Widok
Jeśli akcja jest dynamiczna, a kobieta się rusza (w sensie chodzi, skacze na piłce itp), to skurcze macicy powodują również skurcze jelit i kobieta oczyszcza się sama. Lewatywa to pozostałość z czasów, gdy kobiecie na porodówce kazano już od pierwszego skurczu leżeć na łóżku i się nie ruszać. Oczywiście jak ktoś czuje się pewniej z lewatywą to raczej ona nie zaszkodzi, ale też nie ma sensu panikować z powodu braku lewatywy- w większości przypadków organizm sam sobie daje radę.
Na stronie szpitala w zakładce "co zabrać do szpitala" jest info, żeby mieć zestaw Enema, więc wydaje mi się, że lepiej się zaopatrzyć. Z drugiej strony, ja do porodu szłam bez lewatywy, jedynie dzień wcześniej wieczorem dostałam czopek glicerynowy, no ale u mnie była planowana indukcja, więc był czas na czopek. Przypuszczam, że kiedy akcja jest bardziej dynamiczna, lewatywa lepsza. Naprawdę, to nie jest takie złe. Powiem więcej, fajnie się jest oczyścić w ten sposób. W razie czego miej swój zestaw i proś, żeby położna Cię obsłużyła.
Laktator elektryczny (bardzo dobry) jest na oddziale i można pożyczać, czasami tylko trzeba poczekać bo inna mama go używa. Można mieć swój i być wtedy niezależna. Też nie wiesz czy Laktator będzie Ci potrzebny.
Jeżeli chodzi o Eneme (lewatywe) to podejrzewam, że powinno się.miec swoją najlepiej i potem Cie obsluza tym w szpitalu. Ale czy to potrzebne w ogóle. Ja rodzilam bez i było dobrze.
Jeżeli chodzi o Eneme (lewatywe) to podejrzewam, że powinno się.miec swoją najlepiej i potem Cie obsluza tym w szpitalu. Ale czy to potrzebne w ogóle. Ja rodzilam bez i było dobrze.
Rodziłam tam w marcu 2015 r. Ogólnie w szpitalu (na patologii ciąży, porodówce i oddziale położniczym) spędziłam dziesięć dni. Obiektywnie rzecz biorąc, było w porządku. Na patologii momentami czułam się jak na koloniach ;) Pozwalali na krótkie spacery po terenie szpitala. Jedzenie ok. Otrzymywałam wegetariańskie według swojego życzenia :) Personel w znakomitej większości bardzo miły. Opieka medyczna też dobra.
Wszystko da się przeżyć. Mojej sąsiadce z sali w Wojewódzkim coraz pogryzla brodawki do krwi. Dziewczyna przez kilka dni prosiła o pomoc w przystawieniu chory do piersi to żadna położna jej nie potrafiła pomoc, aż się skończyło krwią i łzami.
Dla mnie sala adaptacyjne koszmar, a przede wszystkim panie na tej sali, które wmawiać, że nie ma się czym dziecka wykarmic i dokarmialy bez pytania.
Sam poród ok. Położna połączyła ktg i potem przyszła już na ostatnią część porodu. A tak to nie zaglądała. Dobrze, że mąż był przy mnie.
Fajnie, że można potem 2h na sali poporodowej z mężem i dzieciaczkiem posiedzieć.
Urodzić gdzieś trzeba, Wojewódzki jest po prostu ok, bez szału.
Dla mnie sala adaptacyjne koszmar, a przede wszystkim panie na tej sali, które wmawiać, że nie ma się czym dziecka wykarmic i dokarmialy bez pytania.
Sam poród ok. Położna połączyła ktg i potem przyszła już na ostatnią część porodu. A tak to nie zaglądała. Dobrze, że mąż był przy mnie.
Fajnie, że można potem 2h na sali poporodowej z mężem i dzieciaczkiem posiedzieć.
