Widok
Ahalia, naprawdę trzeba czytać ze zrozumieniem. Ale że chodzi o zrozumienie socjopaty, to trzeba troszkę się natrudzić.
Halewicz ma 100% racji:
"alimenty, jako narzędzie nie służące w uzyskaniu środków na utrzymanie dziecka, a swoista forma pozostania w kontakcie z kimś, kogo się utraciło, a wobec kogo ma się skrajne uczucia. Choć to kontakt negatywny, impulsywny, przepełniony negatem...to jednak kontakt."
Teraz dojdź do miejsca, w którym zrobił błąd gramatyczny "nie służące w uzyskaniu" - wymień na "nie służące do przekazania" i jak nic masz świetny opis tego, co Halewicz wyczyniał żonie po rozwodzie.
Halewicz ma 100% racji:
"alimenty, jako narzędzie nie służące w uzyskaniu środków na utrzymanie dziecka, a swoista forma pozostania w kontakcie z kimś, kogo się utraciło, a wobec kogo ma się skrajne uczucia. Choć to kontakt negatywny, impulsywny, przepełniony negatem...to jednak kontakt."
Teraz dojdź do miejsca, w którym zrobił błąd gramatyczny "nie służące w uzyskaniu" - wymień na "nie służące do przekazania" i jak nic masz świetny opis tego, co Halewicz wyczyniał żonie po rozwodzie.
Drobne??? Liczyłeś kiedyś, ile postów produkujesz dziennie? Wracając zaś do argumentów, to Ty ich nie chcesz podać. Posługujesz się tylko uogólnieniami, że wszystkie kobiety mszczą się na byłych mężach żądając zbyt wysokich alimentów. I jest to według Ciebie samosąd kobiecy nad biednymi mężusiami. Ktoś tu myśli stereotypami!?
Już Tobie napisałem, że sztuka analizy nie jest Twoją mocną stroną:) Błądzisz w domysłach, domysłu uznajesz za fakty, a następnie zaczynasz w nie wierzyć - znamienne? Tak.
Ja stawiam tezę - na podstawie obserwacji różnych przypadków.
A co do byłej żony:) Cóż, dwadzieścia lat z okładem to szmat czasu. Biedna, zagubiona kobieta.
Ale wróćmy do meritum. Czyż nie ogarnia tych biednych, stłamszonych kobiet furia, gdy pozostawione na pastwę losu, przez tego drania/świnię/gnojka/etc., muszą patrzeć, jak on z tą nową niunią idą z ich dzieckiem na spacer? To zbyt poniżające dla nich, aby tolerować taki stan rzeczy. A najgorsze jest, że uczucie wcale nie wygasło.
Ja stawiam tezę - na podstawie obserwacji różnych przypadków.
A co do byłej żony:) Cóż, dwadzieścia lat z okładem to szmat czasu. Biedna, zagubiona kobieta.
Ale wróćmy do meritum. Czyż nie ogarnia tych biednych, stłamszonych kobiet furia, gdy pozostawione na pastwę losu, przez tego drania/świnię/gnojka/etc., muszą patrzeć, jak on z tą nową niunią idą z ich dzieckiem na spacer? To zbyt poniżające dla nich, aby tolerować taki stan rzeczy. A najgorsze jest, że uczucie wcale nie wygasło.
Mój brat został sam z siedmioletnim dzieckiem po ośmiu latach małżeństwa a jego była żona układała sobie życie z nowym "niuniem" czy jak to tam nazywacie. W sądzie zrzekła się praw rodzicielskich i płaciła bardzo wysokie alimenty. Są różne przypadki i gadanie o zazdrościach kobiet jest po prostu śmieszne. Mnóstwo jest przypadków, w których to własnie mężczyzna uprzykrza życie byłej. Generalizowanie jednostkowych przypadków (z własnego doświadczenia) to nie argument. Zgodzę się z Tobą, że stawiasz tezę. Ale Twój popaprany sposób widzenia świata wcale jej nie udowadnia.