Widok
męczące pytanie
Wiecie co - nie jestem świętoszkowata, ale jak czytam niektóre posty, to jednak pewne rzeczy mnie dziwią, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do ślubu kościelnego! No bo wytłumaczcie mi po co ślub kościelny osobom, które:
- mieszkają ze sobą od kilku lat grubo przed ślubem,
- nie chodzą do kościoła nawet raz do roku w święta,
- u spowiedzi ostatni raz były przed bierzmowaniem (jeśli w ogóle były bierzmowane),
- nauki chcą odbębnić w godzinę, na poradnictwo nie chodzić w ogóle,
a po ślubie nic się nie zmienia - nadal nie chodzą do kościoła, spowiedzi itp.
Przeciez w takim przypadku nie jest to dla nich sakrament - przysięga składana przed Bogiem i nie następuje w ich życiu zadna poprawa - "nawrócenie się"?!?
Pytam Was, bo dużo mam znajomych z takim podejściem do ślubu (wiele par jest właśnie na etapie przygotowywania ślubu, inni są tuż po ślubie), ale nie chcę im robić przykrości i pytać tak wprost :))
- mieszkają ze sobą od kilku lat grubo przed ślubem,
- nie chodzą do kościoła nawet raz do roku w święta,
- u spowiedzi ostatni raz były przed bierzmowaniem (jeśli w ogóle były bierzmowane),
- nauki chcą odbębnić w godzinę, na poradnictwo nie chodzić w ogóle,
a po ślubie nic się nie zmienia - nadal nie chodzą do kościoła, spowiedzi itp.
Przeciez w takim przypadku nie jest to dla nich sakrament - przysięga składana przed Bogiem i nie następuje w ich życiu zadna poprawa - "nawrócenie się"?!?
Pytam Was, bo dużo mam znajomych z takim podejściem do ślubu (wiele par jest właśnie na etapie przygotowywania ślubu, inni są tuż po ślubie), ale nie chcę im robić przykrości i pytać tak wprost :))
Wiesz co Alex, wydaje mi się,że to jest każdego indywidualna sprawa. Ja nie mieszkam z moim Lubym, do kościoła chodze ale może nie co niedziele, tylko wtedy gdzy czuje taką potrzebą, bo uważam,ze z Bogiem mozna rozmawiać w każdym miejscu a nie tylko w kościele. Wkurza mnie czasami tylko to, że jak ida do spowiedzi ludzie którzy ze soba współżyja i mieszkaja to ksiądz robi im problemy a jak idzie babeczka w ciązy to nie stanowi to dla niech problemu- bo swiętością jest dla nich rodzina. Dlatego uważam,ze nie ma co drzeć kotów i dyskutowac o takich rzeczach, bo kazdy ma swoje racje i tak zostanie
Pozdrawiam
Pozdrawiam
alex napisał(a):
> Wiecie co - nie jestem świętoszkowata, ale jak czytam niektóre
> posty, to jednak pewne rzeczy mnie dziwią, zwłaszcza jeśli
> chodzi o podejście do ślubu kościelnego! No bo wytłumaczcie mi
> po co ślub kościelny osobom, które:
> - mieszkają ze sobą od kilku lat grubo przed ślubem,
> - nie chodzą do kościoła nawet raz do roku w święta,
> - u spowiedzi ostatni raz były przed bierzmowaniem (jeśli w
> ogóle były bierzmowane),
> - nauki chcą odbębnić w godzinę, na poradnictwo nie chodzić w
> ogóle,
> a po ślubie nic się nie zmienia - nadal nie chodzą do kościoła,
> spowiedzi itp.
> Przeciez w takim przypadku nie jest to dla nich sakramet -
> przysięga składana przed Bogiem i nie następuje w ich życiu
> zadna poprawa - "nawrócenie się"???
