Widok
>W przyszły weekend trza koniecznie ruszyć w las :)
Koniecznie :) Ja prawdopodobnie w tym roku nie będę już mieć okazji, ale jestem zadowolona z tego co udało mi się znaleźć wczoraj i dziś :) Nie było szału ilościowego (widać, że to dopiero początki), ale za to udało się upolować prawdziwki, kurki, brzozaki, koźlaki, maślaki i miodówki ;)
Koniecznie :) Ja prawdopodobnie w tym roku nie będę już mieć okazji, ale jestem zadowolona z tego co udało mi się znaleźć wczoraj i dziś :) Nie było szału ilościowego (widać, że to dopiero początki), ale za to udało się upolować prawdziwki, kurki, brzozaki, koźlaki, maślaki i miodówki ;)
aaa dzięki za tę cenną informację .... zapomniałam, że na grzyba trzeba z rana ... teraz wiem, dlaczego nic nie znalazłam (tzn. syn wybrał wszystkie 6 szt. podgrzybków, bo pierwszy wysiadł z auta) ... potem przebrnęłam przez dwa "urodzajne" miejsca w zaprzyjaźnionych kaszubskich lasach ... i jednego muchomora napotkałam .... a lasy to bagienne, więc sucho nie mają ....
ale jeszcze nie umieramy :-)
mykofilia .... piękna ta polszczyzna ;-)
ale jeszcze nie umieramy :-)
mykofilia .... piękna ta polszczyzna ;-)
Byłem w lesie... całkiem niechcący znalazłem kilka sztuk:
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-K7YH6RXN-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-VCSZGEU3-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-UGLFCNGI-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-XPUOO6U8-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-K7YH6RXN-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-VCSZGEU3-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-UGLFCNGI-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-XPUOO6U8-D.jpg
> Zacząłeś już jeździć do lasu taczką?
Z taczką nie. Wziąłem kobiałkę. Po 20 minutach wróciłem do domu i wziąłem kosz wielkości 3 kobiałek. 2 prawdziwki przyniosłem w łapie, bo się nie mieściły w koszu. Za moment zrzucam z dwóch suszarek podsuszone prawdziwki i nastawiam na noc druga turę. Resztę w ocet - te ładne, i na patelnię z cebulką jako baza do zimowej pizzy. Rano przejdę się na powrót.
Faktem jest, nie szedłem dalej niż 100 m od mojego płotu.
Z taczką nie. Wziąłem kobiałkę. Po 20 minutach wróciłem do domu i wziąłem kosz wielkości 3 kobiałek. 2 prawdziwki przyniosłem w łapie, bo się nie mieściły w koszu. Za moment zrzucam z dwóch suszarek podsuszone prawdziwki i nastawiam na noc druga turę. Resztę w ocet - te ładne, i na patelnię z cebulką jako baza do zimowej pizzy. Rano przejdę się na powrót.
Faktem jest, nie szedłem dalej niż 100 m od mojego płotu.
Na klarowanym maśle przesmażasz cebulkę i grzyby, trochę soli. Po odparowaniu mrozisz i możesz potem z tym robić, co zechcesz.
Baza + makaron + sos pomidorowy + ser = lasagne
Baza + ciasto na pizzę + czosnek + oliwki + papryczki + mozarella = pizza
Baza + czosnek + pomidorki koktajlowe + ser pleśniowy = zapiekanka
Mozna też:
omlet z farszem grzybowym
makaron z grzybami w sosie śmietanowo-serowym
makaron z grzybami i serem zapiekany
jajecznica z grzybami
sos grzybowy do kotlecików
i co tam chcesz, wszystko z bazy.
Baza to jest podstawa.
Skończyłem. Baza stygnie. Idę w kojo. Branoc.
Baza + makaron + sos pomidorowy + ser = lasagne
Baza + ciasto na pizzę + czosnek + oliwki + papryczki + mozarella = pizza
Baza + czosnek + pomidorki koktajlowe + ser pleśniowy = zapiekanka
Mozna też:
omlet z farszem grzybowym
makaron z grzybami w sosie śmietanowo-serowym
makaron z grzybami i serem zapiekany
jajecznica z grzybami
sos grzybowy do kotlecików
i co tam chcesz, wszystko z bazy.
Baza to jest podstawa.
Skończyłem. Baza stygnie. Idę w kojo. Branoc.
Mi się kiedyś zdarzyło dopaść ŁAN podgrzybków. Z klęczek się wstawało tylko po to, żeby pojemnik zmienić ;)
A potem cała noc czyszczenia. Część poszła w słoiki, część na susz. Niestety.. susz poszedł w śmietnik, bo później dorzuciłem do niego (niechcący oczywiście) goryczaka żółciowego. Nie wiem, czy to była 1 szt, czy więcej.. w każdym razie grzyby stały się już niejadalne :(
Jeśli ktoś wie, gdzie jest akwedukt w Fojutowie, to właśnie w tamtych okolicach to było.
A potem cała noc czyszczenia. Część poszła w słoiki, część na susz. Niestety.. susz poszedł w śmietnik, bo później dorzuciłem do niego (niechcący oczywiście) goryczaka żółciowego. Nie wiem, czy to była 1 szt, czy więcej.. w każdym razie grzyby stały się już niejadalne :(
Jeśli ktoś wie, gdzie jest akwedukt w Fojutowie, to właśnie w tamtych okolicach to było.
Są borowki, niestety niejadalne. Z daleka wyglądają jak szlachetne.
Moja mama zauważywszy takiego z daleka, biegła by go zerwać i nogę złamała.
Grzyby w moich rejonach też już są. Widuję wielu grzybiarzy z pełnymi koszykami.
Ja niestety nie mam czasu i możliwości by ich nazbierać.
Moi rodzice za to, zebrali wczoraj ok 100 prawdziwków w 1,5 godz:) poza tym jeszcze podgrzybki, koźlarze i maślaki
Rejony Paraszyno/Łówcz
Moja mama zauważywszy takiego z daleka, biegła by go zerwać i nogę złamała.
Grzyby w moich rejonach też już są. Widuję wielu grzybiarzy z pełnymi koszykami.
Ja niestety nie mam czasu i możliwości by ich nazbierać.
Moi rodzice za to, zebrali wczoraj ok 100 prawdziwków w 1,5 godz:) poza tym jeszcze podgrzybki, koźlarze i maślaki
Rejony Paraszyno/Łówcz
> Łoże nabyłeś?
Nie. Coś bardziej "przyziemnego" :)
> przydałby mi się taki toporek, żeby te 15 kijów nastrugac.
Mogę Ci 4 szt pozyczyć. Akurat Ty ich nie znasz (nie brałem na mini-mini) ale uwierz na słowo: chcesz je mieć na ognisku :D
Tylko oddaj do końca przyszłego tygodnia, bo będą potrzebne (mała zajawka) ;]
Nie. Coś bardziej "przyziemnego" :)
> przydałby mi się taki toporek, żeby te 15 kijów nastrugac.
Mogę Ci 4 szt pozyczyć. Akurat Ty ich nie znasz (nie brałem na mini-mini) ale uwierz na słowo: chcesz je mieć na ognisku :D
Tylko oddaj do końca przyszłego tygodnia, bo będą potrzebne (mała zajawka) ;]
@Ilona:
Jakieś 10% urobku zostało zdekapitowane. Najładniejsze małe kapelusiki od borowików, podgrzybków i maślaków trafiły jeszcze wczoraj do octu. Trzy słoiki.
Ich nóżki wygrzewają się na moim piecu. Ledwo się zmieściły.
Cała, wstępnie obrobiona reszta, czeka w garach na dostawę słoików, bo właścicielce Centrum Hurtowego Przetwórstwa Grzybnego się one skończyły.
I teraz dopiero będę świnią: gorzkie nie są :D :D
Jakieś 10% urobku zostało zdekapitowane. Najładniejsze małe kapelusiki od borowików, podgrzybków i maślaków trafiły jeszcze wczoraj do octu. Trzy słoiki.
Ich nóżki wygrzewają się na moim piecu. Ledwo się zmieściły.
Cała, wstępnie obrobiona reszta, czeka w garach na dostawę słoików, bo właścicielce Centrum Hurtowego Przetwórstwa Grzybnego się one skończyły.
I teraz dopiero będę świnią: gorzkie nie są :D :D
O 6:58 miałem autobus, którym planowałem dostać się do kompleksu leśnego w rejon Otomina. Kiedy o 6:50 zapinałem sukę, przyszło otrzeźwienie: powrotny mam za 2h. Jeśli nic nie znajdę, to przynajmniej będzie fajny spacer. Ale akurat spacerowo i ja i suka jesteśmy w pełni zaspokojeni :) Gorzej, jeśli coś znajdę :/ Piec zajęty a jeśli zawiozę je do Centrum Przetwórstwa, ryzykuję, że zostanę na widok kolejnych grzybów zrzucony wraz z nimi ze schodów :)
Rozsądek zwyciężył. Poszliśmy z suką na górki na jabłuszka :)
Rozsądek zwyciężył. Poszliśmy z suką na górki na jabłuszka :)
No to się pochwalę ;-)
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-PIZQCEH3-D.jpg
http://www.mojalbum.com.pl/Zdjecie-PIZQCEH3-D.jpg
No.
Dlaczego, gdy czytam Twe posty, ciagle chce mnie sie smiac?
:)
Wez skos jak co roku pnie w poprzek drogi, aby miastowe ludzie w malych autach, ktore malo pala nie wjezdzali w knieje.
ps. cierpie na bezsensowna bezssenosc, masz lek?
Dlaczego, gdy czytam Twe posty, ciagle chce mnie sie smiac?
:)
Wez skos jak co roku pnie w poprzek drogi, aby miastowe ludzie w malych autach, ktore malo pala nie wjezdzali w knieje.
ps. cierpie na bezsensowna bezssenosc, masz lek?
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Ta "niepozorna" (zapomniałem zwyczajowo położyć w nią swoją Nokię, żeby było porównanie skali) kupka ze zdjęcia, które wkleiłem powyżej, ważyła dobrze ponad 10 kg i dała:
- ok. 1 kg odpadu
- 3 słoiki marynowanych malutkich lebków, o których już pisałem
- ubity na siłę słoik 0,75l suszu (jeden wsad znad pieca)
- 14 (jeśli pamięć wzrokowa mnie nie myli) słoików po majonezie (300ml) zapasteryzowanej bazy grzybowej do dalszego wykorzystania
- garnek zupy grzybowej, z tego, co już nie chciało się przerobić, a która była bardziej (zważywszy na % zawartości grzybów) sosem ;)
Zbiór "przemysłowy" dla mieszczuchów ma sens. Potem... możan już sobie iść/jechać rekreacyjnie ;)
Centrum Przetwórstwa już nieczynne.. bo i po co ?
Warto było się taki szmat drogi w niewygodzie tłuc. Dzięki Ci wielkie.. Panie Lasu :D
- ok. 1 kg odpadu
- 3 słoiki marynowanych malutkich lebków, o których już pisałem
- ubity na siłę słoik 0,75l suszu (jeden wsad znad pieca)
- 14 (jeśli pamięć wzrokowa mnie nie myli) słoików po majonezie (300ml) zapasteryzowanej bazy grzybowej do dalszego wykorzystania
- garnek zupy grzybowej, z tego, co już nie chciało się przerobić, a która była bardziej (zważywszy na % zawartości grzybów) sosem ;)
Zbiór "przemysłowy" dla mieszczuchów ma sens. Potem... możan już sobie iść/jechać rekreacyjnie ;)
Centrum Przetwórstwa już nieczynne.. bo i po co ?
