Widok
W wielu wypowiedziach zgadzałam się z Tobą Halewicz.. Ale same myśli, wnioski nasuwają mi się.. Więc pozwolę sobie.. :)
W jednym z wątków poprosiłeś kobietę, żeby zaprosiła swojego eks, by mógł on się wypowiedzieć, przedstawić sprawę ze swojego punktu widzenia.. Można zaproponować to teraz Tobie..
Następnie.. Może nieświadomie, ale "przeciwstawiasz" się kobietom, które nadają na ojców swoich dzieci.. Sam nadajesz na swoją żonę.. Może i była "zła" .. Ale może i tych kobiet, ojcowie dzieci byli "źli" .. Tego nigdy nie wiemy..
Wydaje mi się, że wrzucasz wszystkich do jednego wora.. Jedynie nie tych, którzy myślą tak jak Ty.. Piszą pod Ciebie, etc..
Już pisaliśmy razem na ten temat, więc nie będę się rozpisywać.. :)
Każdy ma prawo do swojego zdania, więc je napisałam.. Tzn., napisałam swoją "uwagę" , która może wyglądać na ukąśliwą, ale taką nie jest.. :)
Po prostu, obserwuję i wnioskuję.. :) albo się "obraź" albo przemyśl i podejdź do tego lekko, lub zaatakuj.. :) myślę, że jesteś na tyle rozsądny, że przemyślisz.. ;) bo nie chce mi się szukać "zwad" ..
Nie wszyscy są tacy sami.. ;)
W jednym z wątków poprosiłeś kobietę, żeby zaprosiła swojego eks, by mógł on się wypowiedzieć, przedstawić sprawę ze swojego punktu widzenia.. Można zaproponować to teraz Tobie..
Następnie.. Może nieświadomie, ale "przeciwstawiasz" się kobietom, które nadają na ojców swoich dzieci.. Sam nadajesz na swoją żonę.. Może i była "zła" .. Ale może i tych kobiet, ojcowie dzieci byli "źli" .. Tego nigdy nie wiemy..
Wydaje mi się, że wrzucasz wszystkich do jednego wora.. Jedynie nie tych, którzy myślą tak jak Ty.. Piszą pod Ciebie, etc..
Już pisaliśmy razem na ten temat, więc nie będę się rozpisywać.. :)
Każdy ma prawo do swojego zdania, więc je napisałam.. Tzn., napisałam swoją "uwagę" , która może wyglądać na ukąśliwą, ale taką nie jest.. :)
Po prostu, obserwuję i wnioskuję.. :) albo się "obraź" albo przemyśl i podejdź do tego lekko, lub zaatakuj.. :) myślę, że jesteś na tyle rozsądny, że przemyślisz.. ;) bo nie chce mi się szukać "zwad" ..
Nie wszyscy są tacy sami.. ;)
Nie będę się licytować na "udaność" życia, ale że mój mąż i ojciec raz na ruski rok na to forum zaglądają, to muszę na wszelki wypadek napisać: obaj zdecydowanie mi się udali. Mąż ciągle jeszcze na gwarancji, więc dopuszczam jeszcze jakieś wady bardzo ukryte, ale ojciec sprawdzony przez 33 lata. Prędzej kradłby dla nas i mordował, niż pozwolił przebywać w jednym pomieszczeniu z psychopatą, albo powiedział "nie dam tobie, albo twojej matce tych pieniędzy dla zasady". Ale to jest prawdziwy facet, nie jakaś wydmuszka.
Wiem, żre tak jest chyba w polskim prawie, ale to dzielenie się kosztami utrzymania na pół jest trochę bez sensu. Jeśli rodzice zarabiają porównywalnie, to ok, ale co z sytuacjami, kiedy jedno zarabia np 1500, a drugie 15000? Dziecko ma mieć mniej, bo mama za mało zarabia, chociaż tatę stać na więcej? Przecież jakby byli nadal małżeństwem, to nikt by tak tego nie liczył, a podobno po rozwodzie poziom życia dziecka nie ma się obniżyć. W każdym razie niezależnie od prawa, to jeśli taki facet jest porządnym , odpowiedzialnym człowiekiem, to sam powinien zadbać o to, żeby jego dzieciom niczego nie zabrakło.
Ale niestety z obserwacji wiem, że rozwiedziony tatuś zazwyczaj zdecydowanie woli wydawać pieniądze na nową paniusię i jej/ich rodzinę, ewentualnie swoje własne przyjemności, niż na dzieci z poprzedniego związku.
Ale niestety z obserwacji wiem, że rozwiedziony tatuś zazwyczaj zdecydowanie woli wydawać pieniądze na nową paniusię i jej/ich rodzinę, ewentualnie swoje własne przyjemności, niż na dzieci z poprzedniego związku.
Dlatego tę psychopatkę zostawiłeś z własną córką, a teraz zostałeś doceniony jako ojciec?
