Widok
Bo gdzieś się urobiło, że Wojewódzki taki najgorszy a przeciez od conajmniej dwóch lat szpital Wojewódzki i ten na Zaspie są połączone więc i standardy okołoporodowe te same! Ja rodziłam w Wojewódzkim we wrześniu 2014. Położna do porodu p. magda anioł! Opieka nad maluszkiem również na wysokim poziomie. Maluszkowi robione jest również usg brzuszka i klatki piersowej a to nie jest w standardzie. Wyżywienie jak to szpitalne ale ja się najadałam. Gdy chcesz karmić mm również bez zbędnych komentarzy mleko otrzymasz. Łazienki jak koleżanka wyżej napisała. Osobiście wybrałam Wojewódzki bo mam do niego najbliżej a prawdą jest że i tak wszystko zależy od persnelu i ich humorów ;)
Rodzilam w Wojewódzkim w tym roku i ogólnie jest ok, ale szału nie ma. Jak nie będzie miejsca po porodzie na położnictwie to zabierają dziecko, które idzie na noworodki a matka ląduje na patologii i tylko przychodzi na karmienie. Rzadko tak się zdarza, ale jednak.
Znieczulenie zzo teoretycznie jest, ale ja nie dostałam bo anestezjolog był zajęty, albo spał (Rodzilam w nocy).
na samym oddziale polozniczym jest tz. Sala adaptacyjna dla dzieci, gdzie mogą zabrać dziecko z byle powodu i tam umieścić na obserwacje. Położne tam wmawiać Ci, że nie masz pokarmu i karmią dziecko modyfikowany. Ta sala to jakaś paranoja.
Na.oddzial nikt nie ma wstępu, tata dziecka aż do wpisu może widzieć dzidzię tylko przez szybę.
Na oddziale położne średnie, jak nie krzyknęła, że chcesz uzyskać jakąś pomoc to.sie mało będą tobą interesować. Jedne są milsze do innych lepiej nie podchodzić.
Sale od 2 do chyba 3-4 osobowych, mogą być. Jedzenie jak dla matek karmiących, czyli średnie, ale to chyba z tego wszystkiego najmniejszy problem.
Znieczulenie zzo teoretycznie jest, ale ja nie dostałam bo anestezjolog był zajęty, albo spał (Rodzilam w nocy).
na samym oddziale polozniczym jest tz. Sala adaptacyjna dla dzieci, gdzie mogą zabrać dziecko z byle powodu i tam umieścić na obserwacje. Położne tam wmawiać Ci, że nie masz pokarmu i karmią dziecko modyfikowany. Ta sala to jakaś paranoja.
Na.oddzial nikt nie ma wstępu, tata dziecka aż do wpisu może widzieć dzidzię tylko przez szybę.
Na oddziale położne średnie, jak nie krzyknęła, że chcesz uzyskać jakąś pomoc to.sie mało będą tobą interesować. Jedne są milsze do innych lepiej nie podchodzić.
Sale od 2 do chyba 3-4 osobowych, mogą być. Jedzenie jak dla matek karmiących, czyli średnie, ale to chyba z tego wszystkiego najmniejszy problem.
Rodziłam w wojewódzkim w lipcu, jest tak jak piszesz. Znieczulenie co prawda dostałam, mimo, że był środek nocy, ale ile się nasłuchałam o sobie, że to ta co znieczulenie wzięła to moje. Mimo wszystko polecam mówić o znieczuleniu od samego początku bo mimo niechęci personelu dostałam i działa cuda. Nieszczęsna sala adaptacyjna była chyba największym minusem porodu w wojewódzkim, którego mimo wszystko nie wspominam jakoś źle, nie sądzę, żeby było gorzej niż w pozostałych szpitalach. O ile dziecko zostanie przy matce od początku, to myślę, że jest w porządku. Ja niestety nie miałam tego szczęścia i moja córka trafiła na salę adaptacyjną z uwagi na lekkie niedotlenienie przy porodzie. Położne na tej sali stanowią jakiś inny zespół i pomoc laktacyjna tam praktycznie nie istnieje. Gdy kilka godzin po porodzie poszłam do małej żeby ją nakarmić, dostałam twarde krzesło (kto miał nacinane krocze ten wie, że lekko nie jest na czymś takim usiąść, nie mówiąc już o jakiejś wygodnej pozycji do pierwszego karmienia...) i polecenie, że mam sobie jakoś poradzić. Na tej sali nie proszą matek na karmienie tylko podają butlę. W przypadku koleżanek z sali które dzieci miały przy sobie, położne faktycznie pomagają przystawić dziecko i tu sprawa wygląda zdecydowanie lepiej. Na plus, że wszystkie dzieci mają robione echo serca, usg mózgu i brzucha co w pozostałych szpitalach jest wykonywane tylko i niektórych dzieci. Jedzenie znośne, mielonka na 10 sposobów ale po porodzie jest się tak głodnym, że zje się wszystko ;) Personel, poza tą nieszczęsną adaptacją też jest ok, zależy na kogo się trafi. No i większość dzieci nie ląduje na adaptacji więc miałam pecha. Sale tylko 3 osobowe z tego co się orientuję. Łazienki ok, kolejek nie ma ;) Drugi raz też chyba wybrałabym ten szpital, mimo wszystko.
