Widok

dom czy mieszkanie???

zaczynam juz myslec o własnych czterech katach ale ceny mieszkań jak i budowy domu mnie odstraszaja:( my młodzi ludzie przeciez dopiero zaczynamy a juz stawiaja nam takie poprzeczki.
A jak jest u was kupujecie cos czy stawiacie dom :)
A kasiorke z kad bierzecie ??? Kredyt czy dobra wola rodzicow
Jestem ciekawa ile kosztuje budowa małego domku!! TYlko zeby byc razem:):) a w nim ja dziecko maż i duzy piesek to moje marzenia:)

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4

Ja nie mam domu za miastem, mam mieszkanie w mieście. Pisałem jedynie, że też borykałem się z podobnym problemem wyboru, czy budować dom za miastem, czy kupić mieszkanie. Z każdym rokiem ubywało argumentów za budową domu, dlatego doradzam tym, którzy mimo wszystko są zwolennikami domu, aby wybudować dom w okresie umożliwiającym wykorzystanie pełnych jego walorów tzn., kiedy z podwórka korzystają jeszcze dzieci, a my jako dorośli mamy siły i chęci do wszelkiego rodzaju prac domowo-ogrodowych i godzimy się z dojazdami do pracy i dowozem dzieci do szkół.
Czy któreś z dzieci w przyszłości będzie chciało zamieszkać w domu rodzinnym? - to kolejne pytanie. Dlatego napisałem, że trzeba próbować. Próba powinna być podjęta stosunkowo wcześnie zanim dzieci wyfruną na stałe z gniazdka. Obiecanki, że w przyszłości dom będzie dziecka, jest słabym argumentem. Dom trzeba zostawić zanim dziecko kupi własne mieszkanie. Rodzic może zaproponować, że zostawi dom w zamian za małe mieszkanie w mieście. Taki argument może przekonać dziecko do pozostania w domu rodzinnym. Warunek, że "znikamy z życia młodej rodziny" i wyprowadzamy się z domu. Nie wszyscy z rodziców są gotowi na taką decyzję, a dzieciom nie wypada zaproponować coś podobnego rodzicom. Wspólne zamieszkiwanie z obietnicą przekazania domu w przyszłości (bliżej nie określonej) raczej skazane jest na niepowodzenie i dzieci prawie na pewno wyprowadzą się wcześniej. Do końca też nie jestem pewien, czy w ogóle mamy prawo wiązać dzieci z domem rodzinnym?
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0

To dobre pytanie. Mieszkam w domu rodzinnym. Najpierw dziadkowie, potem moi rodzice, którzy z czasem sie wyprowadzili i dziadkowie zostali tu sami. Ja po ślubie z mężem tu sie wprowadziliśmy i teraz i nasze dzieci tu się wychowują. Czwarte pokolenie w tych samych murach. Dziadków już nie ma, zostaliśmy sami i teraz problem - co z domem? Jest masakrycznie wielki (czteropoziomowy, 3 kuchnie, 4 łazienki, ponad 10 pokoi) do tego kawał ziemi... I tylko my sami... Sentyment trzyma, ale logika mówi sprzedać i wiać ;p
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 0

Może być nawet z rynku wtórnego, można zrobić remont i będzie takie, jakie sobie wymarzysz.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1

Ja chyba jednak wolę mieszkanie. Wiadomo, że fajnym rozwiązaniem jest ogródek i miejsce na grilla, ale są też takie mieszkania parterowe do którego przynależy ogródek. Ja bym szukał czegoś takiego.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 2

Gorzej jak trafisz wrednych sąsiadów nad tobą. Będą ci wrzucać śmieci i pety do ogródka, albo gapić sie całe popołudnie jak grillujesz ze znajomymi wygłaszając przy tym głośne wredne komentarze. I życie stanie sie koszmarne, z ogródka przestaniesz korzystać...
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 4

Grilowanie w ogródku usytuowanym na parterze lub na balkonie, w budynku wielorodzinnym świadczy źle, ale na pewno nie o sąsiadach. Zamiast wrednych komentarzy i wrzucania petów można grzecznie zwrócić sąsiadowi uwagę, a w ostateczności wezwać straż pożarną :-)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 1

Oczywiście, że można kulturalnie, ale nie wszyscy to potrafią. A jak będą sie gapić przez barierki jak spędzasz czas ze znajomymi i podsłuchiwać to też policję wezwiesz?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Niestety, ale to wszystko, o czym piszesz, to uroki mieszkania w budynku wielorodzinnym. Decydując się na mieszkanie wśród ludzi, trzeba dostosować się do reguł obowiązujących całą wspólnotę. Organizując sobie spotkanie towarzyskie w ogródku, czy na balkonie niestety trzeba liczyć się z pośrednim uczestnictwem innych sąsiadów. Nikomu nie zakażemy przecież wychodzenia w tym czasie na balkon.
Jakoś nigdy nie miałem z tym problemu. Zarówno w pociągu, autobusie, ale również na balkonie, ogródku przydomowym, czy klatce schodowej, postępuję w taki sposób, aby nie przeszkadzać i krępować innych swoim zachowaniem, słownictwem czy ubiorem.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 0

