(15 lat temu) 29 września 2010 o 17:54
ja samochód kupiłam jak robiłam prawko i tak biedak stał jeszcze z rok. Bo nie mogłam zdać, mimo że jeździłam dobrze. Miałam fajnego instruktora, który twierdził, że on uczy jeździć a nie zdać. I to prawda, nie mam żadnych problemów z jazdą w nowych miejscach. Egzamin zdałam w Suwałkach, tam się czekało 2 tyg, a nie 3 miesiące na termin. Zupełnie bez stresu objechałam Suwałki ;)
Ja wręcz nie mogłam się doczekać, aż będę jeździć sama. Wnerwiało mnie to, że musiałam jeździć "na komendę", a to w prawo a to w lewo.
Zanim zdałam, to śmigałam sama swoim seicento po poligonie.
A jak już zdałam, to mąż parę razy ze mną wsiadł i przejechał się po mieście. Na szczęście to spokojny facet i jak zrobiłam coś źle, to komentował dopiero po fakcie, że powinnam była to i tamto.
Redukcja jest fajna, stosuje ją, ale nie zawsze mi wychodzi. Silnik tak fajnie ryczy :)
Seicento rozbiłam i kupiliśmy mocniejsze, większe i bezpieczniejsze auto dla mnie. Teraz to w ogóle uwielbiam jazdę, ostatnio sama przejechałam 600 km i bardzo dobrze mi się jechało. Nawet wyprzedzałam tiry, no ale z takim silnikiem to grzech tira nie wyprzedzić ;)
No i przyznam się, że mam straszny problem, żeby zaparkować przodem! Duuużo łatwiej wychodzi mi parkowanie tyłem! ;)
Ale to pewnie dlatego, że mam mało skrętne auto. No i mój instruktor bardzo mocno "gnębił" mnie rękawem, umiałam go robić na wyczucie, bez "metody" :)
0
0