Widok
Odroczenie obowiązku szkolnego przewiduje wprost ustawa z dnia 30 sierpnia 2013 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz.U. 2013 poz. 1265). Pozwala ona na odsunięcie w czasie momentu rozpoczęcia przez dziecko edukacji szkolnej. Jest skierowana do dzieci, które rzeczywiście nie są przygotowane do realizacji obowiązku szkolnego (np. opóźnione rozwojowo). Z tej możliwości chętnie korzystają rodzice, zdaniem których ich dzieci nie są jeszcze wystarczająco dojrzałe by uczęszczać do szkoły. Podstawą takiego stanowiska jest brak przygotowania przez szkoły odpowiedniej infrastruktury oraz kadry nauczycielskiej na przyjęcie tak małych uczniów.
Czytaj więcej na Infor.pl: http://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/325714,Odroczenie-obowiazku-szkolnego.html##ixzz2ySiLoFh2
Czytaj więcej na Infor.pl: http://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/325714,Odroczenie-obowiazku-szkolnego.html##ixzz2ySiLoFh2
ja się zastanawiam syn jest z czerwca 2008, moja siostra pracuje w szkole i twierdzi ze większość rodziców, którzy posłali swoje dzieci do wcześniej tego żałuje, niektórzy już w pierwszej klasie, ale inni dopiero jak dziecko jest w czwartej. Mam też w rodzinie dziewczynkę, która jest urodzona w koncówce grudnia, poszła do szkoły "normalnie" teraz jest w 2 klasie gimnazium, jej koleżanki ogladają sie już za chłopakami, a jaj marzeniam jest dostac "od zająca" głowę/ popiersie lalki któą bedzie mogła czesac.... niby tylko rok, a jaka różnica
córka jest z końca czerwca w szkole była badana przez "psychologa", badanie polegało na odpowiedzi na pytanie na jaka literkę zaczyna się DOM, na jaką UL, córka miała zamknąć jedno oko, drugie, połączyć kropki i pokolorować obrazek i na tej podstawie "pani psycholog" stwierdziła, że moje dziecko nadaje się do pierwszej klasy, a to że codziennie płacze, jest bardzo emocjonalna, wszystko strasznie przeżywa to już nikogo nie interesowało. W maju idę indywidualnie na badanie do poradni, które mam nadzieję będzie bardziej rzetelne i będzie miało na uwadze dobro mojego dziecka a nie ustawy
to w takim razie nie było badanie psychologiczne tylko raczej "edukacyjne".
Dobrze przeprowadzone badanie to prawie dwie godziny różnych zadań, rozmowa i zabawa. Oprócz tego czy dziecko zna literki, umie liczyć itp. a może nie "oprócz" tylko przede wszystkim psycholog powinien sprawdzić dojrzałość emocjonalną i rozwój społeczny.
Dobrze przeprowadzone badanie to prawie dwie godziny różnych zadań, rozmowa i zabawa. Oprócz tego czy dziecko zna literki, umie liczyć itp. a może nie "oprócz" tylko przede wszystkim psycholog powinien sprawdzić dojrzałość emocjonalną i rozwój społeczny.
Badanie dojrzałości szkolnej przeprowadza się na dzieciach, które mają dopiero zacząć edukację, a nie na 12-latkach. Małe dziecko nie zwymiotuje na zawołanie. Jeśli 12-latek ma głębokie zaburzenia, to psychiatra jest w stanie to stwierdzić. Tak samo jak i blefowanie.
U mojej córki badanie dojrzałości szkolnej trwało ok 2,5 h. Takie przeprowadzone na prędce w grupie przedszkolnej chyba maja mniejszą wartość.
U mojej córki badanie dojrzałości szkolnej trwało ok 2,5 h. Takie przeprowadzone na prędce w grupie przedszkolnej chyba maja mniejszą wartość.
W trakcie badania były dwie przerwy. Uważasz, że bardziej wiarygodne jest badanie przez 15 minut niż 2,5 godziny? Naprawdę wszyscy fachowcy od badania dojrzałości się aż tak nie znają?
Jesli dziecko nie potrafi wytrzymać 2,5 godziny (z przerwami, część zadań zbliżonych do zabawy), to jak ma wytrzymać w ławce szkolnej przez 4 czy 5 godzin lekcyjnych? Po to jest to badanie, by stwierdzić, czy dziecko nadaje się do szkoły czy też nie.
Jesli dziecko nie potrafi wytrzymać 2,5 godziny (z przerwami, część zadań zbliżonych do zabawy), to jak ma wytrzymać w ławce szkolnej przez 4 czy 5 godzin lekcyjnych? Po to jest to badanie, by stwierdzić, czy dziecko nadaje się do szkoły czy też nie.
dzieci w pierwszej klasie nie wysiedzą tyle w ławce, generalnie. Dlatego wcale nauczyciel im tego nie każe robić. Po to jest jeden od większości żeby robić przerwy kiedy widzi,że dzieci są zmęczone, jakieś ćwiczenia śródlekcyjne, różna aktywność, odpowiednie dawkowanie materiału- nie siedzenie 45 min w ławce. Teraz tak się nie uczy. Trzeba brać pod uwagę,że dzieci potrzebują dużo ruchu, uczą się w zasadzie poprzez ruch i działanie najwięcej. Trzęsiecie się tak nad dziećmi a one się w szkole dobrze bawią i czują. To wyjątki, co jeszcze nie są gotowe.
Jedno z moich dzieci ma duże problemy emocjonalne i musiał odczekać i pójść po staremu ale to od razu widać,że dziecko się nie nadaje i nie trzeba tu badań, Nauczyciel z zerówki czy przedszkola widzi to doskonale. Jego trzeba się przede wszystkim poradzić jak ma się wątpliwości.
