Widok
Bigbeat, moja przyjaciółka wyszła za mąż za świadka Jehowy- tam inaczej się chrzi albo i wcale. Nie chrzciła ani jednego ani drugiego dziecka, ludzie niekoniecznie o tym wiedzą, a jak wiedzą , nic nie skarżyła się, że wytykają paluchami czy cokolwiek komentują...
Rodzina męża uznała, że tak ma być i tyle.
Największy problem i straszna traumę z tego pwoodu ma sama przyjaciołka- nie daje jej ta sprawa spokoju, co święta nie obchodzi zadnych tradycji, dzieci jej się pyatją czemu i jak- odpwoeiedzi są wymijające;/..
Ona bardzo chaiałaby ochrzcić dzieci- jest katoliczką
Rodzina męża uznała, że tak ma być i tyle.
Największy problem i straszna traumę z tego pwoodu ma sama przyjaciołka- nie daje jej ta sprawa spokoju, co święta nie obchodzi zadnych tradycji, dzieci jej się pyatją czemu i jak- odpwoeiedzi są wymijające;/..
Ona bardzo chaiałaby ochrzcić dzieci- jest katoliczką
ja nie mam wątpliwości mimo iż nie jestem wierząca - Partner jest i cała Rodzinka też. Dzieciaczek w przyszłości sam zdecyduje co zrobi. U mnie w pracy jest małżeństwo niewierzące - mają dwójkę dzieci nie ochrzczonych (10 i 8 lat) mówiła, że dzieciom to nie przeskadza - niedawno dziewczynki klasa przystępowała do komuni. Mówiła też, że dzieci nie są w jakikolwiek sposób szykanowane czy nielubioane przez rówieśników czy inaczej traktowane w szkole.
Każde z rodziców mojej przyjaciółki było wyznawcami innej wiary (matka katoliczka, ojcec był wyznawcą Jehowych) zdecydowali, że dzieci mimo wszystko ochrzczą (tak na przyszłość), będą je wychowywać z zamiarem poznania obu wiar, a kiedy dorosną same zdecydują przy czym chcą zostać...
I tak też się stało...
Mimo, że było to dobrych kilka lat temu, nie przypominam sobie czegoś takiego, aby ktokolwiek szykanował czy prześladował moją koleżankę ;))
I wydaje mi się, że wszystko zależy od środowiska w jakim się przebywa!
I tak też się stało...
Mimo, że było to dobrych kilka lat temu, nie przypominam sobie czegoś takiego, aby ktokolwiek szykanował czy prześladował moją koleżankę ;))
I wydaje mi się, że wszystko zależy od środowiska w jakim się przebywa!
No własnie, komunia to strasznie rozdmuchany temat. Nie dość, że chyba trzeba posmarować księdzu(?), to jeszcze wymusza na rodzince megadrogie prezenty, a na rodzicach szykowanie wielkiej uroczystości. Moim zdaniem to mało wychowacze - wiara kojarzy się przez to za bardzo ze sprawami materialnymi, a przecież nie o to chodzi. :-( Ale zboczyłam z tematu samego chrztu - skoro piszecie, że dziecko ma wybrać własną drogę, to po co je chrzcić? Jeśli uzna to za konieczne, samo zdecyduje o przystąpieniu do kościoła gdy do tego dojrzeje... Mam wrażenie, że większość chrztów to bardziej świecka tradycja, zwyczaj niż potrzeba serca. Jako osoba niewierząca, niepraktykująca (wszelkie święta to dla mnie odpoczynek i dobre jedzenie:-)), nie widzę żadnego sensu w chrzczeniu dziecka. Jeśli się na to zgodzę to dla świętego spokoju, ale nie będzie łatwo mi się z tym pogodzić (dlatego zaczynam już teraz). ;-(
jakiś czas temu słyszałam, że ksiądz nie pozwolił jakiemuś dziecku przystąpić do komunii dlatego, że rodzice nie mieli ślubu kościelnego... także w takiej sytuacji nie wiem co gorsze dla dziecka wcale nie uczestniczyć w przygotowaniach i uroczystości, czy usłyszeć od księdza - Ty nie możesz, bo Twoi rodzice żyją w grzechu ;/
myślę, że coraz mniej jest wierzących Młodych ludzi, a napewno praktykujących. I pewnie w większości jest to własnie tradycja, bo ja jestem chrzczona, bo moja mama była chrzczona, moja babcia, cała rodzina itd.. W moim przypadku napewno nie jest to potrzeba mojego serca a partnera i rodzinki. Bigbeat - jeżei jesteś niewierząca i niepraktykująca... to po co ma Twoje Maleństwo być chrzczone? Nie rozumiem dlaczego masz się godzić - dla świętego spokoju? Jeżeli nie jest to zgodne z Twoimi przekonaniami, zasadami, wiarą?
