Widok

Dawny Swissmed, poród 2015

Rodzina i dziecko Temat dostępny też na forum:
Od jakiegoś czasu czytam wątek o porodzie w prywatnej placówce w Gdańsku. Decyzja o porodzie w państwowym szpitalu już podjęta, nie dam rady dojechać np.do Łodzi. Jednak nie wiem czy mi się nie odwidzi jeśli "swissmed" się reaktywuje.

Link do starego wątku

http://forum.trojmiasto.pl/Swissmed-porod-2014-t527611,1,160.html#npu1
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4
Do Pani o pseudonimie nerwowa, proszę nie liczyć na opcję wykłócenia się z lekarzami i straszenia prokuratorem, argument mało skuteczny. Ja podjęłam próbę walczenia o swoje prawa, z mizernym rezultatem. Zostałam wręcz zaatakowana przez lekarzy, bo nie przywykli do sytuacji, w której pacjentka wie jakie jej uprawnienia przysługują. Zazwyczaj jestem mało asertywna, ale na szczęście tamtego dnia uaktywnił się u mnie instynkt samozachowawczy, więc grzecznie spakowałam swoje rzeczy i siostra z mężem zawieźli mnie do Łodzi. Uratowało nas tylko to, że w pogotowiu mięliśmy opcję Salve. Nie chcę generalizować, że cały personel medyczny w publicznych szpitalach jest nieprofesjonalny, nie wykazujący ludzkich odruchów, ale ja niestety miałam do czynienia z tego typu lekarzami w państwowej placówce.

Co do bezkarności lekarzy to niestety są oni w pełni świadomi, że pociągnięcie ich do odpowiedzialności jest niezwykle trudne. Zarówno prokuratorzy jak i sędziowie niejednokrotnie mają problemy z wymierzaniem "sprawiedliwości" za błędy w sztuce medycznej. Chyba wszystkie jesteśmy świadome, że niezwykle ciężko jest znaleźć lekarza, który wystąpi jako biegły w sprawie i złoży opinie przeciwko "swojemu koledze po fachu". A w toku procesu jak nawet sędzia jest przekonany, że błąd w sztuce medycznej w określonej sprawie jest ewidentny, a szkoda jest następstwem działania bądź zaniechania personelu medycznego to i tak poniekąd jest związany wydaną opinią. Nie jest to tylko efekt, że wymiar sprawiedliwości staje w obronie środowisk medycznych, ale przede wszystkim trudności systemowych i wzajemnego wspierania się lekarzy. Stąd propozycja powoływania zagranicznych lekarzy jak najbardziej słuszna, ale opcja kosztowna więc i niemożliwa do zrealizowania, bo jak wiadomo w naszym kraju występuje deficyt pieniędzy. Jestem zdania, że gdyby lekarze ponosili odpowiedzialność za swoje zachowania sytuacja mogłaby ulec poprawie, a tak na chwilę obecną rzadko są nawet upominani, a konsekwencje finansowe w razie błędu medycznego ponosi ubezpieczyciel pospołu ze szpitalem. Prawdą też jest, że póki pokrzywdzone kobiety i ich rodziny nie będą kierowały swoich spraw przed sąd, do Rzecznika Praw Pacjenta, czy też nie będą występowały z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa nic nie ulegnie poprawie. Błędne koło. Ale też rozumiem skrzywdzone pacjentki i ich rodziny, które poprzestają na internetowych wynurzeniach, bo walka z systemem i jego patologiami jest niekiedy drogą przez mękę, po raz wtóry zostają zmuszane do przechodzenia tego wszystkiego ponownie.

