Widok
Zoska - mam nadzieje uda ci sie w Norwegii.
Jezeli juz to ludzie najezdzaja na sytuacje ekonomiczna w Polsce a nie Polske, bo to, jak dla mnie, nie jest to samo.
Fajnie sie zyje jak sa sa pieniadze, wtedy mozna mowic jaka to Polska jest wspaniala ale jak masz do wyboru zaplacenie rachunkow czy kupienie dziecku butow to juz nie jest tak cudownie, a to sa dylematy przed ktorymi rodzina z 2 osobami pracujacymi nie powinna stawac. Sami doskonale wiecie jakie sa statystyki, ile % zarabia srednia krajowa, a ona nie jest wcale taka niesamowita.
Jezeli juz to ludzie najezdzaja na sytuacje ekonomiczna w Polsce a nie Polske, bo to, jak dla mnie, nie jest to samo.
Fajnie sie zyje jak sa sa pieniadze, wtedy mozna mowic jaka to Polska jest wspaniala ale jak masz do wyboru zaplacenie rachunkow czy kupienie dziecku butow to juz nie jest tak cudownie, a to sa dylematy przed ktorymi rodzina z 2 osobami pracujacymi nie powinna stawac. Sami doskonale wiecie jakie sa statystyki, ile % zarabia srednia krajowa, a ona nie jest wcale taka niesamowita.
tak tak, widac panie mądry, ze nie wyobrazasz sobie kobiety ktora zarabia i ktora np pracuje na nocne dyzury (nie w piekarni w UK i nie jako sprzataczka w norwegii). cóż, tyraj zatem na swoja panienke, skoro masz taki wzorzec rodziny. albo skoro zadna wyksztalcona i ambitna, na ktora nie musiz tyrac, cie palcem nie dotknie.
apewne zdziwi cię to ale jak mieszłam w Polsce a Norwegię mogłam pokazać na mapie to kupiłam sobie kozaki D&G i specjalnie po nie do niemiec jechałam - wniosek? lubie buty, strasznie, wręcz niewybaczalne.
oh, ah, słitaśnie...(tzn bez komentarza, jak zawsze wyjasniam, bo nie rozumiesz)
A skąd ja i inne forumki wyciągamy wnioski ze masz neiszczęsliwe życie? bo każda z nas z doświdczenia wie, że nikt takim jadem nie leje jak mu się w życiu układa...
ojej, herbina nie lubi jak ktos jej mowi co mysli i to w dodatku nie jest "oh i ah"? a mnie sie wyaje odwrotnie, ze to z Toba jest cos nie tak, skoro dowartosciowuja Cie komantarze na forum.
a co do mojego jadu, ci co mnie znaja wiedza jaka jestem, szczera i zawsze powiem co mysle, czy to w okrutny czy lagodny sposob. raczej nikt nie narzeka. nie lubie glupoty, naiwnosci, lewactwa i braku ambicji. i bede to krytykowac, czy ci sie to podoba czy nie.
a co do mojego zycia, mysl co chcesz mi Twoja opinia do niczego potrzeba nie jest i niczego - tego kim jestem, co robie, jak zyje i za ile Ci udowadniac nie bede (co Ty ewidentnie robisz).
oh, ah, słitaśnie...(tzn bez komentarza, jak zawsze wyjasniam, bo nie rozumiesz)
A skąd ja i inne forumki wyciągamy wnioski ze masz neiszczęsliwe życie? bo każda z nas z doświdczenia wie, że nikt takim jadem nie leje jak mu się w życiu układa...
ojej, herbina nie lubi jak ktos jej mowi co mysli i to w dodatku nie jest "oh i ah"? a mnie sie wyaje odwrotnie, ze to z Toba jest cos nie tak, skoro dowartosciowuja Cie komantarze na forum.
a co do mojego jadu, ci co mnie znaja wiedza jaka jestem, szczera i zawsze powiem co mysle, czy to w okrutny czy lagodny sposob. raczej nikt nie narzeka. nie lubie glupoty, naiwnosci, lewactwa i braku ambicji. i bede to krytykowac, czy ci sie to podoba czy nie.
a co do mojego zycia, mysl co chcesz mi Twoja opinia do niczego potrzeba nie jest i niczego - tego kim jestem, co robie, jak zyje i za ile Ci udowadniac nie bede (co Ty ewidentnie robisz).
trzeba miec wynika z tego studia zeby byc nazwanym człowiekiem z ambicjami, tak wlasnie nas karmiono całe dziecinsto ze trzeba isc do liceum trzeba isc na studia bo jestes nikim, jak sie jest fryzjerką po zawodówce, albo srzedawcą po kursie to jest się mało ambitnym załosnym człowiekiem. tak własnie taka jestem, dziękuję jaga za podsumowanie, nie peirwszy raz, bardzo trafnie mnie określiłas
Madness is the gift, that has been given to me!!
