Widok
Mieszkam co prawda za granica, ale zawsze gdy lekarz szkolil jakiegos studenta/tow bylam pytana czy zgadzam sie na to by byli przy mojej wizycie.I zgadzalam, z reguly jest tak ze ucza sie wiec lekarz jest dokladniejszy,by pokazac im co i jak:) I tak bylo.
Rodzilam rowniez w towarzystwie osoby uczacej sie, a moj porod ktory mialam w wodzie tez ogladac mieli studenci,bylam pytana czy sobie zycze i nie mialam z tym problemu, no ale zaczely sie komplikacje w wodzie wiec szybko podpieto mnie pod aparatury i przewieziona na inna sale.
Ale w szkole rodzenia wrecz polecano mi by zgadzac sie na studentow bo wtedy jest inna niby lepsza opieka.I rzeczywiscie studenci maja wiecej czasu,troszcza sie.chca pomoc itp:) wspominam bardzo dobrze, no z tym ze nie wiem jak jest w Polsce
Rodzilam rowniez w towarzystwie osoby uczacej sie, a moj porod ktory mialam w wodzie tez ogladac mieli studenci,bylam pytana czy sobie zycze i nie mialam z tym problemu, no ale zaczely sie komplikacje w wodzie wiec szybko podpieto mnie pod aparatury i przewieziona na inna sale.
Ale w szkole rodzenia wrecz polecano mi by zgadzac sie na studentow bo wtedy jest inna niby lepsza opieka.I rzeczywiscie studenci maja wiecej czasu,troszcza sie.chca pomoc itp:) wspominam bardzo dobrze, no z tym ze nie wiem jak jest w Polsce
Myślę, że studenci moga być pomocni ale co innego, jak jedna czy dwie osoby są przy tobie i uczestnicza w porodzie a co innego, jak przychodzi 10 osób po to, by odpękac praktyki. Mi kiedyś jedna dziewczyna opowiadała, że rodziła na Klinicznej i przy porodzie byli obecni studenci ale jej za bardzo nie przeszkadzali, bo ciągle wysyłali sms-y, czy grali na swoich telefonach, bo lekarz coś opowiadał, pokazywał ale zainteresowana była jedna czy dwie osoby. To nie o to w tym chodzi.
Jeżeli nie podoba wam się obecność studentów to idźcie rodzić do prywatnych szpitali,tylko przypadkiem trafiając do państwowego nie dziwcie się że pielęgniarka czy lekarz czegoś nie potrafią,w książce ciężko wymacać np.jak obkurcza się macica po porodzie..........Po co korzystacie z państwówki w której wiadomo że mogą być studenci,niektóre "mamusie" zachowują się jak święte krowy i myślą że im cały personel będzie padał do stóp.Chcesz być traktowana jak królowa to sio do prywatnego ( chociaż tam też nikt do stóp padał nie będzie......)
ale widzę, że jednak nie można żądać opuszczenia sali :
"§ można nie zgodzić się, by w badaniach i zabiegach brały udział osoby, których obecność i pomoc w czasie porodu nie jest konieczna
Nie dotyczy to jednak osób uczących się zawodów medycznych, m.in. w klinikach i szpitalach akademii medycznych. Tam uzyskanie Twojej zgody na obecność studentów i stażystów nie jest wymagane, ale ich udział powinien wynikać ze względów dydaktycznych. Osoba opiekująca się studentami powinna dopilnować, aby Twoja godność była uszanowana."
ja i tak na klinicznej bym nie chciała rodzić :)))
"§ można nie zgodzić się, by w badaniach i zabiegach brały udział osoby, których obecność i pomoc w czasie porodu nie jest konieczna
Nie dotyczy to jednak osób uczących się zawodów medycznych, m.in. w klinikach i szpitalach akademii medycznych. Tam uzyskanie Twojej zgody na obecność studentów i stażystów nie jest wymagane, ale ich udział powinien wynikać ze względów dydaktycznych. Osoba opiekująca się studentami powinna dopilnować, aby Twoja godność była uszanowana."
ja i tak na klinicznej bym nie chciała rodzić :)))
mysle w przypadku szpitalu na klinicznej tu chodzi o kulture wykadowcow, ktorzy przychodza ze studnetami.
