Widok
W sieciówkach może i etatowcy tyle zarabiają, ale w mniejszych delikatesach i osiedlówkach średnio 1600-1800zł. Nawet w biedronce zarabiają od 1600zł i to bez premii.
Oczywiście wszyscy mówią, że 1200zł, ale nigdy nie zdarza się tylko podstawa wszystkie Panie sprzedające jakie znam twierdza, że dostają ok 1600zł a jak wiadoma każdy zaniza własną pensję.
Oczywiście wszyscy mówią, że 1200zł, ale nigdy nie zdarza się tylko podstawa wszystkie Panie sprzedające jakie znam twierdza, że dostają ok 1600zł a jak wiadoma każdy zaniza własną pensję.
U nas jest tez nie za bogato, nasze zarobki to 3300 po oplaceniu wszystkiego(hipoteka, rachunki, bilety miesieczne i przedszkole niepubliczne) zostaje 900zl na życie. Odlozyc sie nie da. Ubrania w lumpie kupuje i tylko wtedy kiedy cos potrzebujemy nie robimy zakopow na caly tydzien tylko co drugi dzien lub z dnia na dzien.
osobiście uważam, ze robienie zakupów z dnia na dzień wychodzi drożej.
Kiedyś tak próbowałam, ale po przeliczeniu wyszło mi drożej.
Jak jedziemy do marketu raz w tygodniu to produkty typu: ryż, makaron, płatki śniadaniowe, dżemy itp. wychodzą taniej.
W sumie nawet pieczywa nie kupuje codziennie, ponieważ po kupieniu np. 10 bułek mrożę je i potem wyciągam do rozmrożenia tyle ile akurat potrzebuje (np. 2 dziennie).
Na bieżąco dokupuję tylko świeże warzywa i owoce.
Kiedyś tak próbowałam, ale po przeliczeniu wyszło mi drożej.
Jak jedziemy do marketu raz w tygodniu to produkty typu: ryż, makaron, płatki śniadaniowe, dżemy itp. wychodzą taniej.
W sumie nawet pieczywa nie kupuje codziennie, ponieważ po kupieniu np. 10 bułek mrożę je i potem wyciągam do rozmrożenia tyle ile akurat potrzebuje (np. 2 dziennie).
Na bieżąco dokupuję tylko świeże warzywa i owoce.
To wychodzi ok 200zł na tydzień:
- masło 1 kostka 4zł
- 4 x chleb 8zł
- wędlina 1kg 40zł
- ser żółty 0,5kg 10zł
- jajka z wolnego wybiegu 20szt 13zł
- mleko 3szt 7zł
- płatki do mleka 5zł
- ryba wędzona 6zł
- łosoś 20zł
- makaron/ryż 6zł
- mięso na obiady ok. 2kg 30zł
- soki 5zł
- jogurty 15zł
- owoce 15zł
- warzywa 15zł
W przybliżeniu wychodzi 200, czasem wychodzi czegoś mniej a w zamian za to coś innego. Mamy porobione swoje przetwory, buraczki, grzybki itd. Dżemy i soki do wody też. Ziemniaków kupujemy wór na pare miesięcy. Mamy dużo zamrożonych sezonowych owoców. No i tak jak pisałam wcześniej kiełbasy mamy swoje od rodzinki z wędzarni.
- masło 1 kostka 4zł
- 4 x chleb 8zł
- wędlina 1kg 40zł
- ser żółty 0,5kg 10zł
- jajka z wolnego wybiegu 20szt 13zł
- mleko 3szt 7zł
- płatki do mleka 5zł
- ryba wędzona 6zł
- łosoś 20zł
- makaron/ryż 6zł
- mięso na obiady ok. 2kg 30zł
- soki 5zł
- jogurty 15zł
- owoce 15zł
- warzywa 15zł
W przybliżeniu wychodzi 200, czasem wychodzi czegoś mniej a w zamian za to coś innego. Mamy porobione swoje przetwory, buraczki, grzybki itd. Dżemy i soki do wody też. Ziemniaków kupujemy wór na pare miesięcy. Mamy dużo zamrożonych sezonowych owoców. No i tak jak pisałam wcześniej kiełbasy mamy swoje od rodzinki z wędzarni.
