Widok
oj jesli mówimy o wpadkach to u nas sporo ich bylo :) moze nie jakies bardzo znaczace ale zawsze :)
pierwsza wpadke zrobily nam dekoratorki kosciola, goscie byli juz w srodku, za chwile miala rozpoczac sie ceremonia a one dopiero ustawialy dekoracje.
Ksiadz przed ceremonia siedzial w kancelarii i czekal na nas abysmy podpisali papiery, nie mial na sobie sutanny tylko jakis wyciagniety t-shirt i byl bez koloratki , no i swiadek jak wszedl do kancelarii to do koscielnego rzucil tekstem ej a ten typ to co tu robi ? (mowil oczywiscie o ksiedzu :) )
Do oltarza prowadzil mnie tata, tata chcial dostojnie wolnym krokiem przejsc przez kosciol a ja go praktycznie ciagnelam do oltarza i wszyscy goscie mieli niezly ubaw.
smialam sie praktycznie przez cala msze, a jak ksiadz poprosil nas do przodu aby skladac przysiege to ja na caly glos wypalilam - to juz teraz, tak szybko ? :P
Moj P. chcial mi zalozyc swoja obraczke , a jak ja jemu mialam zakladac to on zamiast podac mi dlon wierzchnia strona do góry abym mogla zalozyc obraczke, to podal ja spodem do gory jakbym miala mu ja na dloni polozyc :D jak mu powiedzialam ze ma odwrocic to podal mi kciuk hehehhe :)
wyszlismy z kosciola zanim organista zaczal grac marsz, oczywiscie ja bylam po lewej stronie zamiast po prawej :)
no i kolejna wpadka byl nasz pierwszy taniec, bo moj P tak sie spial ze zrobilismy tylko polowe z zaplanowanych figur, przy mostku mnie nie utrzymal i prawie sie przewrocilam :P smiechu bylo duzo :)
na szczescie pozniej zatanczylismy zupelnie spontaniczna salsa ktora wyszla nam super :)
pierwsza wpadke zrobily nam dekoratorki kosciola, goscie byli juz w srodku, za chwile miala rozpoczac sie ceremonia a one dopiero ustawialy dekoracje.
Ksiadz przed ceremonia siedzial w kancelarii i czekal na nas abysmy podpisali papiery, nie mial na sobie sutanny tylko jakis wyciagniety t-shirt i byl bez koloratki , no i swiadek jak wszedl do kancelarii to do koscielnego rzucil tekstem ej a ten typ to co tu robi ? (mowil oczywiscie o ksiedzu :) )
Do oltarza prowadzil mnie tata, tata chcial dostojnie wolnym krokiem przejsc przez kosciol a ja go praktycznie ciagnelam do oltarza i wszyscy goscie mieli niezly ubaw.
smialam sie praktycznie przez cala msze, a jak ksiadz poprosil nas do przodu aby skladac przysiege to ja na caly glos wypalilam - to juz teraz, tak szybko ? :P
Moj P. chcial mi zalozyc swoja obraczke , a jak ja jemu mialam zakladac to on zamiast podac mi dlon wierzchnia strona do góry abym mogla zalozyc obraczke, to podal ja spodem do gory jakbym miala mu ja na dloni polozyc :D jak mu powiedzialam ze ma odwrocic to podal mi kciuk hehehhe :)
wyszlismy z kosciola zanim organista zaczal grac marsz, oczywiscie ja bylam po lewej stronie zamiast po prawej :)
no i kolejna wpadka byl nasz pierwszy taniec, bo moj P tak sie spial ze zrobilismy tylko polowe z zaplanowanych figur, przy mostku mnie nie utrzymal i prawie sie przewrocilam :P smiechu bylo duzo :)
na szczescie pozniej zatanczylismy zupelnie spontaniczna salsa ktora wyszla nam super :)
To tylko z dnia ślubu - nie było spektaktularnych wpadek, ale zawsze...
