Widok
...
te Twoje są pewno apatyczne,
siedzą nieruchomo na swoich malusieńkich pryczach albo uwieszają się mikrołapkami (?) na stalowych kratach uniwersyteckiego łagru dla bakterii. a kiedy przechodzisz obok miliony maleńkich oczek, równo jak jeden mąż ;) wodzi za Tobą wzrokiem i zastanawia się jaki zgotowałaś im los.
siedzą nieruchomo na swoich malusieńkich pryczach albo uwieszają się mikrołapkami (?) na stalowych kratach uniwersyteckiego łagru dla bakterii. a kiedy przechodzisz obok miliony maleńkich oczek, równo jak jeden mąż ;) wodzi za Tobą wzrokiem i zastanawia się jaki zgotowałaś im los.
ha!
właśnie byłam przyjrzeć się makowcom z bliska.
wyglądają całkiem czerstwo ;) i nie ma na nich ani jednej włochatej wysepki.
bliższe są chyba egipskim mumiom.
właściwie, po trzech browarach, odważnie odrąbałabym kawałek i zjadła :)
ale jestem po jednym...
uzupełniam przy okazji wiedzę o tym włochatym świecie i najbardziej spodobał mi się taki dramatyczny opis:
"Kiedy na serze pleśniowym pojawi się inny rodzaj pleśni niż powinien być (np. zielona plamka na białym camemberze), to znaczy, że wdarł się dziki szczep, mikotoksyczny."
..."wdarł się dziki szczep" - jak to brzmi...ciekawe, czy był uzbrojony? palił pleśniowe wsie? grabił? wyżynał w pień szlachetne pleśniowe rody? porywał kobiety, zabijał starców?
wyglądają całkiem czerstwo ;) i nie ma na nich ani jednej włochatej wysepki.
bliższe są chyba egipskim mumiom.
właściwie, po trzech browarach, odważnie odrąbałabym kawałek i zjadła :)
ale jestem po jednym...
uzupełniam przy okazji wiedzę o tym włochatym świecie i najbardziej spodobał mi się taki dramatyczny opis:
"Kiedy na serze pleśniowym pojawi się inny rodzaj pleśni niż powinien być (np. zielona plamka na białym camemberze), to znaczy, że wdarł się dziki szczep, mikotoksyczny."
..."wdarł się dziki szczep" - jak to brzmi...ciekawe, czy był uzbrojony? palił pleśniowe wsie? grabił? wyżynał w pień szlachetne pleśniowe rody? porywał kobiety, zabijał starców?
zabić blurpa
zazdroszczę szanownemu małżonkowi, że przeprowadzał taką akcję raz w roku.
ja tak mam regularnie co dwa miesiące.
a do tego schody na strych są bardzo pojemne.
mam jakiś taki chory zwyczaj,że wkładam ten prowiant do lodówki,
a rzadko kiedy wyjmuję.
i ta kołacząca się po głowie myśl:
"a może się jeszcze przyda?"
lub:
"a może to wcale nie jest zepsute?"
albo:
"NAPEWNO tym się nie zatruję" (przykład na pozytywną, mentalną projekcję - cokolwiek to znaczy ;)
ja tak mam regularnie co dwa miesiące.
a do tego schody na strych są bardzo pojemne.
mam jakiś taki chory zwyczaj,że wkładam ten prowiant do lodówki,
a rzadko kiedy wyjmuję.
i ta kołacząca się po głowie myśl:
"a może się jeszcze przyda?"
lub:
"a może to wcale nie jest zepsute?"
albo:
"NAPEWNO tym się nie zatruję" (przykład na pozytywną, mentalną projekcję - cokolwiek to znaczy ;)