Widok
Aha i jeszcze jedno. Uważam za jakiś kompletny absurd tłumaczenie się z tego ile czasu kto poświęca na forum. Ale złamię się i zrobię to jeden jedyny raz.
Po pierwsze nie rozumiem, co to kogo obchodzi. Po drugie nie rozumiem, co w tym złego. Czy to jakaś ujma? A może istnieje jakiś niepisany limit aktywności, po przekroczeniu którego przekraczamy jakąś granicę przyzwoitości? Czy nie uważacie za żałosne to licytowanie się która ile pisze na forum? I na koniec - skąd przekonanie, że jak siedzisz na forum to na bank zaniedbujesz rodzinę? To największa głupota bo jestem przekonana, że duża część tych, które nie udzielają się na forum, poświęcają ten czas na oglądanie tv, siedzenie na FB albo czytanie gazet...
Ten argument pojawia się bardzo często, jest nudny, głupi i bez sensu. Więc apeluje do Was dziewczyny, zastanówcie się dobrze zanim jeszcze raz go przedstawicie. Nie lubię wrzucać ludzi do worków ale te, które podają takie argumenty mam ochotę wrzucić do worka "największe banały i wyświechtane frazesy" :)
Po pierwsze nie rozumiem, co to kogo obchodzi. Po drugie nie rozumiem, co w tym złego. Czy to jakaś ujma? A może istnieje jakiś niepisany limit aktywności, po przekroczeniu którego przekraczamy jakąś granicę przyzwoitości? Czy nie uważacie za żałosne to licytowanie się która ile pisze na forum? I na koniec - skąd przekonanie, że jak siedzisz na forum to na bank zaniedbujesz rodzinę? To największa głupota bo jestem przekonana, że duża część tych, które nie udzielają się na forum, poświęcają ten czas na oglądanie tv, siedzenie na FB albo czytanie gazet...
Ten argument pojawia się bardzo często, jest nudny, głupi i bez sensu. Więc apeluje do Was dziewczyny, zastanówcie się dobrze zanim jeszcze raz go przedstawicie. Nie lubię wrzucać ludzi do worków ale te, które podają takie argumenty mam ochotę wrzucić do worka "największe banały i wyświechtane frazesy" :)
Dziewczyny a mnie po lekturze tego wątku nachodzi taka refleksja, że wszystko sprowadza się do tego, że my wciąż uważamy, że przejaw zadowolenia jest przejawem zadufania, tego że się chwalimy i trzeba to zdusić w zalążku. Albo krytyką albo odwiecznym "kłamie, kreuje rzeczywistość". Nie można mówić, że jest dobrze bo przecież my Polacy musimy mieć tylko źle. My powinniśmy się taplać w rozpaczy, musimy narzekać i chodzić z marsową miną. Dobra koleżanka to ta, z którą można ponarzekać a nie taka, która wpada i obwieszcza - mąż znowu kupił mi prezent, dostałam podwyżkę, buduję kolejny dom i jadę na wakacje na Kanary. Zobaczcie jak reagujemy na matki, które ośmielą się chwalić sukcesami swoich dzieci... mamy ochotę rzygnąć bo ileż można słuchać tych głupot - wiadomo ideały nie istnieją.
Owszem nie istnieją ale tu nie o to chodzi :) Chodzi o to by starać się tak traktować wady i porażki, by nam nie przeszkadzały w poczuciu spełnienia i nie powodowały frustracji. Ale niestety jeszcze lata świetlne przed nami by to się zmieniło - tą mentalność mamy w sobie zbyt mocno zakorzenioną. Podobnie jest z komplementami, których za cholerę nie potrafimy przyjmować. Przeważnie jest tak:
- kochana jak Ty schudłaś - super!
- no tak ale zobacz jakie mi przez to zmarchy wylazły...
