Widok

Gdzie rodzić w 2014?

Rodzina i dziecko bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
Z racji wejścia w ostatni trymestr, coraz intensywniej zastanawiamy się nad wyborem szpitala, nasze priorytety to:

1. możliwość wspólnego, nielimitowanego przebywania na sali poporodowej wraz z mężem i dzieckiem
2. zapoznanie się przez personel i uwzględnienie preferencji zawartych w planie porodu (STS, ochrona krocza, decyzja w sprawie szczepień)
3. możliwość pielęgnowania dziecka (przewijania, przebierania) we własnym zakresie, z opcjonalną pomocą pielęgniarki (totalnym absurdem jest dla mnie osobna torba dla dziecka - kto rozporządza tymi rzeczami?)

Które szpitale według Waszej wiedzy spełniają nasze (chyba dość niewygórowane) kryteria?

O porodzie rodzinnym nie wspominam, bo to oczywista oczywistość. Ponieważ to nasze pierwsze dziecko, prawdopodobnie będzie czas żeby dojechać nawet do Białegostoku ;) Ale ograniczmy się do naszego województwa. Nie wymagamy wodotrysków ani hotelu 5*; grunt, żeby personel był miły, uprzejmie i profesjonalny. No i oczywiście w/w punkty 1-3 :) Wszelkie dobre rady i Wasze doświadczenia mile widziane!
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 17
A., ale skoro nigdy nie rodziłąś w szpitalu, gdzie odwiedziny na salach położnic były możliwe, to dlaczego je krytykujesz? Miałaś wybór i z niego skorzystałaś. Osoby, które chcą takich odwiedzin tego wyboru teraz nie mają, chyba że zapłacą 6000 zł lub wyjadą poza 3miasto.
Ja mam dokładnie takie same odczucia jak Ania - żadnych tłumów na salach, zachowanie odwiedzających z kulturą, wychodzili zawsze, gdy była potrzeba. Sama zresztą kiedyś wzięłam dziecko i wyszłam do mamy do sali odwiedzin, bo akurat jak przyjechała moja współlokatorka zasnęła i nie chciałam jej przeszkadzać. Obawiam się, że takie komentarze i kontrargumenty piszą właśnie osoby, które nigdy na Klinicznej nie rodziły...