Niedlugo urodzę, oboje z mężem jestesmy niewierzący i antyklerykałowie, więc dziecko nie będzie ochrzczone. Były zresztą to dla mnie skrajny przyklad konformizmu i hipokryzji.
Chrzcząc dziecko w KK przyjmujesz na siebie zobowiazanie do wychowania go w wierze katolickiej, jesli nie masz zamiaru tego robić to po co chrzcic??
Zeby dziecko bylo dopuszczone do komunii również rodzice muszą chodzić co niedziela do kościólka, będziesz to robić wbrew swoim przekonaniom? W imię czego? Przekonan dziecka? Ośmiolatek nie ma swoich przekonan, ma wpojone, a najbardziej zależy mu na rowerze czy komputerze.
Skoro jesteś niewierząca, to hasło "ochrzczę go a potem wybierze" jest tak samo sensowne jak "obrzezam go a potem sam sobie wybierze". :p
Chrzcząc dziecko w KK przyjmujesz na siebie zobowiazanie do wychowania go w wierze katolickiej, jesli nie masz zamiaru tego robić to po co chrzcic??
Zeby dziecko bylo dopuszczone do komunii również rodzice muszą chodzić co niedziela do kościólka, będziesz to robić wbrew swoim przekonaniom? W imię czego? Przekonan dziecka? Ośmiolatek nie ma swoich przekonan, ma wpojone, a najbardziej zależy mu na rowerze czy komputerze.
Skoro jesteś niewierząca, to hasło "ochrzczę go a potem wybierze" jest tak samo sensowne jak "obrzezam go a potem sam sobie wybierze". :p
Ola, to zależy od wielu czynników. U Ciebie oboje jesteście niewierzący, u nas tylko jedna osoba - i wielu domach włąsnie tak jest. Długo byłam przeciwna chrzcinom własnie dlatego, ze sama jestem niewierząca i też uważam to za hipokryzję. Ale mój M. chciał, bo jest katolkiem i na siebie wziął obowiazek wychowywania dziecka w wierze. Uważam, ze krzywdy mu tym nie zrobi - w końcu pewne zasady wiary, są zasadami, które powinny niezależnie czy sie wierzy czy nie obowiązywac każdego człowieka.
A co do samej ceremoni - to byłam an niej, ale tylko ojciec dziecka przyrzekał wychowywanie dziecka w wierze, ja tylko wyraziłam na to zgodę.
A co do samej ceremoni - to byłam an niej, ale tylko ojciec dziecka przyrzekał wychowywanie dziecka w wierze, ja tylko wyraziłam na to zgodę.
Bigbeat - absolutnie nie są takie straszliwe, tylko zastanowiło mnie "dla świętego spokoju" ... a może ważniejsza jesteś Ty i Twoje zasady a przy tym i nie chrzeczenie Dziecka - bo nie czyjesz potrzeby... bo nie widzisz w tym sensu? To tylko Twój wybór i Twojego partnera/męża... Jeżeli masz takie wątpliwości to po co...? U mnie też wszyscy oprócz mnie i Taty są wierzący i dlatego chrzciny będą a potem i komunia i bierzmowanie:) i znów będzie probem gdzie, za ile, kogo...:) A Bejbuś w przyszłości i tak wybierze swoja drogę, może i taka jak my - niewierzącą... zobaczymy
Tak sobie myślę jak ta decyzja może wpłynąć na moje przyszłe relacje z dzieckiem - i bardziej prawdopodobne, że będzie miało żal o nieochrzczenie i odebranie mu możliwości uczestnictwa w tych wszystkich szopkach kościelnych niż to, że chciałam dać Mu możliwość wyboru w dorosłym życiu, a nie narzucałam przynależność do kościoła - w gruncie rzeczy wyznania się narzucić nie da...