Tak sobie to wszystko czytam i czytam...
Bo dla was wszystko jest proste - czarno-białe, ale tak nie jest. Nie wszystkich jedynie pieniądz motywuje do wyjazdu (mówię tu o pieniądzu w sensie lepszego życia a nie dylematu stać mnie/nie stać na jedzenie). Ja nigdy nie zdecydowałam się na wyjazd do innego kraju. Momentami bywało trudno ale trzeba zacinąć pasa, zebrać się w sobie i próbować coś zmienić, coś osiągnąć. Pewnie, że gdybym nie miała pieniędzy na jedzenie, to bym się 5 minut nie zastanawiała i już bym była w UK czy gdziekolwiek indziej.
Człowiek to taki konglomerat z mnóstwem myśli, motywacji, oczekiwań. To nie tylko maszynka, którą należy nakarmić i ubrać. Pieniądze są ważne, ale oprócz nich jest mnóstwo innych rzeczy, np. satysfakcja zawodowa. Człowiek uczy się, kończy studia nie po to, by pracować na zmywaku. Gdzieś powinna być zachowana jakaś proporcja. Oczywiście mam na myśli sytuację, kiedy jakieś podstawowe minimum jest zapewnione (nie mylić z minimalną pensją bo to minimum nie jest na pewno). Poza tym są rzeczy, których nie można w żaden sposób przeliczyć na pieniądze. Nie umiałabym sobie wyobrazić, że moje dzieci widzą się z dziadkami raz na dwa, trzy miesiące a reszta to przez skype. Osobisty kontakt jest dla mnie bezcenny.
I tak to jest, że każdy człowiek ma inne proporcje tych wszystkich cech, dążeń, oczekiwać w sobie i inaczej buduje swoje życie. dla jednych ważniejsze jest posiadanie domu a dla innych kontakt osobisty z bliskimi, nawet za cenę domu. Każdy z nas jest inny. Ja mieszkam w bloku, ale kolega, który ma taki sam zawód jak mój mąz, pojechał do USA i po kilku latech kupił dom na Florydzie, z basenem - taki obrazek z seriali amerykańskich :). Były szanse spore, że i nam mogłoby się tak udać, ale mąż i ja wolimy nasze m w bloku, chcemy mieszkać w Polsce bo jesteśmy Polakami (czy to patriotyzm? może trochę tak), chcemy mieć kontakty z rodziną ale nie wirtualne ale osobiste. Pod tym względem jesteśmy idealnie dobrani. Ale nie wszyscy musza tacy być.
Jednak jedna rzecz mnie dziwi i dziwić nie przestanie. Ktoś tu wyżej już o tym wspomniał. Nie umiem zrozumieć, że ktoś wyjeżdża z Polski do innego kraju i w tym innym kraju zarabia dużo więcej - chodzi mi o stosunek zarobków do kosztów życia a nie " w przeliczeniu na złotówki" i przyjeżdża do Polski do lekarza. Skoro rzeczywiście zarobki w stosunku do kosztów życia są takie super (a są) to cholerka, stać cię, żeby w ,miejscu zamieszkania pójść do np. prywatnego dentysty. Moja koleżanka przyjeżdża do Polski leczyć zęby właśnie i jak ja się zapytałam, czemu, to mi odpowiedziała, że jednego zęba leczyła kanałowo w UK i zapłaciła kilkaset funtów a to wyszło tyle i tyle złotych. I nigdy więcej nie zamierza tego powtarzać. No ludzie. Płaciła tyle funtów (W PRZELICZENIU NA ZŁOTÓWKI !) , ale to właśnie w funtach zarabia. I to tyle zarabia, że po opłaceniu kosztów życia zostaje jej jeszcze jakaś część pieniędzy. Tam mieszkasz, tam zarabiasz i to tyle by godznie żyć, to po co przyjeżdżasz do Polski zęby leczyć. To jest dla mnie niezrozumiałe. Bo poziom życia to nie tylko wczasy, czy dom, to też pójście do lekarza prywatnego w miejscu zamieszkania. To jest dla mnie poziom życia.
