Widok
histeryczny roczniak !
Powiedźcie mi bo już powoli nie mam siły jak postępować z histerycznym dzieckiem. Na dodatek małym, synek ma 14 miesięcy. Kiedy czegoś mu zabraniam rzuca się na ziemię i zaczyna przeraźliwie krzyczeć i machać rączkami. Jak go podnoszę to wygina się na wszystkie strony tak, że ciężko go utrzymać. W domu sobie można z tym poradzić ale robi tak wszędzie, na ulicy, w sklepie, u lekarza. Choć doskonale wie czego mu nie wolno to i tak za wszelką cenę musi zrobić tak jak mu nie wolno. Krzyczy tak strasznie jakbym mu robiła niewyobrażalną krzywdę. W miejscu publicznym zawsze się wszyscy na nas patrzą, a że wyglądam bardzo młodziutko, wciąż słyszę szepty, że mogłam się uczyć a nie robić dziecko z którym teraz sobie nie radzę. Co robić? Bo opcja "przeczekać" nie wchodzi w grę. Nie chcę się obudzić za kilka lat ze świadomością, że jednak coś mogłam zrobić:( nie wiem tylko co. Jakie wy macie sposoby na takich nerwusów ??????????????????
Na małego nerwusa właśnie przeczekać.
Ja mam zbuntowaną dwulatkę w domu, i to, mam wrażenie, wybitnie zbuntowaną. Rzucanie na ziemię mamy kilka razy dziennie, wrzaski i ryki - kilkanaście. A do tego mam wrażenie że każdego dnia jest gorzej:/
I za każdym razem sobie powtarzam - tylko spokój może nas uratować ;)
Za każdym razem dyskutuję z młodą do upadłego i często się udaje, że odpuszcza. Jak nie mam ochoty, czasu czy czegokolwiek żeby się z nią użerać, biorę pod pachę i idę, albo w domu - olewam. Dziecko leży na podłodze i drze się wniebogłosy, a ja spokojnie zajmuję się czymś innym i liczę w myślach żeby nie zwariować :)
Ważne jest, żeby jak najmniej rzeczy dziecku zabraniać. Nie wydawać nieprzemyślanych poleceń, nie mówić nie bo nie, albo zabraniać czegoś bo np. nie chce mi się później sprzątać. W tym wieku jedynie ważne jest żeby dziecko sobie nie zrobiło krzywdy, i tylko wtedy wyraźnie zabraniać, a całą resztę trzeba po prosu przeczekać :)
Ja mam zbuntowaną dwulatkę w domu, i to, mam wrażenie, wybitnie zbuntowaną. Rzucanie na ziemię mamy kilka razy dziennie, wrzaski i ryki - kilkanaście. A do tego mam wrażenie że każdego dnia jest gorzej:/
I za każdym razem sobie powtarzam - tylko spokój może nas uratować ;)
Za każdym razem dyskutuję z młodą do upadłego i często się udaje, że odpuszcza. Jak nie mam ochoty, czasu czy czegokolwiek żeby się z nią użerać, biorę pod pachę i idę, albo w domu - olewam. Dziecko leży na podłodze i drze się wniebogłosy, a ja spokojnie zajmuję się czymś innym i liczę w myślach żeby nie zwariować :)
Ważne jest, żeby jak najmniej rzeczy dziecku zabraniać. Nie wydawać nieprzemyślanych poleceń, nie mówić nie bo nie, albo zabraniać czegoś bo np. nie chce mi się później sprzątać. W tym wieku jedynie ważne jest żeby dziecko sobie nie zrobiło krzywdy, i tylko wtedy wyraźnie zabraniać, a całą resztę trzeba po prosu przeczekać :)
"Choć doskonale wie czego mu nie wolno to i tak za wszelką cenę musi zrobić tak jak mu nie wolno."
Popełniasz błąd w samym założeniu i nic dziwnego że masz kłopoty a na postronnych sprawiasz wrażenie zagubionej i pastwiącej się nad dzieckiem.
Piszesz o 14-miesięcznym dziecku jakby to był kilkulatek. Tymczasem Oskarek i nie wie czego mu nie wolno, i nie rozumie dlaczego. Nic też dziwnego że krzyczy jakby mu się krzywda działa, skoro w jego odczuciu owa krzywda się dzieje. Mały najpewniej czuje że występujesz przeciw niemu, że mu zagrażasz.
Tak małemu dziecku odwraca się uwagę, proponuje coś w zastępstwie, wesoło tłumaczy i pokazuje coś innego, ciekawego. Im więcej pozytywnych emocji, tym dla dziecka lepiej.
Nie rób z siebie kata, nie zostawiaj dziecka samego z tym że coś mu odebrano, czegoś zakazano, tylko zajmij się życzliwie a maluch zaraz się rozpogodzi.
Trudno, jak się ma dziecko, to się trzeba czasem powygłupiać, pobiegać, nosić ze sobą zabawki, przytulić, a dla siebie zaopatrzyć się w cierpliwość.
Popełniasz błąd w samym założeniu i nic dziwnego że masz kłopoty a na postronnych sprawiasz wrażenie zagubionej i pastwiącej się nad dzieckiem.
