Widok
adziula, super relacja :) na początku aż się uśmiałam i mężowi czytałam :)) podobało mi się szczególnie zapytanie o wymioty na podłogę :))
oczywiście, rozumiem też powagę sytuacji i współczuję bóli, ale sposób w jaki to opisałaś bardzo mnie rozbawił :)
oczywiście, rozumiem też powagę sytuacji i współczuję bóli, ale sposób w jaki to opisałaś bardzo mnie rozbawił :)
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies."
Christopher Morley
Christopher Morley
- cale 9 miesiecy zazekalam sie, ze bede rodzic bez znieczulenia i w wodzie. niestety jak dostalam pierwszych skurczy jeszcze w domu, krzyczalam do meza, ze ja chce natychmiast dostac znieczulenie :)
- po przyjezdzie do szpitala polozna kazala mi sie polozyc do badania, a ja jedyne co moglam zrobic to krecic sie po pokoju, przeklinac i plakac. do tego wymiotowalam strrasznie. ona do mnie, ze mam nie wymiotowac do jej zlewu na to ja do niej to co na podloge?? do tego bariera jezykowa gdyz rodzilam w uk, jedyne co potrafilam powiedziec to fuck!!! maz krzyczy na mnie, ze jak chce przeklinac to lepiej po polsku :) polozna sie zloscila, ze nie moze nawiazac ze mna kontaktu, maz mi tlumaczyl.wreszcie udalo sie mnie zbadac,okazalo sie rozwarcie na 5 palcy... no to na ktg na godzine, gdzie nie mozna bylo wyczuc pulsu maluszka... dostalam tam tez zastrzyk na uspokojenie, bo mialam juz takie rozwarcie i skurcze, ze nie moglam wysuedziec na fotelu. zasnelam a jak sie obudzialm to odeszla reszta wod, rozwarcie na 8 palcy i skurcze parte. przeniesli mnie na porodowke, kolejna porcja wod zalala podloge, skorcze parte i anastezjolog ze znieczuleniem na ktore czekalam jak na zbawienie. urodzila bym juz o 10 rano ale niestety zzo spowalnia cala akcje porodowa i na 2 cm rozwarcia czekalismy 6 godzin. wtrakcie, gdy anastezjolog wkuwal sie do znieczulenia mialam skurcze parte. maz i polozna trzymali mnie zwinieta w klebek, aby lekarz mi kregoslupa nie uszkodzil.
- zmiana poloznych wprawil mnie w placz. polozna ktora dostalam juz na porodowce, skonczyla swoj dyzur i musiala juz isc. nie mogla uwierzyc, ze tak bardzo sie do niej przywiazalam orzez ten czas. w rezultacie obie plakalysmy.
-sam porod, troche komplikacji- 6 poloznych, lekarz i maz, skonczylo sie na ssaku, ktory wciaz odczepial sie od glowki Mikolaja, w rezultacie sama urodzilam.