Bo dla was wszystko jest proste - czarno-białe, ale tak nie jest. Nie wszystkich jedynie pieniądz motywuje do wyjazdu (mówię tu o pieniądzu w sensie lepszego życia a nie dylematu stać mnie/nie stać na jedzenie). Ja nigdy nie zdecydowałam się na wyjazd do innego kraju. Momentami bywało trudno ale trzeba zacinąć pasa, zebrać się w sobie i próbować coś zmienić, coś osiągnąć. Pewnie, że gdybym nie miała pieniędzy na jedzenie, to bym się 5 minut nie zastanawiała i już bym była w UK czy gdziekolwiek indziej.
Człowiek to taki konglomerat z mnóstwem myśli, motywacji, oczekiwań. To nie tylko maszynka, którą należy nakarmić i ubrać. Pieniądze są ważne, ale oprócz nich jest mnóstwo innych rzeczy, np. satysfakcja zawodowa. Człowiek uczy się, kończy studia nie po to, by pracować na zmywaku. Gdzieś powinna być zachowana jakaś proporcja. Oczywiście mam na myśli sytuację, kiedy jakieś podstawowe minimum jest zapewnione (nie mylić z minimalną pensją bo to minimum nie jest na pewno). Poza tym są rzeczy, których nie można w żaden sposób przeliczyć na pieniądze. Nie umiałabym sobie wyobrazić, że moje dzieci widzą się z dziadkami raz na dwa, trzy miesiące a reszta to przez skype. Osobisty kontakt jest dla mnie bezcenny.
I tak to jest, że każdy człowiek ma inne proporcje tych wszystkich cech, dążeń, oczekiwać w sobie i inaczej buduje swoje życie. dla jednych ważniejsze jest posiadanie domu a dla innych kontakt osobisty z bliskimi, nawet za cenę domu. Każdy z nas jest inny. Ja mieszkam w bloku, ale kolega, który ma taki sam zawód jak mój mąz, pojechał do USA i po kilku latech kupił dom na Florydzie, z basenem - taki obrazek z seriali amerykańskich :). Były szanse spore, że i nam mogłoby się tak udać, ale mąż i ja wolimy nasze m w bloku, chcemy mieszkać w Polsce bo jesteśmy Polakami (czy to patriotyzm? może trochę tak), chcemy mieć kontakty z rodziną ale nie wirtualne ale osobiste. Pod tym względem jesteśmy idealnie dobrani. Ale nie wszyscy musza tacy być.
Jednak jedna rzecz mnie dziwi i dziwić nie przestanie. Ktoś tu wyżej już o tym wspomniał. Nie umiem zrozumieć, że ktoś wyjeżdża z Polski do innego kraju i w tym innym kraju zarabia dużo więcej - chodzi mi o stosunek zarobków do kosztów życia a nie " w przeliczeniu na złotówki" i przyjeżdża do Polski do lekarza. Skoro rzeczywiście zarobki w stosunku do kosztów życia są takie super (a są) to cholerka, stać cię, żeby w ,miejscu zamieszkania pójść do np. prywatnego dentysty. Moja koleżanka przyjeżdża do Polski leczyć zęby właśnie i jak ja się zapytałam, czemu, to mi odpowiedziała, że jednego zęba leczyła kanałowo w UK i zapłaciła kilkaset funtów a to wyszło tyle i tyle złotych. I nigdy więcej nie zamierza tego powtarzać. No ludzie. Płaciła tyle funtów (W PRZELICZENIU NA ZŁOTÓWKI !) , ale to właśnie w funtach zarabia. I to tyle zarabia, że po opłaceniu kosztów życia zostaje jej jeszcze jakaś część pieniędzy. Tam mieszkasz, tam zarabiasz i to tyle by godznie żyć, to po co przyjeżdżasz do Polski zęby leczyć. To jest dla mnie niezrozumiałe. Bo poziom życia to nie tylko wczasy, czy dom, to też pójście do lekarza prywatnego w miejscu zamieszkania. To jest dla mnie poziom życia.
A co do ostatnich postów odnośnie sprzątaczek, magistrów itd... Uważałam i zawsze będę uważać, że każdy człowiek pracujący rzetelnie i uczciwie zasługuje na szacunek. Nie ma lepszych, gorszych prac - w sensie oceny ze strony społeczeństwa. Ale po to ktoś uczył się w szkole fryzjerskiej, by być fryzjerem; po to ktoś kończył handlówkę, by sprzedawać w sklepie, ale też po to kończy się studia, by w jakimś stopniu się w tym kierunku realizować a przynajmniej próbować, starać się. Bo inaczej po co studia? Żeby zajmować miejsce i zdobuyć wykształcenie, które do niczego się nie przyda a ktoś inny może by skorzystał?
