Widok
subiektywny przegląd piw
Tak jakoś brakuje mi specjalistycznego wątku w temacie browców. Wszyscy wciąż piją i piją a niewiele konstruktywnego - dla statystki - z tego wynika. Zakładam więc wątek (wontek?) dotyczący subiektywnych odczuć związanych ze spożywaniem złocistego (zazwyczaj) trunku. Liczy się naukowe podejście do tematu.
Pozwolę sobie rozpocząć.
Piwo mocne eksportowe produkcji browaru Jabłonowo.
http://www.jablonowo.pl/site/0/0/2,produkty/3,mocne+miodowe
Jak wszystkie piwa typu mocne jest specyficznym produktem rodzimej kultury. Zakupione w sieci Netto w cenie 3 coś tam za plastikową butelkę 900 ml. Wg producenta piwo jasne wysokoodfermentowane, alko 7,2% obj.
Barwa: złocista, bursztynowa.
Piana: po wlaniu obfita, nietrwała, szybko opadająca.
Smak: wyraźnie wyczuwalny strong, wbrew opinii producenta mało rześki, ciężki, bez specjalnej barwy.
Ogólna ocena: takie sobie piwo typu strong, potwierdzające obiegowa opinię, że jak coś jest tanie to ... dobre :) Moim zdaniem 3 w skali:
1 - woda mineralna bije to piwo na głowę,
2 - dramat, tylko dla będących na solidnym kacu,
3 - takie sobie, chłopakom spod Biedronki smakuje,
4 - no no, nawet się komuś udało piwo uwarzyć,
5 - pan Zeus pijąc nektar nie wiedział, co pić powinien.
Nadto: dobry pomysł z butelką pet. Jak zawartość jest taka sobie, to przynajmniej ochrona środowiska nie może się przyczepić do opakowania.
Reminiscencje: taki sobie browar dla takiej sobie klienteli. Nic nie zwala z nóg, po pierwszej butelce ma się nijaką ochotę na drugą. Bez walorów organoleptycznych, średnie, w porównaniu z wspomnieniami o belfaście tegoż browaru nędzne popłuczyny.
Rekomendacja: nie kupuj, chyba, że potrzebujesz konkretnego klina (dotyczy objętych syndromem dnia następnego). Ale i tak nie oczekuj zbyt wiele.
Pozwolę sobie rozpocząć.
Piwo mocne eksportowe produkcji browaru Jabłonowo.
http://www.jablonowo.pl/site/0/0/2,produkty/3,mocne+miodowe
Jak wszystkie piwa typu mocne jest specyficznym produktem rodzimej kultury. Zakupione w sieci Netto w cenie 3 coś tam za plastikową butelkę 900 ml. Wg producenta piwo jasne wysokoodfermentowane, alko 7,2% obj.
Barwa: złocista, bursztynowa.
Piana: po wlaniu obfita, nietrwała, szybko opadająca.
Smak: wyraźnie wyczuwalny strong, wbrew opinii producenta mało rześki, ciężki, bez specjalnej barwy.
Ogólna ocena: takie sobie piwo typu strong, potwierdzające obiegowa opinię, że jak coś jest tanie to ... dobre :) Moim zdaniem 3 w skali:
1 - woda mineralna bije to piwo na głowę,
2 - dramat, tylko dla będących na solidnym kacu,
3 - takie sobie, chłopakom spod Biedronki smakuje,
4 - no no, nawet się komuś udało piwo uwarzyć,
5 - pan Zeus pijąc nektar nie wiedział, co pić powinien.
Nadto: dobry pomysł z butelką pet. Jak zawartość jest taka sobie, to przynajmniej ochrona środowiska nie może się przyczepić do opakowania.
Reminiscencje: taki sobie browar dla takiej sobie klienteli. Nic nie zwala z nóg, po pierwszej butelce ma się nijaką ochotę na drugą. Bez walorów organoleptycznych, średnie, w porównaniu z wspomnieniami o belfaście tegoż browaru nędzne popłuczyny.
Rekomendacja: nie kupuj, chyba, że potrzebujesz konkretnego klina (dotyczy objętych syndromem dnia następnego). Ale i tak nie oczekuj zbyt wiele.
"Tak jakoś brakuje mi specjalistycznego wątku w temacie browców"
I tutaj się z Tobą zgodzę.
hahahahaha :)
U mnie już pustynia.
Po kaprach nie ma już wspomnienia. Remusy wypite. Strongów brak.
Myślę co bym mógł zarekomendować, na razie mam "zawiechę"-gdyż nie lubię nie mieć piwa w domu.
I tutaj się z Tobą zgodzę.
hahahahaha :)
U mnie już pustynia.
Po kaprach nie ma już wspomnienia. Remusy wypite. Strongów brak.
Myślę co bym mógł zarekomendować, na razie mam "zawiechę"-gdyż nie lubię nie mieć piwa w domu.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
No dobra, to ja też zaczynam z niższego pułapu.
Piwo wojak z kieleckich browarów, koszt w żabce to ~ 2,90zł.
Opakowanie stylizowane na militarne/komandoskie i podobnież zawartość cieczy ma 9% alk.
I to wszystko, co można na temat zalet napisać.
Myślę-spróbuję a co mi tam z braku laku dobry kit, w końcu to ja pokazywałem kolesiom z formozy jak się pływa w morzu.
Piana taka jakiej nie lubię, czyli opadająca szybciej aniżeli kamień w wodzie.
Dodatkowo z dużymi oczkami- nie znoszę takich zjawisk,
gdyż wrażenie mam, że mam do czynienia z pianą od płynów do mycia aut.
Zapach: właściwie go tu nie ma.
Barwa: ciemny mosiądz.
Piwo spływa nie pozostawiając po sobie kompletnie żadnego wrażenia,
Bezsensowny produkt, powstały zapewne tylko dla takich dziwaków jak ja,
nie mający do zaoferowania nic poza % i tym, że mój znajomy zbierający złom będzie miał kolejną puszkę.
Kuriozum absurdu pod postacią głębokiej fermentacji, albowiem producent chwali się na puszce frazą "wyrazisty smak".
Być może. Tylko chyba zapomniał dopisać "po 8 puszce".
Dziękuję postoję.
Właściwie to ubiję schaboszczaki na obiad.
I pogmeram w parcianej siatce co tam jeszcze przytachałem z żabki z półki cenowej trzy złotowej:)
ps.
Chociaż nie. Wojak ma jeszcze jedną zaletę.
Pozwala mocno zatęsknić za piwem Flensburger dunkel.
Piwo wojak z kieleckich browarów, koszt w żabce to ~ 2,90zł.
Opakowanie stylizowane na militarne/komandoskie i podobnież zawartość cieczy ma 9% alk.
I to wszystko, co można na temat zalet napisać.
Myślę-spróbuję a co mi tam z braku laku dobry kit, w końcu to ja pokazywałem kolesiom z formozy jak się pływa w morzu.
Piana taka jakiej nie lubię, czyli opadająca szybciej aniżeli kamień w wodzie.
Dodatkowo z dużymi oczkami- nie znoszę takich zjawisk,
gdyż wrażenie mam, że mam do czynienia z pianą od płynów do mycia aut.
Zapach: właściwie go tu nie ma.
Barwa: ciemny mosiądz.
Piwo spływa nie pozostawiając po sobie kompletnie żadnego wrażenia,
Bezsensowny produkt, powstały zapewne tylko dla takich dziwaków jak ja,
nie mający do zaoferowania nic poza % i tym, że mój znajomy zbierający złom będzie miał kolejną puszkę.
Kuriozum absurdu pod postacią głębokiej fermentacji, albowiem producent chwali się na puszce frazą "wyrazisty smak".
Być może. Tylko chyba zapomniał dopisać "po 8 puszce".
Dziękuję postoję.
Właściwie to ubiję schaboszczaki na obiad.
I pogmeram w parcianej siatce co tam jeszcze przytachałem z żabki z półki cenowej trzy złotowej:)
ps.
Chociaż nie. Wojak ma jeszcze jedną zaletę.
Pozwala mocno zatęsknić za piwem Flensburger dunkel.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo goolman strong z browarów lubelskich.
Ładna nazwa.
Cena podobna do wojaka, pod trzy złote.
U szczytu puszki napisy: birra, piwo, bier, cerveja, beer, cerveza
dają powody do przypuszczeń, że jest to piwo o europejskim znaczeniu.
Dodatkowo niedźwiadek na puszce przypomina mi szalone lata w Norwegi i piwo Isbjørn.
http://beer.livingsocial.com/beer/4653-mack-isbjrn-by-macks-olbryggeri-a-s
Nic bardziej zawodnego.
Kolor: złoty
Zapach: podobny jak u wojaka-właściwie to go nie ma.
Alk: 7%
Piana: całkiem niezła jak na polskie strongi. Drobne frakcje,
żeby tylko jeszcze dłużej utrzymywała się na powierzchni, byłoby całkiem fajnie. To jedyny plus.
Smak: w porównaniu do wojaka trochę bardziej estetyczny i kulturalny kosztem %. Ale żaden HI-End.
W sumie to mogę subiektywnie napisać tak:
Goolmany to były dobre, ale 3 lata temu. W butelce 0,33l kosztowały wtedy 1,99zł i miały około 5% alk.
Dziś ten produkt również jest dostępny, ale smakuje już kompletnie inaczej.
Zresztą podobno człowiekowi smak zmienia się co 7lat, więc wszystko jest subiektywne.
Ładna nazwa.
Cena podobna do wojaka, pod trzy złote.
U szczytu puszki napisy: birra, piwo, bier, cerveja, beer, cerveza
dają powody do przypuszczeń, że jest to piwo o europejskim znaczeniu.
Dodatkowo niedźwiadek na puszce przypomina mi szalone lata w Norwegi i piwo Isbjørn.
http://beer.livingsocial.com/beer/4653-mack-isbjrn-by-macks-olbryggeri-a-s
Nic bardziej zawodnego.
Kolor: złoty
Zapach: podobny jak u wojaka-właściwie to go nie ma.
Alk: 7%
Piana: całkiem niezła jak na polskie strongi. Drobne frakcje,
żeby tylko jeszcze dłużej utrzymywała się na powierzchni, byłoby całkiem fajnie. To jedyny plus.
Smak: w porównaniu do wojaka trochę bardziej estetyczny i kulturalny kosztem %. Ale żaden HI-End.
W sumie to mogę subiektywnie napisać tak:
Goolmany to były dobre, ale 3 lata temu. W butelce 0,33l kosztowały wtedy 1,99zł i miały około 5% alk.
Dziś ten produkt również jest dostępny, ale smakuje już kompletnie inaczej.
Zresztą podobno człowiekowi smak zmienia się co 7lat, więc wszystko jest subiektywne.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo jasne pełne budweiser budvar produkcji Browaru Budvar w Czeskich Budziejowicach.
Zawartość alkoholu 5%.
Dla potrzeb testu nabyłem opakowanie zbiorcze promocyjne 8 butelek ca 0,5 l + szklanka oraz zgrzewkę 24 puszki ca 0,5l w firmie Selgros.
Cena: butelka 3,53 zł, puszka 3,44 zł, szklanka o pojemności 0,33 l gratis.
http://budweiser-budvar.cz/produkty/svetly-lezak.html
Barwa: jasno-złocista.
Piana: obfita, drobna, pięknie się perli, utrzymuje stosunkowo długo, z piwa puszkowego opada dużo szybciej niż z butelkowego.
Smak: łagodne, pełne piwo. ciekawa goryczka, grzeczne w smaku, zrównoważone, eleganckie. Zdecydowanie lepsze butelkowe aniżeli puszkowe.
Ogólna ocena: 4 - 4+
Reminiscencje: wspaniałe piwo do popijania, nie muli, od lat trzyma formę i fason, rozlewane i butelkowane/puszkowane tylko w Czechach, co zabezpiecza przed obniżką formy (Zlaty Bazant pozwolił się kiedyś butelkować w Polsce - błąd Słowaków).
Szyjka butelki i kapsel owinięte złotkiem. Po zdjęciu złotka kapsel z herbem browaru. Nie spotkałem się nigdzie z tym, żeby kolorowy kapsel owijać złotkiem.
Z gamy produktów browaru najbardziej lubię ciemnego budvara, niestety, nie do nabycia w Polsce.
Zdecydowanie polecam, profesjonalne piwo pod każdym względem.
Odradzam tylko w sytuacji, gdy komuś zależy, żeby sie szybko nałić. Tym akurat się nie da.
Browar rozpoczął w tym roku kampanię promocyjną w Polsce ze sloganem: "České Pivo, Česká Cena"
Zawartość alkoholu 5%.
Dla potrzeb testu nabyłem opakowanie zbiorcze promocyjne 8 butelek ca 0,5 l + szklanka oraz zgrzewkę 24 puszki ca 0,5l w firmie Selgros.
Cena: butelka 3,53 zł, puszka 3,44 zł, szklanka o pojemności 0,33 l gratis.
http://budweiser-budvar.cz/produkty/svetly-lezak.html
Barwa: jasno-złocista.
Piana: obfita, drobna, pięknie się perli, utrzymuje stosunkowo długo, z piwa puszkowego opada dużo szybciej niż z butelkowego.
Smak: łagodne, pełne piwo. ciekawa goryczka, grzeczne w smaku, zrównoważone, eleganckie. Zdecydowanie lepsze butelkowe aniżeli puszkowe.
Ogólna ocena: 4 - 4+
Reminiscencje: wspaniałe piwo do popijania, nie muli, od lat trzyma formę i fason, rozlewane i butelkowane/puszkowane tylko w Czechach, co zabezpiecza przed obniżką formy (Zlaty Bazant pozwolił się kiedyś butelkować w Polsce - błąd Słowaków).
Szyjka butelki i kapsel owinięte złotkiem. Po zdjęciu złotka kapsel z herbem browaru. Nie spotkałem się nigdzie z tym, żeby kolorowy kapsel owijać złotkiem.
Z gamy produktów browaru najbardziej lubię ciemnego budvara, niestety, nie do nabycia w Polsce.
Zdecydowanie polecam, profesjonalne piwo pod każdym względem.
Odradzam tylko w sytuacji, gdy komuś zależy, żeby sie szybko nałić. Tym akurat się nie da.
Browar rozpoczął w tym roku kampanię promocyjną w Polsce ze sloganem: "České Pivo, Česká Cena"
Wszystko co napisał Manson na temat budweisa polega na prawdzie.
Natomiast ja dalej siedzę dziś w mocnych piwach.
Utenos Porter. Litwińska rzecz:
http://www.carlsberggroup.com/brands/Pages/UtenosPorter.aspx
Cena: 5zł za butelkę.
Kształt butelki: godny uwagi.
Zapach: wyrazisty, lekko słodkawy, wzmagający chęć na pierwszy łyk.
Kolor: ciemny brąz-bardzo ciekawski.
Bąbelki Co2: jak w każdym mocnym piwie zawsze za mało-jak dla mnie.
Piana: fachowa, ale mocno nietrwała.
Smak: dobrze esencjonalny, palony.
Ocena: 3+
Natomiast ja dalej siedzę dziś w mocnych piwach.
Utenos Porter. Litwińska rzecz:
http://www.carlsberggroup.com/brands/Pages/UtenosPorter.aspx
Cena: 5zł za butelkę.
Kształt butelki: godny uwagi.
Zapach: wyrazisty, lekko słodkawy, wzmagający chęć na pierwszy łyk.
Kolor: ciemny brąz-bardzo ciekawski.
Bąbelki Co2: jak w każdym mocnym piwie zawsze za mało-jak dla mnie.
Piana: fachowa, ale mocno nietrwała.
Smak: dobrze esencjonalny, palony.
Ocena: 3+
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
"Nie spotkałem się nigdzie z tym, żeby kolorowy kapsel owijać złotkiem."
Od paru minut walczę ze sobą żeby to napisać, ale napiszę.
Wiesz Ty Manson co?,
Twe teksty-jak cytat powyżej- mnie czasem zabijają.
Śmiechu opanować nie mogę.
Od paru minut walczę ze sobą żeby to napisać, ale napiszę.
Wiesz Ty Manson co?,
Twe teksty-jak cytat powyżej- mnie czasem zabijają.
Śmiechu opanować nie mogę.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
"Co ja na to poradzę? Z lasu jestem".
Ja na bagnach się wychowałem.
Gdyńskich i gdańskich.
Może przez to bardzo dobrze rozumiem ludzi lasu.
Swój iloraz masz-to moje zdanie,
poza tym, jak rzadko kto
potrafisz wywołać
uśmiech na mej szarej twarzy,
a to nieczęsta rzecz.
Nie dostosuję się do ram tego wątku,
przemknę obok piw
i zacznę z nalewkami i miodami.
Otrzymałem dostawę z Litwy.
1. Litewski Žalios devynerios, czyli zielone dziewiątki.
Lepsze aniżeli węgierski Unicum doktora Zwack'a, które bliski memu sercu jest.
Žalios devynerios 35%
Zapach: pięknego lekarstwa na moją brudną duszę.
Udatnie spływa po ścianach szklanki.
Kolor: klarowny, bardzo ciemny przejrzysty bursztyn.
Smak: Wybitny, lekko ziołowy z nutą miodu. W tle obecna kawa.
Pobudza do życia.
http://www.stumbras.eu/pl/products?folder=40&cat=80
2. Midaus nektaras Šventinė - przedni 30% wyrób.
http://www.office1.lt/index.php?shp=2&cl=details&fnc=tocomparelist&aid=119105&anid=119105&cnid=36679&listtype=list&am=1&addcompare=1&pgNr=-1&changelang=2
Zapach: wyraźnie owocowy, ciemny, starej nalewy.
Kolor: identyczny jak u Žalios'a.
Smak: Czuć moc. Aronia, miód i kombinacja ziół.
pozdrawiam ceniących wolność.
http://www.youtube.com/watch?v=QeVR_WnhR6Q
Ja na bagnach się wychowałem.
Gdyńskich i gdańskich.
Może przez to bardzo dobrze rozumiem ludzi lasu.
Swój iloraz masz-to moje zdanie,
poza tym, jak rzadko kto
potrafisz wywołać
uśmiech na mej szarej twarzy,
a to nieczęsta rzecz.
Nie dostosuję się do ram tego wątku,
przemknę obok piw
i zacznę z nalewkami i miodami.
Otrzymałem dostawę z Litwy.
1. Litewski Žalios devynerios, czyli zielone dziewiątki.
Lepsze aniżeli węgierski Unicum doktora Zwack'a, które bliski memu sercu jest.
Žalios devynerios 35%
Zapach: pięknego lekarstwa na moją brudną duszę.
Udatnie spływa po ścianach szklanki.
Kolor: klarowny, bardzo ciemny przejrzysty bursztyn.
Smak: Wybitny, lekko ziołowy z nutą miodu. W tle obecna kawa.
Pobudza do życia.
http://www.stumbras.eu/pl/products?folder=40&cat=80
2. Midaus nektaras Šventinė - przedni 30% wyrób.
http://www.office1.lt/index.php?shp=2&cl=details&fnc=tocomparelist&aid=119105&anid=119105&cnid=36679&listtype=list&am=1&addcompare=1&pgNr=-1&changelang=2
Zapach: wyraźnie owocowy, ciemny, starej nalewy.
Kolor: identyczny jak u Žalios'a.
Smak: Czuć moc. Aronia, miód i kombinacja ziół.
pozdrawiam ceniących wolność.
http://www.youtube.com/watch?v=QeVR_WnhR6Q
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo Leżajsk jasne pełne.
Zawartość alko 6%.
Opakowanie - puszka 0,5l w cenie 2,19 zł/puszkę nabyte w sieci Biedronka.
Celem oceny zakupiłem 8 puszek piwa.
Kolor złocisty, z odcieniem miodu.
Piana dwuwarstwowa, na powierzchni piwa zgrabna, powyżej duże pęcherze, szybko opada.
Smak - czuć zdecydowana goryczkę, ale pospolity, nie pozostawia żadnych interesujących wrażeń.
Ogólna ocena: 2-2+.
Piwo dla chętnych napić się piwa przy grillu, gdzie bardziej istotnym jest smak żeberek albo hamburgera lub rozmowa z kumplami. Zapomina się o nim w momencie zakończenia spożywania trunku.
Reminiscencje: kiedyś, aby napić się Leżajska trzeba było pojechać w Bieszczady. Zawsze było to piwo o wydatnej goryczce, co nie każdemu odpowiada. Ale do momentu przejęcia marki przez Grupę Żywiec nadawało się do picia, często bardzo smaczne i zdecydowanie charakterystyczne. Upamiętnione przez Wańkę Wstańkę and the Ludojades, których piosenka stała się swego czasu hymnem piwoszy.
Żałuję, że to piwo dostało się w łapy Żywca. Mam nadzieję, że będziecie się za to smażyć w piekle, ale w innym kotle niż ja. Poza nazwą nie pozostało już nic.
Zawartość alko 6%.
Opakowanie - puszka 0,5l w cenie 2,19 zł/puszkę nabyte w sieci Biedronka.
Celem oceny zakupiłem 8 puszek piwa.
Kolor złocisty, z odcieniem miodu.
Piana dwuwarstwowa, na powierzchni piwa zgrabna, powyżej duże pęcherze, szybko opada.
Smak - czuć zdecydowana goryczkę, ale pospolity, nie pozostawia żadnych interesujących wrażeń.
Ogólna ocena: 2-2+.
Piwo dla chętnych napić się piwa przy grillu, gdzie bardziej istotnym jest smak żeberek albo hamburgera lub rozmowa z kumplami. Zapomina się o nim w momencie zakończenia spożywania trunku.
Reminiscencje: kiedyś, aby napić się Leżajska trzeba było pojechać w Bieszczady. Zawsze było to piwo o wydatnej goryczce, co nie każdemu odpowiada. Ale do momentu przejęcia marki przez Grupę Żywiec nadawało się do picia, często bardzo smaczne i zdecydowanie charakterystyczne. Upamiętnione przez Wańkę Wstańkę and the Ludojades, których piosenka stała się swego czasu hymnem piwoszy.
Żałuję, że to piwo dostało się w łapy Żywca. Mam nadzieję, że będziecie się za to smażyć w piekle, ale w innym kotle niż ja. Poza nazwą nie pozostało już nic.
Kiedyś (2lata wstecz) moi znajomi z Raichu zobaczyli u mnie w lodówce to piwo.
Przez tydzień pobytu w pl. nie pili nic innego ino leżajsk.
Zaraziłem ich tymże leżajskiem mówiąc, że tanie i znośne.
Z tym, że oni oszczędni są i mało wybredni.
Na codzień piją jakieś najtańsze w plastyku z Aldi'ego.
Pamiętam, że u mnie na grillu przez dwa dni "trochę' tego lażajska poszło.
Upić się tym nie da rady.
Przez tydzień pobytu w pl. nie pili nic innego ino leżajsk.
Zaraziłem ich tymże leżajskiem mówiąc, że tanie i znośne.
Z tym, że oni oszczędni są i mało wybredni.
Na codzień piją jakieś najtańsze w plastyku z Aldi'ego.
Pamiętam, że u mnie na grillu przez dwa dni "trochę' tego lażajska poszło.
Upić się tym nie da rady.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Guinness jest ok, ale
Murphy's spokojnie bije Guinness'a. (piszę o ciemnych)
Na marginesie, nie pijcie murphiaka z puszki, bo to katastrofa,
tylko w pubie (sprawdzone kilkadziesiąt razy i już w puszce nigdy nie zakupię),
Piankę ma chyba najwspanialszą ze wszystkich piw jakie kiedykolwiek piłem. To czarne piwo, wybawiło mnie z opresji więcej razy niż chciałbym pamiętać.
A o Guinness nie dam złego słowa powiedzieć, ale jest bardziej mdły.
Murphy's spokojnie bije Guinness'a. (piszę o ciemnych)
Na marginesie, nie pijcie murphiaka z puszki, bo to katastrofa,
tylko w pubie (sprawdzone kilkadziesiąt razy i już w puszce nigdy nie zakupię),
Piankę ma chyba najwspanialszą ze wszystkich piw jakie kiedykolwiek piłem. To czarne piwo, wybawiło mnie z opresji więcej razy niż chciałbym pamiętać.
A o Guinness nie dam złego słowa powiedzieć, ale jest bardziej mdły.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Remus.
http://c.wrzuta.pl/wi16018/23324109000b38e449725ad7/0/remus
Piwo swą nazwą nawiązuje do kaszubskiego wędrowca, podobno bohatera powieści "Zëcé i przigo`dë Remusa" zaś historycznie, pochodzenie remusiątka leży w sercu browaru Amber.
Sama idea Remusa jest słuszna - albowiem cóż innym jak nie wędrówką jest ludzkie życie. Każda wycieczka ma swój początek, koniec. Obdarza opalenizną, mrozem, tudzież workiem doświadczeń. Czymże jest degustacja piw, jeśli nie podróżą, której końca w mym przypadku nie widać.
Piwo Remus nastraja mój obieg krwionośny dość dobrze.
Alk: 6% (tyle co specjal :)..
Kolor: złoty.
Piana: Jeśli chodzi o wytrzymałość to dość hardo się z początku trzyma, po czym nagle traci swą moc utrzymywania się na powierzchni, choć ostatecznie nie znika. Jeśli biega o jakość to drobnych oczek jest znacznie więcej niż dużych co samo w sobie pocieszające jest.
Zapach: gdzieś tam czuję nutę miodu.
Smak: jak dla mnie, trochę czuć tu kwasem, ale całościowo nie jest tak źle, bo ostatecznie ten kwaśny posmak nadaje charakter. Choć nadmienić muszę, że po 7/8 piwie nie czuć już tego wcale na języku i podniebieniu górnym.
Ocena: (jak to mawiał mój nauczyciel: bardzo dobrze siadaj - trzy)
Piwo również nastraja bardzo dobrze muzycznie.
I to poniżej - akurat pasuje do wydźwięku jaki niesie wędrowiec o imieniu Remus:
http://www.youtube.com/watch?v=0lYUrZdHx10&feature=related
http://c.wrzuta.pl/wi16018/23324109000b38e449725ad7/0/remus
Piwo swą nazwą nawiązuje do kaszubskiego wędrowca, podobno bohatera powieści "Zëcé i przigo`dë Remusa" zaś historycznie, pochodzenie remusiątka leży w sercu browaru Amber.
Sama idea Remusa jest słuszna - albowiem cóż innym jak nie wędrówką jest ludzkie życie. Każda wycieczka ma swój początek, koniec. Obdarza opalenizną, mrozem, tudzież workiem doświadczeń. Czymże jest degustacja piw, jeśli nie podróżą, której końca w mym przypadku nie widać.
Piwo Remus nastraja mój obieg krwionośny dość dobrze.
Alk: 6% (tyle co specjal :)..
Kolor: złoty.
Piana: Jeśli chodzi o wytrzymałość to dość hardo się z początku trzyma, po czym nagle traci swą moc utrzymywania się na powierzchni, choć ostatecznie nie znika. Jeśli biega o jakość to drobnych oczek jest znacznie więcej niż dużych co samo w sobie pocieszające jest.
Zapach: gdzieś tam czuję nutę miodu.
Smak: jak dla mnie, trochę czuć tu kwasem, ale całościowo nie jest tak źle, bo ostatecznie ten kwaśny posmak nadaje charakter. Choć nadmienić muszę, że po 7/8 piwie nie czuć już tego wcale na języku i podniebieniu górnym.
Ocena: (jak to mawiał mój nauczyciel: bardzo dobrze siadaj - trzy)
Piwo również nastraja bardzo dobrze muzycznie.
I to poniżej - akurat pasuje do wydźwięku jaki niesie wędrowiec o imieniu Remus:
http://www.youtube.com/watch?v=0lYUrZdHx10&feature=related
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Hmmm.
Dygresja będzie.
Trochę obok ale trochę w temacie.
Sugeruję, mój alkoholowy senpai, aby spojrzeć na miodowy trunek innymi oczami.
Otóż przy najbliższej sposobności, kiedy będziesz zagniatać bochen domowego chleba, nie dodawaj do niego wody. Dodaj piwa.
Coś chyba jest na rzeczy z tym dodawaniem do drożdży bąbelków (włoska pizza). Ciasto jest ... sam spróbuj.
Najciekawsze moim skromnym zdaniem są chleby na bazie piwa karmelowego. To słabe i - przepraszam za wyrażenie - damskie piwo dodaje znakomitych nut smakowych. Chyba zasługa to owego karmelu. Ale nawet na poślednim żywcu (tfu, tfu) chleb rośnie znamienity i smakuje wybornie.
U mnie akurat teraz wyrasta chleb na remusie z kolendrą i kminkiem.
Obok tematu, nie o piciu tu mowa.
Ale w temacie, boć przecież rangujemy piwa, ino dodawane do ciasta :-)
Smacznego.
Dygresja będzie.
Trochę obok ale trochę w temacie.
Sugeruję, mój alkoholowy senpai, aby spojrzeć na miodowy trunek innymi oczami.
Otóż przy najbliższej sposobności, kiedy będziesz zagniatać bochen domowego chleba, nie dodawaj do niego wody. Dodaj piwa.
Coś chyba jest na rzeczy z tym dodawaniem do drożdży bąbelków (włoska pizza). Ciasto jest ... sam spróbuj.
Najciekawsze moim skromnym zdaniem są chleby na bazie piwa karmelowego. To słabe i - przepraszam za wyrażenie - damskie piwo dodaje znakomitych nut smakowych. Chyba zasługa to owego karmelu. Ale nawet na poślednim żywcu (tfu, tfu) chleb rośnie znamienity i smakuje wybornie.
U mnie akurat teraz wyrasta chleb na remusie z kolendrą i kminkiem.
Obok tematu, nie o piciu tu mowa.
Ale w temacie, boć przecież rangujemy piwa, ino dodawane do ciasta :-)
Smacznego.
Kupiłem 4 butelki specjalnego.
Piwo specjal 6% alk. z browaru Żywiec, choć z piwem o nazwie żywiec niewiele ma wspólnego, poza macierzystym gniazdem i wodą.
Specjal ciężkim jest dla mnie do jednoznacznego zweryfikowania.
Specjal nie raz i nie dwa żegnał mnie kiedy wyjeżdżałem z Polski i kiedy wracałem do domu.
Wypiłem raczej nie setki, ale tysiące specjali.
Nie ma piwa lepszego na kaca z samego rana.
Towarzyszy mi corocznie w ogrodzie na jesieni, kiedy przekopuję zielone na nawóz.
Towarzyszył mi nie raz, kiedy murowałem, spawałem, heblowałem, piłowałem i rzeźbiłem w drewnie.
Kiedy instalacje elektryczne wymyślałem i kładłem.
Swojskie piwo - tak orzekłbym. Oswojone przeze mnie.
Nie jest to ideał, ale jak mam do wyboru specjal, albo tyskie/heineken/żywiec/okocim/warka/żubr/tatra/ brok/przydrożna kobieca znajomość itd. to chwycę się za specjala.
To moja półka.
Piana: udana i trwała.
Zapach: jak piwo specjal.
Smak: piwny, roboczy, fachowo stoczniowy. Świeży, orzeźwiający, pobudzający do życia, ale i do refleksji, melancholii i wspomnień. Szczególnie daje o sobie znać w większych ilościach na świeżym powietrzu. (powyżej dziesięciu mam na myśli)
Dla mnie czwóra. Nawet mocna. To moja ocena.
Piwo specjal 6% alk. z browaru Żywiec, choć z piwem o nazwie żywiec niewiele ma wspólnego, poza macierzystym gniazdem i wodą.
Specjal ciężkim jest dla mnie do jednoznacznego zweryfikowania.
Specjal nie raz i nie dwa żegnał mnie kiedy wyjeżdżałem z Polski i kiedy wracałem do domu.
Wypiłem raczej nie setki, ale tysiące specjali.
Nie ma piwa lepszego na kaca z samego rana.
Towarzyszy mi corocznie w ogrodzie na jesieni, kiedy przekopuję zielone na nawóz.
Towarzyszył mi nie raz, kiedy murowałem, spawałem, heblowałem, piłowałem i rzeźbiłem w drewnie.
Kiedy instalacje elektryczne wymyślałem i kładłem.
Swojskie piwo - tak orzekłbym. Oswojone przeze mnie.
Nie jest to ideał, ale jak mam do wyboru specjal, albo tyskie/heineken/żywiec/okocim/warka/żubr/tatra/ brok/przydrożna kobieca znajomość itd. to chwycę się za specjala.
To moja półka.
Piana: udana i trwała.
Zapach: jak piwo specjal.
Smak: piwny, roboczy, fachowo stoczniowy. Świeży, orzeźwiający, pobudzający do życia, ale i do refleksji, melancholii i wspomnień. Szczególnie daje o sobie znać w większych ilościach na świeżym powietrzu. (powyżej dziesięciu mam na myśli)
Dla mnie czwóra. Nawet mocna. To moja ocena.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
:)
owszem. lubię. nieregularnie i dla odmiany. może to dlatego, że nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem zepsutego pomidora. okocim robi takie ostatnio. nawet niedrogie. piwo a nie pomidora oczywiście
owszem. lubię. nieregularnie i dla odmiany. może to dlatego, że nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem zepsutego pomidora. okocim robi takie ostatnio. nawet niedrogie. piwo a nie pomidora oczywiście
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Qrde, zimno się zrobiło.
Jeszcze nie powód, żeby zrzucić sandały, ale pora założyć portki z długimi nogawkami.
I wiecie co?
Żadnych nie moge zapiąć.
Włożyć spoko, nogi, dupcia ok. A w pasie ni cholery.
Pewnie za dwa dni pojadę sobie kupić nowe i będzie po problemie, ale że też od czasu osiądnięcia w Borach tak się od piwska roztyłem? Porażka.
Muszę to sobie przemyśleć, a tymczasem powqurqwiam ludzi krótkimi portkami.
Jeszcze nie powód, żeby zrzucić sandały, ale pora założyć portki z długimi nogawkami.
I wiecie co?
Żadnych nie moge zapiąć.