Warto było się taki szmat drogi w niewygodzie tłuc. Dzięki Ci wielkie.. Panie Lasu :D
Nie chcem siem chwalić ale dzisiaj uzbierałam cały kosz :D...skutki uboczne - bolesne ukąszenie mrówki (ja nie wiem jak ona się do mojej odnogi dostała) , podrapane kolcami jeżyn kostki i lekki zawał jak sarna przemknęła przede mną...i tak było warto :D...las dzisiaj przepięknie wygladał i równie pięknie pachniał...no to teraz wypiję zasłużoną kawę.
Przed chwilą widziałem wysiadającą z autobusu starszą kobietę, objuczoną dwoma wiadrami a'la Castorama, czubatymi od grzybów + dwie równie czubate duże reklamówy. Oczywiście.. było jej z tym bardzo nieporęcznie i z pewnością żałowała, że nie ma więcej rąk. Te grzyby jej co chwila wypadały, zatem musiała się zatrzymać, odłożyć torby i wiadra, pozbierać, zebrać się i iść dalej. Po ok. 2m cykl się powtarzał.
I to jest dopiero nieumiarkowanie w grzybim nałogu! :D
I to jest dopiero nieumiarkowanie w grzybim nałogu! :D
Policzyłem paczki z suszonymi prawdziwkami z tego roku i wyszło mi, że musiałem ich zebrać jakieś 40k, nie licząc tych, co zebrałem i oddałem ludziom. Dawno tak nie wysypało. Pod modrzewiami rośnie mi jakieś 15k maślaków, ale ich nie podejmuję, bo nie mam co z nimi zrobić. Poranne grzybobranie ujmuje mi w sumie 5 godzin życia dziennie = 1,5 zbieranie + reszta przetwarzanie.
~Cross - ale ja nie chcę oddać tego co nazbieram, zatem korzyści by nie miał, mogłabym się zdobyć na upieczenie bułeczek drożdżowych z jabłkiem i kruszonką
~sadyl - a wystarczyło pomyśleć przez chwilę o bliźnim - ulżyć Pani, zgarnąć sztuk kilka i się podzielić z tymi co nie mają
~Manson - ja wiem, że do Ciebie można zawsze i o każdej porze
~sadyl - a wystarczyło pomyśleć przez chwilę o bliźnim - ulżyć Pani, zgarnąć sztuk kilka i się podzielić z tymi co nie mają
~Manson - ja wiem, że do Ciebie można zawsze i o każdej porze
"~Cross - ale ja nie chcę oddać tego co nazbieram, zatem korzyści by nie miał, mogłabym się zdobyć na upieczenie bułeczek drożdżowych z jabłkiem i kruszonką"
Bardziej miałem na myśli doborowe towarzystwo niż korzyści materialne.
Bardziej miałem na myśli doborowe towarzystwo niż korzyści materialne.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Idę spać.
Rano wezmę sforę i pójdę na spacer z koszyczkiem.
Zbiorę 5k.
Na śniadanie usmażę sobie omlet z grzybami, pomidorkami koktajlowymi i szczypiorkiem.
Potem oporządzę grzyby - dwie suszarki, kilka słoików w ocet i reszta na bazę.
Wstawię suszenie.
Zagotuję do octu.
Na lunch zjem fiszburgera z filetem okonia.
Ugotuję bazę. Bazę i octowe zapakuję w pojemniki - jedne do mrożenia, drugie do pasteryzacji.
Sprawdzę i obrobię ogórki, jutro ich czas.
Zjem obiad - będzie to pizza z grzybami plus papryki, anchois, pomidorki koktajlowe i oliwki.
Odwalę wolantariat.
Zagram mecz ze sforą.
Zapasteryzuję słoiki.
Podleję ogórki i pomidory.
Na kolację zrobię lasagne z grzybami.
Zapiję piwem.
Nakarmię sforę i kociambry.
Zapiję drinem.
Zapuszczę jakiś film.
Zapiję drinem.
Pójdę spać, bo w niedzielę znowu na spacer z koszyczkiem.
Dzień jak co dzień.
Rano wezmę sforę i pójdę na spacer z koszyczkiem.
Zbiorę 5k.
Na śniadanie usmażę sobie omlet z grzybami, pomidorkami koktajlowymi i szczypiorkiem.
Potem oporządzę grzyby - dwie suszarki, kilka słoików w ocet i reszta na bazę.
Wstawię suszenie.
Zagotuję do octu.
Na lunch zjem fiszburgera z filetem okonia.
Ugotuję bazę. Bazę i octowe zapakuję w pojemniki - jedne do mrożenia, drugie do pasteryzacji.
Sprawdzę i obrobię ogórki, jutro ich czas.
Zjem obiad - będzie to pizza z grzybami plus papryki, anchois, pomidorki koktajlowe i oliwki.
Odwalę wolantariat.
Zagram mecz ze sforą.
Zapasteryzuję słoiki.
Podleję ogórki i pomidory.
Na kolację zrobię lasagne z grzybami.
Zapiję piwem.
Nakarmię sforę i kociambry.
Zapiję drinem.
Zapuszczę jakiś film.
Zapiję drinem.
Pójdę spać, bo w niedzielę znowu na spacer z koszyczkiem.
Dzień jak co dzień.
Koszyk jak co dzień, choć prawdziwków tylko 19. Ale i tak zajęły obie suszarki. Dzisiaj oblazłem tylko płot dookoła, bo nie chciało mi się dalej w las. Za dużo ludzi.Przed chwilą jakiś młodziak (14-16) łaził mi po lesie i nawoływał mamę. Miękki jestem, nie miałem sumienia pójść i powiedzieć mu, że mamy nie ma co szukać. Sam musi do tego dojść, biedactwo.
Na lancz zamiast pizzy były smażone łby kań i maślaków, podawane z sosem słodko-kwaśnym i kiszeniakami.
Na wieczór zaprosił leśniczy zegnać lato.
Maślaków ciągle dużo pod modrzewiami.
Na lancz zamiast pizzy były smażone łby kań i maślaków, podawane z sosem słodko-kwaśnym i kiszeniakami.
Na wieczór zaprosił leśniczy zegnać lato.
Maślaków ciągle dużo pod modrzewiami.
>Nie paplam.
>Nic zlego w mowieniu.
>Zlo nie jest na zewnatrz.
>Zlo jest w nas.
Mój miły, we mnie na ten przykład nie ma nic złego. Ani dobrego. Jest trochę ładnego i trochę brzydkiego.
Zgodzę się, że w mówieniu nic złego.
Nie zgodzę się, że oznacza to absolutną wolność gadania o wszystkim, co się wie, i co się nie wie.
Jak ja będę sobie życzył powiadomić ogół o czymś to to zrobię.
Jak będę potrzebował, żebyś mnie wyręczył, to ci powiem.
A jeśli ani jedno ani drugie to moje sprawy są moimi sprawami i nic nikomu do tego.
Miałbyś komfort wiedząc, że rzeczy które wiem o Tobie upubliczniłbym, bo w moim odczuciu w mówieniu nic złego?
Bo ja czułbym się wielce niekomfortowo, gdybyś na przykład wygadał się, że marzę skrycie o bliższych kontaktach z Ziyi Zhang.
PS 1 - też Cię kocham :-)
PS 2 - zimne noce, grzyby gasną, pojawiają się jesienne, dziś znalazłem pierwsze sarniaki dachówkowate, wyłażą gąski, na razie te niejadalne.
>Nic zlego w mowieniu.
>Zlo nie jest na zewnatrz.
>Zlo jest w nas.
Mój miły, we mnie na ten przykład nie ma nic złego. Ani dobrego. Jest trochę ładnego i trochę brzydkiego.
Zgodzę się, że w mówieniu nic złego.
Nie zgodzę się, że oznacza to absolutną wolność gadania o wszystkim, co się wie, i co się nie wie.
Jak ja będę sobie życzył powiadomić ogół o czymś to to zrobię.
Jak będę potrzebował, żebyś mnie wyręczył, to ci powiem.
A jeśli ani jedno ani drugie to moje sprawy są moimi sprawami i nic nikomu do tego.
Miałbyś komfort wiedząc, że rzeczy które wiem o Tobie upubliczniłbym, bo w moim odczuciu w mówieniu nic złego?
Bo ja czułbym się wielce niekomfortowo, gdybyś na przykład wygadał się, że marzę skrycie o bliższych kontaktach z Ziyi Zhang.
PS 1 - też Cię kocham :-)
PS 2 - zimne noce, grzyby gasną, pojawiają się jesienne, dziś znalazłem pierwsze sarniaki dachówkowate, wyłażą gąski, na razie te niejadalne.
Za Wiki:
"W Polsce był gatunkiem ściśle chronionym, od 9 października 2014 r. został wykreślony z listy gatunków grzybów chronionych."
Wówczas też wykreślono z listy gatunków chronionych szmaciaka gałęzistego, który w przeciwieństwie do sarniaka jest przepyszny.
Zresztą... zawsze mnie dziwiła jego ochrona, bo jest grzybem dość pospolitym. W zeszłym roku, z każdego grzybobrania, przywoziliśmy przynajmniej jednego szmaciaka. Wychodząc z założenia, że pod ochroną jest grzyb (czyli cały organizm zwany grzybnią) a nie jego owocniki :D
"W Polsce był gatunkiem ściśle chronionym, od 9 października 2014 r. został wykreślony z listy gatunków grzybów chronionych."
Wówczas też wykreślono z listy gatunków chronionych szmaciaka gałęzistego, który w przeciwieństwie do sarniaka jest przepyszny.
Zresztą... zawsze mnie dziwiła jego ochrona, bo jest grzybem dość pospolitym. W zeszłym roku, z każdego grzybobrania, przywoziliśmy przynajmniej jednego szmaciaka. Wychodząc z założenia, że pod ochroną jest grzyb (czyli cały organizm zwany grzybnią) a nie jego owocniki :D
Sarniaki, szczególnie starszawe, są twarde i mogą być ciężkostrawne. Najlepiej go ususzyć, zemleć i używać jako przyprawę. Suszony ma ładny aromat.
Ja natomiast suszę z nich krajankę i używam do bigosu, bo w bigosie są rewelacyjne. I smakiem, i teksturą.
"Jest wiele rzeczy, których nie wolno, ale można" Józef Szwejk
Ja natomiast suszę z nich krajankę i używam do bigosu, bo w bigosie są rewelacyjne. I smakiem, i teksturą.
"Jest wiele rzeczy, których nie wolno, ale można" Józef Szwejk
> Najlepiej go ususzyć, zemleć i używać jako przyprawę.
Kiedyś mieliłem nadmiar suszu. Ale przekonałem się, że mielony susz jest bardzo higroskopijny. To akurat pół biedy, bo można do niego wrzucić torebeczki groszków dunotitów :D
Gorzej, że jest diabelnie podatny na pleśnienie. Na całych plasterkach grzybów pleśń widać od razu. W proszku... nie bardzo :/
Zatem wychodzę obecnie z założenia, że mielić na bieżąco - ok. Ale przetrzymywać dłużej zmielony susz bym nie ryzykował.