@A. "Uważałam i zawsze będę uważać, że każdy człowiek pracujący rzetelnie i uczciwie zasługuje na szacunek. Nie ma lepszych, gorszych prac - w sensie oceny ze strony społeczeństwa."
Zgadzam się z Tobą. Dodatkowo również uważam, że nie ważne gdzie ktoś pracuje - w kraju czy na saksach - ważne, czy czuje się zrealizowany, doceniany, ma kiedy i za co realizować swoje pasje.
Czy u nas fryzjerka ma czas i środki by podróżować? Nie taka wizażystka z luks salonu, której zresztą jest szefową - bo swoim niewolnikom to płaci niezbędne minimum, ale taka zwykła pracownica.
Co ze szwaczką, mającą fach w ręku, skoro tutaj może liczyć na pracę na zlecenie? Co z jej marzeniami? Co z marzeniem murarza, który mimo iż miałby lepiej płatną pracę - musi się bić o swoje z szefem-dusigroszem?
To wszystko tak łatwo jest osądzać, póki samemu nie jest się w podobnych sytuacjach.
Zgadzam się z Tobą. Dodatkowo również uważam, że nie ważne gdzie ktoś pracuje - w kraju czy na saksach - ważne, czy czuje się zrealizowany, doceniany, ma kiedy i za co realizować swoje pasje.
Czy u nas fryzjerka ma czas i środki by podróżować? Nie taka wizażystka z luks salonu, której zresztą jest szefową - bo swoim niewolnikom to płaci niezbędne minimum, ale taka zwykła pracownica.
Co ze szwaczką, mającą fach w ręku, skoro tutaj może liczyć na pracę na zlecenie? Co z jej marzeniami? Co z marzeniem murarza, który mimo iż miałby lepiej płatną pracę - musi się bić o swoje z szefem-dusigroszem?
To wszystko tak łatwo jest osądzać, póki samemu nie jest się w podobnych sytuacjach.
@A. ja tez sie lecze w Polsce i to z paru powodow. mentalnosc lekarzy jest inna i Polska mi bardziej odpowiada, dentystke mam swoja od paru lat i bardzo jej ufam, a ze mam slabe zeby - musze miec kogos kto je bedzie ratowal a nie od razu leczyl kanalowo.
Do tego prywatne leczenie w Polsce jest tanie i nie dla osoby z zagranicy tylko dla Polaka mieszkajacego i zarabiajacego w Polsce, te uslugi sa bardzo drogie prywatnie np w UK a system panstwowy gorszy niz w Polsce.
A co do fachu to w UK bardzo sie odchodzi od studiow i tak jak pisalam wczesniej, jedna z lepiej zarabiajacych osob sa hydraulicy czy fryzjerzy.
Niektorzy koncza studia bo nie maja co z soba zrobic a dopiero pozniej odnajduja co chca robic w zyciu. nie kazdy jest nastawiony na kariere, niektorzy wola pracowac zeby zyc a nie zyc zeby pracowac. Nie oszukujmy sie nie ma duzo pracy gdzie sie pracuje 8-16 i bardzo dobrze zarabia.
nie wszyscy koncza studia i te osoby ktore wyjezdzaja wcale nie pracuja ponizej swoich kwalifikacji, roznica jest taka ze godnie za to zyja
Do tego prywatne leczenie w Polsce jest tanie i nie dla osoby z zagranicy tylko dla Polaka mieszkajacego i zarabiajacego w Polsce, te uslugi sa bardzo drogie prywatnie np w UK a system panstwowy gorszy niz w Polsce.
A co do fachu to w UK bardzo sie odchodzi od studiow i tak jak pisalam wczesniej, jedna z lepiej zarabiajacych osob sa hydraulicy czy fryzjerzy.
