Widok
Tu wszystko jest opisane ze szczegółami przez dzisiejszego dziennikarza, koszmarek:
http://gazetaolsztynska.pl/499742,Pamietnik-dzielnego-alikowca-Jak-dawniej-kupowalo-sie-meble-Stalo-sie-w-kolejce-historia.html
http://gazetaolsztynska.pl/499742,Pamietnik-dzielnego-alikowca-Jak-dawniej-kupowalo-sie-meble-Stalo-sie-w-kolejce-historia.html
> Nie lubię tego wspominać bo dla mnie to było upokarzające
No cóż...większość Forumów to dla nas szczyle:)
I zastanwaiam się jak odbierają filmy z tamtych lat. Z noszeniem obwarzanków z papieru do de... na szyi, kartkami na wszystko czy kompletnie pustymi półkami w sklepach
Political fiction? ;)
Fajne było to, że stojąc w tych kolejkach, czasami w nocy, siłą rzeczy nawiązywało się relacje z np. sąsiadami. Społeczność zawiązywała się sama. Bez fejsa czy innych bzdur.
No cóż...większość Forumów to dla nas szczyle:)
I zastanwaiam się jak odbierają filmy z tamtych lat. Z noszeniem obwarzanków z papieru do de... na szyi, kartkami na wszystko czy kompletnie pustymi półkami w sklepach
Political fiction? ;)
Fajne było to, że stojąc w tych kolejkach, czasami w nocy, siłą rzeczy nawiązywało się relacje z np. sąsiadami. Społeczność zawiązywała się sama. Bez fejsa czy innych bzdur.
Na wsi był jeden sklep. O określonej godzinie (ok. 14-15) przyjeżdżało "zaopatrzenie", wszyscy już na to czekali, kto pierwszy, ten lepszy, bo oprócz podstawowych przydziałowych artykułów można było dostać coś lepszego. W jednej miejscowości był jeszcze klub ze sklepikiem, gdzie czasami po południu czekało się na jakieś bardziej delikatesy (miałem 11-12 lat i chodziłem tam sam, bywały przepychanki). Podobno i tam czekało się czasem całą noc przy ognisku (na mięso?), ale na to byłem za mały. W mieście jednak był osobny sklep spożywczy, osobny mięsny. Takie artykuły jak cukier, produkty mleczne, serki topione, słodkie ciastka, oranżada były w latach 80. w ciągłej sprzedaży.
Ciekawe komentarze pod tym materiałem o zaopatrzeniu sklepów w latach 70., 80. Podobno w Trójmieście było najlepiej.
https://www.youtube.com/watch?v=TY985zfaYE0
Zwłaszcza długi komentarz PRL'story pod wpisem Someone Somebody.
Wielu z was to roczniki powiedzmy 1967-72, więc pamiętacie tylko końcówkę PRL-u. Czy było bardzo źle z zakupem towarów? Czy była raczej zachodnia muzyka i dyskoteki? Sporo pamiętam, ale mieszkałem na prowincji, jestem kilka lat młodszy. Takich dyskusji w Internecie przeczytałem 20. Było raczej gorzej, niż się myśli, zimy były o wiele ostrzejsze, niemniej te różnice w zaopatrzeniu między różnymi miejscami istniały. Myślę, że bezrobocie dziś jest jednak lepsze od fizycznej udręki stania w wielogodzinnych kolejkach. Ciekaw jestem tylko, czy faktycznie przerobiliście te kolejki, będąc z takich roczników.
https://www.youtube.com/watch?v=TY985zfaYE0
Zwłaszcza długi komentarz PRL'story pod wpisem Someone Somebody.
Wielu z was to roczniki powiedzmy 1967-72, więc pamiętacie tylko końcówkę PRL-u. Czy było bardzo źle z zakupem towarów? Czy była raczej zachodnia muzyka i dyskoteki? Sporo pamiętam, ale mieszkałem na prowincji, jestem kilka lat młodszy. Takich dyskusji w Internecie przeczytałem 20. Było raczej gorzej, niż się myśli, zimy były o wiele ostrzejsze, niemniej te różnice w zaopatrzeniu między różnymi miejscami istniały. Myślę, że bezrobocie dziś jest jednak lepsze od fizycznej udręki stania w wielogodzinnych kolejkach. Ciekaw jestem tylko, czy faktycznie przerobiliście te kolejki, będąc z takich roczników.
Przypomniała mi się fajna anegdotka nt starych aut.
Znajomy, pod koniec 80, jedzie do Reichu, po jakąś maszynę. Nysą.
Nysa się rozkraczyła na autobanie a znajomy mało techniczny. Cóż począć? Dzwoni z telefonu na słupku.
Co gorsza, niemieckiego ni w ząb a angielski kulawo.
Najgorzej było powiedzieć, o jakie auto chodzi.
-Nissan?
-not nissan. Nysa
-ja... ferstehen
Przyjechal serwis Nissana. Jak zobaczyli Nysę, dostali ataku śmiechawki. Ale jak im przeszedł, bezproblemowo naprawili
Znajomy, pod koniec 80, jedzie do Reichu, po jakąś maszynę. Nysą.
Nysa się rozkraczyła na autobanie a znajomy mało techniczny. Cóż począć? Dzwoni z telefonu na słupku.
Co gorsza, niemieckiego ni w ząb a angielski kulawo.
Najgorzej było powiedzieć, o jakie auto chodzi.