Dane podałam z konferencji na UG z okazji dnia kobiet. Wybacz, nie znam źródeł, więc do postu nie dołączę bibligrafii :D
Są to powszechnie znane fakty, tutaj w jednej z kampanii społecznych:
http://www.telegraph.co.uk/news/newsvideo/celebrity-news-video/8366190/Daniel-Craig-drags-up-in-James-Bond-charity-video.html
Dane podałam z konferencji na UG z okazji dnia kobiet. Wybacz, nie znam źródeł, więc do postu nie dołączę bibligrafii :D
Są to powszechnie znane fakty, tutaj w jednej z kampanii społecznych:
http://www.telegraph.co.uk/news/newsvideo/celebrity-news-video/8366190/Daniel-Craig-drags-up-in-James-Bond-charity-video.html
a ja też uważam wypowiedź Halewicza za hipokryzje, bo na innych wątkach pokazuje się jako przykładny katolik, a skoro żona jest zdiagnozowaną psychpatką to jest chora, i powienienies ja wspierac, nawet jakby była dla Ciebie najgorsza ze złych - tak jak jej przysięgałes, nawet poświęcając swoje życie i zdrowie, a jak widac postawa która przyjałes, rozwód, nie była katolicka tylko konformistyczna
~miliani, akurat tu nie mogę się zgodzić, mam wrażenie, że chyba jesteś ciut młoda, życie pisze różne scenariusze, nie można niczego wykluczyć, też,kiedy wychodziłam za mąż, to myslałam, że na zawsze, ze będziemy razem szli przez wszystkie te lata... niestety nie udało się, takie jest życie, nieważne, co się stało, prawda zawsze jest gdzieś pośrodku, zawiniły obie strony. tak wyszło, że w trakcie trwania małżeństwa musieliśmy podpisać rozdzielczość majątkową, dzięki Bogu, bo inaczej teraz bym poszła z torbami, spłacając długi byłego. Więc do sugestii Halewicza o podpisaniu intercyzy podchodzę z wielkim spokojem i zrozumieniem i nie ma tu żadnej hipokryzji
Nie jestem hipokrytką, uwierz mi, mnie też ludzie krzywdzili. A mimo to nie ja czekam, aż podwinie im się noga, tym bardziej, jeśli ich kiedyś kochałam. Wiesz jak to się nazywa? Przebaczenie.
Dla mnie hipokryzją jest to, co mówisz o tych swoich znajomych. Jak można przysięgać "i nie opuszczę Cię..." a jednocześnie uzgadniać, co będzie "w razie czego..."? Jedno dla mnie jest pewne: NIGDY za kogoś takiego bym nie wyszła. Dla mnie nie ma "w razie czego". Ślub może być tylko jeden, małżeństwo może być tylko jedno, i dla mnie jedno pozostanie. I zawsze jego rozpad jest porażką, bo przecież przysięgając, chciałeś by było dobrze. Skoro się rozstaliście, to chyba aż tak dobrze nie było?
Dla mnie hipokryzją jest to, co mówisz o tych swoich znajomych. Jak można przysięgać "i nie opuszczę Cię..." a jednocześnie uzgadniać, co będzie "w razie czego..."? Jedno dla mnie jest pewne: NIGDY za kogoś takiego bym nie wyszła. Dla mnie nie ma "w razie czego". Ślub może być tylko jeden, małżeństwo może być tylko jedno, i dla mnie jedno pozostanie. I zawsze jego rozpad jest porażką, bo przecież przysięgając, chciałeś by było dobrze. Skoro się rozstaliście, to chyba aż tak dobrze nie było?
@milani - nie bądź hipokrytką. Jeśli ktoś wyrządził Ci w życiu krzywdę, a życie go doświadczyło, jakby z odpowiedzi na złe postępowanie, to odczujesz satysfakcję; niezależnie od swoich zasad.
Rozpad małżeństwa nie zawsze jest porażką - bywa wybawieniem. W moim przypadku uważam, że to uratowało mi zdrowie, życie i dało nowe perspektywy. Życie ze zdiagnozowaną psychopatką raczej nie wróży właściwie.
Oczywiście, że zmarnowane lata wynikały z niedojrzałej decyzji. Człowiek w tym wieku nie podejmuje z reguły dojrzałych decyzji. To przecież oczywiste.
A wracając do tematu, to gros moich znajomych (mężczyzn) przed wejściem w bardziej formalny związek spisuje intercyzę i bardzo klarowanie uzgadnia kwestie finansowe.
Również w zakresie alimentów, w razie rozstania. To trudne rozmowy ale jakże przydatne, gdy związek się rozpada:)
Rozpad małżeństwa nie zawsze jest porażką - bywa wybawieniem. W moim przypadku uważam, że to uratowało mi zdrowie, życie i dało nowe perspektywy. Życie ze zdiagnozowaną psychopatką raczej nie wróży właściwie.
Oczywiście, że zmarnowane lata wynikały z niedojrzałej decyzji. Człowiek w tym wieku nie podejmuje z reguły dojrzałych decyzji. To przecież oczywiste.
A wracając do tematu, to gros moich znajomych (mężczyzn) przed wejściem w bardziej formalny związek spisuje intercyzę i bardzo klarowanie uzgadnia kwestie finansowe.