Piszesz o 14-miesięcznym dziecku jakby to był kilkulatek. Tymczasem Oskarek i nie wie czego mu nie wolno, i nie rozumie dlaczego. Nic też dziwnego że krzyczy jakby mu się krzywda działa, skoro w jego odczuciu owa krzywda się dzieje. Mały najpewniej czuje że występujesz przeciw niemu, że mu zagrażasz.
Tak małemu dziecku odwraca się uwagę, proponuje coś w zastępstwie, wesoło tłumaczy i pokazuje coś innego, ciekawego. Im więcej pozytywnych emocji, tym dla dziecka lepiej.
Nie rób z siebie kata, nie zostawiaj dziecka samego z tym że coś mu odebrano, czegoś zakazano, tylko zajmij się życzliwie a maluch zaraz się rozpogodzi.
Trudno, jak się ma dziecko, to się trzeba czasem powygłupiać, pobiegać, nosić ze sobą zabawki, przytulić, a dla siebie zaopatrzyć się w cierpliwość.
:) Moja Amelia od jakiś 2 tygodni wypisz, wymaluj Twój Oskar.
Robi wszystko na przekór, a kiedy widzi mój sprzeciw, zaczyna się pokazówka. Tupanie, rzucanie na ziemię, uciekanie w drugą stronę itd.
U nas skutkuje zagadywanie małej. Kiedy ona wpada w histerię bo wie, że wracamy ze spaceru do domu, zagaduję ją, mówię np
"Choć zobaczymy czy koło klatki są mrówki" albo "Zobacz jakie auto jedzie" cokolwiek, żeby zapomniała o swoich złościach :)
Wszystko jeszcze przed Tobą :))) Głowa do góry, każdy maluch próbuje swoich sił, a nasza w tym głowa, żeby pokazać mu prawidłowe zachowania :)
Robi wszystko na przekór, a kiedy widzi mój sprzeciw, zaczyna się pokazówka. Tupanie, rzucanie na ziemię, uciekanie w drugą stronę itd.
U nas skutkuje zagadywanie małej. Kiedy ona wpada w histerię bo wie, że wracamy ze spaceru do domu, zagaduję ją, mówię np
"Choć zobaczymy czy koło klatki są mrówki" albo "Zobacz jakie auto jedzie" cokolwiek, żeby zapomniała o swoich złościach :)
Wszystko jeszcze przed Tobą :))) Głowa do góry, każdy maluch próbuje swoich sił, a nasza w tym głowa, żeby pokazać mu prawidłowe zachowania :)
najlepiej zagadywac po prostu zwrocic jego uwage na czyms innym albo moze brac kilka maskotek jakis i w razie takich histeri dac mu ja? innych opcji nie ma :)
moj maly to siada na podloge i placze tez potrafi czasami sie juz wyrwac z rak jak chce go przytulic to wtedy go sadzam na podlodze i zagaduje
moj maly to siada na podloge i placze tez potrafi czasami sie juz wyrwac z rak jak chce go przytulic to wtedy go sadzam na podlodze i zagaduje
w tym wieku to norma minie mu. MOj syn tak miał a teraz na tym dokladnie etapie jest corcia:). to jest taki moment przełomu bo do niedawna te maluszki niewiele jesscze rozumiały i nie potrafiły stanowczo wyrazic swojej woli. Teraz nagle umieja juz zasygnalizowac co chca a tu nagle jakis dziwny opor. A co to nie byl tego wczesniej :) nie rozumieja ze tez swiat jest taki ze nie wszystko co chcą bedzie im dane no i walczą. Zanim nauczą sie godzic z odmową musi minac nieco czasu:) A c tym radzeniem sobie to tak roznie powiem szczerze jest. Najgorzej własnie w miejscu publicznym. Z teoria ze trzeba odciagnac uwage zgadzam sie ale tak połowicznie. MOja corcia potrafi rozryczec sie o wszystko i najgorsze co mozna zrobic to ustąpic. NIby to taka mała istota a juz bardxzo cwana i jak raz czy dewa sie ustąpi to poterm juz wie ze jak ja sie rozpłacze zrobie histetie to mama sie złamie i mi da co chce:D ma niecale 15 miesiecy a juz wie ze jak mama grozi palszkiem to tetgo nie wolno. I kombinuje boczkiem :) czasem wystarczy odrobina stanowczosci . Podniesiony głos o innej tonacji. Ostatnio mała zrobiła histerie przty wyjsciu z wanny zdrazniła mnie juz bardzo tym i krzyknełam do niej tylko jedno slowo ale takim mocnym prawie meskim głosem ": spokoj" maja jak wryta staneła zero płaczu i mega zdziwienie ze ktos śmie podniesc na nią glos:) normlanie smiac mi sie chciało. Bo przeciez do nie dawma na malutką coreczne nikt nie smiał krzysnąc czy za cokolwiek skarcic. Czasee ja mam pomusłyu z rucaniem sie do tyłyu to ją zostawiam na chwile samej sobie. Jak sie z nia nie walczy to sie czasem dziecko samo uspokaja odrazu a jak widze ze ona sie coraz bardziej rozkreca i samo jej nie mine to ja biore własnie zeby odciagnac jej uwage. Ale chyba najwazniejsze to nie walczyc z dzieckiem podczas histerii nie tłumaczyc itpo bo wtedy one sie zapetla i walczy juz dla zasady wszystkio jest be mimo ze juz nie pamieta o co poszło
Hej. Mój mały też miewał histerie....
