Widok
Kiwdul Nneb
Dlaczego Kocborowski nieprzyjemnie Ci się kojarzy? Przecież to tylko dzielnica miasta w której jest bardzo ładny szpital - "Z ZEWNĄTRZ" jak raczył zauważyć Kwisatz, bo na wejście do środka zabrakło coniektórym odwagi. Sale w środku też niczego sobie -> szczególnie te na oddziale dla podsądnych ..i telewizja kablowa jest ..i spacerniak odnowiony ..i okna z profili dźwiękoszczelnych ..i dyskoteki co tydzień - żyć, nie umierać. Ty napisałeś wcześniej Kochorowski, a mnie to się kojarzy wyłącznie z chorobą (np. psychiczną).
PS. Ty efekciarzu!!
PS. Ty efekciarzu!!
Malayach
"Nie opier.... się" , przyjacielska prośba? "zeczy jak cie jutro nie zobacze po poludniu przed wlazem to bede mocno ...khem sam zreszta wiesz co!!!" to mnie uraziło a nie to co napisałeś póżniej! Może odpowiesz że to był żart. Tak domyślam się że to taki Twój ton. Tonu wypowiedzi nie widać na ekranie! A Ty obraziłeś się? Zawiodłeś? Przedstawiłem Ci propozycję która lepiej rozwiąże tą sprawę. Jakbym miał czas to bym Ci przekazał. Czy słyszałeś kiedyś o dwuch kapitanach kopiących okop dla kompani szeregowców? Poza tym pan K chyba nie specjalnie zgodził się na magazynowanie materiałów budowlanych... więc klucza nie będzie. Ostatnio.. cdn. do pracy wzywają
PLAGIAT
...nie...ja i- KAŻDY(!!!)-...Nie jestem za STARY(!!!)...po prostu- Ty już umierasz...bez serca...bez tego, co w Człowieku odczynia Nas od zwykłych zwierząt.....................albo...po prostu nie zdajesz sobie sprawy z tego , co napisałeś...lub też-prowokujesz...
....i nie mam zamiaru z Tobą dyskutować...(a zawsze Cię lubiłem...)
ŻAL MI TWOICH ZDAŃ...Mam też nadzieję, że nie jest za póżno na...
....i nie mam zamiaru z Tobą dyskutować...(a zawsze Cię lubiłem...)
ŻAL MI TWOICH ZDAŃ...Mam też nadzieję, że nie jest za póżno na...
Mixer
Ja jestem oryginalnym plagiatem i lece ew. na Kubusie marchewkowe - nie chce mi sie skrobac marchewek - wole postac plynna. Apropos pomocy - Mixer - masz az tyle czasu zeby zajmowac sie kolejna biedna duszyczka? Zapisz sie do monaru - tam czekaja na twoja pomoc - moze nawet mnie pomagac kiedys bedziesz bede ksiedzem anonimowym alkoholikiem.
" Zmiana - NOWA EPOKA "
Myśli...Słowa...Uczucia...Głosy...Przestrzeń...ONA.
Sądziłem , że jedynie w czasie bezsennych nocy
można usłyszeć ten
daleki dźwięk z
JEJ ust,
otwierający przede mną
bezmiar niepewności , a nieraz dający tyle nadziei
moim zmysłom
zamkniętym w obrębie wibrującego , delikatnego tonu.
Milczące gwiazdy porozumiewawczo mrugały
do mnie,
zdając się powtarzać bez przerwy :
-„TO ONA! TO ONA! TO ONA! TO JEJ MYŚLI! TO JEJ GŁOS!
TO JEJ SŁOWA! TO ONA-TA NA ZIEMI STOJĄCA KOBIETA„
Czując JEJ głos,
nie chciałem uwierzyć , że w chaosie myśli i szelestów
trwa zapowiedź cudownej prawdy , wyłaniającej się
z odmętów bezsennej nocy...
Może i świt był mi obietnicą nadziei , ale jasność
jego
drażniła moje oczy,
przez co nie dostrzegałem wielu szczegółów
prawdy
wydanych z JEJ ust.
Toteż nie chciałem jego blasku,
pewną zapowiedź jeszcze mocniejszego światła.
Nie mogąc wpłynąć na harmonogram wyznaczony przez
Boga,
patrzyłem na zgliszcza ciemności-kiedyś wolnej-a teraz
spychanej w niewolę Dnia,
w przepaść oślepiającej jasności,
w której zanikają nawet głębiny bezsennych nocy,
kiedyś pośredników dźwięków JEJ ust i moich zmysłów...