Jeżeli rozpalasz grilla komuś pod jego oknami, balkonem, ... nie licz na jego kulturalne zachowanie.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 0

Wszystko zależy od usposobienia danej osoby. Lubicie grzebać w ziemi, mieć wiecznie coś do roboty to wybudujcie/kupcie dom. Nie chcecie się martwić o wielkość na starość, to kupcie jak my dom do 100m^2, taki mały bungalow. Jeżeli natomiast dużo podróżujecie, traktujecie lokum jak hotel, nie chcecie zbyt wiele robić przy wspólnym gospodarstwie, rozważacie przeprowadzkę za pracą po latach, nie planujecie mieć zwierzyńca, macie ugodowy charakter to nie ma co inwestować w dom a tylko mieszkanie.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

A jezęli mimo wszystko zatęsknicie za kawałkiem ziemi, to kupcie ogródek działkowy do grillowania. Samo grillowanie na balonie, czy pod balkonem nawet na własnym ogródku jest niegrzeczne. Dym wchodzi do mieszkań.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 1

Wydaje mi się, że cenowo wychodzi na to samo, oczywiście to wszystko zależy od naszych wymagań. Jakiś czas temu także mieliśmy ten dylemat i wreszcie po wielu miesiącach rozmyślań i analiz zdecydowaliśmy się na dom. Teraz natomiast mamy kolejny problem - budować czy kupić gotowy. Zdania są podzielone, jedni doradzają kupno bo szybciej, inni budowę bo sami możemy wszystko zaplanować i o wszystkim decydować. Trafiłam na fajny artykuł http://www.gotoweinformacje.pl/wlasny-dom-lepiej-budowac-kupic/ po którym jestem bardziej skłonna budować, ale ciężko mi przekonać męża. Co myślicie na ten temat?
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2

Podobnie jest z paleniem papierosów na balkonach. Dym z papierosów palonych na balkonach dostaje się do mieszkań sąsiadów. Niestety, miną kolejne pokolenia, zanim niektórzy zrozumieją, że zmuszanie sąsiadów, a w szczególności dzieci, do biernego palenia tytoniu jest niedopuszczalne.
Pocieszające jest, że coraz więcej przestrzeni publicznej nie jest prawnie dostępna dla palaczy (samoloty, pociągi, biura, duża część kawiarni i restauracji). Jest nadzieja, że już w niedługim czasie palenie papierosów "na widoku" dla wszystkich będzie po prostu obciachem. Widok człowieka idącego ulicą z zapalonym papierosem staje się powoli ewenementem i niewątpliwie już odbiega od normy.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 2

Przykro, że Twoja przestrzeń jest tak ograniczona.
Miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie czekać aż "miną kolejne pokolenia" by to się zmieniło.

Ps
Zdarza mi się pufać na balkonie. Delektować się i bawić ulubioną popielniczką.
Widoki (i zapaszki) sąsiednich balkonów przyprawiają mnie o odruch wymiotny.
Szmaty, dziecięce zabawki, gary itd. To jest dopiero obciach :)
"Miną kolejne pokolenia, zanim niektórzy zrozumieją, że zmuszają sąsiadów, a w szczególności dzieci" do oglądania (i wdychania) swojego pier(dol)nika balkonowego, składzika "skarbów" ?!
Łudzę się, że nie.
Inni, z przyczyn "zdrowotnych", nieustannie przeprowadzają sterylizację swoich mieszkań, która niszczy naturalne warunki mojego otoczenia i zakłoca naturalne przepływy energii...
Itd., itp....
Palę kiedy mam na to ochotę, na MOIM balkonie, na MOIM podwórku.
Nic nikomu do tego. Wara od mojej przestrzeni!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 14