Dodaj jeszcze, ze chcialyby dostac rozgrzeszenie, wiec pytaja, w ktorym kosciele sprawnie obsluguja i sie nie czepiaja (np. rozgrzeszenie za drobna ofiare,byle szybko)
> Wiecie co - nie jestem świętoszkowata, ale jak czytam niektóre
> posty, to jednak pewne rzeczy mnie dziwią, zwłaszcza jeśli
> chodzi o podejście do ślubu kościelnego! No bo wytłumaczcie mi
> po co ślub kościelny osobom, które:
> - mieszkają ze sobą od kilku lat grubo przed ślubem,
> - nie chodzą do kościoła nawet raz do roku w święta,
> - u spowiedzi ostatni raz były przed bierzmowaniem (jeśli w
> ogóle były bierzmowane),
> - nauki chcą odbębnić w godzinę, na poradnictwo nie chodzić w
> ogóle,
> a po ślubie nic się nie zmienia - nadal nie chodzą do kościoła,
> spowiedzi itp.
> Przeciez w takim przypadku nie jest to dla nich sakramet -
> przysięga składana przed Bogiem i nie następuje w ich życiu
> zadna poprawa - "nawrócenie się"???
Dodaj jeszcze, ze chcialyby dostac rozgrzeszenie, wiec pytaja, w ktorym kosciele sprawnie obsluguja i sie nie czepiaja (np. rozgrzeszenie za drobna ofiare,byle szybko)
no i po co wciaz ten temat poruszacie ?? watek byl ponizej
wogole od ja112 złosliwoscia zalecialo
hmm a co poradzisz mi do kosciola chodze co tydzien do spowiedzi rowniez na wazne okazje no raz nie dostalam rozgrzeszenia ale sie na ksiedza nie obrazilam , ma racje
moj facet z kosciolem byl na bakier ale to wina rodzicow bo sami nie chodza i go tak wychowali ale dzieki mnie sie przekonal i chodzimy razem
i co mieszkamy razem ?? bo nadarzyla sie swietna okazja kupna mieszkania z dnia na dzien a ja tutaj rodziny nie mam wiec to jest moj jedyny dom
i co powinnam wziasc tylko cywilny ?????
chcemy wziasc slub bo jestesmy wierzacy i nie chcemy do konca zycia grzeszyc
wogole od ja112 złosliwoscia zalecialo
hmm a co poradzisz mi do kosciola chodze co tydzien do spowiedzi rowniez na wazne okazje no raz nie dostalam rozgrzeszenia ale sie na ksiedza nie obrazilam , ma racje
moj facet z kosciolem byl na bakier ale to wina rodzicow bo sami nie chodza i go tak wychowali ale dzieki mnie sie przekonal i chodzimy razem
i co mieszkamy razem ?? bo nadarzyla sie swietna okazja kupna mieszkania z dnia na dzien a ja tutaj rodziny nie mam wiec to jest moj jedyny dom
i co powinnam wziasc tylko cywilny ?????
chcemy wziasc slub bo jestesmy wierzacy i nie chcemy do konca zycia grzeszyc
masz rację:) to jest indywidualna sprawa każdego z nas!ja akurat mieszkam z chlopakiem, nie chodzę do kościoła, ale modle się i rozmawiam z Bogiem. Chcę mieć ślub kościelny mimo tego, że nie jestem świętoszkiem, bo robię to dla siebie i w imię Boga, a nie kościoła! i nie wiem alex co Cię to obchodzi i co Cię tak męczy, żyj swoim życiem i nie zawracaj sobie głowy innymi ludźmi, każdy zyje jak chce!!!!!!i nic Ci do tego...
Być może mój post bezpośrednio nie dotyczy akurat Was - chodziło mi bardziej o to, że są osoby, które ani do kościoła nie chodzą ani się nie modlą i ślub kościelny nie ma dla nich aspektu duchowego, ale mimo to chcą brać udzial w takiej ceremonii, bo przecież fajna jest biała suknia, no bo co rodzina i inni ludzie by powiedzieli, bo przecież teraz wszyscy mieszkają i współżyją przed ślubem... Miałam na myśli osoby, które podpis na naukach zdobywają podstępem, szukają kościoła, gdzie na spowiedzi ksiądz da rozgrzeszenie, nawet jak się nie żałuje za grzechy i nie obieca poprawy itp.