Jeszcze miałem nadzieję,
jeszcze wypatrywałem niedobitków Nocy...
Znalazłem...
Było ich tak niewielu , że byle mgła Dnia zakrywała
niepewne istnienia.
W końcu i ich dobito.
Ale nadal nie wierzyłem w odejście Ciemności...
A gdy słoneczne promienie zapalały pochodnie światła-
-uznałem to za złudzenie oślepionych oczu...
Nie wierzyłem w bezszelestną harmonię barw tęczy,
rozpościerającej się na jaśniejącym niebie
pogrzebanej PRAWDY MIŁOŚCI ( bezsennych Nocy Nadziei )
A podczas apogeum światła , kiedy słońce
zatapiało w bólach ciemności przestrzeni,
słyszałem tylko głos Nocy,
głos JEJ ust...
I chociaż Dzień grał rubinową melodię ( podrabianej Nocy ),
pod widnokręgiem za którym kryło się tylko
ciche zapomnienie
i nieskończony ocean ( fałszywych ) planet,
ja –nie zapomniałem o bezszelestnych Nocach i cichych słowach
wypływających z JEJ ust...
Dzień , oślepiający swoim blaskiem, był dla mnie
niepewnością
i zmarnowanym czasem...
To on był moim hibernatorem niepewnych odczuć...
On swymi szponami chciał mnie pochwycić w podstępne
sieci anabolizmu,
aby wydłużyć dla mnie
JEJ krótki okres wahań i moich zwątpień...
Taki to był ten pełen blasku , złotej jasności dzień,
mający rodzić nowe istnienia-nowe pokolenia
(nieszczęśliwych)Prawd,
odebranych cichym , spokojnym i kojącym
bezsennym Nocom.
Ale po wieczności okrutnego blasku swych kłamstw
Dnia,
powoli ( o jakże powoli ! )
powracała do życia ,
tchniona milionami marzeń ludzkich,
Noc...
Tak , to Noc zmartwychwstawała...
Nie mając za złe okrutnemu Dniu
pogwałcenie jej praw.
Teraz delikatnie,
niczym matka dziecku , zakrywała łono jasności,
kojącą czernią kosmosu,
przyozdobioną matowym blaskiem Gwiazd-tych prawdziwych
ciał ,
żyjących w symbiozie z Ciemnością i Dniem,
bliższych jednak Ciemności Nadziei...
I nastała Noc.
Zmieniona przyszła...
Bezsenność zastąpiła , jeszcze bardziej kojącym,
snem.
Dzięki któremu już nie tylko słyszałem,
ale i wyczuwając widziałem i pochłaniałem kształty :
myśli , słów , uczuć , głosów , przestrzeni ...; JEJ...
Sen dał mi odpoczynek nadziei- a teraz i JEJ
PRAWDY...
Nastąpiły pełne JEJ senne Noce,
po niepewnych Dniach zmarnowanego czasu ( - mojego istnienia ).
Być może i chwila ta ulegnie ewolucji,
i dawny okrutny Dzień zmieni się w formę sennych
Nocy,
a zabójcze promienie światłości ulegną transformacji
DOBRA,
zmieniając się w kojącą-już nie tylko moje oczy-Światłość Czerni.
Może już niedługo...
już niedługo...
...I nadszedł Czas Przemian.
Czas Pojednania.
Noc i Dzień stanowią JEDNOŚĆ.
Połączone Nieba Jasności i Ciemności oddają wierny obraz
( już nie podrabianych Gwiazd ) – prawdziwych ciał.
Teraz i świt jest mi obietnicą nadziei,
A przetransformowana jasność nie drażni moich oczu,
i dostrzeganie zakamarków Prawd nie jest mi obce...
Jedynie...nie raz kole
moje uszy...
rubinowa melodia,
kojarząca się z przeszłością,
gdy dzięki niej
podrabiano bezsenne ( - senne ) Noce
tamtej minionej chwili , ale i to z czasem odejdzie...
Odejdzie w zapomnienie , wypchane przez ewolucje
DOBY LUDZKIEGO ŻYCIA ...
Odejdzie bezpowrotnie , zamknięte w najdalszych
zakątkach podświadomości człowieczego mózgu...