Co do "słodkich" mam to się nie zgodzę, bo największe dziecko matki z cukrzycą w Polsce (nota bene była to moja koleżanka z dawnych czasów) urodziło się na Zaspie. Tam też była prowadzona całą ciążę.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 5
Ja rodzilam na zaspie i chcialam karmic piersia ale z powodu braku pokarmu musialam pobudzac laktacje laktatorem. Sciagalam mleko co dwie lub dwie i pol godz i trwalo to ok 30 min. Nie wyobrazam sobie sciagac mleka przy odwiedzajacych. Rodzilam na zaspie wlasnie ze wzgledu na brak odwiedzin na sali ale jezeli nie byloby miejsc i odeslali by mnie na kliniczna to bezwzglednie wypraszalabym na pol godziny wszystkich odwiedzajacych w momencie sciagania mleka, bylo to dla mnie malo komfortowe i nie wyobrazam sobie robic tego przy obcych facetach. I czy gosciom by sie to podobalo czy nie musieliby siedziec pol godziny pod drzwiami lub wyjsc do pokoju odwiedzin. Ja po porodzie przez 12 godz nie moglam ustac na nogach bo stracilam duzo krwi ale nie uzalalam sie nad soba ze nie ma przy mnie meza zeby mi pomogl przy dziecku
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 8
@Ania - izolacja nie była "na siłę" i nie była bez powodu. Nie ma sensu wybiórczo wchodzić w szczegóły, bo bez pełnego obrazu nie da się zrozumieć tej sytuacji. Po prostu festiwal chamstwa i niekompetencji; dalej nie ma sensu roztrząsać. Rozumiem, że ze względów organizacyjnych druga torba ułatwia zadanie pielęgniarkom w przypadku, gdy dziecko jest na SORze noworodkowym i nie może leżeć na sali z matką. Ale w każdym innym przypadku (zwłaszcza w przypadku cc, gdy położnice przeważnie są w mniejszych salach i zapewne są też częściej doglądane ;> ) nie widzę powodu by z góry zakładać, że dziecko będzie gdzie indziej, a matka niezdolna choćby wskazać palcem w co ubrać dziecko. Oczywiście, to szpital dyktuje warunki i nie ma sensu się na to buntować. Może niesłusznie się czepiliśmy tej torby ale nie bez powodu mówi się, że pierwsze wrażenie najważniejsze - jeśli najważniejsza przy przyjęciu będzie osobna torba dziecka, to będzie to dla nas jakiś mały wyznacznik tego, jakie są priorytety obsługi szpitalnej i "kto tu dyktuje warunki". Ostatecznie teraz jesteśmy klientami tego systemu, a nie dziećmi, które przyjechały na kolonię i które trzeba wszędzie prowadzić za rączkę. Z tego, co piszecie wynika, że w ścisłym Trójmieście normalnie jest tak naprawdę tylko na Zaspie i Klinicznej. Z czego warunków do obecności bliskiej osoby nie ma nigdzie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@karola - no i bardzo dobrze, że byś wypraszała, na innych oddziałach właśnie tak jest, że na czas obchodu czy wykonywania innych zabiegów typu zastrzyk czy cewnikowanie wyprasza się odwiedzających. Akurat na salach poporodowych byłoby z tym trudno i może nawet goście byliby częściej za drzwiami niż w sali. Jednak ciężka do przyjęcia jest sytuacja, jak ktoś tu wyżej pisał, że z zasady nie ma wstępu na oddział, torby trzeba sobie tachać samemu, a ojcowie mogą oglądać dziecko przez szybę. Swoją drogą zobaczcie, jaki mamy "szpitalny" tok rozumowania - prywatność ze strony odwiedzających ojców to jest problem (bynajmniej nie neguję tego), ale już obce kobiety leżące na tej samej sali, studenci, fotograf itp., to jest część infrastruktury szpitala, tu problem prywatności czy wstydu nie istnieje... Chyba nie ma sensu licytować się co