Chociaż patrząc z drugiej strony - zgodnie z przykazaniami ważna jest kazda niedzielna msza święta, a nie że raz sobie pójdę, innym razem nie, bo mi się nie chce, więc może przez 5 minut pomodlę się w domu, żeby nie czuć się tak winnym...
Chociaż patrząc z drugiej strony - zgodnie z przykazaniami ważna jest kazda niedzielna msza święta, a nie że raz sobie pójdę, innym razem nie, bo mi się nie chce, więc może przez 5 minut pomodlę się w domu, żeby nie czuć się tak winnym...
to powiedz co ma zrobic para taka jak ja i moja ukochana!Ona co niedziele chodzi do kosciola jest wierzaca praktykujaca i bardzo jej zalezy na koscielnym slubie bo twierdzi ze jest to dlaniej bardzo wazne duchowo!!!ja natomiast do kosciola raczej nie chodze i nawet bierzmowania nie mam ale zamierzam w tym roku zrobic by moc stanąc z nia przy oltarzu.Uwazam sie za wierzacego ale nie praktykujacego czyli generalnie wierzacym mnie Ty napewno nie nazwiesz!Zadko bo zadko ale zdarzy mi sie pojsc do kosciola jak poczuje taka potrzebe by porozmawiac z Bogiem...
To teraz Ty mi powiedz co powinnismy zrobic w takiej sytuacji???
koscielny czy nie???!!!!
ps.takich par jest bardzo duzo ze jednej stronie zalezy bardzo a drugiej nie koniecznie....pozdrwiam
To teraz Ty mi powiedz co powinnismy zrobic w takiej sytuacji???
koscielny czy nie???!!!!
ps.takich par jest bardzo duzo ze jednej stronie zalezy bardzo a drugiej nie koniecznie....pozdrwiam
Wypowiadaja się urażeni zarzutami postawionymi retorycznie, ale właśnie dlatego czują się urażeni bo nie pojmują istoty problemu, gdyż ich wiara jest powierzchowna, bo jest to taka przez nich samych stworzona niby-katolicka religia na ich własne potrzeby i wygodę. Stąd takie potem podejscie, ale jakie ma być skoro jak sami piszą chodzą do Kościoła wtedy, kiedy mają potrzebę - czyli nie znają zasad religii katolickiej i przykazań. Ja sam 10 lat byłem poza kościołem, bo denerwowało mnie głównie to że kler wtrąca sie w politykę i nabija kabzę. I nie potrzebuje chodzić do Kościoła bo wystarczy się modlić obojętnie gdzie, kiedy czuje się potrzebę. Ale kiedy zacząłem przygotowywać dziecko do I-szej komunii (sytuacja adekwatna do waszego branie ślubu kościelnego mimo nie chodzenia Kościoła przez was szanowne Forumki) to pewien ksiądz rozwiaj moje wątpliwości i "spowrotem mnie nawrócił", tłumacząc mi czym jest bycie w wierze katolickiej.
Pamiętajcie branie ślubu kościelnego to Sakrament, jeden tylko z elementów całości. Ale mało kto dziś umie zdyscyplinować się do przestrzegania jej w pełni. Obawiam się że i tak nie zrozumiecie, tak jak ja zanim mi tej nauki z dzieciństwa jeszcze raz nie przypomniał ksiądz.
Pamiętajcie branie ślubu kościelnego to Sakrament, jeden tylko z elementów całości. Ale mało kto dziś umie zdyscyplinować się do przestrzegania jej w pełni. Obawiam się że i tak nie zrozumiecie, tak jak ja zanim mi tej nauki z dzieciństwa jeszcze raz nie przypomniał ksiądz.
alex, a czemu Ty czyjąś wiare mierzysz częstotliwościa chodzenia do kościoła, tym czy sie mieszka ze sobą czy nie itd. Myślisz ze to naprawdę o to chodzi???? A ja mam sąsiadów, którzy chodzą do koscioła prawie codziennie a jak mają pomóc to zamykają drzwi przed nosem?? I na dzień dobry nie odpowiadają, udają ze nie słyszą?? I co uważasz ze oni mają wieksze prawa do wszytskich sakramentów niż ja, bo nie chodze co niedziele do koscioała i mieszkam z chlopakiem?? O tym czy "załugujesz" na Boga swiadcza Twoje codzienne czyny w stosunku do innych ludzi a nie to ile razy jestes w miesiącu w kościele..
