Widok

mąż przy porodzie

Rodzina i dziecko bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
Witam siedze na forum już sporo czasu jestem w 7 miesiącu i niedługo czeka nas poród mąz sie uparł że chce być przy mnie ale napiszcie czy wszyscy wasi mężowie byli przy porodzie od a do z i czy wszyscy byli odważni wytrzymali itp czy któryś z waszych mężów zrezygnował w trakcie nie chciał wogle uczestniczyć albo po porstu przeżył traume bo z tego co piszecie na forum każdy mąż to super tata a mi się nie wydaje żeby wszyscy faceci byli twardzielami
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
moj maz byl ze mna caly czas. decyzje podjelismy na 2 dni przed porodem i bardzo sie z tego ciesze bo dzieki niemu nie bylo mi tak jakos obco w szpitalu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
moj chlopak mial byc przy porodzie, chcial tego, ale wyszlo inaczej i rodzilam sama, chcialam zeby byl przy mnie, ale teraz jak juz jestem po to sobie mysle ze gdyby byl przy mnie to bym sie stresowala, ze np by powiedzial cos nieodpowiedniego i bym przez to byla na niego zla itp, i w sumie ciesze sie ze go nie bylo :P
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
jestem na początku 5 m-ca ale już wiem że mąż będzie przy mnie, decyzję zostawiłam jemu, najpierw nie chciał, ale ostatecznie zdecydował że musi ze mną być. sam nie wie czy da radę, ale to przecież nie takie ważne - ważne że chce być ze mną:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
mój maż również był przy porodzie - do samego końca, pomagał mi sporo, podawał wodę między skurczami i podczas porodu "trzymał mi głowę" - sama chyba nie bardzo bym dała radę -zbytnio skupiona byłam na innych czynnościach.... a po porodzie pani położna wręczyła mu nożyczki - dzielnie przeciął pępowinę - mimo, iż wcześniej zapowiadał, że nie przetnie :) i mimo , iż mąż nie chodził ze mną do SR ale i tak był dla mnie bardzo pomocny podczas porodu i na pewno kolejny poród także z mężem :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ja chciałam żeby mój M był, a On nie. Ale jak mu zadzwoniłam, i powiedziałam żeby do mnie przyjechał, to był prawie do samego końca ;) Jak już zaczełam przeć, to kazałam mu "wyjść szybko" (troszkę innaczej te słowa zabrzmiały :D ), a to tylko dlatego że byłam bez lewatywy. On nawet był wdzięczny że mógł wyjść, chociaż pewno gdybym nie powiedziała zostałby do końca... Tego dnia słuchał się mnie jak nigdy ;) Widziałam że był strasznie zdenerwowany, bo nic nie mówił :) A to zazwyczaj bardzo wygadany człowiek :) Następny poród planuje z nim do końca ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
:-D No to ładnie. :-))

Na plus wspólnego porodu jest to, że mężczyzna nabiera nowego szacunku do mamy swojej pociechy. Cierpienie rodzącej jest jednak nie do wyobrażenia, to po prostu trzeba zobaczyć, przeżyć, żeby w pełni "docenić".
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
mój był cały czas i potem był gwiazdą oddziału;)
najpierw miałam z kim pogadać potem latał po położną jak coś potrzebowałam, a jak zaczęła się akcja to trzymał mnie za głowę i za nogę (a ja jego za koszulę) uśmiechał się i mówił że jestem super dzielna.
przecinał pępowinę i był przy dzidzi podczas badań. A potem ze mną w szpitalu.

tyle ja pamiętam. Ale położna mi opowiedziała, że podczas porodu słuchałam tylko jego, nie reagując w ogóle na 4 lekarzy między nogami, i że szkoda że nie nagrały bo tak powinno wyglądać uczestnictwo ojca przy porodzie;)

a dodam że wcale nie byłam przekonana czy chcę żeby był przy porodzie - a on się bał i miał w planie wyjść. Ale powiedział że jak już się zaczęło wiedział że tam jest jego miejsce.