Urodzić gdzieś trzeba, Wojewódzki jest po prostu ok, bez szału.
ja rodziłam w wojewódzkim w maju. Choć nie z własnego wyboru (bo chciałam na klinicznej gdzie miałam lekarza prowadzącego ciąże) ale dziecko samo wybrało bo bym nigdzie indziej po prostu nie dojechała. Podobnie ja Ja rodziłam wcześniaka i podobnie nie było miejsca więc szybka zmiana Pani z małym postępem porodu na mnie w sali (wcześniej zdezynfekowali cały fotel) i mały się urodził. Tak więc profesjonalizm by się mną zająć (a 20 minut od trafienia do szpitala urodził się mój synek) naprawdę na wielki plus. Mały trafił do sali adaptacyjnej na jeden dzień i nie miałam żadnych zastrzeżeń. Ginekolodzy na obchodach super, za każdym razem pytali czy nie chcę czegoś przeciwbólowego. Neonatolodzy rewelacja, jak dostał żółtaczki to robili badania wieczorem bo szkoda czasu na obserwację by szybciej zacząć naświetlania- potwierdzam że dzieci badane kompleksowo. Co do położnych to różnie, ale pomogły ściągnąć mleko dla małego i przystawić do piersi, zero negatywnego nastawienia z ich strony by pomóc. Laktator miałam swój, mleko i smoczki do butelek jednorazowe dostępne praktycznie cały czas. Wypis dostaliśmy po 5 dniach gdy w posiewie małego nic nie wyszło i akurat skończonym naświetlaniu. Odwiedziny są cały dzień ale tylko w tym pokoju na zewnątrz oddziału (dziecko za szybą wówczas). Da się przeżyć :)
Hi hi a sie rozpisalas :) ale nie powiem, bardzo milo sie czyta szczegolnie tak dobra opinie toz praktycznie przed porodem :) choc i tak wszystko mnie jak na razie przeraza :P Odwiedzin nie ma w ogóle w tym szpitalu, czy są jakieś określone godziny? Bo jednak chciałabym żeby mąż mógł do mnie przyjść choc na troszke. Rozmowy telefoniczne to nie to samo.
Rodziłam w Wojewódzkim x 2 (w 2010 r. i 2015 r.) dwa razy z własnego wyboru. W 2010 r. poród z osoba towarzysząca i było wesoło,mogłam korzystać do woli z prysznica do samej akcji porodowej (chciałam rodzic w wannie ale była zajęta) lekarz zaangażowany, pielęgniarki pomocne.Nie było przepełnienia wiec leżałam razem z dzieckiem, na 3 osobowej sali (jak dla mnie ok,pomagałyśmy sobie nawzajem zajmując się dziećmi gdy któraś musiała posiedzieć dłużej w łazience) lekarze w porządku, ordynator mistrz :-) Natomiast panie do których zwracałyśmy się o pomoc przy karmieniu - tragedia, niemiłe, opryskliwe i mało co nam cycków nie pourywały tak były zaangażowane :-) i ogólnie dokarmianie sztucznym,szpitalnym mega źle widziane.W wyniku tego umęczone,zdenerwowane mamy i niedokarmione dzieci. Brak odwiedzin na salach - gratulacje dla szpitala za pomysł i oby utrzymali to jak najdłużej. Naprawdę to nic fajnego pełna sala gości, dzieci płaczą, ty chcesz odpocząć, albo czujesz,ze leci i chcesz się przepchać do łazienki. Odwiedzający to tez dużo,różnych zarazków. Nie wspominając już że jest caaaaała masa mam samotnych,którym nie raz się w oku łza zakręci,ze do nich tata dziecka nie przyjdzie.... Nie slyszałam żeby ktoś narzekał na taka formę odwiedzin. Poza tym to tylko pare dni i już jestescie w domu cala rodzinka i tam sie odwiedzajcie do woli. Jedno co mnie ciut denerwowalo to nieustanny przewiew na korytarzu przed szyba dla odwiedzajacych. Ogolnie porod rok 2010 zaliczam do udanych :-)