Życie nie jest czarno-białe. Niestety sfera cienia jest bardzo szeroka...
Do rzeczy jednak.
Gdy zdarza się okazja żeby zamieszkać razem "na swoim", ludzie chętnie z tego korzystają i trudno im się dziwić. Dlaczego u licha panny i kawalerowie mają żyć jedynie z rodzicami lub samotnie? Tylko takie opcje są bezgrzeszne? Zwykle ci, którzy razem mieszkają finalizują swój związek ślubem. To kwestia czasu. Często pary chcą najpierw skończyć studia i wziąć ślub po obronie. A to, że mieszkają razem wcześniej nie musi oznaczać, że nie rozumieją istoty wiary. Rozumieją, niekoniecznie dobrze czują się z tą sytuacją, ale wiedzą, że jest przejściowa i noszą się z zamiarem zmiany stanu rzeczy.
Co do nauk i poradnictwa. Myślę, że "kombinowanie" wynika przede wszystkim z kiepskiej organizacji tych "punktów ślubnego programu". Poradnictwo słynie z "nawiedzonych" prowadzących, nauki często są nudne, długie. Ludzi to drażni. Gdyby prowadzący wkładali więcej serca w to co robią, byli bardziej otwarci i wyrozumiali, zrezygnowali z moralizatorskiego tonu i straszenia ogniem piekielnym, frekwencja wzrosłaby gwałtownie. Wiadomo przecież, że opinie o naukach roznoszą się pocztą pantoflową z prędkością światła.
Oczywiste jest, że praktykujący katolik nie powinien zwracać uwagi na takie "drobiazgi", ale wiem też, jak bardzo nieumiejętne prowadzenie nauk może ludzi zniechęcić.
Ludzie zaczynają unikać kościoła bardzo często po tym, jak źle zostali potraktowani przez kapłana podczas spowiedzi. Gdyby księża zdawali sobie sprawę ile krzywdy potrafią wyrządzić osłychm traktowaniem, jak bardzo spowiednik może oddalić czlowieka od sakramentów...
Nie twierdzę, że należy dawać rozgrzeszenie "jak leci". Wystarczy jednak więcej ciepła, zrozumienia, zachęty i wsparcia.
Nie chcę nikogo usprawiedliwiać. Również drażni mnie kombinowanie, które objawia się w "załatwianiu" pieczątek i lawirowaniu. Znam takie osoby. Jednocześnie myślę, że winę ponoszą nie tylko młodzi ale również "druga strona". Obie natomiast powinny bardziej otworzyć się na siebie,
Do rzeczy jednak.
Gdy zdarza się okazja żeby zamieszkać razem "na swoim", ludzie chętnie z tego korzystają i trudno im się dziwić. Dlaczego u licha panny i kawalerowie mają żyć jedynie z rodzicami lub samotnie? Tylko takie opcje są bezgrzeszne? Zwykle ci, którzy razem mieszkają finalizują swój związek ślubem. To kwestia czasu. Często pary chcą najpierw skończyć studia i wziąć ślub po obronie. A to, że mieszkają razem wcześniej nie musi oznaczać, że nie rozumieją istoty wiary. Rozumieją, niekoniecznie dobrze czują się z tą sytuacją, ale wiedzą, że jest przejściowa i noszą się z zamiarem zmiany stanu rzeczy.
Co do nauk i poradnictwa. Myślę, że "kombinowanie" wynika przede wszystkim z kiepskiej organizacji tych "punktów ślubnego programu". Poradnictwo słynie z "nawiedzonych" prowadzących, nauki często są nudne, długie. Ludzi to drażni. Gdyby prowadzący wkładali więcej serca w to co robią, byli bardziej otwarci i wyrozumiali, zrezygnowali z moralizatorskiego tonu i straszenia ogniem piekielnym, frekwencja wzrosłaby gwałtownie. Wiadomo przecież, że opinie o naukach roznoszą się pocztą pantoflową z prędkością światła.