Niby tak. Też wychodze z założenia, że jestem u siebie i robię co chcę. Tylko też mam sąsiadów. Nie za ścianą, nie pode mną czy nade mną, bo mam dom, ale gdzieś za płotem też żyją ludzie. Nie mieszkam w dziczy. Trzeba nauczyć się żyć z innymi. Nie odpalać kosiarki o 23, ani wypuszczać w weekendy psa o 5 na podwórko żeby szczekał jak szalony do 9 kiedy to znów go zamkną w domu. A takich zdolnych mam sąsiadów. Ja natomiast mam bardzo hałaśliwe dzieci, jak sa na podwórku to cała okolica je słyszy. Mogą sie drzeć ile wlezie. Ale popołudniu kiedy sąsiedzi wracają z pracy to pilnuję żeby nie przeszkadzały za bardzo, bo nie każdy musi chcieć ich słuchać. To się nazywa kompromis. Jestem u siebie, ale obok są inni i też chcą normalnie żyć.
popieram tę opinię 14 nie zgadzam się z tą opinią 0

Z racją, jak z pupą, każdy ma własną.
Odkąd to zrozumiałam lżej mi się żyje.
Nikogo nie pouczam i do nikogo się nie żalę.
Czy to mieszkanie, czy dom, trzeba być człowiekiem a nie TYLKO wymagać od innych.
Zaczynajmy od siebie.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 4

Po części się z Tobą zgadzam, niemniej w kilku kwestiach błędnie analizujesz przyczyny.

Oczywiście zgodzę się z Tobą, że jako Polacy mentalność mamy w zasadzie tożsamą co kraje na wschód u nas, w przeciwieństwie do pragmatyków na zachód od Odry (bez względu na kraj). Nasza mentalność objawia się niczym innym jak "zastaw się a postaw się", zarówno w kontekście mieszkań (maksymalne wykorzystywanie zdolności kredytowej, nawet jeżeli trochę mniejsze nadal byłoby ok, bez pozostawienia sobie zapasu na czarną godzinę), domu ("poniżej 200 metrów to nie dom, a potem dzieci z wnukami się tu wprowadzą i kiedyś odziedziczą" - ehe, w obecnych czasach dzieciaki wolą jednak iść na swoje, a jedyne co kiedyś odziedziczą, to 200 m2 na zadu piu, które trzeba będzie sprzedać za pół ceny, chyba że ma się gust do wykańczania), samochodu ("aaaby tego gnoja spod 5-ki kłuło w oczy !"), itd.

Teraz pora na to, z czym się nie zgadzam:

3. Szczerze mówiąc nie pamiętam, czy się z czymś takim spotkałem... praktycznie każdy ma w życiu sytuację, gdy musi wynajmować, albo przynajmniej mieszkać u kogoś kątem.

2., 1. Po części mentalność, po części na szczęście pragmatyzm. Jeżeli lubisz obserwować trendy na zachodzie, to rozumiem, że nie umyka Twojej uwadze również NIEUCHRONNY trend demograficzny w Polsce, który w ciągu 15-20 lat (?) doprowadzi do wprowadzenia emerytury obywatelskiej w wysokości dzisiejszych ok. 1000 zł. Przed odpowiedzią na to pytanie sprawdź również, ile % emerytury pożera wynajem w Niemczech czy Austrii, a jak taka proporcja będzie wyglądać u nas. W skrócie - w pewnym momencie wszystkie roczniki od X wzwyż będą już pracowały z góry wiedząc, że dostaną te 1000 zł (po dzisiejszych cenach), bez względu na zarobki i odłożone składki - lepiej zarabiający nadal będą płacić proporcjonalnie do dochodów, ale wszystko w składkach co powyżej składek u osób z minimalną (a taką samą emeryturą), będzie po prostu traktowane jako podatek solidarnościowy, aby w ogóle utrzymać taki system. (czy zarabiasz 2 czy 6, składki proporcjonalne, emerytura ta sama, bogatsi de facto finansują system).

Mając na uwadze powyższe - o ile np. w Niemczech średnia emerytura tylko jednej osoby pozwoli na wynajem mieszkania (i to piszę o największych, a zarazem najdroższych miastach) i jeszcze wyżywienie (nie mówiąc o ew. drugiej osobie w rodzinie, za której emeryturę jeżdżą sobie po prostu po świecie), o tyle w np. Gdańsku za 1000 zł nie pokryjesz nawet odstępnego za kawalerkę, a co dopiero mówić o opłatach czy wyżywieniu. W praktyce dwoje emerytów (a masa ludzi żyje samotnie) w Gdańsku z 2000 zł po prostu wynajmie i opłaci rachunki, nic ponadto. Porównujesz nieporównywalne. Dziwisz się, że ludzie mają pęd ku własności, jeżeli z góry wiadomo, że na starość większość będzie żreć tynk ze ścian ? Gdyby wszyscy chcieli wynajmować, to przy emeryturze rzędu dzisiejszych 1000 zł, albo kompletnie zniknie rynek wynajmu, albo musiałaby przyjść gwałtowna deflacja w całej gospodarce - minimalna emerytura 1000 zł, wynajem z opłatami dajmy na to 700 zł, ale wtedy i chleb za 1 zł. Nikt nie będzie wynajmował na stopie rentowności niecałego 1%. Jakie masz rozwiązanie dla tych wszystkich ludzi ?