Natomiast 2015r. to juz mistrzostwo swiata (albo ja naleze do tych szczesciarzy - mniej wymagajacych) Porod z osoba towarzyszaca, rodze, polozna biegnie, wiozac mnie na wozku i krzyczac: mam rodzaca, dajcie lozko. Wpada do jednej sali- zajeta, druga - zajeta, trzecia-zajeta. Wola: ale ona tu rodzi, glosy ze wszystkich sal: tu wszystkie rodza :-) a polozna: ale moja juz!!! Nie bylo wolnej sali porodowej a ze akcja w pelni to...zdjeli babke z łozka, ktorej akcja jeszcze nie byla w pelni, posadzili mnie, szybki porod i zmiana :-) Tak, tak to nie zart, choc wszyscy sie usmielismy do lez bo na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo. Mala byla wczesniakiem i na 2 doby trafila do adaptacyjnej. Chwała tam Paniom za opieke,dobre slowa dla mam, pomoc w dostawianiu dziecka do piersi i goraca namowe na ciagle proby uciagniecia choc 1 cm swojego pokarmu dla maluchow. Przyznaje racje,ze Panie byly rozne i mialy swoje zasady ale zadna nie byla zla,niemila (a trafilam na rozne zmiany) Trzeba tez je zrozumiec, ze jak kazda mama bedzie przychodzila o ktorej chce to dla nich to klopot jakiś. Przeciez maja pod opieka malenkie nasze skarby ktore musza monitorowac, podawac kroplowki, karmic,przewijac itp. Nieraz prosily o odwiedziny czy karmienie w okreslinych godzinach ale prosily a nie żądały i zawsze goraco namawialy na przystawianie dziecka do piersi czy kangurowanie. Opieka na salach ogolnych tez byla o niebo lepsza niz w 2010, idealna wrecz. Chcesz karmic sztucznym - prosze bardzo nikt zlego slowa nie powiedzial ,bierz mleka ile chcesz, choc zawsze goraca ale delikatnie namawialy do naturalnego karmienia. I zawsze delikatnie i cierpliwie pomagaly w probach przystawiania dziecka do piersi (o urywaniu piersi w 2015 r. nie ma mowy) Mega duza ilosc badan noworodkow, dziecko wychodzi do domu gruntownie przebadane a rodzic moze byc spokojny. Niektore mamy denerwowaly sie ze musza zostac o 1 dzien dluzej, dziewczyny pomyslcie, oni nie chca dla nas i naszych dzieci zle, chca cos dobadac, sprawdzic. To dla dobra dzieci.Ja gdyby mi kazali to i 2 dni bym zostala dluzej oby tylko wszystko gruntownie sprawdzili i wypuscili mnie do domu pewną ze wszystko jest ok!!! Lekarze Neonatolodzy baaaardzo zaangażowani, ordynator, powtorze sie, Mistrz :-) Jak dla mnie tylko dwa minusy na mega ilosc plusow a mianowicie przewiew przed ta szyba dla odwiedzajacych, tam gdzie stoja w lozeczkach dzieci, i 1 laktator elektryczny (cudowny) na wszystkie mamy. Moze jakis sponsor bedzie to czytal i zafunduje :-) ogolnie porod 2015 zaliczam do baaardzo udanych :-)
O innych latach nie napisze, poniewaz zakonczylam ,,produkcje'' :-) gdyby nie to, to napewno wybralabym szpital Wojewodzki. Polecam z czystym sumieniem.