kto woli, co powinien robić ojciec w tym czasie, a kto może lub nie może oglądać matkę. Na pewno nie powinno to być tematem działalności położnej. Nawiasem, na remont pokoiku dziecka to już trochę za późno, a skoro oboje świadomie szykujemy się do rodzicielstwa, to właśnie po to, żeby być razem i wspierać się w takich "awaryjnych" sytuacjach. Po co nad tym debatować, każdy mniej więcej wie, na czym mu zależy i próbuje to zapewnić. Grunt, że ustaliliśmy jakie są trendy panujące w poszczególnych placówkach.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Na klinicznej nie rodziłam i z tego powodu na pewno nie mogę sobie wyobrazić, co może czuć kobieta, która ma nakarmić dziecko, użyć laktatora przy obcym facecie. No dziewczyny, naprawdę nie jestem aż taka tępa :). Po trzech porodach leżałam w szpitalu i wiem, że to były sytuacje, w których nie chciałabym mieć towarzystwa innych facetów. Pobyt w szpitalu po porodzie naprawdę nie jest dla mnie tylko teorią. I z pewnością obecność obcych mężczyzn byłaby dla mnie krępująca. W miejscach publicznych też nigdy nie karmiłam na "widoku". Szukałam ustronnego miejsca i przykrywałam się pieluszką, jak już musiałam dziecko nakarmić (w sali szpitalnej trudno o takie miejsce). I naprawdę nie musiałam doświadczyć karmienia z biustem na wierzchu by się przekonać, że to mi nie odpowiada. Tak samo jest z odwiedzinami. Krytykuje takie rozwiązanie bo po prostu mam inne zdanie i tyle.
A na Klinicznej byłam. Leżałam na patologii ciąży, a później na porodówce na próbie oksytocynowej. Próba nic nie dała więc pojechałam do domu. Byłam tam cały dzień i widziałam, ile na korytarzu ludzi się przewijało, może dlatego że to był początek weekendu. Do domu wychodziłam wieczorem i do wieczora jeszcze jacyś goście się kręcili a położne w ogóle nie zwracały uwagi.
Co do mam cukrzycowych, to ja nie wiem, jak jest teraz na Zaspie, może coś się zmieniło, może babka miała lekarza prowadzącego z Zaspy . Ja poszłam pogadać z Boltem (chyba tak się to pisze), który był ordynatorem odnośnie mojego potencjalnego porodu tam i jak zobaczył na wypisie, że moje dzieciątko w brzuchu było bardzo duże (co mogło być skutkiem cukrzycy), to zaraz mi powiedział że z cukrzycą to na Kliniczną odeslą i tak.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja też jestem przeciwna fotografowi na porodówce ale jak już przyjdzie to pobędzie najwyżej kilka minut. A goście nie przychodzą na kilka minut, tym bardziej tatusiowie.
Nie zawsze trzeba płacić 6000zł by mieć męża przy sobie. Zawsze można spróbować zapłacić za "jedynkę" na Klinicznej. Koszt to chyba ok 400-500zł. Jak u mnie było ryzyko, ze tam urodzę (ze względu na próbę oksy), to najpierw upewnilam się, że "jedynka" jest wolna i ją sobie zarezerwowałam. Wcale nie dlatego, zeby mąż był przy mnie, bo by nie mógł. Musiałby zostać ze starszym dzieckiem w domu, bo małych dzieci na porodówkę na klinicznej nie wpuszczano nawet do tej sali komercyjnej. Tę salę rezerwowałam po to, by ustrzec się przed gośćmi innych pań.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1