1. do fryzjera (gdzie byłam czesana, malowana i się ubierałam, bo potem szybko na zdjecia studyjne szliśmy obok) nie zabrałam pończoch ani obrączek, wobec tego paru fotek nie ma - tych "obrączkowych" albo z podciagniętą sukienką - dobrze że mi buty dowieźli, a nie w czarnych sandałkach (starych jak świat) pozowałam
2. garnitur z całą resztą mojego A. trzymany był u moich rodziców i dzien wcześniej przywieziony... bez kamizelki, musznika i butonierki; w sobotę z rana musiał specjalnie po to jechać i... nie zabrał butonierki; na zdjęciach ze studia ma białą (reszta ecru) pożyczoną od świadka - swoją dostał dopiero u moich rodziców w domu przed błogosławieństwem
3. podczas błogosławieństwa nie klękaliśmy tylko na stojąco poprosiliśmy rodizców o błogosławieństwo; po błogosławieństwie moich rodziców teściowa zamiast pobłogosławić wypaliła "u nas to się robi inaczej" i tyle
4. oprócz organisty mój dziadek śpiewał w kościele; przed ślubem wysłałam świadka mojego, by rozliczył się m.in. z organistą - wszedł na chór i zapytał się mojego dziadka "czy to pan nam bedzie umilał ślub", dziadek, że ma taką nadzieję i dostał 150zł :D (organista wtedy był akurat na zakrysti)
5. w mailu, który wysłaliśmy do gości przed ślubem z info, co gdzie kiedy, jak dojechać itp prosiliśmy gości, by poczekali w ławkach nim wyjdziemy z kościoła - a my na nich poczekamy w krychcie (by nas mogli tradycyjnie obrzucić); goście tak się zestresowali, że prawie wcale z kościoła wyjść nie chcieli - musieliśmy ich wołać, że moga już wychodzić
6. nie zabraliśmy przygotowanej płytki na I taniec - dobrze, że wcześniej wysłałam zespołowi go i mieli zgarne - co prawda nie tę wersję, którą ostatcznie się zedycowaliśmy, ale trudno
7. zapomnieliśmy jakiejś figury w układzie (nie wiem, której, film musimy obejrzeć) - więc taniec zakończyliśmy dodatkową serią ukłonow - nikt się nie połapał;)
8. mimo, że wcześniej uprzedzaliśmy, że tego nie przewidujemy, to prowadząca z zespołu próbowała wywołać dziadków do podziękowań (na sali była tylko jedna babcia - z 4 naszych żyjących dziadków - i dlatego nie chcieliśmy robić podziękowań), a nastepnie od razu podziękowania rodziców (nie pytając isę nas, czy to dobra pora - akurat moja mama poszła zmienić buty, więc trzeba było na nią czekać); najgorsze, że gdy pani zorientowała się, że nie ma jednej osoby (siedział mój tata i tesciowa - teściu nie żyje od 1,5 roku) zaczęła "szukać" ojca Pana Młodego (a podawaliśmy, jak jest)
9. przed samym ślubem, gdy rodzina pakowała auta, pakowanie mnie polegało na tym, że różnym osobom mówiłam, co potrzebuję, żeby zabrać - no i moje rzeczy były w kilku autach; w pokoju wylądowałam bez walizki, kosmetyczki, torebki itd - po prostu tak jak byłam na weselu = nie miałam czym zmyć makijażu, w czym spać (to akurat mąż nie uważa za "wpadkę") ani w co się ubrać na poprawiny - mąż w ndz latał i kompletował to wszystko - buty na zmianę znalazły się dopiero w ndz wieczorem
poza tym nie zdążyliśmy z masą rzeczy, które mieliśmy zaplanowane, ale poza nami nikt o tym nie wiedział:P
1. do fryzjera (gdzie byłam czesana, malowana i się ubierałam, bo potem szybko na zdjecia studyjne szliśmy obok) nie zabrałam pończoch ani obrączek, wobec tego paru fotek nie ma - tych "obrączkowych" albo z podciagniętą sukienką - dobrze że mi buty dowieźli, a nie w czarnych sandałkach (starych jak świat) pozowałam