Fakt inni patrzący bardzo przeszkadzają. Wychodzą z założenia, ze mały coś chce a ja WREDNA mama mu nie daję...A ustępowanie tylko pogarszało sytuację...
U nas był problem z noszeniem na rączkach. Jak mu się zachciało a ja nie chciałam ( 12/13 kg - czas przestać tulić w ramionach....) to wpadał w okropną histerie. Zresztą to nie był jedyny powód..Ryczał i potrafił tak długo... Ciepły ton, przytulanie nie pomagało...wyrywał się...
Co pomagało .... mówić rzeczowym tonem albo wyśmiać go :) n.p. obracałam jego wyciągnięte łapy i uśmiechając się mówiłam " co strugasz pawiana? Już zmęczony he,he.." ZANIM wpadnie w głowną histerię a widzę co sie szykuje jak sie zaśmiał proponowałam coś w zamian - idziemy zobaczyć samochodzik ( kocha je:) i powiedzieć mu dobranoc.. a ciekawe co samochodzik robi..., w domu dawałam ukochany kocyk czy przytulankę jak już nie dałam razy zapobiec i już wył wtulał się w nie i koiły jego "ból".
Ogólnie starałam sie reagowAĆ ZANIM rozwinęła się pełna histeria. Nie zabraniaĆ BEZ SENSU. A jak już wył i nic nie pomagało to czasem przekazywałam go mężowi - jakoś mniej od niego chciał i szybciej się uspokajał.....Ja wtedy znikałam z widnokręgu.
Fakt inni patrzący bardzo przeszkadzają. Wychodzą z założenia, ze mały coś chce a ja WREDNA mama mu nie daję...A ustępowanie tylko pogarszało sytuację...
U nas był problem z noszeniem na rączkach. Jak mu się zachciało a ja nie chciałam ( 12/13 kg - czas przestać tulić w ramionach....) to wpadał w okropną histerie. Zresztą to nie był jedyny powód..Ryczał i potrafił tak długo... Ciepły ton, przytulanie nie pomagało...wyrywał się...
Co pomagało .... mówić rzeczowym tonem albo wyśmiać go :) n.p. obracałam jego wyciągnięte łapy i uśmiechając się mówiłam " co strugasz pawiana? Już zmęczony he,he.." ZANIM wpadnie w głowną histerię a widzę co sie szykuje jak sie zaśmiał proponowałam coś w zamian - idziemy zobaczyć samochodzik ( kocha je:) i powiedzieć mu dobranoc.. a ciekawe co samochodzik robi..., w domu dawałam ukochany kocyk czy przytulankę jak już nie dałam razy zapobiec i już wył wtulał się w nie i koiły jego "ból".
Ogólnie starałam sie reagowAĆ ZANIM rozwinęła się pełna histeria. Nie zabraniaĆ BEZ SENSU. A jak już wył i nic nie pomagało to czasem przekazywałam go mężowi - jakoś mniej od niego chciał i szybciej się uspokajał.....Ja wtedy znikałam z widnokręgu.
Tylko przeczekać i nie ustępować przy takich atakach.Miałam tak z córką i całkowite ignorowanie jej zachowania przyniosło najlepsze efekty,ataki wściekłości trwały coraz krócej aż odpuściła.Chociaż szlag człowieka trafia nie krzyczeć,nie tłumaczyć wtedy tylko pilnować aby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy.Jak się uspokoi wtedy można wytłumaczyć.
Wytłumaczyć roczniakowi? Szkoda, ze mój nie był tak inteligentny ;)
Moim zdaniem mają racje te dziewczyny, które zalecają zabawianie i odwracanie uwagi.
Na przeczekiwanie przyjdzie czas za min. pół roku (zależy od dziecka), gdy dziecko naprawdę będzie rozumiało, co się do niego mówi. SŁOWA, nie ogólny kontekst i mowę ciała matki.
Moim zdaniem mają racje te dziewczyny, które zalecają zabawianie i odwracanie uwagi.
Na przeczekiwanie przyjdzie czas za min. pół roku (zależy od dziecka), gdy dziecko naprawdę będzie rozumiało, co się do niego mówi. SŁOWA, nie ogólny kontekst i mowę ciała matki.