A ja robię tak:
na początku miesiąca siadam i spisuję wszytskie wydatki. Wszystkie to znaczy również na jedzenie, chemię, lekarstwa,paliwo, ubezpiecznie na życie, TV, komórki ale także 5% z każdej pensji na tzw. przyjemności np. kino, pizza, zapriszenie znajomych oraz 500 zł odkładam dla córki na konto.
Na jedzenie przeznaczam tygodniówki 120zl na tydzień. Na mięso i wedliny 300zł na miesiąc.
Robię przelewy a potem wypłacam tą kasę na jedzenie, paliwo itp.
Dzielę potem na przegródki.
I trzymam się odłożonych kwot, które zwykle wystarczają bo już wiem na co ile idzie. Czaem oczywiście pojawi się niespoedziewany wydatek, ale wtedy biorę z konta.
Trochę to upierdliwe, bo wracając ze sklepu trzeba się rozliczyć: ile poszło na chemię, ile na wędliny i poprzekładać tą kasę ;) ale u mnie zdaje egzamin.
Ta kasa która mi zostaje na koncie to wolne środki. teraz wszystko co nam zostaje odkładam na spłatę małego kredytu by go spłacić jak najszybciej. Bez niego zostawałoby nam ok 1000zł wolnych środków.
Mamy 5000zł oboje (2+1), ale fakt nie mamy kredytu hipotecznego.
na początku miesiąca siadam i spisuję wszytskie wydatki. Wszystkie to znaczy również na jedzenie, chemię, lekarstwa,paliwo, ubezpiecznie na życie, TV, komórki ale także 5% z każdej pensji na tzw. przyjemności np. kino, pizza, zapriszenie znajomych oraz 500 zł odkładam dla córki na konto.
Na jedzenie przeznaczam tygodniówki 120zl na tydzień. Na mięso i wedliny 300zł na miesiąc.
Robię przelewy a potem wypłacam tą kasę na jedzenie, paliwo itp.
Dzielę potem na przegródki.
I trzymam się odłożonych kwot, które zwykle wystarczają bo już wiem na co ile idzie. Czaem oczywiście pojawi się niespoedziewany wydatek, ale wtedy biorę z konta.
Trochę to upierdliwe, bo wracając ze sklepu trzeba się rozliczyć: ile poszło na chemię, ile na wędliny i poprzekładać tą kasę ;) ale u mnie zdaje egzamin.
Ta kasa która mi zostaje na koncie to wolne środki. teraz wszystko co nam zostaje odkładam na spłatę małego kredytu by go spłacić jak najszybciej. Bez niego zostawałoby nam ok 1000zł wolnych środków.
Mamy 5000zł oboje (2+1), ale fakt nie mamy kredytu hipotecznego.
z produktami suchymi sie zgodze ze warto kupowac raz na miesiac w duzych sklepach na "promocji" czy świeże mieso w miesnym tez maja we wtorki lepsze ceny niz w sobote i inne takie,
ale np kabanosy jak kupie kilogram to 2 dni i nie ma , a jak codziennie/co drugi dzien kupuje po 2 szt to ten kilogram zjadamy w tydzien czy dwa tygodnie, tak samo jogurty czy kefir. co z tego ze kupie 20 szt raz na tydzien jak zostana zjedzone w 2 dni,
ale kazdy zna swoja rodzine i trzeba tez wspolna strategie opracowac i przestrzegac ;)
ale np kabanosy jak kupie kilogram to 2 dni i nie ma , a jak codziennie/co drugi dzien kupuje po 2 szt to ten kilogram zjadamy w tydzien czy dwa tygodnie, tak samo jogurty czy kefir. co z tego ze kupie 20 szt raz na tydzien jak zostana zjedzone w 2 dni,
ale kazdy zna swoja rodzine i trzeba tez wspolna strategie opracowac i przestrzegac ;)
Mi też na jedzenie wychodzi 900 zł około. Tak 30 zł dziennie zazwyczaj mi idzie. Czasami mniej czasami więcej. 1000 zł nie przekraczam nigdy. Jak mi się coś zamarzy więcej to wtedy na drugi dzień wymyślam tańszy obiad. Zazwyczaj na początku sobie trochę szaleję a pod koniec miesiąca parę ostatnich dni naleśniki albo placki ziemniaczane, jajko sadzone... :)
Ogólnie mamy 4000 zł na 2+1, drugie w drodze. Nie mamy kredytu. Zdarza nam się te 500-600 zł odłożyć.
