Widok
ja też mam bardzo niską odporność na ból, boję się strzykawek itp- bardziej niż poród bolało mnie wyrywanie zęba u dentysty czy wkłuwanie igły, żeby założyć wenflon...
A ja sobie też chętnie powspominam :) Termin miałam na 7.03. Już tydzień przed porodem odszedł mi czop, miałam rozwarcie 2 cm i nieregularne skurcze. W Walentynki poczułam konkretniejsze skurcze, były dość regularne, pojechaliśmy z mężem w środku nocy na izbę przyjęć- lekarz mnie zbadał i powiedział, że najprawdopodobniej urodzę w przeciągu 6 godzin. Postanowiliśmy pojechać do domu i w domu zasnąć i czekac... No i minęła sobota, minęła niedziela, poniedziałek... We wtorek 17.02. spotkałam się rano z kumpelą, poszłyśmy na spacer i na gorącą czekoladę, a na 15 poszłam na wizytę kontrolną do mojej ginekolog. Usiadłam na fotelu ginekologicznym, a ona mnie tylko dotknęła w szyjkę ;) i chluuust, wody odeszły :) To było takie dziwne uczucie, ciepło, mokro, no i niezręcznie, bo zachlapałam pół gabinetu :D Pani doktor się śmiała i cieszyła ze mną, bo wiedziała, że chcę już urodzić Tośkę :) Zeszłam sobie na dół na izbę przyjęć, mieli już moje papiery z soboty, to nic już prawie nie musiałam wypełniać i skierowali na patologię ciąży, żeby czekać na skurcze. Przyjechał mąż z moimi rzeczami, ale nie wziął mi kapci, szłam w koszulce nocnej, szlafroku i takich wyższych traperkach, czułam się jak bokser gotowy do walki! :D Położyli mnie na patologii, rozpakowałam się, wsadziłam rzeczy do szafeczki i podłączyli KTG. Na KTG prawie nic nie było widać, położna sobie poszła, gdy nagle poczułam konkretne skurcze, coraz częstsze, coraz mocniejsze, no i czułam, że Tośka się juz pcha na świat... Zawołałam położną, a ona nie chciała uwierzyć, że tak szybko, przecież to pierwszy poród, nie ma tak łatwo, Pani chyba oszukuje... Ale spojrzała na KTG, zawołała lekarza, rozwarcie 5 cm, lecimy na porodówkę :) Jak dolecieliśmy na porodówkę, to było już 8 cm i chwila moment pełne rozwarcie- rodzimy! Rodziłam na stojąco, robiąc przysiady (mąż mnie podtrzymywał, bo nie miałam na tyle siły, żeby na skurczach, z wielkim brzuchem robić przysiady na prostych stopach). Krzyczałam, bo mnie bolały skurcze, a położna ścisnęła mnie mocno za rękę i powiedziała, że właśnie takie ściskanie czuje moje maleńkie dziecko, kiedy krzyczę,a kiedy ładnie oddycham- dziecku jest luźniej i łatwiej wyjść na świat- ani razu nie krzyknęłam już :) Dopiero na parte usiadłam na fotelu porodowym- jeden czy dwa parte i malutka wyskoczyła, taka różowiutka, śliczna, zero krwi, z idealną główką, położyli mi ją na brzuchu, tata przeciął pępowinę :) Taki malutki kochany szczurek :):):) Co do technicznych spraw: nie bylam nacinana ani szyta- z czego bardzo się cieszę. Poród sam w sobie nie bolał nic a nic- jedynie skurcze.
