Widok
Najwspanialsze bo przez cale zycie byli bardziej osobno niz razem. Wielka mi sztuka! Sztuka jest byc ze soba kazdego dnia, wspolnie przerabiac te dobre i zle strony zycia. A tak sie sklada, ze plywajacych wiele rzeczy omija ,tych zlych, dlatego potem jak im ciezko zniesc jakiekolwiek przeciwnosci losu jak i tych dobrych, kiedy dziecko stawia pierwszy krok, mowi pierwsze slowo lub idzie do pierwszej komunii. Malzenstwo z plywajacym to fikcja i tyle.
1. "Mój ojciec był pływającym, teraz siedzi w domu i dziwaczeje"...
-ciekawe dlaczego dziwaczeje i co znaczy wg Ciebie pojęcie "dziwaczeje"?
2. "Mojej kolezanki ojciec był świetnym mężem i ojcem póki pływał. teraz jak siedzi w domu na emeryturze to jest piątym kołem u wozu bo rodzina ma już swój tryb zycia, swoje rytuały a on nie umie się dostosowac. Chce narzucać swoje porządki, ale oni już są nauczeni żyć w inny sposób, bez niego i są co chwila jakies tarcia, kłótnie.
Żona przyzwyczajona do wolności nagle ma przy sobie męża który próbuje mówić jej jak zyć, z którym trzeba się liczyć w podejmowaniu decyzji"...
- czyli rodzina chce narzucać swoje, on chce swoje-czyli tylko jego tu wina, on jest tym złym ..., nie ma kompromisu? Przecież takie jest życie, że nie ze wszystkim musimy się zgadzać (każdy jest zupełnie inną istotą ), ale ważne, żebyśmy wszyscy rozumieli siebie na wzajem i właśnie szukali złotego środka...
-ciekawe dlaczego dziwaczeje i co znaczy wg Ciebie pojęcie "dziwaczeje"?
2. "Mojej kolezanki ojciec był świetnym mężem i ojcem póki pływał. teraz jak siedzi w domu na emeryturze to jest piątym kołem u wozu bo rodzina ma już swój tryb zycia, swoje rytuały a on nie umie się dostosowac. Chce narzucać swoje porządki, ale oni już są nauczeni żyć w inny sposób, bez niego i są co chwila jakies tarcia, kłótnie.
Żona przyzwyczajona do wolności nagle ma przy sobie męża który próbuje mówić jej jak zyć, z którym trzeba się liczyć w podejmowaniu decyzji"...
- czyli rodzina chce narzucać swoje, on chce swoje-czyli tylko jego tu wina, on jest tym złym ..., nie ma kompromisu? Przecież takie jest życie, że nie ze wszystkim musimy się zgadzać (każdy jest zupełnie inną istotą ), ale ważne, żebyśmy wszyscy rozumieli siebie na wzajem i właśnie szukali złotego środka...
No tak faktycznie nie mam pojecia o tym, skoro znam to z autopsji... Ja nie wiem, napisac cos co Wam nie pasuje i od razu sa to brednie. Pisalam to ku przestrodze a ile z Was sie przejedzie na swoich zwiazkach zycie pokaze. Swoja droga ciekawe jak Wam sie bedzie zylo ze swoimi mezami jak juz przestana plywac.
Geek i Jam wy opisujecie historie jakis tam starszych osob co plywaly po morzu po kilka kilkanascie miesiecy zazwyczaj, teraz juz malo ktory tak plywa. moj co 4-6tyg jest w domu i ma tyle samo wolnego co pracy wiec na pewno nie dziwaczeje. kontakt jest non stop decyzje podejmowane razem wiec nie wiem o czym Wy piszecie. co innego bylo kiedys jak sie ludzie po 6-9mscy nie widzieli wracali na 2 a co innego jak jest teraz.
geek ma trochę racji.
Mój ojciec był pływającym, teraz siedzi w domu i dziwaczeje.
Mojej kolezanki ojciec był świetnym mężem i ojcem póki pływał. teraz jak siedzi w domu na emeryturze to jest piątym kołem u wozu bo rodzina ma już swój tryb zycia, swoje rytuały a on nie umie się dostosowac. Chce narzucać swoje porządki, ale oni już są nauczeni żyć w inny sposób, bez niego i są co chwila jakies tarcia, kłótnie.