Ogólnie mamy 4000 zł na 2+1, drugie w drodze. Nie mamy kredytu. Zdarza nam się te 500-600 zł odłożyć.
My też wydajemy 800,- zł na jedzenie na miesiąc, ale na dwójkę dorosłych. Na córkę wychodziło mi razem ok. 300-350,- zł na wszystko (pampersy, chusteczki, kosmetyki, kaszki), teraz odstawiłam ją od piersi, więc na pewno będzie więcej.
Wędlin prawie nie jemy. Mąż je głównie sery, a ja nie jem kanapek (rano musli, w pracy sałatki). Wszystkie produkty z długim terminem ważności: makarony, kasze, ryż, musli, itp. kupuję na promocjach w większej ilości, tak samo chemię i kosmetyki.
Na miesiąc wydajemy średnio ok. 2.600,- zł. Udaje nam się odkładać 1.500,-zł (nie mamy kredytu, odkładamy na wkład własny).
Posiłki planuję z z tygodniowym wyprzedzeniem i dzięki temu udaje się niedrogo i zdrowo. Wcześniej często jedzenie nam zostawało i się psuło albo okazywało się, że w lodówce nie ma nic na obiad i trzeba było coś zamówić.
W związku z tym, że planujemy na tydzień, to zakupy też robimy raz w tygodniu wg listy. W ciągu tygodnia już tylko pieczywo, warzywa i owoce.
Wędlin prawie nie jemy. Mąż je głównie sery, a ja nie jem kanapek (rano musli, w pracy sałatki). Wszystkie produkty z długim terminem ważności: makarony, kasze, ryż, musli, itp. kupuję na promocjach w większej ilości, tak samo chemię i kosmetyki.
Na miesiąc wydajemy średnio ok. 2.600,- zł. Udaje nam się odkładać 1.500,-zł (nie mamy kredytu, odkładamy na wkład własny).
Posiłki planuję z z tygodniowym wyprzedzeniem i dzięki temu udaje się niedrogo i zdrowo. Wcześniej często jedzenie nam zostawało i się psuło albo okazywało się, że w lodówce nie ma nic na obiad i trzeba było coś zamówić.
W związku z tym, że planujemy na tydzień, to zakupy też robimy raz w tygodniu wg listy. W ciągu tygodnia już tylko pieczywo, warzywa i owoce.
o, też bym tak chciała planować na tydzień, wyznaczać sobie jakąś kwotę i jej nie przekraczać, u nas po opłatach stałych wychodzi ok50zł/dzień na 4 osoby i jak nie pilnujemy się za bardzo, to pod koniec miesiąca trochę brakuje, teraz czekamy na wypłatę i mam zamiar planować bardziej, właśnie na tydzień, choć nie ukrywam, że dla mnie to spory wysiłek ;)
ja wlasnie tez zauwazylam ze takie planowanie na tydzien, albo nawet w moim przypadku mysle sobie w glowie: poniedzialek i wtorek np gulasz, sroda i czwartek kurczaki itd. ewentualnie sobie zmieniam kolejnosc. ale jak juz mam pomysl to robie zakupy raz w tygodniu zeby niczego nie zabraklo. wiadomo pieczywo, swierze wedliny to w tygodniu.
to duze ulatwienie nie tylko finansowe (mozna troche oszczedzic) ale tez mi osobiscie latwiej to zaplanowac i gotowac na 2 dni, niz codziennie stac przy garach po pracy.
a jesli chodzi o same koszta to 800 na jedzenie nam nie starcza, ale tez nie ograniczamy tego za bardzo. oszczedzamy na innych rzeczach typu rozrywki, ubrania wiec cos od tego zycia sie nalezy:)
same zakupy raz w tygodniu w duzym sklepie to tak 200-300zl, ale wliczajac chemie, pampersy i czasami jakies dodtakowe rzeczy (zarowki, pojemniki itd)
wiec 800 zl na miesiac rewelacja jak dla mnie. musz epopracowac nad swoja lista:)
to duze ulatwienie nie tylko finansowe (mozna troche oszczedzic) ale tez mi osobiscie latwiej to zaplanowac i gotowac na 2 dni, niz codziennie stac przy garach po pracy.