Bo nagminne bybylo, gdy lezalam na patologii, ze przychodzil jeden lekarz i 10 studentow. a jak przychodzil szef, to opwoiadla twoj przypadek ,jak bys byla nikim, bo tak sie nie mowi o czlowieku.
niestety znam przypadki, gdy pacjentka odmaiwa badania przy studentach, to slycszy od lekarza, zeby zmienial szpital...
Bo nagminne bybylo, gdy lezalam na patologii, ze przychodzil jeden lekarz i 10 studentow. a jak przychodzil szef, to opwoiadla twoj przypadek ,jak bys byla nikim, bo tak sie nie mowi o czlowieku.
niestety znam przypadki, gdy pacjentka odmaiwa badania przy studentach, to slycszy od lekarza, zeby zmienial szpital...
znalazłam w art.22 Karty Praw Pacjenta taki zapis:
Art. 22.
1. W celu realizacji prawa, o którym mowa w art. 20 ust. 1, osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta.
2. Osoby wykonujące zawód medyczny, inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych, uczestniczą przy udzielaniu tych świadczeń tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia. Uczestnictwo, a także obecność innych osób wymaga zgody pacjenta, a w przypadku pacjenta małoletniego, całkowicie ubezwłasnowolnionego lub niezdolnego do świadomego wyrażenia zgody, jego przedstawiciela ustawowego, i osoby wykonującej zawód medyczny, udzielającej świadczenia zdrowotnego.
Art. 22.
1. W celu realizacji prawa, o którym mowa w art. 20 ust. 1, osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta.
2. Osoby wykonujące zawód medyczny, inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych, uczestniczą przy udzielaniu tych świadczeń tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia. Uczestnictwo, a także obecność innych osób wymaga zgody pacjenta, a w przypadku pacjenta małoletniego, całkowicie ubezwłasnowolnionego lub niezdolnego do świadomego wyrażenia zgody, jego przedstawiciela ustawowego, i osoby wykonującej zawód medyczny, udzielającej świadczenia zdrowotnego.
Niestety (oczywiście nie wszystkie) ale niektóre "mamusie" tak się właśnie zachowują jak święte krowy ,myślą że są pępkiem świata,czytanie ze zrozumieniem się kłania nie napisałam że wszystkie ale niektóre,ja rodziłam na Zaspie 2 razy i też trafiłam na studentów,jakoś mi nie przeszkadzało w końcu MUSZĄ SIĘ GDZIEŚ NAUCZYĆ,niejednokrotnie studenci byli bardziej pomocni niż "stare wygi" ,jeżeli ktoś wybiera szpital kliniczna to niech liczy się z tym że mogą być studenci,a jeżeli jest bardzo wrażliwy i może odczuwać dyskomfort niech idzie do prywatnego szpitala,tam nie ma studentów.
Mnie studentka badała ginekologicznie przed operacją jajników, i wiem że muszą si kiedyś i na kimś uczyc, pierw zbadał lekarz, nie mowił co mi jest a pozniej ona i miala znaleźc mojego guza - matko, wiem ze ona sie denerwowala ale delikatnosci za grosz ;D hahaha
najlepsze jest to, ze po kilku latach trafilam na nioą przyadkiem jak juz jako lekarz pracowala - praktyka na mnie się przydala ;)
najlepsze jest to, ze po kilku latach trafilam na nioą przyadkiem jak juz jako lekarz pracowala - praktyka na mnie się przydala ;)
Madness is the gift, that has been given to me!!
do normalnej
Święte krowy czy nie... nic nie tłumaczy obecności przyszłych stomatologów w grupie 10-osobowej przy porodzie. Być może rzeczywiście coś się w prawie zmieniło i teraz nie trzeba mieć zgody na obecność studentów przy porodzie, badaniu w szpitalu klinicznym. Jak ja leżałam na Klinicznej dostawałam zawsze papierek do podpisania z taką zgodą. Raz podpisałam, a drugi raz nie - chciałam podpisać ale z zaznaczeniem, że przy wszystkich "zabiegach" wyrażam zgodę na obecnośc tylko jednej osoby z braci studenckiej. Nie chciałam, żeby oglądały mnie tłumy niekoniecznie zainteresowane. Odpowiedziano mi, że nie ma takiej możliwości, bo personel nie może przewidzieć, czy na oddziale będzie jedna osoba czy pięć a oni wszyscy muszą zaliczyć praktyki i się nauczyć czegoś. No to zgody nie podpisałam.