Oczywiste jest, że praktykujący katolik nie powinien zwracać uwagi na takie "drobiazgi", ale wiem też, jak bardzo nieumiejętne prowadzenie nauk może ludzi zniechęcić.
Ludzie zaczynają unikać kościoła bardzo często po tym, jak źle zostali potraktowani przez kapłana podczas spowiedzi. Gdyby księża zdawali sobie sprawę ile krzywdy potrafią wyrządzić osłychm traktowaniem, jak bardzo spowiednik może oddalić czlowieka od sakramentów...
Nie twierdzę, że należy dawać rozgrzeszenie "jak leci". Wystarczy jednak więcej ciepła, zrozumienia, zachęty i wsparcia.
Nie chcę nikogo usprawiedliwiać. Również drażni mnie kombinowanie, które objawia się w "załatwianiu" pieczątek i lawirowaniu. Znam takie osoby. Jednocześnie myślę, że winę ponoszą nie tylko młodzi ale również "druga strona". Obie natomiast powinny bardziej otworzyć się na siebie,
Ja naprawdę nie chciałam się kłócić i oczerniać innych - chodziło mi tylko o to, że w wielu przypadkach po ślubie nic się w kwestii wiary u pewnych ludzi nie zmienia, więc po co brać ślub kościelny? Po to, żeby można było ochrzcić dzieci - jak ktoś napisał??? Przecież skoro traktuje się wiarę tak wybiórczo, to po co nagle ta potrzeba chrztu? Przecież nikt nikomu nie nakazuje brania ślubu koscielnego czy chrzczenia dzieci! Mam znajomych, których bardzo szanuję, bo oni nie byli obłudni i wzięli tylko ślub cywilny!!!
az chcialam kiedys wywolac tego typu dyskusje...
Ja nie jestem swieta, bo w wieku 30 lat niemalze trudno byc swieta;)
Nie mieszkam z narzeczonym - bo kiedys zalozylam sobie, ze nie bede z facetem bez slubu mieszkac i udalo mi sie tego dotrzymac.
Slub koscielny biore po to, by moj zwiazek byl poblogoslawiony przez Boga. Slub cywilny jest dla mnie tylko pewnego rodzaju umową cywilno-prawną regulującą sprawy między innymi majątkowe i opieki nad ewentualnymi dziecmi.
Slub koscielny jest czyms wiecej. Mozna go zawrzec w zasadzie tylko raz w zyciu. To podkresla waznosc tej osoby, z ktora sie ten slub bierze.
I chce sobie "wyzerowac" licznik... Chodze do kosciola, wierze w Boga i czasem sie zle czuje z tym, ze niezupelnie grzeczna jestem:)
Nie pamietam czy to na tym forum, czy na innym byl poruszany aspekt tabletek antykoncepcyjnych i slubu, spowiedzi...
Co dziewczyny wymyslaly, to glowa boli...
Wiec jedna stwierdzila, ze ona nie moze przestac brac tabletek, bo sie boi ze okres dostanie, wiec bedzie je brala. Ale ze wedlug Kosciola Katolickiego to grzech, to ona sobie wmowi, ze te tabletki mają działanie lecznicze, w zwiazku z tym to juz grzech nie jest...
To dopiero obluda...
Dziewczyny (i chlopaki) skoro juz bierzemy slub koscielny, "wyzerujmy" sobie liczniki tych naszych grzechow i zrobmy to tak jak trzeba...
My tak z moim chlopem bedziemy;) I moze nawet uda nam sie byc grzecznym po pierwszej spowiedzi... hmm odbijemy sobie potem:)
Ja nie jestem swieta, bo w wieku 30 lat niemalze trudno byc swieta;)
Nie mieszkam z narzeczonym - bo kiedys zalozylam sobie, ze nie bede z facetem bez slubu mieszkac i udalo mi sie tego dotrzymac.