Natomiast 2015r. to juz mistrzostwo swiata (albo ja naleze do tych szczesciarzy - mniej wymagajacych) Porod z osoba towarzyszaca, rodze, polozna biegnie, wiozac mnie na wozku i krzyczac: mam rodzaca, dajcie lozko. Wpada do jednej sali- zajeta, druga - zajeta, trzecia-zajeta. Wola: ale ona tu rodzi, glosy ze wszystkich sal: tu wszystkie rodza :-) a polozna: ale moja juz!!! Nie bylo wolnej sali porodowej a ze akcja w pelni to...zdjeli babke z łozka, ktorej akcja jeszcze nie byla w pelni, posadzili mnie, szybki porod i zmiana :-) Tak, tak to nie zart, choc wszyscy sie usmielismy do lez bo na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo. Mala byla wczesniakiem i na 2 doby trafila do adaptacyjnej. Chwała tam Paniom za opieke,dobre slowa dla mam, pomoc w dostawianiu dziecka do piersi i goraca namowe na ciagle proby uciagniecia choc 1 cm swojego pokarmu dla maluchow. Przyznaje racje,ze Panie byly rozne i mialy swoje zasady ale zadna nie byla zla,niemila (a trafilam na rozne zmiany) Trzeba tez je zrozumiec, ze jak kazda mama bedzie przychodzila o ktorej chce to dla nich to klopot jakiś. Przeciez maja pod opieka malenkie nasze skarby ktore musza monitorowac, podawac kroplowki, karmic,przewijac itp. Nieraz prosily o odwiedziny czy karmienie w okreslinych godzinach ale prosily a nie żądały i zawsze goraco namawialy na przystawianie dziecka do piersi czy kangurowanie. Opieka na salach ogolnych tez byla o niebo lepsza niz w 2010, idealna wrecz. Chcesz karmic sztucznym - prosze bardzo nikt zlego slowa nie powiedzial ,bierz mleka ile chcesz, choc zawsze goraca ale delikatnie namawialy do naturalnego karmienia. I zawsze delikatnie i cierpliwie pomagaly w probach przystawiania dziecka do piersi (o urywaniu piersi w 2015 r. nie ma mowy) Mega duza ilosc badan noworodkow, dziecko wychodzi do domu gruntownie przebadane a rodzic moze byc spokojny. Niektore mamy denerwowaly sie ze musza zostac o 1 dzien dluzej, dziewczyny pomyslcie, oni nie chca dla nas i naszych dzieci zle, chca cos dobadac, sprawdzic. To dla dobra dzieci.Ja gdyby mi kazali to i 2 dni bym zostala dluzej oby tylko wszystko gruntownie sprawdzili i wypuscili mnie do domu pewną ze wszystko jest ok!!! Lekarze Neonatolodzy baaaardzo zaangażowani, ordynator, powtorze sie, Mistrz :-) Jak dla mnie tylko dwa minusy na mega ilosc plusow a mianowicie przewiew przed ta szyba dla odwiedzajacych, tam gdzie stoja w lozeczkach dzieci, i 1 laktator elektryczny (cudowny) na wszystkie mamy. Moze jakis sponsor bedzie to czytal i zafunduje :-) ogolnie porod 2015 zaliczam do baaardzo udanych :-)
O innych latach nie napisze, poniewaz zakonczylam ,,produkcje'' :-) gdyby nie to, to napewno wybralabym szpital Wojewodzki. Polecam z czystym sumieniem.
Na sali adaptacyjnek położne podają mleko modyfikowane, aby dziecko sie najadło i im nie marudziło i spało i one będą miały spokół na następne 3h. Matki tam są akceptowane, aby przychodziły karmić, ale polożne i tak dokarmiają potem karmione przez matki niemowlaki.
Na oddziale jest za to kilka polożnych naprawde wspierających kamienie piersią i są pomocne i podtrzymują na duchu. Ale są też takie, które mają w nosie wszystko.
Nie ma się co łamać, gdzieś trzeba urodzić ;)
Na oddziale jest za to kilka polożnych naprawde wspierających kamienie piersią i są pomocne i podtrzymują na duchu. Ale są też takie, które mają w nosie wszystko.
Nie ma się co łamać, gdzieś trzeba urodzić ;)