Poza tym: nie mam młynka :D
Kiedyś mieliłem nadmiar suszu. Ale przekonałem się, że mielony susz jest bardzo higroskopijny. To akurat pół biedy, bo można do niego wrzucić torebeczki groszków dunotitów :D
Gorzej, że jest diabelnie podatny na pleśnienie. Na całych plasterkach grzybów pleśń widać od razu. W proszku... nie bardzo :/
Zatem wychodzę obecnie z założenia, że mielić na bieżąco - ok. Ale przetrzymywać dłużej zmielony susz bym nie ryzykował.
Poza tym: nie mam młynka :D
~~Miałbyś komfort wiedząc, że rzeczy które wiem o Tobie upubliczniłbym, bo w moim odczuciu w mówieniu nic złego?
Jasne, ze tak. Oczywiscie.
Niezbyt mocno me superego wplywa moj stan emocjonalny.
Inaczej mowic, Bracie, nie dbam o moja wyidealizowana opinie innych w innych oczach.
Proste.
Chodzi o prawde.
A prawda to droga do wolnosci.
Kurde, zbrzmialo gleboko?
hyhyhyh
Jasne, ze tak. Oczywiscie.
Niezbyt mocno me superego wplywa moj stan emocjonalny.
Inaczej mowic, Bracie, nie dbam o moja wyidealizowana opinie innych w innych oczach.
Proste.
Chodzi o prawde.
A prawda to droga do wolnosci.
Kurde, zbrzmialo gleboko?
hyhyhyh
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Nawet nie zamierzam aspirowac - o Najmilsza Ineczko - do terminu wspomnianianym przecz Cie, ktory zwyczajnie nie istnieje w mym podreczo-lozkowym slowniku.
Ocenialas mnie.
A to blad :)
Nie nalezy ocenic innych, gdyz nigdy nie wiadomo ile w zyciu przeszedl.
A tak serio.
Odnosnie grzybow (owocnikow)
Lubisz borowiki ceglastopore?
Ocenialas mnie.
A to blad :)
Nie nalezy ocenic innych, gdyz nigdy nie wiadomo ile w zyciu przeszedl.
A tak serio.
Odnosnie grzybow (owocnikow)
Lubisz borowiki ceglastopore?
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Manson, prosbe mam.
To wazne. (dla mnie)
Chce zrobic dla ludzi dzis chinszczyzne.
JAKOS mam pomysly w glowie, ale weny jak na lekarstwo
Masz cos w glowie??
Z miechem.
Prosze jesli mozesz cos sprawdzonego.
Chinskie zarcie.
Moze byc z ryba.
Mam wszystko, a czego braknie to jest sklep.
https://www.youtube.com/watch?v=JPnB8QV3LSs
To wazne. (dla mnie)
Chce zrobic dla ludzi dzis chinszczyzne.
JAKOS mam pomysly w glowie, ale weny jak na lekarstwo
Masz cos w glowie??
Z miechem.
Prosze jesli mozesz cos sprawdzonego.
Chinskie zarcie.
Moze byc z ryba.
Mam wszystko, a czego braknie to jest sklep.
https://www.youtube.com/watch?v=JPnB8QV3LSs
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A co tam z chińszczyzną jest trudnego panie Bracie? Toć weny trzeba tu tyle co nic.
Mięso (brrrr.....) kroimy na paski grubości 1 cm i marynujemy w sosie sojowym z dodatkiem miodu - 2 godz. w lodówce wystarczy.
Rozgrzewamy wok z dwoma łyżkami oleju, na to wrzucamy posiekane czosnek, imbir, chili i dymkę, przesmażamy, wrzucamy mięso, przesmażamy, wrzucamy warzywa, przesmażamy, dodajemy łyżeczkę miodu, sok z cytryny i sos sojowy, przesmażamy, wrzucamy kiełki i zagęszczamy skrobią - i voila. Plus ryż odrębnie ugotowany.
Tak powstało mięso z warzywami w sosie słodko-kwaśnym :-))
PS1. Mięso marynujemy w sosie sojowym ciemnym, a do potrawy uzywamy sosu sojowego jasnego.
PS2. Posypujemy po wierzchu prażonym sezamem - Chińczycy tak zawsze robią dania chińskie dla Europejczyków :-)
Mięso (brrrr.....) kroimy na paski grubości 1 cm i marynujemy w sosie sojowym z dodatkiem miodu - 2 godz. w lodówce wystarczy.
Rozgrzewamy wok z dwoma łyżkami oleju, na to wrzucamy posiekane czosnek, imbir, chili i dymkę, przesmażamy, wrzucamy mięso, przesmażamy, wrzucamy warzywa, przesmażamy, dodajemy łyżeczkę miodu, sok z cytryny i sos sojowy, przesmażamy, wrzucamy kiełki i zagęszczamy skrobią - i voila. Plus ryż odrębnie ugotowany.
Tak powstało mięso z warzywami w sosie słodko-kwaśnym :-))
PS1. Mięso marynujemy w sosie sojowym ciemnym, a do potrawy uzywamy sosu sojowego jasnego.
PS2. Posypujemy po wierzchu prażonym sezamem - Chińczycy tak zawsze robią dania chińskie dla Europejczyków :-)
Grzybki mają przerwę. Dzisiaj kosz 5 kg, ale prawdziwków tylko 10 szt. Za to pierwsza zielonka w sezonie. No i klika pięknych rydzów, które za niedługo wrzucę na patelnię (całe kapelusze) i usmażę, po czym pożrę maczając w sosie chili i zapijając piwskiem. Dobre żarcie nigdy mi się nie znudzi. A na deser garść malin.
Thx Manson.
Jakos dam rade, chyba ze w ostatniej chwili zmienie zdanie, i miast skosnookich skodko- kwasnych frykasow zrobie belgijskie frytki.
Albo sajgonki z kielkami z potezna dawka cebuli.
Czekam tu na Pania pod wezwaniem psa.
To ostatnie zdanie mialo miec wydzwiek enigmatyczny.
Aby sie nikt nie domyslil.
Kurde jedna z mych wad, jest to ze mam dobre serce.
Druga to, iz za duzo paple.
I Pale.
Dzis kubanskie cugara i espniolskie cygaretki
:)))))))))
https://www.youtube.com/watch?v=HffbME_B7JQ
Jakos dam rade, chyba ze w ostatniej chwili zmienie zdanie, i miast skosnookich skodko- kwasnych frykasow zrobie belgijskie frytki.
Albo sajgonki z kielkami z potezna dawka cebuli.
Czekam tu na Pania pod wezwaniem psa.
To ostatnie zdanie mialo miec wydzwiek enigmatyczny.
Aby sie nikt nie domyslil.
Kurde jedna z mych wad, jest to ze mam dobre serce.
Druga to, iz za duzo paple.
I Pale.
Dzis kubanskie cugara i espniolskie cygaretki
:)))))))))
https://www.youtube.com/watch?v=HffbME_B7JQ
O właśnie, żeś mi przypomniał, toć ostatnim razem chciałem mi wypalić moje mistrzowskie cygaro, które jak Frank Delay noszę ze sobą na pokazówki w cynfolii.
Koniec z grzybami. Zebrałem dzisiaj 150 kg jabłek. Od jutra zaczynam robić wina. I przeciery. I wina. I dżemy. I wina. I nadzienie do szarlotek. I wina.
Koniec z grzybami. Zebrałem dzisiaj 150 kg jabłek. Od jutra zaczynam robić wina. I przeciery. I wina. I dżemy. I wina. I nadzienie do szarlotek. I wina.
Kiedys mialem dziewczyne.
Lazila do liceum w Gdyni.
Pewnego dnia majac ok 16lat wlazla do sali lekcyjnej spozniona w trakcie polowy lekcji jezyka polskiego.
Byla spozniona przez uliczne korki, trafiki czy inne sztaly dobre 25min. czasu.
Nauczycielka byla zyleta.
Pelna konsternacja.
Cisza w sali.
Podlazi ex do pani z jezyka polskiego i mowi:
(tutaj autentyczny cytat)
""Przepraszam, ale byl straszny korkociag".
(cala sala HLE HLE HLE HLE hahahahahahahahahahahsahahsa)
Lazila do liceum w Gdyni.
Pewnego dnia majac ok 16lat wlazla do sali lekcyjnej spozniona w trakcie polowy lekcji jezyka polskiego.
Byla spozniona przez uliczne korki, trafiki czy inne sztaly dobre 25min. czasu.
Nauczycielka byla zyleta.
Pelna konsternacja.
Cisza w sali.
Podlazi ex do pani z jezyka polskiego i mowi:
(tutaj autentyczny cytat)
""Przepraszam, ale byl straszny korkociag".
(cala sala HLE HLE HLE HLE hahahahahahahahahahahsahahsa)
No to będę musiał odkopać korkownicę od C'ego. Poręczniej mi było zakręcać butelki. Pięciolitrowe i większe. A teraz korkować te małe biedactwa po 0,7? Masa roboty. Ale czego się nie robi dla płci pazernej :-)
PS. Mój korkociąg został zrobiony domowym sposobem z kawałka korzenia wrzosu i kupiony za 1 euro na garażowej wyprzedaży w NL :-)
PS. Mój korkociąg został zrobiony domowym sposobem z kawałka korzenia wrzosu i kupiony za 1 euro na garażowej wyprzedaży w NL :-)
Manson, prosze Cie.
Nie idz w trendy w produkcji win Z Nowego Swiata.
Australia, Nowa Zelandia, Peru, Chille, Stany. California.
Prosze.
Odkreca sie piwo zapalniczka.
Wina nie wolno odkrecac ino odkorkowywac.
Wina Francuskie sa za drogie w stosunku do smaku.
Sa podle czesto.
Polnocna Italia.
Piemont.
I pamietaj ta korkownica ma czerwone uchwyty jak wino z czeresni. ALBO TRUSKAWEK.
Korki z debu francuskiegbo nalezy we wrzatku macerowac kilka minut.
Drewno jest jak lod mocne.
Pecznieje.
ps. czy ja pisalem, ze Cie kocham?
No wlasnie.
hehehehehe
Nie idz w trendy w produkcji win Z Nowego Swiata.
Australia, Nowa Zelandia, Peru, Chille, Stany. California.
Prosze.
Odkreca sie piwo zapalniczka.
Wina nie wolno odkrecac ino odkorkowywac.
Wina Francuskie sa za drogie w stosunku do smaku.
Sa podle czesto.
Polnocna Italia.
Piemont.
I pamietaj ta korkownica ma czerwone uchwyty jak wino z czeresni. ALBO TRUSKAWEK.
Korki z debu francuskiegbo nalezy we wrzatku macerowac kilka minut.
Drewno jest jak lod mocne.
Pecznieje.
ps. czy ja pisalem, ze Cie kocham?
No wlasnie.
hehehehehe
@Ilona, Vi:
Nie musicie lubić. Byleście umiały piec :D
@Manson:
Na okolicznych górkach mam w pip jabłek. Przepysznych. Mam nawet (chyba jeszcze mam?) w zaprzyjaźnionej piwnicy butlę 50l.