-Nissan?
-not nissan. Nysa
-ja... ferstehen
Przyjechal serwis Nissana. Jak zobaczyli Nysę, dostali ataku śmiechawki. Ale jak im przeszedł, bezproblemowo naprawili
Audi a-trójki się nie psują. I nissany które były robione w całości w Japonii. Niestety są już bardzo stare bo dawno temu weszli w kooperację z Ranault i teraz nie wiadomo, gdzie są robione, mogą być np. w Rumunii bo Dacia to też Renault. Blachy tych staruszków nie dają rady i większość już zgniła. Volvo stare dobre kwadraty też bezawaryjne. Ale ze starymi autami to niestety jest tak, że jeden wężyk sparcieje, człowiek przeoczy i już uszczelka pod głowicą do roboty, a potem to już nie to samo. Nie ma dobrych wozów- jak powiedział antypicownik, pan Władek do inżyniera.
> Korolcie się nie psują.
Coś w tym jest.
Mama koleżanki ma Korolcię. Nie wiem, który rocznik, ale sądzę, że z powodzeniem mogłaby już mieć żółte blachy.
Poza regularnym serwisem, o który babeczka bardzo dbała, typu wymiana płynów czy filtrów, nigdy nie była z nią u mechanika.
Tam się po prostu nigdy nic nie zepsuło.
Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek żarówki zmieniała. Sama z pewnością tego nie robiła a tak "traumatyczne" zdarzenie z pewnością by pamiętała i o nim powiedziała.
I nawet blachówa jest w miarę ok.
Coś w tym jest.
Mama koleżanki ma Korolcię. Nie wiem, który rocznik, ale sądzę, że z powodzeniem mogłaby już mieć żółte blachy.
Poza regularnym serwisem, o który babeczka bardzo dbała, typu wymiana płynów czy filtrów, nigdy nie była z nią u mechanika.
Tam się po prostu nigdy nic nie zepsuło.
Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek żarówki zmieniała. Sama z pewnością tego nie robiła a tak "traumatyczne" zdarzenie z pewnością by pamiętała i o nim powiedziała.
I nawet blachówa jest w miarę ok.
Przegrałabyś w przedbiegach :D
Ale coś jest fajnego w starych autach.
Ja mam ciutkę pojęcia. Większość rzeczy naprawię se sam.
Jak na zdrowy rozum nie wiem o co chodzi, to wtykam spinacz w gniazdo diagnostyczne i komp mi mówi, co mu dolega.
Ale nawet dla zupełnego lajkonika jest potężna różnica. Stare będzie ledwo zipać, ale jakoś jedzie. No i każdy warsztat naprawi.
Przy nowych... od wejścia laweta. I autoryzowany serwis z dedykowanym kompem diagnostycznycm. Nawet, jeśli jest to zupełna pierdóła.
Ale coś jest fajnego w starych autach.
Ja mam ciutkę pojęcia. Większość rzeczy naprawię se sam.
Jak na zdrowy rozum nie wiem o co chodzi, to wtykam spinacz w gniazdo diagnostyczne i komp mi mówi, co mu dolega.
Ale nawet dla zupełnego lajkonika jest potężna różnica. Stare będzie ledwo zipać, ale jakoś jedzie. No i każdy warsztat naprawi.
Przy nowych... od wejścia laweta. I autoryzowany serwis z dedykowanym kompem diagnostycznycm. Nawet, jeśli jest to zupełna pierdóła.
O... solidny stuff.
Kupę lat temu coś takiego stosowałem, jak mi dziura w rurze wygniła.
Początkowo była to rozcięta puszka po piwie i dwie opaski. Ale szybko się toto przepalało.
Na puszce po groszku konserwowym dociągnąłem do końca życia auta :)
A poważnie:
Ze dwa-trzy auta temu zaszalałem i normalnie, w warsztacie, poprosiłem o wymianę całego wydechu. Od kolektora począwszy.
Wlazłem tam "z buta" bo akurat miałem kilka godzin przymusowej bezczynności. A wiedziałem, że prędzej czy później mnie to czeka.
I nie chciałem się już w puszki bawić :)
Nie pamiętam dokładnie, ale za robociznę i części dałem jakieś 5-6 paczek. Trwało to może z 1,5h.
Oczywiście... nie w 3city :D
Zatem nie jest to jakiś szczególnie uciążliwy dla kieszeni wydatek. A masz święty spokój na parę lat.
Kupę lat temu coś takiego stosowałem, jak mi dziura w rurze wygniła.
Początkowo była to rozcięta puszka po piwie i dwie opaski. Ale szybko się toto przepalało.
Na puszce po groszku konserwowym dociągnąłem do końca życia auta :)
A poważnie:
Ze dwa-trzy auta temu zaszalałem i normalnie, w warsztacie, poprosiłem o wymianę całego wydechu. Od kolektora począwszy.
Wlazłem tam "z buta" bo akurat miałem kilka godzin przymusowej bezczynności. A wiedziałem, że prędzej czy później mnie to czeka.
I nie chciałem się już w puszki bawić :)
Nie pamiętam dokładnie, ale za robociznę i części dałem jakieś 5-6 paczek. Trwało to może z 1,5h.
Oczywiście... nie w 3city :D
Zatem nie jest to jakiś szczególnie uciążliwy dla kieszeni wydatek. A masz święty spokój na parę lat.