Włożyć spoko, nogi, dupcia ok. A w pasie ni cholery.
Pewnie za dwa dni pojadę sobie kupić nowe i będzie po problemie, ale że też od czasu osiądnięcia w Borach tak się od piwska roztyłem? Porażka.
Muszę to sobie przemyśleć, a tymczasem powqurqwiam ludzi krótkimi portkami.
A niech tam.
Se pewnie Stwór pomyśli, że jakowyś wkład ma. A niech se myśli, akurat Stworowi nie powinno zaszkodzić.
Paulaner Hefe-Weiβbier systemu Naturtrüb.
Producent: Paulaner Brauerai GmbH & Co. KG w Monachium.
Zawartość alko 5,5%.
Kolor: pełny miód, nieklarowne, co spowodowane jest faktem niefiltrowania piwa po fermentacji. W Niemczech pijałem też piwo filtrowane tego typu, ale to dla mnie nie to.
Dla potrzeb oceny zakupiłem 3 czteropaki w cenie 19,47 zł za czteropak w firmie Selgros (byłem dzisiaj w Gdańsku bo u mnie już dwie doby nie ma prądu, znaczy nie było, teraz jest).
Piana bardzo drobna, perlista, utrzymuje się nieprawdopodobnie długo.
Smak bardzo specyficzny, jak to przy piwach pszenicznych bywa, wyrazisty, rześki, odświeżający, pobudzający, zaostrzający apetyt, bez goryczki charakterystycznej dla piw jęczmiennych.
Piwo należy wlewać do szkła bardzo wolno i po ściance gdyż pieni się obficie. Ważne też, aby temperatura była niska.
http://2.bp.blogspot.com/_N2YYxgBmsRI/SVWfNSXhpeI/AAAAAAAAADA/pqDuKgwC9eI/s320/paulaner-hefe-weizen_bg.jpg
Ocena: mocne 4+.
Reasumpcja: piwo nie nadaje się do konsumpcji w celach alkoholowych. Znam je z wcześniejszych dokonań w BRD i upić się nim nie sposób, zaś wypić można hektolitry. Osobiście preferuję odmianę dunkel, a ja zawsze wolałem egzotykę. Godne piwo, dla smakoszy. Stocznia zapewne uzna je za sikacza, bo ze specjalem konkurować mu nie sposób. Tak jak nie sposób konkurować bolidowi ferrari z a6. Dla jednych będzie to piwo szlagierem, dla innych kwachem. Zdecydowanie dla koneserów, bo trunek to iście elitarny.
Jeśli ktoś nie pija piwa to to warto karto kupić aby obejrzeć piankę :-)
Se pewnie Stwór pomyśli, że jakowyś wkład ma. A niech se myśli, akurat Stworowi nie powinno zaszkodzić.
Paulaner Hefe-Weiβbier systemu Naturtrüb.
Producent: Paulaner Brauerai GmbH & Co. KG w Monachium.
Zawartość alko 5,5%.
Kolor: pełny miód, nieklarowne, co spowodowane jest faktem niefiltrowania piwa po fermentacji. W Niemczech pijałem też piwo filtrowane tego typu, ale to dla mnie nie to.
Dla potrzeb oceny zakupiłem 3 czteropaki w cenie 19,47 zł za czteropak w firmie Selgros (byłem dzisiaj w Gdańsku bo u mnie już dwie doby nie ma prądu, znaczy nie było, teraz jest).
Piana bardzo drobna, perlista, utrzymuje się nieprawdopodobnie długo.
Smak bardzo specyficzny, jak to przy piwach pszenicznych bywa, wyrazisty, rześki, odświeżający, pobudzający, zaostrzający apetyt, bez goryczki charakterystycznej dla piw jęczmiennych.
Piwo należy wlewać do szkła bardzo wolno i po ściance gdyż pieni się obficie. Ważne też, aby temperatura była niska.
http://2.bp.blogspot.com/_N2YYxgBmsRI/SVWfNSXhpeI/AAAAAAAAADA/pqDuKgwC9eI/s320/paulaner-hefe-weizen_bg.jpg
Ocena: mocne 4+.
Reasumpcja: piwo nie nadaje się do konsumpcji w celach alkoholowych. Znam je z wcześniejszych dokonań w BRD i upić się nim nie sposób, zaś wypić można hektolitry. Osobiście preferuję odmianę dunkel, a ja zawsze wolałem egzotykę. Godne piwo, dla smakoszy. Stocznia zapewne uzna je za sikacza, bo ze specjalem konkurować mu nie sposób. Tak jak nie sposób konkurować bolidowi ferrari z a6. Dla jednych będzie to piwo szlagierem, dla innych kwachem. Zdecydowanie dla koneserów, bo trunek to iście elitarny.
Jeśli ktoś nie pija piwa to to warto karto kupić aby obejrzeć piankę :-)
Specjal mocny.
Nabyłem we wsi 4 butelki owego specyfiku po 2,40 za butelkę.
Produkcja: Grupa Żywiec.
Alko 7%.
http://webtrunki.pl/?k=p&id=3348&kat=113
Kolor: miodowy.
Piana: obfita, przyjemna, szybko opadająca i pozostawiająca po sobie kołnierzyk.
Smak: typowe piwo mocne, bez fajerwerków.
Ocena: 3.
Reminiscencje: piwo stoczniowe. Dobre na szybko, do pogadania, utrwalenia rauszu. Bez specjalnych walorów organoleptycznych. Wrażliwych zapewne odrzuci. Smakuje wszystkim znanym mi strażakom, sam się zastanawiam czemu ta grupa zawodowa go preferuje.
Nabyłem we wsi 4 butelki owego specyfiku po 2,40 za butelkę.
Produkcja: Grupa Żywiec.
Alko 7%.
http://webtrunki.pl/?k=p&id=3348&kat=113
Kolor: miodowy.
Piana: obfita, przyjemna, szybko opadająca i pozostawiająca po sobie kołnierzyk.
Smak: typowe piwo mocne, bez fajerwerków.
Ocena: 3.
Reminiscencje: piwo stoczniowe. Dobre na szybko, do pogadania, utrwalenia rauszu. Bez specjalnych walorów organoleptycznych. Wrażliwych zapewne odrzuci. Smakuje wszystkim znanym mi strażakom, sam się zastanawiam czemu ta grupa zawodowa go preferuje.
:)
Ja od rana szwendałem się po Gdyni.
Właściwie to se na parę zwykłych-czarnych specjali pojechałem na Skwer Kościuszki przed 9 rano, nie ma lepszej pory roku niż obecna, aby tak przed południem niezobowiązująco sobie sączyć w samotności po knajpkach. Turystów wywiało zimno. W ogóle ludzi wywiało, nawet na kawę nikt się nie zjawił, a byłem w czterech miejscach. Super.
Cel miałem taki, żeby poszperać w gdyńskim antykwariacie za taką jedną książką.
Ale Ty Manson wiesz, specjal bardzo nostalgicznie i melancholicznie mnie nastraja. Nie wiem co za czort siedzi w tym browcu, ale po południu znalazłem się w Gdańsku na boisku mojej dawnej szkoły (tej najulubieńszej) opierając się o bramkę spijałem n-tego specjala , patrząc na dekarzy układających dachówkę na żeńskiej stronie internatu, doszedłem do wniosku, że akademiki WSM-ki to pikuś z internatem ZSŁ. Tu to się kiedyś działo. Ech.
Potem przemknąłem 2cm nad ziemią przez Starówkę, którą znam jak własną kieszeń i te miejsca nad motławą gdzie na długiej przerwie pomiędzy polskim a historią piliśmy EB. Celowo, bo historyca była jedną z najpiękniejszych kobiet jakie w życiu widziałem. W dodatku powalająco się ubierała, była inteligentnym, świetnym pedagogiem. Poza tym lubiła mnie najbardziej z całej klasy. Do dziś nie zapomnę, kiedy przed maturą z ocen wychodziła mi mocne 3 a ona walnęła mi 5, miny moich kumpli - bezcenne. Na głośne zarzuty odparła krótko:
-na oceną na świadectwie maturalnym pracowało się całe 5lat.
I tak se sunąłem tą Starówką i trafiłem wreszcie prawdziwy antykwariat i poszukiwaną knigę. Polecam adres dla czytających: ul Piwna 54. Poza książkami są mapy, grafika, ryciny, obrazy. Ceny zdroworozsądkowe.
Trochę knajpy się pozmieniały na Starym Mieście, a poza tym nie zmienia się nic.
Teraz remusiątka mam.
ps w bomi widziałem japońskie asahi, następnym razem kupię, nie chciało mi się tego targać dziś.
I nie zmienia się nic.
http://www.youtube.com/watch?v=DasZXo-v5Mw
Ja od rana szwendałem się po Gdyni.
Właściwie to se na parę zwykłych-czarnych specjali pojechałem na Skwer Kościuszki przed 9 rano, nie ma lepszej pory roku niż obecna, aby tak przed południem niezobowiązująco sobie sączyć w samotności po knajpkach. Turystów wywiało zimno. W ogóle ludzi wywiało, nawet na kawę nikt się nie zjawił, a byłem w czterech miejscach. Super.
Cel miałem taki, żeby poszperać w gdyńskim antykwariacie za taką jedną książką.
Ale Ty Manson wiesz, specjal bardzo nostalgicznie i melancholicznie mnie nastraja. Nie wiem co za czort siedzi w tym browcu, ale po południu znalazłem się w Gdańsku na boisku mojej dawnej szkoły (tej najulubieńszej) opierając się o bramkę spijałem n-tego specjala , patrząc na dekarzy układających dachówkę na żeńskiej stronie internatu, doszedłem do wniosku, że akademiki WSM-ki to pikuś z internatem ZSŁ. Tu to się kiedyś działo. Ech.
Potem przemknąłem 2cm nad ziemią przez Starówkę, którą znam jak własną kieszeń i te miejsca nad motławą gdzie na długiej przerwie pomiędzy polskim a historią piliśmy EB. Celowo, bo historyca była jedną z najpiękniejszych kobiet jakie w życiu widziałem. W dodatku powalająco się ubierała, była inteligentnym, świetnym pedagogiem. Poza tym lubiła mnie najbardziej z całej klasy. Do dziś nie zapomnę, kiedy przed maturą z ocen wychodziła mi mocne 3 a ona walnęła mi 5, miny moich kumpli - bezcenne. Na głośne zarzuty odparła krótko:
-na oceną na świadectwie maturalnym pracowało się całe 5lat.
I tak se sunąłem tą Starówką i trafiłem wreszcie prawdziwy antykwariat i poszukiwaną knigę. Polecam adres dla czytających: ul Piwna 54. Poza książkami są mapy, grafika, ryciny, obrazy. Ceny zdroworozsądkowe.
Trochę knajpy się pozmieniały na Starym Mieście, a poza tym nie zmienia się nic.
Teraz remusiątka mam.
ps w bomi widziałem japońskie asahi, następnym razem kupię, nie chciało mi się tego targać dziś.
I nie zmienia się nic.
http://www.youtube.com/watch?v=DasZXo-v5Mw
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Dębowe mocne.
Kupiłem 3 czteropaki.
Browar firmowany spod egidy Kampanii browarniczej z Poznania.
7% alko i na tym zapewne producent nie oszukuje.
Piwo dla drwali.
Testuję je sobie w klasycznym kuflu holsten premium, który dostałem od szefa night club'u na m/v Pomerania.
Chciałbym jakoś określić dębowe, ale się skubane nie daje łatwo.
Zdradliwe i chytre jest,
bo wrażeń smakowo-aromatycznych po sobie specjalnie
nie pozostawia
poza afirmacją swego "ja" przez pijącego, dając człowiekowi poczucie,
że jest we właściwym miejscu na Ziemi i o właściwym czasie w skali od Big Bang'u do naturalnej śmierci i wykonuje najwłaściwszą pod Słońcem czynność.
Wypiłem sześć i za każdym razem gdy otwieram puszkę
obiecuję sobie, że je ujarzmię w słowach,
co dębowe sobą prezentuje i recenzję napiszę,
a tu niemoc taka.
Dobre piwo na chłodne i pochmurne dni,
kiedy siedzi się na werandzie, w radio cicho brzęczy Kult
ścieli się papierem dno skrzynek
układa z szacunkiem i namaszczeniem
zimowe odmiany jabłek,
żeby do marca dotrzymały,
a za plecami,za szybą,
piec zawalony do full'a drewnem,
tak buzuje ogniem, że aż huczy.
Sumując: Dębowe powinno się pić bez pośpiechu, ale dużymi łykami.
Nie jest to piwo na letnie dni i parne wieczory.
Na jesień sprawdza się lepiej.
Ciężkie jest do określenia i za to 3+.
Kult Marność
Kupiłem 3 czteropaki.
Browar firmowany spod egidy Kampanii browarniczej z Poznania.
7% alko i na tym zapewne producent nie oszukuje.
Piwo dla drwali.
Testuję je sobie w klasycznym kuflu holsten premium, który dostałem od szefa night club'u na m/v Pomerania.
Chciałbym jakoś określić dębowe, ale się skubane nie daje łatwo.
Zdradliwe i chytre jest,
bo wrażeń smakowo-aromatycznych po sobie specjalnie
nie pozostawia
poza afirmacją swego "ja" przez pijącego, dając człowiekowi poczucie,
że jest we właściwym miejscu na Ziemi i o właściwym czasie w skali od Big Bang'u do naturalnej śmierci i wykonuje najwłaściwszą pod Słońcem czynność.
Wypiłem sześć i za każdym razem gdy otwieram puszkę
obiecuję sobie, że je ujarzmię w słowach,
co dębowe sobą prezentuje i recenzję napiszę,
a tu niemoc taka.
Dobre piwo na chłodne i pochmurne dni,
kiedy siedzi się na werandzie, w radio cicho brzęczy Kult
ścieli się papierem dno skrzynek
układa z szacunkiem i namaszczeniem
zimowe odmiany jabłek,
żeby do marca dotrzymały,
a za plecami,za szybą,
piec zawalony do full'a drewnem,
tak buzuje ogniem, że aż huczy.
Sumując: Dębowe powinno się pić bez pośpiechu, ale dużymi łykami.
Nie jest to piwo na letnie dni i parne wieczory.
Na jesień sprawdza się lepiej.
Ciężkie jest do określenia i za to 3+.
Kult Marność
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Rozgryzłem dębowe.
Muli i zniewala umysł
w ilościach powyżej 6szt.
To nie jest piwo to mamrot.
Napiłbym się budweiser'a
albo normalnego niemieckiego Flensburgera
albo duńskiego Elephant'a.
Tylko to pierwsze jest w Tesco :))
Muli i zniewala umysł
w ilościach powyżej 6szt.
To nie jest piwo to mamrot.
Napiłbym się budweiser'a
albo normalnego niemieckiego Flensburgera
albo duńskiego Elephant'a.
Tylko to pierwsze jest w Tesco :))
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Próbuję piwo VIP z biedronki.
Niewiele ma to wspólnego z piwem, tak jak ja pojmuję ten trunek,
w związku z tym nie zasługuje, żeby się nad nim rozczulać i propagować, gdyż bardziej przypomina vip-ów z naszego politycznego światka, aniżeli typowy trunek zwany piwem.
Skoro przy polityce jesteśmy to Janusz Korwin Mikke odciął się od UPR i zakłada swoją platformę JKM. Oby ktoś wreszcie zmodyfikował tę nieudolną i przeżytą demokrację.
A póki co to czytam sobie takie cuś:
(bardzo podoba mi się punkt 15 i 19 :)
http://www.kliowkuchni.muzhp.pl/index.php?id=3&content=&aid=38
Niewiele ma to wspólnego z piwem, tak jak ja pojmuję ten trunek,
w związku z tym nie zasługuje, żeby się nad nim rozczulać i propagować, gdyż bardziej przypomina vip-ów z naszego politycznego światka, aniżeli typowy trunek zwany piwem.
Skoro przy polityce jesteśmy to Janusz Korwin Mikke odciął się od UPR i zakłada swoją platformę JKM. Oby ktoś wreszcie zmodyfikował tę nieudolną i przeżytą demokrację.
A póki co to czytam sobie takie cuś:
(bardzo podoba mi się punkt 15 i 19 :)
http://www.kliowkuchni.muzhp.pl/index.php?id=3&content=&aid=38
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo Leżajsk mocne 7% z Żywca.
(trafiłem ostatnią puszkę w Biedronce przy Chylońskiej, wg ekspedientki jutro ma być dostawa nowej partii)
Ciężko na podstawie jednego browca wyciągać górnolotne wnioski,
ale, ale...
Otóż mocny Leżajsk nie jest piwem złym.
Zwykły błękitny Leżajsk już został opisany przez Mansona.
Piwowarem nie jestem (chociaż wczoraj ciężko było mnie się wbić na wesele w roczny gajerek - chyba rozrosłem się w barach;)
Dodam tylko, że ten opisany Leżajk ma dla mnie smak
tłusty, śmietanowy, płaski, jednorodny, oliwny. Troszkę charakterystyczny jest dla mnie, być może to kwestia małej ilości co2 w produkcie, a może użytego rodzaju i jakości chmielu. Nie wiem, chyba to drugie. Właściwie zwykły sikacz poza wspomnianą tendencją i trendem w kierunku śmietankowości.
Ta "tłusta" nuta jest obecna również w piwie z serii mocnej.
I/ale nareszcie producent postarał się o to, że Leżajsk nie pozostaje obojętnym dla umysłu konsumenta.
Znaczy ma kilka koników więcej.
Kolor ma takiego bogatego złota - bardzo mi się podoba.
Piana stosunkowo szybko ucieka.
Daję silne 3+,
Zaraz po degustacji, dla porównania, napełniłem pokal heinekenem butelkowym (ca650ml, też z biedronki i też z Żywca)
W smaku i kolorze przegrywa z kretesem. Piana tylko dłużej żyje, pewno Holendrzy wycyganili dotację z Unii na eksperymenty z pianą ;)) Poza tym Heineken w zapachu jest podperfumowany jak niemiecka tania wódka.
(trafiłem ostatnią puszkę w Biedronce przy Chylońskiej, wg ekspedientki jutro ma być dostawa nowej partii)
Ciężko na podstawie jednego browca wyciągać górnolotne wnioski,
ale, ale...
Otóż mocny Leżajsk nie jest piwem złym.
Zwykły błękitny Leżajsk już został opisany przez Mansona.
Piwowarem nie jestem (chociaż wczoraj ciężko było mnie się wbić na wesele w roczny gajerek - chyba rozrosłem się w barach;)
Dodam tylko, że ten opisany Leżajk ma dla mnie smak
tłusty, śmietanowy, płaski, jednorodny, oliwny. Troszkę charakterystyczny jest dla mnie, być może to kwestia małej ilości co2 w produkcie, a może użytego rodzaju i jakości chmielu. Nie wiem, chyba to drugie. Właściwie zwykły sikacz poza wspomnianą tendencją i trendem w kierunku śmietankowości.
Ta "tłusta" nuta jest obecna również w piwie z serii mocnej.
I/ale nareszcie producent postarał się o to, że Leżajsk nie pozostaje obojętnym dla umysłu konsumenta.
Znaczy ma kilka koników więcej.
Kolor ma takiego bogatego złota - bardzo mi się podoba.
Piana stosunkowo szybko ucieka.
Daję silne 3+,
Zaraz po degustacji, dla porównania, napełniłem pokal heinekenem butelkowym (ca650ml, też z biedronki i też z Żywca)
W smaku i kolorze przegrywa z kretesem. Piana tylko dłużej żyje, pewno Holendrzy wycyganili dotację z Unii na eksperymenty z pianą ;)) Poza tym Heineken w zapachu jest podperfumowany jak niemiecka tania wódka.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Wziąwszy pod uwagę sugestie z pierwszego postu w tym temacie ( a może teamie) kupiłem 1 (słownie jednego) strong'a z browaru Jabłonowo w Carrefour w Chyloni.
http://www.jablonowo.pl/site/0/0/2,produkty/4,strong
Dla testu.
IIIiiiii.......
Ojej - krzyknął c.
Jeśli tak smakowały przedwojenne warszawskie browary, to kurde blaszka... 5 dniowa kawa lepiej smakuje.
Ale zapobiegawczy jestem, bo kupiłem też siatkę butelkowych kaprów po drodze.
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie dokończyłem piwa i w dodatku je wylałem do zlewu :-( (chyba pierwszy raz w życiu, trochę mi teraz głupio)
W chwili bieżącej wrażenia po strong'u z Jabłonowa zmywam namiętnie kaprami, trzeci dopiero pomógł.
http://www.jablonowo.pl/site/0/0/2,produkty/4,strong
Dla testu.
IIIiiiii.......
Ojej - krzyknął c.
Jeśli tak smakowały przedwojenne warszawskie browary, to kurde blaszka... 5 dniowa kawa lepiej smakuje.
Ale zapobiegawczy jestem, bo kupiłem też siatkę butelkowych kaprów po drodze.
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie dokończyłem piwa i w dodatku je wylałem do zlewu :-( (chyba pierwszy raz w życiu, trochę mi teraz głupio)
W chwili bieżącej wrażenia po strong'u z Jabłonowa zmywam namiętnie kaprami, trzeci dopiero pomógł.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo irlandzkie mocne.
Producent: Browar Krajan Nakło.
http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=734
Zakupione celem oceny w sieci POLO w cenie 3,79 za butelkę.
Barwa: piękna, ciemnoczerwona, wielce obiecująca.
Piana: obfita,w stylu guiness, piękna, obiecująca, szybko opadająca w trunek.
Smak: ... a niech was jasna cholera świśnie. Jak się piwo dosładza, to sie pisze na etykiecie "dosładzane" i każden jeden wie, czego się spodziewać. Tymczasem mądrale z Krajana napisali: "słód jęczmienny, barwnik e150c".
My cwaniaki to wiemy, że e150c to karmel amoniakalny, mniej cwanych zapraszamy na wikipedię. No myślałem, że to do zabarwienia. A mądrale tym słodzą piwo. Chociaż źle się wyraziłem, oni tym sładzą słód jęczmienny, uprzednio rozcieńczony wodą, bo alko w tym minimum.
Reminiscencje: mądrale, uwarzyliście syf i wciskacie ludziom pod nazwą piwa. Jak będe miał ochotę namówić Szuroczkę na piwo, to jej posłodzę cukrem, zapewne brązowym. A wy powinniście się za ten trunek smażyć w piekle dłużej i w wyższej temperaturze niż browarnicy z Żywca. Na pohybel takim majstrom.
Ocena: 0!
Producent: Browar Krajan Nakło.
http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=734
Zakupione celem oceny w sieci POLO w cenie 3,79 za butelkę.
Barwa: piękna, ciemnoczerwona, wielce obiecująca.
Piana: obfita,w stylu guiness, piękna, obiecująca, szybko opadająca w trunek.
Smak: ... a niech was jasna cholera świśnie. Jak się piwo dosładza, to sie pisze na etykiecie "dosładzane" i każden jeden wie, czego się spodziewać. Tymczasem mądrale z Krajana napisali: "słód jęczmienny, barwnik e150c".
My cwaniaki to wiemy, że e150c to karmel amoniakalny, mniej cwanych zapraszamy na wikipedię. No myślałem, że to do zabarwienia. A mądrale tym słodzą piwo. Chociaż źle się wyraziłem, oni tym sładzą słód jęczmienny, uprzednio rozcieńczony wodą, bo alko w tym minimum.
Reminiscencje: mądrale, uwarzyliście syf i wciskacie ludziom pod nazwą piwa. Jak będe miał ochotę namówić Szuroczkę na piwo, to jej posłodzę cukrem, zapewne brązowym. A wy powinniście się za ten trunek smażyć w piekle dłużej i w wyższej temperaturze niż browarnicy z Żywca. Na pohybel takim majstrom.
Ocena: 0!
Mam taką nie najnowszą książkę pt: "Czy wiesz co jesz" Z.P. Zagórskiego, która mówi, iż w załącznikach dawnego MZiOS dodawanie karmelu pozyskiwanego metodą amoniakalną (czyli E150c, ta literka c to dość ważna tu akurat jest, poważnie piszę teraz) jest nie dopuszczalne do dodawania do produktów spożywczych.
Albo coś ostatnio w załącznikach pozmieniali, albo nas z premedytacją trują. I to piwem.
Sam E150 to oki jest. Bo to karmel, palony cukier ino.
Albo coś ostatnio w załącznikach pozmieniali, albo nas z premedytacją trują. I to piwem.
Sam E150 to oki jest. Bo to karmel, palony cukier ino.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Nie rozbierałem tego piwa chemicznie, ale skoro piszą z tym "c" na etykiecie to chyba nie kłamią.
Kolejny produkt "prawie".
Zmyliła mnie cena, myślałem, że faktycznie czerwone piwo kupuję. A to podróba nędznej jakości za wyśmienita cenę.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bawarskie_Prawo_CzystoĹci
Parę razy wystarczy wejść w dupę chłopaczkom z Brukseli i jest cacy.
Gardłem was karać bandyci.
Oryginalny tekst Reinheistgebot z 1516 r, autor x.Wilhelm z Bawarii:
Wie das Pier Summer vie Winter auf dem Land sol geschenkt und prauen werden
Item wir ordnen, setzen und wollen mit Rathe unnser Lanndtschaft das füran allenthalben indem Fürstenthumb Bayrn auff dem Lande auch in unsern Stettn vie Märckthen da desáhalb hieuor kain sonndere ordnung gilt von Michaelis bis auff Georij ain mass oder kopffpiers über einen pfennig müncher werung un von Sant Jorgentag biß auf Michaelis die mass über zwen pfennig derselben werung und derenden der kopff ist über drey haller bey nachgeferter Pene nicht gegeben noch außgeschenckht sol werden. Wo auch ainer nit Merrzn sonder annder pier prawen oder sonst haben würde sol erd och das kains weg häher dann die maß umb ainen pfennig schenken und verkauffen.
Wir wollen auch sonderlichen dass füran allenthalben in unsern stetten märckthen un auf dem lannde zu kainem pier merer stückh dan allain gersten, hopfen un wasser genommen un gepraucht solle werdn. Welcher aber dise unsere Ordnung wissendlich überfaren unnd nie hallten wurde den sol von seiner gerichtsobrigkait dasselbig vas pier zustraff unnachläßlich so offt es geschieht genommen werden. jedoch wo ain brüwirt von ainem ainem pierprewen in unnsern stettn märckten oder aufm lande jezuzeitn ainen Emer piers zwen oder drey kauffen und wider unnter den gemaynen pawrfuolck ausschenken würde dem selben allain aber sonstnyemandes soldyemaßs oder der kopfpiers umb ainen haller häher dann oben gesetzt ist zugeben un ausschencken erlaube unnd unuerpotn.
Tłumaczenie:
Jak piwo należy zimą i latem warzyć i podawać.
Za radą zarządzamy i ustanawiamy i chcemy, żeby wszędzie w przyszłości w Księstwie Bawaria , zarówno na wsi jak i miastach i targowiskach , gdzie nie ma szczegółowych
zarządzeń, od Michaeli do Georgi , że kufel (1) lub misa(2) za nie więcej niż feniga monachijskiego,
i od Goergi do Michaeli kufel(1) za nie więcej niż dwa takie fenigi , a misa(2) za nie
więcej niż 3 halerze (3) pod zagrożeniem niżej podanych kar powinno być wydawane i serwowane.
Kto jednakże inne piwo niż marcowe warzy lub posiada, nie może w żadnym razie
drożej niż o feniga go sprzedawać i serwować. W szczególności chcemy, by odtąd
pod każdym względem i naszych miastach , wsiach i targowiskach do żadnego
piwa nie używano i nie dodawano nic innego niż jęczmienia, chmielu i wody.
Kto to zarządzenie świadomie naruszy i nie wykona, ten przez odpowiednią sądową
zwierzchność ukarany zostanie konfiskatą piwa.
Gdyby jednakże (nieuczciwy)handlarz kupił w naszych browarach , a potem w naszych miastach , na wsi i na targowiskach znowu piwo naszej ludności by sprzedawał , to zakazuje mu się drożej niż
o jednego halerza (3) za kufel(1) lub misę(2) piwo sprzedawać
Także nam jest zastrzeżone , jako książętom , w przypadku wystąpienia
utrudnień wskutek niedoborów lub podrożenia zbóż (po tym jak
lata mogą być różne), wprowadzanie obostrzeń do prawa.
(1) kufel = 1.069l
(2) misa , niecałykufel
(3) zwyczajowo pół feniga
Kolejny produkt "prawie".
Zmyliła mnie cena, myślałem, że faktycznie czerwone piwo kupuję. A to podróba nędznej jakości za wyśmienita cenę.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bawarskie_Prawo_CzystoĹci
Parę razy wystarczy wejść w dupę chłopaczkom z Brukseli i jest cacy.
Gardłem was karać bandyci.
Oryginalny tekst Reinheistgebot z 1516 r, autor x.Wilhelm z Bawarii:
Wie das Pier Summer vie Winter auf dem Land sol geschenkt und prauen werden
Item wir ordnen, setzen und wollen mit Rathe unnser Lanndtschaft das füran allenthalben indem Fürstenthumb Bayrn auff dem Lande auch in unsern Stettn vie Märckthen da desáhalb hieuor kain sonndere ordnung gilt von Michaelis bis auff Georij ain mass oder kopffpiers über einen pfennig müncher werung un von Sant Jorgentag biß auf Michaelis die mass über zwen pfennig derselben werung und derenden der kopff ist über drey haller bey nachgeferter Pene nicht gegeben noch außgeschenckht sol werden. Wo auch ainer nit Merrzn sonder annder pier prawen oder sonst haben würde sol erd och das kains weg häher dann die maß umb ainen pfennig schenken und verkauffen.
Wir wollen auch sonderlichen dass füran allenthalben in unsern stetten märckthen un auf dem lannde zu kainem pier merer stückh dan allain gersten, hopfen un wasser genommen un gepraucht solle werdn. Welcher aber dise unsere Ordnung wissendlich überfaren unnd nie hallten wurde den sol von seiner gerichtsobrigkait dasselbig vas pier zustraff unnachläßlich so offt es geschieht genommen werden. jedoch wo ain brüwirt von ainem ainem pierprewen in unnsern stettn märckten oder aufm lande jezuzeitn ainen Emer piers zwen oder drey kauffen und wider unnter den gemaynen pawrfuolck ausschenken würde dem selben allain aber sonstnyemandes soldyemaßs oder der kopfpiers umb ainen haller häher dann oben gesetzt ist zugeben un ausschencken erlaube unnd unuerpotn.
Tłumaczenie:
Jak piwo należy zimą i latem warzyć i podawać.
Za radą zarządzamy i ustanawiamy i chcemy, żeby wszędzie w przyszłości w Księstwie Bawaria , zarówno na wsi jak i miastach i targowiskach , gdzie nie ma szczegółowych
zarządzeń, od Michaeli do Georgi , że kufel (1) lub misa(2) za nie więcej niż feniga monachijskiego,
i od Goergi do Michaeli kufel(1) za nie więcej niż dwa takie fenigi , a misa(2) za nie
więcej niż 3 halerze (3) pod zagrożeniem niżej podanych kar powinno być wydawane i serwowane.
Kto jednakże inne piwo niż marcowe warzy lub posiada, nie może w żadnym razie
drożej niż o feniga go sprzedawać i serwować. W szczególności chcemy, by odtąd
pod każdym względem i naszych miastach , wsiach i targowiskach do żadnego
piwa nie używano i nie dodawano nic innego niż jęczmienia, chmielu i wody.
Kto to zarządzenie świadomie naruszy i nie wykona, ten przez odpowiednią sądową
zwierzchność ukarany zostanie konfiskatą piwa.
Gdyby jednakże (nieuczciwy)handlarz kupił w naszych browarach , a potem w naszych miastach , na wsi i na targowiskach znowu piwo naszej ludności by sprzedawał , to zakazuje mu się drożej niż
o jednego halerza (3) za kufel(1) lub misę(2) piwo sprzedawać
Także nam jest zastrzeżone , jako książętom , w przypadku wystąpienia
utrudnień wskutek niedoborów lub podrożenia zbóż (po tym jak
lata mogą być różne), wprowadzanie obostrzeń do prawa.
(1) kufel = 1.069l
(2) misa , niecałykufel
(3) zwyczajowo pół feniga
Nabyłem w nocy piwo mocne miodowe z Jabłonowa w wersji nieeksportowej. Zakupu dokonałem w spożywczym przy płk Dąbka. Nad smakiem nie rozczulałem się zbytnio, bo to popita miała być, gdyż równolegle zainwestowałem w miodówkę lubelską.
Miodówka nie była najgorszego kroju, zaś miodowe okazało się takie sobie.
No więc samo piwo miodowe mocne z Jabłonowa swe nie małe ubytki i niedostatki w walorach smakowych bazy piwnej rekompensuje dodaną przez producenta nutą miodu. Miodu z pewnością nie z zacnej polskiej pasieki wielkopolskiej jakiejś. Bardziej źródła tegoż smaku upatrywałbym na wschodzie np. w tanim miodzie chińskim lub ukraińskim.
Ocena: 3- ewentualnie 3 gdyż trzy butelki maksymalnie można tego wypić.
A miodówka całkiem kulturalna była:
http://webtrunki.pl/?k=p&id=633&kat=352&page=2
Miodówka nie była najgorszego kroju, zaś miodowe okazało się takie sobie.
No więc samo piwo miodowe mocne z Jabłonowa swe nie małe ubytki i niedostatki w walorach smakowych bazy piwnej rekompensuje dodaną przez producenta nutą miodu. Miodu z pewnością nie z zacnej polskiej pasieki wielkopolskiej jakiejś. Bardziej źródła tegoż smaku upatrywałbym na wschodzie np. w tanim miodzie chińskim lub ukraińskim.
Ocena: 3- ewentualnie 3 gdyż trzy butelki maksymalnie można tego wypić.