Jest chyba jakaś niepisana umowa, że "trudne" przypadki odsyłane są na Kliniczną. Może niektóre z tych "trudności" to bardziej "spychologia" i obawa przed zepsuciem statystyk, a może rzeczywista potrzeba, nieważne; ważne, że relacje z Klinicznej są raczej pozytywne, podobnie jak z Zaspy. Co Ty mówisz o jedynce, takie coś tam istnieje...? Korzystał ktoś z jedynki na Klinicznej w ostatnim czasie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak ja rodziłam moje dzieci kilka lat temu, to taka sala komercyjna tam była. Nie można jej rezerwować z wyprzedzeniem a dopiero, jak przyjedzie się do porodu. Ja pojechałam "tylko" na próbę oksy ale była w tym dniu wolna i udało mi się ją zaklepać. Może dlatego, że pracuje tam mój lekarka i to ona przyjmowała mnie na porodówkę. No ale też taka próba z oksy mogła zakończyć się porodem. Z tego co ja się dowiedziałam wtedy o tej sali, to mąż mógł być cały dzień ale na noc już nie. no i małych dzieci nie wpuszczali do tej sali, w ogole na porodówkę nie mogły wchodzić małe dzieci. Ale sama sala do porodu super. Wszystko nowe, czyste, łóżko z regulacją na guziczki, łazienka. I gdybym miała inne oczekiwania odnośnie porodu, niż niektóre z was, to na pewno tam bym urodziła; zwłaszcza że moja lekarka była stamtąd. Niestety, dwie rzeczy zdecydowały, że pojechałam do innego szpitala.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
I może rzeczywiście takie odsyłanie to trochę spychologia.
Poza tym dziewczyny, trzymam za was wszystkie kciuki. Życzę wam żebyście wyszły wszystkie z dzidziusiami w trzeciej dobie i żebyście nawet nie poczuły, że brakuje wam męża. Dzieciątko naprawde nie potrzebuje wielu zabiegów w tych pierwszych dniach. I nie bójcie się poprosic o pomoc położne. Grzeczna prośba, do tego uśmiech mogą dużo zdziałać :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Słoniku, na Klinicznej są dwie takie ponadstandartowe sale, 1- i 2- osobowa, w tej chwili nie wolno im oficjalnie pobierac opłat, więc jest tzw. niby dobrowolna "cegiełka" na szpital, coś mi się o uszy obiło że 250 zł. Tych sal nie można sobie zarezerwować z wyprzedzeniem, jak akurat jest wolna to pytają czy chcesz informując o "cegiełce". Ja chciałam, ale się nie załapałam - dziewczyna która urodziła pół godziny przede mną zajęła ostatnie wolne miejsce.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@aa - Hepavax to ponoć ten sam koreański szajs co Euvax, tyle, że importowany przez polski Bioton. Ale jeśli wszystko było ok, to tylko się cieszyć. W sumie decyzja ze szczepieniami też nie do końca podjęta - z jednej strony wiadomo, błonica, tężec, gruźlica i to wszystko, na co my byliśmy szczepieni wydaje się rozsądne, natomiast ciężko zrozumieć obowiązek kłucia dziecka w pierwszej dobie życia, która jest szokiem sama w sobie - odporność swoista na dobrą sprawę jeszcze w ogóle nie funkcjonuje, a tu na dzień dobry dostaje "na warsztat" od razu dwa dość poważne patogeny. Na ewentualne uodpornienie można liczyć i tak dopiero po drugim czy trzecim powtórzeniu więc ani to szczepienie nie uchroni go przed ew. zakażeniem szpitalnym, ani przed tabunami ciekawskich gości w pierwszym miesiącu życia. Zresztą z tego, co tu czytam o zachorowalności na WZWb i gruźlicę, to prawdopodobieństwa złapania obu tych chorób w Polsce to rząd wielkości 10^-5 więc dużo niższy niż ewentualne powikłania poszczepienne. Obowiązek nakazuje szczepić, ale mózg jeszcze się broni ;) Pewnym kompromisem byłoby przesunąć cały ten kalendarz w czasie o jakieś pół roku - rok, tylko nie wiem, czy jest to gra warta świeczki wobec potencjalnych trudności. Szczepienia to osobny temat-rzeka, lepiej go tu chyba nie rozwijać za bardzo, bo się już zupełny offtop zrobi.