Rodziłam w 2015 roku przez cc, nieplanowane. Tryb pilny ze względu na zły stan dziecka podczas indukcji. Sama operacja super (jeśli można tak określić zabieg), znieczulenie bez komplikacji, blizna śliczna.
Opieka położnych na patologii super, na położnictwie nieco gorzej (tak jak ktoś już wyżej napisał, średnio się interesują). Każda położna ma swoje własne podejście m.in. do laktacji, dla początkującej mamy może to być stresujące. Lekarze generalnie ok, zwłaszcza dr Jankowski i Natora. Ordynator bardzo zaangażowany, niektórzy twierdzą, że za bardzo (ma np. swój własny obchód niezależnie od pozostałych, grupowych obchodów), ja jednak jestem mu wdzięczna, bo kilka razy jego decyzja, podważająca dezycję innego lekarza, okazała się dla mnie zbawienna.
Jeszcze odnośnie pokoju adaptacyjnego dla noworodków na położnictwie, to faktycznie położne, które tam pracują, są tylko od noworodków, nie pomagają położnicom. Ta sala jest trochę jak fragment oddziału noworodkowego, opieka podlega tam neonatologom, a nie ginekologom. Każda położna, z którą miałam tam do czynienia, była inna. Jedna otwarta, serdeczna, pozwalała być z dzieckiem do woli, inna np. zarządzała "godziny widzeń" dla matek, bo przecież ona tam pracuje i nie będą jej się mamy kręcić o dowolnej porze. W efekcie karmiłyśmy nie zgodnie z potrzebami naszymi i dziecka, tylko na zawołanie p. Dagmary... No ale cóż zrobić, dziecko jest w tym pokoiku z jakiegoś powodu (np mój potrzebował kroplówki, inne dziecko cieplarki, a jeszcze inne całodobowego monitorowania tętna), więc trzeba było się dostosować.
Co do braku możliwości odwiedzin, to mnie w ogóle nie przeszkadzał. Owszem, wizyty najbliższych to fajna sprawa, ale gdyby tak mieli przychodzić do mojej sali, to nie czułabym się komfortowo, karmiąca, krwawiąca, zbolała. Okienko musi wystarczyć.
Następnym razem też tam bym rodziła.
Opieka położnych na patologii super, na położnictwie nieco gorzej (tak jak ktoś już wyżej napisał, średnio się interesują). Każda położna ma swoje własne podejście m.in. do laktacji, dla początkującej mamy może to być stresujące. Lekarze generalnie ok, zwłaszcza dr Jankowski i Natora. Ordynator bardzo zaangażowany, niektórzy twierdzą, że za bardzo (ma np. swój własny obchód niezależnie od pozostałych, grupowych obchodów), ja jednak jestem mu wdzięczna, bo kilka razy jego decyzja, podważająca dezycję innego lekarza, okazała się dla mnie zbawienna.
Jeszcze odnośnie pokoju adaptacyjnego dla noworodków na położnictwie, to faktycznie położne, które tam pracują, są tylko od noworodków, nie pomagają położnicom. Ta sala jest trochę jak fragment oddziału noworodkowego, opieka podlega tam neonatologom, a nie ginekologom. Każda położna, z którą miałam tam do czynienia, była inna. Jedna otwarta, serdeczna, pozwalała być z dzieckiem do woli, inna np. zarządzała "godziny widzeń" dla matek, bo przecież ona tam pracuje i nie będą jej się mamy kręcić o dowolnej porze. W efekcie karmiłyśmy nie zgodnie z potrzebami naszymi i dziecka, tylko na zawołanie p. Dagmary... No ale cóż zrobić, dziecko jest w tym pokoiku z jakiegoś powodu (np mój potrzebował kroplówki, inne dziecko cieplarki, a jeszcze inne całodobowego monitorowania tętna), więc trzeba było się dostosować.
Co do braku możliwości odwiedzin, to mnie w ogóle nie przeszkadzał. Owszem, wizyty najbliższych to fajna sprawa, ale gdyby tak mieli przychodzić do mojej sali, to nie czułabym się komfortowo, karmiąca, krwawiąca, zbolała. Okienko musi wystarczyć.
Następnym razem też tam bym rodziła.