-okazalo sie, ze pod koniec polozna dala mi tylko pol dawki znieczulenia, kore nie wystarczylo na caly porod i rodzilam na tzw zywca. wszytsko czulam, ale jak tylko babel byl juz na zewnatrz dostalam kolejna dawke i podczas szycia nic juz nie czulam i zartowalam z lekarzem, powiedzial ze za rok mnie tu znowu widzi, tylko z innym tata, zeby dzidzia byla mniejsza(Mikolaj wazyl 4050). a pozniej do meza zartowal, ze za te szwy, ktore wlasnie zaklada to pokocha go do konca zycia :D
- na koniec pojawila sie polozna, ktora przyjmowala mnie do szpitala, powiedzialam jej, ze teraz jak juz jest po wszytkim moge rozmawiac z nia w kazdym jezyku :D usmialysmy sie obie z calej sytuacji :P
- o malucha tak sie balam, ze cala noc trzymalam lozeczko, chyba zeby mi go nikt nie ukradl :D
a na koniec mojego wywodu dodam, ze moment jak dostalam moje malenstwo na piers zapamietam do konca zycia. widok placzacego meza rowniez. niezapomniane przezycie, i stwierdzilismy z mezem, ze jeszcze je powtorzymy :)
a i dodam, ze pierwszy tydzien po porodzie to istna masakra- bylo gorzej niz na porodowce, za to w drugim tygodniu moglabym znowu byc w ciazy i rodzic i strasznie nie moglam sie doczekac, kiedy znowu bede sie mogla "przytulac" z moim mezem :)
az mi sie lezka w oku zakrecila jak sobie znowu przypomnialam :)
- po przyjezdzie do szpitala polozna kazala mi sie polozyc do badania, a ja jedyne co moglam zrobic to krecic sie po pokoju, przeklinac i plakac. do tego wymiotowalam strrasznie. ona do mnie, ze mam nie wymiotowac do jej zlewu na to ja do niej to co na podloge?? do tego bariera jezykowa gdyz rodzilam w uk, jedyne co potrafilam powiedziec to fuck!!! maz krzyczy na mnie, ze jak chce przeklinac to lepiej po polsku :) polozna sie zloscila, ze nie moze nawiazac ze mna kontaktu, maz mi tlumaczyl.wreszcie udalo sie mnie zbadac,okazalo sie rozwarcie na 5 palcy... no to na ktg na godzine, gdzie nie mozna bylo wyczuc pulsu maluszka... dostalam tam tez zastrzyk na uspokojenie, bo mialam juz takie rozwarcie i skurcze, ze nie moglam wysuedziec na fotelu. zasnelam a jak sie obudzialm to odeszla reszta wod, rozwarcie na 8 palcy i skurcze parte. przeniesli mnie na porodowke, kolejna porcja wod zalala podloge, skorcze parte i anastezjolog ze znieczuleniem na ktore czekalam jak na zbawienie. urodzila bym juz o 10 rano ale niestety zzo spowalnia cala akcje porodowa i na 2 cm rozwarcia czekalismy 6 godzin. wtrakcie, gdy anastezjolog wkuwal sie do znieczulenia mialam skurcze parte. maz i polozna trzymali mnie zwinieta w klebek, aby lekarz mi kregoslupa nie uszkodzil.
- zmiana poloznych wprawil mnie w placz. polozna ktora dostalam juz na porodowce, skonczyla swoj dyzur i musiala juz isc. nie mogla uwierzyc, ze tak bardzo sie do niej przywiazalam orzez ten czas. w rezultacie obie plakalysmy.
-sam porod, troche komplikacji- 6 poloznych, lekarz i maz, skonczylo sie na ssaku, ktory wciaz odczepial sie od glowki Mikolaja, w rezultacie sama urodzilam.