Kolejnym niebezpiecznym procederem, który da się zaobserwować w publicznych szpitalach to zwlekanie z podjęciem decyzji o cc nie tylko ze względu na politykę szpitala a i fakt, że pracują tam też tacy lekarze, którzy uzależniają podjęcie takowej decyzji od otrzymania korzyści finansowej. Niektórzy pacjenci niestety przyzwyczaili lekarzy do takiego stanu rzeczy, co oczywiście nie usprawiedliwia działania w sprzeczności z przysięgą Hipokratesa. W mojej ocenie CBA w końcu powinien zająć się tym diabelskim procederem, ale nie pacjentkami, które niekiedy zmuszane są by tym sposobem ratować życie swoje i swojego dziecka. Dlatego ja z góry przyjęłam założenie nie będę wspierać szarej strefy. Chociaż rozumiem pacjentki i ich rodziny, ja miałam alternatywę. Chciałam legalnie zapłacić za poród, otrzymać fakturę, a szpital rozliczył się z urzędem skarbowym.

Podejrzewam, że z Panią mamy wspólnego lekarza, ja byłam w jednym ze szpitali, o których wspominał Pani by unikać jak ognia. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że miał rację, ale niestety wszystkie gdańskie szpitale nie cieszą się zbyt dobrymi opiniami. Stąd też wspominał, że jego pacjentki jeżdżą rodzić do Łodzi. Kiedy dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej nie będą rodziła w Swissie zaczęliśmy szukać alternatywy i tak dwa dni po zamknięciu porodówki na Wileńskiej urodziłam w Łodzi. Podsumowując część personelu medycznego traktuje kobiety w ciąży na równi z żywymi inkubatorami. Dla mnie traumą było i nadal jest to, że dla lekarzy w państwowym życie moje i mojego dziecka nie przedstawiało jakiejkolwiek wartości.
Nie jest też tak, że dopiero z momentem wyprowadzki rozpoczęto poszukiwania nowej lokalizacji porodówki, z tego co jest mi wiadome szukanie rozpoczęto już w okresie wypowiedzenia umowy najmu na Wileńskiej, ale jak widać niezwykle ciężko jest znaleźć obiekt spełniający wymogi, oby szybko wznowili swoją działalność.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 9
A ja usłyszalam od prawnika taką historię:
Przyjechała do szpitala z żoną do porodu. Coś się zaczęło komplikować (nie znam żadnych szczegółów) i ten mąż zaczął naciskać na lekarzy, że może czas pomyśleć o cc. Lekarz na to, że nie ma się wtrącać, że się nie zna bo nie jest lekarzem. Na to ten mąż powiedział, że juz raz uczestniczył w procesie, w wyniku którego położnikowi odebrano prawo wykonywania zawodu przez czas jakiś i nie chciałby, żeby sytuacja się powtórzyła. Jak stwierdził "w 5 minut było przygotowane cc dla jego żony". Dlatego może warto rodzić z mężem :)
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
Marynarka, ja mieszkam w Żukowie. Jeszcze nie bylam tam w szpitalu, ale nadejdzie pora sie tam przejechac. Na SR sie zapisalam do Zukowa. Chcialam pierwotnie do Kartuz (mieszkam tu dopiero 3 lata i srednio ogarniam), no ale Pani powiedziala mi, ze musialabym u nich byc w przychodni. A Ty mieszkasz rowniez gdzies w okolicy? Ja do Wejherowa mam za daleko, ta Gdynia to jeszcze, jeszcze. O Lodzi myslalam, ale Maz slabo to widzi. Ze wzgledu na zobowiazania zawodowe nie bedziemy mogli sie przeniesc na pare tygodni do tak odleglego miasta. Do tego mamy 8letnia corke. Na kiedy masz termin?

Kliniczna to tasmociag :D Ja na Zaspe nie pojade, Kliniczna mi nie odpiwiada, w Wojewodzkim polozono mi do 6tyg corki dziecko z rotawirusem, czego efektem byla choroba calej rodziny, a takze rodziny mojej przyjaciolki ktora leki mi przywiozla. Dajcie spokoj..