jak trafiłam na patologię 3 lata temu na Klinicznej to tez mi dali do podpisania ten świstek :) zgodziłam się. po tygodniu pobytu na patologii wywołali mi poród i urodziłam. jakoś nie przypominam sobie żeby studenci byli natrętni. jak był obchód to nawet na nich nie patrzyłam ;) rozmawiałam z lekarzem albo parzyłam sobie na ścianę ;)
żaden student mnie nie badał ginekologicznie, tylko macali brzuch ewentualnie :)
przy 2 porodzie nic nie podpisywałam bo czasu nie było ;) od pierwszego skurczu do urodzenia dziecka minęło 3 godziny. jak trafiłam do szpitala to po 20 minutach urodziłam ;) papiery wypełniałam jak parłam na porodówce :P
ale to sierpień był więc studentów nie było ;)
żaden student mnie nie badał ginekologicznie, tylko macali brzuch ewentualnie :)
przy 2 porodzie nic nie podpisywałam bo czasu nie było ;) od pierwszego skurczu do urodzenia dziecka minęło 3 godziny. jak trafiłam do szpitala to po 20 minutach urodziłam ;) papiery wypełniałam jak parłam na porodówce :P
ale to sierpień był więc studentów nie było ;)
Przy obu moich porodach byli studenci,zarówno przy cc jak i sn Podpisywałam na to zgodę.
za pierwszym razem -cc, studentki podawały mi wodę , rozmawiały ze mną podczas podawania oxy. BYło to miłe , bo szpital zamknięty dla odwiedzających ze względu na grypę. Zbuntowałam sie , gdy jedna z nich 4 razy próbowała mi założyć cewnik, To już było bolesne i poprosiłam o położną.
Przy sn było kilkoro studentów. Jeden z nich na zakończenie podszedł do mnie i powiedział , że pierwszy raz widział poród na żywo i wyraźnie wzruszony stwierdził , że będzie to już zawsze pamietał - miłe.
Wychodzę z założenia ,że fajnie gdyby moja córka mogł trafić na ginekologa , który miał szansę gdzieś praktycznie wykorzystać swoją wiedzę
za pierwszym razem -cc, studentki podawały mi wodę , rozmawiały ze mną podczas podawania oxy. BYło to miłe , bo szpital zamknięty dla odwiedzających ze względu na grypę. Zbuntowałam sie , gdy jedna z nich 4 razy próbowała mi założyć cewnik, To już było bolesne i poprosiłam o położną.
Przy sn było kilkoro studentów. Jeden z nich na zakończenie podszedł do mnie i powiedział , że pierwszy raz widział poród na żywo i wyraźnie wzruszony stwierdził , że będzie to już zawsze pamietał - miłe.
Wychodzę z założenia ,że fajnie gdyby moja córka mogł trafić na ginekologa , który miał szansę gdzieś praktycznie wykorzystać swoją wiedzę
Ja rodziłam na zaspie więc przy porodzie nie miałam takich doświadczeń ale jak byłam z synkiem w szpitalu na klinicznej to przyszła jedna pani doktor ze studentami i spytała czy mogą zbadać dziecko - zgodziłam się ponieważ tak jak większość forumek uważam, że to nasz obowiązek i inwestycja na przyszłość. Ale ja też jestem osobą, której za drzwiami gabinetu wstyd zostaje na zewnątrz. Dlatego nigdy też nie miałam problemów z lekarzem - mężczyzną.
W każdym razie studenci byli jak dzieci (pierwszy rok) i to badanie przeżyli bardziej niż mój synek ;) niech się uczą bo to taki zawód, że sama teoria na nie wiele się przyda
W każdym razie studenci byli jak dzieci (pierwszy rok) i to badanie przeżyli bardziej niż mój synek ;) niech się uczą bo to taki zawód, że sama teoria na nie wiele się przyda