-okazalo sie, ze pod koniec polozna dala mi tylko pol dawki znieczulenia, kore nie wystarczylo na caly porod i rodzilam na tzw zywca. wszytsko czulam, ale jak tylko babel byl juz na zewnatrz dostalam kolejna dawke i podczas szycia nic juz nie czulam i zartowalam z lekarzem, powiedzial ze za rok mnie tu znowu widzi, tylko z innym tata, zeby dzidzia byla mniejsza(Mikolaj wazyl 4050). a pozniej do meza zartowal, ze za te szwy, ktore wlasnie zaklada to pokocha go do konca zycia :D
- na koniec pojawila sie polozna, ktora przyjmowala mnie do szpitala, powiedzialam jej, ze teraz jak juz jest po wszytkim moge rozmawiac z nia w kazdym jezyku :D usmialysmy sie obie z calej sytuacji :P
- o malucha tak sie balam, ze cala noc trzymalam lozeczko, chyba zeby mi go nikt nie ukradl :D
a na koniec mojego wywodu dodam, ze moment jak dostalam moje malenstwo na piers zapamietam do konca zycia. widok placzacego meza rowniez. niezapomniane przezycie, i stwierdzilismy z mezem, ze jeszcze je powtorzymy :)
a i dodam, ze pierwszy tydzien po porodzie to istna masakra- bylo gorzej niz na porodowce, za to w drugim tygodniu moglabym znowu byc w ciazy i rodzic i strasznie nie moglam sie doczekac, kiedy znowu bede sie mogla "przytulac" z moim mezem :)
az mi sie lezka w oku zakrecila jak sobie znowu przypomnialam :)
u nas w rodzinie to się chyba sprawdza;) moja mama, jej dwie siostry i moja siostra- wszystkie rodziły szybko, mi też mama cały czas powtarzała, że nie mam się czego bać bo będzie tak samo ze mną i się sprawdziło a nawet zajęłam pierwsze miejsce ! ;)
ale tak zupełnie poważnie to tak jak ania27 pisze uważam, że nie ma to żadnego znaczenia
ale tak zupełnie poważnie to tak jak ania27 pisze uważam, że nie ma to żadnego znaczenia
no tak, prawda. każda z nas inaa, ba, nawet jedna osoba może miec dwie rózne historie przy każdym porodzie. moja mama pierwsze mojego brata szybciutko urodziła, ale już ze mną było niefajnie :(
ciekawe, czy to ma tez jakiś wpływ, takie dziedziczenie...
jakby nie bylo, wszystkie żyją :)
ciekawe, czy to ma tez jakiś wpływ, takie dziedziczenie...
jakby nie bylo, wszystkie żyją :)
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies."
Christopher Morley
Christopher Morley
Ja rodziłam 8 godzin,tyle czasu w bólach,a i tak uważam że mój poród nie był straszny ani jakiś ciężki,czytając opowieści innych.Poprostu trzeba urodzić i już,jak boli też trudno,przeciez jesteśmy po to stworzone żeby dzieci rodzić,wiem że nie jest sprawiedliwie,bo jedna rodzi godzine,a druga 12 godzin,ale cóż zrobić...
Ja mojego porodu nie wspominam dosc dobrze....Na porodówke z patologii trafilam o 14 a urodzilam o 1:15:) wiec troszke dlugo:) Poród to jeden wielki ból moim zdaniem....Dzieki Bogu ze mąż był przy mnie bo inaczej bym nie dala rady....trzymal za ręke i podtrzymywal na duchu...A co do szwów to jestem troche przerazona...szycie bez znieczulenia?! ja dostalam miejscowe znieczulenie podczas szycia...poczulam tylko 3 lekkie wklucia i nagle odretwienie...nie czulam nic..prócz lekkiego bezbolesnego ciagniecia...Ale ciesze sie ze mam juz to za soba....nastepne dziecko najszybciej za 3 lata:P
nie wiem czy to naprawdę ma znaczenie ale wśród moich znajomych zauważyłam pewną prawidłowość, że na przebieg porodu ma też wpływ jego termin a tym samym nastawienie, w bardzo wielu przypadkach jest tak, że jak ciąża jest już po terminie to poród bywa trudniejszy, a tym mamom, które rodziły przed terminem porody szły sprawniej :)
myślę, że to może wynikać ze zmęczenia i psychicznego wycieńczenia...
ja urodziłam dni wcześniej i jeszcze nie weszłam w etap " wyczekiwania " jeszcze się dobrze czułam i rano wstawałam z myślą, " dobra dziś jeszcze nie chce, może jutro " :)
jestem ciekawe co Wy o tym myślicie, czy tak jest rzeczywiście ???
myślę, że to może wynikać ze zmęczenia i psychicznego wycieńczenia...
ja urodziłam dni wcześniej i jeszcze nie weszłam w etap " wyczekiwania " jeszcze się dobrze czułam i rano wstawałam z myślą, " dobra dziś jeszcze nie chce, może jutro " :)
jestem ciekawe co Wy o tym myślicie, czy tak jest rzeczywiście ???