Sorry za długą relację, ale fajnie mi tak powspominać :) Rodziłam w Wejherowie, razem z mężem :)
A ja sobie też chętnie powspominam :) Termin miałam na 7.03. Już tydzień przed porodem odszedł mi czop, miałam rozwarcie 2 cm i nieregularne skurcze. W Walentynki poczułam konkretniejsze skurcze, były dość regularne, pojechaliśmy z mężem w środku nocy na izbę przyjęć- lekarz mnie zbadał i powiedział, że najprawdopodobniej urodzę w przeciągu 6 godzin. Postanowiliśmy pojechać do domu i w domu zasnąć i czekac... No i minęła sobota, minęła niedziela, poniedziałek... We wtorek 17.02. spotkałam się rano z kumpelą, poszłyśmy na spacer i na gorącą czekoladę, a na 15 poszłam na wizytę kontrolną do mojej ginekolog. Usiadłam na fotelu ginekologicznym, a ona mnie tylko dotknęła w szyjkę ;) i chluuust, wody odeszły :) To było takie dziwne uczucie, ciepło, mokro, no i niezręcznie, bo zachlapałam pół gabinetu :D Pani doktor się śmiała i cieszyła ze mną, bo wiedziała, że chcę już urodzić Tośkę :) Zeszłam sobie na dół na izbę przyjęć, mieli już moje papiery z soboty, to nic już prawie nie musiałam wypełniać i skierowali na patologię ciąży, żeby czekać na skurcze. Przyjechał mąż z moimi rzeczami, ale nie wziął mi kapci, szłam w koszulce nocnej, szlafroku i takich wyższych traperkach, czułam się jak bokser gotowy do walki! :D Położyli mnie na patologii, rozpakowałam się, wsadziłam rzeczy do szafeczki i podłączyli KTG. Na KTG prawie nic nie było widać, położna sobie poszła, gdy nagle poczułam konkretne skurcze, coraz częstsze, coraz mocniejsze, no i czułam, że Tośka się juz pcha na świat... Zawołałam położną, a ona nie chciała uwierzyć, że tak szybko, przecież to pierwszy poród, nie ma tak łatwo, Pani chyba oszukuje... Ale spojrzała na KTG, zawołała lekarza, rozwarcie 5 cm, lecimy na porodówkę :) Jak dolecieliśmy na porodówkę, to było już 8 cm i chwila moment pełne rozwarcie- rodzimy! Rodziłam na stojąco, robiąc przysiady (mąż mnie podtrzymywał, bo nie miałam na tyle siły, żeby na skurczach, z wielkim brzuchem robić przysiady na prostych stopach). Krzyczałam, bo mnie bolały skurcze, a położna ścisnęła mnie mocno za rękę i powiedziała, że właśnie takie ściskanie czuje moje maleńkie dziecko, kiedy krzyczę,a kiedy ładnie oddycham- dziecku jest luźniej i łatwiej wyjść na świat- ani razu nie krzyknęłam już :) Dopiero na parte usiadłam na fotelu porodowym- jeden czy dwa parte i malutka wyskoczyła, taka różowiutka, śliczna, zero krwi, z idealną główką, położyli mi ją na brzuchu, tata przeciął pępowinę :) Taki malutki kochany szczurek :):):) Co do technicznych spraw: nie bylam nacinana ani szyta- z czego bardzo się cieszę. Poród sam w sobie nie bolał nic a nic- jedynie skurcze.
Sorry za długą relację, ale fajnie mi tak powspominać :) Rodziłam w Wejherowie, razem z mężem :)
dziwczyny nacinanie nie bolało, nawet pęknieć nie czułam- bo przy skurczach ból zagłuszył wszystko, a do szycia dostałam dwa zastrzyczki, których tez nie czułam- szycia tez, a szwów troche jest.Zdejmowania bez znieczulenia nie czułam- połozna zdejmujaca szwy do mnie tylko mówiła,że ale sie pani nasłuchała,że to musi boleć bo byłam przyszykowana na ból.A co prawda to prawda urodzic trzeba odwrotu nie ma- tylko życze wam żeby wasze maluchy były troche mniejsze niż 4500 kg:(
A propos strachu, przeczytałam ostatnio, że dobre samopoczucie i ozytywne nastawienie pomaga podczas porodu. Ale nie były to tylko puste słowa, bo:
- jesli jesteś rozluźniona, to mózg sam wytwarza oksytocynę
- to z kolei przyspiesza akcję porodową
- ponadto powoduje większe rozwarcie szyjki macicy
Było też napisane, że lewatywa może przyspeszyć poród. Polecam ten artykuł. Znalazłam go na onecie, w zakładce "Kobieta" (coś związane z ciążą czy porodem).