Odejdzie tak , jak wszystko co nie wytrzymało
próby czasu...
Jak wszystko co zostało zastąpione nowym...
Jak wszystko to co jest ... nieprawdziwe...
co jest fałszywe...
Odejdzie i nie powróci . A teraz...
Zapanuje NOWA EPOKA.
EPOKA Prawdy, Nadziei, Miłości...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(...ale czy na pewno ?! I jak długo będzie trwała ?! )
Śniłem?...Marzyłem?...czy przeżywałem prawdziwie ?!...
Śniłem...na jawie...prawdziwie ...
O , Boże-daj mi tej złudnej ( ludzkiej ) WIECZNOŚCI...(!!!)...
Niech nastanie...EPOKA PRAWDY-NADZIEI-MIŁOŚCI...
NA ZAWSZE.
Sądziłem , że jedynie w czasie bezsennych nocy
można usłyszeć ten
daleki dźwięk z
JEJ ust,
otwierający przede mną
bezmiar niepewności , a nieraz dający tyle nadziei
moim zmysłom
zamkniętym w obrębie wibrującego , delikatnego tonu.
Milczące gwiazdy porozumiewawczo mrugały
do mnie,
zdając się powtarzać bez przerwy :
-„TO ONA! TO ONA! TO ONA! TO JEJ MYŚLI! TO JEJ GŁOS!
TO JEJ SŁOWA! TO ONA-TA NA ZIEMI STOJĄCA KOBIETA„
Czując JEJ głos,
nie chciałem uwierzyć , że w chaosie myśli i szelestów
trwa zapowiedź cudownej prawdy , wyłaniającej się
z odmętów bezsennej nocy...
Może i świt był mi obietnicą nadziei , ale jasność
jego
drażniła moje oczy,
przez co nie dostrzegałem wielu szczegółów
prawdy
wydanych z JEJ ust.
Toteż nie chciałem jego blasku,
pewną zapowiedź jeszcze mocniejszego światła.
Nie mogąc wpłynąć na harmonogram wyznaczony przez
Boga,
patrzyłem na zgliszcza ciemności-kiedyś wolnej-a teraz
spychanej w niewolę Dnia,
w przepaść oślepiającej jasności,
w której zanikają nawet głębiny bezsennych nocy,
kiedyś pośredników dźwięków JEJ ust i moich zmysłów...
Jeszcze miałem nadzieję,
jeszcze wypatrywałem niedobitków Nocy...
Znalazłem...
Było ich tak niewielu , że byle mgła Dnia zakrywała
niepewne istnienia.
W końcu i ich dobito.
Ale nadal nie wierzyłem w odejście Ciemności...
A gdy słoneczne promienie zapalały pochodnie światła-
-uznałem to za złudzenie oślepionych oczu...
Nie wierzyłem w bezszelestną harmonię barw tęczy,
rozpościerającej się na jaśniejącym niebie
pogrzebanej PRAWDY MIŁOŚCI ( bezsennych Nocy Nadziei )
A podczas apogeum światła , kiedy słońce
zatapiało w bólach ciemności przestrzeni,
słyszałem tylko głos Nocy,
głos JEJ ust...
I chociaż Dzień grał rubinową melodię ( podrabianej Nocy ),
pod widnokręgiem za którym kryło się tylko
ciche zapomnienie
i nieskończony ocean ( fałszywych ) planet,
ja –nie zapomniałem o bezszelestnych Nocach i cichych słowach
wypływających z JEJ ust...
Dzień , oślepiający swoim blaskiem, był dla mnie
niepewnością
i zmarnowanym czasem...
To on był moim hibernatorem niepewnych odczuć...
On swymi szponami chciał mnie pochwycić w podstępne
sieci anabolizmu,
aby wydłużyć dla mnie
JEJ krótki okres wahań i moich zwątpień...
Taki to był ten pełen blasku , złotej jasności dzień,
mający rodzić nowe istnienia-nowe pokolenia
(nieszczęśliwych)Prawd,
odebranych cichym , spokojnym i kojącym
bezsennym Nocom.
Ale po wieczności okrutnego blasku swych kłamstw
Dnia,
powoli ( o jakże powoli ! )
powracała do życia ,
tchniona milionami marzeń ludzkich,
Noc...
Tak , to Noc zmartwychwstawała...
Nie mając za złe okrutnemu Dniu
pogwałcenie jej praw.