Miśka może ma taki styl pisania, że zbyt kwieciście opisuje męża. Może być tak, że pisze prawdę i wtedy na prawdę nie może skumać krytyki a może być tak, że klawiatura przyjmie wszystko i nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością (nie sugeruję tylko przedstawiam hipotezy) ale Wasza reakcja od razu jest atakiem i próbą udowodnienia, że nawet jak masz za dobrze to wcale nie znaczy, że nie masz źle. Od razu postawiłyście ją w roli kata a męża ofiary leniwej i pazernej żony. Smutne to jest. Dla jasności - ja też napisałam, że "mąż wszystko zrobi" ale miałam na myśli to, że zrobi jak ja nie mogę albo, że robimy wspólnie. Nie oznacza to bynajmniej, że ja leżę i pachnę a mąż zapierdziela. To się nazywa podział obowiązków. Co więcej, gdyby pojawił się wątek, w którym żona opisuje sytuacje kiedy tylko ona zajmuje się domem a mąż po 10h pracy tylko odpoczywa przed tv, to od razu by się pojawiły opinie, że jest naiwna i głupia, że od męża trzeba wymagać i jak dalej będzie taką uległą kurą domową to na bank mąż zaraz kopnie ją w zadek ;)
I żeby nie było - ja nie jestem inna, zwłaszcza jeśli chodzi o komplementy ;) Może różnica jest taka, że ja zdaję sobie z tego sprawę i staram się mieć to na uwadze czego także i innym życzę.
Na koniec polecam Wam piosenkę Bloody Poland - Strachy na Lachy, która doskonale obrazuje to co opisałam.
Owszem nie istnieją ale tu nie o to chodzi :) Chodzi o to by starać się tak traktować wady i porażki, by nam nie przeszkadzały w poczuciu spełnienia i nie powodowały frustracji. Ale niestety jeszcze lata świetlne przed nami by to się zmieniło - tą mentalność mamy w sobie zbyt mocno zakorzenioną. Podobnie jest z komplementami, których za cholerę nie potrafimy przyjmować. Przeważnie jest tak:
- kochana jak Ty schudłaś - super!
- no tak ale zobacz jakie mi przez to zmarchy wylazły...
Miśka może ma taki styl pisania, że zbyt kwieciście opisuje męża. Może być tak, że pisze prawdę i wtedy na prawdę nie może skumać krytyki a może być tak, że klawiatura przyjmie wszystko i nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością (nie sugeruję tylko przedstawiam hipotezy) ale Wasza reakcja od razu jest atakiem i próbą udowodnienia, że nawet jak masz za dobrze to wcale nie znaczy, że nie masz źle. Od razu postawiłyście ją w roli kata a męża ofiary leniwej i pazernej żony. Smutne to jest. Dla jasności - ja też napisałam, że "mąż wszystko zrobi" ale miałam na myśli to, że zrobi jak ja nie mogę albo, że robimy wspólnie. Nie oznacza to bynajmniej, że ja leżę i pachnę a mąż zapierdziela. To się nazywa podział obowiązków. Co więcej, gdyby pojawił się wątek, w którym żona opisuje sytuacje kiedy tylko ona zajmuje się domem a mąż po 10h pracy tylko odpoczywa przed tv, to od razu by się pojawiły opinie, że jest naiwna i głupia, że od męża trzeba wymagać i jak dalej będzie taką uległą kurą domową to na bank mąż zaraz kopnie ją w zadek ;)
I żeby nie było - ja nie jestem inna, zwłaszcza jeśli chodzi o komplementy ;) Może różnica jest taka, że ja zdaję sobie z tego sprawę i staram się mieć to na uwadze czego także i innym życzę.
Na koniec polecam Wam piosenkę Bloody Poland - Strachy na Lachy, która doskonale obrazuje to co opisałam.
Co ja robie na forum? To samo co ty! Czemu nie zajmiesz sie rodzina tylko tu ślęczysz?
Piszę, bo sie nudzę. Dzieci śpią, Mąż daleko od domu, wróci za ileś tygodni... Nudno mi i tyle.
Niczego nie naciągam. Piszę dokładnie tak ja jest. Może w twoich oczach to nie ogarnięcia, a dla nas to norma (poza momentami kiedy maż jest zagranicą, bo to inna sytuacja, zdarza sie rzadko). Mąż uczestniczy w życiu rodziny zawsze i codziennie (wyjątki jak wraca do domu po 22) nawet jak od domu ma 2000 km, bo codziennie musi pogadać z dziećmi na skypie, zobaczyć jak spędzają wieczór bez niego.