A miodówka całkiem kulturalna była:
http://webtrunki.pl/?k=p&id=633&kat=352&page=2
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Amber mocny red w butelce. Siedem procent ma.
http://www.browar.biz/piwo.php?id=174&ocena=8875&do=ou
Dwie sztuki kupiłem, bo po jedną to właściwie nie "opylało" się iść do sklepu. Więcej nie chciałem, dzisiaj coś nie mam weny.
Dziwne piwo. Zawartość pierwszej butelki cechowała kompletnie inna piana niż drugiej. Lałem do pokala w sposób podobny obydwa, znaczy po ściance do 1/3 zawartości a następnie do fulla. W pierwszym przypadku piana była nietrwała i z sporymi pęcherzykami. W drugim, pianę co prawda charakteryzują spore frakcje, ale zapałki można by w nią powbijać. Ścisła w środku i bardzo długo utrzymująca się. Zastanawiające. Oby z tym piwem nie było jak z winem w takiej jednej knajpie. Otóż w jednym barze sprzedawano ciecz o nazwie "wino domowe" prosto z beczki (więc butelki kupić nie można było) W rzeczywistości były to niedopite przez klientelę zlewki. Ale chyba tak źle to z tym piwem nie jest.
Kolor: złoto z szczyptą miodu i barowego światła o 5 rano.
Smak: Czerwony, miedziany. Stosunkowo charakterystyczny dzięki słodkiej nucie, znacznie subtelniejszej niż w Warce strong. Dodatkowo jedno z piw z większą ilością co2 co mi pasuje, bo wiem, że nie piję wody z mydłem.
Zapach: roboczy. Ale nie ma się co czarować to piwo nie nadaje się kompletnie do towarzystwa przy majsterkowaniu w garażu, piwnicy czy w ogrodzie. Jest łagodne, miłe, wręcz słodzące niczym słówka zakochanej po uszy czternastolatki. Piwo dla pięćdziesięciolatków podczas letnich, niedzielnych spacerów z żonką, pite, kiedy trzeba odsapnąć w piwnym ogródku i przy okazji sms'a wysłać do kochanki. Na przykład.
Ocena: 3+
Piwo Amber przypomina mi zespół Dawn of Dreams i Ich płytę "Amber" z świetnym numerem Wavesome.
http://w616.wrzuta.pl/audio/4MKcVEuozxm/dawn_of_dreams_-_wavesome
Choć nazwa ciut niepokojąca dla potencjalnego konsumenta być powinna, albowiem przed nazwą "Amber" wystarczy dostawić literkę "b" i mamy co mamy.
http://www.browar.biz/piwo.php?id=174&ocena=8875&do=ou
Dwie sztuki kupiłem, bo po jedną to właściwie nie "opylało" się iść do sklepu. Więcej nie chciałem, dzisiaj coś nie mam weny.
Dziwne piwo. Zawartość pierwszej butelki cechowała kompletnie inna piana niż drugiej. Lałem do pokala w sposób podobny obydwa, znaczy po ściance do 1/3 zawartości a następnie do fulla. W pierwszym przypadku piana była nietrwała i z sporymi pęcherzykami. W drugim, pianę co prawda charakteryzują spore frakcje, ale zapałki można by w nią powbijać. Ścisła w środku i bardzo długo utrzymująca się. Zastanawiające. Oby z tym piwem nie było jak z winem w takiej jednej knajpie. Otóż w jednym barze sprzedawano ciecz o nazwie "wino domowe" prosto z beczki (więc butelki kupić nie można było) W rzeczywistości były to niedopite przez klientelę zlewki. Ale chyba tak źle to z tym piwem nie jest.
Kolor: złoto z szczyptą miodu i barowego światła o 5 rano.
Smak: Czerwony, miedziany. Stosunkowo charakterystyczny dzięki słodkiej nucie, znacznie subtelniejszej niż w Warce strong. Dodatkowo jedno z piw z większą ilością co2 co mi pasuje, bo wiem, że nie piję wody z mydłem.
Zapach: roboczy. Ale nie ma się co czarować to piwo nie nadaje się kompletnie do towarzystwa przy majsterkowaniu w garażu, piwnicy czy w ogrodzie. Jest łagodne, miłe, wręcz słodzące niczym słówka zakochanej po uszy czternastolatki. Piwo dla pięćdziesięciolatków podczas letnich, niedzielnych spacerów z żonką, pite, kiedy trzeba odsapnąć w piwnym ogródku i przy okazji sms'a wysłać do kochanki. Na przykład.
Ocena: 3+
Piwo Amber przypomina mi zespół Dawn of Dreams i Ich płytę "Amber" z świetnym numerem Wavesome.
http://w616.wrzuta.pl/audio/4MKcVEuozxm/dawn_of_dreams_-_wavesome
Choć nazwa ciut niepokojąca dla potencjalnego konsumenta być powinna, albowiem przed nazwą "Amber" wystarczy dostawić literkę "b" i mamy co mamy.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo budweis ciemne pełne produkcji browaru w Czeskich Budziejowicach.
Alko 4,7%.
Butelkowane w flaszka 0,5 l.
Zakupione w Kauflandzie w Nachodzie w cenie 159 koron za butelkę.
http://budweiser-budvar.cz/produkty/tmavy-lezak.html
Kolor: czarny z przebłyskami brązu.
Piana: obfita, perlista, podbita na ciemno, trwała.
Smak: wszystkie zalety jasnego budweisa + posmak palonego jęczmienia.
Piwo charakterystyczne, wyłącznie dla koneserów, nie sposób sie nim ani upić, ani zaprzestać konsumpcji z powodu nasycenia.
Ocena: 5.
Reasumpcja: gdyby to piwo było dostępne w PL nie miałbym o czym pisać w tym wątku. Tak sobie myślę, że może kiedyś jeszcze wrócę w góry, tym razem po czeskiej stronie, będę gotował knedliki, gulasz, smażył hermelina i lał tmaveho budweisa (svetleho też, ostatecznie nie wszyscy gustują w ciemnym). A kiedy wejdzie mi do knajpy jakiś tamtejszy Jan Dite, otrze usta z piany i powie jak u Hrabala: "dobre tu macie piwo, będę tutaj przychodzić", odnajdę sposób na odróżnianie ludzi dobrych od tych dobrych inaczej. A motto nad barem będę miał takie: "Pokal beczkowego piwa nalewamy w 7 minut. Od ręki otwieramy butelkę. Jeżeli chcesz dobrze zjeść, a nie masz na to trzech godzin, nawet - zacny gościu - nie siadaj".
Alko 4,7%.
Butelkowane w flaszka 0,5 l.
Zakupione w Kauflandzie w Nachodzie w cenie 159 koron za butelkę.
http://budweiser-budvar.cz/produkty/tmavy-lezak.html
Kolor: czarny z przebłyskami brązu.
Piana: obfita, perlista, podbita na ciemno, trwała.
Smak: wszystkie zalety jasnego budweisa + posmak palonego jęczmienia.
Piwo charakterystyczne, wyłącznie dla koneserów, nie sposób sie nim ani upić, ani zaprzestać konsumpcji z powodu nasycenia.
Ocena: 5.
Reasumpcja: gdyby to piwo było dostępne w PL nie miałbym o czym pisać w tym wątku. Tak sobie myślę, że może kiedyś jeszcze wrócę w góry, tym razem po czeskiej stronie, będę gotował knedliki, gulasz, smażył hermelina i lał tmaveho budweisa (svetleho też, ostatecznie nie wszyscy gustują w ciemnym). A kiedy wejdzie mi do knajpy jakiś tamtejszy Jan Dite, otrze usta z piany i powie jak u Hrabala: "dobre tu macie piwo, będę tutaj przychodzić", odnajdę sposób na odróżnianie ludzi dobrych od tych dobrych inaczej. A motto nad barem będę miał takie: "Pokal beczkowego piwa nalewamy w 7 minut. Od ręki otwieramy butelkę. Jeżeli chcesz dobrze zjeść, a nie masz na to trzech godzin, nawet - zacny gościu - nie siadaj".
Nie masz zupełnie serca pisząc w sposób w jaki piszesz.
Bóg musi być geniuszem, że człowiekowi takie dobra darował.
Wasze zdrowie, wprawdzie piję zwykłą białą wódkę, ale dobrego piwa to bym się zawsze napił. A, że aktualnie nic w lodówie nie mam w ten deseń, to se chociaż poczytam i to jest kolejny powód dla którego szanuję Mansona, bez wtykania palca w Jego szanowne...
Bóg musi być geniuszem, że człowiekowi takie dobra darował.
Wasze zdrowie, wprawdzie piję zwykłą białą wódkę, ale dobrego piwa to bym się zawsze napił. A, że aktualnie nic w lodówie nie mam w ten deseń, to se chociaż poczytam i to jest kolejny powód dla którego szanuję Mansona, bez wtykania palca w Jego szanowne...
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A ja dla odmiany nie delektuję, tylko pracuję.
Wytłoczyłem z ostatnich zerwanych jabłek sok. Piękny, zielony, lepki. Biling po korekcie 11. Zwariowałem. A jabca kwaśne jak humor Stwora. Nie mam pojęcia co to za odmiana, nie znam jej. Ale w smaku przypominają antonówki - nie da się zjeść. To znaczy ja zjem, ale i dla mnie są kwaśne. Nastawiłem (16,2 litra soku), dodałem pierwszą turę syropu cukrowego (1 litr wody i 3 kg cukru) oraz matkę (miałem ino Bordeaux zrobioną na czerwonych winogronach). Po 4 godzinach zaczęło bulkać. Teraz to się prawie gotuje. Jutro dodam jeszcze druga porcje cukru (znowu 1+3). Projekt na 22%, więc oczekuję mocnego i słodkiego. Ewentualnie dodam jeszcze cukru jak będzie trzeba.
Dziś zestawiam żurawinówkę. Nalew robił się od zeszłej jesieni, na 10 kg owoców. Zrobię dwa rodzaje - wytrawną i półsłodką. Tak pół na pół w ilości. Muszę, bo w sieni stoi następne 10 kg żurawin, które trzeba zalać. W tym roku był już u nas piękny mróz (-8), więc owoce aż pękają w palcach. Aby je zalać muszę odblokować dymion.
No i czeka jeszcze nalew na pędach sosny. Taki nasz kociewski gin. Dużo tego nie mam, bo to pierwszy raz robię. Ale ciekaw jestem jak wyjdzie. Sąsiedzi robią taką sosnówkę na słodko - smakuje bardzo fajosko. Ja też zrobię na słodko, ale trochę też wytrawnej. To pewnie jutro, bo dziś zapewne nie dam rady.
No i właśnie wróciłem z lasu z koszykiem gąsek. Smaczne grzybki, ale aby nie chrzęściły to trzeba się z nimi pobawić.
No to kiedy ja mam sie oddać pracy twórczej??? (zapytał retorycznie zazdroszczący C niżej podpisany).
Wytłoczyłem z ostatnich zerwanych jabłek sok. Piękny, zielony, lepki. Biling po korekcie 11. Zwariowałem. A jabca kwaśne jak humor Stwora. Nie mam pojęcia co to za odmiana, nie znam jej. Ale w smaku przypominają antonówki - nie da się zjeść. To znaczy ja zjem, ale i dla mnie są kwaśne. Nastawiłem (16,2 litra soku), dodałem pierwszą turę syropu cukrowego (1 litr wody i 3 kg cukru) oraz matkę (miałem ino Bordeaux zrobioną na czerwonych winogronach). Po 4 godzinach zaczęło bulkać. Teraz to się prawie gotuje. Jutro dodam jeszcze druga porcje cukru (znowu 1+3). Projekt na 22%, więc oczekuję mocnego i słodkiego. Ewentualnie dodam jeszcze cukru jak będzie trzeba.
Dziś zestawiam żurawinówkę. Nalew robił się od zeszłej jesieni, na 10 kg owoców. Zrobię dwa rodzaje - wytrawną i półsłodką. Tak pół na pół w ilości. Muszę, bo w sieni stoi następne 10 kg żurawin, które trzeba zalać. W tym roku był już u nas piękny mróz (-8), więc owoce aż pękają w palcach. Aby je zalać muszę odblokować dymion.
No i czeka jeszcze nalew na pędach sosny. Taki nasz kociewski gin. Dużo tego nie mam, bo to pierwszy raz robię. Ale ciekaw jestem jak wyjdzie. Sąsiedzi robią taką sosnówkę na słodko - smakuje bardzo fajosko. Ja też zrobię na słodko, ale trochę też wytrawnej. To pewnie jutro, bo dziś zapewne nie dam rady.
No i właśnie wróciłem z lasu z koszykiem gąsek. Smaczne grzybki, ale aby nie chrzęściły to trzeba się z nimi pobawić.
No to kiedy ja mam sie oddać pracy twórczej??? (zapytał retorycznie zazdroszczący C niżej podpisany).
"No to kiedy ja mam sie oddać pracy twórczej???"
Jak to.
W przerwach pomiędzy.
Stawiasz wiadro z owocami i chcesz łapać się garnek...
STÓJ, POCZEKAJ chwyć zimne piwko i ściągnij spore dwa łyki
praca idzie wtedy znacznie szybciej i jej efekty są lepsze, gdyż czyniona z duszą jest.
A i gąsek znajdziesz więcej gdy piwo masz z sobą w lesie.
Ja gąski na wydmach nad morzem zbierałem zawsze.
Poważnie.
A na razie degustuję.
Roczną nalewkę z pigwy.
Kolega mi dał, niby rok ma a jeszcze nie jest klarowna.
Coś mi tu nie pasi, bo rokitnikiem smakuje.
Chyba narąbany był jak robił.
U mnie grzecznie renety i malinówki w skrzynkach w piwnicy w ogrodowym domku spoczywają. Raczej do jedzenia niż na winko.
Buraki mi małe w tym roku urosły - nie wiem czemu.
Ładnie brzmi te 16,2l soku i tylko 2l wody - będzie dobrze :)
Na 22% to musisz mieć mocnego drożdża, żeby wyrobił, albo na koniec spirytem podlać. Bo te w płynie z biowinu to raczej nie dociągną nawet do 18%.
Aktywne w suszu to bardziej.
A czym sok wyciskasz? Praskę pan masz i pektopolem traktujesz, czy sokowirówa? A tak się pytam, bo myślę nad małą prasą, raczej kupić, bo samemu robić to się nie opyla - nie mam parku maszynowego :) i dębiny pod ręką.
A tak naprawdę to mam wielki dylemat od już chyba 1,5roku mianowicie, czy drożdże dodawać szlachetne, czy na dzikusach jechać.
To co "znawcy" pisują na internetowych forach, że wino na dzikusach nie przekracza 10% to literacka fikcja.
Wierz lub nie, ale potrafię wyczuć, czy wino na kupionych, czy na naturalnych poczynione jest. Znaczy te kupione to też naturale są tylko bardziej wyselekcjonowane są pod względem wytrzymałości na przeciwności losu.
Dobra kończę bo zaczynam się wymądrzać.
ps. ja cukromierz swój zbiłem niechcąco.
Jak to.
W przerwach pomiędzy.
Stawiasz wiadro z owocami i chcesz łapać się garnek...
STÓJ, POCZEKAJ chwyć zimne piwko i ściągnij spore dwa łyki
praca idzie wtedy znacznie szybciej i jej efekty są lepsze, gdyż czyniona z duszą jest.
A i gąsek znajdziesz więcej gdy piwo masz z sobą w lesie.
Ja gąski na wydmach nad morzem zbierałem zawsze.
Poważnie.
A na razie degustuję.
Roczną nalewkę z pigwy.
Kolega mi dał, niby rok ma a jeszcze nie jest klarowna.
Coś mi tu nie pasi, bo rokitnikiem smakuje.
Chyba narąbany był jak robił.
U mnie grzecznie renety i malinówki w skrzynkach w piwnicy w ogrodowym domku spoczywają. Raczej do jedzenia niż na winko.
Buraki mi małe w tym roku urosły - nie wiem czemu.
Ładnie brzmi te 16,2l soku i tylko 2l wody - będzie dobrze :)
Na 22% to musisz mieć mocnego drożdża, żeby wyrobił, albo na koniec spirytem podlać. Bo te w płynie z biowinu to raczej nie dociągną nawet do 18%.
Aktywne w suszu to bardziej.
A czym sok wyciskasz? Praskę pan masz i pektopolem traktujesz, czy sokowirówa? A tak się pytam, bo myślę nad małą prasą, raczej kupić, bo samemu robić to się nie opyla - nie mam parku maszynowego :) i dębiny pod ręką.
A tak naprawdę to mam wielki dylemat od już chyba 1,5roku mianowicie, czy drożdże dodawać szlachetne, czy na dzikusach jechać.
To co "znawcy" pisują na internetowych forach, że wino na dzikusach nie przekracza 10% to literacka fikcja.
Wierz lub nie, ale potrafię wyczuć, czy wino na kupionych, czy na naturalnych poczynione jest. Znaczy te kupione to też naturale są tylko bardziej wyselekcjonowane są pod względem wytrzymałości na przeciwności losu.
Dobra kończę bo zaczynam się wymądrzać.
ps. ja cukromierz swój zbiłem niechcąco.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Projekt jest na 22, ale ja zakładam, że fermentacja wyhamuje wcześniej. Chcę aby został nieprzerobiony cukier. Lepiej mi smakuje niż dosładzane.
Sok cisnąłem w sokowirówce. Mam taką półprzemysłową, na całe jabłka. Musiałem tego przecisnąć jakieś 40 kg, to inaczej by się nie dało. Pestkowce zwykle cisnę w parowarze albo fermentuję w miazdze i też przemyśliwuję o prasce. Ino ałycze fermentuję po bałkańsku - beczka, wanna wody i worek cukru.
Jabłec nie myłem. Chciałem, aby dzikie przedostały się do soku. Nie jestem zwolennikiem wybijania naturalnej flory i szczepienia sztucznie. Pektopolu nie używam, klarowinu też. Posmak pestek czy zawiesina w płynie mi nie przeszkadzają. Ja to robię dla siebie a nie na konkurs piękności. A jak coś ma się wyklarować to nie ma sprawy, postoją śliwki 5 lat i też są sklarowane.
Pigwa może być mętna długo. W tym roku nastawiłem jakieś 12 kg nalewu, się maceruje. Ale z doświadczenia wiem, że klaruje się bardzo wolno. Jeszcze jak ktoś zbierze 0,5 kg owoców to chce z nich wycisnąć jak najwięcej, i często bierze też nalew powtórny, albo odciska owoce. To niestety nie sprzyja klarowaniu, choć smaku nie umniejsza. Ja po zlaniu pigwy owoce docukrzę i przerobię na konfiturę. Jest dobra do ciasta, do herbaty albo ido pojedzenia łyżeczką. Ale ja jestem grubas, mam 12 kg to mnie stać.
Sok cisnąłem w sokowirówce. Mam taką półprzemysłową, na całe jabłka. Musiałem tego przecisnąć jakieś 40 kg, to inaczej by się nie dało. Pestkowce zwykle cisnę w parowarze albo fermentuję w miazdze i też przemyśliwuję o prasce. Ino ałycze fermentuję po bałkańsku - beczka, wanna wody i worek cukru.
Jabłec nie myłem. Chciałem, aby dzikie przedostały się do soku. Nie jestem zwolennikiem wybijania naturalnej flory i szczepienia sztucznie. Pektopolu nie używam, klarowinu też. Posmak pestek czy zawiesina w płynie mi nie przeszkadzają. Ja to robię dla siebie a nie na konkurs piękności. A jak coś ma się wyklarować to nie ma sprawy, postoją śliwki 5 lat i też są sklarowane.
Pigwa może być mętna długo. W tym roku nastawiłem jakieś 12 kg nalewu, się maceruje. Ale z doświadczenia wiem, że klaruje się bardzo wolno. Jeszcze jak ktoś zbierze 0,5 kg owoców to chce z nich wycisnąć jak najwięcej, i często bierze też nalew powtórny, albo odciska owoce. To niestety nie sprzyja klarowaniu, choć smaku nie umniejsza. Ja po zlaniu pigwy owoce docukrzę i przerobię na konfiturę. Jest dobra do ciasta, do herbaty albo ido pojedzenia łyżeczką. Ale ja jestem grubas, mam 12 kg to mnie stać.
Piwo Primator premium dark.
Produkcja: browar Nachod, Czechy.
Alko: 4,8%
Zakupione w Kauflandzie w Nachodzie w cenie 11,90 koron (chciałbym sprostować cenę ciemnego budweisera, był po 17,90).
http://www.primator.cz/cs/psp_2.html
Piana: piękna, perlista, podbita brązem.
Kolor: ciemno-brązowo-czarny.
Smak: wyraźna nuta ciemnego, palonego jęczmienia, rześkie, zarazem goryczkowe i kwaskowate, zachęcające, pobudza chęć na kolejne, choć stonowane i nie agresywne.
To onegdaj jedno z moich ulubionych piw. Wszak mieszkałem 30 km od tego browaru. Za radą C sięgnąłem po piwo w przerwach pracy twórczej. Dobra to była rada. Piwo spokojne, stymulujące, nie przeszkadza w pracy i nie zniechęca, a wręcz przeciwnie, mile uzupełnia chwile odpoczynku. Nie tak pełne jak budweiser, ale bardzo przyzwoite.
Ogólna ocena: 4.
Reasumpcja: piwo nie nadaje się do upijania. Chyba dlatego nie produkuje się w PL tego rodzaju trunków. Zacne. Další pivecko prosím.
Produkcja: browar Nachod, Czechy.
Alko: 4,8%
Zakupione w Kauflandzie w Nachodzie w cenie 11,90 koron (chciałbym sprostować cenę ciemnego budweisera, był po 17,90).
http://www.primator.cz/cs/psp_2.html
Piana: piękna, perlista, podbita brązem.
Kolor: ciemno-brązowo-czarny.
Smak: wyraźna nuta ciemnego, palonego jęczmienia, rześkie, zarazem goryczkowe i kwaskowate, zachęcające, pobudza chęć na kolejne, choć stonowane i nie agresywne.
To onegdaj jedno z moich ulubionych piw. Wszak mieszkałem 30 km od tego browaru. Za radą C sięgnąłem po piwo w przerwach pracy twórczej. Dobra to była rada. Piwo spokojne, stymulujące, nie przeszkadza w pracy i nie zniechęca, a wręcz przeciwnie, mile uzupełnia chwile odpoczynku. Nie tak pełne jak budweiser, ale bardzo przyzwoite.
Ogólna ocena: 4.
Reasumpcja: piwo nie nadaje się do upijania. Chyba dlatego nie produkuje się w PL tego rodzaju trunków. Zacne. Další pivecko prosím.
Львівське Портер - czyli lwowski porter,
oryginał z Ukrainy zakupiony w sieci '34' na gdyńskim Obłużu.
2,99zł za pół litrową butelkę i napiszę Wam, że tańszego Portera jeszcze nigdy w Pl nie uświadczyłem.
http://www.lvivske.com/index.php/porter.html
Kształt butelki identyczny jak u litwińskiego Utenos'a.
I od razu przyznaję Mansonie, miałeś rację, że to popularny kształt w tamtych okolicach, zaś ja się edukuję :))
Piwo ma zapach dymu z komina kiedy pali się topolą.
A jak bardziej zwietrzyć zapach to pachnie torfem.
Ten zapach ma czarny kolor.
Wybitnie smakowe. Palone. Kawowe. Nie wypijesz tego więcej niż dwie butelki.
Kolor: coca-coli.
Smak: ziemia, torf, kawa z silną nutą wyczuwalnej goryczki na drugim planie.
Piwo dobre na wczesny letni wieczór.
Przydatne, kiedy siadasz na bulwarze z kochanką z którą nie masz ochoty rozmawiać.
Siedzisz z nią i obserwujesz sunących obok ludzi.
Po pewnym czasie na przemian zaczynacie zgadywać, profesje charaktery i marzenia ludzi, którzy przechodzą obok.
Piana: naprawdę rzadko o bardziej żywotną pianę w piwie. Duży plus.
I ocena. A co ja mogę?
Nie chciałbym tego piwa skrzywdzić. Złe na pewno nie jest.
Jeśli jesteś kobietą i chcesz o godzinie 23
schodami wspiąć się na Kamienną Górę z lwowskim porterem, żeby obserwować światła nawigacyjne łajb stojących na redzie to to piwo się naprawdę do tego nadaje.
Ale do niczego więcej. Na dusznej imprezie skrzywdzi cię.
Pić na świeżym powietrzy w ilości max. dwie butelki.
Moja ocena: 2+ (choć o 23 na Kamiennej Górze może nawet mieć i 4+)
oryginał z Ukrainy zakupiony w sieci '34' na gdyńskim Obłużu.
2,99zł za pół litrową butelkę i napiszę Wam, że tańszego Portera jeszcze nigdy w Pl nie uświadczyłem.
http://www.lvivske.com/index.php/porter.html
Kształt butelki identyczny jak u litwińskiego Utenos'a.
I od razu przyznaję Mansonie, miałeś rację, że to popularny kształt w tamtych okolicach, zaś ja się edukuję :))
Piwo ma zapach dymu z komina kiedy pali się topolą.
A jak bardziej zwietrzyć zapach to pachnie torfem.
Ten zapach ma czarny kolor.
Wybitnie smakowe. Palone. Kawowe. Nie wypijesz tego więcej niż dwie butelki.
Kolor: coca-coli.
Smak: ziemia, torf, kawa z silną nutą wyczuwalnej goryczki na drugim planie.
Piwo dobre na wczesny letni wieczór.
Przydatne, kiedy siadasz na bulwarze z kochanką z którą nie masz ochoty rozmawiać.
Siedzisz z nią i obserwujesz sunących obok ludzi.
Po pewnym czasie na przemian zaczynacie zgadywać, profesje charaktery i marzenia ludzi, którzy przechodzą obok.
Piana: naprawdę rzadko o bardziej żywotną pianę w piwie. Duży plus.
I ocena. A co ja mogę?
Nie chciałbym tego piwa skrzywdzić. Złe na pewno nie jest.
Jeśli jesteś kobietą i chcesz o godzinie 23
schodami wspiąć się na Kamienną Górę z lwowskim porterem, żeby obserwować światła nawigacyjne łajb stojących na redzie to to piwo się naprawdę do tego nadaje.
Ale do niczego więcej. Na dusznej imprezie skrzywdzi cię.
Pić na świeżym powietrzy w ilości max. dwie butelki.
Moja ocena: 2+ (choć o 23 na Kamiennej Górze może nawet mieć i 4+)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Lwowskie premium,
jasne 4,5% alk
http://www.lvivske.com/index.php/intro_uk.html
Nabyte na gdyńskim Obłużu w sieci '34'
3,99zł za pół litrową bezzwrotną butelkę.
Nie lubię bezzwrotnych butelek. Bardzo ich nie lubię.
Zapach: znowu na pierwszym planie.
Napiszę najprościej jak potrafię: zetrzyjcie w dłoniach zerwane liście z krzaków porzeczek i powąchajcie jakikolwiek miód,
wtedy poznacie namiastkę tegoż.
Kolor: Jaśniutkie złoto, mam na myśli pola pszenicy.
Ten kolor koduje podświadomość, więc uważajcie.
Uważajcie na psychodelię żółci.
To mój ulubiony kolor.
Piana: Słaba. ( ale zapach wciąż bajka :)
Smak: Nie jest tutaj łatwo.
To piwo szybko się kończy.
Ma posmak zieleni, piwo ogrodowe, działkowe, leśne i parkowe.
Bardzo ładne.
Z masowych produkcji produkt godny uwagi myślę.
Można spokojnie pić w domu przy muzyce jaką się po pijaku kocha
i żywo wspominać lasy i łąki, w których spędzało się czas.
Dla mnie 4- bo coś mnie tu przytłacza smak,
ale to jest subiektywny przegląd, więc mam rację :)
jasne 4,5% alk
http://www.lvivske.com/index.php/intro_uk.html
Nabyte na gdyńskim Obłużu w sieci '34'
3,99zł za pół litrową bezzwrotną butelkę.
Nie lubię bezzwrotnych butelek. Bardzo ich nie lubię.
Zapach: znowu na pierwszym planie.
Napiszę najprościej jak potrafię: zetrzyjcie w dłoniach zerwane liście z krzaków porzeczek i powąchajcie jakikolwiek miód,
wtedy poznacie namiastkę tegoż.
Kolor: Jaśniutkie złoto, mam na myśli pola pszenicy.
Ten kolor koduje podświadomość, więc uważajcie.
Uważajcie na psychodelię żółci.
To mój ulubiony kolor.
Piana: Słaba. ( ale zapach wciąż bajka :)
Smak: Nie jest tutaj łatwo.
To piwo szybko się kończy.
Ma posmak zieleni, piwo ogrodowe, działkowe, leśne i parkowe.
Bardzo ładne.
Z masowych produkcji produkt godny uwagi myślę.
Można spokojnie pić w domu przy muzyce jaką się po pijaku kocha
i żywo wspominać lasy i łąki, w których spędzało się czas.
Dla mnie 4- bo coś mnie tu przytłacza smak,
ale to jest subiektywny przegląd, więc mam rację :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
I przepraszam, że nie na temat,
i że rozrzedzam watek ale ja muszę :))
"Te same mury od rana,
te same stoły odrapane,
te same twarze,
te same słowa
od lat już bardzo dobrze znane
To same miejsce już od lat,
ci sami ludzie obok Ciebie,
Twój mały półprywatny świat
czy tylko Twój, Ty nie wiesz
czy tylko Twój, Ty nie wiesz
Z nadzieją patrzysz na kufla dno
zostało jeszcze trochę piany
tam Afrodytę wypatrzyć chcesz
lecz wzrok Twój już pijany
I znów wychodzisz z piany pijany
z przybitą do ramion głową
szukasz gdzieś wyjścia lecz
wokół ściany zamknięte w krąg
zamknięte w krąg
Z nadzieją patrzysz na kufla dno...
I znów wychodzisz z piany pijany... "
http://tolcia.wrzuta.pl/audio/05Yow5TCJZ1/dzem-jesiony
i że rozrzedzam watek ale ja muszę :))
"Te same mury od rana,
te same stoły odrapane,
te same twarze,
te same słowa
od lat już bardzo dobrze znane
To same miejsce już od lat,
ci sami ludzie obok Ciebie,
Twój mały półprywatny świat
czy tylko Twój, Ty nie wiesz
czy tylko Twój, Ty nie wiesz
Z nadzieją patrzysz na kufla dno
zostało jeszcze trochę piany
tam Afrodytę wypatrzyć chcesz
lecz wzrok Twój już pijany
I znów wychodzisz z piany pijany
z przybitą do ramion głową
szukasz gdzieś wyjścia lecz
wokół ściany zamknięte w krąg
zamknięte w krąg
Z nadzieją patrzysz na kufla dno...
I znów wychodzisz z piany pijany... "
http://tolcia.wrzuta.pl/audio/05Yow5TCJZ1/dzem-jesiony
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Jasny Budweider butelkowy. Butelkowany w Czechach.
Już o nim było co prawda, ale 24 butelki po 3,89zł za sztukę nabyłem w Tesco.
I go rozgryzłem :)
Goryczka i kwasowość w idealnie skomponowanej równowadze.
Tak sobie myślę, że cała wartość tego piwa polega na wodzie użytej do jego produkcji. To jest teza moja.
A mój dowód na tezę jest taki: wypij specjale z dwa, potem warkę, dwa tyskie, trzy tatry i odpal budweis'a a zobaczysz, że budweiser spływa delikatnie jak płatki róży porwane przez letni wiatr. Dodatkowo (to może dziwnie zabrzmieć, ale gasi ono pragnienie-pocieszam się tylko tym, że kto nie pił BUTELKOWEGO Budweisera to po prostu tego nie wie)
ps. I wiedzieć nie może.
Chociaż w Irlandii piłem budweisera butelkowego i smakował zupełnie inaczej niż ten zakupiony w Tesco. Ale butelkowany był przez iroli.
Już o nim było co prawda, ale 24 butelki po 3,89zł za sztukę nabyłem w Tesco.
I go rozgryzłem :)
Goryczka i kwasowość w idealnie skomponowanej równowadze.
Tak sobie myślę, że cała wartość tego piwa polega na wodzie użytej do jego produkcji. To jest teza moja.
A mój dowód na tezę jest taki: wypij specjale z dwa, potem warkę, dwa tyskie, trzy tatry i odpal budweis'a a zobaczysz, że budweiser spływa delikatnie jak płatki róży porwane przez letni wiatr. Dodatkowo (to może dziwnie zabrzmieć, ale gasi ono pragnienie-pocieszam się tylko tym, że kto nie pił BUTELKOWEGO Budweisera to po prostu tego nie wie)
ps. I wiedzieć nie może.
Chociaż w Irlandii piłem budweisera butelkowego i smakował zupełnie inaczej niż ten zakupiony w Tesco. Ale butelkowany był przez iroli.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
http://www.youtube.com/watch?v=DTDw5xTg-cU
już dawno mnie to korciło
jakoś tak nie mam ochoty na elokwentne wywody
a to mi przypomina któryś stary jarock
i tych gości ze smar sw, z rana, skacowanych, ze starganymi irokami, w spodniach w paski i szachownice,
oraz w klapkach (bo ktoś ich skroił z glanów, tak byli ześcierwieni)
mimo, że noc wcześniej dostałam nieźle wpierdol od bandy lokalnych hien i skruszyli mi na łbie parę flaszek po browcach, to i tak wyglądałam lepiej, niż wyżej wymienieni artyści :)
już dawno mnie to korciło
jakoś tak nie mam ochoty na elokwentne wywody
a to mi przypomina któryś stary jarock
i tych gości ze smar sw, z rana, skacowanych, ze starganymi irokami, w spodniach w paski i szachownice,
oraz w klapkach (bo ktoś ich skroił z glanów, tak byli ześcierwieni)
mimo, że noc wcześniej dostałam nieźle wpierdol od bandy lokalnych hien i skruszyli mi na łbie parę flaszek po browcach, to i tak wyglądałam lepiej, niż wyżej wymienieni artyści :)
Sobie poszliście w ciepłe wyra.