Ino kuźwa.. nie mam miejsca na nią, żeby se pobulgotała... A i destylarki nie mam.. choć to akurat dałoby się ogarnąć :D
Ostatnio.. we wojsku destylowałem coś, na pograniczu wina z jabłek. Warunki spartańskie, ale miałem pod sobą bazę akumulatorów zasadowych, na której wyposażeniu była destylarka :D
Nie musicie lubić. Byleście umiały piec :D
@Manson:
Na okolicznych górkach mam w pip jabłek. Przepysznych. Mam nawet (chyba jeszcze mam?) w zaprzyjaźnionej piwnicy butlę 50l.
Ino kuźwa.. nie mam miejsca na nią, żeby se pobulgotała... A i destylarki nie mam.. choć to akurat dałoby się ogarnąć :D
Ostatnio.. we wojsku destylowałem coś, na pograniczu wina z jabłek. Warunki spartańskie, ale miałem pod sobą bazę akumulatorów zasadowych, na której wyposażeniu była destylarka :D
Jabłka...uwielbiam pod każdą postacią:D...stała,płynna,podpieczona...mniaaam...no jak szarlotki nie lubić? toż to zbrodnia niesłychana;-)
U mnie bulgoce delikatnie wino z wiśni...podobno coś z nim nie tak...za słabo pracuje..nadworny gorzelnik tak powiedział..i nie wiem czy nie robi tego specjalnie co bym nie wypiła zbyt wcześnie ;D
U mnie bulgoce delikatnie wino z wiśni...podobno coś z nim nie tak...za słabo pracuje..nadworny gorzelnik tak powiedział..i nie wiem czy nie robi tego specjalnie co bym nie wypiła zbyt wcześnie ;D
Odkorkuj, pobierz próbkę i spróbuj. Czasem wino za wolno pracuje jak dodasz za dużo cukru, dlatego przy winach słodkich cukier należy dodawać w dwóch partiach. Albo jak cukru jest za mało, to też drożdże nie mają co szamać.
Czesi takie pracujące wino nazywają burczok i można je u nich kupić we wrześniu przy drodze ze straganu jak u nas arbuzy albo grzyby. Leją je w plastikowe 1,5 l butelki. Tylko co chwila trzeba taką butelkę rozkręcać i upuszczać dwutlenek węgla, coby jej nie rozsadziło, albo nie wykipiało przy zbyt długich przerwach w odgazowywaniu. Nie mniej burczok jest mega -> jeszcze słodki, a już z bombelkami.
Dobrze, że mnie natchnęłaś. Z tej ilości jabłek też nastawię sobie jeden gąsiorek burczoka. Witamina b complex w naturalnej postaci.
Sadylu, kto tu mówi o destylowaniu? My tu o produktach z najwyższej półki, a ty o destylacji? A fe, przecież destyluje się bele co, bo ma targnąć a nie smakować. Chociaż z drugiej strony jak mówi mądra księga kiedy zaczyna smakować ci alko to znaczy, że masz problem.
Czesi takie pracujące wino nazywają burczok i można je u nich kupić we wrześniu przy drodze ze straganu jak u nas arbuzy albo grzyby. Leją je w plastikowe 1,5 l butelki. Tylko co chwila trzeba taką butelkę rozkręcać i upuszczać dwutlenek węgla, coby jej nie rozsadziło, albo nie wykipiało przy zbyt długich przerwach w odgazowywaniu. Nie mniej burczok jest mega -> jeszcze słodki, a już z bombelkami.
Dobrze, że mnie natchnęłaś. Z tej ilości jabłek też nastawię sobie jeden gąsiorek burczoka. Witamina b complex w naturalnej postaci.
Sadylu, kto tu mówi o destylowaniu? My tu o produktach z najwyższej półki, a ty o destylacji? A fe, przecież destyluje się bele co, bo ma targnąć a nie smakować. Chociaż z drugiej strony jak mówi mądra księga kiedy zaczyna smakować ci alko to znaczy, że masz problem.
Przerabialiśmy grzyby,potem jabłka pod różną postacią to teraz pora na dynie:)...piękne,pomarańczowe kule które lubię już za sam kolor...dzisiaj u mnie walka z wielką dynią którą przerabiam na wersję słodką w occie..następne czekają w kolejce...może ktoś podrzuci mi pomysł na jeszcze inne wykorzystanie dyni :D
Na grzyby to tylko na Słowację.
Prawdziwie prawdziwkowo:
http://myalbum.com/photo/mrwUJIpPpDdL_lbW39E/540.jpg
http://myalbum.com/photo/vFDQBG3SWJ54_jxdyGV/540.jpg
To nie moje foty... moje są lepsze ;D
Prawdziwie prawdziwkowo:
http://myalbum.com/photo/mrwUJIpPpDdL_lbW39E/540.jpg
http://myalbum.com/photo/vFDQBG3SWJ54_jxdyGV/540.jpg
To nie moje foty... moje są lepsze ;D
> już sobie wyobraziłam śnieżną zimę za oknem i zapach grzybów w całym domu.
Ja to znam z autopsji. 4 kzł za prąd na dogrzanie pomieszczenia do 19° i grzybicę na ścianach :/ Pachnie.. choć w tym kontekście raczej śmierdzi :/
Dzisiaj wietrzyłem cały dzień na oścież, bo za ciepło w chacie. Powyżej 23° jest nie do zniesienia.. dla mnie.
Parę szcz*pek darmowego drewna.
Kocham swój piec, chociaż jest brzydki :D
Zapach suszu grzybowego na piecu póki co robi za wakat. Mam nadzieję na rychłą zmianę ;)
Ja to znam z autopsji. 4 kzł za prąd na dogrzanie pomieszczenia do 19° i grzybicę na ścianach :/ Pachnie.. choć w tym kontekście raczej śmierdzi :/
Dzisiaj wietrzyłem cały dzień na oścież, bo za ciepło w chacie. Powyżej 23° jest nie do zniesienia.. dla mnie.
Parę szcz*pek darmowego drewna.
Kocham swój piec, chociaż jest brzydki :D
Zapach suszu grzybowego na piecu póki co robi za wakat. Mam nadzieję na rychłą zmianę ;)
Grzybom naściennym mówimy stanowcze nie,paskudne są,i z zapachu i z właściwości "zdrowotnych".U mnie sezon grzewczy też został otwarty z uwagi na chęć podsuszenia leśnych grzybów,w całym domu pachniało grzybami:D...muszę jeszcze nazbierać do słoiczków,potrzebuję małych,zdrowych grzybków:-)gdzie takie rosną?;-)
Baśń o ludziach stąd, nie chce mi się szukac kadru, tam są fajne grzybki naścienne.
Dzisiaj robię filmowy dzień. Potter? A może trylogia? Trylogia, 7 godzin z głowy, dawno nie oglądałem.
PS. Muszę mieć w sobie krew krasnoludów, bo skąd bym tak potrafił operować siekierą? Szczęśliwie jestem wolny od smoczej choroby.
Dzisiaj robię filmowy dzień. Potter? A może trylogia? Trylogia, 7 godzin z głowy, dawno nie oglądałem.
PS. Muszę mieć w sobie krew krasnoludów, bo skąd bym tak potrafił operować siekierą? Szczęśliwie jestem wolny od smoczej choroby.
Właśnie się dowiedziałem od Naszego Milusio I Błyskawicznie Nam Panującego, że szcz.a.pka drewna zawiera niecenzuralny rdzeń :D
@Inka²: Półwyspu zazdraszczam.Też bym się chętnie dał osmagać nadmorską bryzą, przy okazji fundując kąpiel w morzu suce. Chyba jeszcze nie zaznała tej przyjemności.
U mnie sezon grzewczy trwa już od dnia grzybobrania uwiecznionego powyżej. Co rusz coś dosuszam. A dzisiejszego poranka, zainspirowany przez Babę Jagę, nazbierałem na moich AppleHills reklamówkę jabłuszek. Zaraz się poplasterkują i zapełnią napiecowy wakat ;)
@Manson: Rozpocząłem poszukiwania czerwonej krasnoludzkiej czapki dla Ciebie. To jedyny element, którego brakuje, żebyś bez charakteryzacji robił za krasnoluda :D
@Inka²: Półwyspu zazdraszczam.Też bym się chętnie dał osmagać nadmorską bryzą, przy okazji fundując kąpiel w morzu suce. Chyba jeszcze nie zaznała tej przyjemności.
U mnie sezon grzewczy trwa już od dnia grzybobrania uwiecznionego powyżej. Co rusz coś dosuszam. A dzisiejszego poranka, zainspirowany przez Babę Jagę, nazbierałem na moich AppleHills reklamówkę jabłuszek. Zaraz się poplasterkują i zapełnią napiecowy wakat ;)
@Manson: Rozpocząłem poszukiwania czerwonej krasnoludzkiej czapki dla Ciebie. To jedyny element, którego brakuje, żebyś bez charakteryzacji robił za krasnoluda :D
> Sadyl...spaliły się jabłuszka?
A skąd. Grzecznie leżakują na jeszcze ciepłym od wczoraj piecu. Za jakąś godzinkę znowu napalę, żeby było im cieplutko.
Muszą się szybko ususzyć, aby ustąpić miejsca na piecu planowanym w nadchodzącym tygodniu grzybom :D
A tak w ogóle to chodzi za mną zrobienie suszarki napiecowej z prawdziwego zdarzenia, z kilkoma piętrami. Na zasadzie ramek z napięta na nich plastikową siatką. Temat do ogarnięcia w długie zimowe wieczory ;)
A skąd. Grzecznie leżakują na jeszcze ciepłym od wczoraj piecu. Za jakąś godzinkę znowu napalę, żeby było im cieplutko.
Muszą się szybko ususzyć, aby ustąpić miejsca na piecu planowanym w nadchodzącym tygodniu grzybom :D
A tak w ogóle to chodzi za mną zrobienie suszarki napiecowej z prawdziwego zdarzenia, z kilkoma piętrami. Na zasadzie ramek z napięta na nich plastikową siatką. Temat do ogarnięcia w długie zimowe wieczory ;)
> on był widoczny bez rozbierania
@Manson:
Musisz przy Ince² luźniejsze spodnie zakładać ;]
> Sadyl...i znowu grzyby?
Skoro są.. żal odpuścić. A i suka zatęskniła za plenerem.
Jabłuszkowe Wzgórza to dla niej ciut za mało.
BTW:
Wracając z wieczornego spaceru, wciągnąłem "na świeżo" zapach mojej chaty. W kolejności intensywności: jabłuszka, drewno, papierosy i kanaliza (mam jeszcze otwarte wyloty rur, bo nie wszystko jest podłączone).
Osoba, której tę informację dedykuję, wie o dedykacji :D
@Manson:
Musisz przy Ince² luźniejsze spodnie zakładać ;]
> Sadyl...i znowu grzyby?
Skoro są.. żal odpuścić. A i suka zatęskniła za plenerem.
Jabłuszkowe Wzgórza to dla niej ciut za mało.
BTW:
Wracając z wieczornego spaceru, wciągnąłem "na świeżo" zapach mojej chaty. W kolejności intensywności: jabłuszka, drewno, papierosy i kanaliza (mam jeszcze otwarte wyloty rur, bo nie wszystko jest podłączone).