Moja w wózku w histerię wpada. Jedziemy, jedziemy a tu nagle zachciewa jej sie na rączki. I koniec. Tak sie drze, że w końcu musze ją na rączki wziąć, a jak wezmę to już nie ma mowy żeby ją wsadzić z powrotem. Ostatnio tak na rączkach przeszłyśmy od Jelitkowa do Sopotu, w sumie to do samego domu nie dała się wsadzić do wózka :-/
Tak sie drze jakby jej sie krzywda niesamowita działa, jakby ją co najmniej ten wózek w duspko parzył. Łzy lecą jak grochy, rączki wyciąga, takim błagalnym wzrokiem patrzy.... normalnie tragedia awaria. Jak sie nie da zagadać, zabawka, paluszki, flipsy, picie, przewinę (bo może mokro ma i nie chce siedziec na mokrym...) nic nie działa to trudno, muszę ustąpić i ja noszę :-/
Tak sie drze jakby jej sie krzywda niesamowita działa, jakby ją co najmniej ten wózek w duspko parzył. Łzy lecą jak grochy, rączki wyciąga, takim błagalnym wzrokiem patrzy.... normalnie tragedia awaria. Jak sie nie da zagadać, zabawka, paluszki, flipsy, picie, przewinę (bo może mokro ma i nie chce siedziec na mokrym...) nic nie działa to trudno, muszę ustąpić i ja noszę :-/
Malutka u nas też są takie histerie ale na szczęscie najczęściej pojawiają się w domu. W przypadku mojej córki zadne dawanie zabawek nie skutkuje bo ona je poprostu ze wściekłością rzuca i jeszcze bardziej się złości.
Jak wpada w taką złość w domu to ja poprostu nie reaguje tylko pilnuje żeby sobie krzywdy nie zrobiła i po chwili jej przechodzi i woła mnie żebym ją przytuliła. W sklepie na szczęście rzadko się tak zachowuje bo za dużo rzeczy ją interesuje ale jak ostatnio chciała rzucić mi się na podłogę to wzięłam ją pod pachę i wyszłam ze sklepu.
Jedyny sposób na uciszenie jej któy czasami skutkuje to jak powiem że "cichutko to mama coś da" czasem wtedy uspokaja się i czeka co mam dla niej i zazwyczaj daję jej paluszka, bułkę, flipsa itp. To słowo "da" chyba tak na nią działa bo inne zagadywanie typu "popatrz ..." nie działa.
Jak wpada w taką złość w domu to ja poprostu nie reaguje tylko pilnuje żeby sobie krzywdy nie zrobiła i po chwili jej przechodzi i woła mnie żebym ją przytuliła. W sklepie na szczęście rzadko się tak zachowuje bo za dużo rzeczy ją interesuje ale jak ostatnio chciała rzucić mi się na podłogę to wzięłam ją pod pachę i wyszłam ze sklepu.
Jedyny sposób na uciszenie jej któy czasami skutkuje to jak powiem że "cichutko to mama coś da" czasem wtedy uspokaja się i czeka co mam dla niej i zazwyczaj daję jej paluszka, bułkę, flipsa itp. To słowo "da" chyba tak na nią działa bo inne zagadywanie typu "popatrz ..." nie działa.
Hehehe
u nas to samo :) spokojnie Malutka-przejdzie mu-przynajmniej ja wychodzę z założenia że mojej Madzi przejdzie ;)
Ona też wiele razy się sprzeciwia ale ja nie ustępuję i np jak wkładam ją do wózka/rowerka jak wychodzimy z placu zabaw to ryk jest przez dosłownie kilka sekund bo wie że i tak jej nie wyjmę z powrotem :)
w domu to samo-najedzona, przebrana, napojona i zabawiana w kólko a w pewnym momencie wpada w histerię i nie mam pojęcia o co jej chodzi to najczęściej ją wtedy przytulam i gadam głupoty ;) albo robie jej czochrańca - uwielbia to ;)
Ps moja to się nawet wkurza wtedy gdy otwiera ukochaną szufladę z pojemnikami i ciągnie pojemnik z samego dołu a ten skubany nie chce wyjść ;)
powodzenia dziewczęta i cierpliwości ;)
u nas to samo :) spokojnie Malutka-przejdzie mu-przynajmniej ja wychodzę z założenia że mojej Madzi przejdzie ;)
Ona też wiele razy się sprzeciwia ale ja nie ustępuję i np jak wkładam ją do wózka/rowerka jak wychodzimy z placu zabaw to ryk jest przez dosłownie kilka sekund bo wie że i tak jej nie wyjmę z powrotem :)
w domu to samo-najedzona, przebrana, napojona i zabawiana w kólko a w pewnym momencie wpada w histerię i nie mam pojęcia o co jej chodzi to najczęściej ją wtedy przytulam i gadam głupoty ;) albo robie jej czochrańca - uwielbia to ;)
Ps moja to się nawet wkurza wtedy gdy otwiera ukochaną szufladę z pojemnikami i ciągnie pojemnik z samego dołu a ten skubany nie chce wyjść ;)
powodzenia dziewczęta i cierpliwości ;)
a moja jak widzi mrowki czy muchy to wtedy dopiero zaczyna sie krzyk :)boi sie robali jak diabli a ma juz prawie 3 latka :)
dziewczyny! nie dajcie sie zwariowac i wejsc dzieciakom na glowy!!! nie zawsze mozesz odwrocic uwage wrzeszczacego lezacego na ulicy dziecka... i co bedziesz stac nad nim i mowic "o zobacz jaki motylek"- a dzieciak glosniej w ryk! "o zobacz jakie super porsche jedzie jak w bajce auta " a dzieciak jeszcze gorzej...a nie daj Bóg zeby cie jeszcze wyzwalo dziecko do tego! a ty stoisz / siedzisz pol godziny i uspokajasz. no to ja dziekuje za takie bezstresowe wychowywanie!!! trzeba niestety dziecko potrzasnac (nie bic,nie szarpac tylko zlapac za ramiona i potrzasnac stanowczo ale delikatnie i mowic,ze ma sluchac co do niego mowisz i juz) TO DZIAŁA.