Zdradziliście mnie...
Zostawiliście samotny biały żagiel na pastwę burych sztormowych fal, które północny piątkowy wiatr gna ku świetlnym punkcikom latarni.
Nie ma nadziei.
Jutra nie będzie, więc nie snujcie planów na jutro.
Bezsilność wobec bezsensu wszechświata ogarnie Was w nocy.
Czuję się oszukany...
Upodlę się dziś bez granic za wasze i moje grzechy
pogrążę się w ich odkupieniu na alkoholowym krzyżu.
Zdradziliście mnie...
Zostawiliście samotny biały żagiel na pastwę burych sztormowych fal, które północny piątkowy wiatr gna ku świetlnym punkcikom latarni.
Nie ma nadziei.
Jutra nie będzie, więc nie snujcie planów na jutro.
Bezsilność wobec bezsensu wszechświata ogarnie Was w nocy.
Czuję się oszukany...
Upodlę się dziś bez granic za wasze i moje grzechy
pogrążę się w ich odkupieniu na alkoholowym krzyżu.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Budweiser dark. 4 i pół konia ma.
cholera trochę zapomniałem jak samkuje,
ale kasztanami pachnie.
Dwa wypiłem - 9zł butelka.
Wziąłem na drogę jakieś belgijskie (bo do mola w Orłowie zmierzam dziś taki cel mam:), aż tu nagle po lewej ręce musiałem minąć kultową (dla mnie, stare studenckie dzieje) knajpę "Kontrast". Chciałem ją naprawdę minąć niezauważonym, ale akurat to ona mijała mnie.
I zauważyła moje oszustwo, że czmycham ukradkiem i starych kątów nie poznaję.
No dobra, gra tam właśnie teraz zepół Shannon piękny folk nie zgrzeszę jeśli napiszę, że mają coś w swym brzmieniu z The Waterboys. Musiałem tam wejść o bar się otrzeć i posłuchać skrzypiec, fletu i gitary.
Inaczej nie można było.
Ależ tam jest klimat, kanajpa peką w szwach od klienteli, napalone papierochami, ale pachnie paloną kawą, ludzie wokół uśmiechnięci, człowiek odpoczywa w ścisku - nadwyraz rzadkie zjawisko.
Teraz już wiem, że w Kontaraście jest czarna dziura, która zagubione dusze zasysa, więc uważajcie na siebie, jeśli przechodzicie obok.
Dobra kończę idę w ciemności. Idę słuchać morskich fal z dalekich stron, popatrzę sobie na Hel.
cholera trochę zapomniałem jak samkuje,
ale kasztanami pachnie.
Dwa wypiłem - 9zł butelka.
Wziąłem na drogę jakieś belgijskie (bo do mola w Orłowie zmierzam dziś taki cel mam:), aż tu nagle po lewej ręce musiałem minąć kultową (dla mnie, stare studenckie dzieje) knajpę "Kontrast". Chciałem ją naprawdę minąć niezauważonym, ale akurat to ona mijała mnie.
I zauważyła moje oszustwo, że czmycham ukradkiem i starych kątów nie poznaję.
No dobra, gra tam właśnie teraz zepół Shannon piękny folk nie zgrzeszę jeśli napiszę, że mają coś w swym brzmieniu z The Waterboys. Musiałem tam wejść o bar się otrzeć i posłuchać skrzypiec, fletu i gitary.
Inaczej nie można było.
Ależ tam jest klimat, kanajpa peką w szwach od klienteli, napalone papierochami, ale pachnie paloną kawą, ludzie wokół uśmiechnięci, człowiek odpoczywa w ścisku - nadwyraz rzadkie zjawisko.
Teraz już wiem, że w Kontaraście jest czarna dziura, która zagubione dusze zasysa, więc uważajcie na siebie, jeśli przechodzicie obok.
Dobra kończę idę w ciemności. Idę słuchać morskich fal z dalekich stron, popatrzę sobie na Hel.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
shannon? a piłem kiedyś z nimi w jakimś akademiku nie pamiętam już gdzie. chyba w brodnicy. fajne granie. oni ponoć bardzo gdynię polubili. w degustatorni dzisiaj spróbowałem miodowego ciechana, jakieś litewskie piwo pszeniczne i staropramena dark. dobry wybór. zwłaszcza te dwa ostatnie
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
C się dziś ucieszył. :)))
Znalazł stoisko z piwami regionalnymi w pasażu sklepu Tesco na ul. Kcyńskiej.
Na pierwszy ogień poszły piwa niepasteryzowane.
Piwo niepasteryzowane Premium z logo na etykiecie głoszącym: "Świeże piwo z Mazur", browar z fabryki Kormoran z Olsztyna, alk 5,5%.
Wygląda tak: http://webtrunki.pl/?k=p&id=5344&kat=sp&pid=271
Cena, chyba 3,5zł za butelkę (piszę chyba, bo rachunków nigdy nie biorę)
Zapach: czuć słód zaraz po otworzeniu, ale ulatuje szybko ta nuta.
Piana: kolorystycznie ciekawa, bo trupio blada, raczej tania, systematycznie zjeżdżająca w dół.
Kolor: jasny złocisty, słomka.
Smak: spodziewałem się więcej. Tymczasem jest płytko jak w Strudze Siedmiu Jezior. Kwas na pierwszej linii, mało goryczki i charakterystycznego elementu, którego można by się uczepić. Spływa łagodnie jak strumyk, gasi pragnienie wybitnie, pozostawiając po ostatnim łyku ciekawski posmak, którego nie sposób mi zidentyfikować.
Piwo przydać się może w najgorętsze, duszne, wakacyjne wieczory, kiedy pić się chce, ale nie ma się ochoty ani wodę, ani na sok, ani na specjala :)
Moja ocena: 3-
Znalazł stoisko z piwami regionalnymi w pasażu sklepu Tesco na ul. Kcyńskiej.
Na pierwszy ogień poszły piwa niepasteryzowane.
Piwo niepasteryzowane Premium z logo na etykiecie głoszącym: "Świeże piwo z Mazur", browar z fabryki Kormoran z Olsztyna, alk 5,5%.
Wygląda tak: http://webtrunki.pl/?k=p&id=5344&kat=sp&pid=271
Cena, chyba 3,5zł za butelkę (piszę chyba, bo rachunków nigdy nie biorę)
Zapach: czuć słód zaraz po otworzeniu, ale ulatuje szybko ta nuta.
Piana: kolorystycznie ciekawa, bo trupio blada, raczej tania, systematycznie zjeżdżająca w dół.
Kolor: jasny złocisty, słomka.
Smak: spodziewałem się więcej. Tymczasem jest płytko jak w Strudze Siedmiu Jezior. Kwas na pierwszej linii, mało goryczki i charakterystycznego elementu, którego można by się uczepić. Spływa łagodnie jak strumyk, gasi pragnienie wybitnie, pozostawiając po ostatnim łyku ciekawski posmak, którego nie sposób mi zidentyfikować.
Piwo przydać się może w najgorętsze, duszne, wakacyjne wieczory, kiedy pić się chce, ale nie ma się ochoty ani wodę, ani na sok, ani na specjala :)
Moja ocena: 3-
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo "Warmiak" ciemne, niepasteryzowane, alk 6,5%.
Browar Kormoran.
Cena ok 4zł. za butelkę.
Na etykiecie wąsaty, brzuchaty Zagłoba wznosi pełen kufel z obfitą pianą co pociesza i zachęca.
http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=81072
Kolor: bordo z odrobiną, czerni, brązu i przejrzałej wiśni. Przyjemny. Rzadki.
Piana: kiepskiej jakości, choć kolor ma ładny - kości słoniowej, na której czas zostawił swe piętno. Mam Buddę z takiej kości o takim kolorze.
Smak: Szału nie ma. Zbyt łagodny. Palony, ciemny, bardzo zharmonizowany nienarzucający się, jednak powoduje u mnie chęć na kolejny łyk, co by poznać ten trunek, więc za to plus.
Czuć karmel, myślę, że piwo dobre dla kobiet, jeśli niewiasta lubi ciemne, ciemnym grudniowym wieczorem.
Ocena 3+
Browar Kormoran.
Cena ok 4zł. za butelkę.
Na etykiecie wąsaty, brzuchaty Zagłoba wznosi pełen kufel z obfitą pianą co pociesza i zachęca.
http://www.browar.biz/forum/showthread.php?t=81072
Kolor: bordo z odrobiną, czerni, brązu i przejrzałej wiśni. Przyjemny. Rzadki.
Piana: kiepskiej jakości, choć kolor ma ładny - kości słoniowej, na której czas zostawił swe piętno. Mam Buddę z takiej kości o takim kolorze.
Smak: Szału nie ma. Zbyt łagodny. Palony, ciemny, bardzo zharmonizowany nienarzucający się, jednak powoduje u mnie chęć na kolejny łyk, co by poznać ten trunek, więc za to plus.
Czuć karmel, myślę, że piwo dobre dla kobiet, jeśli niewiasta lubi ciemne, ciemnym grudniowym wieczorem.
Ocena 3+
Jadę dalej.
Piwo miodowe z manufaktury o nazwie Krajan.
alk 5,5% cena ponad 4zł. za butelkę.
I tu się nie ma co rozpisywać.
Piany nie ma.
Kolor: jak w słabo przefermentowanych miodach pitnych, nie ma, mętny disaster.
Zapach: sztuczny miód z czasów komuny.
Pamiętam do dziś ten wynalazek.
Smak: sztuczny miód zza przeszłych czasów z wodą i śladową ilością Co2. Chemiczny, kompletnie nienaturalny. Czyli replay, bo smakuje tak jak pachnie. Żałuję, że kupiłem tego 4 butelki.
Moja ocena: 2-- (dwa na szynach)
Piwo miodowe z manufaktury o nazwie Krajan.
alk 5,5% cena ponad 4zł. za butelkę.
I tu się nie ma co rozpisywać.
Piany nie ma.
Kolor: jak w słabo przefermentowanych miodach pitnych, nie ma, mętny disaster.
Zapach: sztuczny miód z czasów komuny.
Pamiętam do dziś ten wynalazek.
Smak: sztuczny miód zza przeszłych czasów z wodą i śladową ilością Co2. Chemiczny, kompletnie nienaturalny. Czyli replay, bo smakuje tak jak pachnie. Żałuję, że kupiłem tego 4 butelki.
Moja ocena: 2-- (dwa na szynach)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
To sobie pogadam sam do siebie teraz ;)
Piwko niepasteryzowane Ciechan Wyborne z browaru 'Ciechan' w Ciechanowie.
Alko: 6,2%
Tak wygląda.
http://www.delikatesy.net.pl/index.php?zoom=5905912650310
Cena 3,5zł. w pasażu w Tesco za półlitrową zwrotną butelkę.
I muszę sobie powiedzieć (bo sam do siebie piszę :))
że wstrzeliłem się sobie z tym piwem dziś i utrafiłem dobrą piwną nutkę, bo jakoś - takoś od samego rana jak kompost przerzucałem, ochota mnie brała na delikatne piwo.
A Ciechan nad wyraz delikatny jest, ale po kolei:
Na etykiecie widnieje proforma czerwonego stempla informującego, że to piwo. Niegłupia myśl musiała targać producentem, żeby opieczętować tak piwo.
Ma już mój szacunek ;)))
Dodatkowo etykieta prezentuje zamek, lubię stare, zrujnowane zamki z basztami...
Kolor: jaśniutka słomka, sprawia wrażenie rozcieńczonego i biednego.
Piana: ładna w swej strukturze i ilości na osi rzędnych, ale nieżywotna w zależności od czasu na osi odciętych. Co zrobić...
Zapach: Słabiutki. Być może pewne szlachetne echa słodu i chmielu tu istnieją, ale wpływają tylko na moją podświadomość, bo świadomym ich nie jestem w pełni.
Smak: I tu się zdziwiłem, biorę pierwszy łyk i mówię sobie ROZWODNIONY, bez charakteru PORAŻKA.
Ale Ciechan mnie zadziwiał z każdą kolejną butelką. Czuję tu smak chlebowy. Piwo rześkie, pobudzające, lekkie i chce się je pić.
Udana goryczka na pierwszym planie przechodzi w delikatną słodycz, ostatecznie po wydechu powietrza czuć, że to piwo niepasteryzowane.
Dodatkowo robię dziś pizzę z pomidorami, zielonymi oliwkami, cebulką i podwójnym serem. No może (ale to się jeszcze zastanowię) dorzucę trochę salami.
I nie mam złudzeń, że Ciechan z Ciechanowa mi tej materii nie pomoże, bo pomóc musi. :))
Ahoj
Ocena: spokojna czwórka.
Piwko niepasteryzowane Ciechan Wyborne z browaru 'Ciechan' w Ciechanowie.
Alko: 6,2%
Tak wygląda.
http://www.delikatesy.net.pl/index.php?zoom=5905912650310
Cena 3,5zł. w pasażu w Tesco za półlitrową zwrotną butelkę.
I muszę sobie powiedzieć (bo sam do siebie piszę :))
że wstrzeliłem się sobie z tym piwem dziś i utrafiłem dobrą piwną nutkę, bo jakoś - takoś od samego rana jak kompost przerzucałem, ochota mnie brała na delikatne piwo.
A Ciechan nad wyraz delikatny jest, ale po kolei:
Na etykiecie widnieje proforma czerwonego stempla informującego, że to piwo. Niegłupia myśl musiała targać producentem, żeby opieczętować tak piwo.
Ma już mój szacunek ;)))
Dodatkowo etykieta prezentuje zamek, lubię stare, zrujnowane zamki z basztami...
Kolor: jaśniutka słomka, sprawia wrażenie rozcieńczonego i biednego.
Piana: ładna w swej strukturze i ilości na osi rzędnych, ale nieżywotna w zależności od czasu na osi odciętych. Co zrobić...
Zapach: Słabiutki. Być może pewne szlachetne echa słodu i chmielu tu istnieją, ale wpływają tylko na moją podświadomość, bo świadomym ich nie jestem w pełni.
Smak: I tu się zdziwiłem, biorę pierwszy łyk i mówię sobie ROZWODNIONY, bez charakteru PORAŻKA.
Ale Ciechan mnie zadziwiał z każdą kolejną butelką. Czuję tu smak chlebowy. Piwo rześkie, pobudzające, lekkie i chce się je pić.
Udana goryczka na pierwszym planie przechodzi w delikatną słodycz, ostatecznie po wydechu powietrza czuć, że to piwo niepasteryzowane.
Dodatkowo robię dziś pizzę z pomidorami, zielonymi oliwkami, cebulką i podwójnym serem. No może (ale to się jeszcze zastanowię) dorzucę trochę salami.
I nie mam złudzeń, że Ciechan z Ciechanowa mi tej materii nie pomoże, bo pomóc musi. :))
Ahoj
Ocena: spokojna czwórka.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Porter Komes z browaru Fortuna z Miłosławia.
Tak się przedstawia face to face dla potencjalnego poszukiwacza:
http://www.browar.biz/i/br/pl/42/op_1972.gif
Cena 5,5zł za butelkę +35gr. kaucji za takąż.
Zakupiłem dziewięć buteleczek na próbę w pasażu gdyńskiego Tesco na Kcyńskiej.
Ekstrakt: 21% !!!!
Alko: 9%
Etykieta: jest dla mnie beznadziejnie mało wyrafinowana jak na takie ubogacone piwne tradycje, którymi szczyci się producent, iż ten browar warzony jest od 1516r. zgodnie z "prawem czystości".
Ale może to i dobrze, bo kiedyś się piło, a nie oglądało co się pije :) HA!!!!
Pasuje mnie się tylko jej kolor, mianowicie: czerń.
Bardzo podoba mnie się też zdanie widniejące na rewersie etykiety głównej, które głosi:
"Wieki temu, gdy Polskę nawiedzały siarczyste mrozy, browarnicy z wybrzeża Bałtyku uwarzyli mocne rozgrzewające piwo..." itd(...)
Jako, że na koniec bieżącego tygodnia telewizyjne pogodynki zapowiadają na wybrzeżu PL stężenie mrozu, pod uwagę wziąłbym to zacytowane zdanie, które widnieje na etykiecie Komesa.
Bo bez znaczenia ono nie jest i to już mogę Wam Moje Miłe Twarze napisać. (piwo nastraja muzycznie :)
Kolor: ciemny przebłyski rubinu i kasztanu.
Piana: Kolorystycznie podbarwiona karmelem, wygląda analogicznie jak topniejący, przeleżały śnieg, resztkami swych sił opadający w czarnoziem łąk i od tegoż torfu naznaczonym już jest. Kto widział ten wie.
Niestety jest nietrwała.
Nasycenie Co2: Wyczuwalne, ale dla mnie za słabe.
Zapach: Bajecznie leśny (to piwo warto kupić nawet po to aby je tylko powąchać), kawowy, palonego ognicha, leśny, wyrazisty, sprawiający uśmiech na mej twarzy.
Smak: dobrze uwarzone, harmonijne. Bierzesz pierwszy łyk i jest tak:
na sam wpierw delikatna słodycz palonego jęczmiennego słodu
następnie ma się w ustach dobrą kawę
a na samym końcu jest przyjemna goryczka.
I choć niewątpliwie piwo Komes swą moc ma to nie czuć tego wcale pijąc je. To jest trochę wada, bo nie tego pazurka, którym poszczycić się może choćby kaper.
Komes po 8 nastroiło mnie filozoficznie.
Zerwało ostatecznie resztę cugli więzi łączących mnie ze światem. (ale nie beret to się nie zdarza mnie niestety)
Sprawiło, że śmieję się już nie tylko z tego co głupie wśród ludzi i co kompletnie mnie nie dotyczy, ale również z całej nadmuchanej powagi śmiechu Nieśmiertelnych, którzy czają się za Naszymi plecami. Mam na myśli Mozarta, Goethego i Schopenhauer'a.
Mam na myśli demony Naszej kultury.
Ocena piwa: 4+, gdyby było więcej bąbelków i charakterystycznego pazurka (było kiedyś takie uschnięte drzewo w ogrodzie działkowym "Zasapa" jak byłem mały i nazwałem je wtedy "pazur" słowo daję) dałbym pionę.
http://www.youtube.com/watch?v=4zojIPfOHJQ
Tak się przedstawia face to face dla potencjalnego poszukiwacza:
http://www.browar.biz/i/br/pl/42/op_1972.gif
Cena 5,5zł za butelkę +35gr. kaucji za takąż.
Zakupiłem dziewięć buteleczek na próbę w pasażu gdyńskiego Tesco na Kcyńskiej.
Ekstrakt: 21% !!!!
Alko: 9%
Etykieta: jest dla mnie beznadziejnie mało wyrafinowana jak na takie ubogacone piwne tradycje, którymi szczyci się producent, iż ten browar warzony jest od 1516r. zgodnie z "prawem czystości".
Ale może to i dobrze, bo kiedyś się piło, a nie oglądało co się pije :) HA!!!!
Pasuje mnie się tylko jej kolor, mianowicie: czerń.
Bardzo podoba mnie się też zdanie widniejące na rewersie etykiety głównej, które głosi:
"Wieki temu, gdy Polskę nawiedzały siarczyste mrozy, browarnicy z wybrzeża Bałtyku uwarzyli mocne rozgrzewające piwo..." itd(...)
Jako, że na koniec bieżącego tygodnia telewizyjne pogodynki zapowiadają na wybrzeżu PL stężenie mrozu, pod uwagę wziąłbym to zacytowane zdanie, które widnieje na etykiecie Komesa.
Bo bez znaczenia ono nie jest i to już mogę Wam Moje Miłe Twarze napisać. (piwo nastraja muzycznie :)
Kolor: ciemny przebłyski rubinu i kasztanu.
Piana: Kolorystycznie podbarwiona karmelem, wygląda analogicznie jak topniejący, przeleżały śnieg, resztkami swych sił opadający w czarnoziem łąk i od tegoż torfu naznaczonym już jest. Kto widział ten wie.
Niestety jest nietrwała.
Nasycenie Co2: Wyczuwalne, ale dla mnie za słabe.
Zapach: Bajecznie leśny (to piwo warto kupić nawet po to aby je tylko powąchać), kawowy, palonego ognicha, leśny, wyrazisty, sprawiający uśmiech na mej twarzy.
Smak: dobrze uwarzone, harmonijne. Bierzesz pierwszy łyk i jest tak:
na sam wpierw delikatna słodycz palonego jęczmiennego słodu
następnie ma się w ustach dobrą kawę
a na samym końcu jest przyjemna goryczka.
I choć niewątpliwie piwo Komes swą moc ma to nie czuć tego wcale pijąc je. To jest trochę wada, bo nie tego pazurka, którym poszczycić się może choćby kaper.
Komes po 8 nastroiło mnie filozoficznie.
Zerwało ostatecznie resztę cugli więzi łączących mnie ze światem. (ale nie beret to się nie zdarza mnie niestety)
Sprawiło, że śmieję się już nie tylko z tego co głupie wśród ludzi i co kompletnie mnie nie dotyczy, ale również z całej nadmuchanej powagi śmiechu Nieśmiertelnych, którzy czają się za Naszymi plecami. Mam na myśli Mozarta, Goethego i Schopenhauer'a.
Mam na myśli demony Naszej kultury.
Ocena piwa: 4+, gdyby było więcej bąbelków i charakterystycznego pazurka (było kiedyś takie uschnięte drzewo w ogrodzie działkowym "Zasapa" jak byłem mały i nazwałem je wtedy "pazur" słowo daję) dałbym pionę.
http://www.youtube.com/watch?v=4zojIPfOHJQ
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Dziś to:
http://img.ftgroup.pl/_cms/1186/200_204099714749d60f57725b9.jpg
Jest powód, gdyż lubelska Perła wypuściła nowy design Goolmana. Premium 5%. 2,35zł. w Żabce, dziwi mnie, dlaczego butelka jest bezzwrotna. Kształt butelki jak u litewskiego Utenosa.
Piana: słabiutka.
Kolor: złocisty.
Zapach: bardzo wyrazisty, podperfumowany jakimś ziołem, podobny choć bardziej nachalny zapach posiada Desperados o smaku tequili z Żywca.
Smak: delikatny, lekki, nie oferujący nadmiaru doznań, śladowe ilości goryczki. Przyjemne na upały, a nie na mroźne zimy.
Ocena 3+
http://img.ftgroup.pl/_cms/1186/200_204099714749d60f57725b9.jpg
Jest powód, gdyż lubelska Perła wypuściła nowy design Goolmana. Premium 5%. 2,35zł. w Żabce, dziwi mnie, dlaczego butelka jest bezzwrotna. Kształt butelki jak u litewskiego Utenosa.
Piana: słabiutka.
Kolor: złocisty.
Zapach: bardzo wyrazisty, podperfumowany jakimś ziołem, podobny choć bardziej nachalny zapach posiada Desperados o smaku tequili z Żywca.
Smak: delikatny, lekki, nie oferujący nadmiaru doznań, śladowe ilości goryczki. Przyjemne na upały, a nie na mroźne zimy.
Ocena 3+
Manson.
O ile Primator premium ma świetny zapach, a w smaku delikatny to w porównaniu do budweisera (butelkowego, swoją drogą ostatnio podrożał u mnie w Tesco o 30gr:))) wybrałbym od razu budweisera.
To jest jedyne - dla mnie piwo - które jak się pije to się nie wie, że się pije piwo. Nie wiem czy jestem zrozumiały, ale nie dbam o to.
Budweiser nawadnia organizm i daje ulgę po specyfikach typu warka, tatra czy remus. (jeśli już by to skonfrontować)
Natomiast jeśli chodzi o Primatora double to mnie zabiłeś Manson.
I wiedz o tym.
Jeżeli kiedykolwiek nie lubiłem słodyczy z jęczmienia to cofam swe gusta i nastawiam je na inne tory. (bo słodkie jest nie powiem, ale ułożone tak harmonijnie i lekkie w obecności obfitej piany i nocnej koloru czerni, że orzeźwia)
Piłem angielskie ciemne, niemieckie i duńskie i te zza wschodu, ale żadne nie były w przybliżeniu tak orzeźwiające.
I ten ekstrakt.
Ech.
ps. ale jednego Ci nie wybaczę - za to, że przejechałeś wskazującym palcem po kartonie i powiedziałeś: "ja te wszystkie piłem"
Żartuję, po prostu muszę odwiedzić Czechy.
O ile Primator premium ma świetny zapach, a w smaku delikatny to w porównaniu do budweisera (butelkowego, swoją drogą ostatnio podrożał u mnie w Tesco o 30gr:))) wybrałbym od razu budweisera.
To jest jedyne - dla mnie piwo - które jak się pije to się nie wie, że się pije piwo. Nie wiem czy jestem zrozumiały, ale nie dbam o to.
Budweiser nawadnia organizm i daje ulgę po specyfikach typu warka, tatra czy remus. (jeśli już by to skonfrontować)
Natomiast jeśli chodzi o Primatora double to mnie zabiłeś Manson.
I wiedz o tym.
Jeżeli kiedykolwiek nie lubiłem słodyczy z jęczmienia to cofam swe gusta i nastawiam je na inne tory. (bo słodkie jest nie powiem, ale ułożone tak harmonijnie i lekkie w obecności obfitej piany i nocnej koloru czerni, że orzeźwia)
Piłem angielskie ciemne, niemieckie i duńskie i te zza wschodu, ale żadne nie były w przybliżeniu tak orzeźwiające.
I ten ekstrakt.
Ech.
ps. ale jednego Ci nie wybaczę - za to, że przejechałeś wskazującym palcem po kartonie i powiedziałeś: "ja te wszystkie piłem"
Żartuję, po prostu muszę odwiedzić Czechy.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Niech ten wątek się nie ucieka z mojego pola widzenia poza główny horyzont cyberprzestrzeni. Inaczej wypowiem przedwiecznemu Wszechmogącemu Bogu wojnę!!!
Te Admin weź to przyszpil, dla mnie, co?
Dziś się zdziwiłem. Otóż znalazłem piwo z Budziejovic za 2,48zł. Pełeny, jasny oryginał rozlewany tam.
I ten browar mnie zabił, gdyż nie piłem nigdy jeszcze piwa z tak dosadnie zarysowaną na pierwszym planie goryczką. Goryczka the best.
Manson piłeś jasnego Samsona premium budweiser?
Jak nie to Ci kupię tylko powiedz ile.
http://austrianbeer.co.uk/?International_Beers:Samson_Premium_Budweiser_Beer
Zapach: budweiserowski, ułożony, charakterystyczny. Dla mnie ziołowo-perfumowany.
Piana: nie wiem, piłem dziś z butelek, ale jak przechyliłem butelkę pod kątem 45st. bąble co2 tworzyły kształt doskonałego plastra miodu, kto był kiedyś w pasiece pszczelarskiej ten wie co mam na myśli. I trwała.
Smak: ułożony, harmonijny z dobrej źródlanej wody, ale goryczka przy tym piwie powala na tyle, że trzeba robić coś konstruktywnego na przykład gapić się na drzewa i kołujące na niebie ptaki.
alk: 4,9%
Piwo nie nadaje się do chlania. Alkoholik się tym nie upije będzie kontemplował drzewostan, ludzkie zachowania, reakcje, albo dawne dzieje z których nic już nie wynika. Nic oprócz " Diamonds and rust" Judasów.
Choć ostatecznie nauka z życiowych doświadczeń powinna iść w nas a nie las. E tam zostawię tę kwestię.
Biorąc pod uwagę wiele szczegółów, które daruję sobie przedstawić dla mnie ocena 5-.
Te Admin weź to przyszpil, dla mnie, co?
Dziś się zdziwiłem. Otóż znalazłem piwo z Budziejovic za 2,48zł. Pełeny, jasny oryginał rozlewany tam.
I ten browar mnie zabił, gdyż nie piłem nigdy jeszcze piwa z tak dosadnie zarysowaną na pierwszym planie goryczką. Goryczka the best.
Manson piłeś jasnego Samsona premium budweiser?
Jak nie to Ci kupię tylko powiedz ile.
http://austrianbeer.co.uk/?International_Beers:Samson_Premium_Budweiser_Beer
Zapach: budweiserowski, ułożony, charakterystyczny. Dla mnie ziołowo-perfumowany.
Piana: nie wiem, piłem dziś z butelek, ale jak przechyliłem butelkę pod kątem 45st. bąble co2 tworzyły kształt doskonałego plastra miodu, kto był kiedyś w pasiece pszczelarskiej ten wie co mam na myśli. I trwała.
Smak: ułożony, harmonijny z dobrej źródlanej wody, ale goryczka przy tym piwie powala na tyle, że trzeba robić coś konstruktywnego na przykład gapić się na drzewa i kołujące na niebie ptaki.
alk: 4,9%
Piwo nie nadaje się do chlania. Alkoholik się tym nie upije będzie kontemplował drzewostan, ludzkie zachowania, reakcje, albo dawne dzieje z których nic już nie wynika. Nic oprócz " Diamonds and rust" Judasów.
Choć ostatecznie nauka z życiowych doświadczeń powinna iść w nas a nie las. E tam zostawię tę kwestię.
Biorąc pod uwagę wiele szczegółów, które daruję sobie przedstawić dla mnie ocena 5-.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A ja myślałem, że my sobie tylko tutaj tak piszemy i że poza niewielką gronową czytelniczą kiścią nikt nie zwraca na ten bełkot uwagi.
Ale błąd ignorancji popełniłem, gdyż nie tylko ktoś to czyta, ale nasze wpisy czynnie oddziaływają na jądro marketingu w sklepie Tesco w Chyloni ;)) (joke)
Jeszcze rok wstecz w tym sklepie z czeskich piw nie było nic. A dziś ( bo chyba w niedzielę dostawę mają) uświadczyłem budweisera dark. Tak, tak. 3,89zł za butelkę. (gdy Mansonie tu zaprezentowałeś kiedyś dark'a to kierowany rządzą poznania znalazłem go w knajpie przy gdyńskiej plaży, ale pamiętam tylko to że piłem to była sobota wtedy tyle pamiętam)
A dziś to piję i rejestruję wszystko. I sam nie wiem. Czarny Primator to ekstraktem przebija czarnego budweisa, ułożone są oba, ale prim. jest diabolicznie pięknie słodki co nie pozwala zakosztować tej słodyczy ponad 2 butelki. Pyszne rzeczy.
ps. oddziałujemy na rzeczywistość (no coś trza se wmówić)
Ale błąd ignorancji popełniłem, gdyż nie tylko ktoś to czyta, ale nasze wpisy czynnie oddziaływają na jądro marketingu w sklepie Tesco w Chyloni ;)) (joke)
Jeszcze rok wstecz w tym sklepie z czeskich piw nie było nic. A dziś ( bo chyba w niedzielę dostawę mają) uświadczyłem budweisera dark. Tak, tak. 3,89zł za butelkę. (gdy Mansonie tu zaprezentowałeś kiedyś dark'a to kierowany rządzą poznania znalazłem go w knajpie przy gdyńskiej plaży, ale pamiętam tylko to że piłem to była sobota wtedy tyle pamiętam)
A dziś to piję i rejestruję wszystko. I sam nie wiem. Czarny Primator to ekstraktem przebija czarnego budweisa, ułożone są oba, ale prim. jest diabolicznie pięknie słodki co nie pozwala zakosztować tej słodyczy ponad 2 butelki. Pyszne rzeczy.
ps. oddziałujemy na rzeczywistość (no coś trza se wmówić)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A dla mnie to właśnie czarny bud jest topowy.
W szczególności lany z beczki.
W szczególności przez Petra, w jego boudzie na stoku nad Pecem.
W szczególności po całym dniu trawersowania stoku Śnieżki.
W szczególności w gorące, słoneczne popołudnie i nie mniej gorący wieczór.
W szczególności z Szuroczką obok.
W szczególności z coroną extra w łapie.
Ten z butelki jest tylko przypomnieniem tamtego.
Szczególnie miłym, nie powiem.
Ale przyznam szczerze, że w zagubionych na krańcu świata hospodach pijałem takie piwa, miejscowe, lane i nieznane, że zwariować. Tak naprawdę to dopiero w nieśpiesznej atmosferze czeskiej knajpy nauczyłem sie smakować piwo. Do tej pory tylko je żlopałem. Piwa butelkowe w porównaniu z beczkowymi to jest zupełnie co innego. A piwa niepasteryzowane z pasteryzowanymi tez nieporównywalne. Kvasnicak z Broumowa do dzisiaj wspominam przystając, bo nie da się go wspominać idąc.
A ta maestria obsługi. Wypijasz ostatni łyk piwa, odstawiasz pokal, zawsze w tym momencie wciągasz powietrze, takie jeszcze wypełnione zapachem piwa z pokala, przełykasz resztę pianki, która nie spłynęła do gardła, przymykasz oczy, cofasz rękę od szklanki i słyszysz wypowiedziane z miłym zainteresowaniem: "jesce jedno pivecko?". Toć ja nawet specjalnie czekałem, aż kelnerka wyjdzie z sali, pójdzie do kuchni, omiecie wzrokiem salę i przekonana, że nikomu nic nie brakuje zniknie na zapleczu - wówczas przechylałem pokal, szybko łykałem jego zawartość i rad, żem wreszcie górą odstawiałem go na stół, opierałem się wygodniej na krześle i słyszałem
do pojawiającej się spod ziemi niewiasty "jesce jedno pivecko, pane?".
Albo wspomniany Petr, który z boudy nie wyglądał. A jak juz wychodził to zawsze miał w ręku świeżo nalanego czarnego buda, nawet na mnie nie patrząc stawiał go przede mną, zabierał pusty kufel właśnie co odstawiony i maszerował do boudy z powrotem.
Albo uznanie w oczach czeskiego kelnera, którego po 10 urquellach (z beczki, a jakże) poprosiłem o kieliszek rumu na rozgrzanie żołądka, gdy z oferowanej baterii rumów wybrałem bozkova. Potem już nigdy nie prosiłem o rum, zawsze po każdych 10 piwach sam wjeżdżał na stół.