Niektorzy koncza studia bo nie maja co z soba zrobic a dopiero pozniej odnajduja co chca robic w zyciu. nie kazdy jest nastawiony na kariere, niektorzy wola pracowac zeby zyc a nie zyc zeby pracowac. Nie oszukujmy sie nie ma duzo pracy gdzie sie pracuje 8-16 i bardzo dobrze zarabia.
nie wszyscy koncza studia i te osoby ktore wyjezdzaja wcale nie pracuja ponizej swoich kwalifikacji, roznica jest taka ze godnie za to zyja
Ja daleka jestem od osądzania. Ja tylko stwierdzam, że każdy z nas jest inny i ma inne wartości w życiu postawione na pierwszym miejscu. A praca, jak to sam napisałeś, to wypadkowa poczucia własnej realizacji, docenienia i poziomu zarobków. Dla jednego samorealizacja będzie bardziej istotna, dla drugiego mniej. I dotyczy to także zarobków czy wszystkiego innego, co wiąże się z pracą. Ja też mam marzenia większe, mniejsze. Na niektóre mnie nie stać i prawdopodobnie nigdy stać nie będzie ale nie przeprowadziłabym się do innego kraju tylko dlatego, żeby te marzenia realizować poświęcając przy tym rzeczy dla mnie bardziej istotne. Wszystko jest kwestią wyborów. Ja bym nigdy takiej decyzji nie podjęła. Ale też, mam życie takie, że nie brakuje mi na jedzenie, opłaty. Żyję bez ekstrawagancji, markowych ciuchów, urlopów w ciepłych krajach ale nie muszę zastanawiać się czy kupić dziecku buty, czy kurtkę bo wystarczy tylko na jedno.
ja leczę się głowie w no, tu jestem w klinice niepłodności zapisana bo wbrew pozorom jest taniej, bo państwowo ale przyjeżdżam na zabiegi czasami bo po prostu w prywatnej klinice jest miejsce od reki tu na niektóre czekam dłużej to wybieram przyjazd do Polski, rezonans na przykład czekam tutaj niecały miesiąc i płacę 100 zł, państwowo to mi się nie opłaca jechać do pL, ale zabiegi chirurgiczne, szybciej zrobię sama na własną rękę niż tutaj - co w tym złego że człowiek wybiera najlepszą dla siebie opcje?
@A - nei zgodzę się z jednym, że po to się idzie na studia by pozniej to robic, często ludzie, jak mój mąż idą na studia bo idą, kończą, bo przygłupami nie są, ale się nie realizują, mąz pracowal 8 lat w szkole, wystarczająco długo by stwierdzić ze to nei dla niego, tutaj jest z zawodu kierowcą i co ? świata poza swoją pracą nie widzi, czuje się potrzebny, szanowany i doceniony - czy można go nazwać człowiekiem bez ambicji ? nie wydaje mi się, mógł pracować od pierwszego roku w swoim zawodzie bo nie wymagało to znajomości norweskiego, propozycja była ale on nie chciał, na pewno ma teraz trudniejszą prace niż praca w szkole, z punktu widzenia przeciętnego człowieka - ale dla niego ta praca mu bardziej pracuje, czy to źle że akurat się tak realziuje? podziwiam go że miał odwagę "sprzeciwić" się właśnie takim podejściom jak niektórzy tu reprezentują, że trzeba koniecznie iść na studia i już po to nie można nic innego robić jak to co się studiowało bo to ujma na honorze...
a potem gospodarka wygląda jak wygląda bo nie ma komu pracować w zwykłych zawodach, bo sami magistrowie i klasa wyższa, bo zawód kasjera czy sprzątaczki jest marginalny, społecznie wyśmiany, powszechnie uważany za zawodu dla nieudaczników lub ludzi bez ambicji i ograniczonych...
ehhh, dużo by tłumaczyć...dla mnie spokój psychiczny w jakim tu żyję jest nie do opisania...jest to składowa wielu czynników, pewnie wieku też, ale czegoś takiego w Polsce nie doświadczyłam
realizujesz się nie tylko w pracy ale i po pracy, społecznie, jak nie zamykasz się w 4 ścianach tylko wychodzisz do ludzi, ciebie inne rzeczy cieszą a mnie cieszy jak przychodzi do mnie na praktyki obcokrajowiec i po pół roku żmudnego szkolenia jest w stanie samodzielnie obsłużyć klienta w obcym języku i wiem, że sama mam wkład w jego mały/wielki sukces
sukcesem dla mnie jest jak moi "podopieczni" znajdują prace, potrafią sami złożyć formularz w urzędzie czy zadzwonić do punktu obsługi klienta...każdy ma swoje wyznaczniki, ja kariery w korporacji nie neguję, ale mnie cieszą inne rzeczy i w innych się relaziuję
już pomijam fakt ze w żadnej pracy nie czułam się tak potrzebna i mile widziana jak w tej
@A - nei zgodzę się z jednym, że po to się idzie na studia by pozniej to robic, często ludzie, jak mój mąż idą na studia bo idą, kończą, bo przygłupami nie są, ale się nie realizują, mąz pracowal 8 lat w szkole, wystarczająco długo by stwierdzić ze to nei dla niego, tutaj jest z zawodu kierowcą i co ? świata poza swoją pracą nie widzi, czuje się potrzebny, szanowany i doceniony - czy można go nazwać człowiekiem bez ambicji ? nie wydaje mi się, mógł pracować od pierwszego roku w swoim zawodzie bo nie wymagało to znajomości norweskiego, propozycja była ale on nie chciał, na pewno ma teraz trudniejszą prace niż praca w szkole, z punktu widzenia przeciętnego człowieka - ale dla niego ta praca mu bardziej pracuje, czy to źle że akurat się tak realziuje? podziwiam go że miał odwagę "sprzeciwić" się właśnie takim podejściom jak niektórzy tu reprezentują, że trzeba koniecznie iść na studia i już po to nie można nic innego robić jak to co się studiowało bo to ujma na honorze...