Również w zakresie alimentów, w razie rozstania. To trudne rozmowy ale jakże przydatne, gdy związek się rozpada:)
Agatha, rozumiem, że Ci się w życiu nie ułożyło, bywa. Nie zmienia to jednak faktu, że musisz dostosować swój tok myślowy, postępowanie i sposób reagowania na otaczającą Cię rzeczywistość w sposób ogólnie uznany. Takie jednostki jak Ty z natury rzeczy są przepełnione frustracją, która niestety odbija się na wszystkich dookoła, tylko nie na Tobie.
W szczególności świadczy o tym tekst o 2/3 pracy wykonywanej przez kobiety...jakiej pracy? Skąd dane o 1/100 nieruchomości należących do kobiet? Z ELLE wzięłaś te dane, czy z SuperExpress`u? o.O
Konkretnie proszę, bo zaczyna mi tu podśmierdywać demagogią.
W szczególności świadczy o tym tekst o 2/3 pracy wykonywanej przez kobiety...jakiej pracy? Skąd dane o 1/100 nieruchomości należących do kobiet? Z ELLE wzięłaś te dane, czy z SuperExpress`u? o.O
Konkretnie proszę, bo zaczyna mi tu podśmierdywać demagogią.
Jak zawsze skręcacie z tematu moi drodzy, proponuję Szanownym Agacie i Halewiczowi założyć wspólny wątek, na którym będą omawiali różne tematy, zaczynając od "porażki" Halewicza jako małżonka kończąc na podejściu Agathy do wszystkich tematów życiowych, ludzie, mam wrażenie, że Wy wiecie wszystko najlepiej. Proszę, wróćcie do tematu...
Każdy mizoginista minimum raz dziennie wygłasza "ja bardzo szanuję kobiety", można sobie to zobaczyć w każdym programie TV, jak jakieś polityczne oszołomy wypowiadają się na temat praw kobiet, pisowcy zwłaszcza, część starej platformy też. A potem leci udeptywanie i przemoc, finansowa również.
Teraz czekam, aż Halewicz się przyzna, że po rozwodzie miał kochanka i go zjadł, brrrr... Ale to wina kobiety, tak się kończy krańcowo rygorystyczny trening czystości.
Kobiety na świecie wykonują 2/3 pracy.
Otrzymują za to 1/10 wypłacanego na świecie dochodu.
Są właścicielkami 1/100 nieruchomości.
Takie są to wstrętne modliszki żerujące na biednych misiach.
Teraz czekam, aż Halewicz się przyzna, że po rozwodzie miał kochanka i go zjadł, brrrr... Ale to wina kobiety, tak się kończy krańcowo rygorystyczny trening czystości.
Kobiety na świecie wykonują 2/3 pracy.
Otrzymują za to 1/10 wypłacanego na świecie dochodu.
Są właścicielkami 1/100 nieruchomości.
Takie są to wstrętne modliszki żerujące na biednych misiach.
Błąd, ilebyś z niego wniosków nie wyciągnął, błędem pozostaje. Więc nie traktuj go jak swój sukces i nie spychaj całej winy na swą byłą żonę. A to, że miałeś satysfakcję z jej porażki, zabrzmiało mocno średnio dojrzale. Tym bardziej, że gdzieś kiedyś pisałeś, że masz szacunek do wszystkich swoich kobiet. No i gdzie ten szacunek? Jak ja kogoś szanuję, to jego niepowodzenia nie dają mi szczęścia.
I jedna ważna rzecz: to Twoja była żona wychowała Twoją córkę. Więc jeśli ta córka później miała żal do matki o brak kontaktów z Tobą, i pokochała Ciebie jako ojca, to co to oznacza? Że mimo wszystko, wychowała ją na dojrzałą kobietę, która umie sama podejmować decyzje, i umie rozróżnić dobro i zło. A to bardzo ważne.
Nie nazywaj porażki sukcesem, bo ona nigdy tym nie będzie. Rozpad małżeństwa, nieważne w jakim wieku zawartego, nieważne ile wniosków się z tego wyciągnie, zawsze jest porażką, której nie mogą naprawić żadne wnioski. Nie oskarżaj swojej byłej żony o zmarnowanie Twoich najlepszych lat, bo to również TY je zmarnowałeś- przez nieodpowiedzialny, niedojrzały związek małżeński- sam to przyznałeś;)
I jedna ważna rzecz: to Twoja była żona wychowała Twoją córkę. Więc jeśli ta córka później miała żal do matki o brak kontaktów z Tobą, i pokochała Ciebie jako ojca, to co to oznacza? Że mimo wszystko, wychowała ją na dojrzałą kobietę, która umie sama podejmować decyzje, i umie rozróżnić dobro i zło. A to bardzo ważne.
Nie nazywaj porażki sukcesem, bo ona nigdy tym nie będzie. Rozpad małżeństwa, nieważne w jakim wieku zawartego, nieważne ile wniosków się z tego wyciągnie, zawsze jest porażką, której nie mogą naprawić żadne wnioski. Nie oskarżaj swojej byłej żony o zmarnowanie Twoich najlepszych lat, bo to również TY je zmarnowałeś- przez nieodpowiedzialny, niedojrzały związek małżeński- sam to przyznałeś;)