a wogole wiecie jak sie czlowieka/dziecko uspakaja z takiej konkretnej histerii? w twarz sie bije i odrazu spokoj.sa tacy na ktorych tylko to dziala i wiem bo widzialam (u lekarza) :)))
dziewczyny! nie dajcie sie zwariowac i wejsc dzieciakom na glowy!!! nie zawsze mozesz odwrocic uwage wrzeszczacego lezacego na ulicy dziecka... i co bedziesz stac nad nim i mowic "o zobacz jaki motylek"- a dzieciak glosniej w ryk! "o zobacz jakie super porsche jedzie jak w bajce auta " a dzieciak jeszcze gorzej...a nie daj Bóg zeby cie jeszcze wyzwalo dziecko do tego! a ty stoisz / siedzisz pol godziny i uspokajasz. no to ja dziekuje za takie bezstresowe wychowywanie!!! trzeba niestety dziecko potrzasnac (nie bic,nie szarpac tylko zlapac za ramiona i potrzasnac stanowczo ale delikatnie i mowic,ze ma sluchac co do niego mowisz i juz) TO DZIAŁA.
a wogole wiecie jak sie czlowieka/dziecko uspakaja z takiej konkretnej histerii? w twarz sie bije i odrazu spokoj.sa tacy na ktorych tylko to dziala i wiem bo widzialam (u lekarza) :)))
Moją córkę atak histerii dopadł kiedy miała półtora roku, akurat byłam u teściów :/ Nic na nią nie działało, ani gadki, ani zabawki, ani przytulanie ani babcia ;)
W końcu zabrałam ją do innego pokoju, zamknełam się z nią, usiadłam na przeciwko i tak siedziałyśmy. Ona wyjąc w eter, ja modląc się o jeszcze więcej cierpliwości. Darła się tak 45 minut. Potem jakby nigdy nic wstała, weszła mi na kolana i zaczęła się bawić. To był jedyny taki epizod w jej sześcioletnim żywocie i mam nadzieję, że ostatni ;>
W końcu zabrałam ją do innego pokoju, zamknełam się z nią, usiadłam na przeciwko i tak siedziałyśmy. Ona wyjąc w eter, ja modląc się o jeszcze więcej cierpliwości. Darła się tak 45 minut. Potem jakby nigdy nic wstała, weszła mi na kolana i zaczęła się bawić. To był jedyny taki epizod w jej sześcioletnim żywocie i mam nadzieję, że ostatni ;>
Mój syn ma ataki złości i histerii kilka lub nawet kilkanaście razy dziennie,chce wszystkim i nami rządzić,o byle pierdołę jest płacz,też próbuję odwrócić uwagę,czasem pomaga ale nie zawsze bo jak się na coś uprze to już koniec.Kurczę,myślałam ze bunt dwulatka mija a tu poszedł do przedszkola,tam jest ponoć bardzo grzeczny bo są dzieci,panie obowiązują zasady...ale jak tylko wróci do domu to już się zaczyna od samego wejście w klatkę mama opa!a jak mu mówię że mama go nie wezmie bo ma nóżki to już jest ryk,póżniej jeszcze kilka razy w domu o byle co,naprawdę jest zdolny do robienia afer,a jeszcze przy tym nie potrafi się sam sobą zająć ani na chwilę,chodzi w krok krok za mną i wymusza wszystko płaczem.Czasem mam dość wszystkiego,nie mam sił,chodzę póżniej sama zła i nabuzowana,porostu jego emocje udzielają mi się i też nie mam sposobu na to,czekam cierpliwie może samo minie w niedługim czasie.
Aneta, mam nadzieję, że wspaniałego sposobu z biciem w twarz jeszcze na dziecku nie wypróbowywałaś.
Potrząsanie jest straszne i do tego niesie duże ryzyko urazu, również neurologicznego. Jak kilka razy dobrze potrząśniesz dzieckiem, to na stówę będziesz miała dziecko, które nijak nie da się wychować.
Potrząsanie jest straszne i do tego niesie duże ryzyko urazu, również neurologicznego. Jak kilka razy dobrze potrząśniesz dzieckiem, to na stówę będziesz miała dziecko, które nijak nie da się wychować.
Agata nie przesadzaj,napisała o lekkim potrząsaniu,a nie o waleniu po twarzy.
No i tam na marginesie ,swojego nie potrząsam bo mi zaraz tu zarzucicie,ze popieram.