Żona przyzwyczajona do wolności nagle ma przy sobie męża który próbuje mówić jej jak zyć, z którym trzeba się liczyć w podejmowaniu decyzji.
Kiedyś małe wady stają się wielkie, takie głupi przykład- przez 20 lat coś stało na jednym i tym samym miejscu a teraz ktoś to ciągle przestawia. mała rzecz a potrafi wkurzac.
Mieszkam na osiedlu marynarzy i naprawdę dużo małżeństw się rozpada po zakończeniu pływania męża. Po prostu nie umieją żyć razem na dłuzsą metę. Ale oczywiście nie generalizuję i nie twierdzę , że zawsze tak musi być.
Mój ojciec był pływającym, teraz siedzi w domu i dziwaczeje.
Mojej kolezanki ojciec był świetnym mężem i ojcem póki pływał. teraz jak siedzi w domu na emeryturze to jest piątym kołem u wozu bo rodzina ma już swój tryb zycia, swoje rytuały a on nie umie się dostosowac. Chce narzucać swoje porządki, ale oni już są nauczeni żyć w inny sposób, bez niego i są co chwila jakies tarcia, kłótnie.
Żona przyzwyczajona do wolności nagle ma przy sobie męża który próbuje mówić jej jak zyć, z którym trzeba się liczyć w podejmowaniu decyzji.
Kiedyś małe wady stają się wielkie, takie głupi przykład- przez 20 lat coś stało na jednym i tym samym miejscu a teraz ktoś to ciągle przestawia. mała rzecz a potrafi wkurzac.
Mieszkam na osiedlu marynarzy i naprawdę dużo małżeństw się rozpada po zakończeniu pływania męża. Po prostu nie umieją żyć razem na dłuzsą metę. Ale oczywiście nie generalizuję i nie twierdzę , że zawsze tak musi być.
...pewnie ma niejedną kochankę nawet w jednym porcie..., urozmaicenie musi być bo byłoby nudno ciągle z tą samą babą, w końcu zacznie zrzędzić więc nie ma co długo się do jednej przywiązywać :) :) :)...
...skype..., to dużo... ale po co w ogóle ze sobą gadać, przecież taki związek i tak nie ma szans...
...matko!!! czemu ja jeszcze nie zwariowałam???...pewnie dlatego , że mam w d... takie brednie jakie Wy-serdeczne, kochane forumki/forumowicze wypisujecie :) :) :) . Widać, że żadna z Was nie ma pojęcia o prawdziwym rodzinnym życiu człowieka pracującego na morzu ...
Wracając do tytułu wątku: pracuję, ale obecnie jestem na wychowawczym a za kilka dobrych miesięcy na macierzyńskim, do pracy wrócę jak tylko będę mogła...
Dziękuję za uwagę.
...skype..., to dużo... ale po co w ogóle ze sobą gadać, przecież taki związek i tak nie ma szans...
...matko!!! czemu ja jeszcze nie zwariowałam???...pewnie dlatego , że mam w d... takie brednie jakie Wy-serdeczne, kochane forumki/forumowicze wypisujecie :) :) :) . Widać, że żadna z Was nie ma pojęcia o prawdziwym rodzinnym życiu człowieka pracującego na morzu ...
Wracając do tytułu wątku: pracuję, ale obecnie jestem na wychowawczym a za kilka dobrych miesięcy na macierzyńskim, do pracy wrócę jak tylko będę mogła...
Dziękuję za uwagę.
Ja również współczuję Wam mężów-marynarzy. Podziwiam kobiety, które zdecydowały się w ogóle na taki związek. A co do zarobków to zdecydowanie wolę męża, który może i zarabia trochę mniej od marynarzy, ale od godz.15 jest z nami w domu każdego dnia, dziecko ma ojca i codziennie spędza z nim czas, a ja codziennie wieczorem mogę się do niego przytulić i myślę sobie wtedy o tym, jaka jestem szczęśliwa mając u boku swojego ukochanego i że jest namacalny a nie tylko wiecznie na skype;)
Geek - sory, ale opisujesz jakąś patologię, która może zdarzyć się w każdym małżeństwie.