Mogę tylko potwierdzić.... Ale w każdym szpitalu są plusy i minusy... Porodówka super...dla mnie, bo podkręcili za moją zgodą poród oksy i urodziłam w 2,5 godziny od rozpoczęcia podawania oksy, dzięki temu nie wymęczyłam się, 2 godziny po porodzie poszłam pod prysznic jeszcze na porodówce i zaszłam sama na położnictwo, szycie bardzo profesjonalne, od razu mogłam siadać, choć szwy ciągnęły. Co do dokarmiania... Bardzo tam to wszystko chaotyczne...Każda położna ma swoją teorię, część położnych bardzo - pro karmieniu i warto skorzystać z porad jeśli chce się karmić piersią, ale trzeba wyraźnie prosić o pomoc, z konkretnym problemem: typu nie umiem znaleźć dogodnej pozycji, dziecko za mało otwiera buzię (czyli trzeba mieć trochę wiedzy choć teoretycznej na temat karmienia piersią), część położnych ma nikłą wiedzę laktacyjną. Gdy ja rodziłam (piątek późny wieczór) i u nas pojawił się problem ze spadającą gwałtownie wagą (syn prawdopodobnie za słabo otwierał buzię i nie wysysał ile powinien) - w niedzielę - to okazało się że pani z poradni laktacyjnej będzie dopiero w czwartek bo wyjechała na konferencję, zdążyliśmy wyjść do domu i załatwić poradę prywatną. Generalnie zalecają w takich przypadkach dokarmianie swoim zciągniętym mlekiem, więc warto mieć chociaż ręczny laktator, ale na mnie nie działał nawet elektryczny - szpitalny który można wypożyczać (są kolejki do niego), dokarmiałam więc gotowym szpitalnym mlekiem i nikt krzywo nie patrzy, informują o możliwości dokarmiania strzykawką po palcu (taki sposób nie zaburza odruchu ssania), pokazują jak to robić, ale nie bronią się przed daniem smoczka do butelki jeśli któraś mama chce dokarmiać smoczkiem. WIELKI PLUS za dodatkowe badania! Echo serca, USG głowy, USG brzucha, w standardzie. Wybrałabym ten szpital jeszcze raz. Położna na IP jest mało fajna, ale jak Izbę się przejdzie jest ok.
I jeszcze wielki plus za zawsze posprzątane łazienki... Trochę w nich zimno (rodziłam w marcu 2016) bo ciągle okna pootwierane, ale czysto! Patent z okienkiem jest dobry, bo mam porównanie do Wejherowa, gdzie kilka lat temu odwiedziny były na salach położnic (chyba tak jest dalej) i do jednej pani przychodziło naraz po 5 osób! Jak karmić w takiej sytuacji i jak schodzić dyskretnie z łóżka nie martwiąc się że ma się na koszuli z tyłu jakąś krwawą plamę...Umiejscowienie tylko tego pokoju jest niefortunne bo na przeciwko wejścia do prysznica, ale wystarczyło chodzić wcześnie rano, albo wieczorem, kolejek nie było.
Dla mnie w Wojewódzkim na plus:
- porodówka - zaangażowane położne, możliwość aktywnego porodu i bycia z osobą towarzyszącą przez cały okres porodu.
-położnictwo - często sprzątane łazienki, brak kolejek, w toalecie zawsze papier, położne generalnie ok, chociaż raczej trzeba samemu wychodzić z inicjatywą.
-Miłe panie salowe :)
Neutralne:
-jedzenie - niby dużo, ale strasznie monotonne i po kilku dniach nie do przełknięcia.
-neonatolodzy- niby fajnie, bo dokładni i robią masę badań, ale wydawało mi się, że trochę na siłę czasami przedłużali pobyt.
Na minus:
-brak chociażby sali odwiedzin - jak dla mnie przy przedłużającym się pobycie to był jakiś koszmar i dramat, ale rozumiem, że każdy ma inne potrzeby i odczucia.
- brak w moim odczuciu wystarczającego wsparcia laktacyjnego, ale może byłam trudnym przypadkiem - każda położna mówiła coś innego, mogliby zainwestować w odpowiedni sprzęt do SNS, bo ten ich patent z rurką i strzykawką średnio się sprawdzał.
- przy przepełnieniu faktycznie można wylądować na patologii ciąży a dziecko zostaje piętro wyżej na noworodkach- mogliby to jakoś lepiej zorganizować.
Gdyby nie te nieszczęsne odwiedziny za szybą, myślę, że wybrałabym ten szpital raz jeszcze... a tak mam zagwostkę i nie wiem gdzie rodzić następne dziecko.
-
- porodówka - zaangażowane położne, możliwość aktywnego porodu i bycia z osobą towarzyszącą przez cały okres porodu.
-położnictwo - często sprzątane łazienki, brak kolejek, w toalecie zawsze papier, położne generalnie ok, chociaż raczej trzeba samemu wychodzić z inicjatywą.
-Miłe panie salowe :)
Neutralne:
-jedzenie - niby dużo, ale strasznie monotonne i po kilku dniach nie do przełknięcia.
-neonatolodzy- niby fajnie, bo dokładni i robią masę badań, ale wydawało mi się, że trochę na siłę czasami przedłużali pobyt.
Na minus:
-brak chociażby sali odwiedzin - jak dla mnie przy przedłużającym się pobycie to był jakiś koszmar i dramat, ale rozumiem, że każdy ma inne potrzeby i odczucia.
- brak w moim odczuciu wystarczającego wsparcia laktacyjnego, ale może byłam trudnym przypadkiem - każda położna mówiła coś innego, mogliby zainwestować w odpowiedni sprzęt do SNS, bo ten ich patent z rurką i strzykawką średnio się sprawdzał.
- przy przepełnieniu faktycznie można wylądować na patologii ciąży a dziecko zostaje piętro wyżej na noworodkach- mogliby to jakoś lepiej zorganizować.
Gdyby nie te nieszczęsne odwiedziny za szybą, myślę, że wybrałabym ten szpital raz jeszcze... a tak mam zagwostkę i nie wiem gdzie rodzić następne dziecko.
