Widok
już po;)
jestem już po i dołączam do grona szczęśliwych mężatek:)
ślub był przepiękny i taki jaki sobie wymarzyłam...mój mąż podczas składania przysięgi się popłakał po czym się śmiał,że to ze szczęścia:)
chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować za te wszystkie rady i za wspólnie spędzony czas-w końcu tu zaglądam codziennie od 8 miesięcy:)teraz dołączam do koleżanek i przenoszę się na forum mężatek;)
obiecuję szerszą relację i zdjęcia jak troszkę ochłonę:)
wielkie dzięki i buziaki!!!!!!!!!!!!!
ślub był przepiękny i taki jaki sobie wymarzyłam...mój mąż podczas składania przysięgi się popłakał po czym się śmiał,że to ze szczęścia:)
chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować za te wszystkie rady i za wspólnie spędzony czas-w końcu tu zaglądam codziennie od 8 miesięcy:)teraz dołączam do koleżanek i przenoszę się na forum mężatek;)
obiecuję szerszą relację i zdjęcia jak troszkę ochłonę:)
wielkie dzięki i buziaki!!!!!!!!!!!!!
Dołączam się, na razie sam (Scully nadal snuje przędzę marzeń w objęciach Morfeusza).
Cóż... nasz ślub był po prostu najpiękniejszy na świecie (Pewnie Twój też, Mmegi ;) Moja Żona jest najpiękniejsza i najukochańsza na świecie!
Nie popłakałem się, a od południa mniej więcej, to było mi już po prostu fajnie wesoło. Ksiądz (nasz przyjaciel 'z lasu', z czasów harcerskich) pogubił się z nerwów z liturgią mszy. Organista i solistka na oboju (filharmonia!) pomylili się na końcu Ave Maria. Dzieci mojej siostry pierwszy raz miały 'dorosłe' sukienki. A moja Mama za szczęścia odmłodniała ze 30 lat.
Weselicho małe, ale wspaniałe. Przyjaciół w raczej mało - ale najwierniejsi.
I właśnie a' propos tych przyjaciół: kobitki z Weselnika (i faceci!) - miło nam obojgu było przyłazić z pracy (a czasem być w pracy) i dyskretnie zaglądnąć, co u Was słychać. Na początku przestrzegałem Scully, aby nie wpadła w amocco stadnego instynktu, ale... samemu było mi przyjemnie z Wami. Dzięki, że byłyście (byliście!!!) z nami!
Dzięki!
I powodzenia - na Waszym ślubie kościół też skróci się do 15 metrów, Pan z niebios łaskawie poklepie Was po plecach, a każda 'wpadka' stanie się anegdotą ze śmiechem komentowaną.
Powodzenia!
Mulder
Cóż... nasz ślub był po prostu najpiękniejszy na świecie (Pewnie Twój też, Mmegi ;) Moja Żona jest najpiękniejsza i najukochańsza na świecie!
Nie popłakałem się, a od południa mniej więcej, to było mi już po prostu fajnie wesoło. Ksiądz (nasz przyjaciel 'z lasu', z czasów harcerskich) pogubił się z nerwów z liturgią mszy. Organista i solistka na oboju (filharmonia!) pomylili się na końcu Ave Maria. Dzieci mojej siostry pierwszy raz miały 'dorosłe' sukienki. A moja Mama za szczęścia odmłodniała ze 30 lat.
Weselicho małe, ale wspaniałe. Przyjaciół w raczej mało - ale najwierniejsi.
I właśnie a' propos tych przyjaciół: kobitki z Weselnika (i faceci!) - miło nam obojgu było przyłazić z pracy (a czasem być w pracy) i dyskretnie zaglądnąć, co u Was słychać. Na początku przestrzegałem Scully, aby nie wpadła w amocco stadnego instynktu, ale... samemu było mi przyjemnie z Wami. Dzięki, że byłyście (byliście!!!) z nami!
Dzięki!
I powodzenia - na Waszym ślubie kościół też skróci się do 15 metrów, Pan z niebios łaskawie poklepie Was po plecach, a każda 'wpadka' stanie się anegdotą ze śmiechem komentowaną.
Powodzenia!
Mulder
Gratuluję serdecznie Wam wszystkim :) i cieszę się, że u Was wszystko odbyło się zgodnie z planem - bo chyba właśnie o to chodziło, prawda? Nie żeby było idealnie, ale żeby było miło i serdecznie... :)
A ja właśnie próbuję dopiąć wszystko na ostatni guzik - i na razie trudno to wszystko opanować. Ale nie przejmuję się tym za bardzo... w końcu to NASZ DZIEŃ i musi być dobrze :)
Jeszcze raz - serdecznie życzenia wszystkiego NAJ!!! :)
A ja właśnie próbuję dopiąć wszystko na ostatni guzik - i na razie trudno to wszystko opanować. Ale nie przejmuję się tym za bardzo... w końcu to NASZ DZIEŃ i musi być dobrze :)
Jeszcze raz - serdecznie życzenia wszystkiego NAJ!!! :)




