Widok

coraz więcej samotnych ale jak tu się dziwić?

coraz więcej ludzi w wieky ok 30 jest samotnych, mają problem ze znalezieniem partnera ale obserwuje sobie tak ostatnio moje kolezanki-jak tu facet ma sie na dluzej taka zainteresowac, skoro: gotowac nie potrafi, najlepiej to tylko za nia placic, herbaty mezczyznie nie zrobi bo przeciez nie bedzie jego sluzaca i to on powinien za nia biegac, nie potrafi nic sama zaplanowac, na imprezie nie potrafi sie powstrzymac przed znacznym upiciem sie powodujac obnazenie swej natury z tej zlej strony,.Dziewczyny!!faceci w tym wieku szukaja kobiety, ktora nadawalaby sie do zalozenia wspolnej rodziny, gospodarstwa domowego a nie wyzwolonej imprezowiczki ksiezniczki!!
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 4
Jak ty robisz wszystko to jak on sie stara? %) w czym to sie przejawia?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
z mojego wątku zrobiła się wojna o to, kto umie gotować a kto nie:-) Chodziło mi o to, że te moje koleżanki (samotne, wyczekujące mężczyzny i porzucane) są po prostu nie ogarnięte życiowo, chodzi tu o wszystkie aspekty typu załatwienie czegoś, zorganizowanie, zadbanie o związek, faceta. I wynika to z tego, że są zbyt dumne i leniwe, żeby coś w tym kierunku zrobić.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
nie wiem czy piszesz odp. na mój wpis (bo trochę nawiązujesz do tego co powidziałam) czy na jakiś wyżej,

chciałam napisać, że problemem koleżanki autorki wątku, tej samotnej, nie jest to, że nie umie gotować czy zorganizować czegoś... bo to nie ma znaczenia. A że Wy umiecie gotować - to super.
chciałam dobrze a wyszło jak zawsze :/
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nikt w skrajność nie popada. Ja tylko chciałam zaznaczyć, że oprócz takich "księżniczek" (nie neguję ich istnienia) jest sporo takich, o których niektórzy z zewnątrz myślą jak o takiej księżniczce, która tylko wybrzydza a im się zwyczajnie w życiu nie poszczęściło w miłości. Tak po prostu. A osoba na zewnątrz widzi, że ktoś na randki chodzi, partnerów zmienia i jest sam. I bardzo prostu wyciągnąć wniosek: szuka księcia z bajki, wybrzydza. Przecież taka kobieta nie musi na prawo i lewo opowiadać, że zakochała się bez wzajemności albo nie umiała odwzajemnić uczucia. To jej życie ale osobom postronnym łatwo szybko ocenić, zwłaszcza takim w szczęśliwych związkach.
A poza tym, jeśli z założenia szuka się partnera na całe życie (bo są też inne opcje), to tak, ma być to książe z bajki. Dla mnie. Partner na życie ma być kimś wyjątkowym, kochanym i kochającym jednocześnie. Mąż jest dla mnie takim księciem z bajki, ze wszystkimi wadami. Z kimś innym nie umiałabym planować całego życia. Tu nie ma miejsca na kompromisy :jakoś to będzie, w końcu miłość nie jest najważniejsza, to taki dobry człowiek. W g mnie tak się nie da. Oprócz szacunku, zainteresowań wspólnych lub akceptacji tych indywidualnych, przyjaźni, podziwu dla drugiej strony (i mnóstwo innych fajnych rzeczy) musi być jeszcze to coś, ten ognik, którego nie każdy ma szczęście znaleźć. Chodziłam na randki i wszystko było, wszystko oprócz miłości; byłam traktowana jak księżniczka i ... to nie miało sensu, nie umiałabym tak na dłużej. Gdybym nie spotkała mojego męża i nie pokochałabym z wzajemnością kogoś innego, byłabym sama. A jesteśmy już tyle lat szczęśliwym związkiem, mimo że mieliśmy zupełnie inne oczekiwania, wyobrażenia odnośnie partnera na życie. Może dlatego trochę trwało, zanim zdecydowaliśmy się na ślub :)
Acha, nie wiem kto dokładnie, bo nie będę czytać wszystkich watków po raz drugi, ale ktoś napisał, że trzeba coś zacząć robić, by czymś faceta przy sobie zatrzymać. Coś w tym stylu było napisane. To nie jest fajne. Jak się dwoje ludzi kocha tak naprawdę (nie mówię tu o zakochaniu), to z jednej strony nikt nie będzie wymagał od drugiego robienia czegoś żeby mu było dobrze, z drugiej zaś nikt nie będzie się zmuszał do robienia czegoś ale będzie CHCIAŁ mnósto rzeczy zrobić, by obojgu było dobrze.
Posunę się nawet dalej. Część takich "księżniczek" (takich naprawdę marudzących i wybrednych) jest w stanie dobrowolnie zmienić swoje postępowanie, dać dużo z siebie (z samej chęci a nie bo trzeba) jak się naprawdę zakocha z wzajemnością.
Tylko żeby każda z nas miała tyle szczęścia.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
jeżeli chodzi o bycie samemu to owszem, jesteśmy osobno przez 9 godzin dziennie, kiedy jesteśmy w pracy. I cieszę się, kiedy wracamy do naszego domowego ciepła i potrafimy razem cieszyć się resztą dnia.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ewelino

Ta wypowiedź nie tyczy się Ciebie.
Wiadomość kieruję ogólnie.