2. garnitur z całą resztą mojego A. trzymany był u moich rodziców i dzien wcześniej przywieziony... bez kamizelki, musznika i butonierki; w sobotę z rana musiał specjalnie po to jechać i... nie zabrał butonierki; na zdjęciach ze studia ma białą (reszta ecru) pożyczoną od świadka - swoją dostał dopiero u moich rodziców w domu przed błogosławieństwem
3. podczas błogosławieństwa nie klękaliśmy tylko na stojąco poprosiliśmy rodizców o błogosławieństwo; po błogosławieństwie moich rodziców teściowa zamiast pobłogosławić wypaliła "u nas to się robi inaczej" i tyle
4. oprócz organisty mój dziadek śpiewał w kościele; przed ślubem wysłałam świadka mojego, by rozliczył się m.in. z organistą - wszedł na chór i zapytał się mojego dziadka "czy to pan nam bedzie umilał ślub", dziadek, że ma taką nadzieję i dostał 150zł :D (organista wtedy był akurat na zakrysti)
5. w mailu, który wysłaliśmy do gości przed ślubem z info, co gdzie kiedy, jak dojechać itp prosiliśmy gości, by poczekali w ławkach nim wyjdziemy z kościoła - a my na nich poczekamy w krychcie (by nas mogli tradycyjnie obrzucić); goście tak się zestresowali, że prawie wcale z kościoła wyjść nie chcieli - musieliśmy ich wołać, że moga już wychodzić
6. nie zabraliśmy przygotowanej płytki na I taniec - dobrze, że wcześniej wysłałam zespołowi go i mieli zgarne - co prawda nie tę wersję, którą ostatcznie się zedycowaliśmy, ale trudno
7. zapomnieliśmy jakiejś figury w układzie (nie wiem, której, film musimy obejrzeć) - więc taniec zakończyliśmy dodatkową serią ukłonow - nikt się nie połapał;)
8. mimo, że wcześniej uprzedzaliśmy, że tego nie przewidujemy, to prowadząca z zespołu próbowała wywołać dziadków do podziękowań (na sali była tylko jedna babcia - z 4 naszych żyjących dziadków - i dlatego nie chcieliśmy robić podziękowań), a nastepnie od razu podziękowania rodziców (nie pytając isę nas, czy to dobra pora - akurat moja mama poszła zmienić buty, więc trzeba było na nią czekać); najgorsze, że gdy pani zorientowała się, że nie ma jednej osoby (siedział mój tata i tesciowa - teściu nie żyje od 1,5 roku) zaczęła "szukać" ojca Pana Młodego (a podawaliśmy, jak jest)
9. przed samym ślubem, gdy rodzina pakowała auta, pakowanie mnie polegało na tym, że różnym osobom mówiłam, co potrzebuję, żeby zabrać - no i moje rzeczy były w kilku autach; w pokoju wylądowałam bez walizki, kosmetyczki, torebki itd - po prostu tak jak byłam na weselu = nie miałam czym zmyć makijażu, w czym spać (to akurat mąż nie uważa za "wpadkę") ani w co się ubrać na poprawiny - mąż w ndz latał i kompletował to wszystko - buty na zmianę znalazły się dopiero w ndz wieczorem
poza tym nie zdążyliśmy z masą rzeczy, które mieliśmy zaplanowane, ale poza nami nikt o tym nie wiedział:P
u nas może nie wpadki ale przygody:) .. świadkowa ryczała jak bóbr! cała byłą czarna bo tusz jej spływał strumieniami, a co lepsze nie płakały kobiety a uwaga faceci! a dokładniej nasi znajomi :D wszyscy powaga a z tyłu słuchać płakanie facetów bomba. Potem śmialiśmy się, że płakali ponieważ stracili kumpla do picia:P chociaż ja mu nigdy nie zabraniam spotkań hmm A co innego - zapomnieliśmy rozdawać materiały dla gości do rzucania przed kościołem jak wychodziliśmy - efekt wychodzimy a tam pusto.. całe szczęście ktoś miał kasę i rzucał a miało być tak pięknie. a i tak było:)