Dziwię się, że dla ciebie to taki szok, że pracując tyle godzin facet ma czas jeszcze cos zrobić. I chęci. Znam inne rodziny z pracy męża, gdzie tam w domach też maja tatę przez bardzo ograniczony czas i też maja udane życie, dzieci spędzają wieczorami czas z ojcem, robia cos wspólnie w weekendy gdy czasu jest więcej.
Piszę, bo sie nudzę. Dzieci śpią, Mąż daleko od domu, wróci za ileś tygodni... Nudno mi i tyle.
Niczego nie naciągam. Piszę dokładnie tak ja jest. Może w twoich oczach to nie ogarnięcia, a dla nas to norma (poza momentami kiedy maż jest zagranicą, bo to inna sytuacja, zdarza sie rzadko). Mąż uczestniczy w życiu rodziny zawsze i codziennie (wyjątki jak wraca do domu po 22) nawet jak od domu ma 2000 km, bo codziennie musi pogadać z dziećmi na skypie, zobaczyć jak spędzają wieczór bez niego.
Dziwię się, że dla ciebie to taki szok, że pracując tyle godzin facet ma czas jeszcze cos zrobić. I chęci. Znam inne rodziny z pracy męża, gdzie tam w domach też maja tatę przez bardzo ograniczony czas i też maja udane życie, dzieci spędzają wieczorami czas z ojcem, robia cos wspólnie w weekendy gdy czasu jest więcej.
powiem tak, nie majac dzieci, rodziny, nie bedac nawet zona, wyrabialam 300 godz w miesiacu, a wlasciwie czasem chyba nawet wiecej. wiec nie przekonasz mnie do tego, co wyzej. chyba, ze naciagasz to do granic mozliwosci, no i to ze masz meza, ktory udziela sie w zyciu rodzinnym, polega na tym, ze raz czy dwa w roku w czyms uczestniczy...a rok ma zazwyczaj 365 dni. i tyle. nie mam zadnego problemu. i nie, moj maz nie chleje w ogole. jest kulturalnym czlowiekiem. no i jest sobotnia noc, co ty w ogole robisz na forum?
Jak masz problem z zorganizowaniem życia to nie siedź przy kompie tylko rób co masz robić. My jesteśmy zorganizowani. Mamy czas na wszystko ;p
Słownik, masz rację. Nie wiem po co sie tłumaczę, ale wiesz co... Może te zawistne panie czegoś się nauczą... Że chcieć to móc... Że można dużo godzin pracować i mieć czas dla siebie, domu i rodziny... Że można siedzieć z dziećmi w domu i nie pracować... itd itd.
Wiem, że innym żal D ściska i się czepiają, bo nie ogarniają swojego życia i zazdroszczą tym, co to potrafią ;P
Słownik, masz rację. Nie wiem po co sie tłumaczę, ale wiesz co... Może te zawistne panie czegoś się nauczą... Że chcieć to móc... Że można dużo godzin pracować i mieć czas dla siebie, domu i rodziny... Że można siedzieć z dziećmi w domu i nie pracować... itd itd.
Wiem, że innym żal D ściska i się czepiają, bo nie ogarniają swojego życia i zazdroszczą tym, co to potrafią ;P
Są dni, że mąż jest jest w pracy po 16 godzin, a nie po 10, są czasem wolne weekendy, więc raz ma 200 godzin raz 300, róznie bywa.
Kopytka to 2 godziny roboty w jakieś sobotnie/niedzielne popołudnie.
Mąż ma męski wieczór 2-3 razy w roku. A twój chleje co weekend? Współczuję ...
Nawet jak bigos miałby sie robić 4 godziny to całe popołudnie/wieczór sobotni nie wystarczy? Jecie bigos co weekend? My nie.
Dzieci chodzą spać max o 21. Wtedy da sie iść biegać (o ile nie jest w pracy)
W czym jeszcze problem???
Kopytka to 2 godziny roboty w jakieś sobotnie/niedzielne popołudnie.
Mąż ma męski wieczór 2-3 razy w roku. A twój chleje co weekend? Współczuję ...