Osoba, której tę informację dedykuję, wie o dedykacji :D
> Widziałem fajny obrazek na ilustrację powyższego
Znalazłem ;)
http://images03.bebzol.com/data/201504/170001-c6052e38a285078f9a107a90114d8d72.jpg
Znalazłem ;)
http://images03.bebzol.com/data/201504/170001-c6052e38a285078f9a107a90114d8d72.jpg
No to upiekłam dynię....dorodna była..na oko z 5 kg...podzieliłam na ćwiartki coby szybciej zmiękła nie narażając mnie na zbyt duży r-k za prąd :D...piekłam 2 godz. i jest ok,super zmiękła,wybrałam bez problemu łyżką do lodów a teraz stygnie...potem do woreczków i do zamrażalnika niech grzecznie czeka na swój czas:-)...następną zamarynuję...uwielbiam marynowaną na słodko-kwaśno dynię:D
Mój dzisiejszy, indywidualny "urobek":


Przy okazji dwie prośby:
1. Mansonie, mogłbyś rzucic swym fachowym okiem czy jakiś trujak mi się nie wkradł? Wątrobę mam już dostatecznie zdezelowaną :D
2. Ma ktoś pomysła, co zrobić z płachetek, poza usmażeniem w głebokim maśle i zapasteryzowaniem? Obróbka termiczna to dla mnie spore wyzwanie logistyczne :/
Przy okazji dwie prośby:
1. Mansonie, mogłbyś rzucic swym fachowym okiem czy jakiś trujak mi się nie wkradł? Wątrobę mam już dostatecznie zdezelowaną :D
2. Ma ktoś pomysła, co zrobić z płachetek, poza usmażeniem w głebokim maśle i zapasteryzowaniem? Obróbka termiczna to dla mnie spore wyzwanie logistyczne :/
Na moje oko ok, chociaż te kanie niektóre takie małe, że wolałbym je wziąć do łapki.
Płachetki można obsamżyć i zamrozić, są dobrym nadzieniem do pizzy i zapiekanek.
Ale co się mnie o grzyby pytasz, jak ja akurat teraz wciągam tofu smażone z muchomorami czerwonawymi w sosie słodko-kwaśnym?
Dwie duże kanie mam za płotem, ale jeszcze kule. Zrywać, czy miec nadzieję że nikt mi jutro pod płot nie przylezie?
Płachetki można obsamżyć i zamrozić, są dobrym nadzieniem do pizzy i zapiekanek.
Ale co się mnie o grzyby pytasz, jak ja akurat teraz wciągam tofu smażone z muchomorami czerwonawymi w sosie słodko-kwaśnym?
Dwie duże kanie mam za płotem, ale jeszcze kule. Zrywać, czy miec nadzieję że nikt mi jutro pod płot nie przylezie?
> Zrywać, czy miec nadzieję że nikt mi jutro pod płot nie przylezie?
Zostaw na noc bramę otwartą i przygotuj słoiki na weki ;]
Te małe kanie niczym się nie różnią od tych dużych, poza rozmiarem. Budowę mają identyczną.
Duże dzięki!
BTW: widziałem sporo grzybów przypominających surojadki. Ale szczerze mówiąc miałem stracha, to se odpuściłem.
BTW2: Płachetki obsmażasz z nóżkami, czy same kapelusze?
Zostaw na noc bramę otwartą i przygotuj słoiki na weki ;]
Te małe kanie niczym się nie różnią od tych dużych, poza rozmiarem. Budowę mają identyczną.
Duże dzięki!
BTW: widziałem sporo grzybów przypominających surojadki. Ale szczerze mówiąc miałem stracha, to se odpuściłem.
BTW2: Płachetki obsmażasz z nóżkami, czy same kapelusze?
To albo sama albo z niewymowną przyjemnością ;]
W lesie byłem ok. 6 rano. P*ździło niemożebnie a pierwsze sztuki maślaków zbierałem autentycznie zamrożone :D
Nawet miałem chwilę zwątpienia i chciałem wracać, bo nie widziałem młodych owocników. Ale po kilku zmianach lokalizacji okazało się, że nie jest tak źle.
Byłem w okolicach Wdzydz. Podgrzybki tam dopiero się nieśmiało zaczynają. Za to jeszcze są borowiki, które w Mansonowym Borze już się praktycznie skończyły.
No i łany płachetek. Głównie starych, których nie zbierałem.
W lesie byłem ok. 6 rano. P*ździło niemożebnie a pierwsze sztuki maślaków zbierałem autentycznie zamrożone :D
Nawet miałem chwilę zwątpienia i chciałem wracać, bo nie widziałem młodych owocników. Ale po kilku zmianach lokalizacji okazało się, że nie jest tak źle.
Byłem w okolicach Wdzydz. Podgrzybki tam dopiero się nieśmiało zaczynają. Za to jeszcze są borowiki, które w Mansonowym Borze już się praktycznie skończyły.
No i łany płachetek. Głównie starych, których nie zbierałem.
Przerwa ;)
Borowiki, podgrzybki i kozaki są już na piecu.
Trafiły tam także łby kań, w całości (jedynie przekrojone na pół celem eliminacji niepożądanych form życia). Mam zamiar po ich wysuszeniu je zemleć i używać jako przyprawę grzybową.
Odpad póki co: jedna kania i dwa podgrzybki. Reszta zdrowiutka.
Pozostałe grzyby trafią za chwilę do gara i po obgotowaniu - do zamrażalnika.
Potem się wezmę za płachetki. Ino muszę do Biedry skoczyć po masło klarowane. Poza tym..jeszcze dzisiaj nie byłem w Biedrze a wiadomo, czym jest dzień bez Biedry :D
Borowiki, podgrzybki i kozaki są już na piecu.
Trafiły tam także łby kań, w całości (jedynie przekrojone na pół celem eliminacji niepożądanych form życia). Mam zamiar po ich wysuszeniu je zemleć i używać jako przyprawę grzybową.
Odpad póki co: jedna kania i dwa podgrzybki. Reszta zdrowiutka.
Pozostałe grzyby trafią za chwilę do gara i po obgotowaniu - do zamrażalnika.
Potem się wezmę za płachetki. Ino muszę do Biedry skoczyć po masło klarowane. Poza tym..jeszcze dzisiaj nie byłem w Biedrze a wiadomo, czym jest dzień bez Biedry :D
@Vi:
Jeżeli sądzisz, że wzbudzisz we mnie poczucie winy z powodu grzechu nieumiarkowania, jesteś w poważnym błędzie ;)
Moje grzyby czuć na klatce schodowej, a w chacie inne zapachy nie mają dziś racji bytu.
Piec łakomie pożera pozostałości z budowy portowego nabrzeża a suka nareszcie jest szczęśliwa, bo zwolniłem jej tapczan i ma się gdzie zwinąć w kłębuszek i zregenerować siły po wybieganych dziś leśnych kilometrach :D
Biedra zaliczona. Czas się brać za płachetki :/
Jeżeli sądzisz, że wzbudzisz we mnie poczucie winy z powodu grzechu nieumiarkowania, jesteś w poważnym błędzie ;)
Moje grzyby czuć na klatce schodowej, a w chacie inne zapachy nie mają dziś racji bytu.
Piec łakomie pożera pozostałości z budowy portowego nabrzeża a suka nareszcie jest szczęśliwa, bo zwolniłem jej tapczan i ma się gdzie zwinąć w kłębuszek i zregenerować siły po wybieganych dziś leśnych kilometrach :D
Biedra zaliczona. Czas się brać za płachetki :/
Nie wiem, co za idiota wymyślił, żeby oświetlenie w przedpokoju zrobić na czujnik ruchu ;>
Instalując tam zaimprowizowaną naprędce kuchnię, musiałem, krojąc płachetki, jednocześnie tańczyć i stepować, żeby nie robić tego po omacku :/
Ale.. temat grzybów na dzisiaj (i chyba na dłużej) jest zamknięty :D
I mały szoczek: ani jedna płachetka nie była robaczywa!
Instalując tam zaimprowizowaną naprędce kuchnię, musiałem, krojąc płachetki, jednocześnie tańczyć i stepować, żeby nie robić tego po omacku :/
Ale.. temat grzybów na dzisiaj (i chyba na dłużej) jest zamknięty :D
I mały szoczek: ani jedna płachetka nie była robaczywa!
A omlety z grzybami? Moje można podziwiać tu: http://www.wykop.pl/wpis/14518001/sniadanie-drwala-omlet-z-grzybami-%CA%96/
Tak jest. Home made z własnoręcznie zebranych grzybów, szczypioru i pomidorków z mojego ogrodu i jajec od wsiowej kury. Grzyby leśne mieszane.
A ciepłe kanapki z grzybami są tu: http://www.wykop.pl/wpis/14563457/grahamki-z-grzybami-lajnot-zglodnialem-gotujzwykop/
A ciepłe kanapki z grzybami są tu: http://www.wykop.pl/wpis/14563457/grahamki-z-grzybami-lajnot-zglodnialem-gotujzwykop/
Dobrze że wczoraj nie zaglądałam bo tu takie żarełko a nocą jedzenie nie wskazane ;p
Sadyl...że ja tego nie widziałam jak drepczesz krojąc jednocześnie...:))))))))...i znowu żeś mnie rozbawił nie zdejmując spodni ;-)))))))))
Ja jeszcze na grzyby pojadę ,chciałabym jeszcze troszkę marynowanych zrobić :D
Sadyl...że ja tego nie widziałam jak drepczesz krojąc jednocześnie...:))))))))...i znowu żeś mnie rozbawił nie zdejmując spodni ;-)))))))))
Ja jeszcze na grzyby pojadę ,chciałabym jeszcze troszkę marynowanych zrobić :D
Widok mansonowego omleta mnie wczoraj dobił. Padłem spać głodny i wkurzony, że jajek (KURZYCH!) nie mam :/
Okazało się, że pudełko 0,5 kg masła klarowanego jest ilością znacznie nadmiarową. Wystygnięte przez noc płachetki muszę teraz z niego odsączyć przed zamrożeniem. Masełko pójdzie do powtórnego wykorzystania.
Z uwagi na ten fakt.. jak również znaczący niedobór grzybków w occie.. chyba jednak trzeba będzie ponownie zapukać do bram lasu ("wyrzekała się żaba błota";)
Niechże moja dancingowa "kuchnia" się jeszcze na coś przyda :D
Okazało się, że pudełko 0,5 kg masła klarowanego jest ilością znacznie nadmiarową. Wystygnięte przez noc płachetki muszę teraz z niego odsączyć przed zamrożeniem. Masełko pójdzie do powtórnego wykorzystania.
Z uwagi na ten fakt.. jak również znaczący niedobór grzybków w occie.. chyba jednak trzeba będzie ponownie zapukać do bram lasu ("wyrzekała się żaba błota";)
Niechże moja dancingowa "kuchnia" się jeszcze na coś przyda :D
Wyjątkowo dużo w tym roku nazbierałem grzybów, aż sam jestem w szoku, bo w zamrażarce i piwniczce mam ich mnóstwo. Ale dalej łażę i dalej zbieram, bo choć mrozy łapią nocą rosną jeszcze jesienne grzyby - gąski, sarniaki, maślaki, a przecież jeszcze opieniek nie było. Ostatnim w sezonie zbieranym przeze mnie grzybem jest gąsówka naga. Smażę ją krojoną na maśle, wywalam z tym masłem na plaster chleba i wkąszam. To jest już okres ciepłych śniadanek, na rozgrzewkę po zimnej nocy i poranku. I ciepłych rozgrzewających obiadków - dzisiaj ugotowałem zupę z soczewicy i grzybów, taką z biglem (naga jolokia). Póki grzybnia nie przemarznie jeszcze trochę porosną, no może nie na kosze, ale na koszyczki na pewno :-)
> A mi chodzą po głowie usmażone w panierce.