Swojego jeszcze nie miałam ale napiszę o wpadkach innych - takie życie:)
Primo - wszyscy goście przy wejściu na salę dostali lampki z szampanem (najpierw miał być toast a zyczenia po). Ale któraś z ciotek się "wychyliła" i z szampanem w rece idzie do Młodych a za nią (nie słuchając próśb orkiestry) owczym pędem cała reszta gości. Efekt był taki, że oboje Młodzi byli upaprani szampanem - strasznie to wygladało:( Młoda płakała przez pół wesela:(
Duo - dwaj kelnerzy wnoszą na salę taneczną ogromny, okazały tort weselny na stelażu. Gdy byli ok 2 - 3 mertów od stolika perkusista chciał to uczcić i walnął za mocno w bębny, że jeden z kelnerów się przestraszył i potknął - tort znalazł się na podłodze:( Na sali kompletna cisza:( Sytuację uratował ojciec pana Młodego i tak jakby tak miało być, bez ceregieli wziął mikrofon od kapeli i "a teraz moi drodzy na osłodzenie tortu Gorzko dla Asi i Michała po czym podchodzimy z talerzykami do Młodych, którzy z serdecznym uśmiechem i radością poczęstują was słodkosciami. Spieszymy się, spieszymy gdyż dokładka nie dla wszystkich wystarczy!"
Młodzi zebrali prawie wszystko z góry, to co nie dotykało podłogi - resztę kelnerzy sprzatneli i mimo wszystko zostały dobre wspomnienia. Nikt nie miał wśród znajomych na weselu takiego "wejscia smoka":)
Primo - wszyscy goście przy wejściu na salę dostali lampki z szampanem (najpierw miał być toast a zyczenia po). Ale któraś z ciotek się "wychyliła" i z szampanem w rece idzie do Młodych a za nią (nie słuchając próśb orkiestry) owczym pędem cała reszta gości. Efekt był taki, że oboje Młodzi byli upaprani szampanem - strasznie to wygladało:( Młoda płakała przez pół wesela:(
Duo - dwaj kelnerzy wnoszą na salę taneczną ogromny, okazały tort weselny na stelażu. Gdy byli ok 2 - 3 mertów od stolika perkusista chciał to uczcić i walnął za mocno w bębny, że jeden z kelnerów się przestraszył i potknął - tort znalazł się na podłodze:( Na sali kompletna cisza:( Sytuację uratował ojciec pana Młodego i tak jakby tak miało być, bez ceregieli wziął mikrofon od kapeli i "a teraz moi drodzy na osłodzenie tortu Gorzko dla Asi i Michała po czym podchodzimy z talerzykami do Młodych, którzy z serdecznym uśmiechem i radością poczęstują was słodkosciami. Spieszymy się, spieszymy gdyż dokładka nie dla wszystkich wystarczy!"
Młodzi zebrali prawie wszystko z góry, to co nie dotykało podłogi - resztę kelnerzy sprzatneli i mimo wszystko zostały dobre wspomnienia. Nikt nie miał wśród znajomych na weselu takiego "wejscia smoka":)
A z wpadek innych, okołoślubnych - jak robiłam tydzień po ślubie w Niemczech imprezę dla rodziny w Polsce, to o 7.40 rano dostałam smsa z zakładu fryzjerskiego, że z powodu choroby pracownika muszą odwołać czesanie. A byłam umówiona na 8.00... Jak ich zapytałam, czy mam sama robić sobie upięcie ślubne, żadnej mądrej odpowiedzi nie dostałam... No i w końcu wywalczylam tyle, że mogłam pojechać do fryzjerki do domu i tam mnie uczesała (ale co czasu i nerwów stracilam, to moje). Przy tym okazało się, że wcale nikt nie był chory, tylko im cię coś z urlopami pochrzanilo i zapomniały o moim czesaniu.