Jedno z moich dzieci ma duże problemy emocjonalne i musiał odczekać i pójść po staremu ale to od razu widać,że dziecko się nie nadaje i nie trzeba tu badań, Nauczyciel z zerówki czy przedszkola widzi to doskonale. Jego trzeba się przede wszystkim poradzić jak ma się wątpliwości.
Tak się teraz uczy...
Ja mam najstarsze dziecko w szkole podstawowej, w III klasie w szkole z dobrymi opiniami (jest więcej chętnych niz mogą przyjąć) i wiem, jak to wygląda. Teoria teorią ale nie zawsze wygląda to tak jak powinno. I to wcale nie ze względu na lenistwo nauczyciela. Po prostu w grupie 25-osobowej nie da rady wszystkich zaleceń wykonać. Tak, bywa siedzenie po 45 minut w ławce; dotyczyło to też I klasy. Poza tym minimum programowe trzeba zrealizować.
Gdy moje dziecko mialo pójść do szkoły, obeszłam ileś gdańskich placówek i tylko nieliczne szkoły miały w klasach I-III część sali wydzieloną na ćwiczenia śródlekcyjne, zabawę, miejsce gdzie można usiąść na podłodze bo jest wykładzina. Zdecydowana większość tego nie miała.
Z młodszym dzieckiem poszłam do poradni w celu zbadania dojrzałości szkolnej, żeby zobaczyć co fachowiec powie na temat wcześniejszego pójścia do szkoły. Moje dziecko wytrzymało 2,5 godziny badania bez problemu, potrafi czytać, najwyższym atutem była umiejętność skupiania się na wykonywanym zadaniu. Zaburzeń emocjonalnych nie stwierdzono, a mimo to dowiedziałam się, że lepiej poczekać rok z posłaniem dziecka do I klasy (bo ma jeszcze wybór), bo rok to dużo w rozwoju i przez ten rok dziecko nabierze wiekszej pewności siebie, a tak miałoby w klasie część dzieci rocznikowo starszych, i przy nich jeszcze trudniej o wykształcenie pewności siebie. Bo rok w rozwoju to dużo. Dlatego ja uważam, że takie badanie dojrzałości ma sens. Jeśli dziecko nie da rady wytrzymać takich dwóch godzin, to przecież nikt nie będzie trzymał na siłę a jest wyraźna informacja, że jeszcze trzeba ze szkołą poczekać.
Ja mam najstarsze dziecko w szkole podstawowej, w III klasie w szkole z dobrymi opiniami (jest więcej chętnych niz mogą przyjąć) i wiem, jak to wygląda. Teoria teorią ale nie zawsze wygląda to tak jak powinno. I to wcale nie ze względu na lenistwo nauczyciela. Po prostu w grupie 25-osobowej nie da rady wszystkich zaleceń wykonać. Tak, bywa siedzenie po 45 minut w ławce; dotyczyło to też I klasy. Poza tym minimum programowe trzeba zrealizować.
Gdy moje dziecko mialo pójść do szkoły, obeszłam ileś gdańskich placówek i tylko nieliczne szkoły miały w klasach I-III część sali wydzieloną na ćwiczenia śródlekcyjne, zabawę, miejsce gdzie można usiąść na podłodze bo jest wykładzina. Zdecydowana większość tego nie miała.
Z młodszym dzieckiem poszłam do poradni w celu zbadania dojrzałości szkolnej, żeby zobaczyć co fachowiec powie na temat wcześniejszego pójścia do szkoły. Moje dziecko wytrzymało 2,5 godziny badania bez problemu, potrafi czytać, najwyższym atutem była umiejętność skupiania się na wykonywanym zadaniu. Zaburzeń emocjonalnych nie stwierdzono, a mimo to dowiedziałam się, że lepiej poczekać rok z posłaniem dziecka do I klasy (bo ma jeszcze wybór), bo rok to dużo w rozwoju i przez ten rok dziecko nabierze wiekszej pewności siebie, a tak miałoby w klasie część dzieci rocznikowo starszych, i przy nich jeszcze trudniej o wykształcenie pewności siebie. Bo rok w rozwoju to dużo. Dlatego ja uważam, że takie badanie dojrzałości ma sens. Jeśli dziecko nie da rady wytrzymać takich dwóch godzin, to przecież nikt nie będzie trzymał na siłę a jest wyraźna informacja, że jeszcze trzeba ze szkołą poczekać.
@alicja
Moja córka ma dziś 10 lat, ale kiedy miała 5, nie mając pewności czy dostanie się do przedszkola, musiałam pójść do PPP, żeby dać ją ewentualnie wcześniej do zerówki. Badanie rzeczywiście trwało 2,5 godziny, córka zniosła je bez problemu, zadania były różne, dla dziecka atrakcyjne, przeplatane rozmową - to standardowa procedura. Na szczęście dostała się do przedszkola i nie musiałam posyłać jej do zerówki, a teraz to niestety norma w wieku 5 lat.
Moja córka ma dziś 10 lat, ale kiedy miała 5, nie mając pewności czy dostanie się do przedszkola, musiałam pójść do PPP, żeby dać ją ewentualnie wcześniej do zerówki. Badanie rzeczywiście trwało 2,5 godziny, córka zniosła je bez problemu, zadania były różne, dla dziecka atrakcyjne, przeplatane rozmową - to standardowa procedura. Na szczęście dostała się do przedszkola i nie musiałam posyłać jej do zerówki, a teraz to niestety norma w wieku 5 lat.