U nas nie ma takich histerii,a jak jest jakiś płacz bo czegoś nie dostał to po prostu go olewam i tyle,idę np do łazienki,albo jak jest w ogrodzie odchodzę na bok,moment przechodzi,nie zwracam uwagi na gówniarza i tyle,w miejscach publicznych na szczescie jest narazie spokój,Niko grzecznie jezdzi w wózku,nie zadnych jazd,ale gdyby robił cyrki nie zwracałabym uwagi,zresztą u nas jest na odwrót na spacerach,młody w ogóle nie chce na ręce,wyciągnełam go z wózka ostatnio na spacerze i szedł 1,5 km sam do domu po zwirowej drodze,chyba nie muszę dodawać jak wyglądał?Ale jaki był szczęśliwy hehehe:)
No i tam na marginesie ,swojego nie potrząsam bo mi zaraz tu zarzucicie,ze popieram.
U nas nie ma takich histerii,a jak jest jakiś płacz bo czegoś nie dostał to po prostu go olewam i tyle,idę np do łazienki,albo jak jest w ogrodzie odchodzę na bok,moment przechodzi,nie zwracam uwagi na gówniarza i tyle,w miejscach publicznych na szczescie jest narazie spokój,Niko grzecznie jezdzi w wózku,nie zadnych jazd,ale gdyby robił cyrki nie zwracałabym uwagi,zresztą u nas jest na odwrót na spacerach,młody w ogóle nie chce na ręce,wyciągnełam go z wózka ostatnio na spacerze i szedł 1,5 km sam do domu po zwirowej drodze,chyba nie muszę dodawać jak wyglądał?Ale jaki był szczęśliwy hehehe:)
Daria ja nie mowie ze masz go tak trzasac zeby latal! Wez za ramiona niech patrzy ci w oczy i zapytaj dlaczego placze- zapewne dziecko nawet nie wie dokladnie jaki jest powod placzu :) wyje bo wie ze zawsze cos dzieki temu dostanie :P taki kurcze mały terror :))
ale ja mam juz to za soba... jakos pomagalo. ciekawe jak dlugo wytrzymacie tlumaczac dziecku " no nie wolno,no wstan z ziemii no prosze to dam ci gume albo i dwie ":
nie to nie i juz!
Wy tez za dzieciaka rzucaliscie sie mamie na ziemie?bo ja nie. a czemu nasze dzieci to robia? bo im na to pozwalamy !!!!!!!!!!
ale ja mam juz to za soba... jakos pomagalo. ciekawe jak dlugo wytrzymacie tlumaczac dziecku " no nie wolno,no wstan z ziemii no prosze to dam ci gume albo i dwie ":
nie to nie i juz!
Wy tez za dzieciaka rzucaliscie sie mamie na ziemie?bo ja nie. a czemu nasze dzieci to robia? bo im na to pozwalamy !!!!!!!!!!
Dziecko krytykowane
uczy się potępiać.
Dziecko żyjące w nieprzyjaźni
uczy się agresji.
Dziecko wyśmiewane
uczy się nieśmiałości.
Dziecko zawstydzane
uczy się poczucia winy.
Dziecko żyjące w tolerancji
nabiera cierpliwości.
Dziecko zachęcane
uczy się wiary w siebie.
Dziecko rozumiane
uczy się oceniać.
Dziecko traktowane uczciwie
uczy się sprawiedliwości.
Dziecko żyjące w bezpieczeństwie
uczy się ufać.
Dziecko przyjmowane takim jakie jest
uczy się akceptować.
Dziecko traktowane sprawiedliwie
uczy się prawdy.
Dziecko otoczone przyjaźnią
uczy się szukać w świecie miłości
uczy się potępiać.
Dziecko żyjące w nieprzyjaźni
uczy się agresji.
Dziecko wyśmiewane
uczy się nieśmiałości.
Dziecko zawstydzane
uczy się poczucia winy.
Dziecko żyjące w tolerancji
nabiera cierpliwości.
Dziecko zachęcane
uczy się wiary w siebie.
Dziecko rozumiane
uczy się oceniać.
Dziecko traktowane uczciwie
uczy się sprawiedliwości.
Dziecko żyjące w bezpieczeństwie
uczy się ufać.
Dziecko przyjmowane takim jakie jest
uczy się akceptować.
Dziecko traktowane sprawiedliwie
uczy się prawdy.
Dziecko otoczone przyjaźnią
uczy się szukać w świecie miłości
A tak na marginesie to zapytajcie sie przy okazji swojego pediatry ?(albo nawet piguly) co dziecko moze SAMO sobie zrobic w przyplywie takiego szlu! A ja lapiac dziecko za ramiona w pozycji pionowej (bo moje jakos sie nie kladly jak ktoras chciala sie drzec to na stojaco :) ) i lekko potrzasajac-co uspakaja i zaskakuje dziecko tylko im pomagalam.
Ale kazda wychowuje jak chce :)
ps nie po twarzy nie uderzylam,bo to tyczy sie ludzi chorych ktorzy maja takie napady czesto i nie do opanowania. :)
Ale kazda wychowuje jak chce :)
ps nie po twarzy nie uderzylam,bo to tyczy sie ludzi chorych ktorzy maja takie napady czesto i nie do opanowania. :)
Mammamijka ma rację, jakbym się nie starała to Oskar nic nie powie. Są raptem 3 rzeczy, których mu nie wolno więc nie zabraniam mu nie wiadomo czego. Nie jestem do końca przekonana czy on nic nie rozumie co do niego mówię. U nas zabawianie nie zdaje egzaminu, rzuca wszystkim z taką złością, że to tylko pogarsza sprawę.