Ponadto co powiesz o osobach, które mają np. 50% wkładu na mieszkanie - też mają iść wynajmować, jeżeli nie wiedzą jak ewentualnie to równolegle zainwestować (90-95% ogółu) ?

Wnioski (niekoniecznie poprawnie polityczne):

a) wynajem jest bardzo ok, jeżeli nie ma się jeszcze rodziny, a przede wszystkim konkretnej ścieżki zawodowej, dotarcia do pewnego poziomu - nie ma sensu osiadać w jednym miejscu, jeżeli możliwe są jeszcze relokacje, przebranżowienia, itd. Jednocześnie mając już tę rodzinę i stałą pracę, nie ma wg mnie sensu męczyć się na wynajmie.

b) jakkolwiek by to nie zabrzmiało - przed podjęciem kluczowych decyzji (czy to wynajem, czy kredyt) zanalizuj, czy masz szansę przed 50tką (gdy mogą się zacząć pierwsze choroby, problemy z pracą) na odziedziczenie jakiegoś mieszkania, w którym mógłbyś zamieszkać. Jak ktoś się na mnie za to rzuci, to niech się rzuca (takie myślenie nie jest niczym dziwnym w owej zachodniej Europie i wpływa właśnie na decyzje o wynajmie).

W skrócie - jeżeli do 50tki nie masz szans na własnościowe mieszkanie, nie jesteś szukającym na każdym forum dowartościowania programistą a zwyczajnym przeciętniakiem jeżeli chodzi o umysł i zarobki, to nawet nie myśl o permanentnym wynajmie, tylko staraj się iść na swoje. Jeżeli jest realna wizja, że za jakiś czas bez wysiłku finansowego wpadnie Ci takie mieszkanie - możesz wynajmować.

No i jeszcze jedna ważna kwestia - jak już dojdzie do tej starości z jałmużną, dzieci będą miały w d*pie, to mając swoje, możesz je po prostu sprzedać i żyć sobie do śmierci za te pieniądze.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

W pierwszym komentarzu Lukrecja napisała:
"Palę kiedy mam na to ochotę, na MOIM balkonie, na MOIM podwórku.
Nic nikomu do tego. Wara od mojej przestrzeni!"

... ale już w następnym:
"Czy to mieszkanie, czy dom, trzeba być człowiekiem a nie TYLKO wymagać od innych.
Zaczynajmy od siebie."

Lukrecja natchnęłaś mnie nadzieją :-)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 1

Napisałeś: jak już dojdzie do tej starości z jałmużną, dzieci będą miały w d*pie, to mając swoje, możesz je po prostu sprzedać i żyć sobie do śmierci za te pieniądze

- o ile wcześniej zdołasz spłacić kredyt (na 35 lat dwukrotnie droższy niż wartość mieszkania).

Liczysz na sielskie życie zarówno przed jak na emeryturze, ale co w przypadku zdarzeń losowych uniemożliwiających spłatę kredytu? Najemca przeprowadzi się na prowincję i wynajmie mieszkanie za 500 zł. Pechowy kredytobiorca też zamieszkania w tanim mieszkaniu na prowincji, ale przeprowadzi się tam z długiem, bo zlicytowane mieszkanie nie pokryje kosztu kredytu.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3

Popatrzmy na filmy z połowy ubiegłego wieku. Dym papierosowy w Polsce był wszechobecny na naradach, w biurach, wszelkiego rodzaju spotkaniach. Papierosy palili wszyscy: kobiety, mężczyźni, inteligenci, chłopi i robotnicy. Dzisiaj co raz więcej osób biega i jeździ na rowerach, a coraz mniej pali.
Tak, jak kiedyś 50 -latkowie w dresach powodowali ironiczne uśmiechy na twarzach swoich sąsiadów, niedługo być może, takie same uśmiechy będą powodować palacze :-)
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko

Jaki fotelik samochodowy polecacie? (99 odpowiedzi)

Witam. Chodzi mi o taki fotelik dla rocznego dziecka. Chcialabym aby posluzyl nam jak najdlużej....

jaki krem przeciwsłoneczny dla dzieci łatwo się rozsmarowuje? (51 odpowiedzi)

faktor +50, bez filtrów chemicznych. Ziajka - okropnie ciężko się rozsmarowuje, zwłaszcza na...

dr Włodzimierz Sieg-opinie prowadzenie ciąży (30 odpowiedzi)

Jak w temacie proszę o opinie o tym lekarzu, zmieniam ginekologa w połowie ciąży i jestem...

do góry