Widok
Podczas przyjęcia na patologię ciąży w 38 tyg ciąży na IP z lekarką przyszedł jeden student, był przy rozmowie, ale pani doktor dała mi kartkę do podpisania czy zgadzam się na studentów czy nie no i zgodziłam. Na fotelu zbadała mnie lekarka i spytała czy zgadzam się żeby student zbadał ale nie muszę.
Potem na PC studenci byli na obchodzie, ale nic nie robili tylko obserwowali obchód.
Potem w dniu porodu na IP w pokoju była lekarka i 3 studentów, weszłam i spadła mi szczęka. Pani doktor dała jednej studentce rękawiczki i wziernik, a chłopakowi rękawiczki, spojrzałam się i spytałam czy zwariowała, że ja nie wyraziłam zgody na jakiekolwiek badanie przez studentów, na co Ona mi odparła, że to szpital kliniczny, nie rejonowy, że tu studenci się uczą i ja nie mam nic do gadania, dziwne że tydzień temu mogłam decydować. Zbadała mnie tylko studentka i potem lekarka po niej.
Podczas porodu nie było żadnych studentów.
Na obchodach byli studenci, ale też obserwowali. Raz jeden studen spytał czy może dotknąć brzuch żeby zobaczyć jak obkurcza macica i raz przyszła dziewczyna studentka z pediatrii i zapytała czy możemy porozmawiać i zgodziłam się. Była miła i wystraszona, pytała, czy dziecko zdrowe, jak przebiegała ciąża. :)
To tyle z moich przeżyć.
Mnie przerażał fakt, że będę badana przez studentów i lekarza jak królik doświadczalny, a że badanie ginekologiczne sprawia mi ból więc tego nie chciałam, ale co się okazało studenci są bardzo delikatni i nie boli badanie w porównaniu z badaniem przez lekarza...
Potem na PC studenci byli na obchodzie, ale nic nie robili tylko obserwowali obchód.
Potem w dniu porodu na IP w pokoju była lekarka i 3 studentów, weszłam i spadła mi szczęka. Pani doktor dała jednej studentce rękawiczki i wziernik, a chłopakowi rękawiczki, spojrzałam się i spytałam czy zwariowała, że ja nie wyraziłam zgody na jakiekolwiek badanie przez studentów, na co Ona mi odparła, że to szpital kliniczny, nie rejonowy, że tu studenci się uczą i ja nie mam nic do gadania, dziwne że tydzień temu mogłam decydować. Zbadała mnie tylko studentka i potem lekarka po niej.
Podczas porodu nie było żadnych studentów.
Na obchodach byli studenci, ale też obserwowali. Raz jeden studen spytał czy może dotknąć brzuch żeby zobaczyć jak obkurcza macica i raz przyszła dziewczyna studentka z pediatrii i zapytała czy możemy porozmawiać i zgodziłam się. Była miła i wystraszona, pytała, czy dziecko zdrowe, jak przebiegała ciąża. :)
To tyle z moich przeżyć.
Mnie przerażał fakt, że będę badana przez studentów i lekarza jak królik doświadczalny, a że badanie ginekologiczne sprawia mi ból więc tego nie chciałam, ale co się okazało studenci są bardzo delikatni i nie boli badanie w porównaniu z badaniem przez lekarza...
Ja pamiętam, że jak tam leżałam pielęgniarka miała problem z założeniem wenflonu i zawołała inną, z którą przyszły 2 czy 3 studentki - wrażliwa jestem i bardzo ten wenflon przeżywałam ;p - poprosiłam czy studentki mogłyby wyjść i mogły :) To była jedyna sytuacja, w której poprosiłam, by studenci byli nieobecni i nie było problemu...
uczestniczą w obchodach,ale nie są natrętni ani nic w tym stylu,urodzilam 21 pazdziernika wiec niedawno i na świeżo moge powiedziec ze studenci nie gapili sie nachalnie w krocze,wrecz odwrotnie,przy obchodach patrzeli bardziej w sufit żeby nie krępować leżących tam pań,musze powiedziec ze jestem zadowolona z tego szpitala
Jeżeli decydujesz sie na porod w osrodku uniwersyteckim musisz sie liczyc, ze beda tam studenci. Poza tym medycyny sie jeszcze nikt z ksiazki nie nauczyl. Dla pocieszenia jak przyjdzie co do czego to bedzie ci wszystko jedno, aby bylo po wszystkim. Studenci medycyny sa bardzo kulturalni, wiec spoko. Gorzej z pozostalymi kierunkami, ktore tam sie kreca - typu pielegniarstwo, ratownicy i inni pseudo... oni naprawde nie umieją się czasem zachowac :(