o insemionacji, że warto jeszcze spróbować samej stymulacji jajników itp. No nic - mogę jeszcze jeden cykl poczekać - czekam już tak długo, że luz ;-). Chyba wie co robi. Dr pokazał mi wczoraj historię leczenia jednej pacjenki, która miała b. podobne problemy do moich. Leczyła się u niego od stycznia, ale dopiero w lipcu udało się wychodować owulację. No i wczoraj była u niego i potwierdził ciążę ;-). No i pokazał mi to ku pokrzepieniu. Że ma inne pacjentki, nawet z gorszymi problemami i się udaje. Mam nie tracić nadzieji. Miłe to było z jego strony. Ja też przez to gadanie siedziałam ok 15-20 min. ;-)). Rozwiał jeszcze moje obawy co do tak długiego przyjmowania Clo. Można rok bez przerwy go przyjmować jeśli jest taka potrzeba jak u mnie. Jestem pod kontrolą więc nic mi nie grozi ;-). Chodzi o to, że długie przyjmowanie Clo zwiększa zagrożenie zachorowania na raka jajnika. U mnie jest to problem, bo w mojej bliskiej rodzinie był taki rak - a jest on bardzo genetyczny. Ale dr powiedział, że brak dziecka też jest ryzykowne i że jego mama też umarła na raka jajnika. Ale problemem jest za późna diagnoza, zaniedbanie pacjentek. A jeśli będę regularnie się badała, to wczesny rak (jeśli będzie) jest wyleczalny. Kobiety żyją z wyciętymi jajnikami czy macicą. Więc jego słowa też mnie trochę uspokoiły - bo cały czas chodziło mi to po głowie. Strach...wiadomo, po takich doświadczeniach w rodzinie, myśli się o tym.
Takż ez wczorajszej wizyty jestem bardzo zadowolona. Tylko niestety muszę iśc jeszcze raz - tak bywa.
Ale się rozpisałam ;-).
Slonko, może powinnaś zrobić badanie krwi, bo testy nie zawsze są wiarygodne, przynajmniej będziesz miała pewność, bo od tego myślenia to można oszaleć, no nie;)
ja tak wczoraj miałam - wymioty cały dzień i ciągle myślałam o ciąży, ale teraz czuje się już lepiej więc wiem że to na pewno jakiś wirus mnie dopadł.
ja tak wczoraj miałam - wymioty cały dzień i ciągle myślałam o ciąży, ale teraz czuje się już lepiej więc wiem że to na pewno jakiś wirus mnie dopadł.
ale Wam zazdroszczę Dziewczyny, że tyle pogadałyście z drem, mam nadzieję, że kiedyś i ze mną zechce dłużej porozmawiać i trochę nadziei mi dodać...
Michałowa, to super, że Cię tak uspokoił. na pewno będzie wszystko dobrze, jesteś pod stałą kontrolą...
oby się udało jeszcze bez IUI...
Słonko, no kurcze no, może jednak jeszcze nie wszystko stracone, co?
Piggy, super, że się powiodło, teraz wszystkie czekamy na Twój wynik :)
do mnie dzisiaj przylazła @, punktualnie jak w zegarku, gdzieś tam w środku się łudziłam jak co miesiąc, że może nie tym razem...
no ale dobrze, że nie wcześniej, bo termin hsg jest ok. w poniedziałek pojadę na testy do Invicty, to będzie 4dc, więc chyba ok, co nie?
no i koszty stojące przed nami też mnie przerażają...
Michałowa, to super, że Cię tak uspokoił. na pewno będzie wszystko dobrze, jesteś pod stałą kontrolą...
oby się udało jeszcze bez IUI...
Słonko, no kurcze no, może jednak jeszcze nie wszystko stracone, co?
Piggy, super, że się powiodło, teraz wszystkie czekamy na Twój wynik :)
do mnie dzisiaj przylazła @, punktualnie jak w zegarku, gdzieś tam w środku się łudziłam jak co miesiąc, że może nie tym razem...
no ale dobrze, że nie wcześniej, bo termin hsg jest ok. w poniedziałek pojadę na testy do Invicty, to będzie 4dc, więc chyba ok, co nie?
no i koszty stojące przed nami też mnie przerażają...
No niestety podejrzewam ze test nie klamal... jak zwykle moglam z nim jeszcze dzien wytrzymac. Czuje sie bez zmian nastomiast bole jak na @ mnie dopadly ze az musialam prochy wziac i plamienie sie zaczelo... wiec raczej to chyba @ przyjdzie... wiem ze zdarza sie, ze jest tak jak u mnie, nawet plamienie moze byc i mozna byc w ciazy ale chyba nie u mnie... mi to wyglada jednoznacznie :(((( I kolejny miesiac poszedl sie trzepac...
Mi wlasnie w Invikcie zdiagnozowano konflikt sluzu, lekarz mowil ze jest jakas marna nadzieja ze to z czasem zniknie(cud sie chyba jednak nie zdarzyl) i mamy naturalne szanse ale jednak na 99% cud sie nie zdarzy i jedyna szansa dla nas sa kolejne IVI lub in vitro. Chcemy robic in vitro w wakacje, dr Sliwinski mowil zeby przemyslec czy chcemy kolejnych podejsc do IVI czy od razu dalszy krok ale chyba kolejne inseminacje sa bez sensu...dlugo nad tym myslalam ale jak 3 nie wyszly to jaka szansa ze wyjdzie 4ta? Chyba ze sie myle, nie wiem dziewczyny jak myslicie?
Mi wlasnie w Invikcie zdiagnozowano konflikt sluzu, lekarz mowil ze jest jakas marna nadzieja ze to z czasem zniknie(cud sie chyba jednak nie zdarzyl) i mamy naturalne szanse ale jednak na 99% cud sie nie zdarzy i jedyna szansa dla nas sa kolejne IVI lub in vitro. Chcemy robic in vitro w wakacje, dr Sliwinski mowil zeby przemyslec czy chcemy kolejnych podejsc do IVI czy od razu dalszy krok ale chyba kolejne inseminacje sa bez sensu...dlugo nad tym myslalam ale jak 3 nie wyszly to jaka szansa ze wyjdzie 4ta? Chyba ze sie myle, nie wiem dziewczyny jak myslicie?
jedni mówią, że średnio trzy IUI się robi, inni, że nawet 5-6 razy jest sens próbować...
dr Piątkowski mówił nam, żebyśmy liczyli na szanse 10% przy IUI... bo podobno 30% to zawyżone dane. czyli nawet i 10 razy byłby sens ;)
trudno mi radzić... my raczej jesteśmy nastawieni na nie do in vitro, więc sądzę, że będziemy próbować kilka razy IUI na pewno.
dr Piątkowski mówił nam, żebyśmy liczyli na szanse 10% przy IUI... bo podobno 30% to zawyżone dane. czyli nawet i 10 razy byłby sens ;)
trudno mi radzić... my raczej jesteśmy nastawieni na nie do in vitro, więc sądzę, że będziemy próbować kilka razy IUI na pewno.
Slonko - wszystko jest indywidualne. U nas pierwsze IUI było trafione: pęcherzyki 25-26 mm, pękły po 6 godzinach od zabiegu. I udało się (na krótko). Ale drugie IUI niestety było robione przy zbyt małych pęcherzykach. I co z tego, że pękły po kilku godzinach? Pękły, bo był podany lek. Ale zabieg powinien być zrobiony półtora dnia później. Ale cóż. Był weekend... Generalnie mówi się o 3 próbach IUI, ale ja nie mam zamiaru liczyć tej ostatniej próby bo z zasady nie mogła się udać.