Widok
Ja też przyjmę nazwisko męża, dla mnie to wręcz oczywiste i nie mogę się tego doczekać, co prawda moje jest podobno "słodkie" i każdy mi mówi bym przy nim została, ale ja wiem że chcę nazywać się tak jak mój luby...A może któraś spojrzy na to z innej strony, to mężczyzna "użycza" czy też "pozwala" na to by jego wymarzona kobieta nazywała się jego nazwiskiem...Sądzę, że dla nich to zaszczyt, prawda dziewczyny...dla nich to taki właśnie gest Miłości :)
dla mnie to takie naturalne przyjąć nazwisko męża,
takie oddanie siebie całościowo,
bo od dnia ślubu nie jesteśmy Ja i Ty osobno tylko My razem
taka kolej rzeczy,
takie oczywiste że nawet przez myśl mi nie przeszło żeby było inaczej
mimo że lubię swoje nazwisko i też zawodowo jest ono cenione i znane
ale to nie nazwisko czyni mnie wartościową osobą tylko
ja sama czynię nazwisko wartościowym przez to że jestem taką a nie inną osobą
pozdrawiam
takie oddanie siebie całościowo,
bo od dnia ślubu nie jesteśmy Ja i Ty osobno tylko My razem
taka kolej rzeczy,
takie oczywiste że nawet przez myśl mi nie przeszło żeby było inaczej
mimo że lubię swoje nazwisko i też zawodowo jest ono cenione i znane
ale to nie nazwisko czyni mnie wartościową osobą tylko
ja sama czynię nazwisko wartościowym przez to że jestem taką a nie inną osobą
pozdrawiam
hmmm ........ niby racja........ chociaż nieobrażając ;) facet kwestii zmiany nazwiska i tak nigdy nie zrozumie ;)
wydaje się to błahostką, ale właściwie jest to OGROMNIASTA zmiana ;) i jak każda zmiana budzi lekki niepokój może stąd to parcie na chęć posiadania podwójnego nazwiska i lekki niepokój cześci dziewczyn przed całkowitą zmaną :) no ale oczywiście to wszystko zależy pewnie i wredota też czasem wyłazi na wierzch ;)
wydaje się to błahostką, ale właściwie jest to OGROMNIASTA zmiana ;) i jak każda zmiana budzi lekki niepokój może stąd to parcie na chęć posiadania podwójnego nazwiska i lekki niepokój cześci dziewczyn przed całkowitą zmaną :) no ale oczywiście to wszystko zależy pewnie i wredota też czasem wyłazi na wierzch ;)
Jak się hajtałęm ze Scully, to usilnie ją namawiałem, żeby ALBO zostawiła panieńskie, ALBO przyjęła moje.
No i przyjęła moje. Bez nacisków.
Teraz, prawie pół roku po ślubie, wydaje mi się, że cały ten szał przedślubny to rzecz sympatyczna, ale... mało ważna. To znaczy - pewnie, że moja żona była piękna w sukni, którą sobie wybrała i tak dalej, ale - jesteśmy razem, mężem i żoną, mamy życia zawodowe oddzielne i poza pracą - wspólne; uwspólniliśmy też moich i jej znajomych.
A jak czytam, babeczki, Wasze opinie, jak to chcecie bronić swych nazwisk, to aż mnie niesmak ogarnia: przed kim chcecie bronić? Przed osobą, która rzekomo jest Waszą drugą połówką?
Rozumiem aspectae praktyczne, że lekarka, że prawniczka. Ale nie rozumiem "moje ładne, jego brzydkie".
A jak mąż będzie miał za 5 lat duży brzuch, to co? Nie będzie ładny i... co wtedy?
A jak Wy, po porodzie zmienicie swoje figury z dziewczęcych na matrony?
I tak mi się zdaje, że z tym nazwiskiem to takie przesłanianie istoty sprawy. Przesłanianie Miłości (czy też, nie daj Bóg, łatwizny) problemikami i przekomarzankami.
Pozdrówki!
Mulder.
PS. Nie ten, kto najgłośniej krzyczy, jest najmądrzejszy.
Nie ten (i nie ta), kto "postawi na swoim" jest niezależny.
Czasem to po prostu wredota wyłazi :(
No i przyjęła moje. Bez nacisków.
Teraz, prawie pół roku po ślubie, wydaje mi się, że cały ten szał przedślubny to rzecz sympatyczna, ale... mało ważna. To znaczy - pewnie, że moja żona była piękna w sukni, którą sobie wybrała i tak dalej, ale - jesteśmy razem, mężem i żoną, mamy życia zawodowe oddzielne i poza pracą - wspólne; uwspólniliśmy też moich i jej znajomych.
A jak czytam, babeczki, Wasze opinie, jak to chcecie bronić swych nazwisk, to aż mnie niesmak ogarnia: przed kim chcecie bronić? Przed osobą, która rzekomo jest Waszą drugą połówką?
Rozumiem aspectae praktyczne, że lekarka, że prawniczka. Ale nie rozumiem "moje ładne, jego brzydkie".
A jak mąż będzie miał za 5 lat duży brzuch, to co? Nie będzie ładny i... co wtedy?
A jak Wy, po porodzie zmienicie swoje figury z dziewczęcych na matrony?
I tak mi się zdaje, że z tym nazwiskiem to takie przesłanianie istoty sprawy. Przesłanianie Miłości (czy też, nie daj Bóg, łatwizny) problemikami i przekomarzankami.
Pozdrówki!
Mulder.
PS. Nie ten, kto najgłośniej krzyczy, jest najmądrzejszy.
Nie ten (i nie ta), kto "postawi na swoim" jest niezależny.
Czasem to po prostu wredota wyłazi :(
ja bedę miała nazwisko po mężu. rozpoczynamy razem życie, otwieram nowy etap w swoim życiu więc dlaczego miałabym nie zmieniać nazwiaska, w końcu będziemy małżeństwem. Natomiast jeśli chodzi o dwu członowe to zupenie do siebie niepasują, gdyż w swoim nazwisku zminiam dwie literki i juz jest nazwisko mojego przyszłego męża.
Ja mam podwojne. Zostawilam sobie panienskie z przyczyn zawodowych. Chce tez przyzwyczaic do tego drugiego czlonu. W praktyce stosuje wszystkie 3 formy czyli podwojne, samo panienskie, tylko po mezu. Jak mi wygodnie. W sumie gdyby nie wzgledy zawodowe to nawet bym sie nie zastanawiala i tylko nazwisko meza przyjela. Oboje mamy dosc trudne nazwiska, ale do tej pory problemow nie bylo.
pozdrawiam
pozdrawiam