a potem gospodarka wygląda jak wygląda bo nie ma komu pracować w zwykłych zawodach, bo sami magistrowie i klasa wyższa, bo zawód kasjera czy sprzątaczki jest marginalny, społecznie wyśmiany, powszechnie uważany za zawodu dla nieudaczników lub ludzi bez ambicji i ograniczonych...
ehhh, dużo by tłumaczyć...dla mnie spokój psychiczny w jakim tu żyję jest nie do opisania...jest to składowa wielu czynników, pewnie wieku też, ale czegoś takiego w Polsce nie doświadczyłam
realizujesz się nie tylko w pracy ale i po pracy, społecznie, jak nie zamykasz się w 4 ścianach tylko wychodzisz do ludzi, ciebie inne rzeczy cieszą a mnie cieszy jak przychodzi do mnie na praktyki obcokrajowiec i po pół roku żmudnego szkolenia jest w stanie samodzielnie obsłużyć klienta w obcym języku i wiem, że sama mam wkład w jego mały/wielki sukces
sukcesem dla mnie jest jak moi "podopieczni" znajdują prace, potrafią sami złożyć formularz w urzędzie czy zadzwonić do punktu obsługi klienta...każdy ma swoje wyznaczniki, ja kariery w korporacji nie neguję, ale mnie cieszą inne rzeczy i w innych się relaziuję
już pomijam fakt ze w żadnej pracy nie czułam się tak potrzebna i mile widziana jak w tej
Madness is the gift, that has been given to me!!
Ja mam inne zdanie niż ty i tyle. Leczenie prywatne jest tanie dla kogoś kto zarabia w euro, funtach. Idź do przychodni i porozmawiaj z ludźmi chorymi i dowiedz się ilu ich stać na leczenie prywatne, dla ilu osób jest ono tanie, jak piszesz. Ja na własnej skórze doświadczyłam tego "taniego" leczenia prywatnego a nie jestem w najgorszej sytuacji materialnej. W Polsce jest ono drogie, w UK jest ono drogie w porównaniu z zarobkami. Z tym że mieszkanie i zarabianie w UK daje lepszy poziom życia, a co za tym idzie możliwość leczenia prywatnego, nawet jeżeli jest ono drogie. Po to się emigruje, by właśnie mieć ten lepszy poziom życia.
W UK odchodzi się od studiów? To nie tylko wynika z racjonalnego podejścia do pracy. To też wynika z opłaty za studia, lenistwa Anglików (moja siostra mieszka w UK i chodziła do szkoły językowej, gdzie były tworzone całe klasy nauki angielskiego dla Anglików kilkunastoletnich, którzy mieli w d... naukę) i tego, że Anglia jest krajem bogatszym od Polski i ma wyższą stopę życiową. My byliśmy do 1989r. ostro okradani i dopiero teraz żyjemy "na własny rachunek".
Jednak w UK ceni się ludzi z wykształceniem wyższym. Dwoje znajomych z fachem w ręku i z mgr pracę dostało po kilku dniach pobytu w UK, więc ten papierek tam też się ceni.
A u nas szkolnictwo wyższe jest bezpłatne i trochę szkoda, że sporo ludzi idzie na studia i raczej nie będzie wiązało przyszłości z wyuczonym zawodem. Przecież państwo za tą naukę płaci. Ale przecież ktoś nie wie, co chce w życiu robić i sobie postudiuje na koszt państwa a potem to wyjedzie. No ludzie, trochę odpowiedzialności.