Może powinnam pomyśleć o wierności sobie, ale nie chcę robić tego kosztem innych, a wiele osób będzie miało do mnie żal. Nie wiem czy warto...?
Może powinnam pomyśleć o wierności sobie, ale nie chcę robić tego kosztem innych, a wiele osób będzie miało do mnie żal. Nie wiem czy warto...?
jezeli ode mnie to by zalezalo, to nie chrzcilabym dziecka na razie...ja wierze w Boga, ale w instytucje kosciola, ksiezy i soistr nie.
podobnie mam jak Kas, to moj maz bardziej nalegal na slub koscielny, teraz dziecko w drodze, wiec na chrzciny.
z drugiej strony, w UK szkoly wyznaniowe maja wyzszy poziom itp, i dziecko powinno byc ochrzczone, a rodzice po slubie koscielnym itp...wiec nawet z tego powodu wygodniej jest mi ochrzcic i nikt nie bedzie mial do mnie pretensji.
aha i dla swietego spokoju...
podobnie mam jak Kas, to moj maz bardziej nalegal na slub koscielny, teraz dziecko w drodze, wiec na chrzciny.
z drugiej strony, w UK szkoly wyznaniowe maja wyzszy poziom itp, i dziecko powinno byc ochrzczone, a rodzice po slubie koscielnym itp...wiec nawet z tego powodu wygodniej jest mi ochrzcic i nikt nie bedzie mial do mnie pretensji.
aha i dla swietego spokoju...
idź pogadaj do franciszkanów. oni mają zdrowe poglądy (choć dopuszczam wyjątki)
zapytaj jak to wygląda od drugiej strony;) może Ci się rozjaśni co chcesz zrobić
a z mojej perspektywy - dziecku nie zaszkodzi w końcu to nie przypiekanie żywym ogniem, nie obciążasz też dziecka sumienia - co najwyżej swoje (ale skoro dla Ciebie to nie ma znaczenia - to potraktuj to jak dawanie prezentów na święta Bożego Narodzenia, jako element tradycji a nie wiary czy religijnego obrządku)
zapytaj jak to wygląda od drugiej strony;) może Ci się rozjaśni co chcesz zrobić
a z mojej perspektywy - dziecku nie zaszkodzi w końcu to nie przypiekanie żywym ogniem, nie obciążasz też dziecka sumienia - co najwyżej swoje (ale skoro dla Ciebie to nie ma znaczenia - to potraktuj to jak dawanie prezentów na święta Bożego Narodzenia, jako element tradycji a nie wiary czy religijnego obrządku)
znam przypadek dziewczyna nie miała chrztu bo rodzice postanowili zostawić jej tą decyzje i jak miała 8lat dzieci w szkole miały przygotowania do komunii biedna płakała, ponieważ nie mogła też uczestniczyć w tej uroczystości, wstyd jej było że rodzice nie zrobili tego jak była mała inne dzieci miał chrzest a ona czuła sie jak jakiś odludek bo była jedyna.
teraz jest jej głupio przystąpić do chrztu w wieku dwudziestu kilku lat. i po kolei chrzest, komunie i bierzmowanie. jej partner chciałby wziąśc ślub kościelny no ale jest to raczej mało możliwe.
Moim zdaniem zastanówcie się czy dziecku krzywdy nie robicie taką decyzją.
teraz jest jej głupio przystąpić do chrztu w wieku dwudziestu kilku lat. i po kolei chrzest, komunie i bierzmowanie. jej partner chciałby wziąśc ślub kościelny no ale jest to raczej mało możliwe.