Brakuje mi w PL takich właśnie zwykłych, niemarkowych, dopieszczonych rzemieślnicza ręką browarów. Brakuje mi możliwości kupna słabych piw, ciemnych, porterów. Brakuje tego wyboru i brakuje czeskich cen.
Jeżeli oddziaływanie na rzeczywistość sprowadzi się do likwidacji tych braków, why not.
W szczególności lany z beczki.
W szczególności przez Petra, w jego boudzie na stoku nad Pecem.
W szczególności po całym dniu trawersowania stoku Śnieżki.
W szczególności w gorące, słoneczne popołudnie i nie mniej gorący wieczór.
W szczególności z Szuroczką obok.
W szczególności z coroną extra w łapie.
Ten z butelki jest tylko przypomnieniem tamtego.
Szczególnie miłym, nie powiem.
Ale przyznam szczerze, że w zagubionych na krańcu świata hospodach pijałem takie piwa, miejscowe, lane i nieznane, że zwariować. Tak naprawdę to dopiero w nieśpiesznej atmosferze czeskiej knajpy nauczyłem sie smakować piwo. Do tej pory tylko je żlopałem. Piwa butelkowe w porównaniu z beczkowymi to jest zupełnie co innego. A piwa niepasteryzowane z pasteryzowanymi tez nieporównywalne. Kvasnicak z Broumowa do dzisiaj wspominam przystając, bo nie da się go wspominać idąc.
A ta maestria obsługi. Wypijasz ostatni łyk piwa, odstawiasz pokal, zawsze w tym momencie wciągasz powietrze, takie jeszcze wypełnione zapachem piwa z pokala, przełykasz resztę pianki, która nie spłynęła do gardła, przymykasz oczy, cofasz rękę od szklanki i słyszysz wypowiedziane z miłym zainteresowaniem: "jesce jedno pivecko?". Toć ja nawet specjalnie czekałem, aż kelnerka wyjdzie z sali, pójdzie do kuchni, omiecie wzrokiem salę i przekonana, że nikomu nic nie brakuje zniknie na zapleczu - wówczas przechylałem pokal, szybko łykałem jego zawartość i rad, żem wreszcie górą odstawiałem go na stół, opierałem się wygodniej na krześle i słyszałem
do pojawiającej się spod ziemi niewiasty "jesce jedno pivecko, pane?".
Albo wspomniany Petr, który z boudy nie wyglądał. A jak juz wychodził to zawsze miał w ręku świeżo nalanego czarnego buda, nawet na mnie nie patrząc stawiał go przede mną, zabierał pusty kufel właśnie co odstawiony i maszerował do boudy z powrotem.
Albo uznanie w oczach czeskiego kelnera, którego po 10 urquellach (z beczki, a jakże) poprosiłem o kieliszek rumu na rozgrzanie żołądka, gdy z oferowanej baterii rumów wybrałem bozkova. Potem już nigdy nie prosiłem o rum, zawsze po każdych 10 piwach sam wjeżdżał na stół.
Brakuje mi w PL takich właśnie zwykłych, niemarkowych, dopieszczonych rzemieślnicza ręką browarów. Brakuje mi możliwości kupna słabych piw, ciemnych, porterów. Brakuje tego wyboru i brakuje czeskich cen.
Jeżeli oddziaływanie na rzeczywistość sprowadzi się do likwidacji tych braków, why not.
Piwo Żywe.
Producent: Browar Amber w Bielkówku.
Alko: 6,2%.
Zakupione w Delikatesach pod Dębem w Starogardzie za 3,80 zł sztuka.
Piwo niepasteryzowane.
Po pierwsze, uwielbiam butelki, w których sprzedawane jest żywe. Te wąskie, smukłe, czesi sprzedawali w nich kiedyś prawie wszystkie piwa. Niemcy też. Nie lubię butelek, w które piwo leje Żywiec. Są dla mnie nijakie.
Po drugie, chwała browarnikom produkującym piwa niepasteryzowane. Tak właśnie powinno być, małe browary, lokalne piwa, często do szybkiego spożycia. Swego czasu spotkałem browarnika, który wyłuszczył mi, iż pasteryzacja jest metodą utrwalania piwa wymyśloną przez tych, co nie umieją piwa warzyć. Tym sposobem udaje im się wydłużyć okres przechowywania piwa bez skwaśnienia, może ktoś je w końcu kupi. Dobrzy browarnicy nie muszą pasteryzować piwa. Bez problemu wytrzymuje ono miesiąc. Jeżeli po tym czasie się nie sprzeda znaczy bubel.
Żywe jest jasne. Ma piękną, perlistą pianę, która jednak nie utrzymuje się. W smaku bardzo rześkie, delikatne, z lekką nutką kwasową. Przypomina mi piwa, jakie pijałem w czasach komuny, nieskażone jeszcze współczesną technologią. Mam ochotę je pić, jest niecodzienne.
Moja ocena: 4 solidne.
Jak siądę sobie pod świerkiem z C, żeby pomyśleć o wędzarni i popić piwa, to będziemy pić właśnie żywe. On trochę kasy ma, jak brzuch jak Moby Dick, i on, i ja, będziemy piwo pić.
http://www.youtube.com/watch?v=EHohNRWgybQ
Producent: Browar Amber w Bielkówku.
Alko: 6,2%.
Zakupione w Delikatesach pod Dębem w Starogardzie za 3,80 zł sztuka.
Piwo niepasteryzowane.
Po pierwsze, uwielbiam butelki, w których sprzedawane jest żywe. Te wąskie, smukłe, czesi sprzedawali w nich kiedyś prawie wszystkie piwa. Niemcy też. Nie lubię butelek, w które piwo leje Żywiec. Są dla mnie nijakie.
Po drugie, chwała browarnikom produkującym piwa niepasteryzowane. Tak właśnie powinno być, małe browary, lokalne piwa, często do szybkiego spożycia. Swego czasu spotkałem browarnika, który wyłuszczył mi, iż pasteryzacja jest metodą utrwalania piwa wymyśloną przez tych, co nie umieją piwa warzyć. Tym sposobem udaje im się wydłużyć okres przechowywania piwa bez skwaśnienia, może ktoś je w końcu kupi. Dobrzy browarnicy nie muszą pasteryzować piwa. Bez problemu wytrzymuje ono miesiąc. Jeżeli po tym czasie się nie sprzeda znaczy bubel.
Żywe jest jasne. Ma piękną, perlistą pianę, która jednak nie utrzymuje się. W smaku bardzo rześkie, delikatne, z lekką nutką kwasową. Przypomina mi piwa, jakie pijałem w czasach komuny, nieskażone jeszcze współczesną technologią. Mam ochotę je pić, jest niecodzienne.
Moja ocena: 4 solidne.
Jak siądę sobie pod świerkiem z C, żeby pomyśleć o wędzarni i popić piwa, to będziemy pić właśnie żywe. On trochę kasy ma, jak brzuch jak Moby Dick, i on, i ja, będziemy piwo pić.
http://www.youtube.com/watch?v=EHohNRWgybQ
piłem je wczoraj do obiadu. po czym zasnąłem kilkunastogodzinnym snem sprawiedliwego. a teraz już kadarka, jako że prezent (jedyny, który dostałem) trzymam w kredensie na specjalną okazję.
a kadarka oznacza, że zaraz się rozpływać zacznę i coś tam pisać od rzeczy. na początek tym, co oglądają dzisiaj orła zwisłego dam pewną radę. wyłączcie fonię w tv i włączcie radio na 95,70. tam redaktor "kończ pan, panie turek" zimoch daje czadu. tak na oko 16 razy lepiej ogląda się skoki z jego komentarzem.
co tam jeszcze? aha, kilka wersów z jesienina. rzadko rusza mnie poezja, ale dzisiaj usłyszałem poniższe słowa i był rezonans:
Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem.
Że kobiece całowałem piersi,
Gniotłem kwiaty i trawy w parowie,
I że zwierząt, braci naszych mniejszych,
Nigdy pałką nie biłem po głowie.
a kadarka oznacza, że zaraz się rozpływać zacznę i coś tam pisać od rzeczy. na początek tym, co oglądają dzisiaj orła zwisłego dam pewną radę. wyłączcie fonię w tv i włączcie radio na 95,70. tam redaktor "kończ pan, panie turek" zimoch daje czadu. tak na oko 16 razy lepiej ogląda się skoki z jego komentarzem.
co tam jeszcze? aha, kilka wersów z jesienina. rzadko rusza mnie poezja, ale dzisiaj usłyszałem poniższe słowa i był rezonans:
Wiele myśli przemyślałem w ciszy,
Wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy,
Jam szczęśliwy po prostu, że żyłem.
Że kobiece całowałem piersi,
Gniotłem kwiaty i trawy w parowie,
I że zwierząt, braci naszych mniejszych,
Nigdy pałką nie biłem po głowie.
hahahaaaaa "Turku kończ ten mecz" pamiętam, pamiętam :))
A żywe to dobre piwo tak jak i koźlak amberowy. Ostatnio piłem z piw "dziwnych" piwo Arka Gdynia i Jastarnia - Hel, całkiem znośne.
I Hobo ma oczywiście rację z radiem, Manson też ma rację, że niepasteryzowane z zasady powinno być lepsze. Natomiast Ćma też oczywiście ma rację pisząc, że Manson ładnie pisze ;)
idę na II serię (bez marudzenia)
A żywe to dobre piwo tak jak i koźlak amberowy. Ostatnio piłem z piw "dziwnych" piwo Arka Gdynia i Jastarnia - Hel, całkiem znośne.
I Hobo ma oczywiście rację z radiem, Manson też ma rację, że niepasteryzowane z zasady powinno być lepsze. Natomiast Ćma też oczywiście ma rację pisząc, że Manson ładnie pisze ;)
idę na II serię (bez marudzenia)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Carlsberg.
Producent: Carlsberg Polska.
Alko 5%
Nie wiem ile kosztuje, bo dostałem od leśniczego.
Piwo bardzo jasne, rzekłbym słomkowe. Piana śliczna, ale zupełnie nietrwała. Smak kojarzy mi się z wieczorami spędzanymi w hotelowych barach pomiędzy "bardzo ważnymi spotkaniami" a chwilą snu w pokoju hotelowym, gdzie neony i światła miasta kłują w oczy aż do świtu. To nie jest piwo dla ludzi mojego stanu, pewnie japiszony znajdą w nim więcej uroku.
Ocena: 3. Poprawne, bez duszy.
Z tego wszystkiego szalenie podoba mi się hasło reklamowe: probably the best beer in the world. Moim zdaniem najbliższe prawdy z całego sloganu jest słowo: probably.
Producent: Carlsberg Polska.
Alko 5%
Nie wiem ile kosztuje, bo dostałem od leśniczego.
Piwo bardzo jasne, rzekłbym słomkowe. Piana śliczna, ale zupełnie nietrwała. Smak kojarzy mi się z wieczorami spędzanymi w hotelowych barach pomiędzy "bardzo ważnymi spotkaniami" a chwilą snu w pokoju hotelowym, gdzie neony i światła miasta kłują w oczy aż do świtu. To nie jest piwo dla ludzi mojego stanu, pewnie japiszony znajdą w nim więcej uroku.
Ocena: 3. Poprawne, bez duszy.
Z tego wszystkiego szalenie podoba mi się hasło reklamowe: probably the best beer in the world. Moim zdaniem najbliższe prawdy z całego sloganu jest słowo: probably.
przegazowane i rozwodnione. najlepszy w calrlsbergu jest moment otwierania. kapsel typu twist. psss
za to sok pomidorowy fortuna jest smaczny. nie wiem ile piekarze zapłacili papieżowi za reklamę chleba, ale liczę na to, że producenci soku pomidorowego zrobią zrzutę i benedykt zgodzi się wreszcie skorygować tekst tej modlitwy. i będzie jak następuje:
"...chleba naszego powszedniego i soku pomidorowego
daj nam dzisiaj..."
za to sok pomidorowy fortuna jest smaczny. nie wiem ile piekarze zapłacili papieżowi za reklamę chleba, ale liczę na to, że producenci soku pomidorowego zrobią zrzutę i benedykt zgodzi się wreszcie skorygować tekst tej modlitwy. i będzie jak następuje:
"...chleba naszego powszedniego i soku pomidorowego
daj nam dzisiaj..."
A teraz Wam "sprzedam" moją prawdę.
W piwie (ulubionym wg gustu) to zawsze najpiękniejsze jest to pierwsze długie pociągnięcie, ten pierwszy głęboki łyk kiedy się styrany wraca z roboty i pragnienie daje o sobie znać. Te bąbelki, piana i życia gorycz zawarta w piwie.
I dla takich rzeczy czasem warto żyć po prostu. Całą reszta w postaci opróżniania kolejnych butelek jest już tylko powielaniem. Bardzo miłym wprawdzie, ale próbą powtórzenia pierwszego doznania. Ot ma mądrość. (mam nadzieję, że nikomu w ten sposób nie nawrzucałem ;)))))))
W piwie (ulubionym wg gustu) to zawsze najpiękniejsze jest to pierwsze długie pociągnięcie, ten pierwszy głęboki łyk kiedy się styrany wraca z roboty i pragnienie daje o sobie znać. Te bąbelki, piana i życia gorycz zawarta w piwie.
I dla takich rzeczy czasem warto żyć po prostu. Całą reszta w postaci opróżniania kolejnych butelek jest już tylko powielaniem. Bardzo miłym wprawdzie, ale próbą powtórzenia pierwszego doznania. Ot ma mądrość. (mam nadzieję, że nikomu w ten sposób nie nawrzucałem ;)))))))
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Primator stout.
http://www.primator.cz/cs/psp_12.html
Producent: Browar w Nachodzie.
Alko 4,7%
Kolor czarny, piana kremowa, tworząca półcentymetrowy kołnierzyk.
Smak: porządny stout.
Idę o zakład, że nie wiedząc co pijecie, uznacie, że to guinness. Doskonały angielski stout, silna i męska goryczka, długi smak. Orzeźwiające i pobudzające. Piwo na nocne rozmowy i do oglądania meczów. Czesi mistrzowsko odtworzyli to, o co w tym piwie chodzi.
Jako ciekawostkę dodam, że z opisu wynika, iż chmiel sprowadzają z Anglii. No to mamy trochę bliżej po prawdziwego stouta za rozsądną cenę.
Ocena ogólna: 4+, choć to piwo dla wąskiego grona smakoszy.
http://www.primator.cz/cs/psp_12.html
Producent: Browar w Nachodzie.
Alko 4,7%
Kolor czarny, piana kremowa, tworząca półcentymetrowy kołnierzyk.
Smak: porządny stout.
Idę o zakład, że nie wiedząc co pijecie, uznacie, że to guinness. Doskonały angielski stout, silna i męska goryczka, długi smak. Orzeźwiające i pobudzające. Piwo na nocne rozmowy i do oglądania meczów. Czesi mistrzowsko odtworzyli to, o co w tym piwie chodzi.
Jako ciekawostkę dodam, że z opisu wynika, iż chmiel sprowadzają z Anglii. No to mamy trochę bliżej po prawdziwego stouta za rozsądną cenę.
Ocena ogólna: 4+, choć to piwo dla wąskiego grona smakoszy.
A ja dziś fizycznie dałem se tak w palnik, że w dłoniach mocy żadnej nie posiadam. Ledwo co czajnik z wodą na herbatę wstawiłem.
6 bitych godz. rąbałem drwa i drewutnię pod dach zapełniłem. I piłowałem. A potem usiadłem i myślałem jakim sposobem mam wyrwać z gleby półmetrowy pień z korzeniami 30 letniej śliwy co ją ściąłem na jesieni. (piłę spalinową mam w remoncie jak zejdę do piwnicy to złożę jej kiedyś silnik)
Siedziałem i myślałem bo mimo, że pień odkopany, korzenie wodą wypłukane i poodcinane to ruchu i woli wydostania się pniaka żadnego nie wyczuwałem. Ani o centymetr. Śliwy głęboko zapuszczają korzenie. A ta jeszcze rosła metr od mej hacjendy - więc pole działania ograniczone.
I wtedy pojawił się na horyzoncie na rauszu działkowy Krzych. :)) Wysłuchał mój problem i powiedział z uśmiechem wyrozumiałego nauczyciela "chodź" do mnie.
To polazłem. Wręczył mi 5kg klina i 10kg młot. W parę minut rozkwasiłem na cztery pień (ale ładnie się rozpękał) ale wydostać go łatwo to nie było. Ale się udało. :))
Na koniec ponownie wziąłem moją największą siekierę żeby rąbnąć iiiiiiiiiiiii czułem jakbym trzymał w dłoni długopis. 10kg młoty są coool. Idę herbata się robi.
6 bitych godz. rąbałem drwa i drewutnię pod dach zapełniłem. I piłowałem. A potem usiadłem i myślałem jakim sposobem mam wyrwać z gleby półmetrowy pień z korzeniami 30 letniej śliwy co ją ściąłem na jesieni. (piłę spalinową mam w remoncie jak zejdę do piwnicy to złożę jej kiedyś silnik)
Siedziałem i myślałem bo mimo, że pień odkopany, korzenie wodą wypłukane i poodcinane to ruchu i woli wydostania się pniaka żadnego nie wyczuwałem. Ani o centymetr. Śliwy głęboko zapuszczają korzenie. A ta jeszcze rosła metr od mej hacjendy - więc pole działania ograniczone.
I wtedy pojawił się na horyzoncie na rauszu działkowy Krzych. :)) Wysłuchał mój problem i powiedział z uśmiechem wyrozumiałego nauczyciela "chodź" do mnie.
To polazłem. Wręczył mi 5kg klina i 10kg młot. W parę minut rozkwasiłem na cztery pień (ale ładnie się rozpękał) ale wydostać go łatwo to nie było. Ale się udało. :))
Na koniec ponownie wziąłem moją największą siekierę żeby rąbnąć iiiiiiiiiiiii czułem jakbym trzymał w dłoni długopis. 10kg młoty są coool. Idę herbata się robi.
Łomża niepasteryzowane.
Producent: Browar Łomża.
Alko 6%.
Niepasteryzowane.
Kolor bursztynowy.
Piana bardzo ładna, ale nie za bardzo trwała.
Smak odświeżający, ale nie pozostaje długo.
Kupiłem w POLO MARKECIE za 2,19 zł.
Pierwsze co mi się bardzo podoba to butelka beczułka. Drzewiej w takich beczułkach kupowało się gdańskie i spijało gdzieś w plenerze. Drugie, to bardzo ascetyczna, rzec by można socrealistyczna, etykieta. Obie rzeczy dają takie właśnie socrealistyczne wrażenie, które w feerii kolorów współczesnych piw, które wabią, kuszą i obiecują wydaje się być nijakie, ale takim dinozaurom jak ja przypomina to stare czasy (rzekłbym dzieciństwa, ale to mogłoby wywołać mylne skojarzenie jakoby za komuny dzieciom pic piwo wolno było).
Moim zdanie fajne, poprawne piwko, akurat na popołudnie albo do grilla. Ja to chyba z natury będę popierał piwa niepasteryzowane, tak krna mam.
Ocena ogólna: 3+
Producent: Browar Łomża.
Alko 6%.
Niepasteryzowane.
Kolor bursztynowy.
Piana bardzo ładna, ale nie za bardzo trwała.
Smak odświeżający, ale nie pozostaje długo.
Kupiłem w POLO MARKECIE za 2,19 zł.
Pierwsze co mi się bardzo podoba to butelka beczułka. Drzewiej w takich beczułkach kupowało się gdańskie i spijało gdzieś w plenerze. Drugie, to bardzo ascetyczna, rzec by można socrealistyczna, etykieta. Obie rzeczy dają takie właśnie socrealistyczne wrażenie, które w feerii kolorów współczesnych piw, które wabią, kuszą i obiecują wydaje się być nijakie, ale takim dinozaurom jak ja przypomina to stare czasy (rzekłbym dzieciństwa, ale to mogłoby wywołać mylne skojarzenie jakoby za komuny dzieciom pic piwo wolno było).
Moim zdanie fajne, poprawne piwko, akurat na popołudnie albo do grilla. Ja to chyba z natury będę popierał piwa niepasteryzowane, tak krna mam.
Ocena ogólna: 3+
Piwo niepasteryzowane Kasztelan.
Producent Browar Sierpc.
Alko 5,7%.
http://www.carlsbergpolska.pl/marki/kasztelan_niepasteryzowany
Cena jakoś tak koło dyszki za czteropak.
Piana bardzo ładna, równomierna, ale nie za bardzo trwała.
Kolor żółty, bez odcienia bursztynu.
Smak taki sobie, poprawny, lekka goryczka. Nie pozostaje zbyt długo.
Jak na mój gust przebrzmiewa w nim nuta czegoś, za co nigdy nie lubiłem piw z Okocimia. I wydawało mi się, że to charakterystyczne dla piw pasteryzowanych. Jeżeli się mylę, to koledzy z Sierpca wyprodukowali piwo niepasteryzowane bez charakterystycznych dla niego kvasinek (nie wiem, jak to po polsku). A to chyba byłby sukces. Jednakże z punktu widzenia moich oczekiwań brak owych kvasinek to tak, jakby - ujmę to w stylu mojego brachola C - kobieta musiała koniecznie kończyć przed 20 bo musi się zameldować w domu :))) Coś nie tak panowie z browaru Sierpc, coś nie tak.
Ocena ogólna 3. Ale poza letnimi dniami z chęcią ugaszenia pragnienia chyba bez zbytniego odzewu.
Producent Browar Sierpc.
Alko 5,7%.
http://www.carlsbergpolska.pl/marki/kasztelan_niepasteryzowany
Cena jakoś tak koło dyszki za czteropak.
Piana bardzo ładna, równomierna, ale nie za bardzo trwała.
Kolor żółty, bez odcienia bursztynu.
Smak taki sobie, poprawny, lekka goryczka. Nie pozostaje zbyt długo.
Jak na mój gust przebrzmiewa w nim nuta czegoś, za co nigdy nie lubiłem piw z Okocimia. I wydawało mi się, że to charakterystyczne dla piw pasteryzowanych. Jeżeli się mylę, to koledzy z Sierpca wyprodukowali piwo niepasteryzowane bez charakterystycznych dla niego kvasinek (nie wiem, jak to po polsku). A to chyba byłby sukces. Jednakże z punktu widzenia moich oczekiwań brak owych kvasinek to tak, jakby - ujmę to w stylu mojego brachola C - kobieta musiała koniecznie kończyć przed 20 bo musi się zameldować w domu :))) Coś nie tak panowie z browaru Sierpc, coś nie tak.
Ocena ogólna 3. Ale poza letnimi dniami z chęcią ugaszenia pragnienia chyba bez zbytniego odzewu.
Zaś ja zrewidowałem na powrót specjala. (ale puszkowego a nie w butelce, butelkowy lepszy jest, ale butelki to zawsze są dowody zbrodni ;) I zmuszonym jest względem siebie samego subiektywnie zaniżyć mu ocenę o pół stopnia. A bo zaczęło się wczoraj późnym popołudniem. Trwało to przez wieczór, noc, aż do godziny 7 rano dziś. Ile? To nie liczę. Niby po co. Mózgi w sejmie są od sprawozdań, wykresów i proporcji. A ja w sejmie nie siedzę.
Dwie duże siaty w sumie.
Nie foliowe - ale płócienne i pojemne jak mój umysł ;)
Nie powiem, specjal pozwolił mi lekką stopą dotykać ziemi wczoraj. Około północy spotkałem dwa jeże. A księżyc świecił tak, że moja aleja lip na polach rzucała cień na trawę. Ja też rzucałem swój własny cień. Zupełnie nieświadomie. Było pięknie.
Ale jak się obudziłem to trampek w gębie i Guantánamo w głowie.
W dwóch puszkach zostało na spory łyk. No i żarówa w nocnej lampce się świeciła. O ja pierdolę, to chyba nadchodzi jesień mojego życia. Co nie Manson?? ;DD
Zatem minus dla specjala :DDD
Potem piłowałem ręczną piłą typu "moja twoja". Sam. I wylazłem na powierzchnię. Lekko nie było.
A wracając kupiłem w Tesco buda. O k****. Nawodnił mnie niczym udrożniony kanał melioracyjny pole ryżowe gdzieś w środkowym Wietnamie.
Reasumując budweiser tak. Specjal też tak.
Dwie duże siaty w sumie.
Nie foliowe - ale płócienne i pojemne jak mój umysł ;)
Nie powiem, specjal pozwolił mi lekką stopą dotykać ziemi wczoraj. Około północy spotkałem dwa jeże. A księżyc świecił tak, że moja aleja lip na polach rzucała cień na trawę. Ja też rzucałem swój własny cień. Zupełnie nieświadomie. Było pięknie.
Ale jak się obudziłem to trampek w gębie i Guantánamo w głowie.
W dwóch puszkach zostało na spory łyk. No i żarówa w nocnej lampce się świeciła. O ja pierdolę, to chyba nadchodzi jesień mojego życia. Co nie Manson?? ;DD
Zatem minus dla specjala :DDD
Potem piłowałem ręczną piłą typu "moja twoja". Sam. I wylazłem na powierzchnię. Lekko nie było.
A wracając kupiłem w Tesco buda. O k****. Nawodnił mnie niczym udrożniony kanał melioracyjny pole ryżowe gdzieś w środkowym Wietnamie.
Reasumując budweiser tak. Specjal też tak.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A ja to wczoraj tak się namieszałem, że już sam nie wiem co mnie w końcu sprowadziło do parteru.
Najpierw carlsberg, potem sierpc, potem warka, potem wiśniówka bo kolega zrobił, potem żywiec i na koniec wreszcie budy, jak sobie wszyscy poszli do siebie albo spać i zostałem sam ze sobą.
A dzisiaj lajtowo, siekierką pomachałem, tez dobrze robi :)))
Najpierw carlsberg, potem sierpc, potem warka, potem wiśniówka bo kolega zrobił, potem żywiec i na koniec wreszcie budy, jak sobie wszyscy poszli do siebie albo spać i zostałem sam ze sobą.
A dzisiaj lajtowo, siekierką pomachałem, tez dobrze robi :)))
kurka wodna jaki ten text do mnie trafia.
http://www.youtube.com/watch?v=_N9rH2x5KUw
http://www.youtube.com/watch?v=_N9rH2x5KUw
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo żytnie.
Browar Konstancin.
Alko 5,3%
Pierwsze przemysłowe piwo żytnie w Polsce.
http://kopyr.wordpress.com/2010/03/07/zytnie/
Kupione gdzieś na Żabiance, ale ze względu na poruszanie się na autopilocie nie pamiętam gdzie i za ile. Na pewno drogo, bo ja na autopilocie zawsze drogo kupuję.
Kopyr w zasadzie powiedział wszystko.
Ja dodam tylko, że piana w moim była bardzo obfita, dwuwarstwowa, na dole drobna, u góry duże bąble.
Zeszła szybko.
Jak dla mnie za dużo kwasu w tym piwie, a za mało głębi smaku.
Nie lubię takich wynalazków, bo choć uwielbiam piwa z lokalnych browarów, to chodzi mi tu o piwa robione dla piwa, a nie dla pieniędzy.
Sorry chłopaki z Konstancina, nie smakowało mi.
Jak dla mnie 3. Chociaż 2, bo nie będę go już powtarzał.
Browar Konstancin.
Alko 5,3%
Pierwsze przemysłowe piwo żytnie w Polsce.
http://kopyr.wordpress.com/2010/03/07/zytnie/
Kupione gdzieś na Żabiance, ale ze względu na poruszanie się na autopilocie nie pamiętam gdzie i za ile. Na pewno drogo, bo ja na autopilocie zawsze drogo kupuję.
Kopyr w zasadzie powiedział wszystko.
Ja dodam tylko, że piana w moim była bardzo obfita, dwuwarstwowa, na dole drobna, u góry duże bąble.
Zeszła szybko.
Jak dla mnie za dużo kwasu w tym piwie, a za mało głębi smaku.
Nie lubię takich wynalazków, bo choć uwielbiam piwa z lokalnych browarów, to chodzi mi tu o piwa robione dla piwa, a nie dla pieniędzy.
Sorry chłopaki z Konstancina, nie smakowało mi.
Jak dla mnie 3. Chociaż 2, bo nie będę go już powtarzał.
Piwo porter warmiński.
Producent Browar Kormoran z Olsztyna.
Alko 9,0%.
http://www.bk.com.pl/?pageid=45
Kolor: wiśniowo-czarny.
Piana: bardzo ładnie się pieni, na dole drobna, u góry bąble, nietrwała, szybko opada.
Smak: taki sobie. Jak na mój gust porter bez palonego jęczmienia i języka lepiącego się do podniebienia to nie jest porter.
Stanowczo zbyt wodnisty.
Ogólna ocena: 3-
Chyba pora kończyć to degustowanie, bo jak sobie poczytam w necie peany na cześć co poniektórych piw i pooglądam ich medale to dochodzę do wniosku, że zaczynam narzekać jak Statler i Waldorf.
Ale na koniec sobie pozwolę, chyba największa obelga jaką umiem wymyślić: chłopaki, nawet żywiec robi lepsze piwo.
Producent Browar Kormoran z Olsztyna.
Alko 9,0%.
http://www.bk.com.pl/?pageid=45
Kolor: wiśniowo-czarny.
Piana: bardzo ładnie się pieni, na dole drobna, u góry bąble, nietrwała, szybko opada.
Smak: taki sobie. Jak na mój gust porter bez palonego jęczmienia i języka lepiącego się do podniebienia to nie jest porter.
Stanowczo zbyt wodnisty.
Ogólna ocena: 3-
Chyba pora kończyć to degustowanie, bo jak sobie poczytam w necie peany na cześć co poniektórych piw i pooglądam ich medale to dochodzę do wniosku, że zaczynam narzekać jak Statler i Waldorf.
Ale na koniec sobie pozwolę, chyba największa obelga jaką umiem wymyślić: chłopaki, nawet żywiec robi lepsze piwo.
A ja.
No a ja stwierdziłem, że piwo ma dużo witamin. I należy je pić.
Poza tą refleksją nie lubię specjal (nie) gdy wartościowe wątki odpływają w prehistorii kurz.
Piwo jasne Gniewosz z browaru Gontyniec co to mieści się w mieście Pile.Cena 3,20pln za beczułkę 330ml. Nie no mam słabość do tych buteleczek/granatów, że blady strach. Ambera m.in. można w nich uświadczyć. Dawniej jak zapewne doskonale wiem Ojciec założyciel - gdańskie. Ale to dawniej.
Zmuszonym się przyznać, iż kształt szyjki w "beczułkach" przywołuje mi w myślach kobiecą pierś :) kształtną, miękką i gorącą, ale ja to zawsze miałem na odwyrtkę. W każdym razie dobrze mi się w dłonie układa (ta butelka rzecz jasna) jedyna wada tutaj - przy mojej szerokopasmowej gardzieli - to te 330ml. W życiu to tak już jest, że coś za coś.
A sama zawartość very poprawna. Bo to proste, męskie piwo jakie lubię. Poza sporą dozą goryczki (naprawdę wyczuwalną) piwo nie rozpieszcza, ale co tam mężczyźni nie do pieszczenia ino od pieszczenia - tak sobie tylko myślę. Bo to subiektywny przegląd przecie. :))
Zresztą ja to burak z samego krańcowego obrzeża Gdyni, to co tu się po mnie można spodziewać. Piwo świeże. Daję 4 na szynach.
No a ja stwierdziłem, że piwo ma dużo witamin. I należy je pić.
Poza tą refleksją nie lubię specjal (nie) gdy wartościowe wątki odpływają w prehistorii kurz.
Piwo jasne Gniewosz z browaru Gontyniec co to mieści się w mieście Pile.Cena 3,20pln za beczułkę 330ml. Nie no mam słabość do tych buteleczek/granatów, że blady strach. Ambera m.in. można w nich uświadczyć. Dawniej jak zapewne doskonale wiem Ojciec założyciel - gdańskie. Ale to dawniej.
Zmuszonym się przyznać, iż kształt szyjki w "beczułkach" przywołuje mi w myślach kobiecą pierś :) kształtną, miękką i gorącą, ale ja to zawsze miałem na odwyrtkę. W każdym razie dobrze mi się w dłonie układa (ta butelka rzecz jasna) jedyna wada tutaj - przy mojej szerokopasmowej gardzieli - to te 330ml. W życiu to tak już jest, że coś za coś.
A sama zawartość very poprawna. Bo to proste, męskie piwo jakie lubię. Poza sporą dozą goryczki (naprawdę wyczuwalną) piwo nie rozpieszcza, ale co tam mężczyźni nie do pieszczenia ino od pieszczenia - tak sobie tylko myślę. Bo to subiektywny przegląd przecie. :))
Zresztą ja to burak z samego krańcowego obrzeża Gdyni, to co tu się po mnie można spodziewać. Piwo świeże. Daję 4 na szynach.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
No i na portera mnie wzięło. To zakupiłem.
Baltic porter. Ponad 5pln za butelkę - mniejsza o to, ja nie mam w głowie liczydła. Podatek w cenie uczciwie zapłaciłem - niepodległość państwa polskiego wspomogłem i wystarczy.
Ma 8,1% zaś ekstraktu 22 blg. A widzisz Manson :))
Stanowczo mniej słodkie niż czarny Primator.
Porter Baltic jest piwem niefiltrowanym - to dobrze od filtrowania mam nery.
Typ butelczyny taki jaki preferuje w swym zamyśle Ojciec Założyciel.
Czyli smukła i prosta. Jak przy niemieckich rieslingach.
Co to piwo niesie sobą?
Sobie kupcie to się dowiecie.
(żartowałem)
Dwie butelki można wypić.
Z wyprostowanymi, opartymi o balustradę werandy kopytami, albo na hamaku pomiędzy sypiącymi białe kwiaty jabłoniami, przemyśliwując nieśpiesznie nieistotne kwestie życiowe. Te kwestie bardziej słodkie, aniżeli gorzkie.