Slub koscielny biore po to, by moj zwiazek byl poblogoslawiony przez Boga. Slub cywilny jest dla mnie tylko pewnego rodzaju umową cywilno-prawną regulującą sprawy między innymi majątkowe i opieki nad ewentualnymi dziecmi.
Slub koscielny jest czyms wiecej. Mozna go zawrzec w zasadzie tylko raz w zyciu. To podkresla waznosc tej osoby, z ktora sie ten slub bierze.
I chce sobie "wyzerowac" licznik... Chodze do kosciola, wierze w Boga i czasem sie zle czuje z tym, ze niezupelnie grzeczna jestem:)
Nie pamietam czy to na tym forum, czy na innym byl poruszany aspekt tabletek antykoncepcyjnych i slubu, spowiedzi...
Co dziewczyny wymyslaly, to glowa boli...
Wiec jedna stwierdzila, ze ona nie moze przestac brac tabletek, bo sie boi ze okres dostanie, wiec bedzie je brala. Ale ze wedlug Kosciola Katolickiego to grzech, to ona sobie wmowi, ze te tabletki mają działanie lecznicze, w zwiazku z tym to juz grzech nie jest...
To dopiero obluda...
Dziewczyny (i chlopaki) skoro juz bierzemy slub koscielny, "wyzerujmy" sobie liczniki tych naszych grzechow i zrobmy to tak jak trzeba...
My tak z moim chlopem bedziemy;) I moze nawet uda nam sie byc grzecznym po pierwszej spowiedzi... hmm odbijemy sobie potem:)
MadziaK a czy Ty nie mieszkałaś nawet kilku dni z narzeczonym? Mimo, że formalnie żyjecie osobno, to przecież zdarza Wam się spać razem (mówię o spaniu w sensie stricto, anie żadnych seksach, bo to nie moja broszka). Kojarzę po prostu Twoje blogowe wypowiedzi, w których narzekasz na chrapanie partnera:)
Ślub ma skończyć te niezdrowe z religijnego punktu widzenia, sytuacje między młodymi. Skoro niektórym zdarza się przed ślubem życ w taki sposób, to trudno. Najważniejsze, że chcą to zmienić. Jeśli ktoś zna powagę sakramentu i chce przyjąć go świadomie, nie widzę problemu. Jeśli do tej pory para mimo wspólnego mieszkania wytrwa w czystości, tym większe gratulacje. Jeśli nie wytrwa, świat się nie zawali i to nie jest powód, żeby rezygnować z sakramentu.
Kościół nie jest dla świętych. Święci są w niebie. Kościół jest dla upadających, słabych, wątpiących.
Kombinatorzy wzbudzają we mnie odruch zwrotny i nie będę komentowała takiej postawy.
Ślub ma skończyć te niezdrowe z religijnego punktu widzenia, sytuacje między młodymi. Skoro niektórym zdarza się przed ślubem życ w taki sposób, to trudno. Najważniejsze, że chcą to zmienić. Jeśli ktoś zna powagę sakramentu i chce przyjąć go świadomie, nie widzę problemu. Jeśli do tej pory para mimo wspólnego mieszkania wytrwa w czystości, tym większe gratulacje. Jeśli nie wytrwa, świat się nie zawali i to nie jest powód, żeby rezygnować z sakramentu.
Kościół nie jest dla świętych. Święci są w niebie. Kościół jest dla upadających, słabych, wątpiących.
Kombinatorzy wzbudzają we mnie odruch zwrotny i nie będę komentowała takiej postawy.
Ale ja myślę, że o to właśnie chodzi MadziK z "wyzerowaniem licznika". Dokładnie jak napisałaś świat się nie zawali z powodu sypiania ze soba pary narzeczeńskiej, a ważne jest żeby dalszą część życia przeżyć we wzajemnym szacunku i miłości.
Domyślem się, że autorce wątku chodzi o ludzi, którzy biorą ślub kościelny, bo jest to fajny pretekst, żeby pochodzć częściej na solarium, do fryzjera itp., polatać za sukienkami, przejechać się limuzyną :)))), a wszelkie wymagania Kościoła polegające na podstawowym przygotowaniu duchowym uważają za zbyt uciążliwe i niepotrzebne. Strój i cała oprawa są właśnie tylko oprawą, podkreśleniem doniosłości wydarzenia i kładzenie akcentu na nie z jednoczesnym "kombinowaniem" pieczątek i narzekaniem, że ksiądz w konfesjonale nie pogłaskał po główce, jest przerostem formy nad treścią. Niechodzenia do kościoła nie zastąpi się zrobieniem manicure.