-
Szyba się raczej nie zmieni... Oddziały położnicze raczej idą w kierunku zamykania się na odwiedzających, którzy nie mają ani wyczucia, ani taktu. Jedni wprowadzają sztywne godziny odwiedzin, np. 3 x 1 h na dobę, lub organizują takie pokoiki. Szpital wojewódzki jest dość stary i przestrzeni na zorganizowanie większego pokoju odwiedzin niewiele. Nie sądzę aby ordynator otworzył oddział na odwiedzających tym bardziej że sale są dość ciasne... ja leżałam w pokoiku w sumie w 3 panie i 3 dzieci, to jak przychodzili neonatolodzy, musiałyśmy lawirować wózeczkami aby mieli oni swobodny dostęp do maluchów. Dobrze byłoby gdyby była zasada 1 pacjentka - 1 odwiedzający, najlepiej tylko najbliższa rodzina czyt. mąż. A nie 3 siostry + ich dzieci, mama, tata, mąż i kuzynka - jak to do jednej dziewczyny przychodzili, nie wiem czy tak się umawiali, ale zeszli się wszyscy w jednym czasie i te 9 osób odwiedzało 1! pacjentkę - a pacjentek jest 25 na oddziale to wyobraź sobie ten zgiełk w tej sali. Ciekawe czy wszyscy by ją chcieli odwiedzić na sali w takiej konfiguracji? Także sala odwiedzin jest potrzebna!
"Oddziały położnicze raczej idą w kierunku zamykania się na odwiedzających, którzy nie mają ani wyczucia, ani taktu. "
Rodziłam w szpitalu, który kilka lat wcześniej ZREZYGNOWAŁ z pokoju odwiedzin i przywrócił odwiedziny na salach. Powód: zbyt wiele osób na małej powierzchni, zbyt dużo noworodków w jednym miejscy, brak możliwości wywietrzenia lub posprzątania (zawsze ktoś jest). Dodatkowo, jeden z powodów nieoficjalnych - zbyt dużo pracy dla położnych (jednak często mężowie, matki i siostry położnic pomagają im chociażby w opiece nad dzieckiem czy prysznicu). Wprowadzono więc oficjalną zasadę sztywnych godzin odwiedzin i tylko 1 osoby na położnicę, której na szczęście nikt nie przestrzega ;) Położne podchodzą do tego zdroworozsądkowo i wyganiają gości tylko wtedy, gdy naprawdę ostro przesadzą z ilością osób lub czasem odwiedzin, albo na prośbę położnicy lub jej sąsiadki. Da się więc podejść do tematu rozsądnie.
Osobiście nie wyobrażam sobie pokazywania dziecka przez szybkę lub braku pomocy męża na sali. Przy mężu mogłam spokojnie pójść pod prysznic lub chociażby zjeść ciepły obiad (doniesiony z domu, a jakże ;)). Położne też bardzo chętnie korzystały z obecności tatusiów i gdy "dorwały" któregoś w sali, to uczyły przewijać, kąpać lub odbijać dziecko - tak więc po powrocie ze szpitala żaden nie miał wytłumaczenia, że "nie umie" ;) Tak więc pomijając wszelkie udogodnienia medyczne, wolę jednak mniejsze, mniej wyspecjalizowane szpitale z odwiedzinami na sali. Każdy ma swoje priorytety, tylko szkoda, że w samym Gdańsku nie ma wyboru.
Rodziłam w szpitalu, który kilka lat wcześniej ZREZYGNOWAŁ z pokoju odwiedzin i przywrócił odwiedziny na salach. Powód: zbyt wiele osób na małej powierzchni, zbyt dużo noworodków w jednym miejscy, brak możliwości wywietrzenia lub posprzątania (zawsze ktoś jest). Dodatkowo, jeden z powodów nieoficjalnych - zbyt dużo pracy dla położnych (jednak często mężowie, matki i siostry położnic pomagają im chociażby w opiece nad dzieckiem czy prysznicu). Wprowadzono więc oficjalną zasadę sztywnych godzin odwiedzin i tylko 1 osoby na położnicę, której na szczęście nikt nie przestrzega ;) Położne podchodzą do tego zdroworozsądkowo i wyganiają gości tylko wtedy, gdy naprawdę ostro przesadzą z ilością osób lub czasem odwiedzin, albo na prośbę położnicy lub jej sąsiadki. Da się więc podejść do tematu rozsądnie.
Osobiście nie wyobrażam sobie pokazywania dziecka przez szybkę lub braku pomocy męża na sali. Przy mężu mogłam spokojnie pójść pod prysznic lub chociażby zjeść ciepły obiad (doniesiony z domu, a jakże ;)). Położne też bardzo chętnie korzystały z obecności tatusiów i gdy "dorwały" któregoś w sali, to uczyły przewijać, kąpać lub odbijać dziecko - tak więc po powrocie ze szpitala żaden nie miał wytłumaczenia, że "nie umie" ;) Tak więc pomijając wszelkie udogodnienia medyczne, wolę jednak mniejsze, mniej wyspecjalizowane szpitale z odwiedzinami na sali. Każdy ma swoje priorytety, tylko szkoda, że w samym Gdańsku nie ma wyboru.