Co do Wejherowa - mamy podobne odczucia - wszystko jest fajnie, dopóki idzie dobrze. Trzymamy się jednak pozytywnego scenariusza - będzie pełen relaks i minimum ingerencji. Ta ostatnia informacja o "jedynce" na Klinicznej też jest dość optymistyczna - zawsze jest to jakiś wariant awaryjny. Minusy Klinicznej już też znamy od Ciebie. Teraz chyba już nie ma co debatować, bo wszystko zostało napisane, tylko trzeba powoli zawężać wybór. Będzie burza mózgów... ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zawsze możesz wybrać szczepienia 6w1 i w ogóle odpuścić to szczepienie przeciwko wzw b w szpitalu. Na gruźlicę bym, jednak zaszczepiła, podobno coraz częstsze przypadki odnotowują, także w 3mieście. Gdyby odpukać dziecko ja załapało przed ukończeniem pół roku czy roku, pewnie plułabyś sobie w twarz...

a co do kłucia zaraz po porodzie, to słyszałam że w Wojewódzkim dziecko otrzymuje wit.K w iniekcji, podczas gdy na Klinicznej i Zaspie doustnie. Nie wiem, jak w Redłowie i Wejherowie.

Trudny wybór przed Wami :) niestety tak czy siak musicie pójść na jakiś kompromis. Jeśli to Cię pocieszy w jakikolwiek sposób, to przez te parę dni będziesz tak oszołomiona, że w sumie będzie Ci to wszystko zwisać. Te całe moje przemyślenia/zastrzeżenia tak naprawdę pojawiły się długo po powrocie do domu. W czasie porodu masz taki wyrzut hormonów, że czujesz się jak po "głupim Jasiu", wg mnie to dobrze, bo inaczej chyba nikt by sie na kolejne dziecko nie zdecydował, a ja np. już myślę o drugim, tylko rozsądek każe mi jeszcze poczekać kilka miesięcy. Nie będzie tak źle - koniec końców ból się zapomina, rany się goją, a pomoc męża prawdopodobnie nie będzie Ci tak potrzebna, jak Ci się teraz wydaje. Najwyżej będziecie okupować salę odwiedzin lub korytarz. I powiem Ci, że te hormony "przeprowadzą" Cię przez ten okres, pamiętaj jednak, że ojciec dziecka, jakby się nie wczuł w sytuację, to mimo najszczerszych chęci będzie jednak takim obserwatorem z boku i może się zdarzyć, że też bardzo przeżyje całe "wydarzenie". Tak więc nie wymagaj od niego, żeby całymi dniami był z Wami w szpitalu, on także będzie potrzebował czasu by się "otrząsnąć" i wrócić do normalnego świata:) także zaangażowanie ojca od samego początku jak najbardziej tak, ale godzinę-dwie dziennie moim zdaniem tak naprawdę wystarczy... Ja osobiście uważam, że najważniejsze jest zdrowie dziecka, bo w razie (tfu tfu) powikłan, szybka ingerencja wykwalifikowanego personelu może zapobiec tragedii. Powodzenia.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Rodziłam w połowie grudnia 2013 r w Wojewódzkim i jestem bardzo zadowolona z tego szpitala. I też jestem zwolenniczką zamykania oddziału przed gośćmi. Tak naprawdę tatuś w niczym nam nie pomoże na oddziale, a wsparcie psychiczne, to na odległość też można mieć, są telefony, są odwiedziny itp. Nie róbmy z siebie jakiś świętych krów, nad którymi wszyscy mają się litować i skakać. Wspominacie też problem ciężkich toreb: przecież nie trzeba nic dźwigać, bo jest ten wózek w którym jest dziecko. Ja włożyłam torby pod spód i bez problemu podjechałam do męża. A nawet w szpitalu pani sprzątająca proponowała, że przeniesie torby. Co do personelu, to wiadomo, jak wszędzie, są milsze i te mniej milsze położne, ale tak naprawdę, czy my też zawsze mały super humor i jesteśmy dla wszystkich miłe przez 24/7 i cały rok? Raczej wątpię, więc nie oczekujmy tego o innych, bo każdy może mieć zły dzień. W każdym razie zawsze przychodziły jak się poprosiło, nawet o jakieś głupoty. Zresztą ja to miałam gdzieś, bo najważniejsze było dziecko i ono mi przysłaniało wszystkie inne problemy. Oczywiście zawsze mogłoby być lepiej i szpitale powinny do tego zmierzać, ale też do szpitala jedziemy rodzić, a nie na wczasy all inclusive. Wszystko zależy od naszego nastawienia, jak się będzie się wiecznie niezadowolonym, to też tak będzie wszystko wyglądało.