Byle nie przesadzać z ilością:
http://www.grzyby.pl/Tricholoma_equestre-poisoning.htm
Byle nie przesadzać z ilością:
http://www.grzyby.pl/Tricholoma_equestre-poisoning.htm
Nie zbieram samodzielnie ani gąsek ani gołąbków - bo się na nich nie znam.
Kilka (może 2-3) razy w życiu zbierałem zielonki, ale tylko z kimś, kto to robił od lat.
Pomijając wypady na grzyby z rodzicami, jako dziecko, sam złapałem bakcyla jakieś max 10 lat temu. Cały czas się uczę - a teraz przynajmniej znam Mistrza :)
Kilka (może 2-3) razy w życiu zbierałem zielonki, ale tylko z kimś, kto to robił od lat.
Pomijając wypady na grzyby z rodzicami, jako dziecko, sam złapałem bakcyla jakieś max 10 lat temu. Cały czas się uczę - a teraz przynajmniej znam Mistrza :)
Manson natchnął mnie swoim omletem na tyle, że dzisiaj kupiłem jajka i szczypiorek. Pomidorków w Biedrze nie było (tzn.. były plastikowe:/)
Odkułem część zamrożonych już na kość płachetek.
Omlet mi nie wyszedł, bo się przykleił do patelni. Nie mam niestety żadnych super hiper nieprzywieralnych. Preferuję żelazne (tzn. ze stali węglowej, które zanim wyschną po myciu już rdzewieją :D z własnoręcznie naniesioną nieprzywieralną powłoką węglanową. Były cacy, dopóki powłoka się nie starła druciakiem a nie mam jak jej zrekonstruować :/
Zamiast zgrabnego omleta wyszła jajecznica.
Ale... tak, jak jeszcze w czwartek rano, płachetki traktowałem jako grzybi plebs, mogący robić co najwyżej za ersatz pieczarek, tak dzisiaj uważam, że są od pieczarek o niebo smaczniejsze i bardziej aromatyczne.
Może smażenie im pomogło? Wczoraj odparowała z nich woda do zera. Zapomniałem o nich.. i dopiero intensywny zapach mi przypomniał.
Masło klarowane, to się nie przypaliły.
@Dziewczyny: płachetki, mimo, że blaszkowe, trudne są do pomylenia z innym gatunkiem. Charakterystyczny kształt, kolor, kruchość.. a przede wszystkim: jeśli na 1 m² jest mniej niż 10 owocników, to nie jest płachetka :D
Polecam się przemóc i spróbować :D
Odkułem część zamrożonych już na kość płachetek.
Omlet mi nie wyszedł, bo się przykleił do patelni. Nie mam niestety żadnych super hiper nieprzywieralnych. Preferuję żelazne (tzn. ze stali węglowej, które zanim wyschną po myciu już rdzewieją :D z własnoręcznie naniesioną nieprzywieralną powłoką węglanową. Były cacy, dopóki powłoka się nie starła druciakiem a nie mam jak jej zrekonstruować :/
Zamiast zgrabnego omleta wyszła jajecznica.
Ale... tak, jak jeszcze w czwartek rano, płachetki traktowałem jako grzybi plebs, mogący robić co najwyżej za ersatz pieczarek, tak dzisiaj uważam, że są od pieczarek o niebo smaczniejsze i bardziej aromatyczne.
Może smażenie im pomogło? Wczoraj odparowała z nich woda do zera. Zapomniałem o nich.. i dopiero intensywny zapach mi przypomniał.
Masło klarowane, to się nie przypaliły.
@Dziewczyny: płachetki, mimo, że blaszkowe, trudne są do pomylenia z innym gatunkiem. Charakterystyczny kształt, kolor, kruchość.. a przede wszystkim: jeśli na 1 m² jest mniej niż 10 owocników, to nie jest płachetka :D
Polecam się przemóc i spróbować :D
Będąc ostatnio na grzybowym polowaniu widziałam pole podobnych do sadylowych płachetek grzybów,było ich zatrzęsienie.Pamiętam miejsce i gdybym je zebrała to kto mi je sprawdzi?Podobno Sanepid w to się bawi ale pewności nie mam.Coś mi się telepie że na naszym ryneczku jest taki punkt ,muszę sprawdzić,jak będzie to biorę kosę i jadę,serio,tyle tego dobrodziejstwa tam było :-D
@ sadyl:
>płachetki, mimo, że blaszkowe, trudne są do pomylenia z innym gatunkiem
Za Wiki:
Istnieją jednak podobne, lecz trujące gatunki zasłonaków i z tego powodu grzyb ten nie powinien być zbierany przez mniej doświadczonych grzybiarzy.
Trochę strach jednak. Ja zbieram tylko te grzyby, które znam od dzieciństwa. U nas w domu wielu gatunków się po prostu nie zbierało. Może jak się bardziej wciągnę i zacznę robić grzybowe zaprawy, to będę chciała rozszerzyć swoją wiedzę na temat grzybowych gatunków. Na razie chodzę dla przyjemności i żeby na bieżąco coś wszamać. A do tego mi w zupełności wystarczą znajome gatunki. Ostatnio nawet torebkę suszonych przywiozłam :-)
>płachetki, mimo, że blaszkowe, trudne są do pomylenia z innym gatunkiem
Za Wiki:
Istnieją jednak podobne, lecz trujące gatunki zasłonaków i z tego powodu grzyb ten nie powinien być zbierany przez mniej doświadczonych grzybiarzy.
Trochę strach jednak. Ja zbieram tylko te grzyby, które znam od dzieciństwa. U nas w domu wielu gatunków się po prostu nie zbierało. Może jak się bardziej wciągnę i zacznę robić grzybowe zaprawy, to będę chciała rozszerzyć swoją wiedzę na temat grzybowych gatunków. Na razie chodzę dla przyjemności i żeby na bieżąco coś wszamać. A do tego mi w zupełności wystarczą znajome gatunki. Ostatnio nawet torebkę suszonych przywiozłam :-)
> Istnieją jednak podobne, lecz trujące gatunki zasłonaków
Płachetki zawsze są beżowe. Jak na wklejonym przeze mnie sporo powyżej zdjęciu. I mają charakterystycznie oszroniony kapelusz. Trudno pomylić z "trującymi" zasłonakami, które przybierają odcienie fioletu. A nawet jeśli zbierałby je daltonista, bez zmysłu smaku, to co najwyżej de.. mu urwie po ich zjedzeniu. Trwałego uszczerbku na zdrowiu raczej nie zazna ;)
Płachetki zawsze są beżowe. Jak na wklejonym przeze mnie sporo powyżej zdjęciu. I mają charakterystycznie oszroniony kapelusz. Trudno pomylić z "trującymi" zasłonakami, które przybierają odcienie fioletu. A nawet jeśli zbierałby je daltonista, bez zmysłu smaku, to co najwyżej de.. mu urwie po ich zjedzeniu. Trwałego uszczerbku na zdrowiu raczej nie zazna ;)
Podaż innych gatunków wygląda słabo, bo oprócz sarniaków rosną jedynie opieńki i zielonki, szarych gąsek nie znalazłem, no i można trafić mrożonego podgrzybka albo mrożonego maślaka. Wczoraj trafiłem w dwa ledwo wyrosłe prawdziwki, aż sam byłem zaskoczony. Ale jak są sarniaki to szkoda fatygi na zbieranie innych.
> teraz pewnie nie dostaniesz przepisu na nalewkę
I tak, póki co, robić nie zamierzam, bo nie mam gdzie :/
Wolę gotowce. Mansonowa pigwówka robi mi za cukierek. Moczę dzioba ilekroć otwieram drzwi od lodówki. Takim sposobem wymoczyłem już pół flaszki 0,7 :D
Uwierzycie, że przed chwilą zatłukłem żywego koprucha, który śmiał usiąść na mojej jeszcze nie do końca wyschniętej gładzi na suficie? W lesie grzyby mrożone a tu mi kopruchy latają. Szok!
I tak, póki co, robić nie zamierzam, bo nie mam gdzie :/
Wolę gotowce. Mansonowa pigwówka robi mi za cukierek. Moczę dzioba ilekroć otwieram drzwi od lodówki. Takim sposobem wymoczyłem już pół flaszki 0,7 :D
Uwierzycie, że przed chwilą zatłukłem żywego koprucha, który śmiał usiąść na mojej jeszcze nie do końca wyschniętej gładzi na suficie? W lesie grzyby mrożone a tu mi kopruchy latają. Szok!
Bo wy nie umiecie się obchodzić z siekierami. Taką dla babeczek też mam, też fiskę, ale ja jeszcze dobrze operującego siekierą chłopa nie spotkałem, więc cóż dopiero babeczkę. Nie mówię o rąbaniu przez 10 minut, mówię o rąbaniu w drugiej albo trzeciej godzinie. Dzisiaj bawiłem się moją starą siekierą osadzoną na jesionie - uwielbiam dotyk jesionowego styliska w dłoni, to coś z pogranicza magii i erotyki.
> ten "Crash" z '96 jest ostro zakręcony ;)
Tak. Właśnie ten, w reżyserii Cronenberga. Tego od Muchy i Nagiego Lunchu
Przy okazji przypomniał mi się nieco starszy film:
https://www.youtube.com/watch?v=vufdRHu5Mig
Można? Można! :D
Tak. Właśnie ten, w reżyserii Cronenberga. Tego od Muchy i Nagiego Lunchu
Przy okazji przypomniał mi się nieco starszy film:
https://www.youtube.com/watch?v=vufdRHu5Mig
Można? Można! :D
> co z prawami autorskimi?
--
no na dewiacje rady nie ma
dziś pochylona nad patelnią z prawdziwkami takie mnie naszły przemyslenia: "czy chcąc udostepnić zdjęcia na FB na którym jest kilka osób to muszę mieć zgodę od każdego z nich czy nie" "czy chcąc udąstepnić zdjęcia na fanpage z osobami stricte związanymi z tym fp, ale jednak upubliczniając te zdjęcia to muszę mieć zgodę wszystkich osób czy nie"
I nurtuje mnie to nadal.
W tym roku sama takowych zgód podpisałam całkiem sporo. I czy to wymysł, zabezpieczenie się przed ewentualnymi pretensjami, czy konieczność.
--
no na dewiacje rady nie ma
dziś pochylona nad patelnią z prawdziwkami takie mnie naszły przemyslenia: "czy chcąc udostepnić zdjęcia na FB na którym jest kilka osób to muszę mieć zgodę od każdego z nich czy nie" "czy chcąc udąstepnić zdjęcia na fanpage z osobami stricte związanymi z tym fp, ale jednak upubliczniając te zdjęcia to muszę mieć zgodę wszystkich osób czy nie"
I nurtuje mnie to nadal.
W tym roku sama takowych zgód podpisałam całkiem sporo. I czy to wymysł, zabezpieczenie się przed ewentualnymi pretensjami, czy konieczność.