No widzisz, co kto woli ;) Bardzo ceniłam sobie w wojewódzkim to, że nikt do sali nie wchodził. Godziny godzinami, ale dziecko karmisz wtedy, kiedy jest głodne, a nie kiedy akurat nie ma godzin odwiedzin ;) Z resztą mam wrażenie, że i tak ciągle ktoś się kręcił po sali (położne czy lekarze) nie dając odpocząć, gdyby do tego doszli odwiedzający byłoby jeszcze gorzej. Idea salki z szybką jest ok, jeszcze gdyby rodzące miały dość wyczucia, żeby nie sprowadzać w odwiedziny całej rodziny z kuzynostwem i dziećmi byłoby bosko. Po porodzie wygląda się tak okropnie, że wystarczyło mi, żeby oglądał mnie mąż, na resztę rodziny czas przyszedł potem ;)
"Godziny godzinami, ale dziecko karmisz wtedy, kiedy jest głodne, a nie kiedy akurat nie ma godzin odwiedzin ;)"
Dokładnie tak robiłam - karmiłam dziecko wtedy, kiedy było głodne, nie zważając na gości moich czy cudzych. Jak ktoś przychodzi w odwiedziny na oddział położniczy, to raczej liczy się z tym, że będą tam matki karmiące.
Co do karmienia w wojewódzkim, jest też druga strona medalu - dziecko koleżanki wisiało na cycku prawie cały dzień, a mąż godzinami przesiadywał w szpitalu, czekając na spotkanie z żoną - w ciągu 3 dni widzieli się tylko 2 razy, bo dziecko nie chciało "odkleić się" od cycka. Na Klinicznej czy Zaspie możesz karmić dziecko w sali odwiedzin, a w przypadku odwiedzin na sali położnic to problem w ogóle odpada. Też trzeba to wziąć pod uwagę.
Dokładnie tak robiłam - karmiłam dziecko wtedy, kiedy było głodne, nie zważając na gości moich czy cudzych. Jak ktoś przychodzi w odwiedziny na oddział położniczy, to raczej liczy się z tym, że będą tam matki karmiące.
Co do karmienia w wojewódzkim, jest też druga strona medalu - dziecko koleżanki wisiało na cycku prawie cały dzień, a mąż godzinami przesiadywał w szpitalu, czekając na spotkanie z żoną - w ciągu 3 dni widzieli się tylko 2 razy, bo dziecko nie chciało "odkleić się" od cycka. Na Klinicznej czy Zaspie możesz karmić dziecko w sali odwiedzin, a w przypadku odwiedzin na sali położnic to problem w ogóle odpada. Też trzeba to wziąć pod uwagę.
W Wojewódzkim są też sale dwuosobowe (2matki+2dzieciaczki).
Odwiedziny są kiepskie. Mały ten pokoik odwiedzin i robi się tłoczno, zwłaszcza w weekendy. Dzieci za szybka przy której wszyscy się toczą, czasami trudno nawet usiąść, a mi było trudno dłuższą chwilę wystac.
Pewnie, że nie jest najgorzej, ale można by kilka rzeczy zmienić.
Najważniejsze to szybko wyjść do domu.
Odwiedziny są kiepskie. Mały ten pokoik odwiedzin i robi się tłoczno, zwłaszcza w weekendy. Dzieci za szybka przy której wszyscy się toczą, czasami trudno nawet usiąść, a mi było trudno dłuższą chwilę wystac.
Pewnie, że nie jest najgorzej, ale można by kilka rzeczy zmienić.
Najważniejsze to szybko wyjść do domu.
Z tego co piszecie to kiepsko z tymi odwiedzinami. Mi zależałoby, aby mąż mogł byc ze mna troszke dluzej. Zawsze byłoby to większe oparcie dla mnie w tych ciezkich poczatkach. Na szczescie rodziny tu nie mam wiec ten problem u mnie odpada :) szczerze podziwiam te kobiety co sa od razu po porodzie odwiedzane przez pol rodziny. Zapewne kobiety chcialyby spokoju, odpoczac, dojsc do siebie, a tu kiszka. Dziwię się tylko, że rodzinka nie potrafi sie domyslec i dac jej więcej czasu na dojscie do siebie.
Ja rodziłam w Wojewódzkim rok temu i jestem bardzo zadowolona. Mnie akurat pasowało to, że nie było odwiedzin na sali, bo miałam czas tylko dla synka i mogłam spokojnie odpoczywać. No i mnie na pewno krępowałyby osoby odwiedzające koleżanke z pokoju (tu cieknie, tam cieknie i wogóle masakra ;)).
Co do opieki to jestem zadowolona zarówno z opieki nade mną jak i nad synkiem. Ja byłam właśnie taką mamą co leżała na patologii bo nie było dla mnie miejsca przez jedną dobę na położniczym. Daliśmy radę. Tylko jedna położna/pielęgniarka z pokoju adaptacyjnego w którym był synek nie podobała mi się - wyznaczała godziny karmień i takie tam, ale narobiłam wtedy rabanu i zaraz znalazło się dla mnie miejsce na położniczym i byłam już z synkiem.
Co do zoo to podczas porodu było mi proponnowane, ale ja odmówiłam.
Co do opieki to jestem zadowolona zarówno z opieki nade mną jak i nad synkiem. Ja byłam właśnie taką mamą co leżała na patologii bo nie było dla mnie miejsca przez jedną dobę na położniczym. Daliśmy radę. Tylko jedna położna/pielęgniarka z pokoju adaptacyjnego w którym był synek nie podobała mi się - wyznaczała godziny karmień i takie tam, ale narobiłam wtedy rabanu i zaraz znalazło się dla mnie miejsce na położniczym i byłam już z synkiem.