Nawet jak bigos miałby sie robić 4 godziny to całe popołudnie/wieczór sobotni nie wystarczy? Jecie bigos co weekend? My nie.
Dzieci chodzą spać max o 21. Wtedy da sie iść biegać (o ile nie jest w pracy)
W czym jeszcze problem???
Mieszkam w Gdańsku, dzieci 2, nie chodzą do szkoły.
bez różnicy, dojazd w 3mieście to ok. godz. w jedna strone.
Tak sielanka. Nawet wracajac do domu w tygodniu o 19 czy w weekendy o 14 można na prawdę bardzo wiele zrobić.
to się zdecyduj. 300 godz/mieś. to średnio 10 godz. dziennie (30 dni czyli łacznie z weekendmi),
można na prawdę bardzo wiele zrobić. Trzeba tylko CHCIEĆ, potrafić się zorganizować. I nie stękać jak ty, tylko brać d*** w troki i korzystać z życie kiedy się da :)
powiedziała matka polka, co nawet dzieci do przedszkola nie posyła, tylko grzęźnie kilka lat w domu je niańcząc, dobre sobie...
Męskie / babskie noce 2-3 razy w roku to sie nie da? Bigosu zrobić w sobotnie popołudnie nie da się?
no, użyje facet jak nie wiem, 2-3 razy w roku...
bigos? chyba nigdy nie robiłas bigosu...po raz zakupy. po dwa- duszenie kapusty- jakieś 2 godz. minimum, duszenie mięsa- kolejne dwie, krojenie miesa, kiełbasy, przesmazanie kielbasy, potem duszenie miesa i kapusty...posprzatanie po robocie...
Wieczorne robienie kopytek taty z synkiem nie da się? Pójść pobiegać o 21 jak dzieci śpią?
10 godz w robocie, plus dojazdy, to o ktorej ty kladziesz dzieci spac? ze o 19 zaczynaja robic kopytka? a o 21 facet idzie biegac? a kapiel? kolacja z dziecmi? czytanie ksiazeczki, usypianie? no naprawde...bardzo wiarygodne.
bez różnicy, dojazd w 3mieście to ok. godz. w jedna strone.
Tak sielanka. Nawet wracajac do domu w tygodniu o 19 czy w weekendy o 14 można na prawdę bardzo wiele zrobić.
to się zdecyduj. 300 godz/mieś. to średnio 10 godz. dziennie (30 dni czyli łacznie z weekendmi),
można na prawdę bardzo wiele zrobić. Trzeba tylko CHCIEĆ, potrafić się zorganizować. I nie stękać jak ty, tylko brać d*** w troki i korzystać z życie kiedy się da :)
powiedziała matka polka, co nawet dzieci do przedszkola nie posyła, tylko grzęźnie kilka lat w domu je niańcząc, dobre sobie...
Męskie / babskie noce 2-3 razy w roku to sie nie da? Bigosu zrobić w sobotnie popołudnie nie da się?
no, użyje facet jak nie wiem, 2-3 razy w roku...
bigos? chyba nigdy nie robiłas bigosu...po raz zakupy. po dwa- duszenie kapusty- jakieś 2 godz. minimum, duszenie mięsa- kolejne dwie, krojenie miesa, kiełbasy, przesmazanie kielbasy, potem duszenie miesa i kapusty...posprzatanie po robocie...
Wieczorne robienie kopytek taty z synkiem nie da się? Pójść pobiegać o 21 jak dzieci śpią?
10 godz w robocie, plus dojazdy, to o ktorej ty kladziesz dzieci spac? ze o 19 zaczynaja robic kopytka? a o 21 facet idzie biegac? a kapiel? kolacja z dziecmi? czytanie ksiazeczki, usypianie? no naprawde...bardzo wiarygodne.
Mieszkam w Gdańsku, dzieci 2, nie chodzą do szkoły.
