Widok
Pewnie, bywają różne obozy. Ja byłam grzeczna ;)
Manson a nie uważasz, że czasami trzeba odpocząć od dziecka, tak samo jak trzeba odpocząć od rodzica? Przecież to nic złego. Przebywanie ze sobą 24h na dobę nie przynosi niczego lepszego. Rodzice najczęściej odpoczywają od dzieci jak są w pracy, a te są w szkole, a czas który później ze sobą spędzają jest bardziej szanowany przez obie strony. Tak mi się wydaje...
Manson a nie uważasz, że czasami trzeba odpocząć od dziecka, tak samo jak trzeba odpocząć od rodzica? Przecież to nic złego. Przebywanie ze sobą 24h na dobę nie przynosi niczego lepszego. Rodzice najczęściej odpoczywają od dzieci jak są w pracy, a te są w szkole, a czas który później ze sobą spędzają jest bardziej szanowany przez obie strony. Tak mi się wydaje...
I chwała Tobie ponti :)
Jak pracowałem w schronisku na Srebrnej Górze to często takie obozy wędrowne nocowały u nas po kilka dni, dzieciaki z górnej połowy podstawówki. Toć to był horror. Zbieranina podrzutków bo rodzice potrzebowali odpocząć.
A z drugiej strony znam dziewczynę z Beskidu Żywieckiego, której mąż zginął a ona sama prowadzi górskie schronisko i w lecie na swój koszt trzyma ze 40 dzieciaków z różnych biduli. Śpią w wojskowych namiotach.
Obóz obozowi nie równy :)
Jak pracowałem w schronisku na Srebrnej Górze to często takie obozy wędrowne nocowały u nas po kilka dni, dzieciaki z górnej połowy podstawówki. Toć to był horror. Zbieranina podrzutków bo rodzice potrzebowali odpocząć.
A z drugiej strony znam dziewczynę z Beskidu Żywieckiego, której mąż zginął a ona sama prowadzi górskie schronisko i w lecie na swój koszt trzyma ze 40 dzieciaków z różnych biduli. Śpią w wojskowych namiotach.
Obóz obozowi nie równy :)
Wszystko zależy od dziecka i jego relacji z rodzicami.
Jak byłam dzieckiem, co roku jeździłam na obozy o kolonie. Uwielbiałam te wyjazdy. Mam cudownych rodziców, uważam, że bardzo mają bardzo dobre podejście do wychowywania dzieci i mimo, że "pozbywali się" mnie na 2 tygodnie w wakacje, nie zepsuło to naszych relacji a mnie jako człowieka ;)
A co do tego franka, to taka burza w szklance wody. Ktoś, kto miał na tym zarobić, w końcu zarobi i frank wróci na swój tor. Rata spadnie. Jeszcze miesiąc nie minął a wszyscy szaleją.
Ci co mają kredyty w PLN, przy wysokich stopach procentowych też mieli raty wyższe o 500 pln. To jest jak sinusoida. Takie ryzyko.
Jak byłam dzieckiem, co roku jeździłam na obozy o kolonie. Uwielbiałam te wyjazdy. Mam cudownych rodziców, uważam, że bardzo mają bardzo dobre podejście do wychowywania dzieci i mimo, że "pozbywali się" mnie na 2 tygodnie w wakacje, nie zepsuło to naszych relacji a mnie jako człowieka ;)
A co do tego franka, to taka burza w szklance wody. Ktoś, kto miał na tym zarobić, w końcu zarobi i frank wróci na swój tor. Rata spadnie. Jeszcze miesiąc nie minął a wszyscy szaleją.
Ci co mają kredyty w PLN, przy wysokich stopach procentowych też mieli raty wyższe o 500 pln. To jest jak sinusoida. Takie ryzyko.
Tak bywało, chorowity byłem i to było sanatorium. A innym razem mieszkałem ciągiem dwa lata u góralskiej rodziny. Nawet dwa lata szkoły podstawowej tam skończyłem.
Są po prostu różne przypadki a obecny model: zapłacę komuś niech mi zabierze dzieciaka i się nim zajmie - jest najgłupszym z wszystkich jakie znam. A wykształcenie u dzieci pędu kto nie jedzie ten gorszy - kolejnym.
Sami sobie hodujecie własnych katów.
I obym się mylił, bo nie życzę nikomu, żeby się przekonał, że jednak mam rację.
Są po prostu różne przypadki a obecny model: zapłacę komuś niech mi zabierze dzieciaka i się nim zajmie - jest najgłupszym z wszystkich jakie znam. A wykształcenie u dzieci pędu kto nie jedzie ten gorszy - kolejnym.
Sami sobie hodujecie własnych katów.
I obym się mylił, bo nie życzę nikomu, żeby się przekonał, że jednak mam rację.
Zimowiska i wszystkie wyjazdy są ok.
Ja się wypowiadam w temacie cierpień dziecka, bo zapożyczeni rodzice nie mogą mu zafundować wyjazdu na obóz.
Pierwszy raz wyjechałem na 2 miesięczny turnus jak miałem 6 lat. Pamiętam tę traumę do dzisiaj. Ale z perspektywy czasu taka trauma człowieka utwardza. Nie nauczy się stać ten, kto nie nauczy się upadać.
Ja się wypowiadam w temacie cierpień dziecka, bo zapożyczeni rodzice nie mogą mu zafundować wyjazdu na obóz.
Pierwszy raz wyjechałem na 2 miesięczny turnus jak miałem 6 lat. Pamiętam tę traumę do dzisiaj. Ale z perspektywy czasu taka trauma człowieka utwardza. Nie nauczy się stać ten, kto nie nauczy się upadać.
Jeśli mój dzieciak miałby ferie wolałbym, by spędził je razem ze mną, w domu, niż z ekipą zakompleksionych pociech zakompleksionych rodziców, którzy muszą wziąć kredyt by kupić coś tam, bo wszyscy tak robią.
To jest prawo karmy.
I ono działa czy tego chcemy, czy nie.
Jeżeli dzieciak cierpi, bo nie może jechać na obóz z innymi frustratami, lecz siedzieć w domu, to ma przed sobą ciężkie, trudne życie i zapewne nieszczęśliwe. I to jest wina rodziców, a nie kursu franka.
To jest prawo karmy.
I ono działa czy tego chcemy, czy nie.
Jeżeli dzieciak cierpi, bo nie może jechać na obóz z innymi frustratami, lecz siedzieć w domu, to ma przed sobą ciężkie, trudne życie i zapewne nieszczęśliwe. I to jest wina rodziców, a nie kursu franka.