Bardzo madre!
szkoda ze pisza o niemowlaku... i jak czesto trzeba je trzasac? i z jaka sila??? tam pisze ze matka tracila nerwy juz tak?
a ja mowie o uspokojeniu dziecka a nie o trzasaniu nim jak galaretka!
dziewczyny trzeba umiec czytac ze zrozumieniem.
Taka co by potrzasala malenkim dzieckiem bym sama zaje...ała.Widzialam jedna babke w szpitalu jak doslownie rzucila dziecko do tego szpitalnego wozeczka bo plakalo.
Agatha zrobilas ze mnie teraz morderczynie,ale jak chcesz to ci pokaze w jaki sposob ja kiedys uspokoilam moje dziecko ktore ani nie jest j*******te ani gluche ani zastarszone ani bog wie co!!!
Wrecz nie widzialas w zyciu tak grzecznego ulozonego dziecka :) i nie uwierzylabys ze mogla kiedys drzec sie jakby szatan w nia wstapil!
Jest roznica "potrzasnac z nerwow" a zeby dziecko opanowac. i ty chyba jej nie znasz!
Takze pozwalaj dalej swojej dzidzi lezec i rzucac sie o glebe.powodzenia!
szkoda ze pisza o niemowlaku... i jak czesto trzeba je trzasac? i z jaka sila??? tam pisze ze matka tracila nerwy juz tak?
a ja mowie o uspokojeniu dziecka a nie o trzasaniu nim jak galaretka!
dziewczyny trzeba umiec czytac ze zrozumieniem.
Taka co by potrzasala malenkim dzieckiem bym sama zaje...ała.Widzialam jedna babke w szpitalu jak doslownie rzucila dziecko do tego szpitalnego wozeczka bo plakalo.
Agatha zrobilas ze mnie teraz morderczynie,ale jak chcesz to ci pokaze w jaki sposob ja kiedys uspokoilam moje dziecko ktore ani nie jest j*******te ani gluche ani zastarszone ani bog wie co!!!
Wrecz nie widzialas w zyciu tak grzecznego ulozonego dziecka :) i nie uwierzylabys ze mogla kiedys drzec sie jakby szatan w nia wstapil!
Jest roznica "potrzasnac z nerwow" a zeby dziecko opanowac. i ty chyba jej nie znasz!
Takze pozwalaj dalej swojej dzidzi lezec i rzucac sie o glebe.powodzenia!
eee tam, ja bym nie chciała żeby mną potrząsano, nawet leciutko. Traktuję Madzię tak jak sama chciałabym być traktowana. Nie sądze, żeby potrząsanie i pytanie "Dlaczego płaczesz?" podziałało uspokajająco na roczne dziecko, chyba wręcz przeciwnie, zacznie ryczeć jeszcze bardziej. Roczne dziecko nie powie Ci dlaczego płacze, ale mama chyba wie bez żadnego mówienia czego potrzebuje jej roczniak. W końcu takie dziecko ma ograniczoną listę życzeń i można łatwo przewidzieć czego chce, tylko nie zawsze można to życzenie (ba! żądanie!) spełnić.
Nie wiem, może kilkuletnie dziecko mozna chwycić za ramiona, potrząsnąć (leciutko), spojrzeć w oczy i porozmawiać, ale raczej nie przy roczniaku.
Nie wiem, może kilkuletnie dziecko mozna chwycić za ramiona, potrząsnąć (leciutko), spojrzeć w oczy i porozmawiać, ale raczej nie przy roczniaku.
Pytanie forumki było :jaki macie sposób na nerwusów".
napisalam.
nie napisalam ze uspakajalam moje dziecko w wieku 1 roku. a skoro moglam z nim rozmawiac i pytac czemu placze- to oznacza ze nie s****o juz w pieluchy tylko bylo wieksze.
powtarzam- czytajcie ze zrozumieniem,a pozniej oceniajcie.
ps. wlasnie przejrzalam sporo watkow i widze ze sa tu stale forumki ktore maja na celu tylko dopieprzyc innym. swietny sposob na zycie. takie prawdziwe wiejskie baby co to wszystko o wszystkich i o wszystkim wydaje sie ze wiedza a siebie nie widza :)))pół dnia w oknie za firanka a pół na forum!!! żałosne...
napisalam.
nie napisalam ze uspakajalam moje dziecko w wieku 1 roku. a skoro moglam z nim rozmawiac i pytac czemu placze- to oznacza ze nie s****o juz w pieluchy tylko bylo wieksze.
powtarzam- czytajcie ze zrozumieniem,a pozniej oceniajcie.
ps. wlasnie przejrzalam sporo watkow i widze ze sa tu stale forumki ktore maja na celu tylko dopieprzyc innym. swietny sposob na zycie. takie prawdziwe wiejskie baby co to wszystko o wszystkich i o wszystkim wydaje sie ze wiedza a siebie nie widza :)))pół dnia w oknie za firanka a pół na forum!!! żałosne...
Aneta, straszne głupoty wypisujesz, a teraz rzucasz się i wszyscy są źli, bo Ciebie krytykują.