W UK odchodzi się od studiów? To nie tylko wynika z racjonalnego podejścia do pracy. To też wynika z opłaty za studia, lenistwa Anglików (moja siostra mieszka w UK i chodziła do szkoły językowej, gdzie były tworzone całe klasy nauki angielskiego dla Anglików kilkunastoletnich, którzy mieli w d... naukę) i tego, że Anglia jest krajem bogatszym od Polski i ma wyższą stopę życiową. My byliśmy do 1989r. ostro okradani i dopiero teraz żyjemy "na własny rachunek".
Jednak w UK ceni się ludzi z wykształceniem wyższym. Dwoje znajomych z fachem w ręku i z mgr pracę dostało po kilku dniach pobytu w UK, więc ten papierek tam też się ceni.
A u nas szkolnictwo wyższe jest bezpłatne i trochę szkoda, że sporo ludzi idzie na studia i raczej nie będzie wiązało przyszłości z wyuczonym zawodem. Przecież państwo za tą naukę płaci. Ale przecież ktoś nie wie, co chce w życiu robić i sobie postudiuje na koszt państwa a potem to wyjedzie. No ludzie, trochę odpowiedzialności.
Emenems a laczego twój mąż miałby być uważany za człowieka bez ambicji? Mi by do głowy to nie przyszło. Ale skończył studia nie tak sobie, pracował w zawodzie, doświadczył na własnej skórze tego, że to nie jego miejsce a teraz jest przeszczęśliwy w pracy. Super. Ale jest sporo ludzi, którzy chętnie popracowaliby w zawodzie wyuczonym ale liczą się tylko funty, euro itd
to jest glownie wina starszego pokolenia, bo jak ktos szedl do zawodówki to byl przygłupem, bo do niczego innego sie nie nadawal, to ci sie dziwic ze kazdy mial wbite do głowy ze bedzie cos w zyciu znaczył jak zrobi studia.
co do leczenia nie wiem jak jest w UK, wiem ze w Polsce jest drogie leczenie prywatne - zawsze się zasanawiam kogo na to stać (chyba rzeczywiście zle w PL nie jest jak rachunki liczy się w tysiacach a w poczekalniach kolejki).
pozatym, w Polsce jest mania papierów i studiów, paranoją jest aby pracować w swietlicy szkolnej trzeba byc nauczycielem...albo po pedagogice...w Norwegii jest kurs pół roczny na pracownika takich miejsc jak świetlica i koniec, tak jest w wielu dziedzinach, do których u nas jest potrzebne 5 lat studiów tutaj to są roczne, dwuletnie max kursy
co do leczenia nie wiem jak jest w UK, wiem ze w Polsce jest drogie leczenie prywatne - zawsze się zasanawiam kogo na to stać (chyba rzeczywiście zle w PL nie jest jak rachunki liczy się w tysiacach a w poczekalniach kolejki).
pozatym, w Polsce jest mania papierów i studiów, paranoją jest aby pracować w swietlicy szkolnej trzeba byc nauczycielem...albo po pedagogice...w Norwegii jest kurs pół roczny na pracownika takich miejsc jak świetlica i koniec, tak jest w wielu dziedzinach, do których u nas jest potrzebne 5 lat studiów tutaj to są roczne, dwuletnie max kursy
Madness is the gift, that has been given to me!!
No ale walerka napisała coś zupełnie odwrotnego, że leczenie prywatne w Polsce jest tanie dla Polaka również.
Przypomniała mi się sytuacja z moją koleżanką. Wyjechała za granicę, wyszła za maż - mąż bardzo dobrze zarabia (ubiera się np. u Hugo Bossa, na wakacje jeżdżą do Keni). Po dwóch latach pobytu tam stwierdziła, że u nas są takie tanie mieszkania, że powinniśmy wszyscy kupować po kilka :) Przed wyjazdem była na stażu za jakieś 600zł miesięcznie...
Przypomniała mi się sytuacja z moją koleżanką. Wyjechała za granicę, wyszła za maż - mąż bardzo dobrze zarabia (ubiera się np. u Hugo Bossa, na wakacje jeżdżą do Keni). Po dwóch latach pobytu tam stwierdziła, że u nas są takie tanie mieszkania, że powinniśmy wszyscy kupować po kilka :) Przed wyjazdem była na stażu za jakieś 600zł miesięcznie...
tanie to nie są :D oczywiscie, stosunkowo do zarobków...wręcz mega drogie, z tym kupowaniem po kilka to dobre :D
A - ale ja dalej nie widze nić złego nawet jak ktoś leczy się w Polsce bo taniej, do dentysty, chyba ze mam nagły wypadek to chodze jak jestem w Polsce, nawet Norwedzy tak robią bo jakość tych uslug na tle norweskich jest nieprównywalnie wyższa ! a ceny to przepaść, więc nie widzę nic zlego jak ktoś leczy się Polsce bo i lepiej i taniej.