Pierwszych skurczy dostałam około 5 rano. Obudziłam się i poczułam taki lekki ból jak na miesiączkę. Nie przeszkadzał mi on jednak spać jeszcze do ósmej. Około 10 skurcze stały się nieco bardziej odczuwalne i zaczęłam lekko plamić, co jednak szybko przeszło. Zadzwoniłam do męża, aby powiedzieć mu, że chyba coś zaczyna się dziać i po godzinie była ze mną już moja mama. Skurcze stawały się coraz silniejsze i coraz częstsze. Jeszcze z dwie godziny dreptałam po mieszkaniu zginając się w pół przy każdym skurczu. O 14 zadzwoniłam do mojej położnej, która kazała nam przyjeżdżać już do szpitala. O 15 byliśmy z mężam na izbie przyjęć, gdzie załatwiliśmy formalności i skierowano nas na porodówkę. Okazał się, że mam już rozwarcie na 3,5 palca, położna zrobiła mi masaż szyjki (nie polecam), lekarz przebił pęcherz. Potem poszłam pod prysznic, około 17.20 zaczęły się bóle parte, a o 17.55 położyli mi na brzuchu mojego synka. Potem pozszywali mnie (trwało to długo, ale dostałam znieczulenie i tylko chwilami czułam lekkie pieczenie) i przewieźli nas na salę poporodową. Tam dostałam bardzo słodką herbatę i kolację i moglismy we trójkę cieszyć się sobą nawzajem. Po kolejnych dwóch godzinah przewieźli mnie z dzieckiem na oddział położniczy.
Obiektywnie patrząc wiem, że miałam łatwy i szybki poród, ale nie znaczy to, że nie był bolesny. Bolało jak diabli :). Bardzo pomgła mi obecność męża przy całym porodzie i świadomość, że jak będę chciała to dostanę znieczulenie, z którego wkońcu i tak nie skorzystałam.
Obiektywnie patrząc wiem, że miałam łatwy i szybki poród, ale nie znaczy to, że nie był bolesny. Bolało jak diabli :). Bardzo pomgła mi obecność męża przy całym porodzie i świadomość, że jak będę chciała to dostanę znieczulenie, z którego wkońcu i tak nie skorzystałam.
.U mnie o 4 rano odeszły wody płodowe, pojechaliśmy do szpitala i na patologi trzymali mnie az do rozwarcia na 8 palców, bo nie było miejsca na porodówce - a potem o 11 na porodówce , a o 14.55 urodziłam.
Ale ja szycie i urodzenie łożyska wspominam już tylko z nastawieniem niech robią co chcą , a miałam 14 szwów już teraz zdjetych.Trwało koło godziny szycie . Ale to nic z bólem porodu - choć musze przyznać,że nie czułam nawet jak mnie cieli widziałam jak biora nożyczki, tną, ale ból przy skurczach był taki,że nie czułam, nawet jak skóra pękła do połowy pośladka też nic- tylko mąż mi opowiadał jak krew trysneła i lekarz ja tamował. Ale u mnie dziecko ważyło 4,5 kg , główka nie chciała przejsć za duża i musieli tak mame pociac żeby użyć próżnociągu, a ta przyssawka na główke dziecka jest sporych rozmiarów.Chyba dopiero jak leżałam na łóżku w sali poporodowej potrafiłam sie cieszyć że mam swojego skarba już przy sobie.Teraz szwy sie goja - zdjecie o dziwo nie bolało , a niuniek leżyw łóżeczku i śmieje sie do zabaweczki . A ja po dwóch tygodniach prawie doszłam do siebie"( zbyt duża utrata krwi i cały czas leki) i najważniejsze wreszcie czuje,że jestem Mamą- mój aniołek jest obok.Ale z drugim dzieckiem odczekam jeszcze conajmniej z dwa lata.