W Kościele bardziej razi mnie relatywizm, bo czemu w jednym konfesjonale można uzyskać rozgrzeszenie za to samo przewinienie wobec Boga, a w innym nie? Niemniej jednak Kościół jest z definicji instytucją konserwatywną i to jest nasza decyzja czy chcemy do niego należeć i żyć zgodnie z jego zasadami czy nie (dobrze byłoby, gdyby były one też jasno określone).
Na zakończenie - nigdy nie miałam żadnych nieprzyjemności w konfesjonale, a do świętych nie należę. Spowiedź jest rozmową z księdzem o naszej wierze i tak potraktowana może byc całkiem przyjemnym obowiązkiem. Pozdrawiam.
Domyślem się, że autorce wątku chodzi o ludzi, którzy biorą ślub kościelny, bo jest to fajny pretekst, żeby pochodzć częściej na solarium, do fryzjera itp., polatać za sukienkami, przejechać się limuzyną :)))), a wszelkie wymagania Kościoła polegające na podstawowym przygotowaniu duchowym uważają za zbyt uciążliwe i niepotrzebne. Strój i cała oprawa są właśnie tylko oprawą, podkreśleniem doniosłości wydarzenia i kładzenie akcentu na nie z jednoczesnym "kombinowaniem" pieczątek i narzekaniem, że ksiądz w konfesjonale nie pogłaskał po główce, jest przerostem formy nad treścią. Niechodzenia do kościoła nie zastąpi się zrobieniem manicure.
W Kościele bardziej razi mnie relatywizm, bo czemu w jednym konfesjonale można uzyskać rozgrzeszenie za to samo przewinienie wobec Boga, a w innym nie? Niemniej jednak Kościół jest z definicji instytucją konserwatywną i to jest nasza decyzja czy chcemy do niego należeć i żyć zgodnie z jego zasadami czy nie (dobrze byłoby, gdyby były one też jasno określone).
Na zakończenie - nigdy nie miałam żadnych nieprzyjemności w konfesjonale, a do świętych nie należę. Spowiedź jest rozmową z księdzem o naszej wierze i tak potraktowana może byc całkiem przyjemnym obowiązkiem. Pozdrawiam.
Tulla, w pełni się z Tobą zgadzam :)
Znam osobę, która wzięła ślub kościelny, bo tak jest bardziej romantycznie a kościół ładnie wychodzi na zdjęciach. Poza tym mogła bardziej poszaleć z kreacją niż w usc, bo otoczenie było "bardziej sprzyjające".
Spowiedź generalną odbyła w trakcie mszy, bo ksiądz "załatwiał sprawę" szybko, żeby udzielić komunii.
Nauki zaliczone za koniak i sporą ofiarę. Z poradni też się wywinęli...
Znam osobę, która wzięła ślub kościelny, bo tak jest bardziej romantycznie a kościół ładnie wychodzi na zdjęciach. Poza tym mogła bardziej poszaleć z kreacją niż w usc, bo otoczenie było "bardziej sprzyjające".
Spowiedź generalną odbyła w trakcie mszy, bo ksiądz "załatwiał sprawę" szybko, żeby udzielić komunii.
Nauki zaliczone za koniak i sporą ofiarę. Z poradni też się wywinęli...
oczywiscie, pomieszkiwalismy ze soba, tak jak powiedzialam - grzeczna nie bylam;)
wiec wlasnie dlatego chce by wszystko bylo tak jak ma byc;) Chce wyzerowac sobie licznik, chce umozliwic sobie postepowanie takie, jakie jest w porzadku wedlug Kosciola.
Dzieci chce miec od razu, wiec z tym problemu nie bedzie;)
Chociaz nie mieszkam z narzeczonym nie tylko ze wzgledow religijnych, ale z powodow takich, ze ja lubie jasne i krystalicznie czyste sytuacje.