A - ale ja dalej nie widze nić złego nawet jak ktoś leczy się w Polsce bo taniej, do dentysty, chyba ze mam nagły wypadek to chodze jak jestem w Polsce, nawet Norwedzy tak robią bo jakość tych uslug na tle norweskich jest nieprównywalnie wyższa ! a ceny to przepaść, więc nie widzę nic zlego jak ktoś leczy się Polsce bo i lepiej i taniej.
Madness is the gift, that has been given to me!!
a to tak w temacie :-)
http://www.guardian.co.uk/uk/2013/jan/30/polish-becomes-englands-second-language
to chyba tez wszystko zalezy od zawodu i uczelni, mi moja magisterke zdegradowali do licencjatu, musialam dorobic tu mrg i od razu bylo mi latwiej dostac prace z papierem z ich uczelni a nie z Polski.
Relatywnie jest tansze w Polsce, znajomi mieszkajacy w Polsce lecza sie prywatnie a znajomi w UK o takich samych relatywnie zarobkach - nie stac ich.
To tez moze byc kwestia podejscia, dzis byl ciekawy artykol mowiacy ze Anglicy czesciej umieraja na raka bo wstydza sie albo nie chca lekarzowi zawracac glowy pitolami. To tak chyba zupelnie odwrotnie niz w Polsce i z tego powodu zadziej chodza prywatnie. Ciezko mi oceniac bo rzeczywiscie nie mieszkam w Polsce ale z tego co pamietam to cala moja rodzina i znajomi chodza do dentysty, ginekologa i paru innych prywatnie a jakos super zaomzni nie sa.
@A. - oczywiscie ze za emigracje placi sie cene, to brak kontaktu z rodzina, a to nie jest dobre.
Czasami tak wychodzi, ja wyjechala na pol roku 13 lat temu. Nigdy nie planowalam pobytu na stale. Tak sie zycie potoczylo ze zostalam i wcale nie uwazam ze jest to latwiejsze wyjscie niz mieszkanie w kraju.
A tak jeszcze bardzo mnie zawsze smieszy nazewnictwo w angielskim. Wszyscy do nich przyjezdzajacy to immigrants(przewaznie ma negatywny wydzwiek) ale Anglicy w innych krajach to expats - bardziej pozytywnie.
http://www.guardian.co.uk/uk/2013/jan/30/polish-becomes-englands-second-language
to chyba tez wszystko zalezy od zawodu i uczelni, mi moja magisterke zdegradowali do licencjatu, musialam dorobic tu mrg i od razu bylo mi latwiej dostac prace z papierem z ich uczelni a nie z Polski.
Relatywnie jest tansze w Polsce, znajomi mieszkajacy w Polsce lecza sie prywatnie a znajomi w UK o takich samych relatywnie zarobkach - nie stac ich.
To tez moze byc kwestia podejscia, dzis byl ciekawy artykol mowiacy ze Anglicy czesciej umieraja na raka bo wstydza sie albo nie chca lekarzowi zawracac glowy pitolami. To tak chyba zupelnie odwrotnie niz w Polsce i z tego powodu zadziej chodza prywatnie. Ciezko mi oceniac bo rzeczywiscie nie mieszkam w Polsce ale z tego co pamietam to cala moja rodzina i znajomi chodza do dentysty, ginekologa i paru innych prywatnie a jakos super zaomzni nie sa.
@A. - oczywiscie ze za emigracje placi sie cene, to brak kontaktu z rodzina, a to nie jest dobre.
Czasami tak wychodzi, ja wyjechala na pol roku 13 lat temu. Nigdy nie planowalam pobytu na stale. Tak sie zycie potoczylo ze zostalam i wcale nie uwazam ze jest to latwiejsze wyjscie niz mieszkanie w kraju.
A tak jeszcze bardzo mnie zawsze smieszy nazewnictwo w angielskim. Wszyscy do nich przyjezdzajacy to immigrants(przewaznie ma negatywny wydzwiek) ale Anglicy w innych krajach to expats - bardziej pozytywnie.