U mnie wpadka była w sumie jedna, ale mogła być potężna ;-)
Tort składał się z 5 pięter. Nie było możliwości, żeby wjechał na salę już złożony, więc zrobiliśmy z tego małe show - stojak czekał, a 5 osób wnosiło po jednym piętrze i składany był na oczach gości (DJ fajnie to rozegral, bo puścil nam muzykę taką, przy jakiej zwykle bokserzy wchodzą na ring - super efekt).

No i niestety, koleżance, która szla jako druga, w wejściu do sali jej piętro tortu poleciało na ziemię. To znaczy, jakoś nad samą ziemią zostało złapane przez osoby, które się rzuciły na ratunek. Dzięki temu tylko się różyczki trochę pogniotły, a sam tort się nie rozpadł. I większość gości nawet nie zauważyła, że coś takiego się stało... mogliśmy tort "wykorzystać". jakby się rozmazał, byłoby gorzej - to bylo jedno z największych pięter, mogłoby zabraknąć...
Najbardziej mnie zastanowiła moja reakcja: Gdzie jest fotograf? Tort leży, trzeba zdjęcie zrobić! No ale nie leżał na tyle długo, żeby zdjęcie powstało... ;-)
Tort składał się z 5 pięter. Nie było możliwości, żeby wjechał na salę już złożony, więc zrobiliśmy z tego małe show - stojak czekał, a 5 osób wnosiło po jednym piętrze i składany był na oczach gości (DJ fajnie to rozegral, bo puścil nam muzykę taką, przy jakiej zwykle bokserzy wchodzą na ring - super efekt).

No i niestety, koleżance, która szla jako druga, w wejściu do sali jej piętro tortu poleciało na ziemię. To znaczy, jakoś nad samą ziemią zostało złapane przez osoby, które się rzuciły na ratunek. Dzięki temu tylko się różyczki trochę pogniotły, a sam tort się nie rozpadł. I większość gości nawet nie zauważyła, że coś takiego się stało... mogliśmy tort "wykorzystać". jakby się rozmazał, byłoby gorzej - to bylo jedno z największych pięter, mogłoby zabraknąć...
Najbardziej mnie zastanowiła moja reakcja: Gdzie jest fotograf? Tort leży, trzeba zdjęcie zrobić! No ale nie leżał na tyle długo, żeby zdjęcie powstało... ;-)
na naszym slubie podczas pojscia do oltarza calkiem na poczatku mszy sw. potknelam sie o dywan ale na szczescie sie nie przewrocilam bo przytrzymal mnie moj maz, no i jeszcze jedno przy przesiedze koscielny wylaczyl mi mikrofon i czywiscie parsknelam smiechem a on go akurat wlaczyl... ;) chyba nic wiecej nam sie nie przytrafilo, chyba ze cos mi sie przypomni to napisze :)
ja sama pakowałam mężowi obrączke na środkowy palec:)! i oczywiście nie mogłam założyć. Męczyłam sie dość długo aż w końcu ksiądz mnie uświadomił:) oczywiście wiedziałam na który trzeba palec sama nie wiem to chyba jednak nerwy. A mąż zamiast mi pomóc to stał i patrzył. Chciałam go potem walnąć wiązanką za taki brak współpracy:) Ksiądz zażartował,że to tylko symbol ale kawałek złota zawsze się przyda:)
Trzeba było chyba próbe nakładania obrączek wcześniej zrobić:)
Trzeba było chyba próbe nakładania obrączek wcześniej zrobić:)
Wesele w Rumii, czerwiec 2009, hotel
Ok. 22:30, goście siedzą i jedzą kotlety (przerwa między zabawą na pogaduchy), akurat szukałem fajnego miejsca przy scenie na postawienie drugiej kamery na statywie i poczułem dziwny zapaszek, zaczęliśmy rozmawiać z fotografem że pewnie zespół który przywiózł światło, zostawił włączoną maszynę do dymu i korzysta z najtańszego płynu (tanie płyny śmiedzą). Po około 10 minutach zapach był dużo mocniejszy i intensywniejszy i nagle pojawiły się płomienie (!)