Ale ja szycie i urodzenie łożyska wspominam już tylko z nastawieniem niech robią co chcą , a miałam 14 szwów już teraz zdjetych.Trwało koło godziny szycie . Ale to nic z bólem porodu - choć musze przyznać,że nie czułam nawet jak mnie cieli widziałam jak biora nożyczki, tną, ale ból przy skurczach był taki,że nie czułam, nawet jak skóra pękła do połowy pośladka też nic- tylko mąż mi opowiadał jak krew trysneła i lekarz ja tamował. Ale u mnie dziecko ważyło 4,5 kg , główka nie chciała przejsć za duża i musieli tak mame pociac żeby użyć próżnociągu, a ta przyssawka na główke dziecka jest sporych rozmiarów.Chyba dopiero jak leżałam na łóżku w sali poporodowej potrafiłam sie cieszyć że mam swojego skarba już przy sobie.Teraz szwy sie goja - zdjecie o dziwo nie bolało , a niuniek leżyw łóżeczku i śmieje sie do zabaweczki . A ja po dwóch tygodniach prawie doszłam do siebie"( zbyt duża utrata krwi i cały czas leki) i najważniejsze wreszcie czuje,że jestem Mamą- mój aniołek jest obok.Ale z drugim dzieckiem odczekam jeszcze conajmniej z dwa lata.
ja bardzo dobrze wspominam swój poród, fakt, że rodziłam bardzo szybko - trochę ponad 1 godzinę i bez najmniejszych komplikacji ale skurcze zdążyły dać mi w kość ( następnym razem chyba wezmę ZZO ) :)
mino to uważam, że było to wspaniałe przeżycie i nie boję się już tak bardzo następnego porodu, do dzisiaj bardzo często wspominam całe wydarzenie z uśmiechem na ustach, NIE DO ZAPOMNIENIA jest chwila kiedy słyszysz pierwszy płacz swojego dziecka i moment kiedy kładą Ci je na piersi a ono od razu się uspokaja :)
pamiętam, że jak zobaczyłam Marka to stwierdziłam, że ma głowę jak kosmita ;)
pamiętam też dokładnie chwilę kiedy mnie wywożą na łóżku, za mną w łóżeczku jedzie Mareczek a za drzwiami widzę moją siostrę, która zawsze jest wszędzie na czas :) i razem we trójkę z moim Krzysiem siedzimy w sali poporodowej,
( Krzyś w garniturze bo nie zdążył się przebrać ) wpatrujemy się w malucha śmiejąc się, że ma duży nos jak tata :)
tyle się nasłuchałam o traumatycznych porodach, że bardzo się obawiałam, ale nie mam do swojego porodu najmniejszego zastrzeżenia i wszystkim ( oraz sobie następnym razem ;) życzę takich szybkich akcji :)
mino to uważam, że było to wspaniałe przeżycie i nie boję się już tak bardzo następnego porodu, do dzisiaj bardzo często wspominam całe wydarzenie z uśmiechem na ustach, NIE DO ZAPOMNIENIA jest chwila kiedy słyszysz pierwszy płacz swojego dziecka i moment kiedy kładą Ci je na piersi a ono od razu się uspokaja :)
pamiętam, że jak zobaczyłam Marka to stwierdziłam, że ma głowę jak kosmita ;)
pamiętam też dokładnie chwilę kiedy mnie wywożą na łóżku, za mną w łóżeczku jedzie Mareczek a za drzwiami widzę moją siostrę, która zawsze jest wszędzie na czas :) i razem we trójkę z moim Krzysiem siedzimy w sali poporodowej,
( Krzyś w garniturze bo nie zdążył się przebrać ) wpatrujemy się w malucha śmiejąc się, że ma duży nos jak tata :)
tyle się nasłuchałam o traumatycznych porodach, że bardzo się obawiałam, ale nie mam do swojego porodu najmniejszego zastrzeżenia i wszystkim ( oraz sobie następnym razem ;) życzę takich szybkich akcji :)