Teraz delikatnie,
niczym matka dziecku , zakrywała łono jasności,
kojącą czernią kosmosu,
przyozdobioną matowym blaskiem Gwiazd-tych prawdziwych
ciał ,
żyjących w symbiozie z Ciemnością i Dniem,
bliższych jednak Ciemności Nadziei...
I nastała Noc.
Zmieniona przyszła...
Bezsenność zastąpiła , jeszcze bardziej kojącym,
snem.
Dzięki któremu już nie tylko słyszałem,
ale i wyczuwając widziałem i pochłaniałem kształty :
myśli , słów , uczuć , głosów , przestrzeni ...; JEJ...
Sen dał mi odpoczynek nadziei- a teraz i JEJ
PRAWDY...
Nastąpiły pełne JEJ senne Noce,
po niepewnych Dniach zmarnowanego czasu ( - mojego istnienia ).
Być może i chwila ta ulegnie ewolucji,
i dawny okrutny Dzień zmieni się w formę sennych
Nocy,
a zabójcze promienie światłości ulegną transformacji
DOBRA,
zmieniając się w kojącą-już nie tylko moje oczy-Światłość Czerni.
Może już niedługo...
już niedługo...
...I nadszedł Czas Przemian.
Czas Pojednania.
Noc i Dzień stanowią JEDNOŚĆ.
Połączone Nieba Jasności i Ciemności oddają wierny obraz
( już nie podrabianych Gwiazd ) – prawdziwych ciał.
Teraz i świt jest mi obietnicą nadziei,
A przetransformowana jasność nie drażni moich oczu,
i dostrzeganie zakamarków Prawd nie jest mi obce...
Jedynie...nie raz kole
moje uszy...
rubinowa melodia,
kojarząca się z przeszłością,
gdy dzięki niej
podrabiano bezsenne ( - senne ) Noce
tamtej minionej chwili , ale i to z czasem odejdzie...
Odejdzie w zapomnienie , wypchane przez ewolucje
DOBY LUDZKIEGO ŻYCIA ...
Odejdzie bezpowrotnie , zamknięte w najdalszych
zakątkach podświadomości człowieczego mózgu...
Odejdzie tak , jak wszystko co nie wytrzymało
próby czasu...
Jak wszystko co zostało zastąpione nowym...
Jak wszystko to co jest ... nieprawdziwe...
co jest fałszywe...
Odejdzie i nie powróci . A teraz...
Zapanuje NOWA EPOKA.
EPOKA Prawdy, Nadziei, Miłości...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(...ale czy na pewno ?! I jak długo będzie trwała ?! )
Śniłem?...Marzyłem?...czy przeżywałem prawdziwie ?!...
Śniłem...na jawie...prawdziwie ...
O , Boże-daj mi tej złudnej ( ludzkiej ) WIECZNOŚCI...(!!!)...
Niech nastanie...EPOKA PRAWDY-NADZIEI-MIŁOŚCI...
NA ZAWSZE.
S E L E N O ...
...smutek...Boże...to tak niejednorodne -względne pojęcie...Jaki smutek?-przygnębienie?gorycz?!rozpacz???!!!.............................................................................Seleno, dlaczego widać u mnie to wszystko ?!...jestem nadwraźliwy...jestem ANTYKIEM...jestem tylko Kiwdulem NNeb...Nic więcej...
Ale ile we mnie, oprócz tego, ENERGII...ile we mnie OPTYMIZMU...ile we mnie SIŁY...ile ŻYCIA (!!!!!!)-to wiedzą moi PRZYJACIELE....
Nie martw się Srebrna DAMO...ja wytrzymam...tak, jak ZAWSZE...
...troszeczkę mnie ubędzie...ale mnie tyle jest...że DŁUGI czas minie, gdy nic ze mnie nie pozostanie... JA JESTEM I...BĘDĘ...
(serdeczne ucałowania...)
Ale ile we mnie, oprócz tego, ENERGII...ile we mnie OPTYMIZMU...ile we mnie SIŁY...ile ŻYCIA (!!!!!!)-to wiedzą moi PRZYJACIELE....
Nie martw się Srebrna DAMO...ja wytrzymam...tak, jak ZAWSZE...
...troszeczkę mnie ubędzie...ale mnie tyle jest...że DŁUGI czas minie, gdy nic ze mnie nie pozostanie... JA JESTEM I...BĘDĘ...
(serdeczne ucałowania...)