Moim zdaniem zastanówcie się czy dziecku krzywdy nie robicie taką decyzją.
ja tez nie mam zamiaru chrzcic:] najlepiej jak by moje dziecko nie mialo kontaktu ze stonkami wszelkiej masci no ale coz zyjemy w takim kraju a nie innym. ale sie wlasnie obawiam ze jak przyjdzie do czasu komuni i dzieci beda dostawac prezenty i moje sie zapyta czemu ona nie dostanie? jeszcze mam sporo czasu napewno cos niezbyt ostrego wymysle :]
Mam w rodzinie dwoje dzieci, które były chrzczone dzień przed komunią, bo chciały przystapić do komunii tak jak reszta klasy (ze względu na prezenty, imprezę itp :D). Nikt im nie robił najmniejszych problemów ani nawet nie wytrzeszczał oczu - ani księża, ani dzieci, ani rodzina.
Jako jedyna z klasy nie przystępowałam do bierzmowania, nikt mi z tego powodu nawet się nie zająknął.
Znam chłopaka, który przyjmował chrzest kilka dni przed slubem, sytuacja jak wyżej.
Znam parę, w której facet był zdeklarowanym ateistą, dziewczyna wierząca, brali ślu jednostronny kościelny, dalej bez dodatkowych atrakcji ze strony innych osób.
Moim zdaniem dzisiaj trzeba być prawdziwym kozłem ofiarnym, żeby dać sobie narobić nieprzyjemności z powodu braku chrztu. Ale kozłu ofiarnemu nic nie pomoże, nie ten powód, to inny.
Jako jedyna z klasy nie przystępowałam do bierzmowania, nikt mi z tego powodu nawet się nie zająknął.
Znam chłopaka, który przyjmował chrzest kilka dni przed slubem, sytuacja jak wyżej.
Znam parę, w której facet był zdeklarowanym ateistą, dziewczyna wierząca, brali ślu jednostronny kościelny, dalej bez dodatkowych atrakcji ze strony innych osób.
Moim zdaniem dzisiaj trzeba być prawdziwym kozłem ofiarnym, żeby dać sobie narobić nieprzyjemności z powodu braku chrztu. Ale kozłu ofiarnemu nic nie pomoże, nie ten powód, to inny.
Agatha, Twoja wypowiedź daje dowód na to, że dla chcącego nic trudnego :D
Ale z kozłem ofiarnym, to chyba nie tak do końca... Myślę, że nie każde 7-8 letnie będzie w stanie zrozumieć nagle, że jego koledzy idą do komunii, a ono nie... No, chyba, że "od początku" - "od małego" rodzice będą tłumaczyć i wyjaśniać, że większość robi tak, a my tak... Choć nawet jeśli zrozumie do czasu komunii, to i tak będzie mu trudno być innym...
Ja dylematu nie mam, bo ślub kościelny brałam i wtedy deklarowałam. Nie praktykuję, nie lubię księży, zakonnic i uważam, że co najmniej połowa chodzących do kościoła "klepie" wyuczone formułki bez najmniejszej chęci zrozumienia (dlatego nie chodzę do kościoła), ale w Boga wierzę...
Ale z kozłem ofiarnym, to chyba nie tak do końca... Myślę, że nie każde 7-8 letnie będzie w stanie zrozumieć nagle, że jego koledzy idą do komunii, a ono nie... No, chyba, że "od początku" - "od małego" rodzice będą tłumaczyć i wyjaśniać, że większość robi tak, a my tak... Choć nawet jeśli zrozumie do czasu komunii, to i tak będzie mu trudno być innym...
Ja dylematu nie mam, bo ślub kościelny brałam i wtedy deklarowałam. Nie praktykuję, nie lubię księży, zakonnic i uważam, że co najmniej połowa chodzących do kościoła "klepie" wyuczone formułki bez najmniejszej chęci zrozumienia (dlatego nie chodzę do kościoła), ale w Boga wierzę...