Ciesze się, że Waszym szczęściem.
Najważniejsze by Wam było dobrze z sobą :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
chyba ktoś tu idzie ze skrajności w skrajność i przeinacza moje wypowiedzi. Po pierwsze nie napisałam, że "muszę czymś zatrzymać męża w domu" i dlatego mu gotuję. Co za bzdura. Chodzi o to, że jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi i jestem dumna z tego, iż potrafię stworzyć taki dom, w którym się chętnie przebywa i nie ucieka z niego na przysłowiowe piwo. Po drugie mój mąż nie jest żadnych pantoflarzem. mamy swoje wspólne zainteresowania i razem je spełniamy, jesteśmy razem 6 lat i jeszcze nigdy w naszym związku nie było rutyny czy znudzenia. świetnie czujemy się w swoim towarzystwie. Chyba po prostu nigdy tego nie zaznałyście, skoro nie potraficie zrozumieć, że takie związki istnieją.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nareszcie!

Być z kimś tylko dlatego, że jestem sam?
Bezsensu.

Niektórzy na siłę chcą zachować przy sobie mężczyznę zapominając o jego szczęściu.

W skrócie mówiąc popieram żonę :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Buninka

Związek to dotarcie się i porozumienie dwóch ciał.
Nie określiłabym mężczyzny, który kocha ze wzajemnością i pomaga kobiecie prowadzić ognisko domowe jako pantoflarza.
Ale dobrze jest czasem wyjść gdzieś samemu. Może to być chociażby drugi pokój + książka i kubek kakao.

Warto zachować część siebie i realizować się wewnętrznie.

Dlaczego my kobiety zastanawiamy się jak zatrzymać mężczyznę przy sobie?
Czy On sam z siebie nie powinien chcieć wracać do domu? Do żony? Do dzieci?
Czy nie miło jest gdy po spotkaniu ze znajomymi czy też zmęczony po pracy z uśmiechem otwiera drzwi Waszego domu?

Śniadanie, obiad, kolacja to pikuś przy wsparciu, przyjaźni, zrozumieniu, rozmowie, miłości...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak, wiem, że są księżniczki, które wymagania mają ogromne. Są też takie, które ugotują, upieką, wypiorą itd., żeby zadbać o męża, jak tu któraś z was napisała: czymś zatrzymać go przy sobie (dziwne, że trzeba zatrzymać, chyba powinien chcieć sam zostać).
Ale wracając do tych księżniczek. Wybrzydzają, szukają księcia z bajki a potem płaczą ze są same. A może po prostu zabrakło miłości? Może wcale jedna czy druga nie była taka wybredna, tylko zwyczajnie nie zakochała się? Przyszło wam to do głowy?
Ja wiem, że romantyczna miłość kiedyś się ulatnia, że potem to pojawiają się inne wartości ale wg mnie, żeby związek miał szanse na trwanie i dotrwanie do tych innych wartości, musi się zacząć czymś fajnym i zakochanie się, a nawet idąc dalej - miłość jest tu jak najbardziej na miejscu.
Nie każda umie, ja na pewno nie, skalkulować sobie: "o fajny facet, z nim będzie mi w życiu dobrze a miłość może przyjdzie z czasem" i trwać w takim związku. Nie wyobrażam sobie, bym w moim mężu się najpierw nie zakochała, potem pokochała, by móc żyć razem przez tyle lat. No i musiałam czuć się kochana. A taka byłam na 200%. Skąd ta pewność. Ano stąd, że były między nami burze, rozstania ale w końcu postanowiliśmy się pobrać. Mąż zaakceptował moje wady, ja jego albo po prostu nauczyliśmy się z nimi żyć bo się kochamy. I mam już jakiś staż małżeński, dzieci odchowane więc piszę to z doświadczenia. A spotykałam się z innymi facetami i to z takimi, którzy na rękach nosili ale oprócz sympatii z mojej strony nie było głębszego uczucia więc takie związki nie miały szansy przetrwać.
Dlatego też nie myślcie zawsze źle o takich "księżniczkach". Może one po prostu nie miały szczęścia pokochać z wzajemnością.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1
Buninko, nie przemilczałam żadnej Twojej wypowiedzi skierowanej bezpośrednio do mnie. Ustosunkowałam się do tego co napisałaś o czytaniu bez zrozumienia, natomiast nie widzę powodu bym miała komentować to, że rozpisujesz się o swojej sytuacji związkowej.