a jesli chodzi o same koszta to 800 na jedzenie nam nie starcza, ale tez nie ograniczamy tego za bardzo. oszczedzamy na innych rzeczach typu rozrywki, ubrania wiec cos od tego zycia sie nalezy:)
same zakupy raz w tygodniu w duzym sklepie to tak 200-300zl, ale wliczajac chemie, pampersy i czasami jakies dodtakowe rzeczy (zarowki, pojemniki itd)
wiec 800 zl na miesiac rewelacja jak dla mnie. musz epopracowac nad swoja lista:)
Moja mama całe życie "marynarzowa". Nigdy nam nic specjalnie nie brakowało, choc luksusow typu np. zagraniczne wakacje nie mieliśmy. Piętnaście lat na wakacje na wieś do dziadkow się jeździło. I co poza tym? ojca ciągle nie bylo, aktualnie kontakty z rodzicami mam bardzo sporadyczne, więz z ojcem slaba. I co jest lepsze? Chyba już lepiej zyc za ta 4000 mc na trzy osoby, a dziecko ma ojca, a ja męza.
"moi znajomi mają 30 tys na miesiac..ale coś za coś..Mąż pływa, żona zajmuje się domem i dziećmi..co ważniejsze dla daje osoby
wysokie zarobki i nie widzenie się pół życia
i pytanie ...(bo np moj kolego pływa 2 miesiące w morzy na 2 w domu)"
hmm, moj maz tez plywa , a nie zarabia nawet 1/3 tego co podałas, jak wielu marynarzy zreszta, chyba powinnam zatluc sie tepym narzedziem,ale takie zycie, marynarzom jeszcze trudniej znaleźć prace na lądzie,zeby mogli zrezygnowac z plywania,przekwalifikować sie
twoi znajomi nie mają zle, bo mają przynajmniej solidną rekompensatę finansową za taki model życia,przy takich pieniądzach mogą sobie pozwolic na bardzo wysoki standard życia
druga sprawa apropo nie widzenia, i jak napisalas spedzenia polowy zycia osobno, moj maz plywa obecnie w systemie prawie 6/6 tyg( w praktyce 5,5 tyg w domu, 6,5 na statku), takze wychodzi nawet wiecej niz pol roku poza domem, ale jak juz jest w domu, ma czas dla nas, dla dzieci, pokaz mi drugą osobę na etacie, pracującą w systemie stałym która ma pol roku wolnego, z tego co wiem nadal standardem jest 26 dni urlopu + ewentualne wolne weekendy:)
wysokie zarobki i nie widzenie się pół życia
i pytanie ...(bo np moj kolego pływa 2 miesiące w morzy na 2 w domu)"
hmm, moj maz tez plywa , a nie zarabia nawet 1/3 tego co podałas, jak wielu marynarzy zreszta, chyba powinnam zatluc sie tepym narzedziem,ale takie zycie, marynarzom jeszcze trudniej znaleźć prace na lądzie,zeby mogli zrezygnowac z plywania,przekwalifikować sie
twoi znajomi nie mają zle, bo mają przynajmniej solidną rekompensatę finansową za taki model życia,przy takich pieniądzach mogą sobie pozwolic na bardzo wysoki standard życia
druga sprawa apropo nie widzenia, i jak napisalas spedzenia polowy zycia osobno, moj maz plywa obecnie w systemie prawie 6/6 tyg( w praktyce 5,5 tyg w domu, 6,5 na statku), takze wychodzi nawet wiecej niz pol roku poza domem, ale jak juz jest w domu, ma czas dla nas, dla dzieci, pokaz mi drugą osobę na etacie, pracującą w systemie stałym która ma pol roku wolnego, z tego co wiem nadal standardem jest 26 dni urlopu + ewentualne wolne weekendy:)
Prosty rachunek
Licz co najmniej 1000 zł / osobę dorosłą - zakładając jedzenie wysokiej jakości, urozmaicone, zdrowe. Oczywiście bez jedzenia na mieście, to są dodatkowe pieniądze. Kupowane z pewną starannością jeśli chodzi o cenę (tzn. nie bezmyślnie "jak leci", ale też bez jeżdżenia po jakiś promocjach). Chemia przeciętna, kupowana w makro. Kosmetyki. Aha - kwota bez ubrań.