Szczerze myslalam, ze tak jak sie mowi, zapomne o porodzie. No ale nie dalo sie, tyle lat..jestem dopiero w 25tc, a jak pomysle o porodzie to bezwiednie zaciskam krocze. :(

Dziewczyny, no mam nadzieje ze cos otworza :( jestem gotowa zaplacic nawet wiecej, byle nie trafic do nfz. Ale jak juz sie nie da to Kartuzy dla mnie beda najbardziej odpowiednie, juz nawet nie patrzac na odleglosc od domu, to jednak wyczytane opinie i ogolny rekonesans w necie daje (byc moze zludne) dobre wrazenie.

Chetnie poczytam od Pani, ktora rodzila w Kartuzach, jak bylo.

Pozdrawiam Was!
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Wygląda na to, że spróbuję szczęścia z Zaspą. Po dzisiejszym rekonesansie okazało się, że tylko tam są szanse umówienia się przed 39 czy nawet przed 38 tyg.c. i w moim indywidualnym przypadku mam prawo oczekiwać tego cc, bo obciążony wywiad, bo poprzednio cesarka, a przede wszystkim "przywilej wieku" ;-) O ile nie zacznie się u mnie silna akcja skurczowa, to cc mam tam niejako zagwarantowane bez łachy i bez żadnych wariackich papierów czy innych zaświadczeń zewnętrznych. Żeby jednak nie ryzykować będę starać się ustawiać z dr pomiędzy 36 a 37 t.c., bo będzie to 38 tyg. wg mojego USG.
Póki co nie wygląda mi to wcale na żadną szarą strefę. To oczywiście mój punkt widzenia, ponieważ i tak całą ciążę prowadzę prywatnie a nie przez NFZ, więc czy wizyty są u tego czy innego lekarza, nie robi różnicy, zwłaszcza, że cena ta sama. O innych "niejasnych" kosztach ani ustawkach po nocy nic nie wspominano, więc wygląda to ok.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
do młoda mama

napisz mi proszę na @ nazwisko Pana doktora
będę się umawiać raczej na rekonesans po świętach