@Skowronku:
Manson nieco powyżej wrzucił omleta. Na tym samym tle i tej samej desce.
Zatem... nie zdradziłem nic więcej, poza tym, jaki ma fajny słoik na śliwki :D
Twarzy żadnej tam nie ma... zatem kogo mam o zgodę pytać? Śliwek?
Jasne.. z chęcią bym zapytał :D
A samo zdjęcie Manson udostępnia publicznie. Nie wyciągnąłem Mu go z albumu :)
@Vi:
Precelek? ;>
Manson nieco powyżej wrzucił omleta. Na tym samym tle i tej samej desce.
Zatem... nie zdradziłem nic więcej, poza tym, jaki ma fajny słoik na śliwki :D
Twarzy żadnej tam nie ma... zatem kogo mam o zgodę pytać? Śliwek?
Jasne.. z chęcią bym zapytał :D
A samo zdjęcie Manson udostępnia publicznie. Nie wyciągnąłem Mu go z albumu :)
@Vi:
Precelek? ;>
Fiskars to jakiś fetysz, a nie siekiera. W zeszłym roku sąsiad pożyczył ode mnie bez pytania. Wyszło jak wyszło. Górny róg był kiedyś ostry jak szpilka, a teraz już taki nie jest. Przez tydzień biłem się z myślami, czy kupić nową, a w googlach najczęstszym moim zapytaniem było 'ostrzenie siekier'. Potem mi przeszło, pewne rzeczy da się jakoś przetrawić. W końcu to narzędzie, kiedyś musi stać się trochę styrane. Ale schowałem mimo wszystko. Teraz już prawie nie rąbie. Za to piłowania mam full. W chińskiej pilarce sterwins starłem już drugi łańcuch. Mogę polecić. Kitajce trzymają się mocno i coraz lepsze rzeczy produkują.
Fiska ma świetnie rębaki i maczety, najlepsze, jakimi operowałem.
Natomiast co do siekier to fakt, wolę tradycyjne osadzone na jesionie.
Nie jest sztuką zniszczyć siekierę, wystarczy dużo i mocno i byle jak rąbać.
Sztuką jest tak nią pracować, żeby stylisko albo ostrze wytrzymało wieki.
Kupiłem kiedyś sąsiadowi siekierę jesionową w prezencie. Zobaczyłem ją po roku, obraz nędzy i rozpaczy, a rąbał tylko gałęzie do pieca.
Moja jesionowa ma 8 lat, używam jej na bieżąco i jeszcze nawet stylisko jest w formie.
Innemu sąsiadowi obsadziłem siekierę na nowym stylisku, bo miał źle dobrane stylisko do siekiery, do dziś nie chce wierzyć, że to ta sama siekiera.
A jeżeli chodzi o ostrzenie, no cóż, jak to robił dziadek? ręczną ostrzałką o różnym ziarnie z obu stron, na sucho i na mokro, otwierasz sobie piwo i pieścisz ostrze.
Natomiast co do siekier to fakt, wolę tradycyjne osadzone na jesionie.
Nie jest sztuką zniszczyć siekierę, wystarczy dużo i mocno i byle jak rąbać.
Sztuką jest tak nią pracować, żeby stylisko albo ostrze wytrzymało wieki.
Kupiłem kiedyś sąsiadowi siekierę jesionową w prezencie. Zobaczyłem ją po roku, obraz nędzy i rozpaczy, a rąbał tylko gałęzie do pieca.
Moja jesionowa ma 8 lat, używam jej na bieżąco i jeszcze nawet stylisko jest w formie.
Innemu sąsiadowi obsadziłem siekierę na nowym stylisku, bo miał źle dobrane stylisko do siekiery, do dziś nie chce wierzyć, że to ta sama siekiera.
A jeżeli chodzi o ostrzenie, no cóż, jak to robił dziadek? ręczną ostrzałką o różnym ziarnie z obu stron, na sucho i na mokro, otwierasz sobie piwo i pieścisz ostrze.
Piękny, wybitnie "grzybowy" poranek. Dosyć ciepło i lekka mżawka.
Vi nie przyjechała się ugrzać, to musiałem drewienka sam porąbać.
Tępą siekierą, osadzoną na byle jakim stylisku.
I też się dało :D
Nad ostrzeniem i zmianą styliska pomyślę, jeśli będę rąbał drewno dłużej niż 5 min. dziennie.
Nad zmianą siekiery pomyślę, jak zostanę drwalem :D
Właśnie znajoma dzwoniła. Przywożą Jej dzisiaj drewno do kominka. Pytała, czy nie miałbym czasu i ochoty porąbać i poukładać.
W powyższym wątkowym kontekście: nie mógłbym odmówić. Troszkę wprawy się przyda. Może za jakiś czas Manson trochę mniej będzie ze mnie łacha darł, widząc jak się miotam z siekierką :D
Vi nie przyjechała się ugrzać, to musiałem drewienka sam porąbać.
Tępą siekierą, osadzoną na byle jakim stylisku.
I też się dało :D
Nad ostrzeniem i zmianą styliska pomyślę, jeśli będę rąbał drewno dłużej niż 5 min. dziennie.
Nad zmianą siekiery pomyślę, jak zostanę drwalem :D
Właśnie znajoma dzwoniła. Przywożą Jej dzisiaj drewno do kominka. Pytała, czy nie miałbym czasu i ochoty porąbać i poukładać.
W powyższym wątkowym kontekście: nie mógłbym odmówić. Troszkę wprawy się przyda. Może za jakiś czas Manson trochę mniej będzie ze mnie łacha darł, widząc jak się miotam z siekierką :D
Sarniaki jak to sarniaki, nazbierałem:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/fec5a2df8887d35f
Można z nich robić na przykład sarniaki smażone z tofu:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/9ae65797268a1e5b
albo sarniaki smażone z porem na sposób chiński:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/03a0f1bf4c7c8e35
albo grzybowy strogonow:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/fa9d52eb8bf6ac75
albo wreszcie sarniaki w sosie pomidorowym:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/83c21d7ee91cfe43
Trochę mnie ten Sadyl zaciekawił. Nie mam pojęcia, jak smakuje stara podeszwa. To wie tylko Sadyl. Ja za to wiem, jak smakują sarniaki. Smacznego :-)
http://www.fotosik.pl/zdjecie/fec5a2df8887d35f
Można z nich robić na przykład sarniaki smażone z tofu:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/9ae65797268a1e5b
albo sarniaki smażone z porem na sposób chiński:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/03a0f1bf4c7c8e35
albo grzybowy strogonow:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/fa9d52eb8bf6ac75
albo wreszcie sarniaki w sosie pomidorowym:
http://www.fotosik.pl/zdjecie/83c21d7ee91cfe43
Trochę mnie ten Sadyl zaciekawił. Nie mam pojęcia, jak smakuje stara podeszwa. To wie tylko Sadyl. Ja za to wiem, jak smakują sarniaki. Smacznego :-)
Przytoczę Mansona:
"Sarniaki, szczególnie starszawe, są twarde i mogą być ciężkostrawne. Najlepiej go ususzyć, zemleć i używać jako przyprawę. Suszony ma ładny aromat."
I właśnie takie sarniaki miałem okazję próbować, co mnie do nich zniechęciło.
Wczoraj byłem na grzybach. Okolice BożegoPola.
Generalnie.. dosyć bryndzowato. Bardzo mało młodych owocników.
W lesie w pip zajączków - 90% spleśniałych.
I łany płachetek.. starych, już nie nadających się do zbioru. O przynajmniej tydzień za późno :/
Gąski nie widziałem ani jednej. Sarniaka zresztą też nie.
Towarzycho trochę nazbierało.. głównie podgrzybków, maślaków i te jeszcze nie spleśniałe zajączki.
Ja miałem radochę, bo suka się wybiegała i nadal ledwo zipie :D
"Sarniaki, szczególnie starszawe, są twarde i mogą być ciężkostrawne. Najlepiej go ususzyć, zemleć i używać jako przyprawę. Suszony ma ładny aromat."
I właśnie takie sarniaki miałem okazję próbować, co mnie do nich zniechęciło.
Wczoraj byłem na grzybach. Okolice BożegoPola.
Generalnie.. dosyć bryndzowato. Bardzo mało młodych owocników.
W lesie w pip zajączków - 90% spleśniałych.
I łany płachetek.. starych, już nie nadających się do zbioru. O przynajmniej tydzień za późno :/
Gąski nie widziałem ani jednej. Sarniaka zresztą też nie.
Towarzycho trochę nazbierało.. głównie podgrzybków, maślaków i te jeszcze nie spleśniałe zajączki.
Ja miałem radochę, bo suka się wybiegała i nadal ledwo zipie :D
Wiem, jak licznie rosną płachetki.
U Mansona sobie obiecałem, że ich nie tknę. Inaczej po kwadransie byłby koniec grzybobrania, bo zabrakłoby pojemników.
Zresztą... nie miałem wówczas o nich najlepszego zdania. Grzybi plebs :/
Zdanie zmieniłem, kiedy (o czym zresztą pisałem powyżej), dusiwszy je, o nich zapomniałem.. Odparowała cała woda i dopiero wówczas poczułem ich aromat.
Koleżanka, która wpadła na pomysł przemysłowej produkcji pierogów z grzybami (robi rewelacyjne!) a teraz ma szczyt sezonu, spóźniła się o tydzień-dwa. Wcześniej mogłaby sobie zrobić zapas uduszonej bazy płachetkowej ;)
U Mansona sobie obiecałem, że ich nie tknę. Inaczej po kwadransie byłby koniec grzybobrania, bo zabrakłoby pojemników.
Zresztą... nie miałem wówczas o nich najlepszego zdania. Grzybi plebs :/
Zdanie zmieniłem, kiedy (o czym zresztą pisałem powyżej), dusiwszy je, o nich zapomniałem.. Odparowała cała woda i dopiero wówczas poczułem ich aromat.
Koleżanka, która wpadła na pomysł przemysłowej produkcji pierogów z grzybami (robi rewelacyjne!) a teraz ma szczyt sezonu, spóźniła się o tydzień-dwa. Wcześniej mogłaby sobie zrobić zapas uduszonej bazy płachetkowej ;)
a co-jesli Żabcia nie zdazy zrobic obiadu bo kilka godzin na
tancach była?
znowu nie ma ,zesz k..kobieto ile ty masz lat,zajmij sie domem w koncu
ja facet!-zebym musiał wszystko robic a ona fruwa sobie...pppp(to nie zart tylko duzo brzydkich słów)
czy nie przejmie sie zrobi sobie i Żabci,a nawet zapyta na co ma ochote przez telefon?
tancach była?
znowu nie ma ,zesz k..kobieto ile ty masz lat,zajmij sie domem w koncu
ja facet!-zebym musiał wszystko robic a ona fruwa sobie...pppp(to nie zart tylko duzo brzydkich słów)
czy nie przejmie sie zrobi sobie i Żabci,a nawet zapyta na co ma ochote przez telefon?
Iśka... fajna Żabcia by z Ciebie była, jakbyś mniej marudziła :P
A dzisiaj sam się zdziwiłem (a nawet przekazałem to zdziwienie online przez tel, bo akurat gadałem), zobaczywszy rosnące na trawniku grzybki.