Tak sielanka. Nawet wracajac do domu w tygodniu o 19 czy w weekendy o 14 można na prawdę bardzo wiele zrobić. Trzeba tylko CHCIEĆ, potrafić się zorganizować. I nie stękać jak ty, tylko brać d*** w troki i korzystać z życie kiedy się da :)
Nie rozumiesz nic z tego co ja piszę . Męskie / babskie noce 2-3 razy w roku to sie nie da? Bigosu zrobić w sobotnie popołudnie nie da się? Wieczorne robienie kopytek taty z synkiem nie da się? Pójść pobiegać o 21 jak dzieci śpią? Jakie ty masz życie, że takich prostych spraw nie ogarniasz??? Wy nie dajecie rady, a my tak tak tak :)
Tak sielanka. Nawet wracajac do domu w tygodniu o 19 czy w weekendy o 14 można na prawdę bardzo wiele zrobić. Trzeba tylko CHCIEĆ, potrafić się zorganizować. I nie stękać jak ty, tylko brać d*** w troki i korzystać z życie kiedy się da :)
Nie rozumiesz nic z tego co ja piszę . Męskie / babskie noce 2-3 razy w roku to sie nie da? Bigosu zrobić w sobotnie popołudnie nie da się? Wieczorne robienie kopytek taty z synkiem nie da się? Pójść pobiegać o 21 jak dzieci śpią? Jakie ty masz życie, że takich prostych spraw nie ogarniasz??? Wy nie dajecie rady, a my tak tak tak :)
sorry miska, ale twierdzisz, że twój mąż pracuje 300 godz w tyg. mieszkacie poza 3miastem (chyba?) wiec dojazd jakas godz. minimum w jedna strone, ma czas dla dzieci, dla ciebie, uprawia sport, robi bigos i smaży kotlety...no i jeszcze z kolegami ma czas na wypady(całonocne, bo jak piałaś, z nocowaniem sob-niedz.) a ty masz czas na wieczorki przy winku z koleżankami, no i jeszcze wspolne rodzinne chwile, wy dwoje plus dzieciaki (ile ich jest? 3? w wieku jeszcze nie szkolnym?) no bo przeciez idealna sielanka, nie? hehehe....i jeszcze wydaje ci sie, ze ktoś w to uwierzy?
I nam dobrze jest, a tobie nic do tego ;ppp Ja nie narzekam, a ty masz problem z moim życiem? Współczuję ;p
Mąż ma prace jaką ma, nie da się jej zabrać do domu. Jak parę miesięcy posiedzi w domu (co zdarza się czasem, że jest parę tygodni w domu) to też by sie nic nie stało, bo kasy nie zabraknie ;p
Ale to nasza sprawa, nie kogoś. Chcesz mieć pracę 8 godzin dziennie to pracuj, nikt ci nie broni ;p
Mąż ma prace jaką ma, nie da się jej zabrać do domu. Jak parę miesięcy posiedzi w domu (co zdarza się czasem, że jest parę tygodni w domu) to też by sie nic nie stało, bo kasy nie zabraknie ;p
Ale to nasza sprawa, nie kogoś. Chcesz mieć pracę 8 godzin dziennie to pracuj, nikt ci nie broni ;p
No brawo-sam doświadczył tego jak to ciężko jak rodzice pracują od rana do wieczora i swoim dzieciom oferuje to samo..Tatusia widzą od 19 do 20.
I jeszcze zona pisze ze nie ma innego rozwiązania. ...
Wyobraź sobie ze jest-ze ludzie pracują od 7 do 15 czy od 8 i do 16. Do tego można brać home office raz,dwa razy w tygodniu i też żyć. Dzięki temu dzieci mają kontakt z obojgiem rodziców a i stres związany z utratą pracy jest mniejszy. Bo nic się nie stanie jeśli jedno z nas kilka miesięcy przesiedzi w domu ale to wymaga myslenia-out of box. Dla Ciebie zostaje tylko te 10-12 h godzin pracy męża 30 razy w miesiącu.
I jeszcze zona pisze ze nie ma innego rozwiązania. ...
Wyobraź sobie ze jest-ze ludzie pracują od 7 do 15 czy od 8 i do 16. Do tego można brać home office raz,dwa razy w tygodniu i też żyć. Dzięki temu dzieci mają kontakt z obojgiem rodziców a i stres związany z utratą pracy jest mniejszy. Bo nic się nie stanie jeśli jedno z nas kilka miesięcy przesiedzi w domu ale to wymaga myslenia-out of box. Dla Ciebie zostaje tylko te 10-12 h godzin pracy męża 30 razy w miesiącu.