gazetki_reklamoweo2.pl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@ przed o2.pl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nerwowa jesli bylas u tego lekarza co ja który robil mi cc to na pewno bedziesz zadowolona i po 2 dniach nie bedziesz pamietała ze ktos Cie ciął:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Eh.. Na to liczę:-)))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przysiegam Ci ze w styczniu tez byłam gotowa jkechac do Salve, miałam termin na 24 lutego a w styczniu zamkneli porodówke, cała ciąże chodziłam do Szulca i do Młodzianowskiej w Swissie, po zamknieciu oboje powiuedzieli ze nie dadza rady mi pomóc bo nie mam zadnych wskazan do cc i tyle, w momencie jak mi młodzianowska pobierała na badanie na paciorkowca to nawet tego nie oddałam do laboratorium w Swissie po prostu wyszłam stamtad załamana...i zaryczana...kolezanka poradzila tego lekarza poszłam i stwierdziłam ze zaluje tylko tego ze całą ciąże do Niego nie chodziłam. CC umówione na konkretny dzien, na konkretna godzine, 16 dni przed terminem, piękne 3 szwy, na drugi dzien biegałam po oddziale:P Teram tylko życze spokojnej ciąży do konca i mam nadzieje ze pomogłam z doktorem:) Pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Poród cc w szpitalu w Kartuzach.
Od mojego gina dostałam skierowanie na cc z powodu ułożenia miednicowego (pierwsza ciąża), pojechałam miesiąc wcześniej na rekonesans do Szpitala w Kartuzach, poszłam do pokoju lekarzy na 1 piętrze i mówię jaka jest sytuacja, ze mam skierowanie itd, a lekarka do mnie, że nie ma sprawy i kiedy mi pasuje przyjechać na cc. Trochę mnie zatkało, bo w innych szpitalach czekają aż wystąpią skurcze i wtedy dopiero robią cesarkę albo kładą na patologię ciąży, a tu proszę taka niespodzianka ;-) Szybko wybrałam sobie datę (wyliczyłam żeby tak nie za wcześnie, nie za późno i był to pierwszy dzień 39 tc), lekarka zapisała sobie datę w kajeciku i "rzekła do zobaczenia". Żadnych badań nie trzeba było robić wcześniej. Danego dnia o 8.00 rano stawiłam się na czczo na izbę przyjęć. Tam panie spisały moje dane itd, poczekałam sobie do godz. 10.00 i zaprosiły mnie do pokoiku abym się przebrała w koszulę nocną. Po przebraniu pojechaliśmy windą na 2 piętro na oddział ginekologiczno-położniczy, tam położyłam się w łóżeczku, pielęgniarka pobrała mi krew do badań, założyła wenflon i dała kroplówkę nawadniającą - od razu mniej chciało mi się pić ot taki to wynalazek ;-) O 11.30 przyszły moje wyniki krwi więc zawiadomiono ordynatora, że jestem gotowa, pielęgniarka założyła mi cewnik (z całej cc to było najgorsze! Nigdy więcej cewnikowania!!!) i zdjęła koszulę nocną i o 12.00 przewieziono mnie goluteńką, ale pod kołderką, moim łóżeczkiem na sale operacyjną. Do drzwi sali cały czas towarzyszył mi mąż, dalej wjechałam już sama. Tam zobaczyłam sztab uśmiechniętych ludzi, lekarzy myjących rączki, pielęgniarki roześmiane, ogólnie atmosfera przednia. Kazano mi przesiąść się na łóżko operacyjne, usiąść, wygiąć kręgosłup i anestezjolog zrobił mi zastrzyk w kręgosłup, ogólnie trochę głupie uczucie, ale absolutnie nie bolało. Pierwsze moje słowa po znieczuleniu: nareszcie nie czuję cewnika ;-) Następnie szybko kazano mi się położyć bo nogi zaczęły już sztywnieć, ustawiono tą płachtę na wysokości moich piersi - żebym nic poniżej nie widziała - i ordynator zaczął ciąć. Bólu nie czuć, ale czuć takie poszczypywania i ciągnięcie. Trwało to dosłownie z 10 min max i mój misio pojawił się na świecie. Ordynator podniósł go od razu na tą płachtą abym go zobaczyła i dał pielęgniarkom, one tam się nim zajęły i po chwili przysunęły mi go do twarzy, dałam mu buziaczka a potem wyjechał w wózeczku z sali. Zszycie mnie trwało może z 20 min, czas w ogóle się nie dłużył, bo ekipa na sali wyśmienita, żartowaliśmy sobie, cały czas się śmiałam, aż bałam się, że mnie krzywo przez to ordynator zszyje. Po cc przewieziono mnie na salę 2 osobową na oddział położniczy i tam dochodziłam do siebie pod ciągłymi kroplówkami. Jak zaczęło mi schodzić znieczulenie to zaczęłam czuć brzuszek,jak poprosiłam to bez problemu wstrzykiwano mi do kroplówki leki przeciwbólowe. Wiec jak cc miałam o 12.00 to o godz. 21.00 było pierwsze wstawanie. Pani pielęgniarka spokojnie wytłumaczyła, że najlepiej na zasadzie przeciwwagi wstawać i patrzyła bacznie jak sobie radzę, ogólnie nie było źle - droga do umywalki umyć ząbki i z powrotem, jakieś łącznie z 4 metry. Następne wstawanie o 5.30 rano - trasa ta sama ;-) Pierwsze jedzenie dostałam o 12.00 następnego dnia, była to zupa mleczna i bułeczka maślana, następnie kolacja o 17.00 3 kawałki chleba i 3 kawałki takiej ala mortadeli. Co do dziecka to nie przyniesiono mi go aż do momentu, aż mój maż po nie sam poszedł o