Co do zoo to podczas porodu było mi proponnowane, ale ja odmówiłam.
Na sali adaptacyjnek położne podają mleko modyfikowane, aby dziecko sie najadło i im nie marudziło i spało i one będą miały spokół na następne 3h. Matki tam są akceptowane, aby przychodziły karmić, ale polożne i tak dokarmiają potem karmione przez matki niemowlaki.
Na oddziale jest za to kilka polożnych naprawde wspierających kamienie piersią i są pomocne i podtrzymują na duchu. Ale są też takie, które mają w nosie wszystko.
Nie ma się co łamać, gdzieś trzeba urodzić ;)
Na oddziale jest za to kilka polożnych naprawde wspierających kamienie piersią i są pomocne i podtrzymują na duchu. Ale są też takie, które mają w nosie wszystko.
Nie ma się co łamać, gdzieś trzeba urodzić ;)
Rodziłam w Wojewódzkim x 2 (w 2010 r. i 2015 r.) dwa razy z własnego wyboru. W 2010 r. poród z osoba towarzysząca i było wesoło,mogłam korzystać do woli z prysznica do samej akcji porodowej (chciałam rodzic w wannie ale była zajęta) lekarz zaangażowany, pielęgniarki pomocne.Nie było przepełnienia wiec leżałam razem z dzieckiem, na 3 osobowej sali (jak dla mnie ok,pomagałyśmy sobie nawzajem zajmując się dziećmi gdy któraś musiała posiedzieć dłużej w łazience) lekarze w porządku, ordynator mistrz :-) Natomiast panie do których zwracałyśmy się o pomoc przy karmieniu - tragedia, niemiłe, opryskliwe i mało co nam cycków nie pourywały tak były zaangażowane :-) i ogólnie dokarmianie sztucznym,szpitalnym mega źle widziane.W wyniku tego umęczone,zdenerwowane mamy i niedokarmione dzieci. Brak odwiedzin na salach - gratulacje dla szpitala za pomysł i oby utrzymali to jak najdłużej. Naprawdę to nic fajnego pełna sala gości, dzieci płaczą, ty chcesz odpocząć, albo czujesz,ze leci i chcesz się przepchać do łazienki. Odwiedzający to tez dużo,różnych zarazków. Nie wspominając już że jest caaaaała masa mam samotnych,którym nie raz się w oku łza zakręci,ze do nich tata dziecka nie przyjdzie.... Nie slyszałam żeby ktoś narzekał na taka formę odwiedzin. Poza tym to tylko pare dni i już jestescie w domu cala rodzinka i tam sie odwiedzajcie do woli. Jedno co mnie ciut denerwowalo to nieustanny przewiew na korytarzu przed szyba dla odwiedzajacych. Ogolnie porod rok 2010 zaliczam do udanych :-)
Natomiast 2015r. to juz mistrzostwo swiata (albo ja naleze do tych szczesciarzy - mniej wymagajacych) Porod z osoba towarzyszaca, rodze, polozna biegnie, wiozac mnie na wozku i krzyczac: mam rodzaca, dajcie lozko. Wpada do jednej sali- zajeta, druga - zajeta, trzecia-zajeta. Wola: ale ona tu rodzi, glosy ze wszystkich sal: tu wszystkie rodza :-) a polozna: ale moja juz!!! Nie bylo wolnej sali porodowej a ze akcja w pelni to...zdjeli babke z łozka, ktorej akcja jeszcze nie byla w pelni, posadzili mnie, szybki porod i zmiana :-) Tak, tak to nie zart, choc wszyscy sie usmielismy do lez bo na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo. Mala byla wczesniakiem i na 2 doby trafila do adaptacyjnej. Chwała tam Paniom za opieke,dobre slowa dla mam, pomoc w dostawianiu dziecka do piersi i goraca namowe na ciagle proby uciagniecia choc 1 cm swojego pokarmu dla maluchow. Przyznaje racje,ze Panie byly rozne i mialy swoje zasady ale zadna nie byla zla,niemila (a trafilam na rozne zmiany) Trzeba tez je zrozumiec, ze jak kazda mama bedzie przychodzila o ktorej chce to dla nich to klopot jakiś. Przeciez maja pod opieka malenkie nasze skarby ktore musza monitorowac, podawac kroplowki, karmic,przewijac itp. Nieraz prosily o odwiedziny czy karmienie w okreslinych godzinach ale prosily a nie żądały i zawsze goraco namawialy na przystawianie dziecka do piersi czy kangurowanie. Opieka na salach ogolnych tez byla o niebo lepsza niz w 2010, idealna wrecz. Chcesz karmic sztucznym - prosze bardzo nikt zlego slowa nie powiedzial ,bierz mleka ile chcesz, choc zawsze goraca ale delikatnie namawialy do naturalnego karmienia. I zawsze delikatnie i cierpliwie pomagaly w probach przystawiania dziecka do piersi (o urywaniu piersi w 2015 r. nie ma mowy) Mega duza ilosc badan noworodkow, dziecko wychodzi do domu gruntownie przebadane a rodzic moze byc spokojny. Niektore mamy denerwowaly sie ze musza zostac o 1 dzien dluzej, dziewczyny pomyslcie, oni nie chca dla nas i naszych dzieci zle, chca cos dobadac, sprawdzic. To dla dobra dzieci.Ja gdyby mi kazali to i 2 dni bym zostala dluzej oby tylko wszystko gruntownie sprawdzili i wypuscili mnie do domu pewną ze wszystko jest ok!!! Lekarze Neonatolodzy baaaardzo zaangażowani, ordynator, powtorze sie, Mistrz :-) Jak dla mnie tylko dwa minusy na mega ilosc plusow a mianowicie przewiew przed ta szyba dla odwiedzajacych, tam gdzie stoja w lozeczkach dzieci, i 1 laktator elektryczny (cudowny) na wszystkie mamy. Moze jakis sponsor bedzie to czytal i zafunduje :-) ogolnie porod 2015 zaliczam do baaardzo udanych :-)
O innych latach nie napisze, poniewaz zakonczylam ,,produkcje'' :-) gdyby nie to, to napewno wybralabym szpital Wojewodzki. Polecam z czystym sumieniem.