Nie lubie w zwiazku czegos takiego "mieszkam u ciebie". Lubie krystaliczne zasady wlasnosci i innych regulacji.
uff, ciezko mi to wytlumaczyc, ale znam pary ktore mialy "wspolne" samochody, mieszkania i to wszystko potem tak naprawde nie wiadomo do kogo nalezy. Ja lubie wiedziec - to moje, to twoje, a to wspolne bo juz jestesmy malzenstwem.
Ja nie deprecjonuje par, ktore mieszkaja ze soba przed slubem. To ich wybor - ja wybralam inaczej;)
Fakt, czasem dziwi mnie panienka narzekajaca na mame swojego faceta, podczas gdy panienka mieszka z mama owego i z owym...
Bo tak naprawde kim ona jest z punktu formalnego? kolezanka...
Moze stalam sie taka formalistka dlatego, ze moj narzeczony ma za soba jeden nieudany zwiazek (cywilny) i zawsze "byla zona" wydawalo mi sie wiecej niz "dziewczyna". I przyznam, ze bardzo nad tym ubolewalam. "narzeczona" juz troszke wyrownalo to moje odczucie;) A lubie jak sie ludzi i rzeczy nazywa po imieniu;)
Gdyby moj narzeczony mial za soba zwiazek koscielny na pewno trudniej byloby mi sie z nim zwiazac. Pewnie zwiazalabym sie z nim, ale mialabym taki niedosyt, poczucie niespelnienia... Nie potrafie tego okreslic.
wiec podsumowujac:)
Jestem czasem niegrzeczna, ale juz chce bym po slubie nie miala powodow do bycia niegrzeczna:)
I kolejna rzecz to regulacja prawna naszego zwiazku (to zalatwia strona cywilna slubu)
wiec wlasnie dlatego chce by wszystko bylo tak jak ma byc;) Chce wyzerowac sobie licznik, chce umozliwic sobie postepowanie takie, jakie jest w porzadku wedlug Kosciola.
Dzieci chce miec od razu, wiec z tym problemu nie bedzie;)
Chociaz nie mieszkam z narzeczonym nie tylko ze wzgledow religijnych, ale z powodow takich, ze ja lubie jasne i krystalicznie czyste sytuacje.
Nie lubie w zwiazku czegos takiego "mieszkam u ciebie". Lubie krystaliczne zasady wlasnosci i innych regulacji.
uff, ciezko mi to wytlumaczyc, ale znam pary ktore mialy "wspolne" samochody, mieszkania i to wszystko potem tak naprawde nie wiadomo do kogo nalezy. Ja lubie wiedziec - to moje, to twoje, a to wspolne bo juz jestesmy malzenstwem.
Ja nie deprecjonuje par, ktore mieszkaja ze soba przed slubem. To ich wybor - ja wybralam inaczej;)
Fakt, czasem dziwi mnie panienka narzekajaca na mame swojego faceta, podczas gdy panienka mieszka z mama owego i z owym...
Bo tak naprawde kim ona jest z punktu formalnego? kolezanka...
Moze stalam sie taka formalistka dlatego, ze moj narzeczony ma za soba jeden nieudany zwiazek (cywilny) i zawsze "byla zona" wydawalo mi sie wiecej niz "dziewczyna". I przyznam, ze bardzo nad tym ubolewalam. "narzeczona" juz troszke wyrownalo to moje odczucie;) A lubie jak sie ludzi i rzeczy nazywa po imieniu;)
Gdyby moj narzeczony mial za soba zwiazek koscielny na pewno trudniej byloby mi sie z nim zwiazac. Pewnie zwiazalabym sie z nim, ale mialabym taki niedosyt, poczucie niespelnienia... Nie potrafie tego okreslic.
wiec podsumowujac:)
Jestem czasem niegrzeczna, ale juz chce bym po slubie nie miala powodow do bycia niegrzeczna:)
I kolejna rzecz to regulacja prawna naszego zwiazku (to zalatwia strona cywilna slubu)