a jeśli chodzi o to czy nie zmieni to nic w relacjach intymnych;) to mój mąż jak tylko zapaliło się zielone światło ruszył z piskiem opon;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Mysle ,ze warto wczesniej powiedziec mezowi o wszystkich sytuacja tych mniej fajnych jakie towarzysza porodowi,typu mimowolne wyproznienie(ktore czasem moze sie zdazyc),wymioty podczas skurczów,panika rodzacej,i jakis tam innych.A moze warto zeby maz zobaczyl jakis film z porodu.W internecie na pewno taki znajdziecie.Powodzenia i pozdrawiam!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Mój był od a do z i było super! Bardzo mi pomógł- gdy robiłam przysiady, zeby urodzic, to mnie trzymał, bo nie miałam siły, żeby robić przysiady na skurczach z wielkim brzuchem ;-) Wspierał samą swoją obecnością. On to raczej jest z tych, co się niczego nie boją. Cały poród oglądał nawet z pewną ciekawością, jedyne co- to bał się przeciąć pępowinę, bo miał takie uczucie, że to może zaboleć Tosię albo mnie :) - mimo że wiedział, że nie boli. Ale w końcu przeciął :) Następny poród też na 100% z mężem!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Przy pierwszym porodzie bylam sama ,przy drugim byl maz wiec mam porownanie.Zdecydowanie opcja z mezem byla milion razy lepsza!
Ustalilismy wczesniej wszystkie szczegoly,podczac badania ginekologicznego za kazdym razem wycofywal sie bo to bylo dla mnie krepujace,a poza tym ogolnie zle znosilam badania podczas porodu wiec wolalam zeby za wiele nie widzial,poza tym stale rozmawialismy podpowiadal mi o oddychaniu,masowal plecy,a nawet zartowalismy sobie.Uspokajal mnie kiedy panikowalam.Byl bardzo pomocny i dzieki niemu nie czulam sie tak obco i zle wsrod samych jak by nie bylo obcych ludzi.Na samym koncu porodu rowniez ustalilismy ze nie bedzie zagladal...stal przy mojej glowie i trzymal mnie za reke.Pepowiny nie przecinal,bo nam sie ten zwyczaj nie podobal.Zaraz po ubraniu Stasia wzial go na rece i zachwycal sie,byl bardzo dumny i szczesliwy.Polecam porod z mezem...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Mój był i nie żałuję, ale to jest takie osobiste i zależne od indywidualnych preferencji, że powinniście sami zdecydować.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
ja chciałąm i była ale nie dotrwał do końca niestety wymiękł. Teraz obawiam sie,że będzie to samo. Ale jak twój jest taki chętny to fajnie- zobaczysz,że obecność męża bardzo pomaga i nie przejmuj się fizjologią...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ja też nie chciałm, żeby mój partner był ze mną przy porodzie. Pierwsze rodziłam sama i myślałam, że będzie mi tylko na nerwy działał. On sie jednak uparł i był, spisał się świetnie, chociaż na porodówce byliśmy zaledwie pół godziny. Ciesze sie, że był tam ze mną.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
moj byl od a do z . ja na poczatku ciazy nie chcialam a maz sie upieral ale szybko zmienilam zdanie i nie zaluje...to bylo dla nas obojga super przezycie a maz raczej nalzy do takich facetow co to jak maja pojsc krew oddac to juz problem a porod zniosl bez zadnego problemu i bardzo mi pomagal;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
mój mąz był przy obu poradach, przecinał pępowine, stał za mna podtrzymywał mi kark nie stał i nie patrzał między nogi jak dzieckp wychodziło,,,dopiero jak wyszło to przechodził do przodu i przecinał za kazdym razem miał lzy w oczach :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko

Znacie Dr Karinę Kulikowską-Ciecieląg (21 odpowiedzi)

jak w temacie :) jakie macie doświadczenia, opinie?

budowa domu czy mieszkanie?? przekonajcie mnie!! (142 odpowiedzi)

witam, wiem ze niektóre forumki budują własne domy za miastem, inne mieszkają w centrum miasta....

do góry