Dziewczyny, nie zawsze jest strasznie. Ja dostałam głupawki, chichrałam się (bez żadnych leków...) i to chyba pomogło :)
- jesli jesteś rozluźniona, to mózg sam wytwarza oksytocynę
- to z kolei przyspiesza akcję porodową
- ponadto powoduje większe rozwarcie szyjki macicy
Było też napisane, że lewatywa może przyspeszyć poród. Polecam ten artykuł. Znalazłam go na onecie, w zakładce "Kobieta" (coś związane z ciążą czy porodem).
Dziewczyny, nie zawsze jest strasznie. Ja dostałam głupawki, chichrałam się (bez żadnych leków...) i to chyba pomogło :)
Niektóre kobiety mówią że to najgorszy ból w życiu (współczuje), ja moge powiedzieć że taki ból to nie ból :) przy skórczach bolało mnie tak jak nieraz przy okresie jak tabletek przeciwbólowych nie wzięłam, więc nie było aż tak źle.
Pierwszy etap porosu trwał 3.15 godz. skurcze miałam co 7, 5, 20, 5, 2, 5, 1, 5... minut później coraz częstsze, w jakimś momencie zaczęły się parte. Drugi etap porodu trwał 1.15 godz. Poszło nawet szybko i prawie bezboleśnie :) łątwy poród. Gdyby każdy przebieg ciąży i porodu był taki jak ten, gdyby dobrze za to płacili to mogłabym to robić zawodowo :P
Pierwsza ciąża, pierwszy poród... spodziewałam się że będzie gorzej, byłam nastawiona na dużo gorszy ból, więc było miłe "rozczarowanie" gdy okazało się że to wcale tak bardzo nie boli, ani w pierwszym etapie ani w drugim. Dużo gorszy ból był kiedy to łożysko nie chciało wyjść i gościu mi na brzuch nacisnął, to dopiero zabolało, a tak to nie moge narzekać :)
miałam szczęście że przebieg ciąży miałam bardzo dobry, żadnych wymiotów, żadnych innych objawów, jednie pod koniec stopy lekko spuchnięte, poród też bardzo dobry, szybki, łatwy, tzn przy partych troche męczące to było. Więc mam bardzo dobre wspomnienia :)
Pierwszy etap porosu trwał 3.15 godz. skurcze miałam co 7, 5, 20, 5, 2, 5, 1, 5... minut później coraz częstsze, w jakimś momencie zaczęły się parte. Drugi etap porodu trwał 1.15 godz. Poszło nawet szybko i prawie bezboleśnie :) łątwy poród. Gdyby każdy przebieg ciąży i porodu był taki jak ten, gdyby dobrze za to płacili to mogłabym to robić zawodowo :P
Pierwsza ciąża, pierwszy poród... spodziewałam się że będzie gorzej, byłam nastawiona na dużo gorszy ból, więc było miłe "rozczarowanie" gdy okazało się że to wcale tak bardzo nie boli, ani w pierwszym etapie ani w drugim. Dużo gorszy ból był kiedy to łożysko nie chciało wyjść i gościu mi na brzuch nacisnął, to dopiero zabolało, a tak to nie moge narzekać :)
miałam szczęście że przebieg ciąży miałam bardzo dobry, żadnych wymiotów, żadnych innych objawów, jednie pod koniec stopy lekko spuchnięte, poród też bardzo dobry, szybki, łatwy, tzn przy partych troche męczące to było. Więc mam bardzo dobre wspomnienia :)