Nie potrząsa się dzieckiem. Dziecko niespełna roczne może nawet od tego umrzeć, więc chyba logicznym wnioskiem jest, że kilka miesięcy starszemu to za dobrą gimnastykę nadal nie robi, choć na szczęście już prawdopodobnie śmierci nie spowoduje. Uraz owszem.
Potrząsanie kilkulatkiem jest kompletnym brakiem szcunku dla dziecka, brakiem rozumienia jego emocji, a potrząsanie i pytanie "dlaczego" na 100% nie spowoduje wyjaśniającej rozmowy. I do tego jest to nadal przemoc (bo silniejszym od siebie nie potrząsasz, co?).
Podobno masz trzy córki, to porażka, żeby "doświadczona matka" tak postępowała i rozumowała.
Nie potrząsa się dzieckiem. Dziecko niespełna roczne może nawet od tego umrzeć, więc chyba logicznym wnioskiem jest, że kilka miesięcy starszemu to za dobrą gimnastykę nadal nie robi, choć na szczęście już prawdopodobnie śmierci nie spowoduje. Uraz owszem.
Potrząsanie kilkulatkiem jest kompletnym brakiem szcunku dla dziecka, brakiem rozumienia jego emocji, a potrząsanie i pytanie "dlaczego" na 100% nie spowoduje wyjaśniającej rozmowy. I do tego jest to nadal przemoc (bo silniejszym od siebie nie potrząsasz, co?).
Podobno masz trzy córki, to porażka, żeby "doświadczona matka" tak postępowała i rozumowała.
Proponuję zostawić temat potrząsania - a wrócmy do kłopotów z wrzaskami ... i wracając do wycia podczas spacerów to u nas też tak było :)
Troche nosiłam na rękach ale po jakimś czasie non-stop mi się na nie pchał.... Już nieźle chodził więc tłumaczyłam, że albo nóżki albo wózek. I jak nie chciał na nóżkach to pakowałam do wózka i przeczekiwałam (udając sie szybko do domu :). Nie było miło. Dbałam oczywiście by tak się nie wykręcał by sobie zrobił krzywdę. No i przez jakiś czas jak jechaliśmy razem z mężem i mieliśmy taki atak to szłam obok wózka i trzymałam go za rękę. Uspokajał się wtedy nieco .Jak zaczałam podpierać się jeszcze odwracaniem uwagi obietnicami co zobaczymy po drodze do domu, że idziemy "do samochodzika" to histerie robiły sie coraz rzadsze i z czasem przeszły...
Wiec sie zgadzam KONSEKWENCJA. Jak jestem u rodziny i wraca mu te "na rączki" i dla spokoju go wezmę to stare zwyczaje wracają mu szybko - na szczęście na krótko ...
Proponuję nie uginać sie łatwo bo to nigdzie nie prowadzi.. No i nie wstydzić się ludzi - przecież ich część to my i raczej spojrzymy ze zrozumieniem na taką walkę. Byle przy niej nic naprawdę malcowi nie groziło.
Więc uszy do góry - to minie. Jak grzeczne będziesz miała dziecko zależy od Ciebie TERAZ więc próbuj jak możesz i tyle.
Troche nosiłam na rękach ale po jakimś czasie non-stop mi się na nie pchał.... Już nieźle chodził więc tłumaczyłam, że albo nóżki albo wózek. I jak nie chciał na nóżkach to pakowałam do wózka i przeczekiwałam (udając sie szybko do domu :). Nie było miło. Dbałam oczywiście by tak się nie wykręcał by sobie zrobił krzywdę. No i przez jakiś czas jak jechaliśmy razem z mężem i mieliśmy taki atak to szłam obok wózka i trzymałam go za rękę. Uspokajał się wtedy nieco .Jak zaczałam podpierać się jeszcze odwracaniem uwagi obietnicami co zobaczymy po drodze do domu, że idziemy "do samochodzika" to histerie robiły sie coraz rzadsze i z czasem przeszły...
Wiec sie zgadzam KONSEKWENCJA. Jak jestem u rodziny i wraca mu te "na rączki" i dla spokoju go wezmę to stare zwyczaje wracają mu szybko - na szczęście na krótko ...
Proponuję nie uginać sie łatwo bo to nigdzie nie prowadzi.. No i nie wstydzić się ludzi - przecież ich część to my i raczej spojrzymy ze zrozumieniem na taką walkę. Byle przy niej nic naprawdę malcowi nie groziło.
Więc uszy do góry - to minie. Jak grzeczne będziesz miała dziecko zależy od Ciebie TERAZ więc próbuj jak możesz i tyle.
a i jeszcze jedno.. niedawno sąsiadka mnie zapytała co my robimy, że dzieciak tak cicho i bez wycia wraca do domu z placu zabaw ! Byłam dumna! Co za zmiana - od publicznego wycia do grzecznego wracania z rodzicami za rączkę...
Nie wiem czy to na 100% to co robiliśmy czy po prostu aż takim histerykiem nie był ale można taki okres jakoś przeczekać.
Nie wiem czy to na 100% to co robiliśmy czy po prostu aż takim histerykiem nie był ale można taki okres jakoś przeczekać.