Do rzeczy. Słodkawe. Palone, czekoladowe i rzeczywiście zawiera posmak owoców, w każdym razie czerń kawy nie przytłacza mi tutaj koloru owoców, co jest dość rzadkim wrażeniem w słodkich porterach. I za to 3+.
Ale musi być spokój, słońce, cisza, "dzwon" halibuta w sreberku na grillu uprzednio podlany sosem sojowym i cytryną, mały słoik z mixem kiełków i jasno określony plan na ciemną, parną, ulewną czerwcową noc. Wtedy z 3+ będzie 4-.
Baltic porter. Ponad 5pln za butelkę - mniejsza o to, ja nie mam w głowie liczydła. Podatek w cenie uczciwie zapłaciłem - niepodległość państwa polskiego wspomogłem i wystarczy.
Ma 8,1% zaś ekstraktu 22 blg. A widzisz Manson :))
Stanowczo mniej słodkie niż czarny Primator.
Porter Baltic jest piwem niefiltrowanym - to dobrze od filtrowania mam nery.
Typ butelczyny taki jaki preferuje w swym zamyśle Ojciec Założyciel.
Czyli smukła i prosta. Jak przy niemieckich rieslingach.
Co to piwo niesie sobą?
Sobie kupcie to się dowiecie.
(żartowałem)
Dwie butelki można wypić.
Z wyprostowanymi, opartymi o balustradę werandy kopytami, albo na hamaku pomiędzy sypiącymi białe kwiaty jabłoniami, przemyśliwując nieśpiesznie nieistotne kwestie życiowe. Te kwestie bardziej słodkie, aniżeli gorzkie.
Do rzeczy. Słodkawe. Palone, czekoladowe i rzeczywiście zawiera posmak owoców, w każdym razie czerń kawy nie przytłacza mi tutaj koloru owoców, co jest dość rzadkim wrażeniem w słodkich porterach. I za to 3+.
Ale musi być spokój, słońce, cisza, "dzwon" halibuta w sreberku na grillu uprzednio podlany sosem sojowym i cytryną, mały słoik z mixem kiełków i jasno określony plan na ciemną, parną, ulewną czerwcową noc. Wtedy z 3+ będzie 4-.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Czarny primator to nie jest porter, to jest dubel.
Od portera nie oczekuję słodyczy, wręcz przeciwnie, powinien być gorzki jak pozew rozwodowy od ukochanej żony. A przy tym gęsty w smaku, samo piwo, bez wody. A czarny primator to jest po prostu lepka słodycz, mocny, powinien zabujać, ale zasmakować jak pocałunek kochanki, odurzyć wręcz i pozostawić po sobie wspomnienie słodyczy na długo, i żądać więcej. A porter nie, ten może wykrzywić usta jak łyk piołunu i ponieść, jak czarny koń przez step w bezksiężycową, utkaną gwiazdami noc - nie jako oczekiwanie, ale jako część twardego, surowego życia.
Czasem ciągnie człowieka do miast :)
Łaziłem sobie po Gdańsku, wpadałem na piwko to tu, to tam. Nie powiem, piwo beczkowe, nawet tak proste jak specjal czy warka z beczki smakuje wybornie. Trzeba je oczywiście podać w dobrej temperaturze i zimnym szkle. Z tym nie jest najgorzej.
Ale butelkowe jest do bani.
Ja tam się nie znam na niuansach produkcji przemysłowej. Jestem zwykłym piwożłopem i po prostu jedno mi smakuje, a inne nie.
Nawet sobie myślałem, że może jestem jakiś zboczony na punkcie polskich piw i systemowo się czepiam. Ale chyba jednak nie.
Do dziś pamiętam, jak rozpływał się w ustach wrocławski magnat, albo jak specjalnie jeździłem do Bydgoszczy po skrzynkę kujawiaka. A to wcale nie są jakieś odległe czasy, a jedynie sprzed panowania Variselli i Union Brau.
Polskie piwa mają niedobry posmak, za dużo jakiegoś kwasu, jakby były niewyleżakowane albo leżakowane w nieodpowiednich warunkach. Nie znam się na tym, pisałem.
Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, to mnie w tej chwili nie stać. Ale jeżeli Najwyższy nie będzie mi podstawiać nogi to spróbuję się z produkcją piwa. Po prostu nie wierzę, że nie można uwarzyć solidnego, smacznego trunku. Na świecie minibrowarów pełno.
A pasteryzować to sobie będę sałatki na zimę :))
A chyba jednak czasem coś jeszcze pozrzędzę. Co mi tam. Od tego HP :)
Od portera nie oczekuję słodyczy, wręcz przeciwnie, powinien być gorzki jak pozew rozwodowy od ukochanej żony. A przy tym gęsty w smaku, samo piwo, bez wody. A czarny primator to jest po prostu lepka słodycz, mocny, powinien zabujać, ale zasmakować jak pocałunek kochanki, odurzyć wręcz i pozostawić po sobie wspomnienie słodyczy na długo, i żądać więcej. A porter nie, ten może wykrzywić usta jak łyk piołunu i ponieść, jak czarny koń przez step w bezksiężycową, utkaną gwiazdami noc - nie jako oczekiwanie, ale jako część twardego, surowego życia.
Czasem ciągnie człowieka do miast :)
Łaziłem sobie po Gdańsku, wpadałem na piwko to tu, to tam. Nie powiem, piwo beczkowe, nawet tak proste jak specjal czy warka z beczki smakuje wybornie. Trzeba je oczywiście podać w dobrej temperaturze i zimnym szkle. Z tym nie jest najgorzej.
Ale butelkowe jest do bani.
Ja tam się nie znam na niuansach produkcji przemysłowej. Jestem zwykłym piwożłopem i po prostu jedno mi smakuje, a inne nie.
Nawet sobie myślałem, że może jestem jakiś zboczony na punkcie polskich piw i systemowo się czepiam. Ale chyba jednak nie.
Do dziś pamiętam, jak rozpływał się w ustach wrocławski magnat, albo jak specjalnie jeździłem do Bydgoszczy po skrzynkę kujawiaka. A to wcale nie są jakieś odległe czasy, a jedynie sprzed panowania Variselli i Union Brau.
Polskie piwa mają niedobry posmak, za dużo jakiegoś kwasu, jakby były niewyleżakowane albo leżakowane w nieodpowiednich warunkach. Nie znam się na tym, pisałem.
Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, to mnie w tej chwili nie stać. Ale jeżeli Najwyższy nie będzie mi podstawiać nogi to spróbuję się z produkcją piwa. Po prostu nie wierzę, że nie można uwarzyć solidnego, smacznego trunku. Na świecie minibrowarów pełno.
A pasteryzować to sobie będę sałatki na zimę :))
A chyba jednak czasem coś jeszcze pozrzędzę. Co mi tam. Od tego HP :)
Litewski Švyturys white baltas.
5%.
Tak mu z oczy patrzy.
http://x.garnek.pl/ga7385/a82e1ebe23032ea7226241a3/vyturys_white_baltas.jpg
Mętny, pszeniczny, kwaskowaty z posmakiem nieprzerobionych żyjątek drożdżowych. Jak się zagłębić co to piwo niesie to mam w ustach posmak wsi i słomy, gdzieś z Serocka albo Świekatowa.
Piwo w sam raz na upalne dni.
Ładnie się pieni, zaś sama piana stosunkowo trwała.
Zapach mało wyraźny, ale kto tam wącha piwo, kiedy w słońcu ponad 40st.C.
Ładna butelka z natłoczeniami i wytłoczeniami.
Szyjka w sreberku. Opakowanie konkret.
Ocena w czerwcu 3+.
Piję je sobie w moim ulubionym pokalu Guinneessa draught o pojemności angielskiej pint.
Odpływam sobie myślami. Jak się wstaje o 2 i biega i pracuje to się ma prawo odbiec na chwilę myślami zanim wlezie się do wanny.
Co nie?
Do każdego piwa dobieram sobie zazwyczaj jakąś muzę.
Do Švyturysa pasi mi najpopularniejszy numer Fisha.
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU
5%.
Tak mu z oczy patrzy.
http://x.garnek.pl/ga7385/a82e1ebe23032ea7226241a3/vyturys_white_baltas.jpg
Mętny, pszeniczny, kwaskowaty z posmakiem nieprzerobionych żyjątek drożdżowych. Jak się zagłębić co to piwo niesie to mam w ustach posmak wsi i słomy, gdzieś z Serocka albo Świekatowa.
Piwo w sam raz na upalne dni.
Ładnie się pieni, zaś sama piana stosunkowo trwała.
Zapach mało wyraźny, ale kto tam wącha piwo, kiedy w słońcu ponad 40st.C.
Ładna butelka z natłoczeniami i wytłoczeniami.
Szyjka w sreberku. Opakowanie konkret.
Ocena w czerwcu 3+.
Piję je sobie w moim ulubionym pokalu Guinneessa draught o pojemności angielskiej pint.
Odpływam sobie myślami. Jak się wstaje o 2 i biega i pracuje to się ma prawo odbiec na chwilę myślami zanim wlezie się do wanny.
Co nie?
Do każdego piwa dobieram sobie zazwyczaj jakąś muzę.
Do Švyturysa pasi mi najpopularniejszy numer Fisha.
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU
Otwarłem tego wybornego Ciechana, o którym pisał już C.
Dobry, przyzwoity, rzekłbym nawet zaskakująco smaczny pilzner.
I do tego niepasteryzowany.
Faktycznie spokojne 4.
Uważajcie chłopaki z Ciechana, bo chyba pora przyjrzeć się szerzej Waszym wyrobom.
(Sprawdziłem - właściciel z Warszawy, drugi browar w Lwówku Sląskim, z którego mam skądinąd też miłe wspomnienia.)
Dobry, przyzwoity, rzekłbym nawet zaskakująco smaczny pilzner.
I do tego niepasteryzowany.
Faktycznie spokojne 4.
Uważajcie chłopaki z Ciechana, bo chyba pora przyjrzeć się szerzej Waszym wyrobom.
(Sprawdziłem - właściciel z Warszawy, drugi browar w Lwówku Sląskim, z którego mam skądinąd też miłe wspomnienia.)
Piwo Ciechan Pszeniczne.
Producent: Browar Ciechan.
Alko 4,8
Piwo nieklarowane, koloru miodu.
Bardzo obfita piana, perli się i ładnie utrzymuje.
Zapach wilgotny, pszeniczny, słodki - tak pachnie dobrze fermentujący słód.
Smak doskonały, zrównoważony, taki właśnie jak powinno mieć piwo pszeniczne.
Tego oczekiwałem otwierając butelkę.
Doskonałe piwo na upalne dni i pogaduchy na ławeczce przed domem.
Gdybym dostał je nalane do szklanki, a nie znałbym pochodzenia, byłbym w 100 proc pewien, że to niemiecki weizen, a nawet typowałbym Weihenstephaner Hefeweissbier.
Ocena ogólna: mocne 4.
Zrobiliście na mnie Panowie wrażenie. Zaczynam wierzyć, że ktoś faktycznie zamierza produkować w PL piwo.
Producent: Browar Ciechan.
Alko 4,8
Piwo nieklarowane, koloru miodu.
Bardzo obfita piana, perli się i ładnie utrzymuje.
Zapach wilgotny, pszeniczny, słodki - tak pachnie dobrze fermentujący słód.
Smak doskonały, zrównoważony, taki właśnie jak powinno mieć piwo pszeniczne.
Tego oczekiwałem otwierając butelkę.
Doskonałe piwo na upalne dni i pogaduchy na ławeczce przed domem.
Gdybym dostał je nalane do szklanki, a nie znałbym pochodzenia, byłbym w 100 proc pewien, że to niemiecki weizen, a nawet typowałbym Weihenstephaner Hefeweissbier.
Ocena ogólna: mocne 4.
Zrobiliście na mnie Panowie wrażenie. Zaczynam wierzyć, że ktoś faktycznie zamierza produkować w PL piwo.
Piwo Złoty Denar Chmielowy.
Producent Browar Namysłów.
Alko 5,6%
Kupione w mojej wsi za 2,10 zł.
Barwa klasyczna.
Piana obfita, ale bardzo szybko siada.
Zapach bardzo orzeźwiający. Przywodzi mi na myśl zapach świeżo otwieranych beczek z piwem, ale takich sprzed 20 lat.
Smak dosyć chmielowy, ładna goryczka, ale krótki. Drugi łyk ładnie łaskocze górne podniebienie, goryczka się wzmaga. Nie ma posmaku kwasu.
No możecie to zwalać na upał, ale całkiem całkiem smakowite piwo. Bardzo podoba mi się wyraźny smak chmielowy, często tego brakuje w polskich piwach. Choć nie należy do topowych wyróżnia się na tle innych polskich piw. I bije na głowę produkty pseudobrowarników z Żywca.
Ogólna ocena: porządne 3.
Producent Browar Namysłów.
Alko 5,6%
Kupione w mojej wsi za 2,10 zł.
Barwa klasyczna.
Piana obfita, ale bardzo szybko siada.
Zapach bardzo orzeźwiający. Przywodzi mi na myśl zapach świeżo otwieranych beczek z piwem, ale takich sprzed 20 lat.
Smak dosyć chmielowy, ładna goryczka, ale krótki. Drugi łyk ładnie łaskocze górne podniebienie, goryczka się wzmaga. Nie ma posmaku kwasu.
No możecie to zwalać na upał, ale całkiem całkiem smakowite piwo. Bardzo podoba mi się wyraźny smak chmielowy, często tego brakuje w polskich piwach. Choć nie należy do topowych wyróżnia się na tle innych polskich piw. I bije na głowę produkty pseudobrowarników z Żywca.
Ogólna ocena: porządne 3.
Ty masz Brat rzeczywiście wredny charakter.
Ja mam już za to dziś drugą wiśniówkę.
Idę zapalić.
I mimo wszystko mam sentyment do Berlina.
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU&feature=related
Ja mam już za to dziś drugą wiśniówkę.
Idę zapalić.
I mimo wszystko mam sentyment do Berlina.
http://www.youtube.com/watch?v=60XzL_lMgZU&feature=related
A wiesz Mansonie, że w moim barze wisi już cała pełniutka siatka z kapslami od promocyjnego specjala. Kilkaset.
Dziś wrzuciłem kolejne 5.
Miałem pojechać do Chałup i otrzeć się o spocone ciała Warszawiaków, ale bar lepszy, bo tam jest cień i nie ma Warszawiaków.
Wracając do myśli przewodniej specjal to teraz ma promocję za 20 kapsli dostajesz imienny kufel.
Przeszkody są dla mnie dwie.
1. Nazywam się c.
2. Nie mam czasu wypełniać i wysyłać etykiety bo mam kompanię specjali.
Dziś wrzuciłem kolejne 5.
Miałem pojechać do Chałup i otrzeć się o spocone ciała Warszawiaków, ale bar lepszy, bo tam jest cień i nie ma Warszawiaków.
Wracając do myśli przewodniej specjal to teraz ma promocję za 20 kapsli dostajesz imienny kufel.
Przeszkody są dla mnie dwie.
1. Nazywam się c.
2. Nie mam czasu wypełniać i wysyłać etykiety bo mam kompanię specjali.
Jesli piwo to tylko ze sklepu na ulicy Czerwony Dwór. Najlepsze te niepasteryzowane. Bez chemii. Pycha. Lubię słodkie - więc wszelkie miodowe. "Miodowe" "Orkiszowe z miodem" "Pszeniczne z miodem" "Irlandzkie"... i jest tam mnóóóóóstwo ale to mnóstwo piw które widziałam pierwszy raz na oczy, ale niebawem i podniebienie ich spróbuje :-)
Bzdura.
Jeśli piwo to tylko stout. Tylko Murphy's, tylko w południowo zachodniej Irlandii, tylko w pubach z dymem papierosowym wżartym w ściany i tylko w towarzystwie starych Irlandczyków co to ich ojcowie parali się rybołówstwem lub zbieraniem torfu.
Jeśli nie masz serca dla Irlandii i piwa nie zrozumiesz tego:
http://www.youtube.com/watch?v=I4B1kyHb4Lc&feature=related
Jeśli piwo to tylko stout. Tylko Murphy's, tylko w południowo zachodniej Irlandii, tylko w pubach z dymem papierosowym wżartym w ściany i tylko w towarzystwie starych Irlandczyków co to ich ojcowie parali się rybołówstwem lub zbieraniem torfu.
Jeśli nie masz serca dla Irlandii i piwa nie zrozumiesz tego:
http://www.youtube.com/watch?v=I4B1kyHb4Lc&feature=related
Jak już kogoś pouczasz, to po prostu rób to porządnie.
Dla kogoś kwintesencją piwopijstwa jest bar przy przystanku SKM Gdynia-Stocznia - znalazłby się i dym papierosowy, i wnukowie zbieraczy torfu, i rybacy, i wesołe ludowe przyśpiewki.
Nie mam dysonansu poznawczego, choćby z tego powodu, że zarówno Dublin, jak Belfast, Cork, Gallway, Kilkenny i parę innych nie jest mi obce.
Cheers!
Dla kogoś kwintesencją piwopijstwa jest bar przy przystanku SKM Gdynia-Stocznia - znalazłby się i dym papierosowy, i wnukowie zbieraczy torfu, i rybacy, i wesołe ludowe przyśpiewki.
Nie mam dysonansu poznawczego, choćby z tego powodu, że zarówno Dublin, jak Belfast, Cork, Gallway, Kilkenny i parę innych nie jest mi obce.
Cheers!
Zrobiłem to porządnie i właśnie wskutek tego chcesz sobie coś udowodnić, tłumacząc mi jakie to miejsca bozia dała Ci na zielonej wyspie zwiedzić, choć między nami, mnie to zupełnie lata na boki i owiewa, niczym ściśnięta w perforowanej siatce porcja żarełka dla zięb na styczniowym wietrze, gdzieś w niedogrzanej przybudówce na półwyspie Beara.
Czuję pod wiatr, że pomimo deklaracji, że zwietrzyłeś Irl. Twoje serce nie jest stamtąd.
I najważniejsze na koniec. Jak scharakteryzowałbyś pokrótce zwyczajnego, irlandzkiego farmera, co to nie pochodzi ani z Dublina, ani Belfastu, Cork, Gallway czy Kilkenny, a dla którego wieczorowy guinness w pubie jest traktowany z takim samym namaszczeniem jak mecz piłki nożnej. Rzecz w tym, że o nich książkę można napisać. hehehehe
Zamieniam się w słuch.
ps. Bar przy skm Gdynia -Stocznia odszedł w pomroki dziejów. Było tam jak w ulu to fakt. Było minęło.
Czuję pod wiatr, że pomimo deklaracji, że zwietrzyłeś Irl. Twoje serce nie jest stamtąd.
I najważniejsze na koniec. Jak scharakteryzowałbyś pokrótce zwyczajnego, irlandzkiego farmera, co to nie pochodzi ani z Dublina, ani Belfastu, Cork, Gallway czy Kilkenny, a dla którego wieczorowy guinness w pubie jest traktowany z takim samym namaszczeniem jak mecz piłki nożnej. Rzecz w tym, że o nich książkę można napisać. hehehehe
Zamieniam się w słuch.
ps. Bar przy skm Gdynia -Stocznia odszedł w pomroki dziejów. Było tam jak w ulu to fakt. Było minęło.
O! to już prawdziwy Irlandczyk pije Guinnessa a nie Murphysa? Czyli dopuszczasz pewną odmienność.
Otóż taki irlandzki rolnik, bardzo chętnie sięgnie po lekkiego lagera. Stouty są za ciężkie i rozgrzewają, dobre są na zimę. Poza tym spotkałem się z opinią, że Guinness smakuje jak przypalone kalosze i jest dobry dla turystów. Taki rolnik jest zdziwiony europejskim Irish Pubem który koniecznie musi być w piwnicy, na ścianie muszą wisieć skrzypce, gdzie podają piwo z kaloszy i nie ma tablicy do rzutków.
Wyluzuj więc nieco, nie mów co jest prawdziwym piwem, nie popadaj w egzaltację pisząc o Zielonej Wyspie. Książkę i to nie jedną można napisać o rodzimym plantatorze truskawek, który wieczorem idzie do remizy. Wielkie mi rzeczy.
Otóż taki irlandzki rolnik, bardzo chętnie sięgnie po lekkiego lagera. Stouty są za ciężkie i rozgrzewają, dobre są na zimę. Poza tym spotkałem się z opinią, że Guinness smakuje jak przypalone kalosze i jest dobry dla turystów. Taki rolnik jest zdziwiony europejskim Irish Pubem który koniecznie musi być w piwnicy, na ścianie muszą wisieć skrzypce, gdzie podają piwo z kaloszy i nie ma tablicy do rzutków.
Wyluzuj więc nieco, nie mów co jest prawdziwym piwem, nie popadaj w egzaltację pisząc o Zielonej Wyspie. Książkę i to nie jedną można napisać o rodzimym plantatorze truskawek, który wieczorem idzie do remizy. Wielkie mi rzeczy.
Położyłeś mnie na łopaty śmiechem tekstem stanowiącym, że Guinness trąci "przypalonymi kaloszami", bo to prawda - nie ujmując żadnemu z irlandzkich farmerów preferujących Guinnessa.
Ale tylko w jednym przypadku.
Wtedy kiedy kupujesz smukłą, czarną puszkę Guinnessa z kulką w środku w dowolnym sklepie i skosztujesz zawartość w pokojowej temperaturze, wtedy człek wie, jak w rzeczywistości smakują przypalone kalosze. :)
I wówczas naprawdę ten smak kaloszy pamięta się do końca życia. Pod tym się podpisuję.
Nie mówię, że Guinness to złe piwo (choć ekstraktem, beczkowy Murphy's go bije na łeb i szyję wg mnie)
Bo zły nie jest.
Ale jeśli pić Guinnessa to musi być z beczki, schłodzony, w zaprzyjaźnionej knajpie, najlepiej niezatłoczonej, w niedzielny wieczór kiedy wiesz, że nadchodzący tydzień da w kość i ma się tę świadomość, że facet za barem i tak da ostatni pokal gratis zalewając go nieśpiesznie na dwie albo na trzy tury w sposób taki, żeby piana spokojnie opadała dając sobie i kolesiowi siedzącemu naprzeciw na hokerze czas, aby zamienić parę zdań.
A co mi tam.
Masz tu to, co gra w duszy każdemu ludziowi z zielonych łąk, pastwisk i kniej.
http://www.youtube.com/watch?v=lChgoOmBKp4&feature=related
Ale tylko w jednym przypadku.
Wtedy kiedy kupujesz smukłą, czarną puszkę Guinnessa z kulką w środku w dowolnym sklepie i skosztujesz zawartość w pokojowej temperaturze, wtedy człek wie, jak w rzeczywistości smakują przypalone kalosze. :)
I wówczas naprawdę ten smak kaloszy pamięta się do końca życia. Pod tym się podpisuję.
Nie mówię, że Guinness to złe piwo (choć ekstraktem, beczkowy Murphy's go bije na łeb i szyję wg mnie)
Bo zły nie jest.
Ale jeśli pić Guinnessa to musi być z beczki, schłodzony, w zaprzyjaźnionej knajpie, najlepiej niezatłoczonej, w niedzielny wieczór kiedy wiesz, że nadchodzący tydzień da w kość i ma się tę świadomość, że facet za barem i tak da ostatni pokal gratis zalewając go nieśpiesznie na dwie albo na trzy tury w sposób taki, żeby piana spokojnie opadała dając sobie i kolesiowi siedzącemu naprzeciw na hokerze czas, aby zamienić parę zdań.
A co mi tam.
Masz tu to, co gra w duszy każdemu ludziowi z zielonych łąk, pastwisk i kniej.
http://www.youtube.com/watch?v=lChgoOmBKp4&feature=related
Tekst o kaloszach jest oryginalny, zasłyszany - ja tylko chodzę i powtarzam ;) - sam bym musiał faktycznie zrobić tak jak powiedziałeś.
W Trójmieście nie ma takich knajp, takich barmanów, takiego piwa. Dlatego prowadzimy nasze życie towarzyskie w parkach, na plażach i balkonach. Wiem, wiem że to nie to samo. Ale jak się nie lubi co się ma, to się niczego nie lubi.
W Trójmieście nie ma takich knajp, takich barmanów, takiego piwa. Dlatego prowadzimy nasze życie towarzyskie w parkach, na plażach i balkonach. Wiem, wiem że to nie to samo. Ale jak się nie lubi co się ma, to się niczego nie lubi.
Mym subiektywnym zdaniem tekst o kaloszach nie zdał się jakoś wybitnie oryginalny. Są przedniejsze. Właściwie to był płytki, tym bardziej, że zasłyszany, ale oddający smak ciepłego guinnessa pitego w miejscu bez duszy i wśród ludzi bez serca.
Jednakże z braku laku doby kit, więc się uśmiałem z kaloszy - sam do siebie w lustro.
Naprawdę pomyślałeś, że Ciebie o ułamek polubiłem? Buahahaha. Kłamałem.
Jednakże z braku laku doby kit, więc się uśmiałem z kaloszy - sam do siebie w lustro.
Naprawdę pomyślałeś, że Ciebie o ułamek polubiłem? Buahahaha. Kłamałem.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Piwo pszeniczne - weissbier.
Producent: nie wiem.
Na nalepce slogan "wyprodukowano dla Tarczyn Dustrybucja" i "pod nadzorem piwowara minibrowaru restauracyjnego Browarmia Królewska w Warszawie".
Alko 5,2%.
Etykieta w stylu niemieckich weizenów. Pomyślałem sobie więc, że doskonałe piwo na upalną pogodę. Cena dosyć przystępna, jakieś 3,5 zybla. Prawdziwki rosną. Np jest okazja wyjąć z lodóweczki (piwniczka nie schładza aż tak bardzo) po powrocie z grzybobrania. Grzybobranie nie powiem, boletusy naprawdę obrodziły. Żal mi hord barbarzyńców, którzy próbują plądrować moje lasy. W długich dresach, adidaskach i kurteczkach naciągniętych na swetry. A ja tylko w t-shircie, krótkich portkach i kaloszkach naciągniętych na gołe stopy. I na godzinkę. Jak ja spływam potem to co z nimi? Ale zimne piwo to i mnie sie należy. Spróbowałem. Taki sobie wiezen. Niby ładnie rośnie w ustach, niby niby syci i niby smakuje. Ale dla mnie to nie jest to. Jestem rozczarowany, Jeżeli ktoś zasmakował w ciemnych franciszkach albo niefiltrowanych ciemnych paulanerach nie będzie zachwycony. Daję chłopakom 3. Nie będę tęsknił za Waszym weissbierem.
Producent: nie wiem.
Na nalepce slogan "wyprodukowano dla Tarczyn Dustrybucja" i "pod nadzorem piwowara minibrowaru restauracyjnego Browarmia Królewska w Warszawie".
Alko 5,2%.
Etykieta w stylu niemieckich weizenów. Pomyślałem sobie więc, że doskonałe piwo na upalną pogodę. Cena dosyć przystępna, jakieś 3,5 zybla. Prawdziwki rosną. Np jest okazja wyjąć z lodóweczki (piwniczka nie schładza aż tak bardzo) po powrocie z grzybobrania. Grzybobranie nie powiem, boletusy naprawdę obrodziły. Żal mi hord barbarzyńców, którzy próbują plądrować moje lasy. W długich dresach, adidaskach i kurteczkach naciągniętych na swetry. A ja tylko w t-shircie, krótkich portkach i kaloszkach naciągniętych na gołe stopy. I na godzinkę. Jak ja spływam potem to co z nimi? Ale zimne piwo to i mnie sie należy. Spróbowałem. Taki sobie wiezen. Niby ładnie rośnie w ustach, niby niby syci i niby smakuje. Ale dla mnie to nie jest to. Jestem rozczarowany, Jeżeli ktoś zasmakował w ciemnych franciszkach albo niefiltrowanych ciemnych paulanerach nie będzie zachwycony. Daję chłopakom 3. Nie będę tęsknił za Waszym weissbierem.
o, ciemny franciszek :) a ja właśnie wczoraj szukałem otwartego sklepu, żeby przed żużlem jakieś piwo wypić. trafiłem na sklepik o dumnej nazwie centrum alkoholi. miał tak może z 20 metrów kwadratowych, ale teraz wszyscy chcą się nazywać centrum, świat albo salon. w każdym razie ten franciszek przykuł moją uwagę. faktycznie niezły
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Pedritos o smaku teq.
Nie wiem kto wyprodukował.
Na etykiecie slogan: "rozlano Browar Jabłonowo".
Alko 7,2%
Właśnie, po długiej przerwie spowodowanej upałami i pewną taką nieśmiałą niechęcią do prac fizycznych, powróciłem z lasu z przyczepką pełną świeżo zerwanego drewna. I tak sobie pomyślałem, że jest pewna analogia pomiędzy kociewskim gajowym, a strudzonym meksykańskim gaucho. No słowem - otwarłem. Ciekawy smak, słodko-kwaśny z nutką teq. Rzut oka na etykietę: żółto na żółtym napisane, że zawiera aspartam. Grzech śmiertelny dla piwowara, sprytny zabieg produkcyjny dla ciućwoka i pseudo-browarników z Żywca. Szkoda, bo chętnie podałbym takie piwo do wegetariańskich burritos lub krewetek w stylu Vera Cruz. Na śniadanko zrobiłem sobie guacamole i to chyba nastraja mnie dzisiaj tak po latynosku. Piwo, a właściwie "piwo", bo w Bawarii swego czasu taki coś wylano by w glorii chwały panującego do rynsztoka, absolutnie niekonfliktowe, dla nie lubiących piwa dające komfort sączenia "piwa w stylu mexicana". Moim zdaniem należy omijać. Ocena 2-, bo doceniam wciśnięcie się w nisze rynkową i to sombrero na kaktusie z etykiety.
Nie wiem kto wyprodukował.
Na etykiecie slogan: "rozlano Browar Jabłonowo".
Alko 7,2%
Właśnie, po długiej przerwie spowodowanej upałami i pewną taką nieśmiałą niechęcią do prac fizycznych, powróciłem z lasu z przyczepką pełną świeżo zerwanego drewna. I tak sobie pomyślałem, że jest pewna analogia pomiędzy kociewskim gajowym, a strudzonym meksykańskim gaucho. No słowem - otwarłem. Ciekawy smak, słodko-kwaśny z nutką teq. Rzut oka na etykietę: żółto na żółtym napisane, że zawiera aspartam. Grzech śmiertelny dla piwowara, sprytny zabieg produkcyjny dla ciućwoka i pseudo-browarników z Żywca. Szkoda, bo chętnie podałbym takie piwo do wegetariańskich burritos lub krewetek w stylu Vera Cruz. Na śniadanko zrobiłem sobie guacamole i to chyba nastraja mnie dzisiaj tak po latynosku. Piwo, a właściwie "piwo", bo w Bawarii swego czasu taki coś wylano by w glorii chwały panującego do rynsztoka, absolutnie niekonfliktowe, dla nie lubiących piwa dające komfort sączenia "piwa w stylu mexicana". Moim zdaniem należy omijać. Ocena 2-, bo doceniam wciśnięcie się w nisze rynkową i to sombrero na kaktusie z etykiety.
za to czarne miodowe jest - tu zacytuję - "dosładzane naturalnym miodem". pszczelim, nie takim z uszu. browar srowar p****owar. no dobra, wezmę się w garść. browar fortuna z miejscowości miłosław. do nabycia w sklepie paweł i gaweł w centrum handlowym manhattan. ocena 3 z plusem w kategorii open, a w swojej klasie nawet 4. pije po 3 żywych także nabytych w tym sklepie i trochę żałuję, że zostawiłem na koniec. bo żywemu to daję 4+ bez żadnych oporów. ale jak ktoś lubi jak piwo jest słodkie to polecam z przekonaniem
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Siet.
Myślałem, że to już rano jest.
A fakt tam w manhattanie na dole w spożywczaku mają kilka zacnych browców, których na próżno szukać w innych sklepach. A Czarne smoki są o zeta tańsze na butelce w stosunku do cen jakie widnieją w moim przydomowym źródełku. A i buda mają też. Nawet czarnego.
Manson nastroiłeś mnie po meksykańsku, to se pójdę na stację po trzy desperadosy tequillowe. No dobra po dwa i jednego speca, bo będzie za słodko. Puszczę se dyma i looknę czy ładną dziś noc mamy.
Myślałem, że to już rano jest.
A fakt tam w manhattanie na dole w spożywczaku mają kilka zacnych browców, których na próżno szukać w innych sklepach. A Czarne smoki są o zeta tańsze na butelce w stosunku do cen jakie widnieją w moim przydomowym źródełku. A i buda mają też. Nawet czarnego.
Manson nastroiłeś mnie po meksykańsku, to se pójdę na stację po trzy desperadosy tequillowe. No dobra po dwa i jednego speca, bo będzie za słodko. Puszczę se dyma i looknę czy ładną dziś noc mamy.
Kiedyś przyszło mi nocować w Miłosławiu. Polazłem sobie wieczorkiem na spacerek i widzę, że wszyscy siedzący w ogródkach piwnych sączą sobie jakieś czarne piwo. Laski też. Zdumiało mnie to niepomiernie, bo byłem podówczas w głębokim przekonaniu, że należę do nielicznego grona ziomali ceniących uroki ciemnych piw. A tutaj nikt nie pije jasnego, wszyscy ciemne. To było moje pierwsze spotkanie z czarnym. Później ilekroć byłem w okolicach kupowałem całą skrzynkę. Kosztowało 1,99 zeta za flaszkę. W spożywczaku w ryneczku.
Jak czytałem o piwie kremowym, którym zapijają się czarodzieje w Hogsmeade, wyobrażałem sobie, że musi smakować podobnie do czarnego. Jakby to powiedział mój odpowiednik z Hogwartu: "Cholibka, skoro ma być dobre to nie może być inne". Nigdy nie umiałem poprzestać na dziesięciu.