Twoją wypowiedź odebrałam jako agresywną i napastliwą i mam prawo do własnej oceny Twojej wypowiedzi. I tak, to ja tak uważam, gdybyś miała ochotę po raz kolejny przypomnieć mi, że pisząc wyrażam własne zdanie:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Oczywiście że przemilczam, bo nie było tam nic co miałabym komentować. Ty też przemilczałaś to co napisałam powyżej i nie skomentowałaś. Twoja sprawa. Nie zarzucaj mi tylko że jestem agresywna - jestem stanowcza na wszelką nietolerancję. A to czy ty jesteś subtelna w swoich wypowiedziach, to ty tak uważasz.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Buninko, celowo napisałam tak jak napisałam, stanowczo nie był to przypadek:) Wcześniej skomentowałaś wypowiedzi założycielki wątku i także moje czytając bez zrozumienia i na dodatek w tak agresywny sposób, że z pełną świadomością tego co robię zrobiłam prawie to samo - tyle, że znacznie subtelniej. Moja droga, jeśli sama bawisz się w takie prowadzenie dyskusji, przy czym po zwróceniu uwagi przemilczasz to, licz się z tym, że ktoś zachowa się w stosunku do Ciebie tak samo.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Kasieńko - zacytuję twoje słowa "straszne jest czytanie bez zrozumienia" tylko że teraz tyczy się to ciebie. To że robi się śniadanie czy obiad to nie godzi w wartość człowieka. Jak zwykle przekręcasz moje wypowiedzi. Ja też przyżądzam w domu posiłki, sprzątam i robie wszystko to co musi być zrobione w domu... ale ja w nim sama nie mieszkam, mieszkam z mężem, więc do niego też nalezy dbanie o dom - przyżądzanie posiłków, sprzątanie i inne. Nie jestem ani jego matka ani gosposią abym robiła wszystko za nas dwoje. Zasuwanie za całą rodzinkę, podczas gdy ona leży na kanapie do góry brzuchem to jest głupota i to godzi w wartość człowieka chyba że według niego nie. Szkoda tylko że potem 90% takich szczęśliwych żoneczek wypisuje na forum jakiego to maja doła bo mąż w niczym im nie pomaga. Mój były mąż życzył sobie abym przyjechała do jego mieszkania (przez jakiś czas mieszkaliśmy osobno w innych miastach) i umyła mu okna bo on sobie remont zrobił i okna ma brudne. Kiedy zaskoczona spytałam, dlaczego sam nie umyje, powiedział że to jest babskie zajęcie.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
A pantoflarz to według ciebie jaki facet? Taki który szanuje żonę i pomaga jej prowadzić dom? Po co w domu inny typ mężczyzny? Twardziel? Jest dobry jako kochanek ale nie mąż.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Szczerze to ja sama bym „wypchnęła” takiego „pantoflarza” z domu ;)
Ja wszystko rozumiem. To tzw. handel wymienny. Aczkolwiek człowiek bez pasji, zainteresowań, znajomych czy też choćby bez chwili samotności jest niespełniony. A do pełni szczęścia tak nie wiele brakuje.


Pantoflarz to nie materiał na męża.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
mojemu to jest tak dobrze,ze nawet na piwo z kolegami nie chodzi bo twierdzi,ze uwielbia ze mna bvyc i nic mu wiecej nie potrzeba.tylko,zebym byla. No ale troche pracy mnie to kosztuje..sprzatanie, pranie, gotowanie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Wczoraj zrobiłam mojemu facetowi śniadanie, obiad i kolację i jakoś nie czuję, żeby godziło to w moje poczucie własnej wartości ani żeby mnie traktował jak "przynieś, wynieś, pozamiataj". Zdaję sobie sprawę, że mój facet dba o mnie, nigdy mnie nie zawiódł. Doceniam to, że lubi sprawiać mi przyjemności, doceniam to, że gdy potrzebuję zawiezie mnie gdzie chcę (ja nie mam jeszcze prawka), doceniam, że ma większy wkład niż ja w domowy budżet.

A co do ładnej buzi - prawda, emenems. Nie ma w tym nic dziwnego.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
p.s. a co w tym złego ze facet chce miec kobiete która "ma ładą buzie" i mu sie podoba?? chyba głupotoą byłby jakby bylo inaczej
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
a ja się nie zgodze. Zacznę od tego ze bardzo róznię się w poglądach od moich rodzicow, to jednak zostałam wychowana tradycyjnie i od tego nie uciekne. Gotuje, sprzeątam, czekam na meza z obiadem i to lubie, co nie oznacza ze nie imprezuje z kolezankami, nie upijam sie winem z okazji bez okazji na no make up party na działce. Jedno nie wyklucza drugiego.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Kobieta

Gadżety erotyczne na rocznicę z żoną (43 odpowiedzi)

Dzień dobry! W niedalekiej przyszłości będę wraz z (teraz już) żoną obchodzić okrągłą rocznicę...

do góry