Widok
Kropeczko
Proooooszę, nic mi nie mów o niemieckich owczarkach. Cierpię na straszną i nieuleczalną chorobę pt. "chciałbym mieć owczarka n., ale z kilku powodów nie mogę" Całość potęguje fakt, o którym dowiedziałem się kilka miesięcy temu, mianowicie, że mój chrzestny ma hodowlę właśnie tej rasy i w swych wyrzutach sumienia, że nie widział mnie kilkanaście lat obiecał, wyselekcjonować dla mnie jakiegoś osobnika alfa. Noo i waham się chodząc rozchwiany już jakiś czas.
a ja
mam owczarka niemieckiego. a właściwie to jakiego ja tam nie mam... ćma pewnie teraz się zastanawia, czy ten niemiecki to już przypadkiem półtora metra pod ziemią nie leży od dwóch lat. otóż jest już nowy. zapomniałem napomknąć wczoraj. swoją drogą to dziwne, jak tu czasem tematy podchodzą pode mnie. od przedwczoraj mam owczarka, a dzisiaj sytuacja aż się prosi żebym się tym pochwalił.
ach
trzeba będzie w końcu na grzyby, bo suszonych zaczyna brakować, a są niezastąpionym ddatkiem... przyglądałam się nawet w akcie desperacji paczuszkom suszonych grzybów sprzedawanych w sklepie. Producentom najwyraźniej w świecie przyświecała zasada, że nic nie powinno się zmarnować, niektóre elementy tego suszu zawierały więcej dziurek po robakach niż grzyba.
Refl(u)eksja
na dziś jest taka, że mieszkam w wyjątkowo alkoholowej okolicy. Po lewej zapuszczony, bezpański ogród, z gruszą obsypaną owocami, idealne na wino. Wszystkie słupy telefoniczne wokół oplecione szczelnie chmielem. Po drugiej stronie ulicy za żywopłotem ogódek, z którego nieodmiennie wieczorami wiatr przynosi strzępy dysput o życiu, tyleż filozoficznych, ile mocno słownie zapętlonych. Chyba nie mam szans... ;)