Jak czytałem o piwie kremowym, którym zapijają się czarodzieje w Hogsmeade, wyobrażałem sobie, że musi smakować podobnie do czarnego. Jakby to powiedział mój odpowiednik z Hogwartu: "Cholibka, skoro ma być dobre to nie może być inne". Nigdy nie umiałem poprzestać na dziesięciu.
Piwo Łomża Export.
Producent: Browar Łomża.
Jasne, pełne, alko 5,7%.
Bardzo porządne piwo w przystępnej cenie. Konkurencja dla specjala i jego półki.
Złociste, piana obfita i - o dziwo - utrzymuje się. Zapach stosunkowo rześki. Smak łagodny, bez wyraźnej goryczki, zdecydowanie niekonfliktowy.
Dobre piwo na pogaduchy w mieszanym towarzystwie przy grillu albo wieczornych nasiadówkach. Zdecydowanie do konsumpcji albo na wstępny etap popijawy. Sądzę, że bez konsekwencji dnia następnego, ale to będę wiedział dopiero rano.
Dam 3+.
Jakbym miał nie iść spać to chyba nalałbym sobie skacza. Nie bardzo to piwo nadaje się na zakończenie dnia.
Producent: Browar Łomża.
Jasne, pełne, alko 5,7%.
Bardzo porządne piwo w przystępnej cenie. Konkurencja dla specjala i jego półki.
Złociste, piana obfita i - o dziwo - utrzymuje się. Zapach stosunkowo rześki. Smak łagodny, bez wyraźnej goryczki, zdecydowanie niekonfliktowy.
Dobre piwo na pogaduchy w mieszanym towarzystwie przy grillu albo wieczornych nasiadówkach. Zdecydowanie do konsumpcji albo na wstępny etap popijawy. Sądzę, że bez konsekwencji dnia następnego, ale to będę wiedział dopiero rano.
Dam 3+.
Jakbym miał nie iść spać to chyba nalałbym sobie skacza. Nie bardzo to piwo nadaje się na zakończenie dnia.
Zainteresowałem się ostatnio zagranicznymi piwkami w delikatesach :D I tak mi przyszło do głowy czytając etykietki, że oprócz osuszania butelek można poglębić wiedzę. Spro można poczytać w necie, bardzo podobają mi sie filmiki piwoznawcy na yt np. ten http://www.youtube.com/watch?v=GF1JDh6Bkeg
Widziałem dziś rano jak wiatr porwał z lip i klonów całe tabuny różnokolorowych liści po czym, w jednej chwili, bez zupełnej zapowiedzi lunęła z nieba ściana wody. Się rozpadało. Jesień okrakiem rozsiada się w betonowej dżungli, w lesie, ogrodach, warzywniakach i polach.
Zastanowiło mnie jak jesień wygląda w górach i kupiłem Harnasia.
Harnasia urodził, albo raczej od niechcenia spłodził Carlsberg.
Mógłbym zadzwonić na infolinię i powiedzieć im, że "na odpierd.. to się murzyna robi", ale pewno wyszłoby na to żem rasista. A nie jestem, nie uważam się, toteż nie zadzwoniłem. To tylko takie powiedzenie.
Jeśli jesień w górach jest pozbawiona głębi i równie płaska jak smak tego piwa to dobrze, że mieszkam na pomorzu.
Piwo bardzo słabe w smaku. Właściwie przezroczyste - nie oferuje nic.
Można by rzec o nim, że po prostu jest.
Ocena: 2-.
Hobo pisał coś o 23 września nie dalej jak parę dni wstecz.
Zatem boss.
http://www.youtube.com/watch?v=tbSnCh8Ny1k
Zastanowiło mnie jak jesień wygląda w górach i kupiłem Harnasia.
Harnasia urodził, albo raczej od niechcenia spłodził Carlsberg.
Mógłbym zadzwonić na infolinię i powiedzieć im, że "na odpierd.. to się murzyna robi", ale pewno wyszłoby na to żem rasista. A nie jestem, nie uważam się, toteż nie zadzwoniłem. To tylko takie powiedzenie.
Jeśli jesień w górach jest pozbawiona głębi i równie płaska jak smak tego piwa to dobrze, że mieszkam na pomorzu.
Piwo bardzo słabe w smaku. Właściwie przezroczyste - nie oferuje nic.
Można by rzec o nim, że po prostu jest.
Ocena: 2-.
Hobo pisał coś o 23 września nie dalej jak parę dni wstecz.
Zatem boss.
http://www.youtube.com/watch?v=tbSnCh8Ny1k
Piwo perła chmielowa.
Producent Perła-Browary Lubelskie.
Alko 6%
Kupiony w kerfurze za 2,48.
Co ja się o tym piwie nasłuchałem. Nawet chłopaki z rugby opowiadali, że po meczu z Budowlanymi tamtejsi brali ich na perłę i opijali się jak bąki. Nom przygotowany był.
Piana: obfita, perlista, ale szybko opada.
Kolor: jasny.
Zapach: ładny, chmielowy.
Smak: łagodny, dobra goryczka, ale krótki.
No na piwie to ja się za wiele nie znam, ale stanowczo więcej oczekiwałem, niż dostałem. Spokojne piwo z klasy ekonomicznej, bez jakichś fajerwerków organoleptycznych. Taki opel corsa. Nie zachwyciło mnie. A szkoda.
Ocena: 3.
Producent Perła-Browary Lubelskie.
Alko 6%
Kupiony w kerfurze za 2,48.
Co ja się o tym piwie nasłuchałem. Nawet chłopaki z rugby opowiadali, że po meczu z Budowlanymi tamtejsi brali ich na perłę i opijali się jak bąki. Nom przygotowany był.
Piana: obfita, perlista, ale szybko opada.
Kolor: jasny.
Zapach: ładny, chmielowy.
Smak: łagodny, dobra goryczka, ale krótki.
No na piwie to ja się za wiele nie znam, ale stanowczo więcej oczekiwałem, niż dostałem. Spokojne piwo z klasy ekonomicznej, bez jakichś fajerwerków organoleptycznych. Taki opel corsa. Nie zachwyciło mnie. A szkoda.
Ocena: 3.
Piwo perła export.
Producent Perła-Browary Lubelskie.
Alko 5,6%
Kupiony w kerfurze za 2,48.
Piana: obfita, perlista, ale szybko opada.
Kolor: jasny.
Zapach: ładny, rześki.
Smak: łagodny, zdecydowanie mniej chmielowy.
Niestety, wszystkie wady perły chmielowej, a żadnych nowych zalet. Może październik to nie jest dobra pora na degustację piw?
Ocena: 3.
Producent Perła-Browary Lubelskie.
Alko 5,6%
Kupiony w kerfurze za 2,48.
Piana: obfita, perlista, ale szybko opada.
Kolor: jasny.
Zapach: ładny, rześki.
Smak: łagodny, zdecydowanie mniej chmielowy.
Niestety, wszystkie wady perły chmielowej, a żadnych nowych zalet. Może październik to nie jest dobra pora na degustację piw?
Ocena: 3.
Stoisko reg. już podwoje swe zamknęło.
Zaś na hali upatrzyłem se - poza baterią speca - pyfo pod nazwą Zlaty Hrad. Van pur je rozlewa.
Ma siedem % obj.
Jest odpowiednio nagazowane CO2, więc nie na jesień a na upały się zda.
Nie wiem jak piana się miewa, bo z butelki je piję.
Pozostawia w ustach posmak coś jak remus, taka jakaś kwaskowata maniera - nie pasi mi to.
Goryczki brak.
Jakiejś ambitniejszej głębi też brak.
Cena chyba coś koło 2,5zł za butelkę.
Ocena 2+
Zaś na hali upatrzyłem se - poza baterią speca - pyfo pod nazwą Zlaty Hrad. Van pur je rozlewa.
Ma siedem % obj.
Jest odpowiednio nagazowane CO2, więc nie na jesień a na upały się zda.
Nie wiem jak piana się miewa, bo z butelki je piję.
Pozostawia w ustach posmak coś jak remus, taka jakaś kwaskowata maniera - nie pasi mi to.
Goryczki brak.
Jakiejś ambitniejszej głębi też brak.
Cena chyba coś koło 2,5zł za butelkę.
Ocena 2+
Kuflowe mocne z Namysłowa pite wprost z puszki w ogrodzie podczas przekopywania gorczycy.
Opakowanie tandetne.
7,2% obj.
Cena: 2,20 pln za puchę w spożywczaku na Obłużu.
Całkiem nie najgorsze jeśli idzie o tę półeczkę.
W smaku przypomina speca. Ale ma mniej goryczki.
Dosyć równe piwsko, nawet mi się przez chwilę spodobało.
Z butelki pewno jest lepsiejsze.
Mocna trója.
Idę kuknąć do baru na speca i zobaczę kto jest.
Jak to mówi mój dobry kumpel "to nie chodzi o to zjeść, ale o to cześć" - no to idę się przywitać.
I Dżemik:
http://www.youtube.com/watch?v=--6rN6vlA4M
Opakowanie tandetne.
7,2% obj.
Cena: 2,20 pln za puchę w spożywczaku na Obłużu.
Całkiem nie najgorsze jeśli idzie o tę półeczkę.
W smaku przypomina speca. Ale ma mniej goryczki.
Dosyć równe piwsko, nawet mi się przez chwilę spodobało.
Z butelki pewno jest lepsiejsze.
Mocna trója.
Idę kuknąć do baru na speca i zobaczę kto jest.
Jak to mówi mój dobry kumpel "to nie chodzi o to zjeść, ale o to cześć" - no to idę się przywitać.
I Dżemik:
http://www.youtube.com/watch?v=--6rN6vlA4M
wiśnia w piwie. regionalny specjał z warmii. browar kormoran z olsztyna. do nabycia w najbardziej estetycznym z dużych sieciowych sklepów, czyli w piotrze i pawle. ceny nie pamiętam. nabyłem w ramach paragonu za kilkadziesiąt butelek po specjalu wrzuconych do żarłocznej butelkowej maszyny co w rogu stoi.
no no.... myślałem, że będzie znacznie gorzej. nie wyczuwam w tym żadnego aspartanu ani syntetycznych aromatów. nic z tych rzeczy. to naprawde jest wiśnia w piwie. bardzo ciekawa kompozycja. chociaż nie do końca trafia w mój gust. ja zamiast wiśni w piwie wolałbym świnię w piwie. znaczy się taką golonkę podlewaną piwem w trakcie pieczenia. niemniej browarnikom z warmii oddac muszę sprawiedliwość i stwierdzić, ze w swojej kategorii ocena bardzo dobra się należy. naprawdę nie ma się do czego przyczepić
no no.... myślałem, że będzie znacznie gorzej. nie wyczuwam w tym żadnego aspartanu ani syntetycznych aromatów. nic z tych rzeczy. to naprawde jest wiśnia w piwie. bardzo ciekawa kompozycja. chociaż nie do końca trafia w mój gust. ja zamiast wiśni w piwie wolałbym świnię w piwie. znaczy się taką golonkę podlewaną piwem w trakcie pieczenia. niemniej browarnikom z warmii oddac muszę sprawiedliwość i stwierdzić, ze w swojej kategorii ocena bardzo dobra się należy. naprawdę nie ma się do czego przyczepić
Wiśnia w piwie to jest kriek.
Produkt belgijski, polegający na tym, że dojrzewającą brzeczkę piwną szczepi się sokiem z wiśni, około 3/1. i dofermentowuje w otwartych kadziach.
Zarąbiste piwo, tylko dla koneserów.
Pijałem krieka i smakował mi znamienicie. Do niego zajada się pajdę chleba z masłem i plastrami rzepy. W ogóle nie smakuje jak piwo. Ale jest to zar..bisty niszowy produkt. Zajarałeś mnie. Poszukam, co kromoran z tym zrobił.
Produkt belgijski, polegający na tym, że dojrzewającą brzeczkę piwną szczepi się sokiem z wiśni, około 3/1. i dofermentowuje w otwartych kadziach.
Zarąbiste piwo, tylko dla koneserów.
Pijałem krieka i smakował mi znamienicie. Do niego zajada się pajdę chleba z masłem i plastrami rzepy. W ogóle nie smakuje jak piwo. Ale jest to zar..bisty niszowy produkt. Zajarałeś mnie. Poszukam, co kromoran z tym zrobił.
o kurka. to pewnie na wyrost to oceniłem i okaże się, że to jakaś podróbka tego od belgów. to był efekt wyjątkowego zaskoczenia. bo wziąłem to tak od niechcenia. myślałem - otworzę i napisze w Twoim wątku, że to jurand wymieszany pół na pół z chery coke. a tu okazuje się, ze nie. całkiem nowe doznanie dla podniebienia. no to patrzę na etykietę i czytam: woda, słód jęczmienny, naturalny sok wiśniowy, cukier, chmiel. wszystko się zgadza. zaskoczenie tak samo pozytywne jak najnowsza płyta claptona
nie zapisało się coś. to jeszcze raz. pisałem, że pewnie okaze się, że na wyrost to oceniłem. nie wiedziałem, że belgowie to robię z pasją i przekonaniem. kupiłem przypadkiem bo leżało na półce. myślałem, że napiszę z pogardą, ze to jakiś jurand wymieszany z cery coke 50 na 50. ale otworzyłem, spróbowałem i naprawdę pozytywne zaskoczenie. patrzę teraz na etykietę: woda, słód jęczmienny, naturalny (sic!) sok wiśniowy, cukier, chmiel, aromat naturalny.
zgadza się. tak właśnie to odebrałem. ale sam spróbuj. ja na zachodzie to najldalej w hamburgu byłem. na sankt pauli zresztą, ale to nic nie znaczy :)
zgadza się. tak właśnie to odebrałem. ale sam spróbuj. ja na zachodzie to najldalej w hamburgu byłem. na sankt pauli zresztą, ale to nic nie znaczy :)
Piwo aksamitne Оболонь.
Alk 5,3%.
Ten dostępny ma ekstraktu u nas ma 14% a wg ukraińskiego producenta ma 14,5% czyli produkowane tam a u nas lane.
http://www.obolon.ua/ukr/products/beer/?id=268
Piana nietrwała.
Kolor: czynnik dla którego z pewnością można je kupić, aksamitny, niedojrzały kasztan, klarowny brąz z wiśnią. Kolor bajka.
Opakowanie: butelka jak u piwa żywego czy koźlaka. Estetyka wydania 5.
Smak: płytki jak kałuża. Ale,ale... Daleko, hen w tle czuć to co chciałbym żeby wyraźnie istniało na pierwszym planie. Była by piona. Powiew palonego drewna i posmak wiśni. Ale dlaczego to tak mało namacalne jest? Może drugie trza wypić?
Ocena: 3 dlatego, że u nas takich piw nie ma.
O!
ps. Miło było dziś robić Hobo zakupy w tym samym sklepie razem z Tobą.
Tj. w P&P.
Chciałem poczekać za kasą, ale mi się spieszyło.
Mi się zawsze śpieszy.
Alk 5,3%.
Ten dostępny ma ekstraktu u nas ma 14% a wg ukraińskiego producenta ma 14,5% czyli produkowane tam a u nas lane.
http://www.obolon.ua/ukr/products/beer/?id=268
Piana nietrwała.
Kolor: czynnik dla którego z pewnością można je kupić, aksamitny, niedojrzały kasztan, klarowny brąz z wiśnią. Kolor bajka.
Opakowanie: butelka jak u piwa żywego czy koźlaka. Estetyka wydania 5.
Smak: płytki jak kałuża. Ale,ale... Daleko, hen w tle czuć to co chciałbym żeby wyraźnie istniało na pierwszym planie. Była by piona. Powiew palonego drewna i posmak wiśni. Ale dlaczego to tak mało namacalne jest? Może drugie trza wypić?
Ocena: 3 dlatego, że u nas takich piw nie ma.
O!
ps. Miło było dziś robić Hobo zakupy w tym samym sklepie razem z Tobą.
Tj. w P&P.
Chciałem poczekać za kasą, ale mi się spieszyło.
Mi się zawsze śpieszy.
Czeknij Bracie zanim napiszę kolejną subiektywną ocenę.
Bo ja dopiero w miarę dobrze kumam po 6 browcu.
Czy ja dobrze zrozumiałem po tym Twoim enigmatycznym "powiedziałeś", że mam się jutro zjawić u Ciebie ze skrzynką dłużnego buda? Wypić ją z Tobą i tego samego dnia wrócić do siebie? :)
Wiesz co, zakochałem się w tym utworze:
http://www.youtube.com/watch?v=Ao8FIszjKZg
Póki co sprawdzę żołądkową z miętą.
Bo ja dopiero w miarę dobrze kumam po 6 browcu.
Czy ja dobrze zrozumiałem po tym Twoim enigmatycznym "powiedziałeś", że mam się jutro zjawić u Ciebie ze skrzynką dłużnego buda? Wypić ją z Tobą i tego samego dnia wrócić do siebie? :)
Wiesz co, zakochałem się w tym utworze:
http://www.youtube.com/watch?v=Ao8FIszjKZg
Póki co sprawdzę żołądkową z miętą.
a miałem jakieś takie dziwne przeczucie, że tak właśnie mogło być. zajrzałem tam po drodze po tę warmińską wiśnię, którą opisałem wczoraj. wziąłem ostatnie 3 butelki. gdybym miał więcej pieniędzy albo kartę to wziąłbym też boczniaki i nemiroffa paprykowego 0,7. na jedno i drugie mam ciśnienie ostatnio. no, z tym drugim to się wstrzymam do następnego weekendu, ale kotlety z boczniaków to słuszna idea na obiad jutrzejszy. fajny sklep. inspirująco wpływa na mnie
Zlatopramen extra premium.
Mnogo ich tych Zlotopramenów, ale ten pijam teraz:
http://www.abro.se/img/Products/Zlatopramen_2010_S.png
Browar: Krušovice, U Pivovaru 1 :)))
Grupa Heineken i jednak NL nie popsuli tego.
Alk 5,1%, ekstr. 11,6%
Pasi bardzo.
Kolor: jasny bursztyn.
Piana: trwała nie zanika, utrzymuje swój rezon na powierzchni.
Co2: lubię ciut bardziej nagazowane.
Smak: Męskie piwo na wczesną jesień. Ładnie się burzy przy wlewie. Goryczka na progu, delikatna. Jedno z tych piw które naprawdę dobrze się pije. Bo prawda taka, że mało takich. Inne niż budweis. Ma swój charakter. Przysięgam, to piwo nadaje się do picia z dawną dziewczyną w lesie, z którą, mimo wszytko, chce się zamienić ostatnie dwa (a może trzy) słowa. Dobry słód ma. Znika szybko z kufla. Kupcie kiedy. Nie jest chamskie, ani płytkie, ale delikatne z tym "języczkiem uwagi" :)
Nawadnia duszę.
Zapamiętam je.
Ocena: 5 ( i nie dlatego, że czeskie, ale bo zwyczajnie zniknęło)
ps. a piona bez minusa, gdyż kapsel jest ło taki:
http://kapsle_cz.w.interia.pl/CZ Usti nad Labem Drinks Union Zlatopramen Czeskie piwo premium pils.jpg
Mnogo ich tych Zlotopramenów, ale ten pijam teraz:
http://www.abro.se/img/Products/Zlatopramen_2010_S.png
Browar: Krušovice, U Pivovaru 1 :)))
Grupa Heineken i jednak NL nie popsuli tego.
Alk 5,1%, ekstr. 11,6%
Pasi bardzo.
Kolor: jasny bursztyn.
Piana: trwała nie zanika, utrzymuje swój rezon na powierzchni.
Co2: lubię ciut bardziej nagazowane.
Smak: Męskie piwo na wczesną jesień. Ładnie się burzy przy wlewie. Goryczka na progu, delikatna. Jedno z tych piw które naprawdę dobrze się pije. Bo prawda taka, że mało takich. Inne niż budweis. Ma swój charakter. Przysięgam, to piwo nadaje się do picia z dawną dziewczyną w lesie, z którą, mimo wszytko, chce się zamienić ostatnie dwa (a może trzy) słowa. Dobry słód ma. Znika szybko z kufla. Kupcie kiedy. Nie jest chamskie, ani płytkie, ale delikatne z tym "języczkiem uwagi" :)
Nawadnia duszę.
Zapamiętam je.
Ocena: 5 ( i nie dlatego, że czeskie, ale bo zwyczajnie zniknęło)
ps. a piona bez minusa, gdyż kapsel jest ło taki:
http://kapsle_cz.w.interia.pl/CZ Usti nad Labem Drinks Union Zlatopramen Czeskie piwo premium pils.jpg
A, w galerii przymorze (która z galerią nie ma nic wspólnego) trwa jarmark (straszne słowo) na którym można nabyć piwka z polskich regionalnych browarów.
a tak do piwka http://www.youtube.com/watch?v=oVKdDOnMyOE
a tak do piwka http://www.youtube.com/watch?v=oVKdDOnMyOE
Czasami mam ochotę iść sobie w cholerę, tyko nie wiem którędy.
No.
Przebyłem rano na piechtę 15 km po zaśnieżonych i zawianych polach między Kosakowem a gdyńskim Pogórzem, żeby odtechnąć i wypróżnić do cna zdradliwe, chore myśli.
Na Obłużu zakupiłem baterię piwa w puszce o nazwie kuflowe mocne z |Namysłowa.
Alk .7,2%. Cena 2zl za puszkę i w tym zkresie cenowym nie idzie uświadczyć w Gdyni lepszego piwa wg mnie.
Ocena 3.
Dobre zimowe piwo.
Nasypałem ziaren słonecznika w odmęty karmnika z czego ucieszyły się zarówno Krzyśkowe sroki z jego świerków jak i moje sikory. I jakieś inne ptaszydła, co wyglądają jak połączenie sójek z dzięciołem. Przez godzinę obserwowałem stosunki w tej ferajnie przez lornetkę - był ubaw. Uwielbiam ubaw w samotności gdy widzę go tylko ja.
A później rozpaliłem do czerwoności żeliwną pokrywę pieca i polutowałem kumplowi uszkodzony magnetofon szpulowy grundinga 125 de lux na lampie. Reanimacja sie powiodła, soczyste ciepłe-lampowe brzmienie wydobywające się z szerokopasmowego głośnika przy rozgrzanym piecu to jest właśnie to co lubię słyszeć. Kumpel już go nie chce, zatem mam zreanimowany gratis w postaci antyku w mistrzowskim stanie.
Działkowego Krzycha nie ma od tygodnia. Szyby ma zamarnięte. I to jedna może z pięciu osób której mi dziś braknie.
Kończę drugą 4-ro amunicyjną baterię kuflowego i se myślę, że gdybym był kobietą zakochałbym się w tym wokalu.
http://www.youtube.com/watch?v=4su5b6m_llY
Przebyłem rano na piechtę 15 km po zaśnieżonych i zawianych polach między Kosakowem a gdyńskim Pogórzem, żeby odtechnąć i wypróżnić do cna zdradliwe, chore myśli.
Na Obłużu zakupiłem baterię piwa w puszce o nazwie kuflowe mocne z |Namysłowa.
Alk .7,2%. Cena 2zl za puszkę i w tym zkresie cenowym nie idzie uświadczyć w Gdyni lepszego piwa wg mnie.
Ocena 3.
Dobre zimowe piwo.
Nasypałem ziaren słonecznika w odmęty karmnika z czego ucieszyły się zarówno Krzyśkowe sroki z jego świerków jak i moje sikory. I jakieś inne ptaszydła, co wyglądają jak połączenie sójek z dzięciołem. Przez godzinę obserwowałem stosunki w tej ferajnie przez lornetkę - był ubaw. Uwielbiam ubaw w samotności gdy widzę go tylko ja.
A później rozpaliłem do czerwoności żeliwną pokrywę pieca i polutowałem kumplowi uszkodzony magnetofon szpulowy grundinga 125 de lux na lampie. Reanimacja sie powiodła, soczyste ciepłe-lampowe brzmienie wydobywające się z szerokopasmowego głośnika przy rozgrzanym piecu to jest właśnie to co lubię słyszeć. Kumpel już go nie chce, zatem mam zreanimowany gratis w postaci antyku w mistrzowskim stanie.
Działkowego Krzycha nie ma od tygodnia. Szyby ma zamarnięte. I to jedna może z pięciu osób której mi dziś braknie.
Kończę drugą 4-ro amunicyjną baterię kuflowego i se myślę, że gdybym był kobietą zakochałbym się w tym wokalu.
http://www.youtube.com/watch?v=4su5b6m_llY
mnie tylko warka wciąga....strong też dobra :)
http://www.youtube.com/watch?v=VqlF6RbQf4k
ale słaby ze mnie smakosz
http://www.youtube.com/watch?v=VqlF6RbQf4k
ale słaby ze mnie smakosz
Maszeruję ci ja sobie dzisiaj do wsi mieląc bieżnikiem mud terrain napadany nie wiadomo po co śnieg z pozostałością lodu i piachem. Krokiem samca alfa wchodzę do sklepu i kupuje skrzynkę warki. Czerwonej. (Sorki, speca już nie mogę, gorzki jak diabli się ostatnio zrobił). I patrzę, a ta warka nie czerwona, a patriotycznie biało-czerwona. Otwieram i .... Ufff, ten sam badziew co zawsze. No, ale chociaż nowa nalepka. Idą browarnicy z Żywca w słusznym kierunku :) Coś trzeba zmieniać :)
Jasne pełne śląskie.
http://uhenryka.eu/files/piwo-slaskie-pelne.jpg
Smakuje i pachnie marketem.
Czyli tanio.
Ocena: 2
http://uhenryka.eu/files/piwo-slaskie-pelne.jpg
Smakuje i pachnie marketem.
Czyli tanio.
Ocena: 2
Piwo ciemne.
Produkcji prywatnego minibrowaru rzemieślniczego z pomorskiego.
Etykiety brak więc nie wiem nic.
Otwarłem nie uroniwszy ani kropli. Nalałem w szkło nie uroniwszy ani kropli. No cóż, jestem w tym po prostu dobry.
Po pierwszej próbie nalania do szkła okazało się, że nie ma w nim piwa a jest tylko piana. Odczekałem. Dalej nie było piwa. Odczekałem. Pojawiło się 0,5 cm piwa. I dalej pełno piany. Poszedłem zrobić Szurce tartinki (bagietka, westberg light i winogrona). Wróciłem. Było 1 cm i piwa i piana. Będę skracał. Jakoś w końcu nalałem do szkła z pół butelki.
Kolor: ciemny, matowy.
Piana bardzo bardzo obfita, ale nieregularna.
Piwo niefiltrowane.
Smak?
Pierwszy łyk musiałem przełykać z trzy razy, bo już w gardle zamienił się w pianę i zwiększył kilkukrotnie swoja objętość :) Jakoś trochę spiłem.
Gazowane tak, że nie wiem czemu kapsel nie odpalił.
Smak: chmielowy, bez nuty słodyczy, z lekka palony. Alkohol bardzo delikatny.
Drugą część butelki przelałem do szkła i pozostawiłem do odgazowania. Po czasie, jaki dla obiegowych piw byłby zabójstwem, oceniane piwo nabrało dobrego posmaku. Zgazowane dalej mocno, ale już nie zamieniało się podczas picia w pianę.
Piłem lekkiego stouta?
Klasyczne czarne piwo powinno być mniej przejrzyste, chociaż fakt niefiltrowania mógł zmienić barwę.
Z kolei przeciwko stoutowi przemawia fakt, że smak palony nie był w nim wybitny i nie wyczuwałem żadnej nuty czekoladowej.
Ewentualnie rozważałem jeszcze pale'a, tutaj jednak oczekiwałbym większej mocy. Chociaż słaby pale byłby jak ulał :)
Trudno, obstawiam, że to był:
1. pale ale,
2. stout,
3. dark.
Zabrakło mi drugiej butelki, żeby przetestować odpowiedź na powyższe pytanie :)
Ale mam parę butelek jasnego, też niefiltrowanego, które potrzebuje jeszcze ciut ciut aby dojrzeć do konsumpcji.
Jedno wiem. W pierwszej wolnej chwili odpalam gąsior i sam się biorę za warzenie. Nie ma to jak przykład idący z góry. Co wszystkim czytającym serdecznie polecam.
A jeśli ktoś kiedyś dojdzie do pomysłu lokalnego minibrowaru piszę się na to wszystkimi kończynami.
Produkcji prywatnego minibrowaru rzemieślniczego z pomorskiego.
Etykiety brak więc nie wiem nic.
Otwarłem nie uroniwszy ani kropli. Nalałem w szkło nie uroniwszy ani kropli. No cóż, jestem w tym po prostu dobry.
Po pierwszej próbie nalania do szkła okazało się, że nie ma w nim piwa a jest tylko piana. Odczekałem. Dalej nie było piwa. Odczekałem. Pojawiło się 0,5 cm piwa. I dalej pełno piany. Poszedłem zrobić Szurce tartinki (bagietka, westberg light i winogrona). Wróciłem. Było 1 cm i piwa i piana. Będę skracał. Jakoś w końcu nalałem do szkła z pół butelki.
Kolor: ciemny, matowy.
Piana bardzo bardzo obfita, ale nieregularna.
Piwo niefiltrowane.
Smak?
Pierwszy łyk musiałem przełykać z trzy razy, bo już w gardle zamienił się w pianę i zwiększył kilkukrotnie swoja objętość :) Jakoś trochę spiłem.
Gazowane tak, że nie wiem czemu kapsel nie odpalił.
Smak: chmielowy, bez nuty słodyczy, z lekka palony. Alkohol bardzo delikatny.
Drugą część butelki przelałem do szkła i pozostawiłem do odgazowania. Po czasie, jaki dla obiegowych piw byłby zabójstwem, oceniane piwo nabrało dobrego posmaku. Zgazowane dalej mocno, ale już nie zamieniało się podczas picia w pianę.
Piłem lekkiego stouta?
Klasyczne czarne piwo powinno być mniej przejrzyste, chociaż fakt niefiltrowania mógł zmienić barwę.
Z kolei przeciwko stoutowi przemawia fakt, że smak palony nie był w nim wybitny i nie wyczuwałem żadnej nuty czekoladowej.
Ewentualnie rozważałem jeszcze pale'a, tutaj jednak oczekiwałbym większej mocy. Chociaż słaby pale byłby jak ulał :)
Trudno, obstawiam, że to był:
1. pale ale,
2. stout,
3. dark.
Zabrakło mi drugiej butelki, żeby przetestować odpowiedź na powyższe pytanie :)
Ale mam parę butelek jasnego, też niefiltrowanego, które potrzebuje jeszcze ciut ciut aby dojrzeć do konsumpcji.
Jedno wiem. W pierwszej wolnej chwili odpalam gąsior i sam się biorę za warzenie. Nie ma to jak przykład idący z góry. Co wszystkim czytającym serdecznie polecam.
A jeśli ktoś kiedyś dojdzie do pomysłu lokalnego minibrowaru piszę się na to wszystkimi kończynami.
E tam.
Naucz się pić :)
http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.24supermarket.pl/alkohole_32/images/dr-001-whisky-ballantines-700ml_th.jpg&imgrefurl=http://www.24supermarket.pl/alkohole_32/pokaz_1.html&usg=__ZtGOIuNpBqAD6qEPsMPjYtdmm_8=&h=130&w=130&sz=3&hl=pl&start=76&zoom=1&tbnid=0hhupqi9F5MCkM:&tbnh=104&tbnw=104&ei=xVufTZyNMc3EswaK3uDiAQ&prev=/search?q=ballantines&hl=pl&client=firefox-a&hs=BUc&sa=X&rls=org.mozilla:pl:official&biw=1366&bih=580&tbm=isch0,1539&itbs=1&iact=rc&dur=114&oei=sVufTZ3hNIKBswbT9PjtAQ&page=4&ndsp=24&ved=1t:429,r:22,s:76&tx=57&ty=60&biw=1366&bih=580
Dołączasz?
Są dwie kobiety, ja i ruda.
Dużo rudej.
Jedna kobieta jest wolna.
Znaczy nie jestem nią zainteresowany.
Naucz się pić :)
http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.24supermarket.pl/alkohole_32/images/dr-001-whisky-ballantines-700ml_th.jpg&imgrefurl=http://www.24supermarket.pl/alkohole_32/pokaz_1.html&usg=__ZtGOIuNpBqAD6qEPsMPjYtdmm_8=&h=130&w=130&sz=3&hl=pl&start=76&zoom=1&tbnid=0hhupqi9F5MCkM:&tbnh=104&tbnw=104&ei=xVufTZyNMc3EswaK3uDiAQ&prev=/search?q=ballantines&hl=pl&client=firefox-a&hs=BUc&sa=X&rls=org.mozilla:pl:official&biw=1366&bih=580&tbm=isch0,1539&itbs=1&iact=rc&dur=114&oei=sVufTZ3hNIKBswbT9PjtAQ&page=4&ndsp=24&ved=1t:429,r:22,s:76&tx=57&ty=60&biw=1366&bih=580
Dołączasz?
Są dwie kobiety, ja i ruda.
Dużo rudej.
Jedna kobieta jest wolna.
Znaczy nie jestem nią zainteresowany.
Piwo Mönchshof Schwarzbier.
Producent: Kulmbacher Brauerai AG
Alko: 4,9%
Kolor: czarne.
Piana: obfita, perlista, drobna, podbita na ciemno, wspaniale się utrzymuje.
Smak: palony pełny lager, gęba sama sie zaczyna uśmiechać.
Kupiłem za 7,5 zybla flaszka. Wspaniałe, smaczne, piwne piwo. Dobrze wyczuwalny chmiel i palony jęczmień. O tak, w takie dni jak dzisiaj to jest to, co tygryski lubią najbardziej. 5-. Minus, bo cena jednak nie na warunki codziennej konsumpcji. Ale co do piwnej substancji nie mam się czego czepić.
Producent: Kulmbacher Brauerai AG
Alko: 4,9%
Kolor: czarne.
Piana: obfita, perlista, drobna, podbita na ciemno, wspaniale się utrzymuje.
Smak: palony pełny lager, gęba sama sie zaczyna uśmiechać.