Z pewnością konsumpcji bym nie ryzykował (ja nie Manson ;) - ale liczy się sam fakt, że coś na nózce wystaje z ziemi w połowie kwietnia.
A dzisiaj sam się zdziwiłem (a nawet przekazałem to zdziwienie online przez tel, bo akurat gadałem), zobaczywszy rosnące na trawniku grzybki.
Z pewnością konsumpcji bym nie ryzykował (ja nie Manson ;) - ale liczy się sam fakt, że coś na nózce wystaje z ziemi w połowie kwietnia.
Sorry, man. W ten sposób nie znajdziesz. Znaczy się, znajdziesz. Wampira. Może nawet z małym wampirkiem. Wampir oszacuje, czy zarabiasz wystarczająco dużo i może się zgodzi. A potem będzie, jak zawsze. Twoi koledzy są niebardzo. I wiesz, koniec z krupnikiem. Ch... tam, że cytrynowy. Misiu, czy ja powinnam sie bać? Czy ty pijesz ten krupnik, bo masz jakiś problem z alkoholem?
DO YOU READ ME?
A, forget it. Mnie tu w ogóle nie było. Gdybym naprawdę był cyniczny, to poleciłbym ci rozie zamiast szukania...no, give me a break, zamiast szukania...bleee... nie dam rady tego napisać...ok. zamiast szukania żabci. uff, dałem radę
ale cyniczny nie jestem. więc (nie zaczynamy zdania od więc, ale breakamy wszystkie rule w babilonie). WIĘC nie idź do rozie, bo miłość jest. Ale
nie znajdziesz
jej
robiąc
z
siebie
c i pe
DO YOU READ ME?
A, forget it. Mnie tu w ogóle nie było. Gdybym naprawdę był cyniczny, to poleciłbym ci rozie zamiast szukania...no, give me a break, zamiast szukania...bleee... nie dam rady tego napisać...ok. zamiast szukania żabci. uff, dałem radę
ale cyniczny nie jestem. więc (nie zaczynamy zdania od więc, ale breakamy wszystkie rule w babilonie). WIĘC nie idź do rozie, bo miłość jest. Ale
nie znajdziesz
jej
robiąc
z
siebie
c i pe
mały troll, taki z kaprawymi oczkami, siedzi i zaciera parchate rączęta bo przecież znowu udało się po kimś ,,pojechać", dosrać, jak to ślicznie i bezpiecznie jest być anonimowym w necie, można bezkarnie wylewać na innych swoją frustrację za ciągłe porażki, gorycz życia, bezsiłę, niemoc oraz wrodzoną złośliwość. Super sposób na podbudowanie swojego niskiego ego, zakompleksienia i jakże bezpieczny, bo w realu to już by tak łatwo nie było
Drodzy, w powyższym wpisie widzicie przykład człowieka, który:
- zaczepia drugiego człowieka
- ocenia drugiego człowieka zupełnie go nie znając
- wylewa z siebie jakieś żale
- i jeszcze się wywyższa udając jakiegoś mądrego mentora.
Ahahahahaha. Przegrałem. Starałem się o rozwój duchowy w życiu i wszystko w piach. Zatem sorry, Tomasz. Bądź sobą i nie bierz do siebie niczego z tych głupot. Miłego dnia.
Motto na dzisiaj. Jeśli mówicie komuś prawdę i nie ma w tym miłości, to tą prawdą możecie sobie tyłek podetrzeć.
- zaczepia drugiego człowieka
- ocenia drugiego człowieka zupełnie go nie znając
- wylewa z siebie jakieś żale
- i jeszcze się wywyższa udając jakiegoś mądrego mentora.
Ahahahahaha. Przegrałem. Starałem się o rozwój duchowy w życiu i wszystko w piach. Zatem sorry, Tomasz. Bądź sobą i nie bierz do siebie niczego z tych głupot. Miłego dnia.
Motto na dzisiaj. Jeśli mówicie komuś prawdę i nie ma w tym miłości, to tą prawdą możecie sobie tyłek podetrzeć.
A dzisiaj zebrałem 1,5 kg. Było więcej, ale nie chciałem. Zbiorę je jutro i pojutrze :-)))
Moim zdaniem Tomek kompletnie nie rozumie, co Kruk napisał.
Podobnie zareagował kiedyś na moją uwagę w sprawie wychowywania dzieci.
Żyjesz Tomku w swoim świecie i według innych definicji pojęć, których używamy. Inka Cię doskonale rozumie, ale ona jest różowa. Moim skromnym zdaniem masz dwa wyjścia: nie zmieniaj się i bądź jak różowe albo zmień się i zacznij być facetem.
(Przepraszam Cię, jeśli czujesz się urażony, nie mam zamiaru Ciebie obrażać, ale jeśli nie wyjdziesz ze swojego okopu i nie zechcesz zrozumieć świata nigdy nie dowiesz się, co tracisz - i nie bądź różowy, one żyją w wyimaginowanej rzeczywistości)
Żeby nie było, przez pewien czas zastanawiałem się, czy skasować ten post, czy wysłać. Wysyłam.
Edit: napiszę jeszcze to, co wczoraj napisałem jednej takiej: skuteczność jest miarą prawdy - jeżeli Twoje życie nie jest szczęśliwe, nie żyjesz prawdziwie.
Moim zdaniem Tomek kompletnie nie rozumie, co Kruk napisał.
Podobnie zareagował kiedyś na moją uwagę w sprawie wychowywania dzieci.
Żyjesz Tomku w swoim świecie i według innych definicji pojęć, których używamy. Inka Cię doskonale rozumie, ale ona jest różowa. Moim skromnym zdaniem masz dwa wyjścia: nie zmieniaj się i bądź jak różowe albo zmień się i zacznij być facetem.
(Przepraszam Cię, jeśli czujesz się urażony, nie mam zamiaru Ciebie obrażać, ale jeśli nie wyjdziesz ze swojego okopu i nie zechcesz zrozumieć świata nigdy nie dowiesz się, co tracisz - i nie bądź różowy, one żyją w wyimaginowanej rzeczywistości)
Żeby nie było, przez pewien czas zastanawiałem się, czy skasować ten post, czy wysłać. Wysyłam.
Edit: napiszę jeszcze to, co wczoraj napisałem jednej takiej: skuteczność jest miarą prawdy - jeżeli Twoje życie nie jest szczęśliwe, nie żyjesz prawdziwie.
nie czuję się urażony, obrażony, poruszony, różowy, niebieski czy zielony, czy jeszcze jakoś inaczej, nie zamierzam się spinać, czegoś dowodzić, czemuś zaprzeczać, być miłym czy wprost przeciwnie, mówiąc kolokwialnie ani mnie to ziębi ani grzeje, mogę tylko powiedzieć ,,dobranoc" i wzruszyć ramionami
Jest taka indiańska opowieść przypisywana niekiedy Dalajlamie:
Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki.
Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka.
To straszna walka.
Walczą dwa wilki:
Jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.
Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.
Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.
Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku, a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz odpowiedział stary Indianin.
Podkarmiłem trochę tego złego i tyle. Wielka rzecz. A że niby była to gra i prowokacja? Tylko w małej części. Kilka godzin przed niemiłym postem słuchałem bajki o dwóch braciach. Ale nie umiem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy postanowiłem przejść na skróty ich drogę. Czyli potknąć się, powstać i wyekstrahować z tego coś dobrego. No i tyle ode mnie. Bo skoro Manson wspomniał o męskich zachowaniach, to tak to chyba powinno wyglądać. Słowo za słowo. Cios za cios. A potem zapominamy o sprawie i idziemy na piwo.
https://www.youtube.com/watch?v=n_Q2wnB4BOY
Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki.
Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka.
To straszna walka.
Walczą dwa wilki:
Jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.
Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.
Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.
Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku, a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz odpowiedział stary Indianin.
Podkarmiłem trochę tego złego i tyle. Wielka rzecz. A że niby była to gra i prowokacja? Tylko w małej części. Kilka godzin przed niemiłym postem słuchałem bajki o dwóch braciach. Ale nie umiem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy postanowiłem przejść na skróty ich drogę. Czyli potknąć się, powstać i wyekstrahować z tego coś dobrego. No i tyle ode mnie. Bo skoro Manson wspomniał o męskich zachowaniach, to tak to chyba powinno wyglądać. Słowo za słowo. Cios za cios. A potem zapominamy o sprawie i idziemy na piwo.
https://www.youtube.com/watch?v=n_Q2wnB4BOY
Wicie co? Tak się zastanawiałem nad Waszą nocno-poranną konwersacją i naszła mnie taka myśl:
Światu potrzebna jest różnorodność. Potrzebne są i męskie c*py i rasowe samce i gnojki i cała reszta. Choćby po to, aby normalna* kobieta mogła docenić swojego normalnego* faceta, mając skalę porównawczą ;)
Kobiet dotyczy to w równym stopniu.
A poza tym, gdyby wszyscy byli podobni, byłoby przeraźliwie nudno ;)
Powyższe piszę w kompletnym oderwaniu od jakichkolwiek personaliów.
--
(*) Kwestia dyskusyjna, co jest "normą". A może takowej w ogóle nie ma, tylko jest "średnia"?
Światu potrzebna jest różnorodność. Potrzebne są i męskie c*py i rasowe samce i gnojki i cała reszta. Choćby po to, aby normalna* kobieta mogła docenić swojego normalnego* faceta, mając skalę porównawczą ;)
Kobiet dotyczy to w równym stopniu.
A poza tym, gdyby wszyscy byli podobni, byłoby przeraźliwie nudno ;)
Powyższe piszę w kompletnym oderwaniu od jakichkolwiek personaliów.
--
(*) Kwestia dyskusyjna, co jest "normą". A może takowej w ogóle nie ma, tylko jest "średnia"?
rozwój duchowy wział w łeb...
skad ja to znam
coraz trudniejsze lekcje i w koncu masz ochote na wagary
albo nabazgrac--"mam to w d.."
chce byc po prostu szczesliwy/a i zrozumiany , doceniony
myslisz,ze jak czytasz to juz to masz
a tu praca nad soba przerasta wielkie ego,a małe dziecko w tobie drze sie domaga
miłosci
twojej wlasnej nie cudzej
no i wiosna nie wystarczy ani kwitnace drzewka,ani Bog nawet
Osho ,Coehlo i inne pierduty--bo to na chwile
w starciu z błedna podstawa-oczekiwania od innych
tego co jest ci niezbedne
w takim wypadku,a nie radze -tylko taka refleksja-do siebie samej tez
najlepiej zajac sie czyms w rodzaju rabania drewna
skad ja to znam
coraz trudniejsze lekcje i w koncu masz ochote na wagary
albo nabazgrac--"mam to w d.."
chce byc po prostu szczesliwy/a i zrozumiany , doceniony
myslisz,ze jak czytasz to juz to masz
a tu praca nad soba przerasta wielkie ego,a małe dziecko w tobie drze sie domaga
miłosci
twojej wlasnej nie cudzej
no i wiosna nie wystarczy ani kwitnace drzewka,ani Bog nawet
Osho ,Coehlo i inne pierduty--bo to na chwile
w starciu z błedna podstawa-oczekiwania od innych
tego co jest ci niezbedne
w takim wypadku,a nie radze -tylko taka refleksja-do siebie samej tez
najlepiej zajac sie czyms w rodzaju rabania drewna