godz. 15.00 dnia następnego - o przystawieniu do piersi po porodzie można zapomnieć. Przez ponad 24h dziecko jest karmione sztucznym mlekiem z butelki. Od tej godziny 15.00 mój misio był ze mną cały czas, po godzinie przeprowadziliśmy się do sali dwu osobowej z łazienką dzieloną z innym pokojem dwu osobowym (w hotelu są czasami takie studia rodzinne: pokój łazienka pokój) i zostawieni zostaliśmy sami sobie. O pokazaniu jak przystawić do piersi, jak przebrać takiego nieboraczka można zapomnieć. Jeżeli jest się mamą po raz kolejny to wszystko super, warunki bardzo dobre, personel w drogę nie wchodzi itd, ale jak liczy się na pomoc to niestety ale nie tam. Mi pomogła tylko Pani Marika, zawsze odpowie na każde pytanie, miła i uprzejma, ale niestety zmianę miała tylko jedną przez cały mój pobyt. Jedną panią z noworodków poprosiłam o pomoc w przystawieniu mojego misia do piersi, poświęciła mi z 5 min po czym przyniosła mi butelkę, bo tak przecież szybciej.... Pani Maria - taka blondynka koło 50-tki- na pierwszy rzut oka też miła i pomocna, jednak tylko wtedy gdy sobie dobrze radzisz, jak zaczynasz sobie nie radzić to Cię niemile skomentuje i już więcej nie pomoże. W nocy żadnej pielęgniarki nie uświadczysz pomiędzy godz 2.00 a 5.30 bo wszystkie śpią gdzieś pochowane. Co do odwiedzin to mąż mógł być ze mną cały dzień od 11.00 do 19.00 bez problemu. Po cc wychodzi się po 3 dobach, czyli jeżeli rodzisz np we wtorek to w piątek wychodzisz. W sytuacji gdy Swissu nie ma, to można tam pójść na cc z racji tego ustalanego terminu, wyglądu oddziału i tego, że pielęgniarki raczej są obojętne niż złe, jednakże początkującej mamie będzie ciężko bez pomocy, natomiast weterankom polecam bardzo.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja mialam cesarke 5 mcy temu na Zaspie.3 dni przedkonsultacja i podpisaniem umowy w Swissmedzie dostalam skurczy i odeszly wody. 2 dni lezalam na patologii,dostalam sterydy ze wzgledu ze to byl 35 tc i leki przeciwskurczowe.zero wstawania i to byla masakra.na sali byly 2 osoby. Kazdy lekarz mowil co innego, polozne malo sympatyczne poza jedna czy dwiema.Na 3 dzien odlaczyli kroplowki i wrocily skurcze, zrobili cc ze wzgledu na bezwodzie.nikt nie wspominal o porodzie sn.w Swissie nastawialismy sie z mezem na sn. Nie chcialam rodzic sn w innych szpitalach.mielismy ulozony plan porodu ale widac ze nie ma sensu nic planowac bo porod jest nieprzewidywalny.bylam przekonana ze donosze do terminu a tu szok ze tak szybko, nagle i juz rozwiazanie.dlatego nie odwazylabym sie jechac do Lodzi.na patologii maz byl ze mna od 6 rano do 21.
Na polozniczym nikt nie mogl wejsc. Sale czyste i jasne,Polozne i jedzenie duzo lepsze niz na patologi.po moim wyjsciu patologie zamkneli bo robili remontSam zabieg wygladal identycznie od cewnikowania( rzeczywiscie malo przyjemne ) do zawiezienia na sale pooperacyjna jak pisala poprzedniczka o Kartuzach.bylam na polozniczym 3 dni, byla ze mna jedna osoba z maluszkiem, moj maluszek byl na wczesniakach. Na noc mozna bylo poprosic o zabranie maluszka i mozna bylo sie porzadnie wyspac. Niewiele jednak bylo pomocy ze wzgledu na to ze byl tlum pacjentek po cc.wszystkie lozka zajete i zaraz jak ktos wyszedl do domu natychmiast nowa pacjentka przychodzila.nawet na wczesniaki nie mial mnie kto zawiezc, zrobili wyjatek dla meza.potem juz sama chodzilam. Leki przeciwbolowe do konca pobytu w szpitalu bez problemu, na nastepny dzien odlaczyli kroplowki i wyjeli cewnik.trzeba bylo wstawac.minus to to ze wiekszosc kibelkow zapchana. Toalety na obu oddzialach na korytarzach co w panstwowym szpitalu normalka.wyszlam na 3 d po cc. Dodam ze w czasie samego zabiegu troche szarpie wtedy kiedy wyciagaja maluszka i lozysko.po zabiegu przez 8 godz nie wolno podnosic glowy bo moze wystapic zespol popunkcyjny i jest okropny bol glowy. Bylam zla na poczatku ze nie doczekalam do konsultacji w Swissie ale tak zle nie bylo. Nie mam traumy. Zycze kazdej takigo porodu i pobytu w szpitalu :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 5
Nie życz nam leżenia na patologii, dziecka wsród wcześniaków, sterydów itd.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 4
Nie chodzi mi o to jak to zrozumialas tylko o szybkie rozwiazanie i cc bez namawiania i zmuszania do porodu sn. Zycze zdrowych maluszkow :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
~praca201497 mogłabyś mi też wysłać maila? Bardzo będę wdzięczna, ponieważ szukam lekarza do prowadzenia ciąży właśnie z zaspy a też mam tzw obciążony wywiad w związku z poprzednim porodem. Bardzo dziękuję z góry. Pozdrawiam Mój mail: janka803@wp.pl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja proszę koleżankę pracę o odpowiedź na mój mail z adresu eda. ...:-)