Ale czy nie dociera do ciebie to co napisałam? Mój mąż nie chce żebym ja pracowała póki dzieci są małe. Rozumiesz to czy mam przeliterować żeby dotarło? On był wychowywany w domu, gdzie rodzice od rana do nocy pracowali na dom i nie chce żeby nasze dzieci tak miały. Dlatego ja jestem w domu żeby dzieci miały chociaż mamę do dyspozycji, bo tak to tata by był poza domem od 5 do 19 i ja (jakbym pracowała dalej tam gdzie byłam) wracała bym dopiero o 20. Pomijam, że przedszkola czy świetlice szkolne nie trzymają dzieci do 20... Naszym zdaniem lepiej jak dzieci są z mamą niż przez 12 godzin dziennie z niańką, bo rodzice zarzynają się za kasą...
Ps - mój mąż lubi wieczorami iść na rower albo biegać
Ps - mój mąż lubi wieczorami iść na rower albo biegać
No właśnie -porozmawiajmy rzeczowo-gdybys pracowała i zarabiała normalne pieniądze -to mąż sam by mógł zrezygnować i poszukać takiej pracy w której nie będzie wykorzystywany. A tak to nic nie może, musi słuchać szefa i siedzieć w piątek, świątek i niedziele-po ma rodzinę na utrzymaniu i niezaradną żonę.
Mój mąż nie jest leniwy -ale to nie oznacza ze pracuje dzień i noc. Poza tym ze umie wszystko naprawić to jeszcze ma czas na sport.
Mój mąż nie jest leniwy -ale to nie oznacza ze pracuje dzień i noc. Poza tym ze umie wszystko naprawić to jeszcze ma czas na sport.
Nawet jak ja będę w pracy te 200 godzin w tygodniu to i on nadal będzie po 200-300, bo taką ma pracę i nie może mniej. Jak powie, że nie przyjdzie to go wywalą, a sorki kasa też sie liczy. Poza tym pracowałam, ale mąż stwierdził, że woli jak jak będę w domu przynajmniej do czasu aż dzieci pójda do szkoły. Czyli jeszcze trochę...
Piszcie co chcecie. Macie leniwych facetów i boli was, że ktoś może pracować i jeszcze żonie pomóc, dziećmi sie zająć...
PS - moimi błędami proszę sie nie przejmować, aż tak źle z moją ortografią to nie jest. Na tle innych rekordzistów wypadam super. Jak was w oczy kole to nie czytać i tyle :P To nie forum dla polonistów ani konkurs z ortografii.
Piszcie co chcecie. Macie leniwych facetów i boli was, że ktoś może pracować i jeszcze żonie pomóc, dziećmi sie zająć...
PS - moimi błędami proszę sie nie przejmować, aż tak źle z moją ortografią to nie jest. Na tle innych rekordzistów wypadam super. Jak was w oczy kole to nie czytać i tyle :P To nie forum dla polonistów ani konkurs z ortografii.
Ależ ja nie narzekam ze mój mąż nie pomaga w domu. Oboje pracujemy i oboje zajmujemy się domem i dziecmi-po równo.
Jednak ani on ani ja nie pracujemy po 300 h bo mamy możliwość wyboru takiej pracy aby móc i cieszyć się domem i wypoczywać. Bo czas na wypoczynek tez jest ważny. Przy 300h i jeszcze pracy w domu-szczerze wątpię aby Twój mąż wypoczywał. Dzieci też rzadko widuje tatusia -skoro codziennie 10h jest poza domem-nawet w weekendy. Sorki-ale tu nie ma czego zazdrościć -można tylko współczuć.
Jednak ani on ani ja nie pracujemy po 300 h bo mamy możliwość wyboru takiej pracy aby móc i cieszyć się domem i wypoczywać. Bo czas na wypoczynek tez jest ważny. Przy 300h i jeszcze pracy w domu-szczerze wątpię aby Twój mąż wypoczywał. Dzieci też rzadko widuje tatusia -skoro codziennie 10h jest poza domem-nawet w weekendy. Sorki-ale tu nie ma czego zazdrościć -można tylko współczuć.