~ab
77.255.211.*
(16 lat temu) 6 kwietnia 2010 o 15:48
ona25
ja uznałabym to za grzech lekki - to właśnie ten grzech zgorszenia
ale jeśli masz wątpliwości, to najlepiej porozmawiaj/cie na spokojnie z księdzem
podam ci jeszcze inny przykład z "naszego podwórka" - chodził ksiądz "po kolędzie" no i widzi, że we dwoje w domu, no i niby nie mówimy, ze narzeczony tu mieszka, ale zapytał się, to mówimy, że tak
i że za parę miesiecy ślub
a by przerwać krępującą cisze, że akurat z nauk wróciliśmy (takich bardziej zaawansowanych u jezuitów w gdyni)
więc ksiadz, że fajnie, że dobre nauki i czy może z tej okazji podjęliśmy postanowienie o nie-współżyciu (podjęliśmy ze dwa miesiące wcześniej), no i że fajnie - ani słowa nie mówił nt. że razem mieszkamy, że to grzech i takie tam, a troszkę u nas posiedział i dłuzej gadaliśmy, więc miał okazję by zwrócić na to uwagę
tak samo ten ksiądz, który nas prowadzi nie zwracał na to szczególnie dużej uwagi
a co do wytrwania... teraz juz z górki;) najtrudniejsze były pierwsze tygodnie - teraz już mamy wypracowane granice; no i mamy dwa pokoje (choć czasem w jednym łóżku śpimy, ale zawsze jak jedno z nas ma za duże "ciśnienie", to nie ma problemu, idzie do drugiego pokoju - tak powiedzmy 90% nocy jest osobno, po co złego kusić;))
mój narzeczony długo wszystkim, którym się dało narzekał, czy wiedzą jak to trudno - skończyło się jak z tym tekstem skoczył do księdza na kolędzie, a on mu odpowiedział którko, że tak, wie jak to trudno... od tamtej chwili juz mi nie jęczy;)
Na początku traktował to jako wyzwanie ("co - ja nie dam rady?!") teraz widzi głębszy sens - że się lepiej poznajemy (serio), że nie tylko seks nas łączy... no i że noc poślubna to będzie wydarzenie:)
0
0