Lekarz z Zaspy powiedział mi, że przy odejściu wód szczególnie nie naciskają na SN, jesli są przesłanki ogólne do cc. Ale jesli rodząca przyjeżdża z silną akcją skurczową i wody są, to wtedy niestety nikt jej za bardzo nie słucha.
Co do opisu szpitala. Luksusów w pokoju nie oczekuję, ale mógłby czasem ktoś zajrzeć czy pacjentki i dzieci niczego nie potrzebują. Przerażają mnie trochę opowieści o wielogodzinnym braku zainteresowania ze strony personelu. Toż to można odwalić przysłowiową kitę i nikt w porę nie zauważy. Jak się jest po operacji brzusznej i w dodatku z noworodkiem pod pachą, to fajnie by było wiedzieć, że nad naszym stanem czuwa nie tylko Opatrzność.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 3
nie jest tak źle, pod rękę podadzą Ci przycisk 'alarmowy' i jakby coś się działo to wciskasz i ktoś z personelu wtedy podejdzie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
I powie lub raczej krzyknie, że to przycisk do używania wyłącznie w sprawach życia i śmierci? Sorry za czarny humor, ale tekst ponoć autentyczny.
Mam nadzieję, że po prostu szybko się pozbieram i niczyja łaska nie będzie potrzebna.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Mając wszystkie za i przeciw na uwadze trzeba jednak żyć nadzieją i póki co cieszyć się, chociażby świętami.
Radosnej, spokojnej Wielkanocy!!!!!!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nerwowa odpisze jutro na maila oki? nie mam sił juz dzisiaj, cały dzien sprzatanie, gotowanie a wczoraj byłam z Malenstwem w szpitalu do 1 w nocy bo cos ma z gardełkiem, chrypka itd i niewiadomo do konca co to:( Jutro odpisze a teraz padam i ide luli..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak to straszne,że daja dziecko od razu pod opiekę i sie martw. Chodzić ani usiąść człowiek nie może po całonocnym porodzie sn, a tu kolejna noc nie przespana bo dziecko płacze z powodu zalegających wód płodowych. Tak było na klinicznej jak rodziłam w 2011
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 3

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko bez ogłoszeń

Jakie krzesło do biurka (10 odpowiedzi)

Jakie krzesło polecacie dla starszaka, który niebawem wybiera się do szkoły, więc więcej czasu...

biznes - jaki ?? (21 odpowiedzi)

Witam wszystkich na forum i bardzo proszę o pomoc. Postanowiłam otworzyć swój własny niewielki...

do góry