Zespół podpalił scenę.
Tak niestety może się skończyć branie sprzętu razem z dj’em/zespołem. Niestety mogą być dobrzy puszczaniu muzyki/śpiewaniu itp. Ale nie mają pojęcia o technice. Podłączyli Nagłosnienie i oświetlenie pod jedno przyłącze (z zabezpieczeniem 16A więc w ogóle cud że działało), przedłużaczem z castoramy i przekroju 3x0,75. Przedłużacz się stopił w tak niefortunny sposób że nie wywaliło korków w hotelu tylko zapalił dekoracje na oczepiny z bibuły.
To był największy FUCKUP jaki widziałem. Pan młody sporej postury myślałem że nożem do torta pokroi ten zespół.
W ogóle sam zespół to była ciekawa sprawa, mieli repertuar obszerny i co ciekawe prawie wszystko było na żywo, a wyglądali jak banda informatyków z Liceum.
Ok. 22:30, goście siedzą i jedzą kotlety (przerwa między zabawą na pogaduchy), akurat szukałem fajnego miejsca przy scenie na postawienie drugiej kamery na statywie i poczułem dziwny zapaszek, zaczęliśmy rozmawiać z fotografem że pewnie zespół który przywiózł światło, zostawił włączoną maszynę do dymu i korzysta z najtańszego płynu (tanie płyny śmiedzą). Po około 10 minutach zapach był dużo mocniejszy i intensywniejszy i nagle pojawiły się płomienie (!)
Zespół podpalił scenę.
Tak niestety może się skończyć branie sprzętu razem z dj’em/zespołem. Niestety mogą być dobrzy puszczaniu muzyki/śpiewaniu itp. Ale nie mają pojęcia o technice. Podłączyli Nagłosnienie i oświetlenie pod jedno przyłącze (z zabezpieczeniem 16A więc w ogóle cud że działało), przedłużaczem z castoramy i przekroju 3x0,75. Przedłużacz się stopił w tak niefortunny sposób że nie wywaliło korków w hotelu tylko zapalił dekoracje na oczepiny z bibuły.
To był największy FUCKUP jaki widziałem. Pan młody sporej postury myślałem że nożem do torta pokroi ten zespół.
W ogóle sam zespół to była ciekawa sprawa, mieli repertuar obszerny i co ciekawe prawie wszystko było na żywo, a wyglądali jak banda informatyków z Liceum.
1.Ja byłam na takim slubie, gdzie przyjeżdżamy do kościoła a tu wszystko zamknięte na głucho. Biegaliśmy dookoła kościoła w poszukiwaniu otwartych drzwi i młodej pary... nawet ksiądz (nasz znajomy, który miał dawac ślub) szukał otwartego wejścia. W końcu udało się. Dodam jeszcze, że strasznie lało. Weszlismy jakimś tylnym wejściem, młoda para też. Kościelny dopiero na 15 min przed slubem raczył otworzyć głowne wejście.
2. Na innym slubie panna młoda utknęła obcasem w takiej metalowej wycieraczce a ksiądz juz po Nich wyszedł i mieli iśc do ołtarza, ale jakoś się wyplątała (chyba świadkowa jej pomogła).
2. Na innym slubie panna młoda utknęła obcasem w takiej metalowej wycieraczce a ksiądz juz po Nich wyszedł i mieli iśc do ołtarza, ale jakoś się wyplątała (chyba świadkowa jej pomogła).