Kupiłem za 7,5 zybla flaszka. Wspaniałe, smaczne, piwne piwo. Dobrze wyczuwalny chmiel i palony jęczmień. O tak, w takie dni jak dzisiaj to jest to, co tygryski lubią najbardziej. 5-. Minus, bo cena jednak nie na warunki codziennej konsumpcji. Ale co do piwnej substancji nie mam się czego czepić.
Piwo Rycerz.
Browar Gościszewo.
Alko 6%
Piękna perlista ładna równa i utrzymująca się piana.
Kolor złocisty o pełnej nucie.
Zapach dobry, chmielowy.
Smak ... no niestety, mnie nie pasuje, trąci mi żywcem.
Ciekawe doświadczenie, ale nie będę go powtarzał. Fajnie, że ktoś robi niepasteryzowane piwo, ale coś w kompozycji brakuje. Jak dla mnie 3, sorry bracia Czarneccy. Chociaż Waszego weizena pozwolę sobie jeszcze spróbować.
Browar Gościszewo.
Alko 6%
Piękna perlista ładna równa i utrzymująca się piana.
Kolor złocisty o pełnej nucie.
Zapach dobry, chmielowy.
Smak ... no niestety, mnie nie pasuje, trąci mi żywcem.
Ciekawe doświadczenie, ale nie będę go powtarzał. Fajnie, że ktoś robi niepasteryzowane piwo, ale coś w kompozycji brakuje. Jak dla mnie 3, sorry bracia Czarneccy. Chociaż Waszego weizena pozwolę sobie jeszcze spróbować.
Czy trzeba pić, nie wiem, zeby się uchlać ?
Ja sie doskonale bawię bez alkoholu na weselach, imprezach.
Ja mam niektórych znajomych, co nawet bez żadnej okazji piją codziennie jak to się mówi do lustra po kilka piw, i to są dziewczyny !!!
Skandal !!!!
Ja niedługo jadę na wesele, i lampkę wina wypiję, po co się uchlać, nie rozumiem :) Moi znajomi to np na dyskotee to piją wódkę co chwilę kupują u barmana, i do tego po kilka piw, co to za przyjemność się schlać ?
Poza tym pomimo , że mam swoje lata , to np. moja mama mi powiedziałą, że nie mam pić alkoholu na weselach, bo bez tego można żyć .
Ja sie doskonale bawię bez alkoholu na weselach, imprezach.
Ja mam niektórych znajomych, co nawet bez żadnej okazji piją codziennie jak to się mówi do lustra po kilka piw, i to są dziewczyny !!!
Skandal !!!!
Ja niedługo jadę na wesele, i lampkę wina wypiję, po co się uchlać, nie rozumiem :) Moi znajomi to np na dyskotee to piją wódkę co chwilę kupują u barmana, i do tego po kilka piw, co to za przyjemność się schlać ?
Poza tym pomimo , że mam swoje lata , to np. moja mama mi powiedziałą, że nie mam pić alkoholu na weselach, bo bez tego można żyć .
wesela czemu nie.. impreza:) z resztą się zgadzam.. pifko w słonku na plaży dwa kroki od morza piękna sprawa albo na jeziorze jakowymś,bujając się w łodeczce:) ehh idzie lato:)! ostatnio właśnie tak spożyłam gingersa desperadosa i tyskie z pepsi.. oceny nie wystawiam bo to takie nie do końca browary,dobre było wszystko i mi było dobrze:) kiedyś gustowałam w stella artois i kronenberg ale ogólnie lubię słodkie smaki więc piwa najczęściej modyfikuję,wina też iid a uwielbiam likiery..
Piwo z rzemieślniczego browaru Nieznanów.
Jasny, niefiltrowany bitter.
Piękna, perlista piana. Obfita, ale ładnie opadająca i pozostawiająca ładny kołnierzyk.
Barwa matowego bursztynu.
Smak dobrze nachmielony, pełny.
Zapach powalający, tak powinno pachnieć piwo.
Właśnie złożyłem zamówienie na surowce, kapsle, termometr i kapslownicę.
Jutro muszę zlać Kropkowe ryżowe wino na cichą fermentację i tym sposobem uwolnię 25 litrowy dymion, w którym - no co? no co? - nastawię moja pierwszą warkę :)))
Scool.
Jasny, niefiltrowany bitter.
Piękna, perlista piana. Obfita, ale ładnie opadająca i pozostawiająca ładny kołnierzyk.
Barwa matowego bursztynu.
Smak dobrze nachmielony, pełny.
Zapach powalający, tak powinno pachnieć piwo.
Właśnie złożyłem zamówienie na surowce, kapsle, termometr i kapslownicę.
Jutro muszę zlać Kropkowe ryżowe wino na cichą fermentację i tym sposobem uwolnię 25 litrowy dymion, w którym - no co? no co? - nastawię moja pierwszą warkę :)))
Scool.
Specjal niepasteryzowany.
Alko 5,8%
Mawia się "jak cię widzą tako cię i piszą"
Specjal niepasteryzowany wygląda ło tak:
http://static.wirtualnemedia.pl/media/150x110/SpecjalNiepasteryzowane_reklama.jpg
Ten popielaty akcent koloru na specjalowej etykiecie przypomina mi puszkę irlandzkiego murphys'a, która to identycznym kolorem się wykazuje.
Piana: nietrwała, z dużymi oczkami.
Smak: przypomina remusa. Odbiega nieco od swego czarnego brata. Dziwne to, ale niepoddawanie procesowi pasteryzowanie winno oszczędzić piwu charakterystycznych nut smakowych, tymczasem browarnicy z żywca i owszem niepasteryzują, ale za to mikrofiltrują ciecz, więc i to na jedno wychodzi. Z producentami piwa na szeroką skalę jest tak jak z kobietami, mianowicie, jeśli nie dołożą z prawej pięści to dowalą z lewego "liścia". No a jak nie z lewej ani z prawej to już na pewno centralnie w nos. ;)
Dla mnie specjal zawsze będzie piwem stoczniowym. Leśnym. Jeziornym. I działkowym. Bo dobrze sprawdza się przy koszeniu trawy.
Zapach: wyraziście piwny :) (lubię jasne i klarowne sytuacje)
No i w sumie z sentymentu dla speca dam cztery. A kto tam wie, może nawet na tyle niepasteryzowany kuzyn zasługuje. Sprawdzę to jeszcze.
Alko 5,8%
Mawia się "jak cię widzą tako cię i piszą"
Specjal niepasteryzowany wygląda ło tak:
http://static.wirtualnemedia.pl/media/150x110/SpecjalNiepasteryzowane_reklama.jpg
Ten popielaty akcent koloru na specjalowej etykiecie przypomina mi puszkę irlandzkiego murphys'a, która to identycznym kolorem się wykazuje.
Piana: nietrwała, z dużymi oczkami.
Smak: przypomina remusa. Odbiega nieco od swego czarnego brata. Dziwne to, ale niepoddawanie procesowi pasteryzowanie winno oszczędzić piwu charakterystycznych nut smakowych, tymczasem browarnicy z żywca i owszem niepasteryzują, ale za to mikrofiltrują ciecz, więc i to na jedno wychodzi. Z producentami piwa na szeroką skalę jest tak jak z kobietami, mianowicie, jeśli nie dołożą z prawej pięści to dowalą z lewego "liścia". No a jak nie z lewej ani z prawej to już na pewno centralnie w nos. ;)
Dla mnie specjal zawsze będzie piwem stoczniowym. Leśnym. Jeziornym. I działkowym. Bo dobrze sprawdza się przy koszeniu trawy.
Zapach: wyraziście piwny :) (lubię jasne i klarowne sytuacje)
No i w sumie z sentymentu dla speca dam cztery. A kto tam wie, może nawet na tyle niepasteryzowany kuzyn zasługuje. Sprawdzę to jeszcze.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Właśnie skończyliśmy z Szuroczką butelkować moją pierwszą warkę.
W całej kuchni pachnie piwem :)
Zrobiłem w typie meksykańskim (bo na lato), jasne i mocno chmielone.
Smakuje wybornie, choć teraz musi się nagazować.
Na pohybel Żywcowi :)
Dzisiaj wieczorem nastawiam drugą warkę, tym razem będzie to klasyczny pale ale.
A na gęstwie z pierwszej warki nastawię równolegle podpiwek. Pamiętacie jeszcze takie cudo? Robiło się to w każdej wiejskiej chacie i służyło gaszeniu pragnienia. Chłopskie domowe piwo na ekstrakcie z prażonych buraków i zbóż. A co mi tam, dusza odkrywcy się we mnie obudziła. Lubie ten stan.
W całej kuchni pachnie piwem :)
Zrobiłem w typie meksykańskim (bo na lato), jasne i mocno chmielone.
Smakuje wybornie, choć teraz musi się nagazować.
Na pohybel Żywcowi :)
Dzisiaj wieczorem nastawiam drugą warkę, tym razem będzie to klasyczny pale ale.
A na gęstwie z pierwszej warki nastawię równolegle podpiwek. Pamiętacie jeszcze takie cudo? Robiło się to w każdej wiejskiej chacie i służyło gaszeniu pragnienia. Chłopskie domowe piwo na ekstrakcie z prażonych buraków i zbóż. A co mi tam, dusza odkrywcy się we mnie obudziła. Lubie ten stan.
Szczerze rzeknę, Stworku, że od czasu jak przez jednych takich założyłem własny browar, to przestałem kupować piwo w ogóle.
Jedynie specjala, jak najeżdża mnie C, albo łomżę, jak najeżdżają mnie inni, którzy mogli by zagrozić moim skromnym zapasom.
Z blondów najmilej wspominam belgijskie, a najwięcej opijałem się Leffe. Ale to jest piwo, które wymaga temperatury otoczenia 25+ i zimnej studni do chłodzenia trunku :) Pijałem także blondy z rodzinnych, lokalnych browarów w Belgii - i to był kosmos.
Teraz będę warzył maibocka. Jakoś tak mnie naszło z sentymentu. I właśnie zakupiłem sprzęt celem podwojenia mocy produkcyjnych, bo coraz więcej mam chętnych na "daj posmakować ze dwie buteleczki plzzz...., a masz jeszcze to co piliśmy ostatnio, bo kolega chciał posmakować plzzzz....., a takie własne piwo to smakuje jak piwo? dałbyś z parę flaszek plzzz....." i takie tam. Potem będzie owsiany stout.
Prawdziwy blond jest robiony na zwykłym słodzie, ale dodaje się do niego trochę słodu pszenicznego - co daje piękna piankę, oraz trochę słodu buiscit - co daje ładny chlebowy posmak. Koniecznie niefiltrowany. Mogę Zwierzowi uwarzyć, surowce dostępne, tylko potrzebuję cynk 4 miechy wcześniej, coby uleżakowało się zacnie.
A jakie blondy są w polskich sklepach to kurna nie mam zielonego pojęcia, a co więcej, jakoś nawet nie odczuwam z tego powodu dyskomfortu :)
Jedynie specjala, jak najeżdża mnie C, albo łomżę, jak najeżdżają mnie inni, którzy mogli by zagrozić moim skromnym zapasom.
Z blondów najmilej wspominam belgijskie, a najwięcej opijałem się Leffe. Ale to jest piwo, które wymaga temperatury otoczenia 25+ i zimnej studni do chłodzenia trunku :) Pijałem także blondy z rodzinnych, lokalnych browarów w Belgii - i to był kosmos.
Teraz będę warzył maibocka. Jakoś tak mnie naszło z sentymentu. I właśnie zakupiłem sprzęt celem podwojenia mocy produkcyjnych, bo coraz więcej mam chętnych na "daj posmakować ze dwie buteleczki plzzz...., a masz jeszcze to co piliśmy ostatnio, bo kolega chciał posmakować plzzzz....., a takie własne piwo to smakuje jak piwo? dałbyś z parę flaszek plzzz....." i takie tam. Potem będzie owsiany stout.
Prawdziwy blond jest robiony na zwykłym słodzie, ale dodaje się do niego trochę słodu pszenicznego - co daje piękna piankę, oraz trochę słodu buiscit - co daje ładny chlebowy posmak. Koniecznie niefiltrowany. Mogę Zwierzowi uwarzyć, surowce dostępne, tylko potrzebuję cynk 4 miechy wcześniej, coby uleżakowało się zacnie.
A jakie blondy są w polskich sklepach to kurna nie mam zielonego pojęcia, a co więcej, jakoś nawet nie odczuwam z tego powodu dyskomfortu :)
Skorym, i zawsze mile widziane rady doświadczonych przodowników pracy:)
Na razie moje pojedyncze warki to są na 40 butelek. Wszystko ręczne. A i tak da się narobić. Dlategoż zakupiony sprzęt to kolejne fermentory, kadź filtracyjna i trochę drobiazgu. Na warzenie w hektolitrach się kiedyś zdecyduję, ale nie w tym roku jeszcze. Kocioł warzelniczy i kadź filtracyjną do niego pewnie lepiej zrobić samemu. Akurat jedni znajomi kupują minibrowar na Słowacji, chcą go odpalić w Gdańsku, no koszty to porażka. Samo know how na poziomie rocznej pensji, ale automatykę obsłużyłby nawet półgłówek. Mnie się bardziej widzi ręczna produkcja w wielkich kotłach. W stylu celtyckich pubów. W każdej wsi własny browar, przy browarze pub, w pubie wieś :) Na pewniaka rozważę budowę sprzętu we własnym zakresie.
Natomiast sprzęt w Twojej specjalności mile widziany. Mam chyba ponad 100 litrów do agregacji - śliwka i jabłko. Źródło ciepła już kupiłem - taboret gazowy na 9 kW. Hydraulikę też już poprawiłem. Miło byłoby w tym roku się obinstalować:)
Na razie moje pojedyncze warki to są na 40 butelek. Wszystko ręczne. A i tak da się narobić. Dlategoż zakupiony sprzęt to kolejne fermentory, kadź filtracyjna i trochę drobiazgu. Na warzenie w hektolitrach się kiedyś zdecyduję, ale nie w tym roku jeszcze. Kocioł warzelniczy i kadź filtracyjną do niego pewnie lepiej zrobić samemu. Akurat jedni znajomi kupują minibrowar na Słowacji, chcą go odpalić w Gdańsku, no koszty to porażka. Samo know how na poziomie rocznej pensji, ale automatykę obsłużyłby nawet półgłówek. Mnie się bardziej widzi ręczna produkcja w wielkich kotłach. W stylu celtyckich pubów. W każdej wsi własny browar, przy browarze pub, w pubie wieś :) Na pewniaka rozważę budowę sprzętu we własnym zakresie.
Natomiast sprzęt w Twojej specjalności mile widziany. Mam chyba ponad 100 litrów do agregacji - śliwka i jabłko. Źródło ciepła już kupiłem - taboret gazowy na 9 kW. Hydraulikę też już poprawiłem. Miło byłoby w tym roku się obinstalować:)
Dalej nie kojarzę Cię specjalnie ze specjalem. :)
Bardziej już ze spirolem. (i Bożkovem ma się rozumieć)
Linką holowniczą, inteligencją i zarąbistym żarełkiem.
I z lasem.
ps. i z korzeniami modrzewiowymi, które przypadły mi w udziale do wyko i pania. :)
Bardziej już ze spirolem. (i Bożkovem ma się rozumieć)
Linką holowniczą, inteligencją i zarąbistym żarełkiem.
I z lasem.
ps. i z korzeniami modrzewiowymi, które przypadły mi w udziale do wyko i pania. :)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Polskie szyszki są dwa razy droższe od zachodnich.
Ja ten browar i tak odpalę. Ale w stylu Hagrida, z kotłem warzelnym i drewnianą łychą do mieszania warki. Bez żadnej debilnej automatyki. Ludzie za rzadko zakasują rękawy, a za dużo naciskają i klikają.
Na razie nie mam czasu na przyjemności. Ledwo obwiesiliśmy drzewa budkami lęgowymi i wykopaliśmy część zarośli, a już za progiem stoją rzędem drzewka do sadzenia i przesadzania. O, właśnie sobie przypomniałem, że muszę namoczyć kasztany.
I czas na czystki w lesie.
.......
Ja ten browar i tak odpalę. Ale w stylu Hagrida, z kotłem warzelnym i drewnianą łychą do mieszania warki. Bez żadnej debilnej automatyki. Ludzie za rzadko zakasują rękawy, a za dużo naciskają i klikają.
Na razie nie mam czasu na przyjemności. Ledwo obwiesiliśmy drzewa budkami lęgowymi i wykopaliśmy część zarośli, a już za progiem stoją rzędem drzewka do sadzenia i przesadzania. O, właśnie sobie przypomniałem, że muszę namoczyć kasztany.
I czas na czystki w lesie.
.......
Co Mansonie oznacza to:
"......."
?
:)
ps. dopiję wszystkie niedokończone flachy w domu i spadam na Łostowice. Się tylko ogolę może.
ps2. skąd Ty weźniesz taką wielką drewnianą łychę co by była odpowiednia do takiego gara? :D
Nie dalej jak 750m odemnie koles robi cuda z drewna.
"......."
?
:)
ps. dopiję wszystkie niedokończone flachy w domu i spadam na Łostowice. Się tylko ogolę może.
ps2. skąd Ty weźniesz taką wielką drewnianą łychę co by była odpowiednia do takiego gara? :D
Nie dalej jak 750m odemnie koles robi cuda z drewna.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Nie znosze kurkąa bandy na pogrzebach.
http://www.youtube.com/watch?v=8e3bX8v4Jrs
http://www.youtube.com/watch?v=8e3bX8v4Jrs
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Sreberko to było na butelkach z mlekiem, a złotko ze śmietaną.
Popijam sobie browniego własnego chowu (nie był zły, co nie Martinez?), kukam na sforę wiercącą się po podwórzu i wdycham ciepło niedzielnego poranka.
Ptaszory świergolą wszędzie.
Mam jeszcze trochę drzew do posadzenia.
Szuroczka walczy z folią.
Z mojego punktu widzenia wygląda to na remis z lekką przewagą folii.
Jest ok.
Popijam sobie browniego własnego chowu (nie był zły, co nie Martinez?), kukam na sforę wiercącą się po podwórzu i wdycham ciepło niedzielnego poranka.
Ptaszory świergolą wszędzie.
Mam jeszcze trochę drzew do posadzenia.
Szuroczka walczy z folią.
Z mojego punktu widzenia wygląda to na remis z lekką przewagą folii.
Jest ok.
Też trzymam kciuki Szurka - tylko nie wiem za co ;)
Była jeszcze śmietana z zielonym sreberskiem Braciszku vel Mansonie.
Ta z chudszego sortu.
Circles and triangles.
Się mi kurna podoba ten teledysk.
:)
Jest cool.
Lubię pantery.
:)
http://www.youtube.com/watch?v=TGwZ7MNtBFU
Ta z chudszego sortu.
Circles and triangles.
Się mi kurna podoba ten teledysk.
:)
Jest cool.
Lubię pantery.
:)
http://www.youtube.com/watch?v=TGwZ7MNtBFU
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
i w każdej wiosce ,za knajpą i browarem
powinna stać kuźnia z kowalem
coby było komu browarnikowi maszyny naprawiać
i galony klepać
a i jeszcze podróżnik ,odkrywca
coby historyje ze świata zwoził
toby się C nadawał chyba
ciekawe gdzie by więcej czsau spędzał?
w knajpie czy browarze?
aaaa, i jeszcze mała gorzelnia by się we wsi przydała
powinna stać kuźnia z kowalem
coby było komu browarnikowi maszyny naprawiać
i galony klepać
a i jeszcze podróżnik ,odkrywca
coby historyje ze świata zwoził
toby się C nadawał chyba
ciekawe gdzie by więcej czsau spędzał?
w knajpie czy browarze?
aaaa, i jeszcze mała gorzelnia by się we wsi przydała
mysza nie sknerzy ;) tylko nie chce żebym chyba ja próbował
może też i fakt ,że moje kubki smakowe działają cokolwiek z pewnym opóźnieniem
a może też potrzebują większej dawki do próby
mysza moja nie może się chyba pogodzić z tym w jakim czasie wypróbowałem nalewki
na swoją obronę mam ,że próbowałem sumiennie
anyway
BROWNIE RULES
może też i fakt ,że moje kubki smakowe działają cokolwiek z pewnym opóźnieniem
a może też potrzebują większej dawki do próby
mysza moja nie może się chyba pogodzić z tym w jakim czasie wypróbowałem nalewki
na swoją obronę mam ,że próbowałem sumiennie
anyway
BROWNIE RULES
Właśnie miałem niekłamaną przyjemność uraczyć się pilsem produkcji Browaru Piwna z Gdańska.
Piwo złociste, piękna piana, orzeźwiający zapach i smak.
Doskonała butelka - socrealistyczny "granat" z nadrukiem Browaru i instrukcją warzenia piwa.
Wspaniałe piwo bijące na głowę koncerniaki.
Jedyny minus to cena - 9 zł za butelkę.
Jednakże powiadam Wam Gdańszczanie: miast popijać trzy koncernowe sikacze zainwestujcie w porządne piwo.
Pogratulować pomysłu postawienia Browaru na nomen omen Piwnej :)
Co prawda pilsy nie są wskazane na tę porę roku - moim zdaniem - jednak przyznaję porządne 4. A w upalne lato nie wątpię, że pojawi się +.
Piwo złociste, piękna piana, orzeźwiający zapach i smak.
Doskonała butelka - socrealistyczny "granat" z nadrukiem Browaru i instrukcją warzenia piwa.
Wspaniałe piwo bijące na głowę koncerniaki.
Jedyny minus to cena - 9 zł za butelkę.
Jednakże powiadam Wam Gdańszczanie: miast popijać trzy koncernowe sikacze zainwestujcie w porządne piwo.
Pogratulować pomysłu postawienia Browaru na nomen omen Piwnej :)
Co prawda pilsy nie są wskazane na tę porę roku - moim zdaniem - jednak przyznaję porządne 4. A w upalne lato nie wątpię, że pojawi się +.
Alt bier z Browaru Piwna.
Alko 5,5%.
Barwa ciemna, piana perlista i ładna, sympatyczny aromat chmielowy.
Wspaniałe, łagodne piwo.
Warzone na wzór niemieckich altów nie ustępuje im jakością.
Przypomniało mi alty pijane na zakończenie niemieckich obiadów gdzieś w Harzu.
Na dnie butelki pozostał wianuszek osadów drożdżowych - znaczy piwo żyje.
Zdecydowanie 4+.
Alko 5,5%.
Barwa ciemna, piana perlista i ładna, sympatyczny aromat chmielowy.
Wspaniałe, łagodne piwo.
Warzone na wzór niemieckich altów nie ustępuje im jakością.
Przypomniało mi alty pijane na zakończenie niemieckich obiadów gdzieś w Harzu.
Na dnie butelki pozostał wianuszek osadów drożdżowych - znaczy piwo żyje.
Zdecydowanie 4+.
Uwaga, uwaga, uwaga !!!
Cud technologii pod nazwą Specjal Bursztynowy.
Ładna puszeczka w piaskowo-jasnobrązowych kolorach z czarnym logo specjala.
Alko 6,1.
Bardzo ładny kolor, ciemny bursztyn, i bardzo ładna i trwała piana.
Smak nie najgorszy, ale wyraźnie słychać, że to specjal.
Piwo jeszcze nie jest w sprzedaży. Testowa partia z dopiskiem "edycja kolekcjonerska" została rozpuszczona w celach marketingowych i traktowana jako gratis dla wielbicieli specjala. Informuje zresztą o tym słowo "prezent" na czerwonym otoku na szczycie puszki.
Piwko nie najgorsze, dam 3+.
Smuci mnie jednak, że zapewne wzorem wielu marek po wejściu do masowej produkcji znikczemnieje, czego gwarantem zdają się być inne produkty producenta. Nie mniej gratuluję, że producent poszedł w tym kierunku.
W sumie polecam, choćby dla porównania z innymi specami, choć d..y nie urywa.
Cud technologii pod nazwą Specjal Bursztynowy.
Ładna puszeczka w piaskowo-jasnobrązowych kolorach z czarnym logo specjala.
Alko 6,1.
Bardzo ładny kolor, ciemny bursztyn, i bardzo ładna i trwała piana.
Smak nie najgorszy, ale wyraźnie słychać, że to specjal.
Piwo jeszcze nie jest w sprzedaży. Testowa partia z dopiskiem "edycja kolekcjonerska" została rozpuszczona w celach marketingowych i traktowana jako gratis dla wielbicieli specjala. Informuje zresztą o tym słowo "prezent" na czerwonym otoku na szczycie puszki.
Piwko nie najgorsze, dam 3+.
Smuci mnie jednak, że zapewne wzorem wielu marek po wejściu do masowej produkcji znikczemnieje, czego gwarantem zdają się być inne produkty producenta. Nie mniej gratuluję, że producent poszedł w tym kierunku.
W sumie polecam, choćby dla porównania z innymi specami, choć d..y nie urywa.
http://www.youtube.com/watch?v=4CgnIbOIoJg choć Wam pewnie jedna szklanka to za mało ;)
Cyt. "Van Pur był dobry tylko przez rok od powstania, potem zszedł na psy. I raczej na południu się sprzedawał, u nas kiepsko"
Zgadza się. VANPUR był produkowany k. Łańcuta, i też się zgadza, że na Południu;-) Miałem wtedy 18 lat, jak Vanpur wprowadził na rynek piwo Mocne. Było w miarę smaczne a po 3 piwach to już w głowie szumiało;-) Kupowaliśmy tylko "Mocne". Później przerzuciliśmy się na EB. Piliśmy tego hektolitry;-) Warto też wspomnieć o piwie "Leżajsk" - bardzo dobre piwo kiedyś. Dwa lata temu było dostępne w Biedronce, więc jechałem specjalnie po to piwo;-) Jednak to nie to co tamto kiedyś;-)
Jak wypiliśmy to hejka na zabawę do obcej wsi;-) w Naszej nigdy nie rządziliśmy. Musieliśmy być postrzegani jako Ci "porządni" o których nie jedna się Panna biła;-)
To były czasy. Chętnie zebrałbym się w taką samą grupę z tymi samymi ludźmi;-) Szkoda, że ten czas uciekł, dałbym wiele, żeby z tymi ludźmi się spotkać!
Zgadza się. VANPUR był produkowany k. Łańcuta, i też się zgadza, że na Południu;-) Miałem wtedy 18 lat, jak Vanpur wprowadził na rynek piwo Mocne. Było w miarę smaczne a po 3 piwach to już w głowie szumiało;-) Kupowaliśmy tylko "Mocne". Później przerzuciliśmy się na EB. Piliśmy tego hektolitry;-) Warto też wspomnieć o piwie "Leżajsk" - bardzo dobre piwo kiedyś. Dwa lata temu było dostępne w Biedronce, więc jechałem specjalnie po to piwo;-) Jednak to nie to co tamto kiedyś;-)
Jak wypiliśmy to hejka na zabawę do obcej wsi;-) w Naszej nigdy nie rządziliśmy. Musieliśmy być postrzegani jako Ci "porządni" o których nie jedna się Panna biła;-)
To były czasy. Chętnie zebrałbym się w taką samą grupę z tymi samymi ludźmi;-) Szkoda, że ten czas uciekł, dałbym wiele, żeby z tymi ludźmi się spotkać!
Ja już pilsów raczej nie pijam. Jak już to budvara przy ognisku albo na męskich rozmowach w większym niż ja sam gronie.
Dzięki kumplowi zacząłem sam warzyć i teraz zapijam się najprzeróżniejszymi ciemnymi odmianami, bo to mój smak.
Czasem, bardzo rzadko, coś kupuję co mnie zaciekawi, ale przeważnie to porażka.
Pozytywnie oceniam inicjatywę żywca i wpuszczenie baiego, bocka i apy. Poopy nie urywają, ale to krok w kierunku cywilizacji.
Jak dla mnie raj piwosza na ziemi to Czechy, ale niemieckie browary też dobrze warzą, szczególnie te w Bawarii. I jeszcze Belgia.
No ale ja się zrobiłem niereprezentatywny, bo piwo piję dla przyjemności, a nie dla skucia. Na skucie znam lepsze i szybsze sposoby, na ten przykład kosmiczny spirytus z kolą - bierzemy pół na pół kolę ze spirytusem i wypijamy połowę, uzupełniamy spirytusem i znowu upijamy połowę, uzupełniamy i tak dalej i tak dalej, dopóki nie zaczniemy słyszeć głosów z kosmosu.
Połczyńskie znam, ale nie trafiłem na jakieś wybitne. Może kiedyś było inne. Zapamiętam i jak zoczę podejmę na próbę.
Dzięki kumplowi zacząłem sam warzyć i teraz zapijam się najprzeróżniejszymi ciemnymi odmianami, bo to mój smak.
Czasem, bardzo rzadko, coś kupuję co mnie zaciekawi, ale przeważnie to porażka.
Pozytywnie oceniam inicjatywę żywca i wpuszczenie baiego, bocka i apy. Poopy nie urywają, ale to krok w kierunku cywilizacji.
Jak dla mnie raj piwosza na ziemi to Czechy, ale niemieckie browary też dobrze warzą, szczególnie te w Bawarii. I jeszcze Belgia.
No ale ja się zrobiłem niereprezentatywny, bo piwo piję dla przyjemności, a nie dla skucia. Na skucie znam lepsze i szybsze sposoby, na ten przykład kosmiczny spirytus z kolą - bierzemy pół na pół kolę ze spirytusem i wypijamy połowę, uzupełniamy spirytusem i znowu upijamy połowę, uzupełniamy i tak dalej i tak dalej, dopóki nie zaczniemy słyszeć głosów z kosmosu.
Połczyńskie znam, ale nie trafiłem na jakieś wybitne. Może kiedyś było inne. Zapamiętam i jak zoczę podejmę na próbę.
Dzień Degustacji Bajerowskich Piw.
Uczestnicy:
1. Reutberger Josefi-Bock, browar Klosterbrauerei Reutberg, 6,9%
2. Spezial Herzoglich Bayerisches, browar Tegernsee, 5,6%
3. Lager Bier Hell, browar Augustinerbrau Monachium, 5,2%
4. Max I Joseph, browar Tegernsee, 5,2%
5. Ayinger, browar Privatbreuerei Aying, 5,5%
6. Hacker-Pschorr, browar Hacker-Pschorr GmbH Monachium, 5,0%
7. Franziskaner Weissbier, browar Spaten-Franziskaner-Brau GmbH Monachium, 5,0%
Pozycja 1 to koźlak, pozycja 7 pszeniczniak, pozostałe jasne lagery.
Wszystkie zdecydowanie dobrze nasycone, barwy od słomkowej do jasnożółtej (widać że na zasyp szedł tylko jasny monachijski), koźlak ciemniejszy, pszeniczniak niefiltrowany. Wszystkie miały piękną i długo utrzymująca się pianę, drobną, bez bąbli. Poprawne, chociaż na dłuższą metę wszystkie piwa niemieckie mają tę samą wadę - czuć, że są niemieckie. Bardzo podobne w wykończeniu aromatycznym chmielem, słabo goryczkowe.
Wyniki:
1. Pszeniczny Franciszek
2. Hacker-Pschorr
3. nie przyznano
Już zapomniałem, jak smakują niemieckie piwa. Bardzo dziękuję Złotowłosej za przypomnienie mi tego, oraz wiedz, że podziwiam Cię, iż chciało Ci się ten nabój taszczyć z Monachium w moje lasy.
Poza konkursem otwarłem sobie żywieckie Warkę i Tatrę. Klasę gorsze od niemieckich. Nie wiem dlaczego, ale polskie lagery są - jak dla mnie - kiepskiej jakości. Chociaż na dłuższą metę i bajerskie też by mi nie odpowiadały. Z jednym wyjątkiem - pszeniczny Franciszek trzyma klasę światową. Piwo godne polecenia i od lat smakuje tak samo, utrzymuje wysoki poziom.
Zdrowie czytelników :-)
Uczestnicy:
1. Reutberger Josefi-Bock, browar Klosterbrauerei Reutberg, 6,9%
2. Spezial Herzoglich Bayerisches, browar Tegernsee, 5,6%
3. Lager Bier Hell, browar Augustinerbrau Monachium, 5,2%
4. Max I Joseph, browar Tegernsee, 5,2%
5. Ayinger, browar Privatbreuerei Aying, 5,5%
6. Hacker-Pschorr, browar Hacker-Pschorr GmbH Monachium, 5,0%
7. Franziskaner Weissbier, browar Spaten-Franziskaner-Brau GmbH Monachium, 5,0%
Pozycja 1 to koźlak, pozycja 7 pszeniczniak, pozostałe jasne lagery.
Wszystkie zdecydowanie dobrze nasycone, barwy od słomkowej do jasnożółtej (widać że na zasyp szedł tylko jasny monachijski), koźlak ciemniejszy, pszeniczniak niefiltrowany. Wszystkie miały piękną i długo utrzymująca się pianę, drobną, bez bąbli. Poprawne, chociaż na dłuższą metę wszystkie piwa niemieckie mają tę samą wadę - czuć, że są niemieckie. Bardzo podobne w wykończeniu aromatycznym chmielem, słabo goryczkowe.
Wyniki:
1. Pszeniczny Franciszek
2. Hacker-Pschorr
3. nie przyznano
Już zapomniałem, jak smakują niemieckie piwa. Bardzo dziękuję Złotowłosej za przypomnienie mi tego, oraz wiedz, że podziwiam Cię, iż chciało Ci się ten nabój taszczyć z Monachium w moje lasy.
Poza konkursem otwarłem sobie żywieckie Warkę i Tatrę. Klasę gorsze od niemieckich. Nie wiem dlaczego, ale polskie lagery są - jak dla mnie - kiepskiej jakości. Chociaż na dłuższą metę i bajerskie też by mi nie odpowiadały. Z jednym wyjątkiem - pszeniczny Franciszek trzyma klasę światową. Piwo godne polecenia i od lat smakuje tak samo, utrzymuje wysoki poziom.
Zdrowie czytelników :-)