Bigbeat - muszę Ci powiedzieć, że wogóle nie pomyślałam o tym, że kiedykolwiek dziecko może wyrzygać rodzicom, że go nie ochrzcili... a rzeczywiście tak własnie może się zdarzyć. A bo ono wierzy i dla niego Bóg jest o.k. a bo chce zostać zakonnicą a bo inne dzieci chodzą... różne mogą być powody. Ale tak jak czytam wcześniejsze wypowiedzi - to chyba zależy od środowiska, najbliższej rodziny jak traktowane są takie dzeci, czy już dorośli...
Jestem pewna, że jak Twój Dzieciaczek będzie już na świecie - podejmiesz tą decyzję i będzie to najlepsza decyzja.
Jestem pewna, że jak Twój Dzieciaczek będzie już na świecie - podejmiesz tą decyzję i będzie to najlepsza decyzja.
7-8 letnie dziecko potrafi się normalnie bronić, o ile nie jest etatowym kozłem ofiarnym. Jeśli już tym kozłem jest, to jeśli będzie miało chrzest, to będzie wyśmiewane z powodu koloru podeszw w butach. Sama pierwszy słynny epizod przywalenia komuś tekstem między oczy miałam w wieku lat trzech:)
Mój brat był klasową gwiazdą, więc choć chrztu nie miał, to żaden przytyk na ten temat albo nie miał miejsca, albo się nie udał, więc nikt niczego takiego nie pamięta.
Kuzynka jest miłą, spokojną, lubianą osoba, więc nikomu nie przyszło do głowy, zeby jej dokuczać.
Nie istnieje dzisiaj coś takiego, jak społeczny przymus bycia ochrzczonym.
Mój brat był klasową gwiazdą, więc choć chrztu nie miał, to żaden przytyk na ten temat albo nie miał miejsca, albo się nie udał, więc nikt niczego takiego nie pamięta.
Kuzynka jest miłą, spokojną, lubianą osoba, więc nikomu nie przyszło do głowy, zeby jej dokuczać.
Nie istnieje dzisiaj coś takiego, jak społeczny przymus bycia ochrzczonym.
Ehhh... ja o tym ślubie powiedziałam dlatego, żeby może jakoś ułatwić podjęcie decyzji...
Agatha (chyba) podawała przykład z chrztem przed komunią... Jeśli dziecko będzie chciało, to zawsze może przejść chrzest. W końcu to nie jest tak, że jak rodzice wybiorą, to później już koniec i kropka.
Z drugiej strony nie znam stosunków w Twojej rodzinie (nie chcę wracać do początku wątku, gdzie być może opisywałas) - jeśli w grę wchodzi marudzenie jednej ciotki czy babci, to chyba nie wzięłabym tego pod uwagę... Jeśli marudzi cała rodzina... to nie wiem sama - rodzina powinna zrozumieć, że masz prawo wybierać sposób na życie i wiarę. Pewnie nie pomogłam... Ale chyba nie ma na pierwszy rzut oka dobrego wyjścia :( Na szczęście dziecko zawsze może pójść swoją drogą kiedy już będzie wystarczająco świadome (i dorosłe).
Agatha (chyba) podawała przykład z chrztem przed komunią... Jeśli dziecko będzie chciało, to zawsze może przejść chrzest. W końcu to nie jest tak, że jak rodzice wybiorą, to później już koniec i kropka.
Z drugiej strony nie znam stosunków w Twojej rodzinie (nie chcę wracać do początku wątku, gdzie być może opisywałas) - jeśli w grę wchodzi marudzenie jednej ciotki czy babci, to chyba nie wzięłabym tego pod uwagę... Jeśli marudzi cała rodzina... to nie wiem sama - rodzina powinna zrozumieć, że masz prawo wybierać sposób na życie i wiarę. Pewnie nie pomogłam... Ale chyba nie ma na pierwszy rzut oka dobrego wyjścia :( Na szczęście dziecko zawsze może pójść swoją drogą kiedy już będzie wystarczająco świadome (i dorosłe).