Słoniki co do zachorowalności na te choroby, to jest taka niska, bo są obowiązkowe szczepienia. Jakby ludzie przestali szczepić, to zachorowalność by wzrosła. To chyba logiczne.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 6
Gałga - niby logiczne, ale logiczne jest też to, że w tym samym czasie gdy wprowadzano szczepienia, o niebo poprawił się standard życia i warunki higieny; jednocześnie znacznie zwiększyła się także częstość występowania chorób autoimmunologicznych. Wzrosła też temperatura na Ziemi i poziom wód w oceanach. Takie korelacje można sobie dowolnie wynajdywać jak komu pasuje, bo nie ma rzetelnej grupy odniesienia (analogicznego społeczeństwa, które w identycznym okresie nie byłoby szczepione profilaktycznie), dopiero wtedy możnaby porównać ze sobą obie populacje - ich wyszczepialność, wskaźniki zachorowań i wysnuć na ten temat wiarygodne wnioski. Pewnie dałoby się też zmontować jakąś statystykę (logiczną, ale nie do końca poprawną metodologicznie) aby udowodnić że antybiotyki zwalczają wirusy, homeopatia działa, a najbezpieczniejszym środkiem transportu jest rower. Każdy wierzy w to, co chce i komu chce. W sporze o szczepienia każdy ma trochę racji - zarówno szczepionkowcy w tym, że w grupach ryzyka sztuczne czynne uodpornienie przynosi korzyści, a antyszczepionkowcy w tym, że szczepień obowiązkowych w polskim kalendarzu jest za dużo, a powikłania są niesłusznie bagatelizowane. Osobiście nie twierdzę, że nie należy szczepić w ogóle, ale że szczepienia noworodków powinny być odsunięte w czasie o kilka tygodni/miesięcy i rozłożone na raty (makymalnie 1 patogen co 2 tygodnie). Co też jeszcze nie znaczy, że ostatecznie uda nam się tak zrobić... Pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Sloniki odbiegasz od tematu forum. Wprowadzasz chaos pisząc nie na temat , w każdej kwestii masz problem. Wspolczuje poloznym i lekarzom jak będziesz rodziła.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 7
Jeśli chodzi o szczepienia to watro wiedzieć iż tak na prawdę żadnego obowiązku szczepienia nie ma, a wszelkie kary są nakładane bezprawnie i na szczęście po ostatnim wyroku NSA sanepidy zaczynają spuszczać z tonu ;) Zresztą nikt nikogo nie gania jeśli rodzice tylko opóźniają szczepienia o kilka miesięcy. Pisma z groźbami są wysyłane do rodziców, którzy mają bardzo duże poślizgi w szczepieniach lub odmawiają ich całkowicie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
bax, ale ten wątek założyła Słoniki, jak masz inny temat do dyskusji, to załóż swój.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Witam,
Ja rodzilam na klinicznej w zeszłym roku i mój partner przebywał ze mną cały czas po porodzie. Przychodzil do mnie codziennie rano i zostawał na cały dzień.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 11
Następna mamusia : maz przychodził rano i zostawał na cały dzień. Kobieto czy ty nie masz rozumu i umiaru? I właśnie przez takie mamusie odwiedzin nie ma ! Same do tego doprowadziłyscie !
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 7
hej, od wczoraj czytam sobie wasz wątek i nawet wczoraj zbierałam się, żeby napisać ale internet siadł :)
ja rodziłam w 2012 na Klinicznej za czasów oddziałów otwartych. Dla mnie to było bardzo ważne, że mąż mógł do nas przyjść. Nie miałam siły ani ochoty siedzieć na sali odwiedzin. My niestety w szpitalu byłyśmy 10 dni z powodu infekcji i szczególnie w drugiej części pobytu pomoc była mi bardzo potrzebna bo fizycznie nie dawałam rady. Do mnie przychodził tylko mąż i to na trochę, niestety u współlokatorów różnie. Na sali przedłużonego pobytu gdzie leżały dzieci z infekcjami do mojej współlokatorki przychodziły tabuny ludzi i siedzieli od rana do wieczora, ona już o 6 przygotowywała się na przyjście gości ubierając piękną piżamkę, robiąc make-up i układając włosy. efekt tego był taki, że po 7 dniach pękła psychicznie ze zmęczenia i sama wszystkich wywaliła :) ale ryczała chyba później dobę, swoją drogę była lekarką, dla mnie masakra
a co do klinicznej to na oddziałach najczęściej kładą kobiety na różnych etapach po porodzie więc dziewczyny sobie pomagają, pierwszego dnia pomaga ktoś tobie a trzecie Ty komuś innemu, ja byłam weteranką pomagania z racji 10 dni, nawet chodziłam z dziewczynami pod prysznic. w takiej sytuacji wstydu nie ma :)
położne od położnic różnw ale raczej ok, w przypływie baby blusa poiły mnie czymś słonym na nerwy, jedna była tylka paskudna przez te 10 dni.
położne od noworodków anioły!!!
przy każdym łóżku jest alarm i jak się dzwoni to pędzą do ciebie, ja raz omyłkowo włączyłam myśląc, że to światło i od razu przy mnie były
położna laktacyjna w sumie nie wiem bo jak jej powiedziełam, że nie mam ciśnienia na karmienie to mi odpuściła (zresztą potem chyba dzięki takiemu latowemu nastawieniu długo karmiłam córkę)
podstawową wadą Klienicznej jest wyżywnienie - abstrahując, że nie jest super pyszne ale do zjedzenia to absurdalen są godziny posiłków - 8 śniadanie, 12 obiad, 16 kolacja - jak ktoś nie ma osoby odwiedzającej (a na patologii ciąży leżą laski z innych miast) to można paść z głodu między kolacją a śniadaniem

no i warto mieć coś ze sobą pożywnego (np. biszkopty) bo jak urodziłam o 24.00 to jak ochłonęłam to byłam tak głodna i wyczerpana, że gdyby mnie koleżanki na sali nie podkarmiły to bym chyba nie doszła do siebie, a tak paczka biszkoptów, 3 godziny snu i miałam się już calkiem spoko :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko

budowa domu czy mieszkanie?? przekonajcie mnie!! (142 odpowiedzi)

witam, wiem ze niektóre forumki budują własne domy za miastem, inne mieszkają w centrum miasta....

Jakie krzesło do biurka (10 odpowiedzi)

Jakie krzesło polecacie dla starszaka, który niebawem wybiera się do szkoły, więc więcej czasu...

Znacie Dr Karinę Kulikowską-Ciecieląg (21 odpowiedzi)

jak w temacie :) jakie macie doświadczenia, opinie?

do góry