Natomiast 2015r. to juz mistrzostwo swiata (albo ja naleze do tych szczesciarzy - mniej wymagajacych) Porod z osoba towarzyszaca, rodze, polozna biegnie, wiozac mnie na wozku i krzyczac: mam rodzaca, dajcie lozko. Wpada do jednej sali- zajeta, druga - zajeta, trzecia-zajeta. Wola: ale ona tu rodzi, glosy ze wszystkich sal: tu wszystkie rodza :-) a polozna: ale moja juz!!! Nie bylo wolnej sali porodowej a ze akcja w pelni to...zdjeli babke z łozka, ktorej akcja jeszcze nie byla w pelni, posadzili mnie, szybki porod i zmiana :-) Tak, tak to nie zart, choc wszyscy sie usmielismy do lez bo na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo. Mala byla wczesniakiem i na 2 doby trafila do adaptacyjnej. Chwała tam Paniom za opieke,dobre slowa dla mam, pomoc w dostawianiu dziecka do piersi i goraca namowe na ciagle proby uciagniecia choc 1 cm swojego pokarmu dla maluchow. Przyznaje racje,ze Panie byly rozne i mialy swoje zasady ale zadna nie byla zla,niemila (a trafilam na rozne zmiany) Trzeba tez je zrozumiec, ze jak kazda mama bedzie przychodzila o ktorej chce to dla nich to klopot jakiś. Przeciez maja pod opieka malenkie nasze skarby ktore musza monitorowac, podawac kroplowki, karmic,przewijac itp. Nieraz prosily o odwiedziny czy karmienie w okreslinych godzinach ale prosily a nie żądały i zawsze goraco namawialy na przystawianie dziecka do piersi czy kangurowanie. Opieka na salach ogolnych tez byla o niebo lepsza niz w 2010, idealna wrecz. Chcesz karmic sztucznym - prosze bardzo nikt zlego slowa nie powiedzial ,bierz mleka ile chcesz, choc zawsze goraca ale delikatnie namawialy do naturalnego karmienia. I zawsze delikatnie i cierpliwie pomagaly w probach przystawiania dziecka do piersi (o urywaniu piersi w 2015 r. nie ma mowy) Mega duza ilosc badan noworodkow, dziecko wychodzi do domu gruntownie przebadane a rodzic moze byc spokojny. Niektore mamy denerwowaly sie ze musza zostac o 1 dzien dluzej, dziewczyny pomyslcie, oni nie chca dla nas i naszych dzieci zle, chca cos dobadac, sprawdzic. To dla dobra dzieci.Ja gdyby mi kazali to i 2 dni bym zostala dluzej oby tylko wszystko gruntownie sprawdzili i wypuscili mnie do domu pewną ze wszystko jest ok!!! Lekarze Neonatolodzy baaaardzo zaangażowani, ordynator, powtorze sie, Mistrz :-) Jak dla mnie tylko dwa minusy na mega ilosc plusow a mianowicie przewiew przed ta szyba dla odwiedzajacych, tam gdzie stoja w lozeczkach dzieci, i 1 laktator elektryczny (cudowny) na wszystkie mamy. Moze jakis sponsor bedzie to czytal i zafunduje :-) ogolnie porod 2015 zaliczam do baaardzo udanych :-)
O innych latach nie napisze, poniewaz zakonczylam ,,produkcje'' :-) gdyby nie to, to napewno wybralabym szpital Wojewodzki. Polecam z czystym sumieniem.