Mój mąż nie izoluje się od problemów jak wraca do domu, wie, na czym polega życie, jak wygląda nasz dzień, że jest dziecko i obowiązki wobec niego. A to, że żadna kasa nam go nie zastąpi to jest racja. Niestety takie jest teraz nasze życie. Niestety w takim kraju przyszło nam żyć.
Mój mąż nie izoluje się od problemów jak wraca do domu, wie, na czym polega życie, jak wygląda nasz dzień, że jest dziecko i obowiązki wobec niego. A to, że żadna kasa nam go nie zastąpi to jest racja. Niestety takie jest teraz nasze życie. Niestety w takim kraju przyszło nam żyć.
nie zgodze sie z Toba w żadnym wypadku, masz chyba jakies wyjątkowo złe doswiadczenia, moj tesc pływa, moj wujek pływa całe życie i to sa najwspanialesze małżeństwa jakie znam! całkowite przeciwienstwo tego co napisałas, moj tesc jest wdzięczny swojej żonie ze ona potrafiła dzieci wychowac, całe zycie zorganizowac, prawda probował wprowadzac sowje porzadki ale moj maz mowi ze nie bylo to az tak uciazliwe z reszta on pływał 6 mies/6 miesc, teraz nie jest tak ze marynarz jest odizolowany od zycia, krotkie rejsy, codzienny kontakt, decydujemy we wszystkich sprawach razem pomimo ze maz w morzu dlatego ze codziennie na skejpie rozmawiamy, rejsy 6tyg / 6 tyg uważam za bardzo ale to bardzo zdrowe dla związku, jest ciezko czasami samej ale pracujac tutaj i wracajac do domu poznym wieczorem uwazam ze mniej by uczestniczyl w zyciu rodzinnym niz w obecnej sytuacji, to wszystko zalezy od człowieka, znam męzczyzn którzy wracaja po pracy i siedza na kanapie nie robiąc nic a tez takich co przychodzą do domu i aktywnie spedzaja czas, tak samo jest z marynarzami, tyle ze maja oni wiecej czasu w roku by aktywnie spedzac czas z rodziną, bo nie znam nikogo kto ma poł roku urlopu pracując na miejscu!
Dziewczyny zycze Wam jak najlepiej ale wnioskuje, ze jestescie mlodymi mezatkami i jeszcze troche przed Wami. Na razie jest super i fajnie ale z czasem tych minusow zacznie przybywac. Ze znanych mi plywajacych na 10 tylko jednemu nie "odwalilo" od plywania. A w wielkim skrocie wyglada to tak: wracaja i probuja ustalac swoje porzadki, zarabiaja duzo ale najwiecej chca zaoszczedzic, z czasem jak cos nie pojdzie w malzenstwie to dzieci sa "jej" a nie "jego", najlepiej izolowac ich od wszelkich problemow bo w ich obliczu nie sa w stanie sobie z nimi poradzic, dzieci musza byc super grzeczne i wyksztalcone bo jak nie to fora ze dwora i w rezultacie po latach wszelkie zlo przelewaja na zony, ktore w ich mniemaniu nie robily cale zycie nic tylko siedzialy w domu. Czesto gesto dochodzi do rekoczynow ale to juz ostatnie stadium. Wtedy z reguly sie odchodzi albo tkwi w toskycznym zwiazku. Naprawde dziewczyny zwracajcie baczna uwage na zachowania Waszych plywajacych mezow.
to ze teraz jestem na wychowawczym to tez jest to moja decyzja o pozniejszym pojsciu do pracy tez.
tez nie rozumiem czego wspolczujesz? czy tego ze jak maz wraca to jest dla rodziny 24h na dobe przez pol roku w domu, nie przychodzi po pracy i nie mowi ze jest wykonczony i nie ma dla nas czasu? da sie przyzwyczaic do takiego trybu zycia, czasem brak na codzien wiadomo ale jak sie patrzy na plusy to tych minusow sie az tak nie dostrzega.
tez nie rozumiem czego wspolczujesz? czy tego ze jak maz wraca to jest dla rodziny 24h na dobe przez pol roku w domu, nie przychodzi po pracy i nie mowi ze jest wykonczony i nie ma dla nas czasu? da sie przyzwyczaic do takiego trybu zycia, czasem brak na codzien wiadomo ale jak sie patrzy na plusy to tych minusow sie az tak nie dostrzega.