Hi hi a sie rozpisalas :) ale nie powiem, bardzo milo sie czyta szczegolnie tak dobra opinie toz praktycznie przed porodem :) choc i tak wszystko mnie jak na razie przeraza :P Odwiedzin nie ma w ogóle w tym szpitalu, czy są jakieś określone godziny? Bo jednak chciałabym żeby mąż mógł do mnie przyjść choc na troszke. Rozmowy telefoniczne to nie to samo.
ja rodziłam w wojewódzkim w maju. Choć nie z własnego wyboru (bo chciałam na klinicznej gdzie miałam lekarza prowadzącego ciąże) ale dziecko samo wybrało bo bym nigdzie indziej po prostu nie dojechała. Podobnie ja Ja rodziłam wcześniaka i podobnie nie było miejsca więc szybka zmiana Pani z małym postępem porodu na mnie w sali (wcześniej zdezynfekowali cały fotel) i mały się urodził. Tak więc profesjonalizm by się mną zająć (a 20 minut od trafienia do szpitala urodził się mój synek) naprawdę na wielki plus. Mały trafił do sali adaptacyjnej na jeden dzień i nie miałam żadnych zastrzeżeń. Ginekolodzy na obchodach super, za każdym razem pytali czy nie chcę czegoś przeciwbólowego. Neonatolodzy rewelacja, jak dostał żółtaczki to robili badania wieczorem bo szkoda czasu na obserwację by szybciej zacząć naświetlania- potwierdzam że dzieci badane kompleksowo. Co do położnych to różnie, ale pomogły ściągnąć mleko dla małego i przystawić do piersi, zero negatywnego nastawienia z ich strony by pomóc. Laktator miałam swój, mleko i smoczki do butelek jednorazowe dostępne praktycznie cały czas. Wypis dostaliśmy po 5 dniach gdy w posiewie małego nic nie wyszło i akurat skończonym naświetlaniu. Odwiedziny są cały dzień ale tylko w tym pokoju na zewnątrz oddziału (dziecko za szybą wówczas). Da się przeżyć :)
Wszystko da się przeżyć. Mojej sąsiadce z sali w Wojewódzkim coraz pogryzla brodawki do krwi. Dziewczyna przez kilka dni prosiła o pomoc w przystawieniu chory do piersi to żadna położna jej nie potrafiła pomoc, aż się skończyło krwią i łzami.
Dla mnie sala adaptacyjne koszmar, a przede wszystkim panie na tej sali, które wmawiać, że nie ma się czym dziecka wykarmic i dokarmialy bez pytania.
Sam poród ok. Położna połączyła ktg i potem przyszła już na ostatnią część porodu. A tak to nie zaglądała. Dobrze, że mąż był przy mnie.
Fajnie, że można potem 2h na sali poporodowej z mężem i dzieciaczkiem posiedzieć.
Urodzić gdzieś trzeba, Wojewódzki jest po prostu ok, bez szału.
Dla mnie sala adaptacyjne koszmar, a przede wszystkim panie na tej sali, które wmawiać, że nie ma się czym dziecka wykarmic i dokarmialy bez pytania.
Sam poród ok. Położna połączyła ktg i potem przyszła już na ostatnią część porodu. A tak to nie zaglądała. Dobrze, że mąż był przy mnie.
Fajnie, że można potem 2h na sali poporodowej z mężem i dzieciaczkiem posiedzieć.
Urodzić gdzieś trzeba, Wojewódzki jest po prostu ok, bez szału.
Laktator elektryczny (bardzo dobry) jest na oddziale i można pożyczać, czasami tylko trzeba poczekać bo inna mama go używa. Można mieć swój i być wtedy niezależna. Też nie wiesz czy Laktator będzie Ci potrzebny.
Jeżeli chodzi o Eneme (lewatywe) to podejrzewam, że powinno się.miec swoją najlepiej i potem Cie obsluza tym w szpitalu. Ale czy to potrzebne w ogóle. Ja rodzilam bez i było dobrze.
Jeżeli chodzi o Eneme (lewatywe) to podejrzewam, że powinno się.miec swoją najlepiej i potem Cie obsluza tym w szpitalu. Ale czy to potrzebne w ogóle. Ja rodzilam bez i było dobrze.
Na stronie szpitala w zakładce "co zabrać do szpitala" jest info, żeby mieć zestaw Enema, więc wydaje mi się, że lepiej się zaopatrzyć. Z drugiej strony, ja do porodu szłam bez lewatywy, jedynie dzień wcześniej wieczorem dostałam czopek glicerynowy, no ale u mnie była planowana indukcja, więc był czas na czopek. Przypuszczam, że kiedy akcja jest bardziej dynamiczna, lewatywa lepsza. Naprawdę, to nie jest takie złe. Powiem więcej, fajnie się jest oczyścić w ten sposób. W razie czego miej swój zestaw i proś, żeby położna Cię obsłużyła.
Jeśli akcja jest dynamiczna, a kobieta się rusza (w sensie chodzi, skacze na piłce itp), to skurcze macicy powodują również skurcze jelit i kobieta oczyszcza się sama. Lewatywa to pozostałość z czasów, gdy kobiecie na porodówce kazano już od pierwszego skurczu leżeć na łóżku i się nie ruszać. Oczywiście jak ktoś czuje się pewniej z lewatywą to raczej ona nie zaszkodzi, ale też nie ma sensu panikować z powodu braku lewatywy- w większości przypadków organizm sam sobie daje radę.
Rodziłam tam w marcu 2015 r. Ogólnie w szpitalu (na patologii ciąży, porodówce i oddziale położniczym) spędziłam dziesięć dni. Obiektywnie rzecz biorąc, było w porządku. Na patologii momentami czułam się jak na koloniach ;) Pozwalali na krótkie spacery po terenie szpitala. Jedzenie ok. Otrzymywałam wegetariańskie według swojego życzenia :) Personel w znakomitej większości bardzo miły. Opieka medyczna też dobra.